Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#rozkminy

Gruba ryba

w Hydepark

11piorunów

Powoli zaczynam rozumieć, co się dzieje. System się rozpada.

Zaufanie społeczne do polityków dramatycznie spada. Prawo staje się coraz bardziej wydmuszką – istnieje tylko na papierze. Standardy społeczne lecą w dół. Państwo nie potrafi egzekwować własnych zasad. Administracja ledwo zipie.

Służba zdrowia się sypie, szkolnictwo jest archaiczne, brakuje policjantów, żołnierzy i ogólnie funkcjonariuszy. System działa tylko tak długo, jak długo ludzie w niego wierzą. A coraz więcej osób tej wiary już nie ma.

Ostatnio słyszałem o człowieku z nowotworem – lekarz wypisał leki, nie wiedząc nawet, jaki to rodzaj raka. I to nie był wyjątek, tylko reguła. Tak funkcjonuje cały ten system: byle jak, bez odpowiedzialności, bez nadziei.

On się rozpadnie, jeśli nic się nie zmieni.

Społeczeństwo jest spolaryzowane jak nigdy wcześniej. To się wszystko ledwo trzyma kupy. Nie mówię, że zawali się z dnia na dzień – ale symptomy już są. Wybory je tylko potwierdziły.

Za 10, może 20 lat, możemy żyć w zupełnie innym kraju.

Fanatyk9piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

GURU4piorunów

Dlatego, uważam że, w Polsce należy przeprowadzić drastyczne reformy. Odsunąć wszystkich obecnych polityków od władzy, sędziów i prokuratorów tak samo.
Pełen reset rządu aby zacząć od początku.
Rząd utworzyć wybierając specjalistów w okreslonych dziedzinach.
Skończyć z tym duopolem, bo inaczej to my będziemy skończeni.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Tytan

w Hydepark

11piorunów

Katastrofa demograficzna, dążenia polityczne w stronę Białorusi, populizm i rozdawnictwo.

Czy wg. Was prime time dla Polski powoli się kończy i nic już nie jest w stanie nas uratować? Jak myślicie czy nasze dzieci będą miały lepiej czy gorzej niż my (abstrahując od ewentualnej wojny na naszym terenie).

Fenomen2piorunów

Niech giną w pizdu z takim krajem... mamy na co zasłużyliśmy wszyscy

Gruba ryba0piorunów

@mati3654 demokracja jest po to że większość decyduje co jest dla nich dobre.
polacy to inteligentny i dumny naród, uczciwych ludzi i nie ma co ich oceniać

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Hydepark

11piorunów

Dzwoni znajomy czy mam pożyczyć kasę.

Ten znajmy to siostrzeniec różowej, z którym się znamy. Więc znajomy.

3 miechy temu niedobry pan buk pokarał go bliźniakami, z in vitro zresztą. Niby powód do radości, ale...

Gościu pracuje jako mechanik samochodowy. Zarabia koło 12k na rękę, przynajmniej tak mi mówił. Nie wiem czy to dużo czy mało na mechanika. W kazdym razie mają koło 7k mini ratki na dom plus teraz dwójka dzieciaków i żona na utrzymaniu.

No i najwyraźniej budżet mu się przestał spinać.

Strategicznie napuściłem go na różową i jakiś tam deal zawarli. 2k mu pożyczy na 2 tygodnie.

I tak sobię myślę, w kontekście tej spadającej dzietności, że wszystko fajnie, ale co to za życie, gdy nad każdą złotówką trzeba się zastanawiać. :thinking_face:

Gruba ryba1piorunów

Komentarz usunięty

Fanatyk5piorunów

@kitty95 wiesz, dzieci tutaj na moje nie mają za wiele wpływu na sytuację materialną, bo za bliźniaki wejdzie zaraz 1600 co miesiąc, o ile mleka w proszku nie trzeba będzie kupować, to da się to ogarnąć. Tutaj problem jest w głowie osoby biorącej kredyt z ratą na ponad połowę przychodów miesięcznych, tutaj nawet inflacja nie pomoże.

Pokaż więcej komentarzy (21)

Osobistość

w Dyskusje

16piorunów

I TY BRUTUSIE!

Pisząc ten post nie bardzo licze na to, że zostanie on przeczytany bo będzie to dość długa wypowiedź. Jest to dla mnie pewnego rodzaju spowiedź, która chce puścić w eter internetu.

