Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#audiobook

GURU

w Bazar

43piorunów

680 + 1 = 681

*

Tytuł: Wieża Jaskółki

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 8/10

*

Dzień dobry. Ja tu z recenzyją - taką, po której niejeden gotówby chwycić za widły, a inni mogą o herezji krzyczeć. Tak naprawdę to nie. No ale dość gadania - jadło stygnie, a gości nie wypada trzymać w progu. Rozgośćcie się. XD

Gdyby tego dnia po zapadnięciu zmroku ktoś zdołał cichaczem podkraść się do zagubionej wśród moczarów chaty z zapadniętą i obrośniętą mchem strzechą, gdyby zajrzał przez szpary w okiennicach, zobaczyłby w skąpo oświetlonym łojówkami wnętrzu jak Dziw cierpi katusze przez pierwsze 30% "Wieży Jaskółki". Ale to nie było możliwe. Nikt nie mógł tego zobaczyć. Chata pustelnika Dziwisza była dobrze ukryta wśród mokradeł. Na wiecznie pokrytym mgłą pustkowiu, na które nikt nie odważał się zapuszczać.

Tak, początek tego tomu był bardzo frustrujący. Nudny. Jedynym co go ratowało, to wszystko, co było związane z pustelnikiem. Nie opowieść, jaką słyszał, tylko on sam, jego historia, jego interakcje z ... . To było fajne i potrzebne. Cała reszta jednak wydawała mi się po prostu tragiczna. Od szczurów, którzy totalnie mnie nie interesują, jako postaci, przez postaci losowe, które ponownie muszą odpowiadać o świecie, kończąc na czymś, co jest typowe w seriach książkowych, a mnie mierzi prawie za każdym razem.

Chodzi o potrzebę streszczenia tego, co było wcześniej, uciekając się do sztucznych scen i dialogów. Jako, że do serii podchodzę najczęściej jednym ciągiem - ja wiem co się działo i takie rzeczy działają na mnie jak płachta na byka. Marnują mój czas. Ale jak zaznaczyłem to mój personalny problem. Ja po prostu jestem dziwny i wolałbym streszczenie ważnych rzeczy jako wstęp do książki, który mogę pominąć, niż coś narzuconego w losowym miejscu, oderwanego od historii.

Tu robi się nawet gorzej, bo streszczenie nie ogranicza się wyłącznie do przeszłości, ale zahacza też o przyszłość. W efekcie, jeśli ktoś - tak jak ja - liczył, że sceny po walce na moście doczekają się sensownego epilogu w Wieży Jaskółki, to się rozczaruje. Co więcej, coś, co było w pewnym sensie punktem zwrotnym poprzedniego tomu, czyli akceptacja przez Geralta, że nie musi dźwigać wszystkiego sam - zostaje tutaj cofnięte. Nie "na żywo". W streszczeniu. I jasne, bez tego pewnie nie byłoby sceny z Milvą, przy której po raz pierwszy prawie na głos parskłem śmiechem. Problem w tym, że sam sposób pokazania regresu Geralta po prostu mi nie siadł. Jeśli chodzi o Milvę, to też istotna rzecz z końcówki poprzedniego tomu, krwawa, zostaje rozwiązana "poza ekranem", gdzieś między wierszami relacji Jaskra.

Ale potem przychodzi moment Milvy i nagle wszystko robi się automatycznie lepsze, ciekawsze. Historia wychodzi z chaosu i zaczyna się porządkować. Każdy wątek zaczyna coś wnosić i gdyby nie te pierwsze 30%, spokojnie mówił bym o ocenie na poziomie dziesiątki. Ten "moment Milvy" jest dla mnie punktem zwrotnym - bo choć wcześniej coś już zaczynało się ruszać, dopiero wtedy naprawdę zaczęło wciągać. Tak, jak poprzednie tomy.

