Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#usa

Fanatyk

w Hydepark

8piorunów

Adolf Tołkaczow (1979): największa strata radarowych sekretów ZSRR

Adolf Gieorgijewicz Tołkaczow urodził się 6 stycznia 1927 roku w Aktiubińsku, dwa lata później rodzina przeniosła się do Moskwy i tam spędził resztę życia. Po ukończeniu Politechniki Charkowskiej w 1954 roku trafił do Instytutu Naukowo-Badawczego Radiobudowy, znanego później pod nazwą Fazotron. Była to placówka, w której projektowano radary i systemy naprowadzania dla radzieckiego lotnictwa bojowego, a więc jedno z najlepiej strzeżonych miejsc w kraju. Tołkaczow opisywał siebie jako wiodącego konstruktora systemów i pracował w dużym pokoju razem z 24 innymi inżynierami. Zarabiał 250 rubli miesięcznie plus 40 procent dodatku za dostęp do tajemnic, czyli około 350 rubli, przy średniej krajowej sięgającej wtedy 120 rubli. Mieszkał z żoną i synem na dziewiątym piętrze bloku oddalonego o niespełna 400 metrów od ambasady Stanów Zjednoczonych, co później okazało się okolicznością nie bez znaczenia. Do partii nigdy nie wstąpił. Z zewnątrz nie miał żadnego powodu, by ryzykować życie.

Jego motywy były złożone i sam starał się je wyjaśnić w listach do Amerykanów. Żona, Natalia z domu Kuzmina, rocznik 1935, pracowała w tym samym instytucie jako specjalistka od anten. Jej matkę rozstrzelano w 1938 roku, ojciec spędził wiele lat w łagrze, wyszedł na wolność w 1955 i wkrótce potem zmarł. Tołkaczow wielokrotnie powtarzał oficerom prowadzącym, że los teściów był głównym powodem jego decyzji. Raz zasugerował, że rodzina żony miała korzenie żydowskie, co w realiach późnego stalinizmu mogło tłumaczyć represje. Pisał, że znaczną rolę odegrali Sołżenicyn i Sacharow, choć znał ich wyłącznie z lektury. Myślał najpierw o pisaniu i rozsyłaniu ulotek, ale porzucił ten pomysł jako bezużyteczny, a kontakt ze środowiskami dysydenckimi uznał za samobójczy przy swoim poświadczeniu bezpieczeństwa. Stwierdził wprost, że przy najmniejszym podejrzeniu zostałby odizolowany albo zlikwidowany. Do pieniędzy podchodził w sposób, który zaskakiwał jego rozmówców. Napisał, że wynagrodzenie jest dla niego nie tyle zarobkiem, ile miarą tego, jak wysoko Amerykanie oceniają wagę jego pracy. Najbardziej zdumiewający jest początek tej współpracy, bo przez rok z górą CIA po prostu go odtrącała. W styczniu 1977 roku podszedł na stacji benzynowej dla dyplomatów do samochodu szefa moskiewskiej placówki Agencji, zapytał po angielsku, czy ma do czynienia z Amerykaninem, położył na siedzeniu złożoną kartkę i odszedł. W liście prosił o poufną rozmowę i dołączył szkice dwóch miejsc spotkania wraz z opisem sygnału, którym Amerykanie mieli wskazać wybrany wariant. Centrala odmówiła odpowiedzi. Moskwa uchodziła za teren skrajnie niebezpieczny, a KGB regularnie podstawiało fałszywych ochotników, żeby zdemaskować oficerów wywiadu i wywołać skandal dyplomatyczny. Tołkaczow wracał: 3 lutego 1977, dwa tygodnie później, w maju, kiedy zdesperowany załomotał w szybę samochodu i został zignorowany. W grudniu 1977 wręczył list przypadkowemu Amerykaninowi na targu i po raz pierwszy dołączył 2 strony konkretnych danych o wyposażeniu elektronicznym radzieckiego samolotu. To przełamało opór nowego szefa placówki, Gardnera Hathawaya, choć centrala nadal zwlekała. 16 lutego 1978 roku inżynier zaproponował rozwiązanie, które rozbroiło nieufność Amerykanów: w liście podał swój numer telefonu bez dwóch ostatnich cyfr i zapowiedział, że o określonej porze stanie w kolejce na wskazanym przystanku, trzymając dwa kawałki sklejki z brakującymi cyframi. Żona Hathawaya przejechała obok o umówionym czasie i odczytała liczby. 1 marca Tołkaczow przekazał 11 stron notatek i wreszcie ujawnił nazwisko, adres oraz miejsce pracy, dodając, że jeśli i tym razem nie dostanie odpowiedzi, rezygnuje. 5 marca 1978 roku oficer CIA John Guilsher zadzwonił do niego z budki telefonicznej przy Teatrze Bolszoj. W sierpniu przekazano mu martwą skrzynkę ukrytą w brudnej rękawicy roboczej, z instrukcją atramentu sympatycznego i jednorazowym kluczem szyfrowym. Trzy listy, które wysłał, nosiły ślady otwierania przez cenzurę, ale ukrytego tekstu nikt nie wykrył.

