Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#pracbaza

Gruba ryba

w Hydepark

27piorunów

Tymczasem u mnie w pracy:

https://imgur.com/gallery/this-is-how-its-done-MbKUQ09

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fenomen

w Hydepark

68piorunów

Po czym poznać wykładowcę na uczelni?

Chyba zacznę jakieś ciekawe historie z życia uczelni opowiadać, bo takich ewenementów jest więcej.

Pokaż więcej komentarzy (20)

Gruba ryba

w Hydepark

14piorunów

Praktyka leśna zakłada, że olchę obkasza się w ostateczności. Miałem takie przypadki, ale ten że zdjęcia do nich nie należy.

Pewnie słabo widać, bo aparat w telefonie beznadziejny, ale na zdjęciu olchę można podzielić na dwa fragmenty: niższą po lewo i wyższą po prawo.

Nie wiem z czego to wynika, nie znam się, ale postawiłbym na to, że jednego roku ten na oko ar olchy kosiarze omyłkowo obkosili.

Czy spowodowało to, że jedne drzewa są dwa razy wyższe od drugich? Może.

Gruba ryba

w Hydepark

4piorunów

- skład, spierdalamy!
I se, k⁎⁎wa, poszedł po ciasto, nie w Netto nie ma. Był tam, k⁎⁎wa, wcześniej 3 razy. 7miu typa po za⁎⁎⁎⁎stej orce czeka na tego pajaca, tfu, pazia jebanego. A to jeszcze nie przelało czary goryczy.

Gruba ryba

w Hydepark

29piorunów


-Jeśli szef do jutra nie odwoła swoich słów to wypierdalam. A co ci powiedział? -Żebym wypierdalał. To spierdalam. "Albo się szanujemy, albo żegnamy.

Autorytet16piorunów

Miałem raz podobną sytuację w firmie, w której pracowałem. Jeden z kolegów sie niezbyt dogadywał z szefem (wina wspólna w zasadzie, bo raz jeden odpierdalał, a raz drugi) i pewnego dnia szefu kazał mu wypierdalać. Następnego dnia "a gdzie jest Kacper?". Nie pojawił się w pracy tego dnia i w kolejnym Kacper wrócił tylko dlatego, że rzekomo dostał przeprosiny!

Więc da się 😆 😆

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Hydepark

34piorunów

Na pierwszym planie King Two - wiezie monopale na jedną z polskich farm offshore.
Na drugim planie Danuta Sidzikówna - Inka - gazowiec z floty Orlenu.

@bartek555 zaraz tu przyjdzie i powie, że jego i tak większy jest statek.

Lider5piorunów

Zalezy pod jakim wzgledem - na dlugosc moj jest ciutke krotszy, ale za to ma polowe wiecej dwt i pewnie 3x tyle mocy ;)

Pokaż więcej komentarzy (8)

Lider

w Heheszki

86piorunów

GURU6piorunów

Thousand-yard stare

Thousand-yard stareThe thousand-yard stare (also referred to as the two-thousand-yard stare) is a blank, unfocused gaze of people experiencing dissociation due to acute stress or traumatic events. The phrase was originally used to describe war combatants and the post-traumatic stress disorder (PTSD) they exhibited but is now also used to refer to an unfocused gaze seen in people under a stressful situation, or in people with certain mental health conditions. The thousand-yard stare is often associated with shell shock, combat stress reaction, and other trauma-related mental health conditions. Origin The phrase was popularized after Life magazine published the painting Marines Call It That 2,000 Yard Stare by World War II artist and correspondent Tom Lea, although the painting was not referred to with that title in the 1945 magazine article. The painting, a 1944 portrait of a nameless Marine at the Battle of...Wikipedia
Pokaż więcej komentarzy (7)

Fenomen

w Hydepark

34piorunów

ALERT: EGZYSTENCJALNE ŻALE PRZED TOBĄ

Kolejny tydzień, i znany obrazek powraca. Więc, ciekaw jestem Waszych rozkmin na temat moich.

Bo, już chwilę się zastanawiam czy życie gdzie zapitala się w trybie 5 dni roboczych, żeby przez 2 dni teoretycznie odpoczywać ma w ogóle sens.

