Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#filozofia

Autorytet

w Hydepark

6piorunów

O monarchii słów kilka

Czytam sobie Josepha de Maistre, jednego z klasyków myśli konserwatywnej, a przy okazji masona co zresztą widać bo często nazywa Boga wielkim geometrą/architektem. Nie powinno to dziwić skoro Edmund Burke też był masonem i ojcem konserwatyzmu. Nie wiem więc czemu ich się tak ciągle oskarża o bycie jedynie wywrotowcami. W każdym razie spodobała mi jego jedna, szczególna myśl, że wobec monarchii wszyscy poddani są równi.

W pewnym sensie jest to podobne do założeń chrześcijańskich gdzie to też wobec Boga wszyscy ludzie mieli być tacy sami. Myślę, że jest w tym jakaś racja, że członkowie danej społeczności faktycznie czują się powszechnie zrównani niezależnie od stanu gdy mają nad sobą nadrzędną jednostkę. Król stanowi tu więc swego rodzaju punkt odniesienia dla reszty. Co jednak gdy tego odniesienia nie ma?

Maistre uważa, że każdy człowiek bez wyjątku odczuwa pragnienie władzy. Nawet dziecko w swej niewinności może dusić małe zwierze by odczuć przyjemność doświadczenia, że jest istota słabsza od niej. Może by to przyrównać do teorii Hobbesa, że wszyscy ludzie są egoistami i Nietzschego, że każdym człowiekiem kieruje wola mocy. Hobbes widział w tym konieczność istnienia suwerena który mając monopol na przemoc trzymałby innych w ryzach przed ciągłymi walkami.

Carl Schmitt powtarzał, że to co odróżnia prawice od lewicy to negatywny pogląd na naturę ludzką i jest tu pewna słuszność. Wpis ten ma raczej charakter ciekawostkowy niż propagandowy. W końcu był to filozof żyjący z przełomu 18 i 19 wieku wiele jego poglądów mogło się do tego czasu zestarzeć. Wciąż jednak dla wielu konserw jego dzieła pozostają klasyką.

     

Tytan0piorunów

W której niby monarchii wszyscy poddani byli rowni wobec króla?

Pokaż więcej komentarzy (2)

Autorytet

w Hydepark

6piorunów

Kwestia feminizmu, a liberalizm.

Feminizm choć miewa antykapitalistyczny wydźwięk to pozostaje w moim odczuciu swego rodzaju liberalizmem ukierunkowanym na kobiety. Promowany jest tu bowiem kobiecy hiperindywidualizm w ramach czego każda dziewczyna ma przede wszystkim stawiać swoje potrzeby na pierwszym miejscu i nie szukać aprobaty wśród mężczyzn. Zamiast tego priorytetem staje się często kariera i pieniądze.

Kontakty z płcią męską mają ograniczać się do niezobowiązujących spotkań, posiadanie dzieci przybiera postać niechcianego utrapienia, a zakładanie rodziny to dla wielu feministek w najlepszym razie niepotrzebna fanaberia, a w najgorszym zniewolenie. Wszelkie tradycyjne normy zostają odrzucone jako ograniczające samoekspresje i spełnianie własnych hedonistycznych pragnień.

Do tego normalizuje się sexworking czy zakładanie only fansa przy jednoczesnej krytyce uprzedmiotawiania kobiet. S--s przestaje więc tu być rozumiany jako akt czułości dwojga zakochanych ludzi lecz zostaje sprowadzony do czegoś czysto transakcyjnego co idealnie pasuje do czasów późnego kapitalizmu.

Filozof i psycholog, Erich Fromm uważał, że człowiek poprzez akt miłości czy to braterskiej, rodzinnej czy romantycznej przekracza samego siebie osiągając swego rodzaju transcendencje. Dwoje ludzi nie myśli wtedy w kategorii ja i ty lecz w kategorii my. Żeby to było możliwe to trzeba umieć wyjść poza własny subiektywizm i otworzyć się na drugą osobę. Relacja rodzi się w poczuciu wzajemnej odpowiedzialności. Tymczasem silna i niezależna feministka unika jakichkolwiek form zależności.

Im bardziej kobiety będą przyjmować feministyczną narracje tym mniej mężczyzna powinien oczekiwać, że znajdzie kochającą go kobietę z którą będzie mógł zbudować miłosną relacje.

