Typowy biopic muzyczny, tym razem w wersji polskiej. Obserwujemy życie i początki kariery Jana Borysewicza aż do peaku popularności zespołu Lady Pank.
Znane hity lecą, fajny główny aktor, żwawy dynamiczny film. Można nawet popłakać razem z młodym Jankiem, gdy życie (a raczej śmierć bliskich) daje mu w kość.
Ale ostatecznie to tylko następny solidny biopic. Do obejrzenia na luzaku, nic wyjątkowego, ale ogląda się bezboleśnie, nawet z przyjemnością. Tylko zaznaczę raz jeszcze - dobrze zrealizowany, ale bez specjalnego szału.
Fabuła miejscami dziurawa, wątki na ogół grubymi nićmi szyte, ale za⁎⁎⁎⁎sta stylówa Kate Beckinsale i matrixowy klimat rekompensują niedostatki scenariusza.
Autor filmu przedstawia dowody i opinie różnych osób wskazujących na to, że ludzkość żyje w sieci kłamstw, a światem rządzi spisek.
Ta kategoria "film dokumentalny" to trochę na wyrost. Rozkręca się to topornie, potem widz bombardowany jest szokującymi obrazami, by nareszcie autor przeszedł do sedna, czyli przedstawienia teorii spiskowych. Obraz podzielony jest na trzy części traktujących o religii (głównie skupia się na chrześcijaństwie i osobie Jezusa), zamachach na WTC, oraz Systemie Rezerwy Federalnej w USA. Jako pierwszy film, który kwestionuje mainstream i zachęca do sceptyzmu, działa pewnie ok i może robić wrażenie, ale raczej nie na dzisiejszym widzu, który z podobnymi, albo i jeszcze bardziej odjechanymi teoriami, może mieć do czynienia na co dzień dzięki powszechnemu dostępowi do internetu. Nie jestem w stanie zweryfikować przedstawionych w tym dokumencie "dowodów", ale sposób ich prezentacji i połączenia wzbudził raczej moją czujność: wszystko wydawało się zbyt proste, oczywiste. Gdy coś jest tak pokazywane, to zaczynam podejrzewać wybiórczość i manipulacje. Ale nie powiem, że nie było to w jakiś sposób ekscytujące, zwłaszcza część druga. Pierwsza jest zdecydowanie najsłabsza, taki gimboateizm z kilkoma tezami, z którymi można się zgodzić. Do oglądania przy prasowaniu w sam raz. Polecam jako ciekawostkę, bo ten obraz wydaje się być szkieletem dla wielu z dzisiejszych internetowych produkcji.
Fun fact: Film początkowo funkcjonował w formie spektaklu, który trwał przez sześć wieczorów. Po jednym z nich autor wrzucił go na Google Video, bez specjalnej akcji marketingowej, i niespodziewanie zyskał on ogromną popularność.
Obsada: Richard Jordan, Jason Robards, Alec Guinness,
Czas trwania: 1h 59min
Ocena: 6/10
Średnio dobry film.
Co do poziomu adaptacji to totalna tragedia - 0/10. O ile pominiecie czegoś mniej znaczącego rozumiem bo nie da się umieścić całej książki w 2h to przekręcanie scen to nieporozumienie - łącznie z zmienionym zakończeniem.
@entropy_ kurde ja chyba pomyliłem coś przy oglądaniu tego albo jestem zbyt wymagający jak na filmo kreskówkę w stylu kosmicznego meczu xD
Bo o ile bekę miałem na tym filmie, o tyle te postacie ludzkie są tak słabe że aż mnie skręcało przy oglądaniu. Nie miałem wielkich wymagań ale, rzutowało mi to na cały film.
To anime obejrzałem z polecenia kogoś tutaj z Hejto ale już nie pamiętam kogo xd. Uwielbiam kreskę i animacje w tym. To jest moim zdaniem świetny przykład jak się powinno robić remake starych anime z zachowaniem tego starego stylu przy nowoczesnych technikach tworzenia animacji.
