Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Sum

w Książki

0piorunów

1160 + 1 = 1161

Tytuł: Autostopem przez Galaktykę

Autor: Douglas Adams

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: ebook

ISBN: 9788382022018

Liczba stron: 320

Ocena: 5/10

- Wiesz - westchnął Artur - kiedy przychodzą chwile jak ta, gdy razem z facetem z Betelgeuse siedzę zatrzaśnięty w vogońskiej komorze ciśnień i lada chwila uduszę się w bezkresnym kosmosie, to myślę, że trzeba było słuchać matki, gdy byłem mały.

- A cóż takiego mówiła?

- Nie wiem, nie słuchałem.

Pewnego dnia na Arthura Denta spadają dwa ciosy – najpierw dowiaduje się, że jego dom ma zostać zburzony, gdyż przez działkę ma przebiegać autostrada, nieco później zaś, że zniszczeniu ma ulec Ziemia, ponieważ na miejscu planety przewidziano trasę hiperprzestrzennej autostrady kosmicznej. W ostatniej chwili Arthur zostaje uratowany przez swojego kumpla Forda, który, jak się okazuje, był przebywającym incognito na Ziemi badaczem zbierającym materiały do przewodnika Autostopem przez Galaktykę, kosmicznego źródła wiedzy wszelakiej. Obaj wyruszają w niezwykłą podróż po kosmosie.

Była to chyba moja czwarta albo piąta lektura Autostopem przez Galaktykę. Niestety, z każdym kolejnym rereadem powieść coraz mniej mi się podoba, zwyczajnie nie bawi mnie jak za pierwszym razem. Absurdalny humor Adamsa działa chyba jednorazowo... W dodatku po latach sporo żartów wydaje się być na siłę, trochę w stylu zjechanych niedawno przeze mnie Foliarzy. Przy okazji kolejnych lektur coraz bardziej irytuje również wyraźna epizodyczność fabuły, wynikająca z pierwotnej formy cyklu jako serialu radiowego.

Książka obecnie uznawana jest za klasyka, nie wiem jednak, czy byłabym ją w stanie polecić. Autostopem to kwintesencja brytyjskiego poczucia humoru, który na pewno nie każdemu podejdzie. Radziłabym raczej najpierw obejrzeć ekranizację z 2005 roku, jak na dość specyficzny materiał źródłowy dobrze oddaje humor książek i jest spójniejsza fabularnie, chociaż jej głównym atutem pozostają świetne role Alana Rickmana i Sama Rockwella oraz urocze cameo Billa Nighy’ego.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk

w Książki

14piorunów

1159 + 1 = 1160

Tytuł: Jądro ciemności

Autor: Joseph Conrad

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Vesper

Format: książka papierowa

Liczba stron: 172

Ocena: 8/10

Mroczna i refleksyjna opowieść.

Dziś brak kreatywności na lepszy opis, ale bardzo polecam, nie zawiedziecie się.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

14piorunów

1158 + 1 = 1159

Tytuł: Slaves to Darkness

Autor: John French

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 432

Ocena: 6/10

“You are left with one thing that means that you are not a slave - you have a choice.”

LI część cyklu Herezja Horusa

Zbliżamy się do punktu kulminacyjnego. Sztormy osnowy tracą na sile, Horus zdaje sobie sprawę, że czas się kończy i musi uderzyć póki jeszcze lojalne Imperatorowi Legiony I i XIII nie dotarły układu Sol. Zwołuje więc braci, którzy stanęli po jego stronie, by wyruszyć na podbój Terry: Hej, chłopcy, zbieramy się odwiedzić tatusia. Lorgarku, znajdź Fulgrima, a ty Perturabo weź ze sobą Angrona <papajmacha.jpg>

“Slaves to Darkness” okazało się jedną z trudniejszych części cyklu.

Po pierwsze dlatego, że jest to opowieść o podziałach. O tym, że każdy ze zdradzieckich prymarchów ma w tej wojnie swój własny cel, a niektórzy nawet zboczyli ze ścieżki na tyle daleko, że obalenie Imperium przestało ich interesować. O tym, że Legiony również nie są monolitami, a ambicje poszczególnych oficerów prowadzą do wewnętrznych zdradzieckich rozgrywek. Ponadto niektórzy bohaterowie zaczynają sobie uświadamiać, że byli tylko pionkami w grze prowadzonej przez innych, ale mimo tej świadomości nie mają już możliwości powrotu z obranej drogi i stają się niewolnikami losu.

Druga sprawa, to chaotyczna narracja. Niby została podzielona w prosty sposób na trzy wątki, ale jest pełna zaburzających rytm czytania wtrąceń i retrospekcji, czasem wyjaśniających skomplikowane ciągi przyczynowo-skutkowe, a czasem będących po prostu wspomnieniami. Tak jakby złożona konstrukcja przerosła autora i musiał tym sposobem ratować spójność opowieści. No i na mój gust za dużo było osnowowego ugabuga.

Tym razem to Maloghurst nie zrobił nic złego.

Ciekawe przedstawiony został Perturabo łączący sprzeczne cechy posłusznego psa i giga chada.

Książka ma też mocne momenty takie jak spotkanie Perturabo z Angronem, czy końcówka na Ullanorze.

W perspektywie całości Herezji Horusa jest to średniak, który nie wnosi wiele nowego, a raczej wyjaśnia pewne zagadnienia.

GURU1piorunów

Smerfy juz jada wszystkich rozjebac, wysmiewani a tak samo jak tysiace lat pozniej z indomitud crusade, kiedy wszystko sie rozpada, nadzieja znika pod oceanem ciemnosci, to synowie macragge sa kregloslupem imperium.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

15piorunów

1157 + 1 = 1158

Tytuł: Sto milionów dolarów

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 416

Ocena: 6/10

Książki z Reacherem dzielę na 3 kategorie (na ten moment):

1. Reacher sam pośrodku niczego - zawyczaj wysiada na przystanku, a lokalsi od razu go nie lubią, bo mają coś za uszami, a on jest wścibski

2. Reacher z zespołem - więcej akcji, więcej strategii, konflikt z organizacjami rządowymi/przestępczymi i trochę historii innych bohaterów ze 110 pulku lub innych

3. Reacher na pełnej k⁎⁎⁎ie - helikoptery, samoloty, narkotyki, przemytnicy, międzynarodowy konfilkt/zagrożenie, miliony na stole

21 tom przygód Jacka Reachera to zdecydowanie 3 kategoria. Child ponownie zabiera nas w trochę bardziej międzynarodowe rejony. Amerykański wywiad przechwytuje informację o tajemniczej transakcji wartej 100 milionów dolarów. Problem w tym, że nie wiadomo, co właściwie jest przedmiotem sprzedaży ani kto chce to kupić. Wiedzą tylko kto sprzedaje. Cena sugeruje jednak, że sprawa może być naprawdę poważna i wagi państwowej, bo sprzedawcą jest były wojskowy. Do akcji wkracza więc Reacher oraz reprezentanci 3 literowych służb, a śledztwo prowadzi między innymi do Niemiec.

Sam pomysł z pytaniem „co może być warte 100 milionów dolarów?” jest całkiem dobry i przez sporą część książki skutecznie napędza fabułę. Niestety ponownie dostajemy Reachera bardziej jako agenta wykonującego międzynarodową misję niż samotnego włóczęgę, który przypadkiem trafia do małego miasteczka i odkrywa jego mroczne tajemnice.

A ja zdecydowanie wolę tę wersję Reachera z 1 kategorii. 2 wersja też spisuje się nieźle, ale wersja 3 to już nie moja bajka i tego typu fabuły szukam u boku innego Jacka - Ryana.