W mojej osobistej topce scen na pewno znalazłyby się: pewna jaskinia i rozmowa, finałowa walka, wydarzenia na wyspach - i chyba nawet Kovir. Już wcześniej pisałem, że Dijkstrze nie kibicuję, ale sposób, w jaki jest napisany, to dla mnie absolutna czołówka postaci. Bardzo podobał mi się wątek pustelnika i jego rozmowy z ... . Zakończenie tej relacji, też świetne. Fajnie, że jest, mimo okoliczności.

Przy okazji sceny z druidami też zrobiły swoje. Frustrujące to było, zwłaszcza koniec, ale potrzebne. No i wiecie które sceny z Cahirem. Nie ukrywam, że trochę to miejscami naiwne było, bo chłop miał być w sumie niemal oskalpowany, a kilka dni później, normalnie walczył. No ale nie odbiera to nic fajnym scenom z Geraltem. Plus nowa osoba w kompanii też mi się podoba. Zadziorna, fajny kontrast. Dobrze pasuje do ciotki i wujka.

Czyli w sumie ocena to:

Pierwsze ~ 30% książki: 4/10

To, co potem: 10/10

Z takich mniej oczywistych rzeczy, to całkiem ciekawie obserwuje się konflikt ras w tej serii. Chyba Yarpen miał bardzo ciekawy komentarz w "Krwi elfów", że parafrazując, to, że elfy przyszły tu pierwsze i zrobiły ze starszymi rasami to samo, co ludzie potem z nimi, daje im w ich mniemaniu prawo, by czegokolwiek żądać. Oczekują pójścia pod ramię z tymi, których wcześniej sami zniewalali. Bardzo fajny aspekt, zwłaszcza przez pryzmat rozmowy Geralta z pewnym elfem. Z pewnością da mi do myślenia podczas kolejnego podejścia do gier, już po ukończeniu cyklu.

*

Pisane jak zwykle na telefonie, to może być chaos, ale dzisiaj nie mam czasu poprawiać.

*

> <

Fanatyk2piorunów

Wszystko jest potrzebne i wiedźmina zawsze za mało. Jak dla mnie to mógłby wydać książkę w ogóle nie o nim, a opisującą świat i chłonąłbym to.

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Bazar

62piorunów

657 + 1 = 658

*

Tytuł: Chrzest Ognia

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 10/10

*

Na ten moment Chrzest Ognia to dla mnie najlepszy tom serii, choć jak wiecie, zostało ich kilka do końca i może coś tu się zmieni. Nie mam do czego się przyczepić, dlatego napiszę pewnie tylko o tym, co mi się najbardziej podobało - wszystko. Koniec recenzji. Tak naprawdę to nie. W sensie coś napiszę, ale odpowiedzią pozostaje: "wszystko". xD

Ci, którzy mówili, że ten tom bardziej mi podejdzie, bo jest tu więcej Geralta - mieli rację. Nie chodzi tylko o to, że „dużo Geralta = z automatu lepsza ocena”. Bardziej o to, że to jest historia o kryzysach i największy dosięga właśnie naszego wiedźmina. Każda z ważniejszych postaci przechodzi tu swój własny chrzest ognia. Jedni dopiero wchodzą w ten proces, inni są już w jego trakcie, nie wszyscy wyjdą z tego w całości. I właśnie obserwowanie tego jest najmocniejszym punktem książki.

Nie ma tu wielu wielkich, epickich pojedynków (poza końcówką i kilkoma mniejszymi walkami z losowymi żołnierzami), ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Znowu dostajemy motyw podróży - i to jest coś, co w Wiedźminie kupuję za każdym razem. Nie wiem, czemu aż tak dobrze to działa. Może przez ekipę, jaką zawsze przy takich okazjach dostajemy. Krasnoludy robią robotę jak zwykle, a tutaj dochodzi jeszcze Regis - którego po prostu uwielbiam. Wcześniej z gry, teraz oficjalnie też z książki.

Zaskoczyło mnie też to, jak bardzo podoba mi się wątek Dijkstry, choć tu chyba dość skromnie opisany. Nie dlatego, że mu kibicuję - wręcz przeciwnie. Po prostu lubię jego opanowanie i sposób, w jaki podchodzi do swojej roli. Jest w tym jakaś chłodna konsekwencja, która dobrze kontrastuje z resztą wydarzeń.