Od kad w miarę dojrzałam i rozmowa z przeciwna płcią przestała być dla mnie stresująca, zauważyłam, że dużo lepiej mi się rozmawia z kolegami, niż koleżankami. Miałam z kumplami więcej wspólnych zainteresowań, wspólne granie w LoL'a, ulubione seriale czy poczucie humoru, które dla większości moich koleżanek było zbyt "ostre". Wspomniane aspekty sprawiały, że przywiązywałam się do tych kumpli czułam więź większa niż miałam z koleżankami, z którymi ciężko było mi mieć nić porozumienia i zaufania. To co też sprawiało, że bardziej mnie ciągnęło do kolegów to, to że faceci byli dla mnie prostsi, łatwiej było mi odczytać ich intencje, a przysłowiowe fochy się nie zdarzały( no może czasem). A częste fochy w relacjach z kobietami wprowadzały mnie w niepotrzebny stres. Nie potrzebne dramy totalnie mnie życiowo roztrajaly(jak w sobie chłopy z tym radzicie to ja nie wiem xd). Wśród relacji z kumplami brak tych dram i ich bezpośredniość w komunikacji była dla mnie ukojeniem.

Jednak to co różniło moje relacje najbardziej między kobietami, a mężczyznami to to, że z żadnym facetem nie miałam nigdy relacji, której mogłabym nazwać "przyjacielską" ale do czasu... Stawiałam tą granicę, żeby nie wchodzić w ryzyko zakochania się. Nawet kiedyś jedna z koleżanek zapytała się jak to robię, że faceci chcą się ze mną kumplować, a nie mnie przyslowio tylko przelecieć. Myślę że wynikało to właśnie z tego że miałam z tymi kumpali wspólne zainteresowania, więc nieskromnie mówiąc realnie czerpali przyjemność z rozmowy ze mna, plus stawiałam granicę. Nigdy ich nie kokietowalam, nie podrywalam i nie rozmawiałam z nimi na intymne tematy, które mogłyby wytworzyć niepotrzebna bliskość. Oczywiście czasem zdarzały się wtopy ale wyciągałam z nich lekcje i im dłużej takie znajomości trwały, były one bardziej solidne i jasne.
Jednak taka sielanka w relacjach koleżeńskich kończyła się zazwyczaj w tym samym punkcie zmian w życiu tych kumpli, otóż wtedy kiedy znajdowali sobie dziewczyny. Ja z ich życia znikalam, kontakt się urywał stopniowo bądź nagle. Byłam często (choć nie zawsze) z automatu nielubiana przez partnerki moich kumpli, choć nigdy nie dawałam im powodów do zazdrości, ani ci kumple, którzy otwarcie mówili, że widzą we mnie "kumpla". Myślę, że to prostu czysto odzwierzęca terytorialnosc, która rozumiem, ale nie pochwalam.

Takie zrywanie kontaktu zawsze było dla mnie bolesne, ale nie mogłam mieć pretensji, często to też był wynik braku czasu z ich strony czy chęć uniknięcia konfliktów( no niestety często komunikacja w związkach leży), które nie były warte relacji z kumpela od gierek i wspólnego smieszkowania.

Co do tego jak podchodzę w życiu do relacji, to wiem, że sama popełniałam w nich błędy, traciłam relacje bo wykazywałam w nich za mało zaangażowania mimo tego, że były dla mnie ważne, albo pod wpływem trudniejszego etapu w życiu totalnie je olewalam licząc, że potem się to naprawi. Nie dało się naprawić. Stąd też wyciągałam lekcje i pewne refleksje, że w życiu najważniejsi są relacje, które nam sprawiają radość i satysfakcję i tak oczywiście hierarchizację się relacje i partner, dzieci, rodzina będą ważniejsze, później przyjaciele, jeszcze później koledzy, znajomi, znajomii z pracy itp. Ja ta hierarchię oceniam pod względem ilości poświęconego czasu(jak ktoś potrzebuje mojego wsparcie to hierarchia nie ma znaczenia, a ważność problemu), ale myślę, że przy dobrych checiach, da się dbać o każda relacje, która jest dla nas ważna i sprawia nam przyjemność i nas pozytywnie buduje, tak żeby nikt nie poczuł się poszkodowany.W imię zasady, że dorośli ludzie po prostu potrafią się dogadać. Uważam, że ludzie, którzy nas otaczają, również nas tworzą i bez nich bylibyśmy jak puste niezapisane karty. Dlatego z każdą utraconą znajomością, odczuwam nieopisaną stratę, a jeżeli dotyczy ona przyjaźni(czasami z takimi ludźmi jest się bliżej niż z rodziną, bo nie zawsze rodzina równa się przyjaciel)czy związku i osób którym poświęcałam dużo czasu, jest to strata której żadne słowa nie są wstanie tego opisać.

Dlatego jest i on Brutus, sytuacja, której kompletnie nie potrafię zrozumieć i sprawia że jest to coś co wyrywa kawałek mojego serca, duża część energii, emocji i całą masę zaangażowania i przyjemności z jakościowej i rozwijającej rozmowy. Jest to relacja, której końca się nie spodziewałam. Trwała 4 lata, a zakończyła się z dla mnie kompletnie niezrozumiałego powodu, powodu który był dla mnie zrozumiały w poprzednich przypadkach, ale nie w przypadku człowieka którego nazywalam prawdziwym przyjacielem (w całym swoim życiu miałam ich dwóch, teraz został 1, a partnera nie zaliczam do tej kategorii bo jest on naturalnie kimś więcej).