Oczywiście nadal mamy wszystkie charakterystyczne elementy serii: analizowanie przeciwników, bójki, wojskową przeszłość Reachera i jego niezwykłą zdolność do znalezienia się dokładnie tam, gdzie za chwilę wydarzy się coś złego. Tyle że po 21 tomach sam schemat już nie wystarcza, jeśli historia nie wyróżnia się czymś więcej.

"100 milionów dolarów" nie jest złym Reacherem, ale jest jednym z tych gorszych tomów, które prawdopodobnie szybko znikną mi z pamięci. Czytało się sprawnie, dostałem swoją kolejną porcję przygód ulubionego włóczęgi, ale zabrakło mi lokalnego klimatu i bardziej osobistej historii.

Reacher nadal pozostaje dla mnie literacką gwarancją dobrej rozrywki, ale z 21 tomem bawiłem się mniej udanie.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 157/128

Gruba ryba1piorunów

Dodałem pierwszy tom na obszerną listę do sprawdzenia, bo widzę że siedzi seria

Lider1piorunów

@saradonin_redux "Poziom śmierci" był średni (6/10), ale jest świetnym reprezentantem tego czym seria o Reacherze jest. Książka z tej 1 kategorii - Reacher sam pośrodku niczego. Plusem jest też to, że ma ekranizację, więc będziesz mógł porównać po przeczytaniu :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Książki

12piorunów

1156 + 1 = 1157

Tytuł: Korespondentka

Autor: Virginia Evans

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Filia

Format: ebook

Liczba stron: 344

Ocena: 8/10

Mam pewnoą słabość do książek, które próbują opowiedzieć historię w trochę inny sposób. "Korespondentka" Virginii Evans robi to właściwie od pierwszej do ostatniej strony, bo zamiast klasycznej narracji dostajemy zbiór listów, wiadomości i korespondencji, które czasami są ze sobą mocno powiązane, czasami tylko delikatnie się zazębiają, a innym razem wydają się zupełnie osobnymi historiami. I ku mojemu zaskoczeniu - bardzo mi się to spodobało.

W centrum tej korespondencyjnej układanki znajduje się Sybil Van Antwerp, kobieta po siedemdziesiątce, której życie poznajemy nie poprzez klasyczną opowieść, ale właśnie dzięki temu, co pisze do innych i co inni piszą do niej. Koresponduje z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi, ale również z ludźmi, których właściwie nie zna osobiście. Są wśród nich pisarze, których książki wywarły na niej wystarczająco duże wrażenie, żeby postanowiła do nich napisać. Są to również pracownicy instytucji, z którymi załatwia sprawy, czy portali, na których Sybil posiada konta.

Początkowo można mieć wrażenie, że podglądamy po prostu cudzą skrzynkę pocztową. Jeden list, drugi, odpowiedź, później nagle przeskakujemy do zupełnie innego adresata. Powoli jednak z tych pojedynczych elementów zaczyna wyłaniać się człowiek. I chyba właśnie to najbardziej podobało mi się w tej książce.

Nie dostajemy biografii Sybil. Sami musimy ją sobie zbudować.

Z kolejnych listów wyciągamy informacje o jej przeszłości, rodzinie, małżeństwie, dzieciach, relacjach z innymi ludźmi, ale również o jej charakterze. Czasami więcej mówi sposób, w jaki do kogoś pisze, niż sama treść wiadomości. Innym razem znaczenie ma to, czego w liście zabrakło. Z czasem zaczynamy również dostrzegać wydarzenia z przeszłości, które wywarły na Sybil ogromny wpływ i których konsekwencje nadal są obecne w jej życiu.

Bardzo lubię takie literackie układanki. Autorka nie mówi: „Sybil jest taka i taka”. Zamiast tego daje mi kilkadziesiąt czy kilkaset elementów i pozwala samemu dojść do tego, kim właściwie ta kobieta jest. A ponieważ różni ludzie znają różne jej wersje, z różnych okresów czasu i z róznym stanem zdrowia (choć bardziej powinienem powiedzieć - pogłębiającej się niepełnosprawności), obraz nigdy nie jest całkowicie jednoznaczny.

Świetnie działa też pozorna przypadkowość korespondencji. Nie każdy list musi prowadzić fabułę do przodu. Nie każda osoba musi okazać się kluczowa dla wielkiego finału. Niektóre wiadomości są zabawne, inne smutne, jeszcze inne właściwie zupełnie zwyczajne. Jedne Sybil pisze na chłodno, inne pod wpływem dużych emocji. Tyle że dokładnie tak wygląda jej życie. Nie każda rozmowa, którą prowadzi, okazuje się po latach istotna.

A mimo tego gdzieś pod powierzchnią tych wszystkich listów znajduje się większa historia. Stopniowo zaczynamy rozumieć, dlaczego Sybil jest właśnie taka, dlaczego niektóre relacje wyglądają tak, a nie inaczej i dlaczego pewne tematy wracają w jej korespondencji jak bumerang. Forma, która początkowo wydaje się tylko ciekawym eksperymentem, okazuje się bardzo dobrze dopasowana do opowiadanej historii.

Jest w tym również coś trochę nostalgicznego. List wymaga czasu. Trzeba usiąść, zastanowić się, co właściwie chcemy powiedzieć, napisać to, może przekreślić akapit czy dwa, zaczać list od nowa na nowej kartce, przepisać na czysto, wysłać, a później czekać na odpowiedź. W świecie komunikatorów i odpowiedzi wysyłanych po kilku sekundach takie podejście do rozmowy wydaje się niemal czymś z innej epoki. A Sybil prowadzi tę formę konwersacji od dekad, sama przyznaje, że zaczęła już jako dziecko, a przypomnę, że gdy ją poznajemy, ma ponad 70 lat.

"Korespondentka" nie jest książką pełną wielkich wydarzeń czy dramatycznych zwrotów akcji. Jej największą siłą jest powolne odkrywanie człowieka poprzez jego relacje z innymi ludźmi. Z luźnych, czasami powiązanych, a czasami zupełnie niezależnych listów, Virginia Evans składa pełny obraz życia jednej kobiety.

I chyba właśnie za tę formę polubiłem tę książkę najbardziej. Zaczynałem od czytania cudzej korespondencji, a kończyłem z poczuciem, że naprawdę poznałem osobę, która ją wymieniała.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 156/128

GURU1piorunów

To polecam Dom z lisci, ale tam
Juz nie jest « troche » inaczej tylko jak to masial wojek Karol « w c⁎⁎j » inaczej

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w Hydepark

25piorunów

1155 + 1 = 1156

Tytuł: Tomek Beksiński. Portret prawdziwy.

Autor: Wiesław Weiss

Kategoria: biografia

Wydawnictwo: Vesper

Format: papierowa

ISBN: 9788377312438

Liczba stron: 736

Ocena: 2/10

Głupio mi się przyznać do tego, że książkę kupiłem dziesięć lat temu i dotychczas nie zdołałem przeczytać jej porządnie w całości. Raz przeczytałem jakiś jeden rozdział, innym razem zabrałem się za początek, ale różne okoliczności sprawiały, że kończyłem na dwusetnej stronie, w rocznicę śmierci Beksińskiego czytałem ostatnie rozdziały, zapowiadające tragedię. Gdzieś w maju lub w czerwcu podczas maratonów z Bondami wyjąłem jeszcze raz tę książkę, by zajrzeć do rozdziałów opowiadających o pracach nad tłumaczeniem filmów. Wtedy się zawziąłem i obiecałem sobie, że książkę w końcu przeczytam. No... zacząłem w ubiegłym w niedzielę, skończyłem dzisiaj.

