Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Fenomen

w Książki

21piorunów

929 + 1 = 930

Tytuł: Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: audiobook

ISBN: 9788364384240

Liczba stron: 702

Ocena: 9/10

Tym razem łączą się wątki Południa i Zachodu. Wątak Altsina, który został Naczyniem boga Bitewnej Pięści i który stara się pozbyć tego współlokatora. Drugi wątek to wątek Deany - siostry Yatecha, która postanawia udać się na pielgrzymkę, żeby odnaleźć swoją drogę w życiu i zostaje porwana przez bandytów a jej współwięźniami są mały chłopiec - książe Białego Konoweryn i jego niewidomu tłumacz. Te dwa wątki przeplatają się z knowaniami bogów meekhańskiego uniwersum, którzy igrają z losami nic nie znaczących dla nich ludzi. W tym wszystkim bierze udział Kannayones i służący jej Yatech. Są nawiązania do wydarzeń z poprzedniego tomu - tego co działo się podczas bitwy Verdanno z Se'kohlandczykami.

Dalsze zagłębianie się w uniwersum Meekhanu. Tym razem dodatkowo odkrywamy, że za wszystkimi ważnymi wydarzeniami dziejącymi się w świecie ludzi stoją bogowie i ich rozgrywki, knucia i polityka.

Autor dalej rozbudowuje świat przedstawiony i nie traci i udaje mu się przy tym niczego nie zepsuć a wręcz przeciwnie cykl zyskuje bo nie obracamy się wciąż wokół tego co już znamy ale wchodzimy w ten świat głębiej.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fenomen

w Książki

21piorunów

928 + 1 = 929

Tytuł: Niebo ze stali - Opowieści z meekhańskiego pogranicza (tom 3)

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Liczba stron: 624

Ocena: 9/10

Książka absolutnie genialna. Wielowątkowa ze świetnymi bohaterami znanymi nam z poprzednich dwóch zbiorów opowiadań. Historie zaczynają się łączyć. Oddział Straży Górskiej pod wodzą porucznika Kennetha-lyw-Darawyta dostaje zadanie przeprowadzenia przez góry wozaków Verdanno, zmierzających do swojej dawnej ojczyzny z zamiarem odbicia ziem z których, kiedyś zostali wygnani. W czasie gdy całe plemię na wozach z całym dobytkiem zmaga się z drogą przez niedostępne góry dwie żołnierki z oddziału Genno Laskolnyka dostają zadanie szpiegowskie - w górach giną bez śladu ludzie a najwięcej takich przypadków jest w okolicy jednego z zamków. Kobiety udając księżniczkę wozacką i jej meekhańską nauczycielkę, mają wybadać o co chodzi. Cała książka kończy się ogromną bitwą Verdano z Se-kohlandczykami podczas której ogromną ofiarę ponosi córka wodza Verdanno And'ewersa - Key'la.

Cykl jest genialny w swoim gatunku. IMHO porównywalny z "Grą o tron" i lepszy od "Wiedźmina". Dosłownie nie ma się tu czego przyczepić.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Książki

22piorunów

927 + 1 = 928

Tytuł: Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód - Zachód

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: audiobook

ISBN: 9788361187455

Liczba stron: 686

Ocena: 9/10

Kolejny tom nie rozczarowuje. Tym razem towarzyszymy czaardanowi legendarnego w Meekhanie dowódcy Laskolnyka na stepowym wschodzie.

Miejscem akcji drugiej części jest miasto porowe Ponkee-laa a jej bohaterem młody złodziej Altsin Awendeh. Nie będę się rozpisywać, dalej świat przedstawiony jest dopracowany w szczegółach i ciekawy, postacie pełnokrwiste, a obraz Imperium jest coraz pełniejszy. Opisy i streszczenia tego nie oddadzą to trzeba przeczytać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Książki

21piorunów

926 + 1 = 927

Tytuł: Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: audiobook

ISBN: 9788361187448

Liczba stron: 571

Ocena: 9/10

Kurczę jakie to dobre. Jakbym wiedziała że to taki dobry kawał literatury sięgnęłabym po ten cykl wcześniej. Zgodnie z tytułem książka jest zbiorem opowiadań których akcja rozgrywa się na obrzeżach Imperium Meekhanu, które panuje nad wieloma ludami żyjącymi według różnych obyczajów, oddających cześć różnym bogom (aczkolwiek z jednego panteonu) Oczywiście jak to w takich imperiach bywa jest mnóstwo napięć, wrogów wewnętrznych i zewnętrznych, jest tu też jak w rasowej książce fantasy magia, która też podlega różnym restrykcjom.

Pierwsza część pierwszego tomu w którym poznajemy północne rubieże imperium skupia się na przygodach żołnierzy Szóstej Kompanii Górskiej Straży pod wodzą porucznika Kennetha–lyw–Darawyta. Jak na prawdziwą północ przystało panuje tu zimowy górski klimat, a życie strażników jest surowe i niebezpieczne. Młody porucznik, który dopiero dostał dowództwo nad oddziałem stworzonym z żołnierzy służących wcześniej w innych kompaniach, zdobywa powoli zaufanie i szacunek swoich podkomendnych. W kolejnych opowiadaniach towarzyszymy Kompanii w kolejnych zadaniach poznając powoli realia społeczne i polityczne świata stworzonego przez autora. Pan Wegner wprowadza nas w ten świat powoli, nie przeciażając natłokiem informacji ale z każdym opowiadaniem dowiadujemy się Imperium Meekhańskim czegoś nowego.

Druga część książki totalnie inna w klimacie, ale nic dziwnego - tym razem przenosimy się na południe gdzie panuje pustynia a plemiona żyjące na niej żyją według bardzo restrykcyjnych zasad od których nie ma żadnych odstępstw. Młody wojownik z plemienia Issaram - Yateh d’Kllean, którego poznaliśmy już w pierwszej części książki, kierując się sztywnymi zasadami swojego ludu, które nie pozwalają odkrywać im twarzy przed ludźmi spoza swojego plemienia musi dokonać wyboru który go zniszczy. W konsekwencji wraca na południe do swego plemienia. I to daje czytelnikowi możliwość zapoznania się z historią plemion pustynnych i ich systemem wierzeń.

