Trochę mnie nie było, to się udzielę, a co!
Małe dziecko niestety musi chorować - w taki sposób dojrzewa jego układ odpornościowy.
Niestety, tak częsta antybiotykoterapia z całą pewnością rozwaliła układ odpornościowy dziecka, więc przede wszystkim zmień lekarza!
Starsza córka po rozpoczęciu swojej przygody w żłobku, przez 80% czasu była chora. Po chorobie zostawała parę dni w domu, wracała do żłobka na 2-3 dni i znowu powtórka z rozrywki. Trwało to pół roku. Młodsza, poza sporadycznym katarem i kaszlem, nie choruje w ogóle, w domu była tylko jak miała bostonke. Starsza też przestała chorować. Nie wiem, czy cokolwiek pomogło, czy po prostu ten typ tak ma, ale:
1. Wada zgryzu przyczyniała się do oddychania torem ustnym, co mogło sprzyjać rozwojowi infekcji.
2. Antybiotyk był stosowany wyłącznie po wymazie.
3. Stymulowalismy odporność poprzez wzmożoną aktywność fizyczną niezależnie od pogody. Tran i olej z czarnuszki na 2 miesiące przed okresem przeziębień i grypy.
4. W przypadku infekcji babcine sposoby - sok z czarnego bzu, syrop z jeżówki, syrop z czosnku i cebuli, itp. Dodatkowo bezwzgledna higiena nosa - aspiracja i nebulizacja solą morską. Plastry do inhalacji domowej roboty 😅 - na ścianie/zasłonie w pobliżu łóżka dziecka wkładka higieniczna nasączona olejkiem eterycznym - eukaliptusowy, tymiankowy, sosnow, świerkowy.