Słowem wstępu, moja relacja z tym przyjacielem była na swój sposób wyjątkowa, znaliśmy się tylko przez internet i przez telefon. Mieszkamy w różnych krajach i nigdy nawet nie było okazji żeby się zobaczyć, co w tej reakcji nie było dla mnie ważne, co było ważne to więź. Rozmowa na tym samym poziomie i to, że jak tylko miałam jakiś problem to zawsze mogłam do niego zadzwonić i to obgadac no i dostać realne wsparcie, a on miał to samo ode mnie. Pomógł mi niezmiernie bardzo i wyciągnął z jednego z największych dołków jakie mialam, sam twierdził, że również bardzo mu pomogłam. Więc hmm znajomość była równa? Wspaniałe się rozmawiało o książkach, filmach, wydarzeniach społecznych czy filozofii czy po prostu o jakiś odmóżdzajacych smieszkach. Uwielbialam rozmowy gdzie mieliśmy różne zdanie na jakiś temat, choć czasem powodowało to spięcia to praca nad rozmową sprawiała, że koniec końców dużo z takiego dialogu oboje wynosiliśmy. Sama uważam, że bardzo ciężko natrafić na kogoś z kim ma się wspólne flow, ja poznałam myślę w życiu wiele ludzi, ale takich z którymi czułam nic porozumienia było na tyle nie wielu, że jak się już przytrafiało taka osobę spotkać to się cieszyłam jak głupia i robiłam wszystko żeby taką znajomość utrzymać. Choć może czasem za mało, skoro efekt jest jaki jest.

Pewnego dnia dostaje wiadomość od Brutusa, która w skrócie można sparafrazować do "było fajnie, znajomość z tobą bardzo mnie rozwinęła, ale moja nowa dziewczyna jest zazdrosna, a ja dla niej zrobię wszystko, także dziękuję za współpracę nie będę już z tobą utrzymywać kontaktu, jak coś się będzie działo to pisz". Dla mnie ta sytuacja jest tak bardzo niezrozumiała, że jedyne co mi przyszło do głowy to, to że nasz wspólny kontakt zaczął go męczyć, w co zaprzeczył więc jeszcze bardziej mnie to szokuje i sprawia, że ciężko mi uwierzyć w jakie kolwiek relacje przyjacielskie(nie chce myslec to co mówi większość, że przyjaźń między facetem, a kobieta nie istnieje, bo nie jesteśmy chyba prostymi zwierzętami, które muszą się parzyć każdy z każdym i chyba kierujemy się czasem czymś więcej niż tylko instynktem). Bo prócz ostatniej przyjazni, która jest chyba dla mnie ostatnia nadzieja na wiarę w to że warto się angażować w znajomości, które nie są związkiem.

Nie wiem jak mają też inni, ale o ile osoba z którą jestem, jest dla mnie najważniejsza, to nie umiejsza to innym Choć zdaję sobie sprawę, że dla dużej grupy ludzi do szczęścia wystarczy tylko partner, a reszta osób nie ma znaczenia choć to zupełnie nie moja rzeczywistość.

Nie wiem jak ludzie postrzegają miłość, myślę że każdy ma inną definicje, ale w przypływie złości zawsze obwinialam kobiety moich kumpli i przez to w jakiś sposób kierowałam mimowolnie nienawiść w ich stronę, że to wszystko ich wina i że wredne z nich manipulantki, myślące tylko o sobie . Ale prawda jest taka, że to nie ich wina, one po prostu robią to intuicyjnie bo takie są normy społeczne. Nie do końca zastanawiając się nad konsekwencjami swoich czynów i słów. One po prostu mnie nie znają wiec właśnie jedyne czym mogą się kierować to hmm stereotypem. Winie jednak w tym przypadku tych bliskich mi kumpli czy przyjaciela. Sama nie mogłabym pokochać kogoś, kto chce ode mnie urwania kontaktu z bliskimi mi ludźmi mającymi na mnie dobry wpływ, wyraźnie widząc, że mnie to unieszczęśliwia. Choć może się mylę i miłość polega na spełnianiu zachcianek drugiej osoby bez względu na koszt własnego szczęścia bo szczęście partnera = własne szczęście. Pewnie wszystko zależy od punktu widzenia, ale szkoda tylko, że są w takich przypadkach postronych osób, ktore muszą ponosić koszty takich poświęceń.