Ale rozbudowany spójny świat, bogate tło socjologiczne, opisy odmiennych krain czy obrazowe opisy walk to nie główne zalety książki. Autor bardzo sprawnie tworzy prawdziwych psychologicznie bohaterów i stawia ich w trudnych sytuacjach w których muszą dokonywać trudnych wyborów i wychodzi mu to doskonale. Bohaterowie są pełnokrwiści, naznaczeni kolejami swoich losów dzięki temu bogaci w mądrość życiową. Dzięki temu książka daje nam powód do przemyśleń i do przeżywania razem z bohaterami. Szczególnie mistrzowskie jest tu opowiadanie "Gdybym miała brata"

Bardzo gorąco polecam - sama sięgnęłam już po kolejne tomy.

Mogę jeszcze dodać że przyswoiłam tę powieść w formie audiobooka - interpretacja pana Filipa Kosiora też robi dobrą robotę

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz

w Książki

19piorunów

925 + 1 = 926

Prywatny licznik: 25+1=26

Tytuł: Biała elegia

Autor: Han Kang

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: W.A.B.

Format: książka papierowa

ISBN: 9788328092617

Liczba stron: 144

Ocena: 6/10

Książka bardzo trudna do zakwalifikowania. Bardziej jest to próba zapisu strumienia świadomości autorki związanej z przeżywaniem "żałoby" po siostrze autorki, która zmarła w czasach niemowlęcych. Ona nadaje sens wszystkim skojarzeniom barwy białej, o których autorka pisze (bo biały kolor jest w części krajów azjatyckich kolorem żałoby). Wszystko to w chłodnym, zimowym klimacie Warszawy (bo tam autorka napisała większość tej książki) - przyjemnie czytać o naszym mieście w soczewce noblistki 😉 Zwłaszcza w takim wydaniu pozwala to przypomnieć sobie o tym, że warto czasem zwolnić i poobserwować świat dookoła z nieco większą uważnością.

Mimo że książka krótka, a gdyby powycinać jeszcze wszystkie dziury w tekście, to pewnie by się nawet 100 stron tekstu nie zebrało, to czasem ta poetyckość języka troszkę męczyła. Być może gdybym miał bardziej melancholijny nastrój podczas czytania, być może gdybym rozłożył sobie czytanie na nieco dłużej, trafiłaby do mnie bardziej. A tak książka po prostu dobra, z niewielką liczbą myśli do zapamiętania.

Mistrz

w Książki

23piorunów

924 + 1 = 925

Prywatny licznik: 24+1=25

Tytuł: Anioły

Autor: Denis Johnson

Wydawnictwo: Karakter

Format: książka papierowa

ISBN: 9788368059885

Liczba stron: 240

Ocena: 7/10

Książka, do której przeczytania zachęcił mnie nieoceniony @WujekAlien, dziękuję!

Mocno brutalna i naturalistyczna powieść ukazująca amerykańskie realia ludzi znajdujących się na marginesie społecznym. Matka podróżująca z dwójką dzieci spotyka w autobusie Greyhound byłego żołnierza marines. Oboje bardzo mocno poranieni przez życie i niepotrafiący znaleźć swojego miejsca na ziemi postanawiają wysiąść na najbliższym przystanku i, mimo że celem ma być znalezienie jakiegoś anioła stróża, który pokierowałby ich życiem na lepszą ścieżkę, to wspólnie nakręcają się w podróży na samo dno (więcej i mądrzej napisał @WujekAlien tutaj).

Czytało się to naprawdę bardzo dobrze, mimo że książka jest zdecydowanie z gatunku tych cięższych. Jakkolwiek dorosłych, mających własny rozum i podejmujących własne decyzje nie było mi żal, tak naprawdę szkoda mi było dzieci, które tego wszystkiego doświadczały. Jednakże takie są realia wielu milionów ludzi, którzy pod piękną tapetą pogoni za amerykańskim snem zmagają się z codziennością i często są wyrzucani (bądź w konsekwencji swoich działań sami się wyrzucają) na margines społeczeństwa. I o takich to ludziach tego typu książka przypomina.

Mistrz

w Książki

17piorunów

923 + 1 = 924

Prywatny licznik: 23+1=24

Tytuł: My, ludzie z marca. Autoportret Pokolenia ’68

Autor: Piotr Osęka

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Czarne

Format: książka papierowa

ISBN: 9788375368758

Liczba stron: 368

Ocena: 7/10

Próba (całkiem udana) spisania zbiorowej biografii pokolenia biorącego udziału w studenckich protestach z 1968. Książka stanowi zbiór około 60 wcześniej niepublikowanych rozmów z uczestnikami protestów przedstawiających ich życie od wczesnego dzieciństwa i wartości, w jakich zostali wychowani, poprzez ich działania w '68, aż po konsekwencje, które w wyniku tego ponieśli i do czasów dalszych protestów, na Solidarności kończąc. Autor w zasadzie całkowicie oddaje im głos, ograniczając się jedynie do odpowiedniego zakwalifikowania zebranych fragmentów rozmów.

To, co chyba przede wszystkim rzuca się w oczy, to to, że duża część protestujących opisanych w niniejszej książce w dzieciństwie pochodziło z rodzin nieukrywających sceptycznego stosunku do władz PRL-owskich, acz oczywiście pewną część stanowili również dzieci wysokich działaczy partyjnych stacjonujących w Warszawie (i o nich pewnie najczęściej się myśli, mówiąc o tych protestach, czy o osobach pochodzenia żydowskiego).

To, co jeszcze zapadło mi w pamięć z tej książki to reakcja (a w zasadzie jej brak) starszego pokolenia czy innych grup społecznych, na których pobudzenie studenci liczyli, po czym nastąpiło brutalne rozgonienie protestujących (chwała ówczesnemu rektorowi uczelni za próbę uratowania studentów przed relegowaniem).

Myślę, że jest to naprawdę dobra (jak na książkę kupioną na promce) i całkiem naukowa książka dla kogoś, kto chciałby coś więcej przeczytać o życiorysach ludzi z pokolenia '68, ale mam wrażenie, że temu zbiorowi przyświecała przede wszystkim próba związania tych ludzi z ogólnoświatowym trendem wydarzeń z tamtego okresu i co do tej tezy nie jestem do końca przekonany.

Inspirator

w Książki

12piorunów

922 + 1 = 923

Tytuł: 52-piętrowy domek na drzewie

Autor: Andy Griffiths

Kategoria: Literatura dziecięca

Wydawnictwo: Nasza księgarnia

Format: książka papierowa

ISBN: 9788363944223

Liczba stron: 336

Ocena: 7/10

Kolejna część przygód dwóch przyjaciół którzy dobudowali kolejne 13 pięter w swoim domku na drzewie. Tak samo absurdalne i bogate w ilustracje jak poprzednie tomy. Dla dorosłego mnie trochę za głupawe ale kilkuletni ja z pewnością stwierdziłby, że jestem stary pierdziel i się nie znam. Mój 6-latelka za tą serią szaleje i jestem pewien, że niedługo będzie mnie męczył, żebyśmy przeczytali ja po raz drugi i jeszcze kolejny raz.