Nie podoba mi się natomiast wątek Szczurów i to, co dzieje się z Ciri - ale mam wrażenie, że dokładnie o to chodziło Sapkowskiemu. To ma uwierać. I szczerze mówiąc - jeśli dojdzie do spotkania z Bonhartem, to nie widzę tu miejsca na współczucie dla tej grupy.

No i jestem bardzo ciekawy, co dalej z Milvą, zwłaszcza po wydarzeniach spod mostu. Sapkowski moim zdaniem umiał całkiem dobrze opisywać traumy i trudne dylematy innych postaci, więc pewnie dał jej fajną historię w kolejnym tomie.

*

W razie czego tu macie link do mojej poprzedniej recenzji, czyli tomu 2. xD

*

> <

Gruba ryba2piorunów

@Dziwen może w końcu kiedyś przeczytam. Bardziej obawiam się jak Bonhartowi dobierze się Ciri do d⁎⁎y ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Fanatyk2piorunów

@Dziwen

> epickich pojedynków

Ale Geralt odbił dwie strzały na raz po raz pierwszy 😛

Pokaż więcej komentarzy (11)

GURU

w Bazar

55piorunów

639 + 1 = 640

*

Tytuł: Czas Pogardy

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 8/10

*

Nie ukrywam, że ta część podobała mi się mniej niż poprzedni tom. Są tu momenty wyraźnie lepsze pod pewnymi względami, ale też takie, które zwyczajnie frustrują. Lubię prostą zależność: im więcej w historii Geralta, tym bardziej wciąga mnie opowieść. I nie chodzi tylko o akcję.

„Problemem” jest chyba samo miejsce akcji. Kaer Morhen i podróż z Yarpenem były dla mnie ciekawsze niż lokacje z „Czasu pogardy”, co wpływa na odbiór całości. Do tego dochodzi sposób narracji, który nie zawsze mi odpowiada. Część wydarzeń poznajemy przez sceny z udziałem przypadkowych postaci, które najpewniej już nie wrócą. Rozmowy żołnierzy o rozkazach, okraszone drobnymi, niewiele wnoszącymi szczegółami, szybko zaczęły mnie męczyć, zwłaszcza gdy takich sekwencji pojawia się kilka z rzędu. Trudno się angażować w historie ludzi, którzy są tylko tłem. Wyjątkiem była scena z Tissaią de Vries i może ten fragment z królową elfów, który faktycznie coś wnosił. Rozumiem sens tych zabiegów, ale nie przekonuje mnie ich forma. Wolałbym, żeby ktoś pokroju Jaskra spiął to narracyjnie, zamiast takiego skakania między obozami i postaciami. Motyw mantikory działał, bo odnosił się bezpośrednio do Geralta i był jednorazowy.

Podobnie mam z opisami działań zbrojnych. Nawet znając mapę świata i realia, trudno się w tym połapać bez ciągłego sprawdzania szczegółów na telefonie. Jest tego dużo i momentami wydaje się to przesadzone. Zwłaszcza że oglądamy to z perspektywy przypadkowych ludzi w scenach, o których wspomniałem wyżej. Rozumiem taki zabieg, ale po prostu mi się nie podobał. Pewnie kwestia gustu.

Mimo tych zastrzeżeń to nadal bardzo... Wiedźmin. Klimat, postaci i tempo historii trzymają poziom. Wydarzenia na Thanedd to jedne z najlepszych i najbrutalniejszych scen akcji, jakimi do tego tomu uraczył mnie Sapkowski, może poza krótkimi epizodami z Riencem wcześniej. Yennefer trochę zyskuje, głównie przez relację z Geraltem i swoją "słodką tajemnicę". Motyw traumy Ciri jest poprowadzony przekonująco, a stan psychiczny Geralta zapowiada ciekawe rzeczy. Lubię takie momenty, gdy bohater musi się podnieść z naprawdę głębokiego dołka. Czuję też, że Vilgefortz będzie "dobrym" antagonistą. Ma to coś.