Pierwsze osobiste spotkanie odbyło się 1 stycznia 1979 roku, bo Amerykanie świadomie wykorzystali noworoczne rozprężenie radzieckich służb. W czterdziestominutowej rozmowie, prowadzonej podczas spaceru w siarczystym mrozie, Tołkaczow przekazał 91 stron rękopiśmiennych notatek: wzory, schematy, rysunki obrazów oscyloskopowych, parametry uzbrojenia i cytaty z dokumentów służbowych, starannie wykreślone na arkuszach papieru milimetrowego. Guilsher zapamiętał, że agent był całkowicie spokojny i prawdopodobnie jako jeden z nielicznych mieszkańców Moskwy tego dnia zupełnie trzeźwy. Materiał rozesłano wąskiej grupie odbiorców wojskowych i cywilnych. Już w marcu wysoki rangą przedstawiciel wojska pisał do dyrektora CIA, że kompletna dokumentacja systemów, które nie weszły jeszcze do służby, ma wartość niemożliwą do wyceny. Na seminarium w maju 1979 roku analitycy ocenili, że dostarczone dane oszczędzają im do 5 lat prac badawczo-rozwojowych. Prowadzenie takiego źródła wymagało nadzwyczajnego rzemiosła. Oficerowie godzinami krążyli po mieście, żeby upewnić się, że nie mają za sobą obserwacji, i budowali nudne, powtarzalne rutyny, licząc na to, że KGB przerzuci ludzi do ciekawszych zadań. Przed spotkaniem Guilsher przebierał się w samochodzie za robotnika, wkładał rosyjską czapkę i znoszone ubranie, żuł czosnek i skrapiał się wódką, po czym jechał na miejsce komunikacją miejską. Gdy obserwacja była zbyt szczelna, sięgano po urządzenie zwane jack in the box: oficer wyskakiwał z wolno jadącego auta na zakręcie, a w jego miejsce na siedzeniu rozkładała się kukła imitująca sylwetkę pasażera. Sam Tołkaczow narzucił Amerykanom własne reguły. W kwietniu 1979 roku odrzucił martwe skrzynki, argumentując, że skoro oficer i tak musi zgubić obserwację, to spotkanie twarzą w twarz jest równie bezpieczne, a znacznie bardziej wydajne, i dodał, że boi się, by porzucona paczka nie trafiła w niepowołane ręce. Od tej pory dominowały spotkania osobiste, a od października 1980 roku także rozmowy w jego własnych Żygulach zaparkowanych przy ulicy. Próbowano jeszcze łączności awaryjnej: nadajnika krótkiego zasięgu wielkości dwóch paczek papierosów, który długo nie chciał działać, oraz odbiornika radiowego z demodulatorem do odbioru szyfrowanych audycji. Ten drugi system upadł z powodów zupełnie prozaicznych — w dwupokojowym mieszkaniu inżynier nie miał gdzie słuchać nocnych transmisji, a rano nowe przepisy nie pozwalały mu opuszczać instytutu.