    

Fenomen0piorunów

Weź idź z tym na wypok.

GURU3piorunów

@Al-3_x mija już była żona brała kariere, w 10 lat dziewczyna po zawodówce została kierownikiem rejonowym w biedronce, zaczynając od kasy na 3/4 etatu gdyby w wieku 25 lat zdecydowała się że mną na dzieciaka, nigdy nie przeszła by przez zastępcę kierownika sklepu i dorobiła się conajwyzej garba xD

Pokaż więcej komentarzy (8)

Autorytet

w Hydepark

14piorunów

Czasami lepiej nie drążyć niektórych tematów dla własnego zdrowia psychicznego. Prawdą jest, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Nawet Nietzsche uważał, że pewnych prawd człowiek nie jest wstanie udźwignąć. Objawienie zamiast ukojenia może przynieść czasami jedynie szaleństwo.

 

Fenomen0piorunów

Być może.
Ale czasem już się tak ma,że się tematy drąży i nie potrafi przestać.
Tak jak w tych zachodnich mitach o wampirach i innych stworach liczących monety/ziarnka piasku czy ryżu...
Mieć podobnie bywa... irytujące (PS: nie nie piję niczyjej krwi).

Wiesz ile ja lata temu czasu straciłem na analizowanie tego i szukanie w tym sensu ? :rolling_on_the_floor_laughing:
https://www.youtube.com/watch?v=2yJgwwDcgV8

Nyan Cat! [Official]Auf YouTube findest du die angesagtesten Videos und Tracks. Außerdem kannst du eigene Inhalte hochladen und mit Freunden oder gleich der ganzen Welt teilen.YouTube

Autorytet

w Hydepark

4piorunów

Top 10 najważniejszych filozofów w historii. Lista jest subiektywna.

1. Sokrates
2. Platon
3. Arystoteles
4. Kartezjusz
5. Kant
6. Hegel
7. Marks
8. Nietzsche
9. Heidegger
10. Derrida

 

Mocarz0piorunów

Marks. Serio?

Autorytet2piorunów

@Wlacza Miał bardzo duży wpływ nie tylko na filozofie, ale i świat. Tego nie można mu odmówić.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Autorytet

w Hydepark

4piorunów

Kultura macho była jedną z bardziej społecznie szkodliwych rzeczy. Idea, że wartość mężczyzny określa jego liczba partnerek, a nie jego osobiste osiągnięcia podkopała poczucie wartości wielu mężczyzn. Takie coś nigdy nie powinno mieć większego znaczenia i ktoś kto projektuje mosty zasługuje na większy szacunek od kogoś kto przespał się z 20 kobietami naraz.

W praktyce to powinniście przestać uzależniać swoje poczucie własnej wartości od tego czy jakaś kobieta was chce czy nie. To naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Jeśli to robicie to sami stajecie się autorami własnego nieszczęścia. Powinniście się zamiast tego skupić na odnalezieniu wewnętrznej siły w samych sobie i wtedy wasze życie nabierze realnej wartości.
   

Gruba ryba

w Polityka

1piorunów

zwracam się do mądrzejszych kolegów uczonych czy istnieje jakiś nurt w który zastanawiałby się nad koncepcją "posiadanie waluty jest posiadaniem udziałów w państwie"? a może sformułowane przeze mnie zrozumienie jest z definicji błędne albo nie dość dokładne?

Gruba ryba0piorunów

Jest wymianialna w okresie swojej ważności na usługi swiadczone lub dobra produkowane przez obywateli emitującego.
To właściwie już zrealizowany zysk z niewykonanej jeszcze pracy. Przyslowiowy talon na k⁎⁎wę i balon, znaczek pocztowy.

Gruba ryba1piorunów

@Heheszki

>Jest wymianialna w okresie swojej ważności na usługi swiadczone lub dobra produkowane przez obywateli emitującego.
w rzeczywistości nie jest to cała prawda - wiem że na Ukrainie i w Wenezueli ludzie rozliczali się w pewnym momencie w dolarach, zwłaszcza z ludźmi zza granicy.
>To właściwie już zrealizowany zysk
ale jest to zysk wyrażony w tej właśnie walucie, co według mojego zrozumienia uniemożliwia użycie tego zdania do definicji waluty.