Fenomen2piorunów

@Kuba0788 uważaj w co wchodzisz. To ma jakieś 20 części (i tak jest jednocześnie i głupie i super). A jak sześciolatka to polecam serię o Basi czyste złoto

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

22piorunów

921 + 1 = 922

Tytuł: Wieczór Trzech Króli

Autor: William Shakespeare

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Gebethner i Wolff

Liczba stron: 220

Ocena: 7/10

Ej to było serio fajne xD

Gdyby mi ktoś 2 lata temu powiedział że będę czytał dramaty Shakespeara z 1600 roku z własnej woli, i jeszcze dobrze się przy tym bawił, postukałbym się w czoło. A oto jestem.

Książka to komedia opowiadająca o pewnym niefortunnym miłosnym trójkącie, nieporozoumieniu, i niesamowitym zbiegu okoliczności.

Archaiczny sposob wysławiania się postaci połączony z luźnym komediowym stylem dał w efekcie taki fajny luźny klimat. Postacie łapią się za słówka, wykorzystują nieodpowiedzenia, przekomarzają się archaizmami i generalnie zabawa słowem ciekawa z tego wynika.

Książeczka do pożarcia na raz.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (6)

Inspirator

w Książki

17piorunów

920 + 1 = 921

Tytuł: Kaszëbë

Autor: Tomasz Słomczyński

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: ebook

ISBN: 9788363944223

Liczba stron: 448

Ocena: 6/10

Odkąd jakieś 10 lat temu dałem się namówić na urlop na Kaszubach zakochałem się w nich na tyle, że teraz jeżdżę tam na wypoczynek częściej niż na bliskie moim rodzinnym stronom i mojemu sercu Mazury. Dlatego sięgając po tę książkę liczyłem, że będę mógł jeszcze bardziej wsiąknąć w ten unikatowy klimat. Niestety dostałem trochę coś innego niż oczekiwałem - pierwsza połowa książki opisuje historie z czasów II wojny światowej. Oczywiście są to historie ważne oraz wstrząsające ale jednak podobne doświadczenia dotyczą w zasadzie wszystkich regionów naszego kraju i nie jest to coś co wyróżnia Kaszuby a tego właśnie w tej książce szukałem. Dopiero druga połowa pod tym względem jest ciekawsza a w szczególności ostatnia część o lokalnych rybakach - szkoda, że nie znajdziemy w tej książce więcej historii napisanych w tym duchu.

Inspirator

w Książki

18piorunów

919 + 1 = 920

Tytuł: Atak tajemniczych kucharek

Autor: Pamela Butchart

Kategoria: Literatura dziecięca

Wydawnictwo: Zielona Sowa

Format: książka papierowa

ISBN: 9788363944223

Liczba stron: 228

Ocena: 6/10

Prosta, lekka opowieść z serii która może być potencjalnym wprowadzeniem młodego człowieka w samodzielne odkrywanie literatury. Poznajemy czwórkę młodych przyjaciół którzy w zmianach w ich szkolnej stołówce dopatrują się spisku w który zamieszane są siły nieczyste. Książka jest tak skonstruowana, żeby utrzymać przy niej początkującego czytelnika - rozdziały są krótkie, nie ma niepotrzebnych dłużyzn i od czasu do czasu mamy zwroty akcji które sprawiają, że musimy dowiedzieć się co stanie się dalej. Mój 6-latek przy słuchaniu tej lektury bawił się dobrze ale raczej nie jest to pozycja która zostanie w jego pamięci na długie lata - to raczej po prostu przyjemne czytadełko dla najmłodszych.

Inspirator

w Hydepark

14piorunów

918 + 1 = 919

Tytuł: Świat bez końca

Autor: Ken Follet

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Albatros

Format: ebook

ISBN: 9788363944223

Liczba stron: 960

Ocena: 7/10

W trzeciej pod względem chronologicznym części serii dostajemy to samo co w dwóch poprzednich - losy kilku postaci przeplatają się na przestrzeni dziesięcioleci przy czym każde z nich zalicza naprzemiennie wzloty i upadki czasami na wskutek swoich działań a czasami na wskutek ślepego losu. Poznajemy oczywiście historię mnicha, budowniczego, rycerza, szlachcianki, mamy postacie szlachetne oraz nikczemne, mamy także kataklizmy które spadają na nich jak grom z jasnego nieba. Autor też od czasu do czasu sprawnie wtrąca przeróżne ciekawostki często dla osoby nie tkwiącej zbyt głęboko w realiach życia w tamtych czasach mocno zaskakujące. Widać też, że autor jest świadomy swoich mocnych i słabych stron w związku z czym nawet nie próbuje pisania barwnych dialogów - służą one wyłącznie pchnięciu fabuły do przodu, za to często miota bohaterami od szczęścia i sukcesu do katastrofy i rozpaczy oraz w ciekawy sposób przeplata ich losy. I pomimo tego, że wszystko to przerabialiśmy już dwa razy to wciąż czyta się to świetnie i kolejne strony znikają w szybkim tempie a sama książka kończy się zaskakująco szybko zważywszy na jej sporą objętość którą można by pewnie obdzielić ze trzy inne książki. Jedyny zarzut jaki mam to taki, że odnoszę wrażenie, iż autor dosyć mocno popłynął z ilością pikantnych scen. Poprzednie części czytałem juz jakiś czas temu ale odnoszę wrażenie, że w nich tego typu scen było znacznie mniej - w tej części co chwilę ktoś z kimś baraszkuje i to we wszystkich możliwych konfiguracjach, nie wiem z czego wynika to całe niepotrzebne w mojej opinii przeerotyzowanie.

Fenomen1piorunów

Przypomniałeś mi, że muszę wrócić do tego cyklu.

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

917 + 1 = 918

Tytuł: Wystarczy być

Autor: Jerzy Kosiński

Tłumacz: Julita Mirkowicz

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 6/10

*

bez zbędnej zwłoki zabrałem się za Wystarczy być pana Jerzego Kosińskiego, które to ponoć miało być plagiatem utworu napisanego przez pana Dołęgę-Mostowicza, który to utwór w roku 1970, roku wydania Being there, w Stanach Zjednoczonych nie był znany.

