Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Top — ostatnie 30 dni

gość

Typ wpisu

GURU

w Bieganie

267piorunów

Debiut i Zwycięstwo – Ultramaraton 101 km

Wystartowaliśmy kilka minut po 21:00. Temperatura przyjemna, słońce już zaszło, jeszcze całkiem widno było. Pierwsze kilometry wzdłuż morza, po plaży na przemian z wbieganiem po górkach kępy Redłowskiej i klifów Orłowskich. Po 5 kilometrze czas na pierwszy żel. Generalnie miałam taką zasadę, aby przyjmować coś do jedzenia co 5-6 kilometrów (Miałam ze sobą żele, batoniki, żelki i ciasteczka zbożowe). Pod drzewami już zauważalnie ciemno, czołówka poszła w ruch. Trasa pokręciła nas po Kolibkach. Koło dyszki wsunęłam batonika. Zdobyłam „kolegę” który mi towarzyszył do 54 kilometra. Okazało się, że nie ma żadnego sportowego zegarka z wgranym GPX, zatem leci tak jak znajdzie oznaczenie trasy (odważnie). Zostałam jego nawigatorem. 1 Punkt odżywczy na 13 km. Uzupełnienie softflasków na maksa, wsunęłam 2 kawałki sera, dwa paluszki, banana, kilka chipsów. Spojrzałam na mapę trackerów uczestników i zauważyłam, że chyba jestem pierwszą babą (chyba, bo na początku dosyć świrowały te nadajniki i niektórych pokazywało absurdalnie daleko). Dobra, to trzeba się zbierać. Na punkcie spędziłam nie całe 5 minut. Złapałam jeszcze krówkę na drogę.

Kilometr 14-15 – wykręciłam prawą kostkę. Poczułam charakterystyczne, nie mocne, chrupnięcie w kostce (miałam zza czasów szkolnych 2x skręconą kostkę i znam dobrze ten moment). Przez ułamek sekundy już miałam, a co jak to będzie już DNF? To fajny miałaś ultramaraton. Dwóch Panów (w tym koleżka) od razu mnie złapali z troski, gdyż delikatnie się przewróciłam pod wpływem przekręcenia kostki za co dziękuję. Stwierdziłam, że lecę dalej, „rozbiegam”. No i faktycznie, po 300-400 metrach kulejącego truchtu ból zszedł. Dalej na punktach obserwowałam tą kostkę, czy pod wpływem chwilowego odpoczynku kostka nie zaczyna puchnąć, bądź pod wpływem powrotu do pracy nie odczuwam jakiegoś strukturalnego bólu. Nic takiego nie wystąpiło w trakcie biegu.

Generalnie nie patrzyłam na cały dystans na zasadzie „ile mam jeszcze do zrobienia”. Dzieliłam wszystko na zasadzie „od punktu odżywczego do kolejnego punktu”. Jak wybiegałam z pierwszego punktu, to wiedziałam, że mam teraz do zrobienia 19-20 km do kolejnego i tego się trzymałam. Jeszcze 15 km, jeszcze dyszka, o już mniej niż dyszka, o jeszcze tylko 3, jeszcze 1 to pewnie zaraz będę widziała go w zasięgu wzroku. Czasem w skali całości widziałam pewne „check pointy” typu, przy 25 – o już ¼, przy 33 – już 1/3 – przy 50 – o, już większość za mną. No i tak tak sobie żyłam od punktu do punktu.