Pewnie sama nadawalam tej przyjaźni większą wartość niż ona miała. Być może czułam w niej za duża pewność, że tak radykalnej decyzji on nie podejmie i zrobi wszystko by dogadać się z nową partnerką, gdzie jak sam mówił komunikacja jest na wysokim poziomie. Wiedziałam, że ma obiekcje, ale myślalam, że im lepiej go pozna tym dostrzeże ja jak uczciwa i dobroduszna osobę trafiła, która żadnych intryg i zdrat nigdy jej nie sprawi, więc nie ma czego się obawiać. A jak mnie pozna, bo było to w planach to jeszcze bardziej się przekona, że nie ma co wpływać na jedyna przyjaźń jaką ma jej partner. Choć może jedno stronnie kompilacja była dobra i ona mówi wyraźnie czego chce, a on nie doknca skoro nie potrafił wyjaśnić, że moja znajomość z nim jest czysto platoniczna i równie dobrze mogłabym być facetem z bardzo babskim głosem. Czuje się dziwnie, że nie była "warta" nasza przyjaźń wysiłku włożonego w dogadanie się między nimi.

No ale być może nie chodzi o to, kim i czym jestem, a o czas, który mi poświęcał nawet jeżeli to było pół godziny pisania tygodniowo czy telefon raz na miesiąc, wcześniej kontakt był dużo bardziej intensywny, ale dla mnie zrozumiałe jest to, że oboje jesteśmy w nowych związkach(poprzednia dziewczyna nie miała, ze mną problmu) więc oboje się na nich skupiamy, choć dla mnie zawsze był gdzieś czas, żeby opisać coś i podtrzymywać relacje. Sprawiło mi to radość dzielenie się informacjami, które wiem że go też ciekawily. Liczyłam że z czasem samo się wszystko unormuje. Nigdy nie wymagałam od niego atencji i nie jest to dla mnie problem jak ktoś mi na coś odpisuje po paru dniach. Nigdy też nie komentowałam jego relacji, w imię zasady, że jeżeli ktoś sam nie zapyta mnie o zdanie co do problemu związkowego to go nie komentuje. W tym przypadku, co myślę powiedziałam w emocjach w słowie na "dowodzenia". W normalnej sytuacji nigdy bym tego nie powiedziała, bo to nie mój związek nie moja sprawa. No chyba, że ktoś przez niego urywa ze mną kontakt...no ale to też nie moja decyzja, na którą wpływu totalnie nie miałam. Dla mnie jedynie liczyła się dobra intencja i dbałość o relacje tak żebym nie czuła że jest ona na przymus, ilość poświęconego czasu nie miała znaczenia. No może bardziej jestem w stanie wiele zrozumieć choć jak widać nie wszystko. Być może za dużo wymagałam, sama już nie wiem, jest to dla mnie na pewien rodzaj niedokończona i niewyjaśniona sprawa, ale też chyba sens wyjaśniania jej nie istnieje skoro decyzja zapadła. Także wszystko się kiedyś kończy, a powody końca nie mają znaczenia. Choć warto mieć ciepłe wspomnienia, to aktualnie czuję tylko zdradę i rozczarowanie, choć też pewna infantylność z mojej strony, że nadaje realacja przyjacielskim zbyt duże znaczenie w moim życiu bo nikt normalny tego nie robi, albo tylko ja odnoszę takie wrażenie.

Podsumowując, czy powinnam być rozczarowana skoro, wiedziałam jakie jest podejście Brutusa do związków, oparte na racji, że wszystko dla związku bez względu na cenę, chyba nie. Mimo to łudziłam się, że będzie inaczej. Jest mi po prostu niezmiernie żal, że moim bliskim przychodzi tak łatwo urwanie ze mną kontaktu, eh nie tylko ze mną, bo taki problem nie dotyczy tylko mnie. Jest po prostu chyba tak że ludzie dzielą się na tych co się przywiązują o tych co wystarczy lekkie podkniecie w relacji lub jakiś inny błahy, choć wygodny powód żeby tą relacje zakończyć. Myślę że w tym przypadku, gdyby realacja była solidna jak myslalam, wystarczylo by się trochę postarać by to jakaś rozwiązać, porozmawiać, być może w trójkę, być może potrzebna by była jakaś przerwa na dogadanie się między nimi w związku, a może nawet ewentualne spotkanie w czwórkę z również moim chłopakiem.

Problem w tym, że tu chyba chodziło o atencję i za duża ilość czasu, która mu zabierałam. Nie wiem jak wyglądał ich układ czy po wieksciu związek jego dziewczyna również zerwała kontakt ze znajomymi i przyjaciółmi. Wnikać nie będę. Z mojej perspektywy dało się to inaczej rozwiązać, ale do tego trzeba chęci a nie pójść na łatwiznę, co chyba tylko pokazało, mi, że nigdy nie powinnam wierzyć w przyjacielskie relacje, stąd się nie dziwię, że ludzie potrafią się czuć samotni nawet w otoczeniu masy ludzi. Eh byłam z tej przyjaźni bardzo dumna, ale cóż koniec mojego biadolenia, jedyne co mogę zrobić to po prostu się z tym pogodzić.

Autorytet2piorunów

@Cori01 Teraz to smutłem.
Masz przytulaka ode mnie. (づ•﹏•)づ

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Dyskusje

5piorunów

"Co wtedy, kiedy śpiew przestaje działać?"