1046 + 1 = 1047 Tytuł: MUSHI-SHI Rok produkcji: 2005 Kategoria: Anime / Przygodowy / Fantasy / Mystery / Psychologiczny / Slice of Life / Supernatural Czas trwania: 10h 50min Ocena: 8/10
Tytuł oryginalny: Mushishi Format: TV, 26 odc, 25min/odc | Źródło: Manga | Studio: Artland | Ocena na AniList: 8.4/10 | AniList | MyAnimeList
Mushi to takie duchowe formy życia, które przyjmują przeróżne formy, czasem żyją w symbiozie z resztą natury, czasem na nią wpływają w przeróżny sposób. Tylko część ludzi jest w stanie je widzieć. Główny bohater Ginko jest Mushi-shi(mistrzem mushi) zajmuje się ich badaniem i podróżuje po świecie.
Anime ma epizodyczną konstrukcję, 1 odcinek to 1 historia. Na początku mi przeszkadzało brak ciągłego wątku, ale się przyzwyczaiłem, mimo, że jednoodcinkowe to te historie potrafiły być wciągające. Przez całe anime jest taka aura tajemniczości, niepewności, muzyka świetnie buduje napięcie.
Szkoda, że nie było więcej wątków związanych z głównym bohaterem, bo mnie zaciekawiło. Sequele będą oglądane, ale to na spokojnie.
Dwóch detektywów próbuje rozwiązać sprawę morderstwa. Złapanie mordercy zapewni jednemu z nich awans. Pierwszy w zamian za informacje doprowadzające go do swojego celu tuszuje inne morderstwo. Tymczasem ten drugi wpada na trop tego zatuszowanego morderstwa.
Totalnie bez sensu film, nie wiem po co to w ogóle powstało. Momentami czułem się jakbym odpalił drugi odcinek jakiegoś serialu bez obejrzenia pierwszego. Ani to nie było ciekawe, ani trzymające w napięciu. Nie winię tu nawet aktorów bo robili co mogli ale z takim scenariuszem nie dało się zbyt dużo zrobić xD. Obejrzałem to do końca wyłącznie dlatego, że to był jedyny film jaki miałem pobrany na telefon podczas powrotnej podróży samolotem.
Dziewczynka z mocnym przypadkiem autyzmu jest jednym światkiem rzekomego morderstwa. Czy będzie w stanie przekazać w sądzie co naprawdę się wydarzyło?
Ogólnie to całość jest o tym jak pewien prawnik odkrywa czym jest autyzm i uczy się rozmawiać i zrozumieć takie osoby. Fabularnie jest dość przewidywalny a jeśli chodzi o realizm to nie mam pojęcia czy osoby z autyzmem rzeczywiście się tak zachowują bo żadnej nie znam. Aktorzy zagrali ok ale ogólnie sama koncepcja na film mnie średnio porwała i obejrzałem to od niechcenia podczas lotu samolotem. Raczej nie polecam bo mocno przeciętny.
To najbardziej pechowy duet jaki widziałem w kinie :slightly_smiling_face: Bohaterowie mieli pod górkę od samego początku. Nie chcę opisywać fabuły bo powiedzmy zaskakuje tu i tam, ale po oglądnięciu będziecie mieć takie same odczucie: jakim cudem można mieć tyle pecha.
Trochę ocen:
Oglądałem w 4DX i fotelem tak rzucało, że musiałem się mocno zapierać: 10/10
Sam film to takie średnie: 6/10
"Alaska" jest piękna i chętnie odwiedzę: 10/10 (film kręcony w Kanadzie, ale klimat podobny).
Brad Pitt: 8/10 - wie co robi. Trochę mnie zdziwił jego angaż, ale pewnie samo go wyprodukował, więc nie musiał płacić rachunku za swoją pensję 😛
Pies Odyn (a w sumie psy bo ich było chyba z 5 wg napisów końcowych): 12/10. Piękna bestia, która wiedziała dokładnie co, gdzie i kiedy.