*

Wystarczy być to króciutka książeczka, zamykająca się gdzieś w jednej czwartej objętości Kariery Nikodema Dyzmy i w związku z tym dużo od niej mniej rozmaszysta. To jej minus. Jeśli zaś chodzi o fabułę, to podobieństwa są znaczne. Tak samo jak u pana Dołęgi-Mostowicza główny bohater (Ross O’Grodnick – świetne tłumaczenie oryginalnego Chauncey’a Gardinera) jest człowiekiem znikąd, który wskutek zbiegu okoliczności zostaje wywindowany na sam szczyt. Tak samo jak Nikodem Dyzma, Ross O’Grodnick trafia do domu, który staje się dla niego trampoliną do dalszej kariery, a dom ten stanowi bezdzietne małżeństwo młodej kobiety z dużo starszym mężczyzną. Różnice oczywiście są, choćby w charakterze bohaterów – Nikodem Dyzma jest oportunistą, korzystającym po prostu z tego, co mu się przytrafia, u O’Grodnicka wszystko dzieje się przypadkiem i całkowicie bez udziału jego woli. Zupełnie innym bohaterem niż Leon Kunicki u pana Dołęgi-Mostowicza jest też Benjamin Rand – starszy mąż młodej żony, do którego domu trafia główny bohater. Inne różnice wynikają wprost z czasu i miejsca akcji – Warszawa z lat dwudziestych ubiegłego wieku była jednak inna niż Nowy Jork z lat siedemdziesiątych – zupełnie inne były stosunki społeczne, zupełnie inny system polityczny, zupełnie inne możliwości techniczne. Te wszystkie rzeczy, stanowiące w Karierze Nikodema Dyzmy istotny element powieści, w Wystarczy być moim zdaniem zostały tylko zarysowane.

*

Zapoznawszy się z materiałem dowodowym, wydaję werdykt: uznaję pana Jerzego Kosińskiego (rozumianego jako bohatera literackiego, o czym pisałem tutaj) winnym, ale nie winnym plagiatu. Wina pana Kosińskiego, moim zdaniem, polegała na czymś zupełnie innym.

Uzasadnienie werdyktu: w literaturze znane są przypadki reinterpretacji albo nawet ponownego napisania znanej już historii. Tak zrobiła pani Barbara Kingsolver przenosząc w czasie Davida Copperfielda (w książce Deamon Copperhead, co wyszło jej świetnie), tak zrobił też (a zrobił to w roku 1945, a więc na długo przed panem Kosińskim) pan Mika Waltari nazywając Don Kichota imieniem Sinuhe (Egipcjanin Sinuhe, też świetna pozycja) i nikt nie robił z tego wielkiego problemu. To, co zarówno pani Kingsolver, jaki i pan Waltari zrobili inaczej niż pan Kosiński, to otwarte przyznanie się do tego, skąd wzięły się pomysły na ich książki. Pan Kosiński postąpił inaczej. Pan Kosiński, wywindowany skandalem związanym z mitem, jaki stworzył wokół siebie po wydaniu Malowanego ptaka, uparcie twierdził, że Wystarczy być jest książką całkowicie napisaną przez niego. Więcej! – pan Kosiński upierał się, że nie zna takiej książki jak Kariera Nikodema Dyzmy, czemu przeczyli świadkowie, którzy, znając go jeszcze z Polski, zeznali, że była to jedna z jego ulubionych w tamtym czasie pozycji. Dodawszy do tego trwające spory z krytyką (o czym dowiadujemy się z Good night, Dżerzi), nie ma co się dziwić, że historia pana Kosińskiego skończyła się tak, jak się skończyła.

*

Czytając Karierę Nikodema Dyzmy miałem dziwne wrażenie (być może sobie coś dopowiadałem), że jest to inna wersja historii pana Jerzego Kosińskiego. Tak jak Nikodem Dyzma, tak i pan Kosiński mógł być człowiekiem, który znalazł się wysoko trochę w wyniku przypadku i w sposób, który jego samego zaskoczył. Tak jak Nikodem Dyzma, pan Kosiński mógł robić wszystko po to, żeby sprawa się nie rypła, a kiedy pojawiały się kolejne możliwości, dalej chciał je wykorzystywać. Tyle że zakończenie obu tych historii jest zupełnie inne. To ciągle moje wrażenie, ale wydaje mi się, że tak jak książkowy Nikodem Dyzma wiedział kiedy przestać, wiedział, że dalej już się nie uda, tak pan Kosiński ten moment przegapił. I być może jego historia skończyłaby się zupełnie inaczej, gdyby w odpowiednim momencie zastosował się do tego, co sam (ponoć) w Wystarczy być napisał:

Dopóki nie patrzy się na ludzi, oni nie istnieją.
Mocarz2piorunów

@George_Stark jak czytałam o retellingach klasyków, a potem nieudolnej obronie Kosińskiego przed zarzutami, przypomniała mi się podobna inba związana z powieścią "Panie z Missalonghi", będącej plagiatem "Błękitnego zamku" Montgomery. Autorka "Pań z Missalonghi", Colleen McCulloch, broniła się przed zarzutami na zasadzie, że może w dzieciństwie rzeczywiście przeczytała "Błękitny zamek", ale w sumie to nie pamięta, ale jej widocznie zostało podświadomie w pamięci. Chyba w końcu to uznali, bo na zachodzie, w przeciwieństwie do PL, ta książka jest niemal całkowicie zapomniana.

Gruba ryba3piorunów

@Telezajaczek Ja się absolutnie zgadzam, że tak mogło być. Sam kiedyś pisałem opowiadanie o wampirach, głównemu bohaterowi dałem imię Lester. Później, już przy redakcji, zmieniłem na Lestaat, sam nie wiem dlaczego. Jakież było moje zdziwienie, kiedy jeden z czytelników powiedział przy lekturze "o, Lestat, jak w Wywiadzie z wampirem". Wywiad z wampirem widziałem ze dwadzieścia lat temu, nic nie pamiętam i na pewno w tej zmianie nie było świadomej inspiracji, nie mówiąc już o jakiejkolwiek próbie reinterpretacji czy plagiatu.

Zresztą, takich mitów w historii literatury jest pełno. Choćby to, że Przeminęło z wiatrem to nie jest, wbrew stworzonej przez autorkę o samej sobie legendzie, jedyne dokonanie literackie pani Mitchell. Z panem Remarque'm też nie do końca było tak, jak chciał być widzianym, czy nawet "nasz" "romans" pani Bondy z panem Mrozem albo prawdziwa tożsamość Jakuba Jarno. Kilka takich przypadków opisał pan Werner Fuld w swojej Krótkiej historii książek zakazanych.

