Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Hydepark Domyślna

Kategoria: Hydepark

  • 5742 członków
  • 244720 wpisów

Fanatyk

w Hydepark

8piorunów

Chyba pierwszy raz, od kiedy mam dzieci, zostałem Słomianym Wdowcem. Mżonka zabrała gałgany na noc nad morze, a ni z gruchy, ni z pietruchy, teściowie (sąsiedzi) oznajmili, że jadą w góry. Kurde, co ja teraz będę robił w domu, po powrocie z roboty xD

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Hydepark

9piorunów

Panowie budowlańcy robią w tym tygodniu piony w moim bloku. Od wczoraj walczą u mnie w mieszkaniu.

Przed chwilą usłyszałam "O ku*wa" i głośne JEBUDU.

Chyba teraz boję się wejść do mojej łazienki.

:face_exhaling:

Lider2piorunów

@KatieWee u mnie robili w łazience, a płytki poleciały i w kuchni. 😛

Pokaż więcej komentarzy (9)

Inspirator

w Hydepark

3piorunów

Niedawno pojawił się wątek rozwodów, więc, może jako społeczność hejto poradzicie coś hurtem.

Zbliżamy się z partnerką do 40tki.

Kiedyś planowaliśmy dzieci. Potem, próbowaliśmy mieć dzieci. Ale, im dalej w las tym ja mam mniejszą ochotę a druga połówka choć mówi że OK widać że ma z tym problem.

Pracujemy na okrągło, sporo kredytów dzięki temu spłacone. Ale, kwalifikujemy się do modnej ostatnio akcji "świniobicie". I chyba to jest jeden z głównych powodów dla których seks prawie nie istnieje. Partnerce jej wygląd przeszkadza, ale ja jestem pewien że to stresująca praca i w nadgodzinach jest tego powodem a koniec końców efektem. Korpo&netflix&chill. Ale pracy nie zmieni. Poza tym, dogadujemy się super od lat. Wiem jak to brzmi, ale serio. A ja tak naprawdę jestem ciekaw czy ten okres "last chance for instynkt macierzyński" kiedyś mija.

---

Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo

ID:

Wpis dodany za pomocą hejtoanonim.pl. Zaakceptowany przez @bojowonastawionaowca

GURU0piorunów

Frustracja seksualna i brak bliskości może każdy związek ubić. Wiele osób tego nie rozumie i uważa, że przyjaźń w związku wystarcza. Nie wystarcza.

Inspirator0piorunów

@koszotorobur no właśnie można tak żyć bo w każdym innym aspekcie życia bardzo dobrze się układa. Czasem się zastanawiam czy to nie dlatego że związek od początku nie był budowany na atrakcyjności partnera. No ale, niby jeden aspekt ale to czasem aż jeden. A zegar biologiczny zaczął tykać niedawno.

---

Komentarz dodany za pomocą hejtoanonim.pl.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Hydepark

14piorunów

Przejście się po nadmorskiej miejscowości z Ramzesem to zawsze bajka
Na każdym kroku 'jaki piękny, jaki grzeczny, jaki słodki, jaki puchaty, pieeeeesek' :3
No wróciłam ze spacerku z bananem na gębie xd

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Hydepark

11piorunów

869 + 1 = 870

Tytuł: Avatar: Ogień i popiół (Avatar 3:)

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Sci-Fi

Reżyseria: James Cameron

Czas trwania: 3h 17min

Ocena: 6/10

Czy James Cameron jest w stanie nas jeszcze czymś zaskoczyć? Niestety, trzecia odsłona sagi okazuje się tak samo nudna jak pozostałe, choć obiektywnie wypada ciut lepiej niż męczący Avatar 2. Po ponownym seansie można mieć już jednak pełną jasność, z tej formuły nie da się wycisnąć ani kropli więcej. Otrzymujemy dokładnie tę samą historię po raz trzeci, tylko przemnożoną przez efekt skali, czyli więcej dobrych, więcej złych i jeszcze więcej kosmicznej „magii”.