Do kina bym specjalnie nie szedł. W domu w leniwe popołudnie można oglądnąć.
Oglądałem w 4DX i fotelem tak rzucało, że musiałem się mocno zapierać. Do kina bym specjalnie nie szedł. W domu w leniwe popołudnie można oglądnąć.
Wyobraziłem sobie scenkę, jak siedzisz w salonie na fotelu przed Samsungiem, z tyłu dzieciaki trzęsą meblem, a z boku żona psika co jakiś czas spryskiwaczem i dymi papierosem xD
@sireplama XD :slightly_smiling_face: Faktycznie trochę ułomny skrót myślowy :slightly_smiling_face: Poszedłem do kina bo 4DX, a nie dlatego, że chciałem to oglądnąć. Film był w jakiejś promocji za £5 (zamiast £20) i pomyślałem, że czemu nie :slightly_smiling_face:
Zdarzało mi się przeczytać (choćby trylogię „Pierścień Mroku”) czy nawet napisać kilka opowiadań osadzonych w “Uniwersum Metro 2033”, jednak były to historie dziejące się po określonych wydarzeniach (jak wspomniana trylogia) lub obok, niezahaczające o oryginalną opowieść.
Za to nigdy nie byłem przekonany do idei zmiany charakteru postaci na tyle mocno, że z oryginałem łączy ją jedynie imię. Oczywiście próba odpowiedzi na pytanie „co byłoby, gdyby?” potrafi być fascynująca, jednak uważam, że lepiej byłoby napisać coś własnego, a nie przerabiać oryginał pod siebie.
Nie uważam jednak, że ekranizacja musi być nie wiadomo jak wierna materiałowi źródłowemu. Często powieści trudno jest przenieść na ekran bez utraty jakości - to w końcu bardzo różniące się od siebie media. Ponadto do „Lalki” jako powieści nie mam dużego sentymentu. Ostatni raz przeczytałem ją w technikum i zapamiętałem ją jako dość przyjemną lekturę, jednakże zapomniałem o większości wątków. Być może dlatego netfliksową adaptację oglądało mi się tak dobrze.
Bo gdyby odsunąć na bok kontrowersje związane z luźnym podejściem do powieści, to jest to naprawdę dobry serial. Z przyjemnością patrzyłem na bogate wnętrza kamienic, kostiumy także zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dźwiękowo również - w końcu mogłem obejrzeć polską produkcję bez włączonych napisów! Życzę sobie więcej tak dobrze zrealizowanych polskich produkcji.
Oczywiście przeszkadzały mi przekleństwa, nie zawsze pasujące do sytuacji. Przeszkadzała mi nierówna kreacja Łęckiej, którą z jednej strony redaktorki „Bluszczu” cisnęły, że nie zna się na prawdziwym świecie, z drugiej potrafiła jak równy z równym rozmawiać z mężczyznami. Jakoś nie jestem fanem Drzymalskiej.
W niedziele skończyłem, jestem zachwycony i to zakończenie mi sie podobalo(co jak widać po moim nowym profilowym). Ciężko mi się doszukać słabych punktów, bo jak na początku byłem sceptycznie nastawiony do Drzymalskiej, to teraz wydaje mi się, że lepszej aktorki wybrać nie mogli. Tak jak wspominasz, wykonanie, sceneria, muzyka, ozdoby kostiumy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Wątek Ignacego I Marianny to samo, szczególnie moment zemsty pod koniec. Ciężko mi się do czegoś tu było doczepić, jeśli już miałbym, to to, że Łęcka z ciotką między sobą mówią po angielsku, a w tamtych latach to chyba francuski był na topie? Dla mnie serial mocne 9/10. Też książkę ostatni raz widziałem w technikum i nie zapamiętałem prawie nic, wiec moze to mieć jakiś wpływ na mój odbiór. Cała produkcja to całkowicie moj klimat, nie wiele znam takich produkcji, no i też nie jestem jakimś serialowym maniakiem, być może więc, wiele nie potrzeba, żeby zrobić na mnie wrażenie. Po zakończeniu czułem sie jak na tym memie z Escobarem, co nie wie co ze sobą zrobić 🫣
W naszym klubie koniec przygody z postapo Alberta Pyuna.