Osobnym problemem była technika fotografowania. Miniaturowy aparat wielkości pudełka zapałek, przekazany w lutym 1979 roku, wymagał lepszego światła, niż panowało w biurze, klikał zbyt głośno, trudno było utrzymać go nieruchomo, a żeby uzyskać właściwą odległość, Tołkaczow musiał układać stos książek. Poprosił więc o zwykły aparat małoobrazkowy i w czerwcu 1979 roku dostał Pentaxa ME wraz z zaciskiem mocowanym do oparcia krzesła. Efekt był natychmiastowy: podczas gdy kilkanaście filmów z miniaturowego aparatu okazało się nieczytelnych, na spotkaniach w październiku i grudniu przekazał ponad 150 rolek doskonałej jakości, naświetlonych w domu w porze obiadowej, kiedy żona była w pracy, a syn w szkole. Dokumenty wynosił z instytutu pod grubym płaszczem, przez co zimą jego wydajność rosła, a latem spadała. W grudniu 1979 roku zaostrzono przepisy: pobranie dokumentów z biblioteki wymagało zostawienia przepustki, co odcięło mu drogę do domu. Przez kilka miesięcy fotografował więc w męskiej toalecie instytutu miniaturowymi aparatami, a gdy w lutym 1980 roku przepisy złagodzono, wrócił do zdjęć w mieszkaniu i w czerwcu przekazał niemal 200 rolek — najwięcej w całej operacji. Później nastąpiły kolejne zaostrzenia i kolejne obejścia. CIA podrobiła mu przepustkę, a on podmienił kartę wypożyczeń dokumentów na czystą, żeby w razie śledztwa nie było śladu, ile materiałów przechodziło przez jego ręce. W styczniu 1985 roku tłumaczył, że fotografuje w toalecie sąsiedniego budynku, bo ma tam większe okno i mniejszy ruch, i że cała operacja zajmuje mu 20 do 25 minut.

Wartość tego, co przekazywał, wykraczała daleko poza szpiegostwo przemysłowe. Chodziło o pełną dokumentację radarów pokładowych i systemów kierowania uzbrojeniem najnowszej generacji myśliwców, o parametry systemów przeciwlotniczych oraz o zasady wykrywania celów lecących na tle ziemi, czyli najpilniej strzeżoną tajemnicę radzieckiej obrony powietrznej. Amerykanie przestali zgadywać. Znali częstotliwości, odporność radarów na zakłócenia, martwe strefy i plany modernizacji na dekadę naprzód. W grudniu 1979 roku Departament Obrony informował dyrektora CIA, że lotnictwo całkowicie zmieniło kierunek prac nad wielomilionowym pakietem elektroniki dla jednego z najnowszych myśliwców. Wewnętrzna ocena Agencji z marca 1980 roku stwierdzała, że nigdy wcześniej nie uzyskano takiego poziomu szczegółowości na temat nowych systemów rakietowych, i to całe lata przed ich rozmieszczeniem. We wrześniu 1980 roku pisano, że wpływ tych materiałów na skuteczność amerykańskiego uzbrojenia jest nieograniczony. Specjalista sił powietrznych, który analizował dorobek agenta, ocenił oszczędności na około 2 miliardy dolarów, a była to ocena sprzed przekazania kolejnych 179 rolek filmu. Zespół powołany do przerabiania jego materiałów pracował nad nimi jeszcze około 1990 roku, 5 lat po aresztowaniu. Paradoks jego sytuacji polegał na tym, że był bogaty wyłącznie na papierze. Po długich targach ustalono w maju 1980 roku, że za rok 1979 otrzyma roczne wynagrodzenie równe pensji prezydenta Stanów Zjednoczonych, a za każdy następny rok jeszcze wyższe. Pieniądze trafiały na rachunek powierniczy oprocentowany na 8,75 procent i do końca 1983 roku przekroczyły milion dolarów, a łącznie mówi się o około 2 milionach. Sięgnąć po nie mógł dopiero po ewentualnej ewakuacji na Zachód. Wypłacano mu natomiast odsetki w rublach, po sto kilkadziesiąt tysięcy na spotkanie, przy czym on sam domagał się przeliczania po kursie czarnorynkowym, bo tylko ten uważał za prawdziwy. Amerykanie bali się, że takie sumy zwrócą uwagę organów bezpieczeństwa, więc część należności wypłacano w przedwojennej rosyjskiej biżuterii ze złota, którą można było wytłumaczyć spadkiem po matce. Poza tym prosił o drobiazgi: lekarstwa na nadciśnienie, zapalenie otrzewnej i chore zęby, zagraniczne żyletki, bo golenie radzieckimi nazywał czynnością nieprzyjemną, a przede wszystkim o rzeczy dla syna. Oleg, urodzony w 1966 roku, przeszedł ze szkoły artystycznej do instytutu architektury, więc ojciec zamawiał dla niego rapidografy, tusze kreślarskie, gumki, zachodnie albumy o architekturze, kasety z muzyką rockową, słuchawki i walkmana. Prosił też o książki dla siebie, między innymi o Biblię po rosyjsku, wspomnienia Goldy Meir i tom Sołżenicyna. Rozważał przekazywanie części swojego wynagrodzenia rodzinom represjonowanych dysydentów, ale nie znaleziono sposobu, by zrobić to bezpiecznie. Gdy CIA zaproponowała mu ewakuację razem z rodziną, odmówił przyjęcia planu. Tłumaczył, że żona nie zniosłaby rozstania z Moskwą, a syn nie wyobraża sobie życia bez przyjaciół, i napisał krótko, że nie potrafi myśleć o ucieczce, skoro nigdy nie zostawiłby rodziny.