Coś, co miało być fascynującą lekturą i książką obnażającą nieprawdy u Grzebałkowskiej i spółki okazało się być zdradą, której ofiarą jest bohater książki. Po lekturze jestem niesamowicie wkurwiony i zniesmaczony.

Wiesław Weiss nie ukrywał, że zabrał się za książkę, bo chciał pokazać prawdziwy obraz Tomasza Beksińskiego, bo go uraził obraz Beksińskiego z reportażu Grzebałkowskiej oraz filmu Ostatnia rodzina. Książka liczy sobie ponad 700 stron (670 z pominięciem źródeł i bibliografii na końcu). Jak wyszło to demaskowanie? Do reportażu Grzebałkowskiej odniósł się... kilka razy. (Nie liczyłem, ale po kilkuset stronach, jak już pojawiło się jej nazwisko to byłem zaskoczony. Wracając pamięcią udało mi się przypomnieć o trzech odwołaniach do jej reportażu, co jest bardzo słabym wynikiem). W książce nie ma indeksu, co stanowi nie tylko utrapienie dla czytelników, chcących na szybko znaleźć informacje o wybranych osobach. Zapewne indeksu nie ma z powodów finansowych, ale indeks stanowiłby jednoznaczny dowód, że Weiss po prostu okłamał czytelników, pisząc, że rozprawi się z tymi wszystkimi mitami, które były w poprzedniej książce, filmie-reportażu czy w filmie z Ogrodnikiem.

Jakby książka nie była reklamowana podtytułem „Prawdziwa historia” to nie czepiałbym się aż tak, że Weiss zdecydował się napisać książkę wspomnieniową, która ma być laurką na cześć przyjaciela. Nie lubię laurek, ale nie marnowałbym czasu na wypożyczenie takiej książki.

Weiss bardzo po łebkach potraktował relację dorosłego Tomasza z jego rodzicami, gdzie pisał, że w sumie wszystko było dobrze, tylko Zofia była zdecydowanie zbyt opiekuńcza, Zdzisław w mniejszym stopniu też, a Tomasz po prostu miał chwilowe awantury, po których następnego dnia przepraszał. Wszystko zostało spłycone. Grzebałkowska sporo miejsca poświęciła na trudny charakter Tomasza Beksińskiego i jego ekscentryczne zachowania. Ile w tym prawdy? Nie wiem, ale na dobrą sprawę - po co autorka miałaby celowo wprowadzać czytelników w błąd? W pamięci zapadła mi historia (nie cytuję dokładnie, reportaż ten czytałem kilka lat temu), w której ktoś odwiedza Beksińskich, w mieszkaniu jest Tomasz i tak się chamsko odzywa do matki, że gość wprost mu powiedział, że ma się hamować, bo zasługuje na dostanie w pysk. Weiss słowem się nie odniósł do tej historii. Weiss za pił do innej historii (nie pamiętam, czy z filmu z Ogrodnikiem czy do książki), że w dniu śmierci babci Tomasz miał wypalić, że „zostało ich troje, jak Genesis”. Przypomiam sobie o tym fragmencie dlatego, że w części właściciej książki babcia (babcie? Z filmu pamiętam, że były obie) pojawia się tylko w okresie sanockim i jej relacje z Tomaszem po przeprowadzce w zasadzie nie zostały poruszone.

Zresztą, Weiss nie miał jaj, by napisać we wstępie, jak nazywają się nielubiane przez niego filmy i książka. Pisanie o „Słynnym Reportażu”, „Słynnej Książce” i „Słynnym Filmie”, gdzie oskarża się autorów tych dzieł o „plugawe treściki” itp. jest po prostu żałosnym unikiem, w którym ucieka się od oskarżeń o zniesławienie.

Po takim doborze materiałów książka przestaje być wiarygodna. Nie wiem, dlaczego Weiss ponad 80% książki poświęcił wyłącznie na historie, jakim to Tomasz był wspaniałym przyjacielem i pracownikiem, którego jedyną wadą była zbytnia ufność wobec ludzi, którzy lubili go wykorzystywać. Pisząc nie wiem mam na myśli dylemat, czy jego dawny znajomy po prostu wypierał z siebie jakieś wydarzenia lub cynicznie sporządził nowy obraz Tomasza, na którym można było sporo zarobić.

Cały okres Weissa jest przesłodzony, przyjaciele właściwie tylko dobrze mówią o zmarłym, a jak krytykują, to jego nadmierne spożywanie Coca-coli i dań kuchni azjatyckiej, bo niezdrowa dieta rzutuje na samopoczucie, co mogło sprowadzić do katastrofy. Takie to wniosku. Jak ktoś bezpośrednio źle pisze o Tomaszu to wyłącznie z racji zawiści (redakcja Rock'n'Roll, Hołdys) lub po prostu zmyśla i nie wie, o czym mówił (Knapik). Interesujące jest to, że w tej książce bardzo mało jest wypowiedzi Piotra Dmochowskiego, który popularyzował obrazy Zdzisława Beksińskiego i znał się z rodziną. Jeśli te wypowiedzi się pojawiają, to wyłącznie w formie cytatów z poprzednich reportaży czy surowych taśm archiwalnych. Nie ma ani jednej nowej wypowiedzi, specjalnie na potrzeby książki. Nawet w książce nie pojawia się sugestia, że były próby nawiązania kontaktu. Bardzo źle to świadczy o kryteriach doboru świadków.

Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że do tej wielkiej manipulacji dochodzi coś, co moim zdaniem stanowi jawne sku⁎⁎⁎⁎⁎⁎stwo, po którym Weiss powinien zostać personą non grata w środowisku muzycznym. W książce pełno jest „cytatów” z listów Tomasza Beksińskiego. Zwłaszcza z listów do jego partnerek. Właściwie połowa książki to relacje miłosne, tłumaczenie się poprzednich dziewczyn ze swoich decyzji, a także tłumaczenia przyjaciół, jak to partnerki Tomasza nie pasowały do niego. Słowo „cytaty” specjalnie napisałem w cudzysłowie, ponieważ owe cytaty to właściwie prawie całe listy, z drobnymi ustępami w treści. Macham już ręką na problem czy taki zabieg to już nie naruszenie praw autorskich, ale do k⁎⁎wy jasnej – list, zwłaszcza miłosny, to rzecz bardzo delikatna, poruszająca bardzo osobiste relacje pomiędzy nadawcą a adresatem. Nawet jeśli Weiss dostał zgodę od wielu poprzednich dziewczyn Beksińskiego to z szacunku do samego Beksińskiego powinien zachować treść tych listów dla siebie i uniemożliwić ich wydanie w jakiejkolwiek formie, przynajmniej na czas, gdy... nie wiem, żyją wszyscy ludzie, z którymi znał się Tomasz i gdzie nowe pokolenia mogłyby na chłodno zbadać te listy? W książce jest trochę listów, których adresatką jest partnerka Beksińskiego, która kilka lat po nim popełniła samobójstwo. Nieznane są powody jej śmierci, nie będę bawić się w analizę, bo nie jestem osobą mają do tego jakiekolwiek prawo. Zmierzam do tego, że jeden z osobistych listów, zajmujących ponad osiem stron książki (!) jest datowany na 5 listopada 1999 (niecałe dwa miesiące przed śmiercią) i mógł stanowić jakiś punkt, po którym Beksiński zdecydował się popełnić samobójstwo. Weiss nie miał moralnego prawa publikować listów o tak delikatnej treści, nie mając zgody Beksińskiego. Napluł swojego przyjacielowi do urny i zarobił na tym pieniądze. Nawet jeśli robił wszystko w dobrej wierze.

