Długo się zastanawiałem czy wrzucić ten post.
Zwykle w weekendy, jak mam czas, lubię sobie pójść na spacer po Starym Mieście. Wysiadam pod Barbakanem (przystanek Teatr Słowackiego), idę do Rynku Floriańską, podem Grodzką w kierunku Wawelu.
Wczoraj miałem wyjechać od siebie z Maków około 14:30. Ale stwierdziłem że na szybko opieprzę sobie rosołek z Żabki. Lubię rosołek. Co prawda ten rosołek z Żabki szału nie robi. Ale lepszy taki rosołek, niż żaden rosołek. Wyjechałem z Maków około 14:45.
Na przystanku Stradom (skrzyżowanie Stradomskiej i Dietla) usłyszałem strzały. Pierwsza myśl - nie możliwe żeby robiły strzały… może jakiś film kręcą. Tramwaj stał dłużej na przystanku niż zwykle. Z okna zobaczyłem kilka osób biegnących w stronę Mostu Grunwaldzkiego. Wysiadłem z tramwaju i postanowiłem iść w stronę Kazimierza. No ale mnóstwo ludzi dookoła patrzyło w stronę Stradomia, więc też się obróciłem. Dwie osoby leżały na ulicy. Zamachowiec i policjant.
Gdyby nie rosołek, to pewnie byłbym w okolicach Rynku w chwili zamachu.
Nie chcę żeby to co się wydarzyło miało na mnie jakikolwiek wpływ. Nie chcę myśleć że gdyby nie jedna losowa decyzja, to mogłoby mnie tutaj już nie być. Chciałem dzisiaj pomiziać kitku, ale moja ulubiona kocia kawiarnia jest zamknięta. Smuteczek.
#krakow