RafauGruba ryba
43piorunówCórka miała dziś bal karnawałowy w żłobku. Żona przygotowywała wczoraj do późna strój lwa, własnoręcznie wydziergany przez nią ogonek doszyty do gatków, opaska z doczepioną bibułą imitującą grzywę, łapki, maska na oczy i jeszcze pelerynka. Dzisiaj zawożę dziecko i ten strój do żłobka, po powrocie przejęta żona pyta:
- mówiłeś coś ciociom jak dawałeś strój?
Ja zgodnie z prawdą odpowiadam:
- "tu jest strój"
Sorry, wiem że trochę krindżowa historia godna chwili dla ciebie, ale mnie bardzo rozbawiła. To są te małe momenty rodzicielstwa, które sprawiają, że kolejna nieprzespana noc odchodzi w niepamięć.
@Rafau mnie bawi 😉
Znam to. Chyba tak to już jest, że kobiety oczekują, że powiemy "oto strój lwa. Wie pani, że moja żona sama zrobiła ogonek do tego stroju. A córeczka niech go założy na bal. Bo to na bal. Ten karnawałowy. Strój lwa. Takiego zwierzęcia, drapieżnika".
Teraz mówi się ciocie? Jezu, ja pamiętam jak ja chodziłem to przedszkola i tam lubiliśmy bardzo pewną panią kucharkę. Kiedyś się jej spytaliśmy czy możemy do niej mówić ciociu, a ona przytaknęła. Bardzo się to nie spodobało pani Grażynce, czyli naszej wychowawczyni i jak usłyszała, że ktoś mówi do kucharki ciociu to ściągała laczka z nogi i nas biła w d⁎⁎e tym laczkiem 🙃
