Mocarz1piorunów

@George_Stark co dokładnie miałeś na myśli odnośnie Mitchell? Ona chyba już w liceum pisała opowiadania do lokalnych gazet, więc w tym sensie GWTW nie było jej jedynym dziełem, zresztą anglojęzyczna Wiki podaje dwie powieści, które napisała wcześniej. Być może napisałaby o wiele więcej, gdyby nie przedwczesna śmierć.

A z Mrozem i Bondą to od początku była ustawka i każdy z IQ powyżej 90 to widział, chociaż po tym, jak Mróz opisał Chyłkę, można wysnuć przypuszczenie, że nie pogardziłby szczupłym milfem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Ja osobiście jestem ciekawa, ile osób stoi za projektem Pokolenie Ikea, bo dla mnie to też od początku jechało typowo marketingowym projektem wannabe redpillowców.

Gruba ryba0piorunów

@Telezajaczek

co dokładnie miałeś na myśli odnośnie Mitchell?

Pic rel. Niech pan Fuld sam się broni, bo może pieprzył głupoty, a ja mu uwierzyłem. 😉

i każdy z IQ powyżej 90 to widział

Pytanie, jaki ci "każdzi" stanowią procent społeczeństwa. Bo, mam wrażenie, to się całkiem nieźle sprzedało, co w sumie nie jest jakoś szczególnie zaskakujące, zwłaszcza w kontekście dyskusji inspirowanej Nikodemem Dyzmą. 😉

A co do Pokolenia Ikea, to miałbym kilka zarzutów, ale do głowy by mi nie przyszło, żeby zastanawiać się ile i jakie to osoby. Choć nie czytałem tego dużo, o ile w ogóle, bo mogło mi się z Malcolmem XD pomylić.

Mocarz0piorunów

@George_Stark hmm, z tego akapitu, który wrzuciłeś, bije vibe, jakby to autor chciał wmówić, że Mitchell kreowała się sama na autorkę one hit wonder, a mi się wydaje, że po prostu mogła się wstydzić swoich młodzieńczych wypocin, uważać je za niedoskonałe i dlatego kazała usuwać po nich wszelkie ślady, ale niekoniecznie świadomie zaplanowała bycie autorką jednego hitu. Jak już wspomniałam, zmarła przedwcześnie i ciężko powiedzieć, czy miała dalsze plany literackie po GWTW, ale nie zdążyła ich zrealizować, czy zamierzała się wycofać w cień jak Cyncynat.

Mróz i Bonda sprzedawali się i sprzedają bez tego, związek pod publiczkę był im niepotrzebny.

Ciesz się, że tego nie czytałeś, bo to rak instant xD Generalnie Pokolenie Ikea to na początku był taki lekko redpillowy Kominek w realiach korpo, ale potem osoba (osoby?) prowadząca ten projekt pokapowała że zamiast przyciągać Mariuszków łapiących się na hasło, że wszystkie kobiety to suki i wgl całą otoczkę warszawskiego korpo chada podmiotu lirycznego, przyciągają na te wysrywy Grażynki i Julki i całość bloga oraz pożal się Boże książek skręciła w stronę złotych myśli z demotywatorów na zasadzie "pamiętaj księżniczko, łobuz nie kocha najbardziej", podbudowanymi jakimiś całkowicie wyssanymi z dupy opowieściami.

Gruba ryba1piorunów

@Telezajaczek

Ciesz się, że tego nie czytałeś

Ale ja bardzo lubię czasami poczytać bardzo złą literaturę! Choć w moim kanonie złej estetyki przoduje jednak literatura socjalistyczna. 😉

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Książki

17piorunów

916 + 1 = 917

Tytuł: Kariera Nikodema Dyzmy

Autor: Tadeusz Dołęga-Mostowicz

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10

*

Nikodem Dyzma jasno sobie zdawał sprawę z faktu, że żadne pomyślniejsze perspektywy dlań nie istnieją. Czy to go przerażało? Bynajmniej. Psychika Nikodema Dyzmy pozbawiona była, na szczęście, elementu wyobraźni.

Za prozę pana Dołęgi-Mostowicza już od jakiegoś czasu miałem zamiar się zabrać. Co prawda w moim planie czytelniczym był raczej Znachor, już od dawna plik mi się w czytniku kurzy, no ale wyszło inaczej. W zasadzie to nie ma co się dziwić – zawsze wychodzi inaczej. Tym razem powodem tego, że wyszło inaczej był pan Janusz Głowacki. Albo może pan Jerzy Kosiński? A może był to pan @fonfi? Sam już nie wiem którego z tych trzech panów mam winić, każdy z nich w równej chyba mierze przyłożył się do tego, że zamiast za Znachora zabrałem się za Karierę Nikodema Dyzmy.

Przeczytałem ostatnio ponownie _Good night, Dżerzi_, pięknie napisaną książkę pana Janusza Głowackiego opowiadającą (między innymi) o panu Jerzym Kosińskim, którą to książkę polecił mi kiedyś pan @fonfi, a która zrobiła na mnie duże wrażenie. W książce tej opisanych było kilka skandali, w tym również i tych literackich i to właśnie jeden z tych skandali literackich najbardziej mnie zainteresował – zwykle staram się nie zaglądać ludziom do łóżka, ale na biurka to już jak najbardziej. Wychodzi na to, że ja lubię skandale, bo tak jak prześledziłem sobie kiedyś sprawę sporu pana Mieczysława Smolarskiego z panem Aldousem Huxleyem, tak teraz z zapałem zabrałem się za śledztwo w sprawie rzekomego plagiatu, o którego popełnienie oskarżonym był pan Kosiński. A w śledztwie, jak to w śledztwie, należy zapoznać się z dowodami.

*

Czasami zdarza mi się przy lekturze taka myśl – „jej, czemu ja wcześniej tego nie przeczytałem” i tak właśnie stało się tym razem. Ja bardzo lubię kiedy książki napisane są ładnie, lubię też polszczyznę sprzed tak mniej więcej stu lat, kiedy to jest ona (moim zdaniem) piękniejsza od dzisiejszej, a wciąż bez żadnego wysiłku zrozumiała. I taką właśnie polszczyzną napisana jest Kariera Nikodema Dyzmy, co już od samego początku sprawiło, że książkę czytało mi się bardzo przyjemnie.

Ale piękny język tej książki to nie wszystko. Świetnie nakreślony jest w niej również świat – tak świat arystokracji i elit, ale również ten pokazany na samym początku świat codzienny, kiedy to Nikodem Dyzma, próbując zdobyć jakąkolwiek posadę, stara się o to, żeby zostać fordanserem. Ten początek jest nie tylko świetnie napisany (tak jak i cała książka), ale też, pokazując jednak pewną przedwojenną kindersztubę, stanowi doskonały punkt wyjścia do tego co autor pokazuje później.