Na platformie Netflix pojawił się nowy serial o nazwie "Syreny", przyciągnął mnie z trzech powodów, jest krótki (ma tylko 5 odcinków), występuje w nim Milly Alcock, oraz był na pierwszym miejscu top 10, a to, że miałam ochotę obejrzeć cokolwiek do kotleta to akurat padło na ten serial.

No i bardzo pozytywnie się zaskoczyłam, pomimo opinii, które w zasadzie hejtuja ten serial bo jest podobno "marna podróbką serialu Biały Lotos". Ja tego serialu nie widziałam, a jedyne co o nim wiem, to to że jest to satyryczny komentarz życia ludzi z wyższych sfer. W tym serialu też tak zwane wyższe sfery są punktem zaczepienia. Gdyż całe tło historii dzieje się w posiadłości multimilionera, ale czy jest to historia o tym jak bagatym ludziom odwala, no nie bardzo, bym powiedziała.

Co prawda są poboczne wątki, które próbują wyśmiać to jak ci turbo bogaci są snobistyczni i że mają odklejke, ale to nic nowego, nie jest to coś czym tym ten serial zachwyca, po za tym świat bogaczy jest tu pokazane w tak surrealistyczny sposób, że ciężko by było uwierzyć, że jest to pewien rodzaj prawdziwego odzwierciedlenia. W tej historii jednak moim zdaniem chodzi o to czym w zasadzie jest sam tytuł, czyli o "Syreny".

O tym jak kobiety wykorzystują swój "syreni śpiew" co można przełożyć na po prostu "manipulacje" (choć nie do końca to dobre słowo) do tego by układać sobie rzeczywistość pod ich dyktando, zwłaszcza gdy są hipnotyzująco piękne. Dla takich "syren" jednak problem pojawia się wtedy kiedy syreni śpiew przestaje działać, czy to na mężczyzn, których uwodzą czy na inne kobiety widzące w nich swój ideał do którego chciałby dążyć. Wtedy zaczarowana osoba widzi kto tak naprawdę kryje się za tym cudownym obrazkiem, widzi tam potwora czyli nikogo innego jak własne odbicie. Odbicie swoich słabości i błędów popełnionych w imię pożądania.

Choć czy z odkryciem potwora przychodzi w ofiarach syren jakąś refleksja, otóż nie. Cała wina spada na ich "oprawce". Czy to multimilioner oskarża swoją żonę o to, że dla niej urwał kontakty z własnymi dziećmi. Czy to znajomy bohaterki oskarża ja o uwodzenie i niszczenie jego życia. Czy to usprawiedliwia syreny za to, że wykorzystują swój "śpiew" żeby uzyskać to co chcą, myślę, że nie, ale robią to bo to działa (nie na wszystkich co też fajnie ten serial pokazuje), więc czemu by nie skorzystać?

Podsumowując, jak ktoś lubi krótkie historie obyczajowe, ubrane w ładny obrazek i nuta surrealizmu, to bardzo polecam, historia jest spójnie napisana, ani razu się nienudzialam, ani też nie miałam ochoty przewijać, a to co najbardziej lubię, nie jest to pusta historia i można cos z niej wyciągnąć. Również jak ktoś jest fanem Milly Alcock to się nie zwiedzie, bo jest fenomenalna w swojej roli.

Gruba ryba1piorunów

@Cori01

Bardzo lubię Twoje opinie o filmach i serialach. Piszesz w ciekawy sposób o produkcjach, na które normalnie nie zwróciłbym nawet uwagi, a tak kolejny raz czuję się zachęcony do zapoznania się z czymś. : )

Gruba ryba

w Hydepark

9piorunów

Z cyklu życie w bańkach.

Byłem kiedyś służbowo w Denver zimą i tubylcy zabrali mnie do Aspen na narty. Aspen, to ośrodek narciarski w Górach Skalistych (Rocky Mountains) nieopodal i jest to taki ekskluzywny ośrodek, zdecydowanie dla zamożnych.

Przy innej bytności w NY rozmawiam sobie z lokalsami i zeszło na narty. Pytają jak to w Europie wygląda, w Polsce, bla bla no i mówię, że u was to w Aspen byłem. Zapadła cisza. Popatrzyli po sobie, w końcu jeden wydukał, że Aspen to raczej dla rich people jest. Powiedziałem, że to w ramach wyjazdu służbowego, ale jakoś niedowierzali. Wtedy dopiero sobie uświadomiłem, jak bardzo w USA stan posiadania jest wyznacznikiem sukcesu. W Europie tak się tego nie odczuwa, generalnie przeciętnego europejczyka stać na więcej, niż przeciętnego amerykanina

I tak to wygląda. Dla jednych Zakopane to codzienność, a inni tylko czytają o paragonach grozy. A że my zapatrzeni w USA, jak cielę w malowane wrota, to i wszystko się u nas przez pryzmat posiadanego hajsu postrzega