Ciemność wszędzie, noc wszędzie. Czołówka chodzi non stop. Nie chcę drenować baterii, więc jak biegnę/maszeruje odpalona jest na mniejszej mocy. W momenci gdy jest zbieg – odpalam na mocniejsze świecenie. Nie chcę mocno drenować baterii (miałam na zmianę, ale chciałam dopiero zmienić na spokojnie na punkcie odżywczym, gdzie nie będę musiała się bujać z oświetleniem rąk). Koleżka trzyma się mnie stale. Biegnie jakieś kilka metrów za mną. Jak przechodzę do marszu, to on również. Generalnie nie przeszkadza mi to, w sumie to nawet się cieszę że nie jestem sama w lesie, jest mi trochę raźniej bo dookoła nie widziałam żadnych biegaczy na horyzoncie. Czasem zamieniamy parę słów, informuję go gdy np. zapowiada się większa górka. Podczas wchodzenia na jedną z nich, koleżka mówi że na tych biegach ultra to faktycznie te kijki by się przydały. Mówię że moje czekają na mnie na przepaku, bo w drugiej połowie będzie dużo chamskich podejść, teraz jest lajcik. Koleżka mówi że nie ma przepaku i z rozmowy wyszło, że to jest jego pierwszy ultramaraton. Spytałam się go, czy nie myślał o tym aby najpierw zrobić coś krótszego typu 50-70 km, na co stwierdził że po prostu ta stówka się do niego od razu uśmiechnęła. Btw, to nie był jakiś młody koleś – na moje oko, około 40 latek. Miał ze sobą również (na szczęście) 1 softlaska, z czego zażartował bo zastanawiał się czy jest sens aby go brał.

Dobiegliśmy na drugi punkt odżywczy na 32-33 km. Zapytałam się wolontariuszy, czy była tu przede mną jakakolwiek inna baba z dystansu 100km. Odpowiedź brzmiała że nie, jestem pierwsza. Fajnie fajnie, czyli trzeba działać sprawnie. Zrobiłam siku w toi toiu, zjadłam zupę pomidorową i wypiłam herbatę zrobioną z granulatu. Chyba coś jeszcze przekąsiłam ale już nie pamiętam. Uzupełniłam płyny w softflaskach, wymieniłam baterię w czołówce. Zabrałam ze sobą dwa żele firmy Ale. Pod koniec mojego pobytu przybiegły 2 babeczki z dystansu 100 km. Wiedziałam, że muszę uciekać. Na punkcie spędziłam około 9 minut.

Odliczanie do kolejnego punktu odżywczego (wraz z przepakiem) – 22 kilometry przede mną. Odcinek między 40 a 50 kilometrem był trochę cięższy dla mnie. Byłam zmęczona, ale pod kątem snu. Podczas marszu, czułam oczy jak do snu, podczas truchtu było trochę lepiej. Ciemność dookoła też nie pomagała. Przyszło mi na myśl czy by już nie spożyć żelu z kofeiną dla pobudzenia, ale stwierdziłam że „przemęcze” się jeszcze te kilka kilometrów do kolejnego punktu, bo w planie było po nim przyjąć go. Sporo również było odcinków ewidentnie mniej uczęszczanych przez ludzi (w końcu już bardziej po okolicznych wiochach biegaliśmy) więc te podłoże też było dla mnie nie zbyt bezpieczne. Ścieżki z dużą ilością liści bądź wysokiej trawie, krzaczkach. Z uwagi na „nieuwagę” wcześniej i incydent kostkowy wolałam trochę przejść te mniej czytelne ścieżki.

Miałam nawet delikatne omamy pod koniec. Nie były to na pewno halucynacje, ale mózg już łatwo przyswajał dosyć niecodzienne rzeczy. Biegnąc sobie lasem, już niebo robiło się coraz jaśniejsze i powoli można było poszczególne kształty wyszczególniać swoim wzrokiem - Zauważyłam jakąś kłodę z 50 metrów przede mną, obok trasy. Na tej kłodzie był jakiś kształt i mój mózg przyjął oraz zaakceptował informację że to jakaś czarnowłosa typiara, nawet widziałam jak ręką ruszyła co mnie "utwierdziło" że to nie są omamy. W momencie jak przebiegałam, okazało się że to były korzenie z innego konaru opierający się o ten konar nr 1. Miałam bekę, że nawet nie przyszło mi na myśl nic racjonalnego typu - hmm mamy 3:00 i to by nie było zwyczajne że jakaś laska w środku lasu w jakiejś dziurze może tu siedzieć. xD

W okolicach 50 kilometra zrobiło się już wystarczająco jasno, że można było już wyłączyć czołówkę. Wybiegliśmy już na otwartą przestrzeń wśród pól. Koleżka chyba robił się już zmęczony, bo odległość między nami się zwiększała. Wybił 50 kilometr – najs półmetek za mną. I wtedy pojawił się on, punkt odżywczy nr 3 wraz z przepakiem.