Już mniej więcej od połowy książki miałem wrażenie, że głównym tematem Kariery Nikodema Dyzmy wcale nie jest ani kariera Nikodema Dyzmy, ani nawet sam Nikodem Dyzma, ale cała reszta towarzystwa. To w jaki sposób pan Dołęga-Mostowicz opisuje fascynację całej Warszawy tym robiącym zawrotną karierę wybitnym ekonomistą z jednej strony jest niesamowicie zabawne, z drugiej zaś niepokojąco trafne (Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie! pana Gogola, jak widać nic nie straciło ze swojej aktualności i chyba nigdy nie straci). Tę moją interpretację zdaje się potwierdzać sam autor w wypowiedzi, którą włożył w usta hrabiego Poniemirskiego w ostatnim rozdziale, po przeczytaniu której poczułem ogromną dumę z siebie. Niczym Nikodem Dyzma.

Ja bawiłem się przy lekturze tej książki świetnie, a wydaje mi się, że i sam autor przy pisaniu bawił się nie najgorzej. Za tym moim domniemaniem niech przemawia fakt, że, moim zdaniem, pan Dołęga-Mostowicz w pewnym momencie fabularnie popłynął – sytuacja, w jakiej za sprawą hrabiny Koniecpolskiej znalazł się Nikodem Dyzma była tak niesamowicie odjechana, że zastanawiałem się jak autor to wymyślił i innego wytłumaczenia niż to, że go poniosło nie umiałem znaleźć. W niczym jednak to odjechanie mi nie przeszkadzało, więcej nawet, miało pewien swój urok.

Znalazłbym w tej książce kilka wad, gdybym bardzo chciał ich poszukać. Mógłbym przyczepić się do niektórych wątków, które w mojej ocenie zostały albo niedomknięte, albo porzucone, albo niedostatecznie rozwinięte. Pewnie i coś innego też mógłbym znaleźć, tylko po co się czepiać? Może lepiej dać się oczarować urokowi powieści i nie zastanawiać się nad tym, dlaczego mogłoby być lepiej?

*

Tak więc Kariera Nikodema Dyzmy bardzo mi się podobała, moje śledztwo nie zostało jednak zakończone. Nawet polskie sądy przed wydaniem wyroku przynajmniej wysłuchują drugiej strony i właśnie dlatego, zaraz po przeczytaniu ostatniej strony

Fanatyk1piorunów

@George_Stark chciałem napisać, że jeszcze mi powiesz, że "Wystarczy być" przeczytałeś, ale już widzę, że faktycznie przeczytałeś. Ty to tak na poważnie podszedłeś do Dżerziego :open_mouth:

Gruba ryba1piorunów

@fonfi Właśnie mam dylemat, bo zostało półtorej dnia i obu chyba nie dam jednak rady. Więc raczej Kroki. Nie to, że nagrodzone, ale przede wszystkim krótsze. Choć kusi mnie scena "napromieniowania dziwki po stosunku", która (według Good night, Dżerzi) znajduje się w Cockpicie. 😉

Fanatyk1piorunów

@George_Stark

napromieniowania dziwki po stosunku

Też mnie to zaintrygowało, przez co moja lista "do przeczytania" zamiast się po lekturze Dżerziego skrócić, to wzięła się i wydłużyła. A przez Ciebie to teraz nawet o kilka pozycji. (╯°□°)╯︵ ┻━┻

Gruba ryba2piorunów

@fonfi Masz za swoje! Uznam, że ten Dyzma to Twoja jednak wina. 😉

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Książki

16piorunów

915 + 1 = 916

Tytuł: Upadłe anioły

Autor: Richard Morgan

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: ebook

Liczba stron: 544

Ocena: 6/10

“Strzepnąłem popiół z papierosa i oddałem mu jego uśmiech, prawie nieużywany.

Druga część cyklu Takeshi Kovacs

Pierwszą czytałem w lutym https://www.hejto.pl/wpis/349-1-350-tytul-modyfikowany-wegiel-autor-richard-morgan-kategoria-fantasy-scien

O tej książce przypomniałem sobie czytając powieść Mike’a Lee pod tym samym tytułem.

Przypomnę okoliczności: jest XXVI wiek, ludzkość zaczęła rozprzestrzeniać się po galaktyce. Dzięki technologii wykorzystującej modyfikowany węgiel świadomość można zapisać w formie cyfrowej na niewielkim urządzeniu i wszczepić do nowego ciała/powłoki. Dusze w kapsułkach. Śmierć przestała więc być ostatecznością, pod warunkiem, że ma się na to pieniądze.

Zaczyna się nieco dziwnie, ale adekwatnie. Inna planeta, inna powłoka. Autor wrzuca czytelnika w środek wojny planetarnej, o której nic nie wiemy. Nieważne, dowiemy się w locie. Dokładnie tak samo przerzuca się stos korowy żołnierza sił specjalnych w nową powłokę bojową i od razu wprowadza do akcji. Tymczasem nasz główny bohater - Kovacs zostaje ranny, jednak po zakończonym leczeniu zamiast wrócić na front bierze fuchę na boku. Celem jest zdobycie wraku marsjańskiego statku, mającego być istotnym reliktem technologii i historii, zaparkowanym gdzieś na obrzeżach systemu, a klucz do jego odnalezienia znajduje się na obszarze ogarniętym wojną. “Cała wojna jest sprawą komercyjną”.

Fabularnie jest jeszcze słabiej niż w pierwszej części, historia ciągnie się i nie jest jakoś specjalnie angażująca.

Mocne strony stanowią za to na pewno świat przedstawiony oraz dialogi i język narracji. Autor niekiedy wplata cudownie, pełne czarnego humoru, ironiczne kąski (np. dygresja o propagandowej piosence) w formie zwyczajnej rozmowy lub przemyśleń głównego bohatera. Szczególnie ciekawe bywają te ostatnie. Jak przystało na cyberpunk pełno jest w tym wszystkim różnych dyskusji i rozważań: o celach ludzkości, perspektywie, rozróżnień typu żołnierz a morderca, postęp i kontrola, rządy i korporacje.

Cyberpunk pełną gębą, ale z elementami klasycznego sci-fi. Nie obyło się bez nawiązań do “Trylogii ciągu” takich jak elementy voodoo, czy nietypowych opisów, gdzie niebo miało jednak kolor spranych dżinsów zamiast martwego kanału telewizyjnego.