Dziękuję za Twój czas, ale o ile nie podasz mi źródła w literaturze z którym mógłbym się zapoznać nie będę w stanie skorzystać z Twojej wiadomości.

Gruba ryba0piorunów

@wombatDaiquiri z całym szacunkiem, ale jeżeli przyjąć barter za podstawę do stworzenia pieniądza to uwzględniając późniejsze odejście od kruszcow jako zabezpieczenia ich wartości pozostaje je rozumieć jako formę "kuponu" o wartości zabezpieczonej przez emitenta... Przy czym wartość kuponu jest ściśle powiązana z PKB wydawcy: jeżeli kraj nie eksportuje dóbr zamieniając je na "dewizy" lub inne intratne umowy międzynarodowe to pieniądz traci na wartości, import odbywa się po niekorzystnym kursie ponieważ nie ma popytu na zakupy "zwrotne". To naprawdę brzmi jak jakaś hipoteza ?

Gruba ryba1piorunów

@Heheszki

>z całym szacunkiem
wlasnie problem jest taki że piszesz bez szacunku, bo nie odpowiadasz na moje komentarze tylko przepisujesz definicję którą znam

>pozostaje je rozumieć jako formę "kuponu" o wartości zabezpieczonej przez emitenta
i moje pytanie brzmi: czym jest ta „wartość”? Bo nie możliwością zakupu złota, a więc nie reprezentujące wartości kruszca.

to co piszesz, to nie hipoteza. To definicja. Ale Twoja definicja zawiera słowo „wartość” którego nie umiesz zdefiniować. Jeśli pytam co nadaje wartość pieniądzom, a Ty mi odpowiadasz „PKB” to tak jak byś mi powiedział, że wartość pieniądzom nadaje ich wartość. To prawda, ale nie poszerza mojego zrozumienia świata.

Autorytet3piorunów

Nie jestem uczonym, ale twoje podejście jest o tyle problematyczne, że państwo w przeciwieństwie do spółki akcyjnej niekoniecznie jest zainteresowane wzmacnianiem wartości swojej waluty, w związku z czym siła waluty nie wyraża siły państwa. Waluta i jej wartość jest jedynie narzędziem. Ilość waluty na rynku można zmniejszyć emitując obligacje lub zwiększyć drukując pieniądz. Te operacje pozwalają na zarządzanie długiem państwa oraz są w stanie np. pobudzić eksport. Przykładowo Chiny sztucznie obniżały wartość swojej waluty by budować swoją gospodarkę w oparciu o eksport i zagraniczne inwestycje.

Autorytet0piorunów

Co więcej kontrolowana inflacja pozwala na rozwój gospodarczy w przeciwieństwie do deflacji, która gospodarkę hamuje.

Autorytet1piorunów

Bardziej zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że posiadanie obligacji jest posiadaniem udziałów w państwie.

GURU0piorunów

@malkontenthejterzyna Co to jest inflacja kontrolowana przez państwo i jak się ją robi? :thinking_face:

Na przykład w tej chwili chciałbym taką inflacje kontrolowaną 7,7%.

Gruba ryba1piorunów

@malkontenthejterzyna

>państwo w przeciwieństwie do spółki akcyjnej niekoniecznie jest zainteresowane wzmacnianiem wartości swojej waluty
panstwo w ogólności nie jest „zainteresowane” niczym, podobnie jak spółka. Ludzie są. Państwo podobnie jak spółka może natomiast manipulować kursem akcji, tak jak Mateusz Morawiecki który zabezpieczył się przed kryzysem kupując obligacje. Albo prezesi spółek sprzedający udziały.
>w związku z czym siła waluty nie wyraża siły państwa
sila gamestopu pozostała żadna pomimo eksplozji wyceny
>Przykładowo Chiny sztucznie obniżały wartość swojej waluty by budować swoją gospodarkę w oparciu o eksport i zagraniczne inwestycje.
Co znaczy „sztucznie obniżały wartość” ? Jeśli można ją „sztucznie obniżyć” to czym jest ta wartość?

