Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

SpleenFenomen

Dołączył/a:

  • 293 wpisów
  • 590 komentarzy
  • 5 obserwujących

Fenomen

w Hydepark

15piorunów

Pamiętam jaką borutę na mieście robili ci panowie. To była niezła patologia. A najgorsze, że było jakieś dziwne przyzwolenie, taryfa ulgowa.

Pijaństwo, darcie mordy ile fabryka dała i to nie na chwilę, tylko przez pół nocy, zaczepianie ludzi.

GURU11piorunów

To są te husty co nosili po wyjściu z wojska? Nie będę komentował bo nie moje czasy, ale folklor ciekawy IMHO, i niektóre to naprawdę widać napracowanko.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Hydepark

45piorunów

no i robię nowy tag, co by zbierać wszystkie swoje rysunki w jednym miejscu:

"Magia nagości" to najbardziej krindżowy program jaki widziałem. Nadzy ludzie oceniani za swój wygląd, tylko po to, aby finalnie mieć szansę wybrania się na randkę z kompletnie losową osobą.

Pozwoliłem sobie popełnić kilka prześmiewczych komiksów na ten temat.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

85piorunów

Opowiem trochę o ciężkim okresie szkolnictwa podstawowego, w którym miałem okazję uczestniczyć w okres przypadający na wczesne lata 90.

W tamtejszej rzeczywistości nie analizowało się poziomu nauczania w placówkach, po prostu stawiano na rejonizację i wszystkie dzieciaki z danego osiedla uczęszczały do tej szkoły, która przypisana była do nich z uwagi na miejsce zamieszkania. Dla moich starych, jak również dla rodziców pewnie większości pozostałych dzieciaków - szkoła była szkole równa, przez co tym sposobem trafiłem w miejsce, które obsadzone było dość obficie przez lokalną patologię.

Jakby mało było tego, że w tej podstawówce uczyły się dzieci z dysfunkcyjnych środowisk, pociechy z cygańskich rodzin zamieszkujących znajdujące się niedaleko baraki, to ktoś decyzyjny uznał, że świetnym pomysłem będzie zorganizowanie w tejże placówce programu OHP. Nie wiem jakie były naiwne założenia tej inicjatywy, ale z naszego punktu widzenia wyglądało to tak, że brali takich kompletnych degeneratów, którzy nawet szkoły podstawowej nie potrafili ukończyć, zbierali ich do kupy z całego miasta i próbowali wyedukować ich do zawodu, który nie wymagał myślenia wychodzącego dalej niż wykonywanie prostej, powtarzalnej czynności. Były to zatem osoby przyuczane do pracy w cementowni lub innych, podobnych instytucjach, gdzie trzeba było po prostu machać łopatą lub przekładać rzecz z jednego miejsca na drugie. Dlaczego zdecydowano się robić to w szkole podstawowej? Dobre pytanie!

Jak się kończyło wymieszanie dzieci wraz z osobami, które mają poważny problem z agresją, emocjami, logiką i kulturą, można sobie wyobrazić.

Ohapowcy oczywiście imponowali swoim zepsuciem niektórym dzieciakom, które za wzór stawiały sobie bycie gitem, więc patologia niczym wirus rozprzestrzeniała między szkolnymi ławkami i nieprzyzwoite zachowania pojawiały się także wśród tych normalniejszych uczniów.

Największym problemem było ryzyko wpierdolu. Widmo dostania w ryj wisiało w powietrzu praktycznie ciągle. Twarz wyklepaną można było mieć z byle powodu. Bo się na kogoś popatrzyło, bo się szło za wolno lub za szybko, bo plecak miałeś za bardzo czerwony. Ciągłe zaczepki, plucie na innych, zastawianie drogi, walenie z bara przy mijaniu się to był dzień powszedni. Szkoła nie stanowiła bezpiecznej przestrzeni, bo nigdy nie wiadomo było gdzie natkniesz się na agresora. W kiblu, na boisku, na korytarzu, w szatni - a także w drodze do domu, trzeba było mieć oczy z każdej strony i konieczne było strategiczne omijanie miejsc, w których zbierały się oprychy. Do tego to były czasy, kiedy nie było żadnej ochrony na wejściu, więc do budynku szkoły wejść mógł kto tylko chciał, co zachęcało znajomków młodych gangusów do odwiedzin. Czasami dzieciaki otrzymywały od rodziców jakieś drobne, aby kupić sobie drożdżówkę lub jakiś napój. W szkole sklepiku nie było, trzeba było wyjść poza jej teren. Najkrótsza droga do delikatesów była rzecz jasna obstawiona przez szkolnych zakapiorów, którzy kasowali kasę przeznaczoną na zakupy. Trzeba było chować do buta lub w majty i potem płacić zmiętolonym, zawilgoconym banknotem o nominale 10 000zł.