Gruba ryba3piorunów

@kitty95 narty to bez porównania o wiele droższa zabawa w USA niż w Europie. Trochę bardziej elitarne hobby.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Kosmonauta

w Hydepark

13piorunów

Oglądam z babą imperium kontratakuje, to taka mnie rozkmina naszła że jak luke walczył z vaderem to trochę tak jak ja miałem (i pewnie nie tylko ja) że w pewnym momencie dorastania dochodzisz do wniosku że ojciec wcale nie jest taki idealny i musisz z nim w końcu stoczyć walkę (niekoniecznie na miecze świetlne) żeby się z nim na końcu pogodzić 🤣. Ogólnie chyba najlepsza część serii w ogóle i trochę

Mistrz5piorunów

@b0lec kiedyś się napierdalalem z ojcem. Nie wiedziałem, że jestem jak luk skajłoker :thinking_face:

Fanatyk1piorunów

W niektórych prymitywnych plemionach, kiedy chłopiec zaczyna dorastać, to zabierają go na wychowanie inni faceci, żeby uniknąć walki o dominację między bliskimi

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Hydepark

15piorunów

Czasem robię zakupy w biedzie przed zamknięciem po 23. Jak widzę jakie typy wtedy przyjeżdżają po flaszeczkę i cigarety, to absolutnie się nie dziwię, że patus alfons bibuła ma takie poparcie.

Ludzie żyją w bańkach, zwłaszcza ci wykształceni i zamożniejsi i najczęściej nie widzą ile dołów społecznych, takiego hard plebsu, snuje się po ulicach, a to wszystko elektorat pisu.

Osobistość1piorunów

@kitty95 kurde ten, kumpel, dawaj temacik i jedziemy pod sklep i sztywniutko wyjaśniamy jak pan presidą pedzioł, na gołe łapy, a nie, że tam jakaś demokracja typu Czoskoski xD

Pokaż więcej komentarzy (10)

Osobistość

w Dyskusje

19piorunów

Jakiś czas temu trafiłam na FB na profil artystki(o ile jest to prawdziwa osoba, bo w czasach AI zaczynam już wątpić w większość rzeczy, które widzę w internecie), która tworzy grafiki, również za pomocą AI, choć nie wszystko. Które są dla mnie czymś co w jakiś nieokreślony sposób trafia idealnie w poczucie mojej estetyki, wywołując we mnie uczucia nostalgii i niepokoju powiązanego z ciekawością. Nie wiem czy ten rodzaj sztuki ma swoj gatunek, ale jakby jeszcze nie miał, to nazwałabym to właśnie sztuka niepokoju. Nie jest to typowy horror, ale coś co budzi ciekawość i z chęcią weszło by się do tych obrazów sprawdzając co tam się kryje choć zdrowy rozsądek mówiłby żeby jednak zawrócić, tak jak właśnie to bywa w typowych horrorach, ale jest pewna znaczącą roznica, że patrząc na ten rodzaj sztuki, właśnie wcale nie musi się kryć tamnic strasznego nikt nie zastosuje jump scare, a wszystko to co czujemy to tylko wyobraźnia.

Profil artystki: https://www.facebook.com/share/18YN6xxdfp/

No i trochę moich ulubionych grafik, jak ktoś zna artystów tworzących podobne dzieła będę wdzięczna za polecajke!

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Hydepark

11piorunów

Pogotowie filozoficzne? Młoda pyta, czy jest jakaś niewidzialna ręka, która się nami bawi.

Edit: Ok, teraz mamy: "A może ktoś o nas mówi i my się pojawiamy w jego głowie?!"

Fanatyk2piorunów

@Piechur nie ma. Każdy z nas ma swoje życie i żyje na własny rachunek.

Gruba ryba1piorunów

nie ma dowodow na to, ze wszechswiat to nie symulacja

Pokaż więcej komentarzy (18)

Lider

w Hydepark

15piorunów

Hmm :thinking_face:

GURU4piorunów

@WujekAlien Tak, choć nie było ich dużo. Po drugiej stronie korytarza były toalety i różne pomieszczenia techniczne, ale były też sale - tramwaje, gdzie wejście było z tyłu i okna z prawej (w sumie mogli odwrócić te klasy i wejście byłoby przy tablicy).

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Hydepark

3piorunów

Przeglądam zdjęcia z Rosji w Google Maps i jest mi przykro, że trwa wojna. Żal mi, że wszystko potoczyło się w ten sposób i być może nigdy nie będę mógł odwiedzić tego kraju. Marzę o tym, żeby zapanował pokój i zgoda — wtedy mógłbym spełnić swoje marzenie: zobaczyć tajgę i stepy na własne oczy.