Gruba ryba1piorunów

@malkontenthejterzyna

Co więcej kontrolowana inflacja pozwala na rozwój gospodarczy w przeciwieństwie do deflacji, która gospodarkę hamuje.

w spółkach akcyjnych też tak bywa, np. Ubisoft, ea, blizzard

Gruba ryba1piorunów

@malkontenthejterzyna

>Polecam ten materiał
z całym szacunkiem, nie zadawałbym tego pytania gdybym nie przemyślał takich twierdzeń jak domyślam się po dwóch minutach że są zawarte w tym materiale, bo szanuję Wasz czas i uwagę.

Autor w pierwszych dwóch minutach mówi, że definicja inflacji to „wzrost cen dóbr czy usług”. I ja rozumiem, że numerycznie chodzi o to, że w zdrowej gospodarce jakość usług a więc ich wartość powinna rosnąć w czasie, a więc kosztować coraz więcej. Super model, mógłbym o tym zrobić wykład xD

skoro przewidywania ekonomistów się nie sprawdzają, to znaczy że mamy do czynienia z wróżbitami a nie naukowcami, a wróżbitom wierzyć w tłumaczenie jak działa świat nie warto

Gruba ryba1piorunów

@Mr.Mars możesz wprowadzać dopłaty dla developerów co podniesie oczekiwania inflacyjne co pozwoli marketom zwiększyć marże bo klient się nie oburzy gdyż będzie się spodziewał wzrostu cen, pozdrawiam

Pokaż więcej komentarzy (16)

Gruba ryba

w Hydepark

7piorunów

Ostatnio dużo myślę o tym, dlaczego tak wielu ludzi (w tym ja) ma problem z poczuciem szczęścia. Wydaje się, że źródło tkwi w ciągłym poczuciu, że „powinno być inaczej”, że zasługujemy na coś lepszego. Próbując znaleźć odpowiedź, opracowałem coś, co nazwałem Egzystencjalnym Determinizmem Moralnym – w skrócie EDM.

Podstawowa idea jest prosta: szczęście zaczyna się gdy akceptujemy, że nasze życie jest dokładnie takie, na jakie zasłużyliśmy. Wszystko, co nas spotyka – dobre i złe – jest efektem zasług naszych i naszych przodków. Tak, zasługi i winy mogą przechodzić między pokoleniami. Może się wydawać niesprawiedliwe, że ktoś rodzi się bogaty, a ktoś inny biedny, ale jeśli spojrzeć na to przez pryzmat historii rodzinnej i moralnej równowagi, wszystko nabiera sensu.

To nie znaczy, że mamy się poddać losowi – wręcz przeciwnie. Działanie jest ważne, ale zaczyna się od akceptacji. Życie jest częścią większego porządku, w którym każde doświadczenie ma sens.

Możemy polepszyć nasze życie przez pozytywne działania, mamy też wybór i możliwość pogorszenia swojego losu, ale także naszych potomków więc nie wszystko jest zdeterminowane. Warto działać ale też mniejsze efekty niż się spodziewamy nie powinny nas unieszczęśliwiać: widać nasze zasługi były za małe, trzeba starać się więcej.

To oczywiście tylko wstęp. Zastanawiam się, co myślicie o takim spojrzeniu na życie? Może ktoś z Was czuje podobnie albo ma inne przemyślenia?

Wirtuoz1piorunów

@NatenczasWojski Zgadzam się, nie ma obiektywnego szczęścia. Jest to zawsze subiektywne odczucie, osadzone w konkretnej perspektywie czasowej i związane z doświadczeniami krótko-, jak i długoterminowymi. To wypadkowa dominujących emocji w danym momencie. Możesz na przykład odczuwać stres w pracy i czuć się nieszczęśliwy, ale gdy spojrzysz na swoją sytuację życiową w szerszym kontekście, może się okazać, że tak naprawdę jesteś szczęśliwą osobą.

Mam jeszcze wątpliwości czy ta idea 'szczęścia', potrzeby jego posiadania, nie jest przypadkiem kreacją marketingowców - ale to już inna kwestia. Możesz sobie o tym poczytać w niedawno wydanej 'Przemysł szczęścia' z PIW.