Wiosną 1983 roku o mało nie stracił nerwów. W kwietniu w jego wydziale ruszyło pilne śledztwo dotyczące przecieku informacji o systemie rozpoznawania celów, a ponieważ miesiąc wcześniej przekazał Amerykanom właśnie te dane, uznał, że trop musi prowadzić do niego. Wziął dzień wolny, pojechał na daczę i spalił wszystko: urządzenie łączności, Pentaxa, instrukcje do skrytek i sygnałów, książki oraz pieniądze. Nadpalone metalowe resztki wyrzucał przez okno samochodu w drodze powrotnej do Moskwy. Przez kolejne dni nosił pod językiem kapsułkę z cyjankiem za każdym razem, gdy wzywano go do gabinetu przełożonego. O truciznę zabiegał od kwietnia 1979 roku, pisząc, że nie zamierza prowadzić rozmów z organami KGB, a w liście do dyrektora Agencji wyjaśniał, że rzeczy, które da się ukryć przed rodziną, nigdy nie ukryją się przed kontrwywiadem. Centrala odmawiała przez lata, aż wreszcie ustąpiła i przekazała mu cyjanek ukryty w obudowie pióra. Najbardziej gorzkie w całej tej panice jest to, że przeciek w ogóle nie nastąpił — informacje z marca nie opuściły jeszcze CIA. Rok później sam przyznał, że przesadził, i poprosił o nowy Pentax. Amerykanie odmówili, uznając wynoszenie dokumentów za zbyt niebezpieczne. Od jesieni 1983 roku operacja zaczęła się sypać. Pięć kolejnych prób spotkania zakończyło się niepowodzeniem, raz z powodu kłopotów agenta, raz dlatego, że żaden oficer nie zdołał zgubić obserwacji. Ostatnie normalne spotkanie odbyło się w styczniu 1985 roku. Tołkaczow oddał wtedy 3 zużyte miniaturowe aparaty i 16 stron notatek, dostał 5 nowych aparatów, sto tysięcy rubli i książki dla syna, a po wywołaniu filmów okazało się, że zdjęcia są nieczytelne z powodu pochmurnego dnia. Przepadły materiały, które sam opisał jako bardzo ważne dokumenty o myśliwcach frontowych lat dziewięćdziesiątych. W marcu wystawił sygnał gotowości do spotkania, otwierając inny lufcik niż zwykle, gorzej widoczny z ulicy, i nie przyszedł. Nie wiadomo, czy próbował w ten sposób ostrzec Amerykanów.

