Wiecie co mnie wkurza tak mocno. Sklepy online i offline, które się tak samo nazywają, ale w praktyce to dwa różne sklepy. Przykładowo Empik.
Szukasz książki, mają ją na półce, ale cena na okładce to 60 złotych, załóżmy, a cena w necie to 30 złotych, ale musisz poczekać dwa, trzy dni.
Sam pracuje w takiej firmie i czasem jest tak, że przy sprawdzaniu dostępności towaru, klient zajrzy przez ramię na telefon i zobaczy że cena na stronie jest niższa niż stacjonarnie i my musimy tłumaczyć że sklep online to inny sklep o takiej samej nazwie co sklep stacjonarny i tam obowiązują inne promocje i inne ceny, niż stacjonarnie.
Kiedyś, jeden z dyrektorów chciał zunifikować ceny, ale skończyło się to tym że już w tej organizacji nie pracuje.
#gownowpis