"Dollman" to klimatyczny SF Brudny Harry, który ma... 30 cm. I rozwala złoli ot tak, bez wysiłku.
Co prawda nie ma tu cyborgów (nadrabia mała główa-złol), nie ma też postapo (chociaż zdegenerowane klimaty Bronxu pięknie nadrabiają), ale jest Bardo - bezwzględny glina z planety Arturos. W pogoni za przestępcą Sprugiem (z typa została tylko latająca główka) trafia na Ziemię. Tam niestety ludzie są wielokrotnie więksi niż na rodzimej planecie, ale nie szkodzi. Bardo może jest malutki, ale za to ma superguna, którym może załatwić wszystko.
Pomaga tam młodej kobiecie, która próbuje uporać się z rosnącą przestępczością.
I tyle. Klimat zepsutego Bronxu i muzyka George'a Morodera na duży plus. Reszta jednak nie wypełniła pustki po cyborgach i postapo.
Mężczyzna budzi się na szpitalnym łóżku w opustoszałym świecie opanowanym przez ludzi zarażonych wirusem wywołującym niepohamowaną, zwierzęcą agresję.
Mimo, że kojarzę ten horror już od długiego czasu, to zabrałem się za jego seans dopiero niedawno. Był ok, choć nie porwał mnie jakoś bardzo. Doceniam to, ile dało się zrobić przy bardzo małym budżecie, jakim dysponował Boyle. Reżyser nie bał się eksplorować różnych mroczniejszych aspektów sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie, choć też nie wykorzystał w tym konkretnym obrazie wszystkich możliwych tropów (może pojawią się w kolejnych częściach). Ogólnie czuć z tego dzieła klimat telewizyjnej produkcji, począwszy od sprzętu, na którym je nagrywano, przez raczej oszczędną scenografię i bezpieczne lokalizacje, po grę aktorską, która ogólnie nie jest zła, ale nie jest to pierwsza liga, co nie przeszkadzało mi też zbytnio. Mimo wszystko nie byłem w stanie do końca wczuć się w klimat, poczuć jakiś dreszcz emocji, już nie mówiąc o strachu. Jeśli ktoś spodziewa się filmu strasznego, to będzie raczej zawiedziony - dość powiedzieć, że moja żona, która horrorów unika jak ognia, ten łyknęła bez problemu. Polecam fanom filmów analizujących ekstremalne scenariusze.
Fun fact: Produkcja kosztowała niewiele, bo ok. 8 milionów dolarów, przy czym zarobiła 10 razy więcej. Obniżeniu kosztów sprzyjało wykorzystanie lekkich kamer cyfrowych, a także zatrudnienie mało znanych aktorów, np. Cilliana Murphy'ego, który nie był jeszcze wtedy rozpoznawalną gwiazdą filmową.
Fabularyzowana historia opowiadająca o słynnym Unabomberze - Tedzie Kaczynskim - który przez 17 lat terroryzował USA rozsyłając domowej konstrukcji bomby do wielu osób i instytucji, prowadząc swoistą krucjatę przeciwko cywilizacji technicznej. Fabuła została poprowadzona w formie dwóch równoległych wątków - jeden z nich opowiada o śledztwie i próbach złapania bombera, drugi o okresie studiów i przemianie jego osobowości w tę, dzięki której stał się "sławny".
Co do samego filmu - pozostawia spory niedosyt. Wątek studiów zdecydowanie dominuje, przez co śledztwa i aresztowania jest zdecydowanie za mało. Jak na lekarstwo jest w nim też samej działalności bombowej i jej "smaczków", przez co całość dostała taką a nie inną ocenę.