Zgubiła go zdrada w instytucji, której ufał. Edward Lee Howard, oficer CIA szykowany latem 1983 roku na placówkę w Moskwie, został wtajemniczony w sprawę Tołkaczowa, a następnie, po nieudanym badaniu wariografem i przyznaniu się do nadużyć, zwolniony w kwietniu 1983 roku. Zaczął pić, wydzwaniał do dawnych kolegów, a we wrześniu 1984 i w kwietniu 1985 roku spotkał się z KGB w Wiedniu. To on wskazał agenta. Aldrich Ames, analityk Agencji, przekazał Rosjanom listę kilkunastu źródeł dopiero 13 czerwca 1985 roku, a więc już po zatrzymaniu inżyniera, choć mógł wspomnieć o nim wcześniej, w kwietniu. Jego rola była zatem uzupełniająca, a nie rozstrzygająca. Tołkaczowa zatrzymano 9 czerwca 1985 roku, w drodze powrotnej z podmoskiewskiej daczy; według relacji akcję przeprowadzili funkcjonariusze grupy Alfa pod dowództwem Władimira Zajcewa, którzy natychmiast unieruchomili mu ręce i sprawdzili jamę ustną, by nie zdążył użyć trucizny. Kapsułki i tak przy sobie nie miał. 13 czerwca na miejsce umówionego spotkania przyszedł oficer prowadzący Paul Stombaugh i został obezwładniony przez kilkunastu funkcjonariuszy w mundurach maskujących, ukrytych w krzakach. Zawieziono go na Łubiankę, gdzie przed kamerą otwierano kolejno zawartość przygotowanej dla agenta paczki: 5 miniaturowych aparatów, 20 francuskich i 20 niemieckich piór kreślarskich dla Olega, 2 książki o architekturze, lekarstwa, atrapę książki z 250 stronami wycinków z zachodniej prasy oraz kopertę z rublami. Zatrzymanego wypuszczono po niespełna trzech godzinach, a w kolejnym tygodniu wydalono go z kraju. TASS ogłosił jego wydalenie już 14 czerwca, natomiast nazwisko Tołkaczowa podano do publicznej wiadomości dopiero 20 września 1985 roku, przy okazji ucieczki Howarda do Związku Radzieckiego. Proces przed Kolegium Wojskowym Sądu Najwyższego ZSRR zakończył się tak, jak musiał. Tołkaczow przyznał się do winy i prosił o łaskę, której nie otrzymał. Wyrok śmierci przez rozstrzelanie wykonano 24 września 1986 roku. Dzień później szef KGB Wiktor Czebrikow referował sprawę Biuru Politycznemu z Michaiłem Gorbaczowem, potwierdzając, że przeciwnik wszedł w posiadanie najważniejszych tajemnic wojskowo-technicznych kraju. Losy rodziny opisywane są rozbieżnie. Odtajnione opracowanie CIA z 2003 roku stwierdza, że nic nie wskazuje, by żona lub syn zostali uwięzieni, i podkreśla, że inżynier konsekwentnie trzymał ich w nieświadomości właśnie po to, żeby przeżyli jego dekonspirację. Późniejsze publikacje podają, że Natalia została skazana na 3 lata pozbawienia wolności za pomocnictwo w zdradzie. Zgodne są natomiast co do syna: Oleg Tołkaczow został cenionym rosyjskim architektem.

Ocena skutków tej sprawy bywa przesadzona i warto zachować tu ostrożność. Chętnie powtarza się, że to właśnie materiały Tołkaczowa przesądziły o rozgromieniu iraqiej obrony przeciwlotniczej w 1991 roku, podczas operacji Pustynna Burza. Iracki system rzeczywiście opierał się na sprzęcie radzieckim, a amerykańska wiedza o jego radarach pochodziła w niemałej części z Moskwy, jednak bezpośredniego związku przyczynowego nikt nie udokumentował, a koalicja straciła wtedy kilkadziesiąt samolotów. Nie wszyscy badacze przyjmują też całą tę historię bez zastrzeżeń — Benjamin Fischer, dawny główny historyk CIA, zwracał uwagę, że przy sześciu czy siedmiu próbach nawiązania kontaktu KGB powinno było wychwycić inżyniera znacznie wcześniej. Pewne pozostaje to, co wynika z dokumentów obu stron. Przez ponad 6 lat pracownik jednego z najpilniej strzeżonych instytutów w Związku Radzieckim, występujący w aktach Agencji pod kryptonimami CKSPHERE i GTVANQUISH, oddał Amerykanom techniczny rdzeń radzieckiego lotnictwa bojowego, a robił to z aparatem w dłoni, w toalecie własnego zakładu pracy.