Co czasem słyszę: ooo depresja, do psychologa, on Ci pomoże jak nie widzisz sensu. No dobra, próbuję się umówić.

Ale - nie spodziewam się rewolucji. Nie czuję też żebym faktycznie miał taki problem. Jeśli ktoś ma mnie szprycować czymś na poprawę nastroju żeby dalej się kręcić w kieracie przez większość życia, to dziękuję.

Z jednej strony, jakoś nie wierzę w to że to wyłącznie moja wina i rozleniwienie, bo niektórzy też tak mówią - że nauczyciele, że uczelnia, to nam dobrze jest, nie musimy 8h klepać przy biurku.

Z drugiej - wielu z nas to ciągnie bo stawiamy taką elastyczną pracę ponad to, że czasem trzeba po południu, czasem w weekend coś porobić.

Ale, nawet radia czy podcastów nie mogę posłuchać, bo nie da się z nimi pracować intelektualnie, nie umiem się skupić.

I tak kminię czy praca 4 dni w tygodniu, albo jeszcze inna nie byłaby lepsza niż te 5 dni, tak porozwalane. Albo, czy są jakieś branże gdzie z połowy etatu, czy chociaż 3/4 da się wyżyć.

Osobistość2piorunów

@jedzczarnekoty mam identyczne przemyślenia jak Ty - praca przez 5 dni żeby mieć czas dla siebie przez dwa dni to jakiś absurd.

Mi bardzo pomaga myśl o rzuceniu pracy w korpo i znalezieniu sobie jakiejś gówno pracy na pół etatu. Cieć, woźny w szkole, ogrodnik itd. Pracy która przyniosłaby minimum dochodu a dawała spokojną głowę i opłacone ubezpieczenie. Istnieje coś takiego jak filozofia FIRE - polecam poczytać bo tak naprawdę tkwienie w systemie 5/2 to tylko nasza blokada w głowie.

Pokaż więcej komentarzy (36)

Gruba ryba

w Hydepark

6piorunów

Młodzi chcą korki dzień pracy, wysokie wynagrodzenie.

Tymczasem młodzi w pracy:

https://streamable.com/dryug1

Twórca2piorunów

Kwestia poćwiczenia i wyczucia jak się czymś takim steruje i tyle w temacie.

Większą patologią wśród młodych jest to, że przychodzą do pracy i kręcą nosem, że oni nie będą robić tego czy tam tego, bo im się nie podoba. Oczywiście mówię o obowiązkach jasno wynikających z umowy.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Osobistość

w Lotnictwo

101piorunów

No to pora na update na 😉

Jakiś czas temu pisałem, że dostałem się na stanowisko pierwszego oficera w linii lotniczej, po czym przepadłem. W żadnym razie nie jest to oznaka zakończenia „projektu”, lecz – tradycyjnie na tym tagu – efekt kolejnego, znacznego zwiększenia mojego zaangażowania w innych obszarach, niż ten internetowy.

Maraton

Szkolenie rozpocząłem wraz z nadejściem sierpnia, kiedy to ponownie trafiłem „do ławki”, przy czym tym razem na dwa długie miesiące. Zajęcia odbywały się prawie codziennie w typowych godzinach pracy, a przeplatałem je z innymi moimi obowiązkami wynikającymi z prowadzonej działalności gospodarczej, której nie zawiesiłem, a nawet gdybym chciał ją wygaszać – zwyczajnie nie dałbym rady tego zrobić. Mój „biznes” zakłada bowiem długotrwałe relacje z klientami, a procesy które obsługuję nierzadko rozciągają się na lata. Nie da się tego zatrzymać z miesiąca na miesiąc, więc mając tę świadomość poszedłem zupełnie odwrotną drogą – rozkręciłem firmę jeszcze bardziej, by móc zwiększyć zatrudnienie i paradoksalnie, cudzymi rękoma odciążyć się z bardziej „przyziemnych” czynności na rzecz zarządzania, które choć nadal jest wymagające, to można je realizować w bardziej elastyczny sposób.