Nie tylko gotówki uczniowie byli pozbawiani. Normą było zabieranie plecaków lub koszulek. Był to czas, kiedy popularność zyskały tshirty z grafikami zespołów heavy metalowych lub punkowych (wiadomo: czachy, pentagramy - takie rzeczy jarają dzieciaki) a także kurtki typu flek - z pomarańczową podszewką. Plecaki typu kostka lub worki na sznurku a także inny "mercz" to był towar przechodni i nawet jeśli jednego dnia to ja miałem koszulkę Pantery lub Guns'n'Roses, to kolejnego dnia paradował w niej już ktoś inny, a ja wracałem do domu z gołą klatą. Czasami patusy jeszcze próbowały zachowywać resztki "przyzwoitości" i np. pytali o skład zespołu lub dyskografię (że niby nie było się godnym noszenia koszulki, jeśli nie było się zagorzałym fanem), ale często także po prostu grożono piąchą lub nożem sprężynowym i tyle było rozmowy.

Pozwolę sobie przytoczyć jedną z sytuacji:
Wracałem z kolegą pieszo do domu, gdy nagle coś pociągnęło mnie do tyłu. Przede mną stał wyższy o dwie głowy typ, któremu towarzyszył kolega z mojej klasy. Na nic zdała się ta znajomość, bo podejrzewam, że sam był lekko wydygany i robił wszystko, co mu ten większy rozkazał.
~ Ściągaj kostkę!
Ja wtedy nie wiedziałem nawet że ten plecak się tak nazywa "fachowo".
~ Co? - odpowiedziałem
~ Chujów sto, nie będziesz jej miał.

Jakoś złączyłem kropki, zacząłem powoli ściągać, po czym koleś wziął ją i rzucił przez ogrodzenie znajdującego się obok domu. Potempo prostu odszedł mówiąc, że "i tak ch⁎⁎⁎wa była". Musiałem pukać do obcych ludzi i pytać czy mogę swój plecak wyciągnąć z ogrodu, bo mi ktoś go tam wrzucił. To była jedno z takich łagodniejszych spotkań.

Innym razem, wychodząc z sali lekcyjnej, przy otwierani drzwi, zahaczyłem nimi o leżący na korytarzu plecak. Koleś do mnie podskoczył, jedyne co powiedział to "k⁎⁎wa!" i oczywiście zbliżył groźnie swoją twarz do mojej, jakby nie wiem, chciał się pocałować czy coś. Ja na to odparłem "sorry" - no nie dało się otworzyć drzwi nie trącając torby, która leżała centralnie przed nimi. Na co typ odpowiedział "K⁎⁎WA!" dwa razy głośniej. Ominąłem go i uciekłem. Takie były standardy komunikacji z tymi jednostkami.

Tacy co się nie umieli bić, to wcale nie byli lepsi. Normą było "nasyłanie" kogoś na kogoś innego. Co ciekawe, patusy nasłani na kogoś, lali go nierzadko pro bono, nie prosząc o żadną zapłatę. Ten kto miał możliwość nasłania, określany był jako "posiadający znajomości". Posiadanie znajomości było dla przetrwania podbazy równie ważne, co zdawanie do następnej klasy.

Kończę tą przygnębiającą historię, nieco bardziej komicznym wydźwiękiem.

Tyle ile widziałem rysunków penisów w tamtych czasach, to chyba nigdy więcej w życiu tyle nie przewinęło się przed moimi oczami. Siurami były pokryte ławki, krzesła, pojawiały się one na ścianach - no po prostu był to nieodłączny motyw, towarzyszący każdej czynności. Szedłeś do kibla z drzwi kabiny patrzył wielki fiut narysowany markerem. Siedziałeś podczas lekcji cały czas posuwała cię od tyłu fujara narysowana na siedzisku krzesła. Jak się spóźniłeś, to w szatni pozostawał tylko wieszak z narysowanym nad nim ogromnym prąciem i dopiskiem "tu kurtkę wiesza c⁎⁎j". K⁎⁎⁎sy były rysowane, malowane sprejem, wydrapywane w tynku - a jak już brakło weny plastycznej, to wykrzykiwane były na korytarzu podczas ciszy panującej w trakcie lekcji.