Mając „Beksińskich. Portret podwójny” Grzebałkowskiej i „Tomka Beksińskiego. Portret prawdziwy” Weissa polecę poprzedni reportaż. Nie wiem, czy Grzebałkowska zniekształciła obraz Beksińskich, nie mam na to żadnych dowodów, ale jako osoba z zewnątrz jest po prostu wiarygodniejsza.

Szkoda, że ten strasznie skrzywiony obraz został podbity przez laurkowy biogram Beksińskiego na Wikipedii (opisany w zasadzie wyłącznie na książce Weissa, przy całkowitym pominięciu "Beksińskich" Grzebałkowskiej!), który będzie przez lata stanowić punkt odniesienia dla wielu osób, którzy po raz pierwszy zainteresują się jego życiem. Smuci mnie również, że na to oszustwo nabrało się setki osób, którzy na lubimyczytac chwalą tytuł i piszą, że dopiero Weiss zrobił dobrą robotę. Absolutnie nie zależy mi, żeby teraz pisać, jaki to z Tomasza Beksińskiego choleryk, egocentryk itd., bo nie chodzi teraz o wyciąganie brudów i walenie w człowieka dla samego walenia. Nie lubię po prostu, jak nieszczere hagiografię skutecznie zakrywają bardziej skomplikowany obraz, który może być niewygodny, skomplikowany, ale uczciwszy.

Ja nie dołączam do tej błazenady chwalącej tę książkę, brzydzę się hagiografiami opakowanymi w prawdę, pustymi frazesami o odkłamywaniu historii, gdzie to odkłamywanie to wyłącznie zamiecenie pod dywan niewygodnych spraw poruszanych w poprzednich dziełach i cynicznym wyciąganiu sekretów. Co mi po tych wszystkich ciekawostkach muzycznych i filmowych, jak książka jest tak toksyczna?

Prywatny licznik: 32/50

(nie zostanę zjedzony za tag, poświęcony de facto wyłącznie ojcu Zdzisławowi?)

Pokaż więcej komentarzy (2)

Sum

w Książki

16piorunów

1154 + 1 = 1155

Tytuł: Miecz i korona. Serce jak głaz

Autor: Sabine Ebert

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: audiobook

ISBN: 9788368541984

Liczba stron: 504

Ocena: 7/10

Dalszy ciąg serii o życiu i czasach Fryderyka Barbarossy. W tym tomie autorka skupiła się na najważniejszych wydarzeniach z lat 1157-1167.

Tom czwarty ma zalety i wady, o których pisałam szerzej przy okazji recenzji poprzednich dwóch tomów: z jednej strony barwnie oddane realia życia w średniowiecznych Niemczech i ciekawi, pełnokrwiści bohaterowie, z drugiej strony dalej część ciekawych wydarzeń opowiadana jest po łebkach, co jest wynikiem zbytnego i w niektórych przypadkach niepotrzebnego rozmnożenia postaci i wątków pobocznych, dodatkowo za często pojawiają się fragmenty z rodzaju „w poprzednim odcinku”.

Jestem ciekawa, jak autorka poradziła sobie z zakończeniem serii, zamknięcie wszystkich obecnych w powieści wątków w ostatnim tomie wydaje mi się dość karkołomnym zadaniem. Zobaczymy w listopadzie, kiedy wyjdzie piąta część.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU

w Książki

20piorunów

1153 + 1 = 1154

Tytuł: Demony (dobrego) Dextera

Autor: Jeff Lindsay

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Format: ebook

Liczba stron: 224

Ocena: 7/10

Przynajmniej dwa razy podchodziłem do serialu, kończąc gdzieś w sezonie 4? Chciałem sprawdzić jak mocno różnił się od wersji książkowej. Całkiem mocno.

Oczywiście główne postacie są te same i prawdopodobnie całkiem dobrze oddane w serialu (choć w książkach są faktycznie drugoplanowe bez żadnych wątków pobocznych). Natomiast fabularnie różnice są zasadnicze. Rozjeżdża się to już w pierwszej książce, a dalej to już wręcz inna historia.
O dziwo Rita w książce nie jest irytująca (to jest chyba celowy zabieg serialowy), a jej dzieci są... ciekawe - tego chyba nie mogli powtórzyć w serialu. W sumie to trochę ich historia trzyma mnie przy serii [ciekawe co by o tym powiedział jakiś psychiatra]. Głównym celem lektury jest sprawdzenie, czy autor dał Dexterowi możliwość przeżycia dylematu, którego serial mu odebrał.

tl;dr: Książki lekkie, z osobliwym humorem, w sam raz na wakacje.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk5piorunów

@Nemrod

Kiedys probowalem audiobook pierwszej czesci, ale mi nie siadl, wole jednak serial. Sezony 1-4 obejrzalem juz z kilka razy

GURU2piorunów

@Zielczan ja może głupi jestem ale nie mieliście zonka ze to trochę wygląda jak wybielanie zwyroli?

Obejrzałem 1 sezon, strasznie mi się podobała aktorka która gra jego siostrę 😛

Fanatyk5piorunów

@Opornik

Znaczy jak wybielanie zwyroli? Tam wybielano tylko Dextera, jego ofiary były ukazane jako pojeby, bez jakichś dobrych cech.

Michealowi C. Hallowi też się spodobała ( ͡° ͜ʖ ͡°)

GURU2piorunów

@Zielczan no więc właśnie "e, seryjny zabójca ale ok bo ofiary to zwyrole".

Może myśmy już przywykli do promowania tego typu rzeczy i tego nie zauważamy.

Fanatyk2piorunów

@Opornik no ale to jednego zwyrola w takim razie, a poza tym ja myśle dokładnie tak jak napisałeś, więc jakiejś wielkiej refleksji nie miałem. Jak w drugim sezonie szukano BHB to jakbym mial wybierac strone to bylbym po tej, ktora mowi, ze robi dobra robote.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

1152 + 1 = 1153

Tytuł: Van Gogh. Życie

Autor: Gregory White Smith, Steven Naifeh

Tłumacze: Marcin Stopa, Bożena Stokłosa

Kategoria: biografia

Wydawnictwo: Świat Książki

Format: książka papierowa

ISBN: 9788380319721

Liczba stron: 1056

Ocena: 10/10

Trudno czytało mi się tę biografię. Nie tylko ze względu na objętość (książka ma tysiąc stron i waży prawie półtora kilograma), ale także dlatego, że wielokrotnie w postaci Vincenta widziałem odbicie samego siebie. Co, jak można się spodziewać, nie należało do przyjemnych doświadczeń, jednocześnie dało swego rodzaju komfort, że „nie tylko ja tak mam”.

Na papierze Vincent van Gogh miał wszystko, żeby wieść szczęśliwe życie: urodził się w szanowanej rodzinie z wpływami, dzięki wsparciu której miał dużą szansę osiągnąć sukces jako marszand. Tym bardziej że wykazywał się zamiłowaniem i ogromną wiedzą na temat sztuki. Jeden z jego stryjów, imiennik zresztą, był współwłaścicielem galerii, w której bratanek rozpoczął pracę. Z kolei jego kuzyn, Anton Mauve, był sławnym malarzem, chętnym do nauczania Vincenta. Również Theo gotów był wspierać brata.

Niestety, Vincent miał też bardzo trudny charakter, co zniechęcało ludzi do niego. Był bardzo kłótliwy i często robił wszystko na przekór - gdy brat zachęcał go do malowania jasnymi kolorami, Vincent malował jeszcze ciemniejszymi – potrafił być natrętny, często powracały do niego różne obsesje, jak ta o posiadaniu własnej rodziny czy miłości, najczęściej nieodwzajemnionej i niemożliwej. Jedynie Theo, głównie z poczucia obowiązku sprawowania opieki nad finansowo zależnym bratem, nie odwrócił się od niego na dobre, mimo że zdarzały się okresy, gdy rzadko ze sobą korespondowali.