Minione lato zatem będę wspominać jako okres szalenie wymagający, w trakcie którego od rana do nocy oscylowałem pomiędzy stanowiskiem hierarchicznie najniższym i najwyższym. Napotykanym na korytarzach instruktorom kłaniałem się w pas, jednocześnie, telefonicznie wydając polecenia mojemu własnemu zespołowi. Był to już kolejny okres, w trakcie którego poświęciłem wiele by utrzymać ogony tych dwóch srok. Nie po raz pierwszy obiecałem sobie także, że to już ostatni raz, ale po raz pierwszy szczerze czuję, że to może być prawda.

Odmiennie do ostatniego maratonu, w trakcie którego uczyłem się i zdawałem egzaminy do licencji ATPL, nie miałem żadnego „meltdownu” (vide - ten wpis). Czy zawdzięczam to zwiększonej odporności na autoeksploatację, de facto – jednak – mniejszemu obciążeniu niż ostatnio, czy stało się tak za sprawą poczucia namacalności nagrody, tego nie wiem i chyba nie chcę roztrząsać, bo naprawdę wierzę, że już tak nie będę musiał.

Embraer

Sierpień upłynął mi pod znakiem nauki samolotu, a wrzesień poświęciłem na naukę procedur. Był to czas wielu odkryć. Okazało się bowiem, że Brazylijczycy stworzyli naprawdę zmyślną maszynę, którą nie tylko da się, ale wręcz trzeba polubić. Nigdy nie interesowałem się szczególnie embraerami, ponieważ zawsze wydawały mi się zbyt egzotyczne względem tego, co poczytywałem za klasykę lotnictwa – boeingi 737, 767 i 777. Co roku biorę udział w i bardzo lubię okres świąteczny, toteż przypadały mi do gustu amerykańskie kokpity, w których wszystko świeciło się jak choinka. Ostatnie zdanie ledwie utrzymało się w tym tekście, jako – w moim odczuciu – nader bliskie pojęcia grafomanii, ale świadomie zostawiam je, jako że naprawdę zawsze uważałem te kokpity za urokliwe jak świąteczna dekoracja i tak też o nich od lat mówiłem. Zatem, jak tu odnaleźć się we wnętrzach zaprojektowanych teoretycznie w Sao Paulo, ale chyba przez niemieckich designerów? Tym, którzy chcą lub muszą polubić się z koncepcją dark cockpit polecam pragmatyzm. Tablice przyrządów z Ameryki Północnej choć urokliwe – są wyraźnie mniej czytelne od tych powstałych po drugiej stronie równika, czy Atlantyku (referuję rzecz jasna do airbusów). W odróżnieniu od boeingów – tutaj jak coś jest dobrze ustawione, działa i nie sprawia problemów – ulega wygaszeniu. Nie zapala się na zielono, czy na niebiesko, ale po prostu znika z pola widzenia. Nie przyciąga uwagi. Tym samym, gdy pojawia się stan niepożądany lub usterka – bardzo łatwo to zauważyć, a cały problem prościej jest zakreślić. Filozofia ta naprawdę ułatwia pracę i sprzyja szybszemu rozwiązywaniu kłopotu. Przekonałem się do niej już w praktyce (o czym niżej), a przecież o inne ładne widoki w kokpicie nie trudno. Brazylijskie samoloty mają też mnóstwo innych zalet (i wad), które opiszę w osobnym tekście.

Co się zaś tyczy procedur – wiedziałem, że należy spodziewać się ich wielu, natomiast nie przypuszczałem, albo nie dopuszczałem tej myśli w obawie przez ilością nauki, że będzie tego aż tyle. Tutaj dosłownie wszystko jest spisane, a to co zamieszczone w tekście objęto oczekiwaniem, że stanie się praktyką. I tak – mamy unormowane kto ma odmachać personelowi naziemnemu po wypchnięciu z miejsca postojowego, ile suchego lodu do drinków można zabrać na pokład, kiedy mogę zdjąć marynarkę, a kiedy nie, że „Before Start Checklist” jest „COMPLETED”, nie „COMPLETE”,  kto, kiedy i jak wita pasażerów na pokładzie, co, kto i kiedy może jeść, jak tagować zdjęcia wrzucane w social mediach, jak usunąć pozostałości po trafionym ptaku, a jaką wagę ptaka podróżującego w klatce należy przyjąć na potrzeby wyważania. Procedury zawarte są w licznych dokumentach, o łącznej objętości kilku tysięcy stron.