Jak to się ma do czasów współczesnych? Czy dzisiaj dzieciaki są bardziej bezlitosne, mając w ręku oręż w postaci social mediów? Nie wiem, nie mi to oceniać, ale faktem jest, że każde pokolenie miało własne demony.

Fanatyk11piorunów

U mnie aż takiej patologii nie było, choć prześladowania miałem całe gimnazjum od kilku patusów, bo byłem ten grzeczny i uczący się. W trzeciej klasie już razchcialem wziąć nóż do szkoły aby się przed patusami skutecznie obronić, czy raczej wbić jednemu i drugiemu prosto w brzuch, ale mama stanowczo mi to "wybijała" z głowy nie rozumiejąc, że mam dość tych codziennych udręk.

Innym raz schodów ktoś mnie kopnął-zrzucił. Dobrze, że nic sobie nie złamałem. Co ciekawe było to na widoku nauczycielki, która przybiegła bliżej i której jeszcze ten patol naprzeklinał w twarz, innym razem jakbym nie zrobił minimalnie uniku to miałbym po oku (a tak lekko rozciętą brew) jak inny we mnie rzucił butelką. Moją wychowawczynię raz doprowadzili do płaczu.

Z perspektywy czasu (dzisiaj) żałuję, że tego noża nie wziąłem. Mimo, iż staram się postępować racjonalnie i bardziej "stoicko", to do teraz odczuwam skutki tej patoli i rzutuje to na całe moje życie. Jakbym ich podziurkował, to pewnie nie byłoby lepiej, pewnie byłbym w poprawczaku czy coś, ale z drugiej strony byłbym zadowolony, że dostali to na co zasłużyli. Finalnie po jednej akcji zgłosili sprawę do sądu i jak już byłem w liceum to jeden miał rozprawę i miał tam jakiegoś kuratora, ale to nie wynagrodziło nawet w ułamku tych 3 lat udręki. A patusów było kilku, a nie jeden.

Uważam, że dla dobra społeczeństwa powinno być przyzwolenie na eliminację takiej patologii, tym bardziej jeśli były wobec niej liczne, nieskuteczne zgłoszenia a patologia nie wykazuje oznak resocjalizacji.

Pokaż więcej komentarzy (27)

Fenomen

w Hydepark

39piorunów

961 + 1 = 962

Tytuł: Have Fun, Good Luck, Don't Die / Baw się dobrze i przeżyj

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Akcja / Czarna komedia / Sci-Fi / Surrealistyczny

Reżyseria: Gore Verbinski

Czas trwania: 2h14m

Ocena: 9/10

Wyobraź sobie, że siedzisz w barze w typowe, bezbarwne popołudnie. Jesteś na czterdziestolatkiem na pierwszej randce albo jako vice-zastępowy drużyny skautów, jako kierowca Ubera albo ciamajdowaty nauczyciel po lekcjach. A z resztą nie ważne jako kto dokładnie, bo to jest akurat teraz mało istotne. To jest co najwyżej materiał na retrospekcję, bowiem najważniejsze teraz jest to, że właśnie stoisz u progu spektakularnej, szalonej i dzikiej niczym kot szczający brokatem przygody życia, której celem jest (rzecz jasna) - uratowanie świata. Może nie takie dosłowne jak w Armagedonie, ale zdecydowanie bardziej surrealistyczne.

Podchodziłem sceptycznie, ale ta mieszanka "12 Małp", "Wszystko, wszędzie naraz", "Autostopem przez galaktykę" oraz "Black Mirror" jest tak wystrzałowa, że zabawa trwa od pierwszych minut filmu, szybko rozpędza się do prędkości radiowozu na bombach i nie zwalnia do samego końca, by na tym samym końcu strzelić puentą w samą dziesiątkę. A potem są napisy i człowiek mówi sobie pod nosem "ale to było za⁎⁎⁎⁎ste".