Osobistość6piorunów

@DexterFromLab mi żal, że tam jest jeszcze kamień na kamieniu

Twórca0piorunów

@DexterFromLab Możesz spokojnie przenieść się do Rosj na stałe. Nie musisz też robić tu propagandy.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Mocarz

w Dyskusje

3piorunów

Tak się,zastanawiam.Co by się stało,jakby teraz nadęty osioł w garniaku,mając przed sobą konsoletkę z czerwonym guzikiem,nagle ją odpalił i jak szybko by nas zmiotło


GURU2piorunów

Fajnie by bylo

Gruba ryba1piorunów
Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Hydepark

27piorunów

W debacie było wiele wątków które się już nie raz powtarzały, ale Senyszyn powiedziała o czymś bardzo niewygodnym ale prawdziwym w temacie demografii/dzietności w Polsce.

Oczywiście główna debata to: brak mieszkań, aborcje, prawa kobiet, dyskryminacja rodzin z wieloma dziećmi, brak prestiżu bycia rodzicem, bla bla.

No i tu wkracza rzecz, która może się wydawać dla niektórych "niewiarygodna" (szczególnie dla prawej części sceny).

A więc tak. Niektóre kobiety dzieci po prostu nie lubią i jest to jeden z powodów, dlaczego same nie chcą ich mieć (Senyszyn mówiła o 70% kobiet z 30% które nie planują potomstwa). Jestem w stanie w to uwierzyć, bo znam różne kobiety (w tym zresztą różową) które tak mają. Część mężczyzn zresztą pewnie też za dziećmi i wizją bycia rodzicem nie przepada.

I pod tym względem nie jest tak, że nagle komuś się zachce dziecka (chociaż są wyjątki) i brać za nie odpowiedzialność do jego 18. roku życia.

Tak, można zachęcać do dzieci pozytywnymi zmianami w systemie osoby które się nad tym zastanawiają, ale z drugiej strony jak dla mnie słabym jest każda forma zrzucania "poprawy demografii" na osoby, które z różnych powodów nie chcą się rozmnażać.

Autorytet3piorunów

@nobodys Ja już od dawna proponuję dzieci ze sztucznej macicy. Po cholerę obywatele mają na siłę mieć dziecko, skoro można tworzyć obywateli jak u Huxleya, z pominięciem oczywiście jakiś chorych akcji typu tworzenie głupszych, albo bardziej poddańczych.
Obok poprawy hydrologii w Polsce i zamiany warszawskiego Belwederu na ten ze Szkolnej 17, to będzie trzecia rzecz za mojej kadencji premiera.

Lider23piorunów

Chocby skaly sraly, milion programow wymyslili to dzietnosci nie poprawia w znacznym stopniu, bo po prostu rozwiniete spoleczenstwa tak maja. Stajemy sie wygodni, hedonistyczni i zamiast siedziec w chacie, zmieniac kupy, nie spac po nocach to wolimy wyjechac na waksy na zanzibar.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Hydepark

49piorunów

Zaczynam chyba rozumieć ludzi z ostatnich doniesień medialnych co odwalili kaszanę z zabójstwami. Przecież od tego zimnego maja idzie ochujeć i się odchodzi od zmysłów. Gdzie jest to wspaniałe ciepelko które już powinno być?

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fenomen

w Hydepark

4piorunów

Czy ktoś tak ma czy tylko ja, że nie lubię ryb i z wiekiem mi nie przeszło? Dla mnie ryba jest wręcz obrzydliwa. Pierwsze skojarzenie to padlina z wodorostami w smaku. Jakbym jadł trupa. Wszyscy mi za dzieciaka mówili, że jak będę dorosły, to mi przejdzie, tymczasem dobijam zaraz do trzydziestki i dalej nie znoszę smaku ryb xD

Z jednym mieli rację - będę jadł sporo tego, co za dzieciaka wybrzydzałem. Ale jeden wyjątek to ryby, drugi seler. Tu się absolutnie nic nie zmieniło od narodzin. A ryb nie lubiłem już jako 3-4 letni gówniak.

Wyjątek stanowi sushi z surowym łososiem (nie tak intensywny w smaku jak pieczony/smażony i bardzo delikatny) oraz niektóre owoce morza poddane obróbce termicznej (krewetki,kalmary). Rzecz w tym, że lubię to mięso zjeść w małej ilości z masą dodatków dla smaku, stąd najczęściej jem to w sushi.

GURU4piorunów

@Lopez_ tylko paluszki rybne akceptuję 😉

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Dyskusje

22piorunów

Jakiś czas temu natrafiłam na mema (inny niż poniższy), który nawiązywał do tego, że studenci sprzed ery chata gpt są "półkę" wyżej niż Ci obecni, którzy mają tak duże ułatwienie dzięki czatowi, że nijak się ma ich praca i nauka do wysiłku ich poprzedników. Przypomniało mi to krótka dygresje jednej z Pani profesor, która podczas wykładu, była pod wrażeniem, że większość studentów chodzi na wykłady z laptopem. Nawiązała do tego, że za jej czasów pracę dyplomowe pisało się na maszynie do pisania i jak popełniło się jakiś błąd trzeba było przepisywać stronę od nowa.