Klasycznie uzupełnienie softflasków. Kubek kawy (czas zażyć kofeinę i odpalić ogień w d⁎⁎ie, wcześniej nie przyjmowałam w ogóle kofeiny jak i przed biegiem również nic). Kubek napojów. Pierogi ruskie haps, ser w kawałkach, mini pączusie i coś jeszcze, ale już nie pamiętam. Obsługa mówi, że kobieta nr 2 ma jakieś 2 km do punktu. Trza się streszczać. Odpalam przepak, uzupełniam jedzonko, zabieram powebanka wraz z kablem i przejściówką do Garmina i kijki do biegania. Poza tym w przepaku miałam jeszcze: buty na zmianę, spodenki na zmianę, 2 pary skarpet, chusteczki, plastry – wszystko awaryjnie.

Biorę w łape pół drożdżówki i zaczynam etap kolejny, 24 km.

Czuję się mocno nakręcona faktem, że dalej utrzymuję K1. Odpala mi się lekka rywalizacja. Zadebiutować i wygrać? I’m in. Przyjmuję zaraz żel z kofeiną (200mg kofeiny). Po kilometrze już ~murzyn~ pigmentododani piłuje kraty. Po chwili znalazłam „ustronne” miejsce. Dreptam sobie na płaskim i z górki. Na podejściach nie forsuje się, aktywnie maszeruje z kijkami. Zaczynają się chamskie podejścia. Nie patrzę się nawet w górę, skupiam wzrok na wysokości stóp i spokojnie krok za kroczkiem przemieszczam się wraz z wsparciem kijków. Pragnienie zaczyna rosnąć, od 70 kilometra nie mogę się doczekać punktu odżywczego. Mam jeszcze trochę płynów, ale muszę powoli je oszczędzać. Te 7-8 kilometrów delikatnie mi się dłuży. Na 77 km za każdym zakrętem wyczekuję już punktu.

W końcu jest i on, ostatni punkt odżywczy. Uzupełniam softflaski, piję sporo płynów. Siku w toi toiu. Jem wszystkiego po trochu co jest dostępne na punckie. Dziewczyny z obsługi mnie informują, że mam około 25 minut przewagi od kolejnej kobiety na trasie. Na punkcie spędziłam nie całe 10 minut. Trochę opita i podjedzona ruszam. Siły witalne powracają. Odpalamy final countdown, lecimy już do mety, już tylko lekko ponad półmaraton.

Do 85 kilometra jest naprawdę za⁎⁎⁎⁎ście. Wiadomo, czuję jakieś zmęczenie – ale czy by było to po 40, 60 czy 80 kilometrach – czułam się tak samo. Również całkiem fajną ogólną stawkę w zawodach utrzymywałam. Kręciłam się koło 20 slota na prawie 100 osób które wystartowało. Na 85 kilometrze pojawia się ściana płaczu (boczne wejście na długą góre w Gdyni), które jest przeokrutne. Na podejściu nie widać szczytu, profil bardzo stromy i do tego brak ścieżki, trzeba po starych liściach się przemieszczać. Po kilku minutach walki jestem na szczycie. I pojawia się on – kryzys.

Fizyczny – Nie jestem w stanie biec. Prawa stopa zaczęła mi się odzywać podczas biegu. Czułam taki „strukturalny” ból między piętą z kostką. Zmartwiłam się, czy to nie jest jakieś przemęczenie i nadwyrężenie naruszonej już kostki 70 kilometrów temu. Po jakimś czasie i druga stopa dokładnie w tym samym miejscu zaczęła mnie boleć więc uspokoiło mnie to pod kątem tamtej myśli. Po prostu, jakieś zmęczenie strukturalne. No nic, maszeruje zatem, i próbuję podtruchtać co jakiś czas chociaż te 100-200 metrów.