To dzięki obfitej korespondencji twórcom udało się napisać tak monumentalną biografię. Co chwilę można natrafić na cytat wyjęty z wysłanych listów, co, jak sami zauważyli, nie do końca jest wiarygodnym źródłem, gdyż ich autor czasem musiał zważać na to, co pisze, czego zaś nie zrobiłby w dzienniku, z założenia niedostępnym dla nikogo oprócz niego. Niemniej jednak ogrom listów pozwolił wejrzeć w rozchwianą psychikę Vincenta van Gogha i w miarę wiernie odtworzyć ją na kartach biografii. Podobnie jak jego losy od narodzenia aż do śmierci.

Okolicznościom śmierci został poświęcony cały rozdział, ponieważ do dzisiaj panuje przekonanie, że Vincent van Gogh popełnił samobójstwo. To byłoby bardzo romantyczne zwieńczenie życia pełnego udręki, jednakże dalekie od prawdy. Bardziej prawdopodobnym przebiegiem zdarzeń było mniej lub bardziej przypadkowe postrzelenie z pistoletu przez młodego chłopaka, którego Vincent nie chciał wydać policji. Autorzy zasugerowali, że malarz nie szukał śmierci, jednakże gdy stanęła mu na drodze, postanowił ją przywitać. Głównie dlatego, że przez całe życie miał wyrzuty sumienia, iż stanowi wyłącznie obciążenie dla swojej rodziny, która z czasem go wyklęła.

Vincent stwarzał wiele problemów i przyniósł rodzinie van Goghów wiele wstydu. Próbował różnych ścieżek w swoim życiu, jednakże wszystkie, oprócz jednej, zakończyły się niepowodzeniem. Także zostanie malarzem spełzłoby na niczym, gdyby nie ogromne wsparcie finansowe Thea przez całe dorosłe życie. Co dziwne, Vincent zdawał się często tego nie doceniać i wymagał od brata większych sum, żeby pokryć swoje często rozrzutne życie. Jednocześnie malarz miał skłonności do życia w ogromnym ubóstwie, niedojadania, karaniu swojego ciała wyczerpującymi spacerami i spania w chłodzie.

Z tego, co wyczytałem, psychiatrzy sugerowali, że Vincent van Gogh mógł cierpieć na chorobę afektywną dwubiegunową, co tłumaczyłoby jego bardzo odmienne zachowania. To jedynie teoria, której nie da się już potwierdzić. Pod koniec jego życia przy ówczesnym stanie wiedzy zdiagnozowano u niego padaczkę, która potrafiła „wyłączyć” go z życia nawet na miesiąc, po czym dojście do siebie też zajmowało trochę czasu. Stanowi jego psychiki na pewno nie pomagało notoryczne nadużywanie alkoholu ani chodzenie na panienki, co przypłacił zachorowaniem na syfilis. Podobnie jak wspomniane już ogromne poczucie winy i wyrzuty sumienia, że stanowi wyłącznie obciążenie dla swojej rodziny.

Czy polecam biografię? Oczywiście, że tak. Z zastrzeżeniem, że będziecie mieli do czynienia z dogłębnym opisem niezbyt szczęśliwego życia, co czasem potrafi przytłoczyć. Przeczytanie książki zajęło mi cztery miesiące, podczas których zdarzało mi się odkładać ją na bok na dłużej. Szczegółowość biografii jest jednocześnie jej zaletą i wadą, ponieważ gdyby przełożyć ją na strony „normalnej” powieści, wyszłoby ich zapewne dwa razy więcej. Brak tu dialogów – jest to bardzo zwarty tekst.

Przyczepić się mógłbym jedynie do umiejscowienia obrazów. W fragmentach, w których autorzy opisywali tworzenie danego dzieła, brakowało mi reprodukcji finalnego obrazu. Owszem, czasem zostały przedstawione omawiane szkice, jednakże najsłynniejsze dzieła Vincenta zostały zebrane w dwóch, moim zdaniem dość losowych, miejscach. Kartkowanie książki w celu znalezienia odpowiedniej strony nie należało do najwygodniejszych.

Niemniej jest to najlepsza biografia, jaką do tej pory przeczytałem.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

37piorunów

1151 + 1 = 1152

Tytuł: Rozdroże kruków

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: superNOWA

Format: książka papierowa

ISBN: 9788375782073

Liczba stron: 292

Ocena: 6/10

Czytało się szybko i przyjemnie. To prequel, w którym Geralt jest jeszcze niedoświadczony, przeżywając pierwsze przygody na szlaku. Taka mieszanka krótkich opowiadań, które gdzieś za połową książki zostają skierowane w jednym kierunku. Historia nie jest trudna do śledzenia, nawiązania do innych momentów z życia wiedźmina to miły ukłon. Ogólny poziom skomplikowania niski, nawet opowiadaniowe tomy sagi są bardziej mięsiste.

Szkoda tylko, że to takie krótkie, trochę po łebkach i ta cena... Za 65 złotych oczekuje się więcej niż czegoś, co przypomina wyglądem i objętością harlequina. No ale c⁎⁎j, kupione. Dokonało się. Jakbym nie przeczytał, to nic by się nie stało. Ale z drugiej strony... złe jakieś nie było. Przekąska.

Autorytet3piorunów

@Zioman Mnie najbardziej wkurzyło kilka ostatnich stron gdzie Sapkowi już chyba się ewidentnie nie chciało, bo tyle rzeczy tam się wydarzyło że spokojnie by starczyło na drugie tyle objętości a tak to mamy po jednym akapicie na każde ważne wydarzenie.

Gruba ryba0piorunów

@hellgihad no ja właśnie stoję na stanowisku że sezon i rozdroże mają tak niski poziom jakby to pisał nie Sapkowski tylko Ziemiański

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Książki

15piorunów

1150 + 1 = 1151

Tytuł: Wrony
Autor: Petra Dvorakova
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Stara Szkoła
Format: ebook
Liczba stron: 182
Ocena: 8/10

Nie pamiętam, kiedy ostatnio przeczytałem książkę na raz. Mocna pozycja o życiu w toksycznej rodzinie.

Dvorakova napisała ją w pamiętnikowym stylu. Powieść czytamy z perspektywy dwóch bohaterek - córki i matki. Każda sytuacja, każdy wątek są opisane z perspektywy jednej i drugiej, co daje poczucie obserwowania czyjegoś życia z boku. A historia jest przytłaczająca i znana wielu ludziom urodzonym w domach, gdzie miłość była skąpo porcjowana na bardzo surowych warunkach, jeden rodzic był cholerykiem i pedantem, a drugi statystą gdzieś w tle, do tego każda czynność była obwarowana nie do końca zrozumiałymi wymaganiami i oczekiwaniami.

Czesi mają jakiś taki fajny sposób na pokazywanie scen z życia, tak że czytelnik książki, czy widz filmowy wchodzi w środek akcji, ale nie brakuje mu jednocześnie początku. Pewnie dzięki temu książka wciąga od pierwszej strony i nie puszcza do końca.