Źródła:

http://arxiv.org/pdf/2411.09815.pdf

https://apps.dtic.mil/sti/citations/ADA525682

https://dn790007.ca.archive.org/.../The%20Billion...

https://irp.fas.org/congress/1991_cr/h911127-spy.htm

https://spyscape.com/.../edward-lee-howard-the-twisted...

https://www.cia.gov/.../cia-rdp86-00513r001756110002-8

https://www.cia.gov/.../aa0cfeac95.../Studies-52-2-Jun08.pdf

https://www.cia.gov/.../Review-Spycraft-Secret-History.pdf

https://www.cia.gov/.../static/The-Billion-Dollar-Spy.pdf

https://www.cia.gov/.../Tolkachev-Successor-Penkovsky.pdf

https://www.smithsonianmag.com/.../still-unexplained.../

https://www.tandfonline.com/.../02684527.2023.2269512...

https://www.tandfonline.com/.../08850607.2021.1874191...

https://zenodo.org/record/898714/files/article.pdf

źródło: " strefa milczenia" fb com/permalink.php?story_fbid=pfbid0pC71ohocDy1uy3Sb7ppMNGCKBAeQSm28pPpXWLgCh2TKb49ds91ABsZPmbhhucAyl&id=61586323103233

GURU

w Wiadomości Świat

12piorunów

Koniec misji w Iraku. USA wycofują wojska po ponad 20 latach

USA wycofują wojska z Iraku po ponad 20 latach obecności - przekazała we wtorek agencja Reutera. Ostatnie amerykańskie bazy mają zostać opuszczone do środy. Wycofanie sił USA jest postrzegane przez Iran i sprzymierzone z nim irackie milicje jako strategiczne zwycięstwo Teheranu, który od

GURU

w Wiadomości Polska

2piorunów

„Nie mamy lepszego przyjaciela w Europie". W Krakowie powstało Centrum Polsko-Amerykańskie

W Krakowie u stóp Kopca Kościuszki powołano Centrum Polsko-Amerykańskie, które ma wzmacniać partnerstwo obu krajów. „Polska jest najlepszym przyjacielem Stanów Zjednoczonych w Europie” - podkreślił podczas inauguracji projektu ambasador USA w Polsce Thomas Rose. Centrum

GURU

w Wiadomości Świat

19piorunów

Atak hakerski na bazę Pentagonu. Wyciekły dane milionów ludzi

Nieuprawniony dostęp do bazy danych Pentagonu doprowadził do ujawnienia danych blisko 3 mln osób, w tym ich numerów ubezpieczenia społecznego – poinformowała we wtorek stacja ABC News, powołując się na źródło w resorcie. Równolegle ujawniono wyciek danych z portalu rekrutacyjnego FBI.

Mistrz

w Co Wy na to?

18piorunów

Co Wy na to? 29.09.2026

Rozmowy dotyczące utworzenia stałej amerykańskiej bazy wojskowej w Polsce posuwają się do przodu. Obiekt miałby pomieścić około 5 tys. żołnierzy. Rozstrzygnięcia w tej sprawie mogą zostać ogłoszone w grudniu. Koszty takich inwestycji po stronie polskiej wyniosą od 15 do 17 miliardów złotych.

Pytanie na dziś: Czy powstanie stałej bazy wojsk USA w Polsce to dobra wiadomość?

Zapraszam do oddawania głosów w ankiecie oraz kulturalnej dyskusji w komentarzach. Zastrzegam, że treści niezgodne z polskim prawem i obraźliwe wobec innych użytkowników będę usuwał niezależnie od poglądów.


Czy powstanie stałej bazy wojsk USA w Polsce to dobra wiadomość?

  • Tak50% (76 głosów)
  • Nie14% (21 głosów)
  • To zależy24% (36 głosów)
  • Nie mam zdania12% (18 głosów)

151 głosów

Gruba ryba0piorunów

A wiadomo po której stronie Wisły powstanie ta baza? (może wiadomo, a ja jak zwykle niedoinformowany)

Pokaż więcej komentarzy (7)

Sum

w Muzyka

8piorunów


Hubro (5/25)

Hubro to norweska wytwórnia założona w 2009 roku w Oslo przez Andreasa Melanda, specjalizująca się w jazzie, muzyce improwizowanej i eksperymentalnej. Wytwórnia działa jako sublabel Grappa Musikkforlag i koncentruje się przede wszystkim na artystach norweskiej i skandynawskiej sceny.