Wtedy wchodzi on, kryzys mentalny. Zaczęło się robić gorąco, ale nie odczuwałam tego. W lesie dosyć schowanie byliśmy od słońca. Bezpośrednio temperatura nie przeszkadzała mi. Ale tak bardzo chciało mi się pić. Nigdy nie miałam takiego pragnienia. Marzyłam o tym, by wziąć i haustem coś wypić ile się da. Miałam w softflaskach jeszcze sporo płynów, ale musiałam to rozsądnie rozdysponować aby do mety mi starczyło. To mnie tak mentalnie bolało, że nie mogę się napić. Co brałam łyk wody, to po chwili czułam suchość w ustach. Kryzys mentalny wzmagał też fakt, że przez to, że będę więcej maszerować i tym samym droga do mety zajmie mi więcej czasu – naszły i obawy czy w ogóle to co mam to czy mi starczy?

Przy którymś zejściu z lasu, przed 90 kilometrem, pojawił się on. Wybawca.

Obcy koleś, przyjechał z zgrzewkami wody i rozdawał je zawodnikom. Bardzo mu podziękowałam, bardzo tego potrzebowałam. Naraz wypiłam ciągiem. Po chwili od razu lepiej mi się zrobiło. Za jakieś 5 kilometrów spotkałam drugiego Pana w środku lasu który miał baniak wody i również pomagał zawodnikom. Również skorzystałam z pomocy. To nie były osoby z organizacji biegu. Jestem bardzo im wdzięczna za taką pomoc.

Człapałam się jakoś, kilometr za kilometrem. Sporo ludzi, zdecydowanie „żywszych” mijało mnie, byli to zawodnicy z krótszych dystansów. Co było dla mnie ciekawe, chyba tylko 1 biegacz z mojego dystansu wyprzedził mnie podczas mojego marszu. Czyli nie tylko ja umierałam. Na początku tego piekła, miałam w głowie, że mogę sporo wypaść z stawki.

95 kilometr, 96 kilometr, 97 kilometr, wielkie odliczanie do końca. Jest i on 99 i zaraz 100 kilometr. Do mety tylko 1,5 kilometra. Trasa już sprowadza do miasta. Jestem na chodniku, zmierzam do mety. Chcę podbiec, ale jest to bardzo bolesne. Dopiero na ostatnich 450 metrach, zaczynam truchtać – wiem że muszę to przecierpieć, to już koniec. Wbiegam na murawę Stadionu Rugby po godzinie 12:30, Speaker mnie woła przez mikrofon. Przekraczam linię mety. I dostaję kubeł zimnej wody na łeb :grinning:

Tak o to, pokonałam dystans 100 kilometrów. Zrobiłam to. A nawet i wygrałam – nie tylko wśród uczestniczek ale i sama z sobą.

Czy jest coś co zrobiłabym lepiej? Na pewno na takie warunki zabrałabym więcej pojemników na napój. Miałam 2 softflaski po 500 ml, jak dotąd na zawodach zawsze mi starczyły od punktu do punktu z zapasem – tak tutaj ewidentnie wraz z rosnącą temperaturą było tego za mało. Bukłak do kamizelki biegowej wraz z softflaskiem to absolutne minimum.

Dziękuję za wsparcie. Było mi przeogromnie miło czytając wasze komentarze.

_Trypsyna_

oraz dodaję nowy tag na tego typu posty jakby ktoś chciał podzielić się swoimi przygodami w przyszłości

GURU10piorunów

> Spojrzałam na mapę trackerów uczestników i zauważyłam, że chyba jestem pierwszą babą (chyba, bo na początku dosyć świrowały te nadajniki i niektórych pokazywało absurdalnie daleko)

Aż sprawdziłem, tam dwójka zawodników z jakiegoś powodu startowała na pierwszym POI. Jak do tego doszło - nie wiem :smiley: Pieknie od początku do końca prowadziłaś wśrod tych co normalnie wystartowali :smiley:

Gratulacje i sprawdź priv :smiley:

PS: Spytałem orgów, zapomnieli wziąć i im zabrali autem na punkt. :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (65)

Gruba ryba

w Hejto

241piorunów

Jestem chłopakiem z rodziny robotniczej. Matka nauczycielka w liceum, ojciec elektryk. Ich najlepszą inwestycją było wysłanie mnie na naukę angielskiego prywatnie (z moich wyliczeń w pewnym momencie wydawali ~60% rozporządzalnego przychodu na zajęcia dodatkowe dla mnie i siostry) i na wycieczkę do Kanady, na która zbierali 3 lata, a która pokazała mi ze świat jest wielki, piękny, różnorodny i chce się dać poznać.