O pozycji pisali wcześniej:

@l__p : https://www.hejto.pl/wpis/977-1-978-tytul-wrony-autor-petra-dvorakova-kategoria-literatura-piekna-wydawnic
@JapyczStasiek : https://www.hejto.pl/wpis/387-1-388-tytul-wrony-autor-petra-dvorakova-kategoria-literatura-piekna-wydawnic
@saradonin_redux : https://www.hejto.pl/wpis/92-1-93-tytul-wrony-autor-petra-dvorakova-kategoria-literatura-piekna-wydawnictw
@WujekAlien : https://www.hejto.pl/wpis/92-1-93-tytul-wrony-autor-petra-dvorakova-kategoria-literatura-piekna-wydawnictw

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

15piorunów

1149 + 1 = 1150

Tytuł: Raj nie istnieje

Autor: Michael Robotham

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Format: ebook

Liczba stron: 480

Ocena: 8/10

Michael Robotham po raz kolejny udowodnił mi, że potrafi pisać thrillery, które nie potrzebują mordercy wyskakującego zza każdego rogu, żeby trzymać czytelnika w napięciu. "Raj nie istnieje" jest historią przede wszystkim o ludziach. A właściwie o dwóch kobietach, które próbowały zbudować dla siebie coś na kształt raju, tyle że fundamenty obu tych konstrukcji od początku były zdecydowanie zbyt kruche.

Losy obu bohaterek poznajemy naprzemiennie. To dwie różne historie, dwa życia i dwa sposoby radzenia sobie z rzeczywistością, ale nad obiema od początku wisi poczucie nadchodzącej katastrofy. Wiemy, że coś się wydarzyło. Wiemy, że ten pozorny raj nie przetrwał. Nie wiemy tylko, jak do tego doszło i w którym momencie wszystko zaczęło się rozpadać.

I właśnie ta konstrukcja narracji sprawdziła się tutaj znakomicie.

Robotham bardzo dobrze dawkuje informacje. Kończy jeden fragment historii dokładnie wtedy, kiedy chcemy dowiedzieć się więcej, po czym przerzuca nas do drugiej bohaterki. Początkowo można mieć swoją „ulubioną” linię fabularną i czekać na powrót właśnie do niej, ale z czasem obie zaczynają wciągać równie mocno. A im więcej wiemy, tym wyraźniej widzimy, że pozory normalności skrywają znacznie więcej, niż początkowo przypuszczaliśmy.

Najbardziej podobało mi się obserwowanie powolnego rozpadu świata obu kobiet. Nie ma tutaj jednego momentu, w którym ktoś naciska czerwony przycisk i wszystko eksploduje. To raczej seria decyzji, przemilczeń, kłamstw, przypadków i błędów, które stopniowo odbierają bohaterkom kontrolę nad własnym życiem.

Tytułowy raj nabiera przez to bardzo ciekawego znaczenia. Każda z kobiet próbuje stworzyć jego własną wersję – bezpieczeństwo, rodzinę, stabilność, miejsce, w którym wreszcie można przestać uciekać. Problem polega na tym, że raj zbudowany na wąskim i niestabilnym gruncie nie potrzebuje wielkiego trzęsienia ziemi. Czasem wystarczy kilka niewielkich pęknięć. U jednej z bohaterek są nimi zdrady, u drugiej oszustwa, a w konsekwencji porwanie dziecka.

Robotham świetnie radzi sobie również z bohaterkami. Nie są kryształowe i nie zawsze podejmują decyzje, którym chciałoby się przyklasnąć. Momentami można się na nie wręcz irytować. Jednocześnie rozumiemy, skąd biorą się ich zachowania. Autor nie próbuje na siłę wzbudzić naszej sympatii – znacznie bardziej zależy mu na tym, żebyśmy zrozumieli ludzi postawionych w coraz trudniejszej sytuacji.

I chyba właśnie za to najbardziej cenię jego warsztat. Po kolejnych przeczytanych książkach Robothama nadal jestem pod wrażeniem tego, jak sprawnie potrafi połączyć thriller z bardzo mocną warstwą psychologiczną. Napięcie nie wynika wyłącznie z pytania „co się wydarzy?”, ale również „jak daleko człowiek jest w stanie się posunąć, kiedy zaczyna tracić wszystko?”.

"Raj nie istnieje" jest to bardzo dobry thriller psychologiczny, świetnie skonstruowane dwie linie narracyjne i kolejny dowód na to, że Michael Robotham doskonale wie, jak prowadzić czytelnika przez historię.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

26piorunów

1148 + 1 = 1149

Tytuł: Ciekawe historie vol. 7

Autor: Tomasz Czukiewski

Wydawnictwo: Selfpublishing

Format: audiobook

Czas słuchania: 6 godzin 22 minuty

Ocena: 8/10

Obie części na temat Kurska moim zdaniem lepiej obejrzeć na YouTube. Głównie ze względu na archiwalne zdjęcia czy nagrania, które potrafią lepiej zobrazować wydarzenia niż własna wyobraźnia. To jest zresztą coś, o czym autor opowiedział w wywiadzie: że niektórych tematów nie da się przedstawić w formie filmu. Obraz powinien być równie ciekawy co opowiadana historia, więc w przypadku ubogich źródeł wizualnych trudniej jest ułożyć opowieść, by odbiorca nie wpatrywał się przez kilka minut w jedno zdjęcie.

Rozdział o Ludwiku XIV obfitował w wiele absurdów, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Niesamowicie dziwi mnie, że ludzie traktują kogoś lepiej tylko dlatego, że miał szczęście urodzić się w „szlachetnej rodzinie” i nadskakują mu na każdym kroku, byleby tylko skapnęła na nich odrobina wdzięczności. Doprowadzało to do mniej lub bardziej zabawnych okoliczności, jak chociażby towarzyszenie królowi podczas wizyt w toalecie, które potrafiły trwać nawet półtorej godziny. Przez ten czas poddani musieli zabawiać władcę rozmową - nic dziwnego, że mężczyźni tyle czasu spędzają w ubikacjach, skoro otrzymali taki przykład z góry.

Równie ciekawym tematem jest historia gorączki złota w Klondike. Nie spodziewałem się, że na wieść o odkryciu nowych złóż ludzie potrafili rzucić wszystko i wyruszyć w wyczerpującą, prawie że roczną podróż, podczas której wielu nie dotarło do celu. A co najsmutniejsze, że naprawdę niewielu udało się w ten sposób wzbogacić. Trochę przypomniało mi to dzisiejsze naganianie na różne inwestycje. Im później się w nie wejdzie, tym mniejsza szansa, że uda się zarobić.

Zdziwiłem się też, że ludzie chwalili się swoimi odkryciami. Gdyby udało mi się odkryć złoże złota, siedziałbym cicho tak długo, jak tylko by się dało, żeby zmaksymalizować zyski. Po co robić sobie konkurencję? ; )

Po wysłuchaniu rozdziału o upadku Muammara Kadafiego stwierdziłem jaką przewrotnością losu jest to, że w czasach jego dyktatury Libia miała się lepiej niż obecnie. Kadafi dbał o edukację obywateli, o szpitale czy nawet zlecił zbudowanie systemu doprowadzającego wodę spod Sahary na północ kraju. Nie chcę przy tym go gloryfikować, ponieważ nie był dobrym człowiekiem, jednakże w jakiś sposób dbał o swoich obywateli. Zacząłem się zastanawiać, czy rządy jednego, odpowiedniego człowieka nie są przypadkiem lepsze od demokracji, w której decyzje przypadają wszystkim, przez co łatwiej jest ludzi podzielić i doprowadzić do paraliżu w przypadku spornych kwestii. Jasne, istnieje duże ryzyko, że na czele państwa stanie tyran, którego interesować będzie wyłącznie jego interes. Ale...