Świetny flow, fajna muza, rewelacyjna rola Sama Rockwella.

Polecam tę jazdę bez trzymanki.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fenomen

w Bieganie

19piorunów

Generalna próba przed weekendową sztafetą Business Run. Dla wielu takie tempo rozpacz i smuteczek, dla mnie to wchodzenie w stan przedzawałowy. XD

Ale i tak traktuję to jako wielki sukces, bowiem celowałem w zejście poniżej 5:30, a zatem plan został zrealizowany!

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w Hydepark

58piorunów

Dzięki za spotkanie, na moim (i jak się okazało nie tylko moim) pierwszym /

Zdjęcia nie ma, ale jest autorska wizualizacja najbardziej emocjonującego momentu wieczoru - małej drukareczki :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fenomen

w Hydepark

13piorunów

Ostatnio taka rozkmina w temacie :

Wyobraźcie sobie, że Wasza połówka zaginie. Po prostu nie wiadomo gdzie jest, nie ma kontaktu, nie wiadomo czy żyje, czy nie. Sprawa zgłoszona na policję, ale nie ma żadnych śladów ani postępów w poszukiwaniach. Klasyczne zaginięcie.

Ile czasu musi minąć, abyście zaczęli sobie układać życie na nowo i np. związali się z kimś?

Wiadomo, że nie fair jest wymagać, by druga osoba czekała całe życie w zawieszeniu na powrót, który może nastąpi, a może nie.

Jak dla mnie okres 3 lat brzmi sensownie, ale nie mam solidnych argumentów za czy przeciw. Czas tu nie działa na korzyść i im starsi jesteśmy, tym trudniej może być próbować żyć normalnie.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Hydepark

6piorunów

Ciekawe patenty amerykańskiej armii z wykorzystaniem kart do gry, czyli nauka poprzez zabawę.

Talia "Most wanted" - na kartach znalazły się podobizny najbardziej poszukiwanych członków rządu Saddama. Celem było opatrzenie się żołnierzy z podobiznami złoczyńców, aby łatwiej ich później identyfikować. Sam pomysł na taką talię nie jest nowy - pierwsze takie zestawy pojawiły się już w czasach wojny secesyjnej.

Moim zdaniem, znacznie bardziej interesująca jest jednak talia "Heritage Preservation Cards : Afghanistan and Iraq" - karty z obrazkami najbardziej wartościowych reliktów lub zabytków. Celem tej talii było uczulenie żołnierzy na ogromne znaczenie elementów historycznych. Irak to kolebka cywilizacji człowieka, więc niszczenie tamtejszych staroci, to nie jest jedynie uszkodzenie dziedzictwa kulturowego tamtejszej ludności, ale także niszczenie naszej własnej historii. Twórcy zwracali uwagę na to, że utracenie tych zabytków jest nieodwracalne, bowiem niemożliwe będzie jakiekolwiek ich odtworzenie. Na kartach znajdują się fotografie istotnych artefaktów, ale także wskazówki typu "śmigło helikoptera może uszkodzić stanowiska archeologiczne, więc lądujcie w bezpiecznej odległości".

Fenomen

w Hydepark

57piorunów

pełne w miejscowości Santander w północnej Hiszpanii. Miałem obawy czy warto tu jechać, ale doświadczenie nagłego mroku i pięknej obręczy jest super. Czas zacząć planować wyjazd w 2027, bo chyba też będzie.

Ha i poszedlem na zadupie, myśląc, że tu będzie garstka ludzi.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fenomen

w Hydepark

117piorunów

Z cyklu "było i dobrze, że minęło" - przypomniała mi się historia z dawnych lat. Opowiem o jednym z większych rozczarowań młodego Spleena.

W klasie maturalnej, jeździłem na korepetycje przed egzaminem na studia. Zajęcia były tak zaplanowane, że ojciec mnie musiał podwozić ze szkoły - abym zdążył. Czasami nie mógł przyjechać, więc wtedy brałem taxi. Wyczaiłem, że jedna z korporacji taksówkarskich, ma program lojalnościowy i można zbierać pieczątki. Za 10 lub 20 przejazdów (już nie pamiętam) można było dostać... uwaga... telefon komórkowy za 1zł! (oczywiście w abonamencie).