Obecnie jestem specjalista od cyberbezpieczeństwa. Zwiedziłem 3 kontynenty zawodowo, klienci z wielu krajów starają się o mój czas i uwagę i nie szczędzą grosza. Jak wielu na tym portalu wie, ktoś musi być tym typem który specjalizuje się w niszy typu spoiny światłoczułe do spawania pod woda ultradźwiękami. No to powiedzmy ze z racji chorób psychicznych interesują mnie niszowe tematy i tak wyszło.

Z racji autyzmu nie lubię za bardzo wychodzić z domu, bo ogólna populacja nie rozumie co do niej mówię i uważa mnie za debila. Mówię serio. Próbowanie wytłumaczyć normikowi ze jeśli chce mieć więcej pieniędzy to musi mniej wydawać albo więcej zarabiać to większe wyzwanie niż mechanika płynów, anatomia i prawo rzymskie razem wzięte.

Są jednak ludzie, którzy posłuchali moich rad, uwag, przemyśleli co mówię. Czasem podyskutowali, dali kontrę, często zmieniali moje spojrzenie na sprawę. Ale nigdy na tym nie stracili. Nigdy nikt nie miał do mnie żalu, ze go oszukałem albo wpuściłem w maliny. Wiele razy dziękowali mi jednak za wysłuchanie i wiele pytań które pomogły im spojrzeć w skuteczny sposób na problem który wydawał im się nie do przeskoczenia.

Czemu Wam o tym mówię? Bo na Hejto dostaje 17-150 piorunów za wpis i 10-15 za komentarz, a na Wykopie 0-4 plusy.

Matematykę zostawiam Wam, dzięki ze jesteście.

Pokaż więcej komentarzy (77)

Fanatyk

w Wojna wna Ukrainie

238piorunów

Dziękuję! Dziękuję, kochani Ukraińcy. Dziękuję pan Madziar. Zawsze chciałem zobaczyć płonącą Moskwę. Tak obrzucić ogniem jedno z najlepiej bronionych miast świata to nie jest w kij dmuchał.

I dziękuję pan @Mikuuuus za pracowite dostarczanie nam tych cudownych widoków z samego rana.

Kosmonauta17piorunów

Piękne okoliczności przyrody.

Specjalista0piorunów

> Tak obrzucić ogniem jedno z najlepiej bronionych miast świata to nie jest w kij dmuchał.

Bzdura, że najlepiej bronione. Ona najlepiej jest pijarowo bronione. Ruskie jak zwykle pi⁎⁎⁎⁎lą a Ukraina powiedziała "sprawdzam". I jak zwykle wyszło, że u ruskich chujowo jak zwykle. Ależ to pięknie się ogląda!

Pokaż więcej komentarzy (13)

GURU

w Hydepark

236piorunów

Małe podsumowanie:

:white_check_mark: Rosja utraciła samowystarczalność paliwową.

:white_check_mark: Kazachstan nie pomógł

:white_check_mark: Z Białorusi i Indii idzie za mało.

:white_check_mark: Braki uderzają w całej Rosji

:white_check_mark: Firmy naftowe zarabiały na eksporcie benzyny.

:white_check_mark: Rosja zmuszona jest produkować benzynę jakości Euro2/Euro3

:white_check_mark: Nowoczesne silniki od tej benzyny się psują i mamy wysyp awarii.

:white_check_mark: Części marek zachodnich w imporcie równoległym są drogie. Kierowcy zszokowani.

:white_check_mark: Chińskie samochody też się psują od tej benzyny.