Chciałbym ocenić wyżej, bo potencjał jest olbrzymi, język błyskotliwy i tylko historia nieciekawa

GURU0piorunów

Dałbym gwiazdkę więcej, wcale nie uważam żeby historia się wlekła.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

18piorunów

914 + 1 = 915

Tytuł: Rewers

Autor: Adam Widerski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Novae Res

Format: ebook

Liczba stron: 400

Ocena: 5/10

Punkt wyjścia jest całkiem obiecujący. Mamy policyjny romans zakończony śmiercią kobiety, śledztwo, w którym policjanci szukają swojego kolegi i chcą pomścić śmierć koleżanki i bohaterów próbujących połączyć rozsypane fragmenty historii w jedną całość. To jeden z tych kryminałów, które od początku sugerują, że prawda jest ukryta gdzieś pod powierzchnią i że to, co widzimy, jest jedynie tytułowym rewersem wydarzeń. Problem w tym, że sama droga do odkrycia tej prawdy okazała się dla mnie znacznie mniej interesująca, niż się spodziewałem. To trzeci tom serii i trochę wiedziałem czego się mogę spodziewać, ale dalej mam spory niedosyt.

Największym problemem książki było dla mnie tempo. Historia ciągnęła się momentami bardziej, niż powinna, a kolejne tropy nie zawsze dawały poczucie, że faktycznie zbliżamy się do rozwiązania. Zamiast napięcia częściej odczuwałem znużenie. To jeden z tych przypadków, gdy książka nie jest zła sama w sobie, ale wymaga od czytelnika znacznie więcej cierpliwości, niż oferuje w zamian satysfakcji. A to nie jest zbyt dobra rekomendacja.

Nie pomaga też fakt, że bohaterowie nie zostali mi w pamięci na dłużej. Po zakończeniu lektury łatwiej przypomnieć sobie samą konstrukcję intrygi niż osoby, które ją napędzały. A w kryminale to zwykle zły znak. Lubię, gdy śledczy, podejrzani czy ofiary mają własny charakter i potrafią zainteresować czytelnika niezależnie od samej zagadki. Tutaj tego mocno brakowało.

Patrząc na opinie innych czytelników, widać, że książka mocno dzieli odbiorców. Część ją chwali za jej atmosferę, inni - podobnie jak ja - zwracają uwagę na nierówne tempo i trudność w pełnym zaangażowaniu się w historię. To nie jest książka pozbawiona pomysłów, ale w moim przypadku nie potrafiła przekuć ich w naprawdę angażującą historię.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mocarz1piorunów

@WujekAlien to teraz czas na ekranizację ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Lider1piorunów

@Telezajaczek o kurde, to mnie zaskoczyłeś, nie wiedziałem, że jest

Pokaż więcej komentarzy (3)

Mistrz

w Książki

37piorunów

913 + 1 = 914

Prywatny licznik: 22+1=23

Tytuł: Sprawiedliwość owiec

Autor: Leonie Swann

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Amber

Format: książka papierowa

ISBN: 9788324127535

Liczba stron: 264

Ocena: 8/10

Absolutnie nie jestem obiektywny w kwestii książki i nie mam z tym problemu xD Czytałem pierwszy raz dobre 15 lat temu, wiele sformułowań z książki jest ze mną po dziś (Szpadel to nie choroba!), teraz wraz z filmem w kinach postanowiłem wrócić do książki, kupiłem po taniości na Vinted z sentymentu do starej okładki (to jest owca, a nie jakieś prostokątne coś!)... i bawi dokładnie tak samo jak dawniej :grinning: Znakomity luźniutki kryminał, w którym owce postanawiają wyręczyć bezużytecznych ludzi i prowadzą samodzielne śledztwo w sprawie morderstwa. Tak, OWCE i trawa () mają tutaj główne role, więc zero zdziwienia, absolutnie uwielbiam, dziękuję i pozdrawiam.

Jak ktoś szuka większego obiektywizmu w recenzji, to kolega @WujekAlien niedawno czytał i też mu się bardzo spodobała, zapraszam

Kompan5piorunów

Też mam sentyment. Jakiś czas temu (sprawdziłem - 20 lat XD) czytali tę książkę w Trójce, potem kupiłem i czytając słyszałem w głowie głosy aktorów. Po kamykach i patykach! Jest też druga część ale już mniej mi się podobała.

Mistrz5piorunów

@archive też po słuchowisku w Trójce się zainteresowałem 😉 I też Triumf owiec już mi bardziej średnio przypadł do gustu, a parę lat później pojawiły się jeszcze dwie powieści ze zwierzętami w rolach głównych: pchła (Krocząc w ciemności) i papuga (Pazur sprawiedliwości)

Fenomen4piorunów

@bojowonastawionaowca próbowałem tych kolejnych książek ale albo to już nie to albo ja się za stary zrobiłem. A sprawiedliwość wspominam na tyle dobrze że nawet nie chcę iść na film żeby sobie nie popsuć wspomnień.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Mistrz

w Książki

24piorunów

912 + 1 = 913

Prywatny licznik: 21+1=22

Tytuł: Krew, pot i piksele. Chwalebne i niepokojące opowieści o tym, jak robi się gry

Autor: Jason Schreier

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Format: książka papierowa

ISBN: 9788381292436

Liczba stron: 336

Ocena: 7/10

Tytuł książki mówi wszystko :grinning: 10 historii o tym, jak tworzone były gry (Pillars of Eternity, Uncharted 4, Stardew Valley, Diablo III, Halo Wars, Dragon Age: Inkwizycja, Shovel Knight, Destiny, Wiedźmin 3 i Star Wars 1313). Opowieści oczywiście w większości stojące pod znakiem crunchu, ale na szczęście na tyle różnorodne, że dobrze i szybko się je czytało :smiley: Bardzo dobra pozycja jak ktoś ma absolutnie zerowe pojęcie o biznesie robienia gier albo dla poczytania o ciekawostkach dotyczących paru znakomitych gier 😉

Fanatyk1piorunów

@bojowonastawionaowca

Bleh, Schreier jest trochę skompromitowany jako dziennikarz growy - coś jak Żemła o polskiej zbrojeniówce.