Gruba ryba1piorunów

@inskpektor zgadzam się że jest pewny marketing szczęścia ale niestety jest on dużo gorszy niż na pierwszy rzut oka może sie wydawać.

bo nie tyle promuje się jak być szczęśliwym ale promuje się pokazywanie co potrzeba aby być szczęśliwym w celu wywołania poczucia nieszczęścia u widza i wykreowania w nim potrzeby zakupowej.

czyli okazujemy szczęśliwego faceta w nowym Audi po to aby przynajmniej część z odbiorców poczuła się choć trochę mniej szczęśliwym że go nie mają.

to działa ale dlatego właśnie trzeba się skupić na tym co się ma a nie na tym czego się nie ma.

Gruba ryba1piorunów

@inskpektor sama potrzeba szczęścia ale w rozumieniu długotrwałego spokoju ducha a nie jakichś ekscytacji chwilowych, wg mnie jest podstawową potrzebą człowieka jak potrzeba wypoczęcia czy bycia najedzonym i bezpiecznym.

jeśli wierzyć w piramidę potrzeb Masłowa to poczucie szczęścia powinno być nagrodą za osiągnięcie szczytu piramidy.

Osobistość2piorunów

@NatenczasWojski imho to czy jesteś szczęśliwy czy nie zależy tylko od ciebie (pomijam tu skrajności typu umieranie w szpitalnym łóżku itp) i od akceptacji tego co tu i teraz.

Nie mamy wpływu na wszystko co nas spotyka, ale mamy wpływ na to jak to na nas wpływa.
Wszystko w naszych głowach.

Są ludzie biedni, żyjący prosto i szczęśliwi.
Są bogaci, którzy kończą z depresją - pieniądze nie są tu najważniejsze tylko nasze nastawienie.
Takie tam moje wieczorne pierdololo 😉

Osobistość2piorunów

To co piszesz nie ma sensu. Moja żona zachorowała w momencie gdy planowaliśmy powiększenie rodziny. Do tej pory wszystko było ok "normalne" problemy jakie ma każdy.
W momencie gdy stwierdziłem, że wszystko jest ok i moglibyśmy powiększyć rodzinę, żona się pochorowała. Więc w jakim kontekście ma to pomóc naszemu przyszłemu potomstwu, jeśli musiałem z niego zrezygnować praktycznie w "tym momencie?"
10 lat pracowałem aby moja rodzina i przyszłe dzieci miały dobry start. Teraz w sumie zyje bo chce zadbać o żonę. Większego celu już nie widzę. Nie mam się po co starać, bo w sumie po nas nie będzie już nikogo.
----
Tak więc po co były studia? Przeprowadzka? Dom? Kilka awansów? Zmian pracy itd? Na dziej dzisiejszej liczy się dla mnie zdrowie żony, reszta to jakiś dodatek do życia - które skończy się dla mnie w momencie gdy żona odejdzie.
----
3 domy, w chooj pola - to wszystko odziedziczę a po mnie nie odziedziczy tego nikt bo już nie zdążę... -> a więc jak się to ma do twojej wizji?

Gruba ryba0piorunów

@Bystrygrzes

powiedzialbym ze Cie rozumiem ale to nie byłaby prawda, mogę sobie jedynie wyobrażać że rozumiem bo sam również nie wyobrażam sobie sensu życia bez swojej żony. Czasami myślę sobie co bym zrobił w takiej sytuacji, nie będę pisał co z tych przemyśleń wynika ale nic dobrego.

jak się ma Twoje nieszczęście do mojego konceptu? Znalazłbym wytłumaczenie ale wiem że to nie da Ci pocieszenia a pewnie tylko wkurzy więc też lepiej nie pisać.

przemyślę to jeszcze…

Gruba ryba1piorunów

@Bystrygrzes przeczytałem że pisałeś że żonie zdiagnozowano SM, moja ciotka ma również tą chorobę więc mniej więcej wiem jak to wygląda. Pierwsze objawy miała chyba po 20tce, ale nawrót i nagłe pogorszenie przed 40tka. Obecnie ma 55 lat. Choroba rozwijała się falami, raz dużo lepiej, raz dużo gorzej, potem trochę lepiej, trochę gorzej i tak w kółko. Daje sobie radę, jest babcia, zajmuje się domem. Nie jest lekko ale jakoś żyje.

z tego co czytałem to diagnoza nie jest przeciwwskazaniem do ciąży.

może i u Was nie będzie to tak zle jak sobie wyobrażasz?

z kolei moja szwagierka urodziła bliźniaczki, jedna z mózgowym porażeniem dziecięcym. Najpierw płacz i tragedia ale po kilku latach każdy zaakceptował że jest jak jest i jakoś się żyje dalej. Bliźniaczki mają 12 lat, jedna nie chodzi a druga sobie biega. Jaka to sprawiedliwość? Jaki to sens? Mam nadzieje że jakis jest.