:white_check_mark: Kierowcy odkrywają że serwisów chińskich aut jest za mało.

:white_check_mark: Rosjanie kupują konie. Zainteresowanie wystrzeliło.

:white_check_mark: Oszuści fałszują benzynę na każdym etapie logistyki.

:white_check_mark: Złodzieje spuszczają benzynę z baków po nocach na osiedlach.

:white_check_mark: Kolejki trwają od kilku godzin do kilku dni

:white_check_mark: Powstała strona do monitorowania które stacje mają paliwo.

:white_check_mark: Pół świata zaczęło trolować tę stronę i powstał chaos.

:white_check_mark: Bójki w kolejce po paliwa są coraz częstsze.

:white_check_mark: Regiony pozwalają weteranom SWO tankować bez kolejki.

:white_check_mark: Powstają limity ilościowe, powstają komitety kolejkowe, powstają limity dzienne z podziałem na numery rejestracji.

:white_check_mark: Rolnicy z kilku regionów zgłaszają że nie mają paliwa na żniwa

:white_check_mark: Piloci zgłaszają że nie mają paliwa lotniczego

:white_check_mark: Powstają limity tankowania samolotów.

:white_check_mark: Pojawiają się braki w sklepach bo towar nie dojechał.

:white_check_mark: Pojawiają się braki w bankomatach ... Bo pieniądze nie dojechały.

Do tego rafineria w Omsku robi remont.

Więcej takich smaczków codziennie na @KremlinkaShow 👍:saluting_face:

Od Mateusza Lecha.

(Mała kryptoreklama)

Pokaż więcej komentarzy (73)

Gruba ryba

w Hydepark

235piorunów

Jakiś czas temu zobowiązałem się do zorganizowania wyjścia zespołowego na kilkanaście osób. Dzisiaj skończyłem potwierdzać obecności i okazuje się, że większość osób nie da rady/nie chce uczestniczyć, więc mogę je spokojnie odwołać.

Fanatyk4piorunów

@Piechur ostatnio też tak miałem jak przez pół roku ustalałem termin zwykłego spotkania z czwórką "znajomych". Kilka dni przed, stwierdzili, że jednak nie dadzą rady. Tzn. Jeden z tej czwórki powiedział, a reszta zapadła się pod ziemię

Lider1piorunów

No i elegancko 😎

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Hydepark

232piorunów

To jest niesamowite jaki wplyw ma na swiat. Akcja nawadniania organizmu, ktora zapoczatkowala i prowadzi @Wrzoo, rozrosla sie do takiego stopnia, ze na mistrzostwach swiata w pilce noznej sedzia przerywa mecz by zawodnicy mogli wypic buteleczke wody mineralnej \<3 Coz za zasiegi! Brawo!

Gruba ryba4piorunów

😄

Autorytet7piorunów

@100mph XD i AI się karmi potem taką wiedzą :rolling_on_the_floor_laughing:

Pokaż więcej komentarzy (22)

Gruba ryba

w Hydepark

231piorunów

Pamiętacie jak opowiadałem o Ludzie, kochance mojego teścia? Tej od pysznych mielonych.

W skrócie to teściu miał kochankę na Ukrainie, teściowa się dowiedziała i zażądała rozwodu, wyprowadziła się, a jako że teściu mieszkał sam w dużym domu to my się wprowadziliśmy. po czym teściowa straciła mieszkanie i kasę i musiała wprowadzić się z powrotem do nas. I tak przez wiele lat teściowie po rozwodzie mieszkali razem, a my z nimi.

Jak Luda przyjeżdżała do Polski to teściu mieszkał z nią w drugim mieszkaniu po czym wracał sobie do domu do rodziny. Układ idealny.

No ale niestety choroba nie wybiera, teść już w finalnym etapie raka i prawie tylko leży, nie chce do tamtego mieszkania jechać i poprosił żeby Luda zamieszkała z nami i się nim zajmowała :smiley:

I tak teraz wszyscy razem się kisimy :smiley:

Najlepsze że teściowa to lont ma krótki a rozum jeszcze krótszy, czekam kiedy się odpali bo niby się zgodziła ale widzę że już jej ten układ przeszkadza :smiley:

A wszyscy łącznie z żoną i córką bardziej lubimy ta Lude niż teściowa :smiley: spokojna, miła kobieta, dobrze gotuje. Córka przyszła i pyta "a nie mogłaby Luda zamieszkać na stałe a babcia się wyprowadzić?"