Zastanawiam się nad Szczurami, bo czuję, że jest ryzyko, że będą mnie irytować, ale mogą też okazać się ciekawym elementem historii. Szkoda tylko, że ich los nie jest już dla mnie tajemnicą, bo widziałem już gdzieś pewną scenę z Bonhartem.

*

Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. Tym razem chciałem coś nowego, dlatego zacząłem rysować Dziki Gon, jak pojawił się w historii, ale potem się okazało, że tyle go w tej książce, co kot napłakał i średnio pasuje. Dlatego jest w osobnym wpisie. xD

Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD

*

> <

Fanatyk1piorunów

@Dziwen fonfiłaki - skisłem 😍

Fanatyk1piorunów

@Dziwen ja for nie zgodze - cała saga o Geralcie byłaby nudna. A tak dozuje nam. Najlepszy był pobyt w Toussaint

Pokaż więcej komentarzy (8)

GURU

w Bazar

58piorunów

628 + 1 = 629

*

Tytuł: Krew Elfów

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 10/10

*

Po opisie walki z Riencem trudno byłoby wystawić tej książce niższą ocenę, niż 10, zwłaszcza że jestem fanem tych wszystkich postaci i tego świata. Sapkowski umiał w opisy walk. Widzicie? Do tej pory ciary, a skończyłem tamten fragment rano. XD

Jedyne do czego mógłbym próbować się przyczepić to te głosy wewnętrzne bohaterów, ale to jest krytyka mocno na wyrost. Czasami czułem, że wolałbym nie znać myśli danej postaci. Zwłaszcza Triss na początku. Wolałbym, żeby to fabuła zmusiła ją do wyznań, choć rozumiem taki zabieg. Tak jak na początku Merigold mnie irytowała i czuć, że jej intencje śmierdzą (no wiem, że tak, bo skończyłem Wiedźmina 2), tak jest przynajmniej jeden moment w którym trudno jej nie współczuć. Niby taki lekki opis, że w pewnej sytuacji nie miała włosów, a wyobrażenie zrobiło robotę.

Gdybym miał się skupić na tym, co mi się podobało, to bym wam pewnie całą książkę przekopiował, co nie ma sensu. Ale taką sceną która najbardziej mi się spodobała, była ta, gdy Geralt tłumaczy Ciri, dlaczego nie powinni się mieszać, przybliżając historię Aelirenn i jej walki.

> Być neutralnym to nie znaczy być obojętnym i nieczułym. Nie trzeba zabijać w sobie uczuć. Wystarczy zabić w sobie nienawiść.

Ogólnie cała ta wyprawa z Yarpenem miała sporo fajnych momentów. Niby nic wielkiego się nie dzieje, a człowiek nie traci zainteresowania, bo ma przed sobą dylematy moralne i z pozoru proste historie i przemyślenia. Z pozoru. A no i zakończenie tej historii było świetne. Nikt tak dobrze nie opisuje "skurwysyństwa", jak Sapkowski.

Tak, jak wspomniałem, ja jestem pozytywnie uprzedzony. Uwielbiam ten świat za to, jak wiarygodny pod pewnymi względami się wydaje. Bez pięknych słów i udawania. Gdzie potworem może być absolutnie każdy. No i uwielbiam Geralta, Ciri i Jaskra. Innych też, choć Yennefer to tak średnio bym powiedział. Dobrze napisana postać, ale polubić trudno.