Osobiście wolę przerysowane, noirowe Batmany Burtona, niż pseudorealistyczne Batmany Nolana. Jednak odzianych w obcisłe rajtki superbohaterów powinno traktować się z przymrużeniem oka, a nie brać 200% na serio.
Irytowała mnie postać Basinger, pozostaję team Selina :cat:
Obsada: James Cagney, Humphrey Bogart, Rosemary Lane
Czas trwania: 1h 25min
Ocena: 6/10
Gang pod wodzą Whipa McCorda napa na dyliżans, który wiózł pieniądze za ziemie Indian. Ale nie cieszy się nimi zbyt długo, gdyż zostają mu skradzione przez Jima Kincaida zwanego "Oklahoma Kid". McCord nie daruje mu tego i planuje zemstę. Przybywa do miasta rodziców Kincaida. Jego ojciec stara się o urząd burmistrza, ale Whip wrabia go w morderstwo i podburza mieszkańców do linczu..
Szkoda że Humphrey grał mniej znaczącą role. Ogólnie bez szału western
1036 + 1 = 1037 Tytuł: The Ramparts of Ice Rok produkcji: 2026 Kategoria: Anime / Komedia / Drama / Romans / Slice of Life Reżyseria: Mankyuu Czas trwania: 5h 36min Ocena: 7/10
Tytuł oryginalny: Koori no Jouheki Format: TV, 14 odc, 24min/odc | Źródło: Manga | Studio: Studio KAI | Ocena na AniList: 8.3/10 | AniList | MyAnimeList
Główna bohaterka Koyun w skutek różnych przeszłych szkolnych doświadczeń jest zamknięta w sobie, spędza czas samotnie i nie potrafi z nikim nawiązać kontaktu.
Początkowo myślałem, że to będzie traktować o takich cięższych emocjach, ale poszło to bardziej w stronę szkolnego slice of life/romans z różnymi wewnętrznymi problemami bohaterów, którzy muszą sobie radzić dla typowych dla ich wieku emocjami, niepewnościami.
Mimo wszystko fajne, polubiłem bohaterów i będę oglądał kolejny sezon, który właśnie się zaczął.
Również podoba mi się to, że często do przedstawienia emocji bohaterów używany jest taki uroczy uproszczony artstyle, to sie chyba chibi nazywa jak mnie poinformował kolega zjadający światowe zasoby ramu.
Oglądałeś Polar Opposites tego samego autora? Bardziej mi podeszło niż ta seria, ale też ma bardziej lekki vibe. Właśnie 2 sezon się skończył który chyba w całości mangę pokrył (jeszcze nie widziałem 2giego sezonu)
Jedna z ostatnich polskich komedii, która powstała tuż przed wybuchem wojny. Premierę miał już w trakcie okupacji (Niemcy dokończyli montaż i dopuścili do grania w kinach).
W dwudziestoleciu międzywojennym polska kinematografia znała tylko jeden rodzaj komedii - komedia omyłek i nie inaczej jest w "Sportowcu".
Przez pomyłkę warszawski fryzjer Dodek jest brany za hokeistę, a pan hokeista jest brany za fryzjera. Panowie robią deal, by dalej odgrywać swoje role.
W roli Dodka - Dymsza, ale tutaj jego aktorstwo głównie koncentruje się wokół slapstikowej formuły. Więcej aktorstwa pokazuje Żabczyński, a uroczo mu wtóruje Ina Benita.
Niestety, chociaż pałam wielką miłością do starych polskich komedii przedwojennych, "Sportowiec" nieco mnie rozczarował. Dowcipy nie działały na mnie zbyt często i Dymszę jednak wolę gdy więcej gra niż tańczy i się przewraca i w ogóle. Takiego Dymszę jak w "ABC miłości" kocham najbardziej.
Mimo wszystko miło było zobaczyć taką komedyjkę, zawsze to kolejny tytuł do odhaczenia z najpopularniejszymi aktorami tamtych czasów.
Do obejrzenia za darmoszkę na ninateka.pl (jak i inne zrekonstruowane stare polskie komedie).