Poza nauką stacjonarną w ławce, a także realizowaną zdalnie, odbyłem też szkolenie z zakresu wodowania oraz ewakuacji po takim lądowaniu, a także kurs przeszukiwania samolotu i udzielania pierwszej pomocy. Wykonałem kilka lotów na symulatorze stacjonarnym i na razie dwa na „ruszającym się”. Zdjęto ze mnie miary pod mundur i nawet już wydano mi go, pomimo zapowiedzi, że dostawy należy spodziewać się w około 6 tygodni. Przede mną jeszcze ćwiczenie typowej ewakuacji i gaszenia pożarów, a także dokończenie „Amsterdamu”.

Amsterdam

Obecnie przebywam w stolicy Holandii, gdzie przechodzę szkolenie symulatorowe na urządzeniach klasy FFS – Full Flight Simulator. To są takie sprzęty, jakie czasem pokazuje się w programach typu Galileo, tj. składają się z kabiny i pneumatyki wprawiającej ją w ruch. Podobno każdy taki symulator wart jest więcej niż samolot, który reprezentuje. W centrum szkoleniowym CAE, gdzie spędzam około sześć godzin dziennie, znajduje się ich kilkanaście. Można odbywać „loty” szeregiem samolotów, od boeingów 737, 747 i 767, przez airbusy A320 i chyba też A220, po Embraery 170 i 190 właśnie. Takie doświadczenie jest niesamowite, człowiek naprawdę ma wrażenie, że leci. Immersja niedostępna gdziekolwiek indziej. Przede mną jeszcze siedem sesji, z których ostatnia stanowić będzie egzamin. Cały hotel pełen jest pilotów nabywających uprawnienia lub przedłużających ich ważność, a także załóg – przede wszystkim azjatyckich – będących tu w ramach pobytów po długich lotach. Przewijają się tu także osoby wizytujące nieodległy festiwal muzyczny. Wszyscy ci ludzie powodują, że okolica wiecznie żyje; dzisiaj o godzinie 4:45, będąc w drodze na symulator, mijałem się z ekipą wracającą prosto spod sceny. Zaraz udam się na briefing przed jutrzejszymi zajęciami i w lobby hotelu zapewne spotkam osoby, które dopiero wstały po nocnym locie, te wybierające się na symulator oraz wracające z sesji, a także imprezowiczów. To, co łączy stojącego w windzie mnie, kapitana z Corendona, pierwszego oficera z TUI, chińską stewardesę i szukającego pionu studenta to z pewnością to, że wszyscy mamy powariowane zegary biologiczne i funkcjonujemy w trochę równoległej rzeczywistości.

Kręgi

W pierwszym tygodniu listopada wrócę do Polski, by odbyć jeszcze szkolenia dotyczące ewakuacji oraz gaszenia pożarów, by w połowie miesiąca po raz pierwszy usiąść za sterami prawdziwego Embraera. Wykonam sześć kręgów nadlotniskowych i… jeszcze dwa tygodnie pozostanę na ziemi. W odróżnieniu do większości moich znajomych ze szkolenia – w listopadzie nie trafił mi się żaden lot, więc praktykę w linii zacznę od grudnia.

Stay tuned.

Zdjęcie:

- symulator w hali symulatorów CAE w Amsterdamie (źródło – CAE).

Mistrz2piorunów

@PositiveRate mnóstwo zajęć, ale cały czas do przodu :smiley: ja wiem, jeszcze trochę, ale czekam aż w końcu pierwszy raz zasiądziesz w pracy za prawdziwymi sterami :grinning: Wtedy to mama kaczka będzie dumna!

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Pracbaza

30piorunów

Protip dla rekrutujących, mam nadzieję oczywisty: dojrzały, stabilny zespół który chętnie wdraża nowych w wypracowane procedury jest lepsza propozycja niż młody dynamiczny zespół w którym będę musiał brać aktywny udział w opracowaniu kultury pracy.

Pokaż więcej komentarzy (2)