*

Cytat niżej jest trochę dla mnie. Sporo krytyki wylało się na CDPR za to, że główną bohaterką będzie Ciri, dlatego postanowiłem prewencyjnie zbierać sobie takie fragmenty, żeby nie musieć tego potem szukać daleko. XD

> – Tak zwany Znak Aard, Ciri, to bardzo proste zaklęcie z grupy czarów psychokinetycznych, polegające na pchnięciu energii w żądanym kierunku. Siła pchnięcia zależy od koncentracji woli rzucającego i wydanej mocy. Może być znaczna. Wiedźmini zaadaptowali to zaklęcie, korzystając z faktu, że nie wymaga ono znajomości magicznej formuły – wystarcza koncentracja i gest. Dlatego nazwali to Znakiem. Skąd wzięli nazwę, nie wiem, być może ze Starszej Mowy, słowo “ard” znaczy, jak wiesz, “góra”, “górny” lub “najwyższy”. Jeżeli tak, to nazwa jest bardzo myląca, bo trudno o łatwiejszy czar psychokinetyczny. My, rzecz jasna, nie będziemy marnować czasu i energii na coś tak prymitywnego, jak wiedźmiński Znak. Będziemy ćwiczyć prawdziwą psychokinezę. Przećwiczymy to… O, na tym koszu, który leży pod jabłonią. Skoncentruj się.

Czyli o tym jak łatwo jest się nauczyć używać znaków. Otóż łatwo.

*

Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD

Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD

*

> <

GURU23piorunów

@Dziwen ehhh tak było... Częste mycie skraca życie, a umyty pingwin to pokąsany pingwin...

Ugryzienie owcy boli, lecz to rysunki od Dziwena goją się najdłużej. Ament. XD

Fanatyk9piorunów

Moja ulubiona część sagi

Pokaż więcej komentarzy (15)

GURU

w Bazar

71piorunów

626 + 1 = 627

*

Tytuł: Miecz Przeznaczenia

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 9/10

*

Dla mnie zbiór Miecz Przeznaczenia, to ten punkt, gdzie zaczyna się wiedźmińskie samo gęste. Tak, jak w przypadku Ostatniego Życzenia byłem w stanie wybrać najlepsze opowiadania, tutaj nie potrafię. Wszystkie mają w sobie coś fantastycznego, choć nie wszystkie są szczęśliwe.

Najbardziej zaskakujące było chyba opowiadanie "Wieczny ogień". To jaki tam powstaje chaos, jest po prostu piękne i chyba nie spotkałem się jeszcze z takimi scenami w innych tytułach, niezależnie od medium.

Gdyby ktoś mi zaczął wykręcać ręce, póki nie zdecyduję, które opowiadanie podobało mi się najbardziej i o ile jakaś zakapturzona postać by mnie nie uratowała, chyba wybrałbym "Coś więcej". Ta seria prawdziwych scen wymieszanych z halucynacjami była świetna. Zwłaszcza pewien obelisk, przy którym byłem przekonany, że imię pewnej rudowłosej kobiety było halucynacją, a tu proszę. Trochę ten temat rozwinę w recenzji Krwi Elfów. Chyba, bo nie wiem, czy taki detal można uznać za spoiler, zobaczymy.

A no i zakończenie w "Trochę poświęcenia" było mocne. Totalnie się tego nie spodziewałem. Wiadomo, świat wiedźmina jest brutalny, ale to... Ci, co przeczytali, wiedzą pewnie co mam na myśli.

Aaaaa i bym zapomniał. Pierwsze spotkanie Geralta z Ciri też mnie ujęło. Nie wiem czemu, ale lekko prychłem po tekście: "Wiesz Ciri, jak człowiekowi utną głowę, to można od tego umrzeć." Ich rozmowy to było to. xD

*

Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD

Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD

*

> <

Fanatyk4piorunów

Zazdro czytania po raz pierwszy

Fanatyk2piorunów

@PanNiepoprawny nie martw się. Trochę lat na karku przybędzie i znów zaczniesz czytać te same książki po raz pierwszy.

Fanatyk3piorunów

@eloyard ja mam 4 dychy na karku a to już 10 razy czytałem.

Fanatyk1piorunów

@PanNiepoprawny ale skleroza trochę później chodzi ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Osobistość3piorunów

@Dziwen

Czytałem jakieś 2 lata temu i już nic nie pamiętam xD
Musze odświeżyć.