Komórki to była świeża sprawa, nie wszyscy je mieli, a każdy ich pożądał - więc sukcesywnie zbierałem sobie te pieczątki, aż w końcu pewnego dnia ostemplowano mi ostatnie pole na karteczce. Byłem podekscytowany, bo wiedziałem, że to jest ten dzień, w którym dołączę do elitarnego grona posiadaczy komórki!

Wypatrzyłem na plakacie, że najtańszy abonament mieścił się w granicach tolerancji moich starych, więc ubłagałem, abyśmy poszli do salonu Era GSM, gdzie wymienię sobie te uzbierane pieczątki na wymarzony telefon.

Wchodzimy, kładę kartkę na ladzie i mówię od razu jaki model chcę. Gość patrzy, konsultuje z kimś tam obok i mówi, że spoko, ale za te pieczątki, to telefon będzie za 1zł, ale w najwyższym abonamencie, który wychodził chyba z 250zł miesięcznie. WTF? Ile w takim razie będzie ten piękny Ericsson kosztował w najtańszym abonamencie? Nie pamiętam dokładnie, ale jakieś tam 300 czy 400zł. Cholera, no to trzeba będzie dozbierać trochę kasy.

Odkładałem miesiącami, a gdy już miałem taką sumkę, poszliśmy ponownie do salonu, tym razem wiedziałem, że ten telefon musi być mój. Sprzedawca oznajmił - że cena taka i taka, abonament tyle i tyle i wszystko się zgadza, tylko jeszcze AKTYWACJA NUMERU - która kosztuje 400zł! Nosz kur... myślałem, że tam rzucę w nich krzesłem.

Minęło jeszcze więcej czasu i w końcu kupiłem upragnionego Ericssona T28S, aczkolwiek jakoś mi jego posiadanie już nie smakowało tak bardzo, bo słodką rozkosz przyćmiewał posmak goryczy związany z całą procedurą i kosztami związanymi z jego pozyskaniem.

Fanatyk0piorunów

@Spleen w tym czasie wystarczyło wziąć simplusa na kartę i kupić sam telefon i mieć wywalone na abonamenty i inne aktywacje.

Miałem ten telefon - z dodatkową klawiaturą do pisania smsów

Gruba ryba2piorunów

Ehh k⁎⁎wa. Pierwsza komórkę miałem w 2006 kupiona za dwa miesiące pracy wakacyjnej i stary mi po dwóch miesiącach za⁎⁎⁎al bo wróciłem pijany i uznał że mi skonfiskuje

Pokaż więcej komentarzy (24)

Fenomen

w Hydepark

29piorunów

Wracam sobie ostatnio z pracy przez park i widzę dzieciaki grające w piłę w oddali. W pewnym momencie piłka poleciała w moją stronę. Toczy się jeszcze po trawie, więc uznałem, że wykonam podanie w stronę grających.

Tutaj nadmienię, że piłka wyglądała jak normalna, skórzana piła do nogi. Niestety, to czego nie byłem świadomy, to fakt, że była to gumowa piłka, która jedynie była pomalowana w taki sposób, aby imitować łatki, a ja chyba muszę być pół-ślepy, że tego nie rozpoznałem. Tak więc błędnie założyłem włożenie zdecydowanie zbyt dużo energii w to podanie.

Przyśpieszyłem kroku, zrobiłem piękny zamach i dopitoliłem w tą piłę kopa z całej siły. Tak mi ta piłka na nodze doskonale siadła, że czułem się niczym Roberto Carlos strzelający z połowy boiska, no po prostu perfekcyjne dopasowanie stopy do kulistego kształtu futbolówki.

Piła niczym rakieta pofrunęła ponad głowami dzieciaków wydając z siebie takie oddalające się "pąąąąą..." Poleciałą gdzieś daleko w zarośla. Widziałem kątem oka, jak dzieciak się odwraca w moją stronę ze zniesmaczoną miną. Kątem oka, bo zrobiłem zwrot w tył, krzyknąłem "sorry!" i wyewakuowałem się z parku.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

10piorunów

818 + 1 = 819

Tytuł: Władcy Wszechświata / Masters of the Universe

Rok produkcji: 2026

Kategoria: Fantasy / Komedia / Familijny

Reżyseria: Travis Knight

Czas trwania: 2h 20min

Ocena: 5/10

Jest dostępny na Amazonie.