Pokaż więcej komentarzy (23)

Gruba ryba

w Gównowpis

16piorunów

Największe piekło odbywa się wyłącznie w Twojej głowie.

Fanatyk2piorunów

Tru. Np. mam problem. I wiem, że gdyby stało się to, co bym chciał, aby się stało, to dalej bym miał problem xd I wiem, że to by nic nie dało. I jest ok, powinienem tego problemu nie postrzegać jako problem, ale i tak siedzi mi to w głowie w negatywny sposób. Ehhhh. Nie wiem, po co to piszę, skoro tak owijam.

Gruba ryba0piorunów

@RogerThat zakladam że już to wiesz, ale praca terapeuty (dobrego) polega również na pomocy w odczuciu i nazwaniu tego co przeżywasz. Życzę Ci powodzenia w pogodzeniu się z rzeczywistością jaka by nie była :man-bowing:

Pokaż więcej komentarzy (7)

Autorytet

w Hydepark

19piorunów

Na łamach Krytyki Politycznej ukazał się dość ciekawy artykuł słoweńskiego filozofa, Žižka. Porusza on tam temat ostatniej, szybkiej porażki Asada i to z ręki nie świeckiej opozycji, ale muzułmańskich fundamentalistów.

Žižek: Co przeoczyliśmy w Syrii?

Jak większość komentujących, nie znam odpowiedzi na te pytania, dlatego też wolę skupić się na szerszym oglądzie sprawy. Ogólnym rysem całej tej historii, podobnie jak w Afganistanie po wycofaniu się Amerykanów i w Iranie podczas rewolucji w 1979 roku, jest to, że nie doszło tu do żadnej decydującej bitwy. Reżim po prostu złożył się jak domek z kart. Zwycięstwo zaś przypadło stronie, której akurat chciało się walczyć i umierać za sprawę.
To, że reżim był powszechnie znienawidzony, nie wyjaśnia w pełni, co się stało. Dlaczego znikł świecki opór wobec Asada, a ostali się jedynie muzułmańscy fundamentaliści, którzy teraz na tym skorzystali? To samo pytanie można zadać w przypadku Afganistanu. Dlaczego tysiące ludzi ryzykowało życiem, żeby załapać się na wylot z Kabulu, ale nie, by zwalczać talibów? Siły zbrojne starego afgańskiego reżimu były może lepiej uzbrojone, ale po prostu nie miały woli walki.

Žižek słusznie zauważa, że współczesne, świeckie i liberalne ideę nie mają już zdolności do mobilizowania mas.

Pozytywistyczna koncepcja wiedzy jako „obiektywnego” wyrazu rzeczywistości – co Foucault scharakteryzował jako pacyfikujące, neutralizujące i normalizujące formy współczesnej zachodniej władzy – jest ideologią „końca ideologii”. Z jednej strony mamy rzekomo niezideologizowaną wiedzę ekspercką, z drugiej zaś rozproszone jednostki, z których każda skupia się na własnej, idiosynkratycznej trosce o siebie (w ujęciu Foucaulta) – na drobnych przyjemnościach życia. Z punktu widzenia liberalnego indywidualizmu jakiekolwiek powszechne zobowiązanie, zwłaszcza takie, które niesie ze sobą narażenie życia i zdrowia, jest podejrzane i „irracjonalne”.

Religia jest dziś natomiast jedyną ideą zdolną angażować jednostki w akcie kompletnego poświęcenia.

To, dlaczego religia wydaje się mieć obecnie monopol na zbiorowe zaangażowanie i samopoświęcenie, najlepiej wyjaśnia Boris Buden, który twierdzi, że religia jako siła polityczna odzwierciedla postpolityczną dezintegrację społeczeństwa – rozpad tradycyjnych mechanizmów, gwarantujących niegdyś stabilność wspólnotowych więzi. Religia fundamentalistyczna jest nie tylko polityczna – to w istocie polityka. Dla wyznawców nie jest już zaledwie zjawiskiem społecznym, ale samą fakturą społeczeństwa.