Pokaż więcej komentarzy (14)

GURU

w Bazar

58piorunów

625 + 1 = 626

*

Tytuł: Ostatnie Życzenie

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 7.5/10

*

Nie jest to moje pierwsze podejście do Wiedźmina, ale muszę się przyznać, że mimo przejścia gier po kilka razy, w przypadku książek zawsze kończyłem w okolicy połowy "Ostatniego Życzenia". Nie dlatego, że to słabe opowieści, a raczej ze względu na własną ułomność lat młodzieńczych. Teraz to zmieniam, a przynajmniej się staram korzystać, mając sporo czasu w pracy.

W przypadku tego zbioru opowiadań mam pewien problem z oceną, bo większość już znałem i to w miarę dobrze. To siłą rzeczy u mnie prywatnie trochę ujmuje tego efektu świeżości. No ale jest klimat i to całkiem dobry start serii. To, co bardzo mi się podoba w tych pierwszych dwóch książkach, jest podzielenie ich na osobne opowieści. Trochę to daje takie wrażenie misji w grach i motywuje do kończenia ich jednym ciągiem. Wiadomo, to są opowiadania z fantastyki, więc taka forma była wymuszona. I dobrze.

W kwestii ulubionych opowiadań chyba najlepsze dla mnie to Mniejsze Zło i Wiedźmin, choć każde ma coś w sobie.

Świat wykreowany przez Sapkowskiego ma to coś i ten zbiór dał dobre ku temu podwaliny.

*

Swoją drogą ten audiobook, jaki wydała SuperNOWA to absolutna klasa światowa. W skali do 10, u mnie ma jakieś 15. xD

*

Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD

*

> <

Fanatyk3piorunów

Wiedźmin to jest absolutny klasyk. Sam sposób narracji. Ehh, szkoda, że już tak nie pisze.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Książki

25piorunów

589 + 1 = 590

Tytuł: Ciekawe historie vol. 2

Autor: Tomasz Czukiewski

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Ciekawe Historie

Format: audiobook

Czas słuchania: 4 h

Ocena: 8/10

Powtórzę się, ale tytuł „Ciekawe Historie” nie jest tylko przynętą. To rzeczywiście ciekawe historie i to bardzo. Jednak odniosę się do tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie i/lub skłoniły do przemyśleń.

Zacznijmy od początku: czy pamiętnik może być wiarygodnym źródłem?

Z jednej strony tak - w końcu jego autor brał udział w wydarzeniach i opisywał je „na gorąco”.

Z drugiej strony nie - każdy przetwarza je na swój sposób i relacje świadków mogą się różnić. Dochodzą do tego uprzedzenia, różne poziomy empatii, inteligencji, także emocjonalnej.

Autor audiobooka zastrzegł, że Calek Perechodnik nie był badaczem historycznym i w swoim pamiętniku przedstawił jedynie swoją perspektywę. Niekoniecznie pozytywną dla Polaków, którym zarzucił złe traktowanie Żydów. Czy można się im dziwić, gdy Niemcy chcieli wytrzebić Żydów właśnie? Brak ich obecności w miastach oferował względny spokój.

Poza tym z relacji Calka można dowiedzieć się, że Żydzi sami źle traktowali innych Żydów. Niemcy potrzebowali robotników - nikt z getta nie chciał pójść. Wytypowano najuboższych, którzy nie mieli ani pieniędzy, żeby się wykupić, ani znajomości, które mogłyby im pomóc. Ba, sama policja żydowska była tego dowodem.

Nie chcę tutaj nikogo oceniać. Była wojna, istniało realne zagrożenie śmierci, która mogła przyjść każdego dnia. Pewnie każdy chciał przeżyć i robił to, co mógł, by przetrwać to piekło. Trudno jest postawić się w ich sytuacji i łatwo jest mówić, że mogli zrobić inaczej. Tylko że nas to nie dotyczyło i mam nadzieję, że nigdy nie będzie.

Rozdział o niewolnictwie sprawił, że zacząłem myśleć o rodzicielstwie. A raczej o tym, dlaczego ludzie decydują się na dzieci, kiedy sytuacja temu nie sprzyja.