Największą zaletą produkcji pozostaje strona wizualna. Film nadal serwuje przepiękne widoki Pandory, jej niesamowitą faunę i florę oraz kolory absolutnie nie z tej ziemi, za co należą się uczciwe punkty. Niestety, pod tą błyszczącą powłoką kryje się scenariuszowa pustka. Historia opowiadająca o głębokich wodach okazuje się płytka niczym kałuża, a zachowanie głównego bohatera bywa wyjątkowo irytujące. Jake wciąż zachowuje się jak typowy jarhead i chociaż wiemy, że nim jest, to po ponad dekadzie życia na Pandorze mógłby się wreszcie czegoś nauczyć. Cameron musi wreszcie coś zmienić w podejściu do scenariusza przy kolejnych częściach, bo tego schematu po prostu nie da się już dłużej oglądać, co zresztą doskonale widać po sporym spadku wyników finansowych w kasach kin.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Hydepark

25piorunów

Zmienił się u nas jakiś czas temu w dziale dyrektor. Tak dla zobrazowania sytuacji jestem sobie ja, szeregowy pracownik, nazwijmy to poziom P1, potem jest menadżer mojego zespołu (P2), nad nim jeszcze ktoś (P3), no i potem już wielka szycha, ten nasz ananasek (P4). Jak dołączył, to tych na P3 było 5 osób. 8 miesięcy temu wypieprzył 4 znich, była wielka kampania jak to wypłaszczamy strukturę, skracamy dystans między P1 a P4, bla bla bla. Zrobił się chaos w c⁎⁎j, zaczęły się głosy, że jednak trochę się to rozjeżdża, że brak odpowiedzialności za procesy, sraken pierdaken. Zaczęli rekrutować na stanowiska na poziomie P3 i dzisiaj dopięto karuzelę spierdolenia zatrudniając szóstą osobę na tym poziomie xD A więc wypłaszczyliśmy strukturę z 5 osób na P3 do 6 xD

Naprawdę od pewnego poziomu w biznesie, polityce, czy innych dziedzinach możesz odpierdalać co ci się rzewnie podoba i to jest zerowa odpowiedzialność. Nawet jak przegniesz pałkę, zrobisz coś totalnie bezsensownego, to szanse, że cię za to zwolnią są prawie zerowe. A nawet jak to się stanie to i tak znajdzie się ktoś, kto i tak cię zatrudni, bo przecież zdobyłeś tak cenne doświadczenie i nauczyłeś się na błędach xD

Lider15piorunów

@cweliat z doświadczenia mogę powiedzieć, że optymalna liczba pracowników pod menedżerem/dyrektorem to między 6 a 8 osób. Im wyżej w organizacji, tym się bardziej tego pilnuje, bo szansa na to, że coś się spierdoli, jest dużo większa, a ktoś musi za to brać odpowiedzialność.

Gruba ryba19piorunów

@cweliat to jest klasyka w korporacjach. średnio co 2-3 lata przychodzi Czas Wielkiej Miotły i wymiata częśc załogi. Kto sie nie zdazy schowac pod stół ten odpada. A zaraz po miotle przychodzi czas uzupełniania wakatów i rozwijania zespołów. Kto pracował w korpo ten wiadomo gdzie wiadomo czego nie robi

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Hydepark

27piorunów

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Hydepark

22piorunów

Ja nigdy nie zrozumiem subkultury kibicowskiej w polskiej piłce nożnej.