Wykonawca: Bly De Blyant
Album: ABC
Utwór: Controversy

Bly De Blyant to międzynarodowe trio tworzące muzykę z obszaru awangardowego jazzu i eksperymentu. W skład zespołu wchodzą norweski perkusista Øyvind Skarbø, islandzki gitarzysta Hilmar Jensson oraz amerykański multiinstrumentalista i kompozytor Shahzad Ismaily.

https://youtu.be/fYRwwPKn9Pw?is=kZEzbnLUsruwMEqR

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Hydepark

7piorunów

Amerykanin pochodzący z kraju, którego głównym produktem eksportowym jest demokracja, w jakimś podcaście sugeruje, że nie każdy powinien mieć prawo głosowania...

Trochę

Czy zgadzasz się w jakimś stopniu z tym co przedstawia ten filmik, czy prawo głosu powinno być jakoś ograniczone?

  • Tak.57% (24 głosy)
  • Nie.26% (11 głosów)
  • Jęstęm tym ogranicznikiem17% (7 głosów)

42 głosów

GURU8piorunów

Xd jak widze ta brode i czapke to wiem ze to ex military w IQ \< 70 i zamilowaniem do strzelania do dzikich zwierzat, chemiczna kastracja zamykam temat

Fanatyk3piorunów

@boogie największym problemem demokracji nie jest to, że wszyscy mogą głosować.

Problemem są ludzie, którzy nie widzą dalej niż czubek własnego nosa.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Osobistość

w Wiadomości Świat

20piorunów

Trump i Xi przeciw europejskiemu podejściu do regulacji i spowalniania rozwoju AI

Szczyt Xi Jinping–Donald Trump przyniósł niewiele konkretnych rezultatów: przedłużenie rozejmu handlowego o dwa miesiące, utworzenie specjalnej linii kontaktowej na wypadek kryzysów związanych z AI oraz zapowiedź kolejnego spotkania w Chinach. Ważniejszy był jednak sygnał, że ani USA

GURU

w Wojna na Bliskim Wschodzie '26

16piorunów

https://www.twz.com/air/british-police-arrest-men-driving-toward-u-s-bomber-base-in-the-u-k-with-suspected-explosives

Tymczasem w GB udaremniono zamach bombowy na bazę lotniczą USAF gdzie stacjąnują między innymi bombowce strategiczne.

Irańczycy? rosjanie? Właściwie na jedno wychodzi bo to bliscy sojusznicy obecnie (co trump bardzo się stara ignorować, walcząc z jednymi a pomagając drugim) więc pradopodobne że wspólna operacja.

Lider3piorunów

@Kronos To jest rzeczywiście ciekawa akcja - zorganizowana, na sporą skalę (trzy furgonetki wypakowane jakimiś beczkami, goście w kominarkach). Najpewniej to akcja jakiegoś środowiska skrajnego (ruscy, Chińczycy i cała ferajna wokół lubią finansować tych co stoją pod ścianą). Zobaczymy, co z tego wycieknie.

Pokaż więcej komentarzy (6)

GURU

w Wiadomości Świat

28piorunów

Prezydent, niewolnica i 15 lat badań DNA: Thomas Jefferson był ojcem dzieci Sally Hemings

Przełom w badaniach nad historią USA. Naukowcy ze Smithsonian Institute po 15 latach analiz DNA dowiedli, że prezydent Thomas Jefferson był biologicznym ojcem dzieci swojej niewolnicy Sally Hemings. Prawdopodobieństwo pomyłki wynosi mniej niż 0,001 procenta. Odkrycie kończy trwający od

Sum

w Muzyka

5piorunów

Wykonawca: stereo cross
Album: ドラッグ
Utwór: ドラッグ

Amerykański projekt muzyczny pochodzący z Burtonsville w stanie Maryland. Twórczość artysty oscyluje wokół mrocznych i emocjonalnych brzmień z gatunku witch house oraz emo beats.

https://youtu.be/RYIzvEYZs-8?is=duryI1iZxjQC4vUH

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Wiadomości Świat

52piorunów

Trump odrzuca siedmiodniowy plan Iranu dotyczący zakończenia wojny i ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz.