Jeśli miałbym przewidywać jakąś przyszłościową porażkę zachodu względem innych cywilizacji to właśnie w tym. Nikt nie będzie miał motywacji do obrony zachodniego stylu życia i statystyki to potwierdzają. W krajach zachodnich tylko mały procent populacji jest gotowy walczyć za swój kraj.

Autorytet2piorunów

@Al-3_x zawsze jak czytam tych filozofów współczesnych to jestem przytłoczony. Pamiętam tak samo byłem przytłoczony, gdy za dzieciaka oglądałem w TV głodne dzieci w Afryce i to że trzeba tam dawać kasę. Po latach dowiedziałem się, że kasa ta trafia tylko do złodziejskich organizacji, które nie pomagają, a żyją z organizowania pomocy. A jak pomoc trafia to do lokalnych oligarchów a nie biednych. Czy powinniśmy się przejmować upadkiem Europy? Nie, bo nie mamy na to wpływu, a są organizacje które mają i to od ich interesu zależy nasze przetrwanie.

Autorytet7piorunów

1. Assad ma Syrię
2. Walczą z nim Kurdowie, fundamentaliści, ludy z południa i ISIS, które jest blisko fundamentalistów.
3. Przez lata trzyma wszystkich za mordę bo ma armię a inni nie mają koordynacji i sprzętu
4. Budżet Syrii się sypie, oligarchowie są odsuwani od koryta, liczebność armii spada o połowę, jest problem z wypłatami
5. Fundamentaliści wspierani przez Turcję rozpoczynają rewoltę. Mają drony i wyszkolenie a rząd przegapił moment.
6. Armia nie ma motywacji i nie wie jak walczyć przeciwko dronom.
7. Kurdowie i południe przyłącza się do rewolty, prawdopodobnie byli dogadani z fundamentalistami
8. Otwarcie kolejnych frontów daje dowódców do zrozumienia że to nie ma szans, następuje upadek obrony mimo posiadania sprzętu.
9. Ruscy nie pomagają bo są uwiązani w Ukrainie, zamykają się w bazach i obserwują.
10. Assad ucieka do Moskwy, Putin ma problem bo traci bazę wypadową na Afrykę a Erdogan poszerza strefę wpływów na Syrię i aktywnie działa w Azji środkowej bo marzy mu się Imperium Osmańskie a jeszcze Kurdów może niszczyć. Realizacja strategii militarnej w celu politycznym
11. Słowacki Filozof: tylko religia może motywować tłumy.

Autorytet0piorunów

@L4RU55O Žižek tak nie upraszcza i zdaje sobie sprawę, że przyczyn upadku Asada było wiele. To co było zaskoczeniem dla wielu to szybkość samej rewolty i porównał tą sytuacje do tej z Afganistanu i Iranu.

Pokaż więcej komentarzy (20)

Mistrz

w Hydepark

2piorunów

Próbuje się wkręcić w zrozumienie postmodernizmu i zacząłem od Symulakr i Symulacji Baudrillarda. Boże co ja sobie robię xD

I typ to napisał ponad 40 lat temu xD

Fanatyk2piorunów

@maximilianan - zawsze to fajnie odkryć, że ludzie przed nami nie byli tacy głupi - a czasem mądrzejsi niż nam współcześni (bo że my sami to wiadomo :stuck_out_tongue_winking_eye:).

Mistrz1piorunów

@koszotorobur noms. Dlatego najbardziej rozwala mnie jaskinia Platona xd koncept podobny

Pokaż więcej komentarzy (2)

Autorytet

w Hydepark

2piorunów

Fang Yuan jest prawdopodobnie jedną z najciekawszych postaci z webnoveli. Człowiek monolit wolny od wzruszeń, płaczu czy wściekłości. Nie ulega przyjemnościom doczesnym jak alkohol czy pyszne jedzenie. Nie ugania się za kobietami. Jest skupiony na swoim celu jakim jest życie wieczne i jest przy tym osobą skrajnie racjonalną, ale i bezwzględną. Jednak to jego tragiczna przeszłość i życiowa filozofia czynią go ciekawą postacią. W pewnym sensie każde życie jak u Buddy jest dla niego równe. Życie mistrza kultywacji nie ma dla niego większej wartości niż życie robaka. Każde życie bowiem zmierza końcowo ku końcowi. W obliczu śmierci wszystkie życia są równe, ale i każda śmierć czyni życie bezsensownym. Z tego założenia siłę bierze jego bezwzględna natura, ale i determinacja by się wznieść ponad to.