Fanatyk3piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk Schreiera czy Żemły? Jak znasz jeden wątek to możesz widzieć paralele z drugim - osoba z osobistymi powiązaniami w branży, która posiada sporo wiedzy insiderskiej i co jakiś czas rzuca artykuły pod tezy wybierając pod to fakty które się zgadzają pomijając lub dezawuując resztę. Żemła wypłynęła jak stolec kilka lat temu przy okazji krytyki starej wersji Grota, kiedy była już nowa - Schreier chyba najbardziej z okazji GamerGate kilkanaście lat temu. Generalnie mają ten sam problem - zamiast opisywać rzeczywistość, próbują ją kurować/kreować - jednym się to podoba, innym nie. Mi się podoba wtedy kiedy: a) zgadzam się z ich tezami, bo tak. b) nawet jeśli się nie zgadzam, ale przynajmniej widzę że przed wydaniem swojej (w sensie ich) jedynej słusznej opinii, najpierw rzetelnie opisali całość, aby każdy mógł skonfrontować ich (dziennikarza) opinię z faktami - tutaj jedno i drugie padają na głupi ryj. W ogóle nie znam żadnego rzetelnego dziennikarza growego (ale nie dlatego że ich nie ma - po prostu przestałem się interesować ich opiniami), ale jak coś mogę polecić sporo z tematyki militariów.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Mistrz

w Książki

30piorunów

911 + 1 = 912

Prywatny licznik: 20+1=21

Tytuł: Jak wychować zająca

Autor: Chloe Dalton

Kategoria: pamiętnik

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788308086889

Liczba stron: 272

Ocena: 8/10

Pandemia koronawirusa musiała być szokiem dla doradczyni politycznej, która praktycznie z dnia na dzień z powodu lockdownu opuściła tętniący miejskim zgiełkiem Londyn i przeniosła się do domu na wsi. Cisza, spokój, niewiele do zrobienia... No, chyba że tuż przy domu natrafi się na małego opuszczonego zajączka, który został porzucony przez matkę. I tak to pojawiło się nowe zadanie w życiu, zupełnie odmienne od wszystkiego innego, co w życiu się robiło.

Książka fantastyczna pod wieloma względami: raz to próby uratowania i wychowania zajączka możliwie w zgodzie z naturą, mimo że fachowej literatury nie ma zbyt wiele i czasem trzeba było sięgać nawet do XVIII-wiecznych ksiąg, by znaleźć możliwe rozwiązanie pojawiających się problemów. Szczególnie dla królikarza takiego jak ja, fascynujące były te opisy autorki zmagania się z "problemem" i stopniowym oswajaniem zajączka z życiem "w cywilizacji", ale jednocześnie daniem mu takiej opieki, by czuł dużą swobodę i by finalnie bez większych problemów mógł finalnie wrócić do natury i do swojego normalnego, zajączkowego życia.

Ale dodatkowym, a może nawet większym smaczkiem było to, jak zmieniała się perspektywa autorki na otaczający ją świat. Jak stała się dużo bardziej uważna na ukształtowanie okolicy pod człowieka, co często niekoniecznie jest tożsame z korzyściami dla zwierzęcia. Jak trochę dostroiła się do zajączka i stała się dużo bardziej wyczulona na dobiegające z zewnątrz szmery, szumy i inne odgłosy. Naprawdę fajnie widoczny proces wyciszania się i przystosowywania do życia w zupełnie odmiennych warunkach.

Pewnie by się można było śmiać, że to kolejne z wieeeeeelu literackich "odkryć" mieszczuchów, jaka to natura jest fajna i że warto czasem wrócić do korzeni i że autorka się zupełnie temu oddała z całą intensywnością i że czasem by chciała podporządkować też życie innych mieszkańców wsi dla dobra małych zajączków - no tak to już bywa, co tu więcej dodać xD Mimo to naprawdę świetna lektura na wakacyjny wyjazd i do czytania na łonie natury.

A że zajączek z czasem okazał się zajęczycą i pojawiają się nowe małe zajączki - myślę, że więcej zachęt nie potrzeba 😛 I przy tym naprawdę warto oddać honor autorce, że starała się możliwie mało ingerować w tm fakcie poza po prostu udostępnieniem swojej przestrzeni życiowej - owca z głowy!

GURU1piorunów

Oho widze w koncu jaka dywesyfikacja a nie tylko kroliki

Pokaż więcej komentarzy (2)

Mistrz

w Książki

20piorunów

910 + 1 = 911

Prywatny licznik: 19+1=20

Tytuł: Cztery pory roku w Japonii

Autor: Nick Bradley

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: książka papierowa

ISBN: 9788324068593

Liczba stron: 384

Ocena: 7/10

Książki o Japonii mogą być dwóch rodzajów: albo przepełnione magią i dziwnymi wydarzeniami, albo są po prostu przyjemnymi książkami do czytania (choć autor wcale Japończykiem nie jest, tak ewidentnie japoński styl książek do niego przeniknął). Tutaj mamy do czynienia z tym drugim rodzajem. W sumie mówi o tym już sama okładka, oczywiście z kotem.

Opowieść toczy się dwutorowo: w jednym wątku mamy starszą panią Ayako, która przyjmuje do swojego poukładanego świata wnuka Kuo świeżo po niezdanym egzaminie wstępnym na studia medyczne. Babcia od samego początku jest bardzo oschła, surowa i zamknięta w sobie, co wyraźnie daje odczuć wnukowi. W sporej części wynika to z osobistej tragedii, jaką nosi w sercu, czyli samobójczej śmierci swojego syna (a ojca wnuka). Przymusowy pobyt na prowincji po paru trudnych perypetiach jednak odmienia obojga.

Drugim wątkiem jest ten dotyczący mieszkającej w Tokio Amerykanki Flo. Po rozstaniu z partnerką i poddaniu w wątpliwość wszystkiego, co w życiu robi, włącznie z pracą tłumaczki, przypadkiem natrafia na porzuconą powieść i postanawia poddać się przeznaczeniu i podążać jej śladem. By uzyskać zgodę autora na przetłumaczenie książki na angielski, udaje się do niewielkiej górskiej miejscowości, gdzie oba wątki stopniowo zaczynają się ze sobą splatać.

Książka jest bardzo ciepła i subtelna, z wyraźnym morałem: aby być szczęśliwym i spełnionym nie można się bać. Trzeba znaleźć w sobie odwagę do spełniania marzeń i krok po kroku dążyć do realizacji życiowych celów - swoich, a nie kogoś innego i szukać w ten sposób jakichś kompromisów, by wszystkich zadowolić. Ponadto na stronach książki można znaleźć regularnie umieszczane japońskie symbole, które z czasem zaczynają nabierać nieco większego sensu. Doceniam takie dopracowanie i polecam smakowanie książki w całości: nie jest może jakoś wybitnie zmieniająca życie, ale jest po prostu bardzo dobra.