Donald Trump odrzucił przedstawioną przez Iran siedmiodniową mapę drogową, która miała doprowadzić do zakończenia wojny i ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz. Powiedział, że Iran chce porozumienia, ponieważ „przegrywa bardzo mocno”, ale zaproponowane warunki są dla USA nie do

Lider

w Hydepark

150piorunów

Tytan1piorunów

Powiem Wam, że miara imperialna ma swoje zalety. Grzebię się trochę teraz w drewnie. Chodzi mi o cale, bo stóp to już nie ogarniam. Nasze milimetry są do tego zjebane, a cm za mało dokładne.

Cale łatwo dzielić na pół i mnożyć, co raz bardziej skłaniam się ku temu by kupić sobie miarkę calową i według tego robić.

Tytan0piorunów

@MrMarecki To na zasadzie, że cały dzielisz na pół. Cal, pół cala, 1/4 cala, 1/8 cala. Wszystko dzielisz na pół, a to łatwo się robi. Tylko trzeba mieć takie miarki i sam materiał pierwotnie musi być też w calach.

Deska calowa, kontrłata cal na dwa cale, krokiew 2 cale na ileś cali. Wysokość pomieszczeń, często była 100cali tzn 2,54m bo to też konstrukcyjne dostoswane było do drewna.

Rury też są w calach. Po prostu majsterkowi najłatwiej robić takie mało dokładne rzeczy w calach i nie pierdzielić się z milimetrami.

Pokaż więcej komentarzy (20)

Fenomen

w Hydepark

17piorunów

Ah ten prywatny system ochrony zdrowia, mokry sen tzw. wolnościowców :slightly_smiling_face:

Gruba ryba1piorunów

@cyber_biker myślisz, że przelot helikopterem byłby tańszy gdyby ich system ochrony zdrowia był publiczny?

Autorytet4piorunów

@vrkr tak, ponieważ pośrednicy w postaci prywatnych firm ubezpieczeniowych nie ustalaliby dowolnych stawek tak, jak teraz w systemie publiczno-prywatnym. Uśredniony koszt za przelot i przede wszystkim za zachowanie zdrowia się obniży. A ilu podobnych, wymagających natychmiastowej pomocy, próbując nie popaść w długi, umrze po drodze?

Pokaż więcej komentarzy (2)

Sum

w Muzyka

3piorunów

Wykonawca: Galaxy 2 Galaxy
Album: A High Tech Jazz Compilation
Utwór: Hi-Tech Jazz

Projekt koncertowy utworzony w ramach amerykańskiego kolektywu Underground Resistance z Detroit (prowadzonego przez Mad Mike'a Banksa). Zespół pioniersko połączył klasyczne Detroit techno z muzyką jazzową i muzyką soulową, wprowadzając do klubowej elektroniki żywe instrumenty perkusyjne, dęte oraz pianino.

https://youtu.be/ySxZeJFixm4?is=G_-pV_d4-tU51OqS

GURU

w Wiadomości Świat

74piorunów

Protest w Nowym Jorku przed wizytą Netanjahu. Zatrzymano 100 osób, w tym gwiazdy kina

Około 100 osób, w tym aktorki Susan Sarandon i Hannah Einbinder, zatrzymano przed siedzibą ONZ podczas protestu przeciwko wizycie premiera Izraela. W tle doszło do ostrej wymiany zdań z burmistrzem. Około 100 osób zostało aresztowanych w czwartek w pobliżu siedziby ONZ w Nowym Jorku podczas

GURU

w Wiadomości Świat

11piorunów

Media krytycznie o szczycie Trump-Xi w Waszyngtonie: przerost formy nad treścią

Czwartkowe spotkanie przywódców USA i Chin, Donalda Trumpa i Xi Jinpinga w Waszyngtonie, mimo efektownej oprawy przyniosło wyraźny niedosyt merytoryczny i odsłoniło „granice władzy» Trumpa – oceniły zagraniczne media po rozmowach w Białym Domu. Dziennik „Financial Times» napisał

GURU

w Wiadomości Świat

15piorunów

Czerwony dywan i orkiestra. Xi Jinping przywitany przed Donalda Trumpa

Xi Jinping rozpoczął wizytę państwową w Stanach Zjednoczonych. Chiński przywódca został przywitany w Waszyngtonie z honorami jeszcze na lotnisku. W ceremonii wziął udział sam prezydent Donald Trump. Samolot z chińską parą prezydencką wylądował w środę wieczorem w bazie Andrews pod