W rozdziale „WW3” przedstawia, jak w czasach Zimnej Wojny planowano trzecią wojnę światową. Wiedziałem, że kiedyś było blisko jej wybuchu, sam w nieopublikowanej jeszcze recenzji opisałem przypadek pana Pietrowa, którego przeczucie sprawdziło się i nie uruchomił procedury ataku odwetowego, jednakże nie spodziewałem się, że podobnych sytuacji było więcej. To pokazuje, że tak naprawdę do zagłady ludzkości nie potrzeba dużo.

Fascynującym zagadnieniem było także to, że w przypadku wojny nuklearnej i spowodowanym tym cofnięciem ludzkości do czasów średniowiecza lub jeszcze wcześniej, trudno byłoby odbudować cywilizację z powodu braku dostępu do płytkich złóż ropy. Co z kolei mogłoby utrudnić lub wręcz uniemożliwić powrót do obecnego stanu technologicznego. I pytanie, jak ludzie by sobie wtedy poradzili? Czy próbowaliby odzyskiwać surowce z pozostałości po „poprzedniej cywilizacji” czy może opracowaliby nowe metody?

Kolejny raz z ogromną przyjemnością słuchało mi się Tomasza Czukiewskiego. Ponownie zachwycił mnie wybór tematów i sposób realizacji.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (6)

Inspirator

w Książki

20piorunów

1147 + 1 = 1148

Tytuł: Sapiens. Od zwierząt do bogów.

Autor: Yuval Noah Harari

Kategoria: Popularnonaukowa

Wydawnictwo: Wydawnictwo literackie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788308083697

Liczba stron: 552

Ocena: 7/10

Autor prowadzi nas historię rodzaju ludzkiego starając się zrozumieć dlaczego doszedł do punktu w którym jesteśmy dzisiaj. Po drodze odpowiada na pytania dlaczego ludzie zaczęli zbierać się w większe skupiska, co w tym pomagało, czym charakteryzowały się religie które odniosły największy sukces oraz jak się odróżniały od tych które przepadły w mrokach historii, jakie największe rewolucje miały miejsce w historii oraz jak ewoluowało myślenie człowieka o sprawach najbardziej fundamentalnych.

Tezy które autor stawia są solidnie uargumentowane i w większości mnie do nich przekonał aczkolwiek warto pamiętać, że są to głownie teorie autora do tego uproszczone na potrzeby książki, która w założeniu jest popularnonaukowa.

Kosmonauta3piorunów

Czytalem, dno totalne. Nie da sie strescic historii ludzkosci w 500 stronach. Brak przypisów, bledy poznawcze, kontrowersyjne tezy, operowanie na wnioskach a nie faktach. Harrari to farmazon j⁎⁎⁎ny a nie zaden naukowiec. Antoni Dudek o zychowiczu powiedzial ze to pornograf historii, w tej analogii harrari to pornograf literatury naukowej

Inspirator0piorunów

@b0lec ja nie byłbym aż tak ostry w ocenie, ale też nie jest tak, że do końca się z Tobą nie zgadzam. Do treści przedstawionej w tej książce podchodzę jak do ciekawych, autorskich teorii autora a nie do prawdy objawionej. Książki popularnonaukowe mają to do siebie, że z reguły mocno upraszczają jakieś zagadnienie - kondensują je i wyciągają z nich najciekawsze smaczki, takie jest ich założenie.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Kosmonauta

w Literatura

16piorunów

1146 + 1 = 1147

Tytuł: The Lies of Locke Lamora

Autor: Scott Lynch

Kategoria: fantasy

Wydawnictwo: Z-Library

Liczba stron: 752

Czas czytania: 20h32m

Ocena: 6/10

Przyjemne czytadło. Chociaż trochę żenadometr podbiło na końcu.

Niestety nie pasuje mi nigdzie do bingo.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

25piorunów

1145 + 1 = 1146

Tytuł: Legacies of Betrayal

Autor: praca zbiorowa

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 448

Ocena: 6/10

“I think that you should laugh when you are killing.”

Antologia stanowiąca XXXI część cyklu Herezja Horusa zawiera następujące opowiadania:

Chris Wraight - Brotherhood of the Storm - 7/10

John French - Serpent - 4/10

Guy Haley - Hunter's Moon - 6/10

David Annandale - Veritas Ferrum - 5/10

John French - Riven - 8/10

Guy Haley - Strike and Fade - 5/10

Gav Thorpe - Honour to the Dead - 5/10

Aaron Dembski-Bowden - Butcher's Nails - 8/10

John French - Warmaster - 6/10

Graham McNeill - Kryptos - 5/10

Chris Wraight - Wolf's Claw - 7/10

Graham McNeill - Thief of Revelations - 5/10

Gav Thorpe - The Divine Word - 7/10

Graham McNeill - Lucius: The Eternal Blademaster - 6/10

Anthony Reynolds - Khârn: The Eightfold Path - 8/10

Gav Thorpe - Cypher: Guardian of Order - 6/10

Aaron Dembski-Bowden - Heart of the Conqueror - 8/10

Nick Kyme - Censure - 7/10

Chris Wraight - Bjorn: Lone Wolf - 6/10

Kolejna książka, którą początkowo chciałem pominąć, ale przed lekturą “Karmazynowego Króla” oraz “Wolfsbane” chciałem uzupełnić pewne luki fabularne w wątkach dotyczących postaci Luciusa i Bjorna, a skoro już przeczytałem kilka wybranych, to wypadało dokończyć pozostałe.

Zbiór jak zwykle był zróżnicowany pod względem zarówno formy jak poziomu. “Brotherhood of the Storm” to krótka powieść, przedstawiająca okoliczności, w których do Szram dołączył Targutai Yesugei oraz Ilya Ravallion, a więc na pewno wartościowa lektura dla fanów V Legionu. Z drugiej strony niektóre opowiadania miały tylko kilka stron. Znów dobrze mi się czytało opowiadania o Pożeraczach Światów i bawiła relacja Angrona z kapitan Lotarą Sarrin.

Zbiór jak zbiór: znalazło się miejsce zarówno na nic nie wnoszące zapychacze, jak i ciekawe fabularne smaczki dotyczące m.in. trzech popularnych łobuzów z okładki.

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Książki

16piorunów

1144 + 1 = 1145

Tytuł: Pozwólcie mi odejść.

Autor: Caitlin Spencer, Linda Watson-Brown

Kategoria: autobiografia

Wydawnictwo: Chmury

Format: audiobook

ISBN: 9788327293763

Liczba stron: 188

Ocena: 7/10

Historia Caitlin Spencer, dziewczynki, która padła ofiarą handlu ludźmi.

W wieku 14 lat odpowiedziała na ogłoszenie dotyczące pracy, przez naiwność zaprosiła do domu potencjalnego pracodawcę, została zgwałcona i w wyniku szantażu wpadła w ręce okropnych ludzi.

Potem jej życie stało się pasmem wykorzystywania, gwałtów, przemocy psychicznej i fizycznej.

Głównymi oprawcami byli pakistańscy muzułmanie, dla których zgwałcenie białej dziewczyny było czymś normalnym.

Straszne jest to, że przez wiele lat nie mogła liczyć na żadną pomoc.

Rodzice byli bierni, a później się od niej odsunęli. Policja zbagatelizowała zgłoszenie.

Zawiodło tam wszystko, nie było żadnego mechanizmu państwowego, który ochroniłby nieletnią od okropieństw, przez które przeszła.

Najbardziej przerażający jest fakt, że takich dziewczynek było więcej, a pakistańskie gangi pedofilów czuły się bezkarne.

Książka wstrząsająca i nie dla każdego, bo Caitlin wielokrotnie opisuje przerażające sceny wykorzystywania.

Sum1piorunów

@Onestone czy to historia powiązana z https://pl.wikipedia.org/wiki/Skandal_zwi%C4%85zany_z_seksualnym_wykorzystywaniem_dzieci_w_Rotherham ?