No nie wiem, jakoś nie umiem się przemóc do tej takiej napinki, którą się tworzy. Łał, jesteśmy źli, groźni, bójcie się chamy do ekstraklasy wracamy, sami przeciw wszystkim, braci się nie traci, ludzie zasad łał, łał patrzcie jak groźnie. Koszulki, gdzie wyeksponowany jest nie herb klubu, tylko jakiś kościotrup w bluzie z kapturem i racami, albo jakiś gangus w bandanie na mordzie i napis w stylu "kibolski styl życia". W ogóle już przywitanie na stadionie robi robotę. Ledwo przechodzisz przez bramę, a tu jakiś patus się drze przez megafon "DORZUCAĆ SIE DO OPRAWY KTO NIE WRZUCI TEN ZA KRAKOWJO" z tym takim charakterystycznym patusiarskim tembrem głosu, i wita cię ściana ludzi z puszkami. Dzieciaki na sektorze rodzinnym śpiewają "jazda z ku⁎⁎⁎mi", w barze informacje o braku piwa z alkoholem, bo "mecz podwyższonego ryzyka". Wtf, co to znaczy? Jak to jest, że człowiek idzie na wydarzenie sportowe i dostaje ostrzeżenie, że w sumie to należy się obawiać o swoje bezpieczeństwo. Trzy razy w życiu byłem na meczu Śląska i za każdym razem miałem ogromne poczucie ulgi, jak już rozdzieliłem się z tłumem. Nawet na mojej lokalnej A-klasie jest to samo. Drużyna złożona z półamatorów, boisko typu większy orlik, a tu ludzie w koszulkach z nazwą klubu i dopiskiem "bez litości dla frajerów" skandują coś o jebaniu tych drugich i wywieszają "zdobyczne" barwy innych wiosek XD

Jeszcze pamiętam jak Śląsk przegrał mistrzostwo z Jagiellonią, a na następny dzień był mecz Sparty Wrocław i prawie dostałem wpierdol bo szedłem w zółto-czerwonym szalu przez miasto, a jacyś "ludzie zasad" jeszcze nie wytrzeźwieli XD

Kibicowałem z trybun na wielu dyscyplinach - na hokeju, na koszu, na siatce, regularnie na żużlu. Na żużelku to już teraz się raczej wiara uspokoiła, okazjonalnie ktoś rzuci butelką, ale jest moment wyławiany i odsiewany. Jeszcze te 20 lat temu zdarzało się, że jakiś mecz Torunia z Bydgoszczą musiał mieć oddziały prewencji i armatkę wodną, żeby co większym kozakom przypomnieć, gdzie ich miejsce w szeregu, a kibice przyjezdni mieli eskortę na dworzec kolejowy, ale zadym jako takich na trybunach nie było. Teraz to jest piknikowa atmosfera i mimo że nawet w trzeciej klasie rozgrywkowej na trybunach są "młyny", to one są od prowadzenia dopingu, a nie napinki. Dość powiedzieć, że najbardziej obraźliwą przyśpiewką, jaką da się usłyszeć, jest "Unia Leszno to nie jest polski klub", a z wulgaryzmów to leci trzykrotne "wypierdalaj" w kierunku zawodnika, który spowodował wypadek lokalnego żużlowca, a w swoich barwach można spokojnie usiąść na sektorach gospodarzy.

No jakoś nie mogę zrozumieć tych piłkarskich trybun i ogromnie mi to zaburza odbiór widowiska i poczucie jakiejś atmosfery.

GURU1piorunów

To taka totalna rożnica między naszą "kulturą", a angielską. Tam jest abusolutnie normalne, że na co dzień chodzisz po prostu w koszulce swojego klubu, bez żadnego powodu.

U nas strach się bać chodzić tak wśród obcych ludzi.

Fanatyk3piorunów

@FriendGatherArena a to tak, a we Wrocławiu w koszulce Śląska, a w Białymstoku Jagiellonii. Ale już w Łodzi, Krakowie czy Warszawie to trzeba się orientować w jakiej dzielnicy jesteś.

Poznań jest w ogóle ewenementem, bo tam kibice Lecha i Warty wspierają się razem. Propsuję, tak to powinno wyglądać!

Gruba ryba2piorunów

@Ragnarokk a najlepsze, że jak pojedziesz na wakacje gdzieś do jakiegoś hotelu gdzie pełno brytoli, to oni się po tym nadal rozpoznają i przy jednym stoliku siedzą każdy w innej koszulce. Oni ze swojej huliganki już wyrośli, liczę na to że kiedy my też dołączymy do tego.

GURU0piorunów

@FriendGatherArena To nie są wówczas obcy ludzie - tylko Poznaniacy co wiadomo że w 80% są za Lechem, a walk z Wartą nie ma (i bardzo kurwa dobrze).

Ale czy mając koszulkę miasta X mozesz wejść do miasta Y nie mając wiedzy o tym kto, kiedy i za co lubi? No nie możesz

Pokaż więcej komentarzy (19)