   

Kosmonauta

w Psychologia

11piorunów

Wywiad "Jak swiadomie towarzyszyć osobie umierającej - o dobrej śmierci i świadomym przezywaniu żałoby."

"To, co pomaga nam żyć, pomaga nam umierać, a to, co pomaga nam umierać, pomaga nam żyć"

"Gdy nie mamy kontaktu ze swoją śmiertelnością, to nie mamy kontaktu z dobrym życiem. Świadomość śmierci motywuje nas do dobrego życia"

"Śmierć, trauma i stres jest częścią natury.
To, co się dzieje w naturze, to jest naturalne. Może być częstsze lub rzadsze. Sztucznym jest wymaganie, żeby zawsze działo się tak, jak ja bym chciał."

https://simonton.pl/dokonca/
Broszura, której autorem jest Mariusz Wirga i Marta Banout - broszura opisuje emocjonalne, psychiczne i duchowe aspekty umierania.

https://youtu.be/-XSvVd20lWA?si=k-khfloJPZyCiaQA

Lider3piorunów

Bardzo ważny temat i świetnie napisana broszura. Każdy powinien ją przeczytać, bo każdy prędzej czy później ze śmiercią się zetknie, warto wtedy wiedzieć co może się dziać i co robić. Wywiad zapisany i odsłucham sobie w wolnej chwili.
A te 2 ostatnie cytaty są na maksa stoickie. 😉

Kosmonauta2piorunów

@splash545 Pan psycholog ma dosyć filozoficzne podejście do śmierci. No bo w sumie jakie inne jest możliwe? Nie da się naukowo zbadać tego co się dzieje po śmierci, więc trzeba się z tym "nie wiem" jakoś dogadać i ułożyć.

Lider2piorunów

@koniecswiata No cóż, o śmierci wiemy tyle, że każdego kiedyś czeka, więc wypadałoby to jakoś zaakceptować.

Kosmonauta2piorunów

@splash545 Wiesz co mnie poruszyło w tym wywiadzie? Właśnie ta pogoda ducha tego pana, że o śmierci można mówić po ludzku, a nie tylko tak śmiertelnie (;)) poważnie.

Lider2piorunów

@koniecswiata zachęcasz do wysłuchania, jutro chyba znajdę na to chwilkę. 😉
No o śmierci powinno mówić się po ludzku, a przede wszystkim o śmierci powinno się mówić. To część życia, a w naszej kulturze robi się z tego jakieś tabu i udaje się, że jej nie ma, nie mówić, nie patrzeć i nie myśleć. A później wynikiem tego są różnego rodzaju depresje czy traumy gdy umiera nam ktoś bliski. Chyba każdy zna choć jedną historię jakiejś osoby, która sobie ze śmiercią bliskiej osoby nie poradzila. A gdyby tego tematu się nie unikało takie sytuacje zdarzałyby się dużo rzadziej.

Kosmonauta1piorunów

@splash545 Masz rację, nasza kultura dehumanizuje śmierć - chory leży w szpitalu, po śmierci ze szpitala trafia od razu do kostnicy. To się dzieje trochę poza rodziną i najbliższymi. Po co się zajmować śmiercią, nie trzeba o tym myśleć, trzeba być wiecznie młodym. I szczęśliwym, więc nie można też za długo przeżywać żałoby (oczywiście ironizuję tutaj). Zachęcam do odsłuchania wywiadu, bo jest ciekawy i pan psycholog naprawdę rozumie sedno sprawy.

Lider1piorunów

@koniecswiata na pewno odsłucham, bo już sama broszura zrobiła na mnie spore wrażenie. Naprawdę ciężko byłoby coś do niej dodać, albo z czymś się nie zgodzić.

Pokaż więcej komentarzy (7)