Szkieletor zagraża równowadze krainy Eternia - a jedynym, który może go pokonać jest He-Man ze swoim wielkim, lśniącym mieczem! Ot i cały zarys fabuły.

Z uwagi na fakt, że klimaty superbohaterów, to trochę nie moja bajka, to do tej produkcji podchodziłem ze sporym dystansem. Gatunek ten został w procesie monetyzacji kompletnie przemielony przez Marvela i Disneya - aż już brakło im chyba weny i z każdym kolejnym filmem, ryzyko spektakularnej klapy stało się na tyle ogromne, że ostatnie filmy, to już chyba są skazane na porażkę finansową zanim jeszcze trafią do postprodukcji. Z drugiej strony, wobec He-Mana mam spory ładunek nostalgii, bo jako mały kajtek namiętnie oglądałem animowany serial o przygodach przypakowanego miecznika. Zaryzykowałem zatem i jakie są wnioski?

Mieszane, ale nawet z takim trochę skrętem w stronę pozytywną.

Po pierwsze i chyba najważniejsze - to jest komedia. I twórcy cisną bekę z całej tej konwencji He-Mana dość dobrze. Sporo jest szydery z tego dlaczego te postacie akurat tak wyglądają i się zachowują. Zagrali odważną kartą i jak dla mnie to największy plus tej historii. Jako przykład mogę podać scenę z rozmową na temat "dlaczego Szkieletor jest zły?" - na co pada wyjaśnienie, że on ma zamiast twarzy czaszkę, więc jak niby miałby być dobry? No i tego typu haseł jest w filmie całkiem sporo.

Oczywiście zdecydowana większość filmu to jest młócka, więc jeśli ktoś tu się spodziewa jakichś psychologicznych głębin, ambitnych dialogów czy niespodziewanych zwrotów akcji, to może być pewny, że ich tu nie znajdzie.

Powiedziałem wcześniej o największej zalecie filmu, a jaka jest największa wada? Wg mnie taka, że najbardziej spektakularna i zawsze wyczekiwana scena z serialu kreskówkowego, czyli przemiana Adama w He-Mana nie została wyprodukowana jak totalna kalka kadr po kadrze. No jakżesz mogli oni tak zadrwić z widza? Przecież ta sekwencja to było cream de la creme, punkt kulminacyjny, czysta ambrozja dla oka. Nawet nie pamiętam dokładnie jak ona wyglądała (ale pamiętałem np., że było jak He-Man strzela z miecza w przerażonego tygrysa, a ten dzięki magicznej mocy staje się większy, bardziej odważny, i odziany w pancerz). Jak dla mnie porażka totalna, bo na tą scenę czekałem cały film!

Rozczarowało mnie także, że nie zrobili sceny ze Szkieletorem uciekającym tunelem - rodem z mema.

Czy polecam? Sam nie wiem - jeśli chcecie to obejrzeć z 10 letnim synem - to pewnie! Jeśli kiedyś oglądaliście He-Mana i Wam się podobało za dzieciaka - to jak najbardziej. Ale jeśli kompletnie nie ogarniacie tej historii, to może być to za nisko postawiona poprzeczka, aby zapewnić dobrą rozrywkę.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

11piorunów

814 + 1 = 815

Tytuł: Pogorzelisko
Rok produkcji: 2010
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Denis Villeneuve
Czas trwania: 2h 10m

Ocena: 8/10

Po otworzeniu testamentu matki, bliźnięta Simon i Jeanne otrzymują koperty. Dwie z nich są dla ich ojca oraz brata - osób, których istnienia nie byli świadomi. Wyruszają w podróż na Bliski Wschód, aby odnaleźć krewnych.

Ładnie nakręcony, fajnie prowadzona fabuła - wraz z upływem filmu poznajemy dramatyczną historię Nawal Marwan - kobiety, która miała ogromne nieszczęście żyć w epicentrum czystek na tle religijnym. Jest trochę plot-twistów oraz szokujących scen, więc to film nie dla każdego. Może nie ma tryskającej na prawo i lewo krwi, ale dramatyzm jest budowany znaczeniem różnych wydarzeń a nie dosłownym pokazywaniem tego na ekranie.

Zdecydowanie pozostawia po sobie niesmak, więc nawet nie chce mi się na jego temat śmieszkować.

Da się go znaleźć na cda bez premium.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app