Skandal_zwi%C4%85zany_z_seksualnym_wykorzystywaniem_dzieci_w_RotherhamWikipedia
GURU1piorunów

@Telezajaczek Ofiara mieszkała w Coventry, ale wg jej relacji była wywożona do innych miast, a Rotherham leży dosyć blisko. Nazwa tego miasta nie padła w książce, ale myślę, że mogły to być te same osoby albo przynajmniej powiązane gangi, bo przy tej skali na pewno obejmowali pobliskie miasta.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Sum

w Książki

19piorunów

1143 + 1 = 1144

Tytuł: Miecz i korona. Czas zdrajców

Autor: Sabine Ebert

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: audiobook

ISBN: 9788382307917

Liczba stron: 664

Ocena: 7/10

Niemcy, 1152 rok. Po wstąpieniu na tron młody Fryderyk Barbarossa zaczyna przygotowywać się do kampanii wojennej mającej na celu umocnienie władzy Cesarstwa w północnych Włoszech i umożliwienie królowi koronacji na cesarza. Z tego powodu zabiega o poparcie potężnego księcia Henryka Lwa, co z kolei nie podoba się władającym na wschodzie Cesarstwa Albrechtowi Niedźwiedziowi i Konradowi Wettynowi, którym nie w smak umocnienie się potęgi księcia Saksonii i Bawarii. Rozpoczynają oni zakulisowe działania w celu osłabienia pozycji Henryka Lwa, nie przypuszczają jednak, że Barbarossa okaże się znacznie sprytniejszym i mocniejszym przeciwnikiem, niż jego nieudolny stryj Konrad…

Mogę właściwie napisać tutaj to samo, co przy okazji Młodego sokoła. To wciąż dobra seria historyczna, lecz szkoda, że autorka dalej pędzi z wydarzeniami i nie rozpisuje wątków, które spokojnie mogłaby szerzej przedstawić, jak np. pierwszej włoskiej kampanii Fryderyka – wątek ten praktycznie urywa się tuż po pacyfikacji Rzymu, reszta wydarzeń w tym konflikcie pojawia się później w formie infodumpu. Lekko irytuje mnie, że w tym tomie Barbarossy dalej jest stosunkowo mało, niby miała być seria o nim, w praktyce mam wrażenie, że więcej czasu antenowego dostali Hedwiga i irytujący Chrystian. Ogólnie robi się tu za dużo postaci, jak na książki liczące po 500-600 stron… Jeśli ktoś chciałby sięgnąć po tę serię, aby dowiedzieć się więcej o słynnym cesarzu, chyba lepiej zrobi zaopatrując się w klasyczną biografię Barbarossy, a powieści Ebert traktując jako fabularyzowane uzupełnienie wiedzy o epoce.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Autorytet

w Hydepark

41piorunów

1142 + 1 = 1143

Tytuł: Solaris

Autor: Stanisław Lem

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788308088180

Liczba stron: 288

Ocena: 10/10

Natchniony piękną okładką na nowym wydaniu wrzuconym w newsach przez @Whoresbane (mam nadzieję, że nie pomyliłem użytkownika), wróciłem do tej książki. Solaris ukazuje bezsilność ludzką przy spotkaniu z nieznanym którego nie da się pojąć naszym rozumem. Usilne poszukiwanie odpowiedzi i brak akceptacji porażki w przypadku niemożności jej uzyskania.

Twórca1piorunów

Pamiętam, że też w okolicy 10 bym oceniał. I polecał nie tylko fanom fantastyki :slightly_smiling_face:

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Hydepark

21piorunów

1141 + 1 = 1142

Tytuł: Oni

Autor: Terea Torańska

Kategoria: historia, wojna

Wydawnictwo: Świat Książki

Format: papierowa

ISBN: 8371294735

Liczba stron: 720

Ocena: 5/10

Książka jest zbiorem wywiadów z komunistycznymi dygnitarzami okresu PRL, który sprawowali władzę w latach 40. i 50. XX wieku. Wikipedia podaje, że „Oni” przetłumaczono na kilkanaście języków, a w niektórych uniwersytetach znajduje się wśród lektur dla studentów nauk społecznych i politycznych. No niech będzie, chociaż źródła w artykule są słabe.

Kompletnie nie rozumiem fenomenu tej książki. Największy problem? Na każdym kroku czuć, że rozmówcy „Oni” majtczakują.

Torańska w uzupełnieniu do książki sama przyznała, że po latach nie napisałaby książki w ten sposób. Wszyscy rozmówcy usprawiedliwiają swoje decyzje, obrażają się, jak Torańska nie zgadza się z czymś, w przypadku Julii Mincowej byłem zażenowany jej wyjątkowo niskim poziom inteligencji i jestem pełen podziwu dla cierpliwości Torańskiej. Wszelkie relacje o początkach kariery komunistów, doświadczeniach z II wojny światowej i życiu prywatnym rzecz jasna należy odebrać z wyjątkową rezerwą. Część historii mogła być z premedytacją przeinaczona podczas wywiadu, inne po prostu spłowiały po kilkudziesięciu latach. Z drugiej strony Torańska zbyt słabo wierciła dziurę w brzuchu, zdecydowanie poświęcając zbyt dużo czasu na wspomnienia o partyzantce, trudach wojennych, prywacie, relacjach z innymi komunistami, a nie na samych czynach.

Skalę sensacji, jaką ta książka wywołała w drugim obiegu uważam za wyolbrzymioną. Rozumiem, że mógł zaskoczyć sam fakt, że wybrani komuniści zgodzili się na taką rozmowę, ale z samych rozmów niewiele wynika: tu jeden wyraża swoje zdanie o innych, tu wypiera się udziału w jakiś zbrodniach, tu usprawiedliwia się swoją uległość wobec ZSRR itd. Nic specjalnego. To że komuniści są cyniczni, ulegli i ubodzy intelektualnie? Szok, zwłaszcza dla ponad 30 milionów Polaków, którzy wiedzieli o tym od dawna. Dobór rozmówców? No pogrzebiemy po śmietniku historii tych, którzy zdążyli się skompromitować, damy im ostatnią szansę i posłuchamy, co mają do powiedzenia.

No ale książka stanowiła sporą sensację i jak ktoś interesuje się historią powojenną to powinien przeczytać tę książkę. Nie dlatego, że treść tych wywiadów jest interesująca, tylko dlatego, że Torańska pokazuje palcem setki dowodów na kłamstwa i manipulacje ludzi, który po wojnie budowali totalitarny kraj. Na studiach historycznych pojedyncze fragmenty (zwłaszcza z Bermanem) należy obowiązkowo omawiać, by pokazać mechanizm władzy i mentalność komunistów. Nie mniej czytanie przez ponad pięćset stron, jak komuniści wybielają się ze swoich czynów po prostu nuży. Do tego stopnia, że książkę czytałem przez trzy miesiące, podczas gdy międzyczasie przeczytałem kilkanaście innych tytułów, znacznie ciekawszych lub potrzebniejszych.

Prywatny licznik: 31/50

Fenomen3piorunów

Uzupełnienie do recenzji: ma tę świadomość, że Torańska wykazała się sporą odwagą, bo jednak rozmowy przeprowadzono w latach 80., gdy Polska była wpółtotalitarnym krajem i takie rozmowy mogły być odebrane bardzo źle. Tego absolutnie nie odbieram i jestem pełen szacunku za odwagę. Tylko niestety nie dostrzegam w tym zadaniu sensu. Wydaje się być, że książka z góry była skazana na pisanie pod tezę 😒