fonfiFanatyk
14piorunówDzień dobry wieczór się z Państwem,
Jest ósmy dzień listopada, niedziela wieczur, a zatem idealny moment, żeby zakończyć CXLIII (słownie: 143) edycję zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem i tym samym popsuć komuś humor.
Kandydatów uzbierało się pięciu (słownie: 5), ale jako że jednym z nich jestem ja sam (a humor mam już wystarczająco popsuty koniecznością pisania podsumowania) to, po dokonaniu samowykluczenia, na placu boju zostało Was czterech (słownie: 4).
Ale zanim przejdziemy do tej złośliwej części ceremonii to najpierw przyjrzyjmy się nadesłanym wytworom.
*
**Recepta na jesień** by @Piechur
Pierwszy do konkursu ze swoim utworem zgłosił się kolega @Piechur. Autor przestawia nam podmiot liryczny, który pogodowy armageddon traktuje jak swoiste, klimatyczne “all inclusive”. Deszcz, mgły, burze, mróz czy wichury są dla niego niczym wizyta w spa. A to wszystko w zwartej konstrukcji pięciozgłoskowca! Podziwiam kunszt, zazdroszczę talentu i dostępu do Prozacu - prawdziwej chemii szczęścia.
**Sonet o pogodnych, wesołych, słonecznych i roześmianych** by @adamszuba
Kolejny utwór to manifest. Manifest człowieka, dla którego widok tęczy jest wynaturzoną demonstracją optymizmu. Człowieka, dla którego szczęście oznacza stagnację, a bunt stanowi paliwo prawdziwego życia. Szczególną uwagę zwraca tajemniczy _„orenż”_, który najwyraźniej jest rodzajem broni w walce z rzeczywistością, choć nie wykluczam, że chodzi o wyjątkowo agresywną odmianę cytrusa. Finałowe przywołanie Szekspira jedynie podkreśla filozoficzną rangę dzieła.
**Sonet radosny (jesienny)** by @splash545
Z kolei kolega @splash545 zabiera nas na spotkanie z ekstremalną poezją przyrodniczą. Poezją, która bardzo szybko porzuca konwencjonalne ramy liryki jesiennej i udaje się w rejony gdzie definicja leśnego relaksu zdaje się niebezpiecznie odbiegać standardów. Przynajmniej tych cywilizowanych. Dobrze by było ustalić, gdzie kolega te spacery odbywa, żeby przypadkiem tam grzyba nie znaleźć…
**Miało wyjść inaczej** by @fonfi
Miało być mrocznie. Miało być dekadencko. Z deszczem kapiącym na duszę. Ale na drodze stanęły dzieci, żona i… kot – siły, z którymi nawet najbardziej zdeterminowany poeta nie ma najmniejszych szans. Okazuje się, że napisanie depresyjnego sonetu to nie lada wyzwanie, gdy w tle nieustannie trwa rodzinny kabaret.
**Gór radości mogiła** by @sireplama
@sireplama maluje przed nami epicką batalię. Batalię dobra ze złem. Batalię, w której podmiot liryczny staje do walki, uzbrojony w niezłomną wolę, wypiętą pierś i... całkiem pokaźne pokłady samozadowolenia. Warto zwrócić uwagę na stopniową przemianę bohatera, który z każdym wersem nabiera pewności siebie, by w finale wykrzyczeć _“Gloria!”_. Ten hymn to jest poradnik pozytywnego myślenia. Poradnik, o który nie prosiliśmy, ale który nam się po prostu należał!
*
No dobrze.
Najwyższy czas wyłonić zwycięzcę.
A zostaje nim: kolega @Piechur (pssst, dostanę teraz trochę tego Prozacu?)
Zwycięzcy klasycznie ~współczujemy~ gratulujemy!
A ja dziękuję za uwagę i dobranoc się z Państwem.
łiiiiii! Gratulacje @Piechur xD Szczęściarzu 😛