Fenomen0piorunów

@NatenczasWojski po cholerę Wy tak mieszkacie i się zgadzacie na to? O_o

Specjalista2piorunów

Pamiętam tamta historie. Przyznaje że bardzo zabawna byla. Szkoda teścia :(

Pokaż więcej komentarzy (34)

Tytan

w Hydepark

212piorunów

Wróciłem z krótkiej posiadówki na RODOS u rodziny, zeszła rozmowa na temat samochodów, wuj odpalił się, że elektrykiem by nie jeździł, choćby mu za darmo dawali.

Oczywiście musiałem to podsumować: gdyby nie pił tyle i nie zabrano mu prawa jazdy, mógłby jeździć i elektrykiem.

Coś czuje, że za szybko mnie nie zaprosi

Gruba ryba31piorunów

Kiedyś narzekali jak diesle 2.0 wolnossące miały więcej niż 80KM, że 35KM wystarczy i po co takie wielkie silniki. Potem narzekali, że gdzie to 1.9 i 105KM, że ta turbina tylko czeka żeby się rozjebać, gdzie to taki wyżyłowany silnik. Teraz 1.9 jest święte, że gdzie to 150KM z 1.5, a nie mówię już o elektrykach które są całkowitą niewiadomą. Tacy ludzie boją się poprostu nieznanego, nieważne czy auto by było na rope, gaz czy prąd. Jak wdrożymy kiedyś samochody na wodę to będą pi⁎⁎⁎⁎lić, że gdzie to, że tylko paliwa kopalne bo inaczej zużyjemy całą wodę ze świata xP

Twórca1piorunów

nie rozumiem tego gadania, lubię swój już nie młody samochód ale on stał już bardziej moim hobby niż samochodem do jeżdżenia. Ale gdy przyjdzie czas zamienić go w typowo weekendowy car i kupić daily to hybryda wleci jak marzenie xDA i elektryka chętnie bym wziął jakbym się dorobił domu z fotowoltaiką

Pokaż więcej komentarzy (18)

Lider

w Hydepark

207piorunów

Zla unia, zla unia. W unii jest zakaz mycis kurczakow chlorem, gdyz maskuja slaba higiene w trakcie produkcji i transportu.

W USA? Standard 20-50ppm myjka chlorowa. 50 ppm to my robimy superchlorowanie zbiornikow i linii po np. myciu i malowaniu zbiornikow. Grubo.

W zlej unii jest zakaz mycia jajec, przez co na przyklad nie musza byc trzymanie w lodowce, bo maja warstwe ochronna skorupki (kutykulia), ktora rowniez chroni przed wniknieciem patogenow.

W USA sie jajca myje, przez to musza byc trzymanie w chlodzie, bo sie zepsuja.

Fenomen14piorunów

@bartek555 akurat jeśli chodzi o żywność to chyba nie najgorzej mamy w UE

Fanatyk5piorunów

@bartek555 do tego :confused:
- raktopaminy (boostuje przyrost mięśni kosztem tłuszczu u zwierząt), ale może wywoływać sercowe skutki uboczne u ludzi
- round-up, czyli glifosat czyli zabójca chwastów, rakotwórczy

- w końcu przynajmniej wprowadzić normy krajowe odnośnie salmonelli, ale zrezygnowali bo "biemdni przesbiembiordzy i komsómenci" będą uciemiężeni dodatkowymi kosztami xD

- przez pona 50 lat istniały komitety nadzorcze i doradcze w sprawie żywności NACMCF oraz NACMPI, coś tam działały aby ten syf zwany jedzeniem amerykańskim jednak miał jakieś pozory cywilizowanego jedzenia. Rok temu w marcu Trump zakończył ich działalność XD

Pokaż więcej komentarzy (55)