Doświadczenie o którym powiedziała profesor, na temat moment dało mi ulgę, że ja już jestem studentką w czasach w których nie muszę się martwić o błędy i literówki, bo Word mi je poprawi, a nieudane zdanie wystarczyło napisać jeszcze raz. Było to dla mnie totalnie nie do pomyślenia, żeby tak dużo czasu poświęcać na pisanie. Aktualnie zastanawiam się jaki to mialo wpływ na studentów, którzy wszystko musieli robić ręcznie. Czy to wymuszało na nich bycie bardziej dokładnym i czy w końcu sprawiało, że byli to naukowcy "lepszej jakości".

Ciekawa jestem jak aktualnie czują się studenci, którzy korzystają na codzien z czata i mogą nawet go poprosić o redakcję napisanego tekstu, bez wysiłku poprawiającego styl i jakość tekstu, czy daje odpowiedź na pytanie znacznie szybciej niż przeszukiwanie stron pokolei. Sama korzystałam z Googla, choć i były sytuacje gdzie informacje mogłam znaleźć tylko w bibliotece lub w rozmowie z prowadzącym zajęcia. No ale jednak czatgpt to zupełnie wyższy poziom pomocy jaką można uzyskać, zastanawiają mnie jednak konsekwencje tego w jakości kształcenia i nabytych później umiejętności i tych miękkich i twardych. Jednak sama kontaktu z ludźmi w czasach szkolnych już nie mam więc tylko mogę sobie mówić że "dzisiajsza młodzież jest jakaś taka nie taka i ze wszystkim ma łatwiej" ;)

Gruba ryba6piorunów

Ciuchy wyprane na tarze w pobliskiej rzece nie były bynajmniej czystsze niż te wyprane w magicznej skrzynce, do której wrzucasz brudne, dodajesz trochę magicznego proszku do szufladki, naciskasz magiczny guziczek i za godzinę wyciągasz czyste. Podobnie z naczynami, też są obecnie magiczne skrzynki działające na tej samej zasadzie - wkładasz brudne, guziczek i wyciągasz czyste. Nasze prababki oddałyby się zgrai syfilitycznych dewiantów i to na jeżu za takie magiczne skrzynki, znakomicie ułatwiające życie.

Lenistwo jest motorem postępu i przyczynkiem do ułatwiania sobie życia, a także ojcem mnóstwa wynalazków. Prace pisemne na studiach opędzlowywane czatem GPT zamiast ścibolone znaczek po znaczku na maszynie dadzą studentom o wiele więcej czasu na inne rzeczy. I kwestią osobniczą jest, czy będzie to chlanie i rozpusta, czy jednak jakaś naprawdę twórcza praca, zgodna z zainteresowaniami danego osobnika, na której wszyscy skorzystają. Poza tym nikt ocen ze studiów nie bierze pod uwagę na jakimkolwiek późniejszym etapie życia, jak też nikt poza promotorem nie czyta prac magisterskich/inżynierskich.

Gruba ryba2piorunów

To zależy, ja bym osobiście z czata nie korzystał przy pisaniu pracy bo potrafi niezłe bzdury tworzyć. Natomiast korzystałbym jak cholera do nauki, żeby wyjaśniał zawiłe wzory, obliczenia itd. wykładowcy często rzucali formułki które trzeba było ryć na pamięć i nie było czasu na szukanie zrozumiałej definicji.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Hydepark

5piorunów

Wszyscy potrzebujemy świadomości. Musimy rozumieć to, co jest w nas głęboko, i to, co na zewnątrz – w świecie. Każdy z nas musi zrozumieć swoje cierpienie, swoje lęki i mechanizmy, które tkwią w naszej psychice. Musimy lepiej rozumieć innych ludzi – tych, z którymi mamy bliskie relacje: córkę, synka, żonę, rodziców, dziadków – i widzieć, co w nich tkwi. Dzięki temu poznamy też siebie. Musimy rozumieć historię, motywy, które kierowały ludźmi przez ich drogę, przez życie. Musimy rozumieć naturę, kulturę, religię, duchowość oraz naukę i technologię. Musimy znać obraz całości – i tylko to daje nam drogę do pełnego wyzwolenia się i bycia wolnym, prawdziwym człowiekiem.

Fanatyk5piorunów

@DexterFromLab jak ja zaczynam tego typu rozkminy, niezależnie od której strony podejdę do tematu to zawsze, finalnie dochodzę do fundamentalnego pytania "na c⁎⁎j właściwie ja żyję" ;D

Lider3piorunów

Z jednej strony jak mam z kims konflikt to staram sie wytlumaczyc sobie, ze ta osoba moze miec jakas przeszlosc, problemy czy cokolwiek co rzutuje na to, ze ten konflikt powstal (o ile to nie ja jestem tutaj problemem).

A z drugiej strony sobie mysle, ze mam to w d⁎⁎ie, bo kazdy ma jakies problemy.

~bartoloelho

Pokaż więcej komentarzy (5)