Dzieci niewolników rodziły się już zniewolone. Nie miały na to wpływu, nie mogły dokonać wyboru - zostawały skazane na niewolnicze życie. Nie rozumiem, jak można skazać własne dziecko na ten sam bądź nawet gorszy los.

Rozumiem, że w tamtych czasach mentalność była zupełnie inna. Być może seks stanowił jedyną przyjemność dla niewolników, której nie potrafili sobie odmówić. Efektem tego były kolejne pokolenia niewolników.

Antynatalistą nie jestem, jednakże nie jestem też zwolennikiem nieprzemyślanych decyzji, szczególnie gdy dotyczą nowego życia. Które, powtórzę się, nie ma nic do gadania. Widok wielodzietnych, biednych rodzin jest dla mnie przykry i jasne, niby pieniądze nie dają szczęścia, ale dają poczucie bezpieczeństwa i zwiększają szansę na godne życie.

Cieszę się, że autor audiobooka decyduje się przytoczyć mniej znane historie, jak chociażby ta o ewakuacji polskiego złota po wybuchu drugiej wojny światowej. Nie sądziłem, że to może być tak fascynująca opowieść.

Podobnie jak ta o potomstwie Stalina. O Józefie powiedziano wiele, jednakże nigdy wcześniej nie słyszałem o jego dzieciach. Najbardziej rozbawił mnie fragment, z którego wynika, że w domu aż takim dyktatorem Stalin to nie był i czasem musiał się kryć przed swoją o wiele młodszą, drugą żoną. Kto by pomyślał. ; )

Nie żałuję decyzji o zakupie pakietu audiobooków i łapię się na tym, że wieczorami nie mogę się doczekać, aż przesłucham kolejny rozdział w drodze do pracy.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość

w Hydepark

3piorunów

Poniżej zamieszczam fragment książki Paragraf 22 czytanej przez Krzysztofa Globisza, polecam gorąco ten audiobook jeżeli ktoś jeszcze nie słyszał.

Sam fragment jest chyba moim ulubionym z książki, dotyczy oskarżenia Clevingera i jest po prostu idealny, absurdalny, zabawny ale i też niesamowicie smutny z tą puentą. To powtarzający się schemat w tej książce, jak czytelnik się śmieje do rozpuchu to zaraz dostaje cios w najmniej spodziewanym momencie, po prostu uwielbiam.

https://soundcloud.com/dzoniak/paragraf22-clevinger/s-YsekF7yWptr?si=55780ecfa22f4aa5a42922651bca1db1&utm_source=clipboard&utm_medium=text&utm_campaign=social_sharing

GURU

w Bazar

33piorunów

560 + 1 = 561

*

Tytuł: Atomowi. Testy nuklearne na ludziach

Autor: Łukasz Dynowski

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Agora

Format: audiobook

Długość: 6h

Ocena: 7/10

*

Nie wiem, czy będę w stanie napisać coś odkrywczego, bo @WujekAlien , który zachęcił mnie swoją recenzją o **TUTAJ**, w sumie napisał wszystko to, co ja sam mógłbym powiedzieć o tej książce pozytywnego. Przyznam, że niektóre opisy, widziane przez pryzmat obecnego poziomu wiedzy o bombach atomowych, wprowadzały w lekki niepokój. Lekki, bo w momencie słuchania siedziałem wygodnie w samochodzie, a nie na krzesełku z innymi żołnierzami, czekając na wybuch i robiąc za królika doświadczalnego.

W zasadzie jedynym grubszym minusem tej książki była jej powierzchowność. Im dalej w las, tym robi się gęściej, ale zwłaszcza na początku miałem wrażenie, że temat jest tylko zarysowany, bez większej chęci, żeby wejść głębiej. Takie Wyspy Marshalla i tamtejsza rdzenna ludność dostały ekspozycję równą może dwóm średniej długości artykułom, tylko chyba rozciągniętym na więcej słów. Kiedy kilka lat temu sam zagłębiałem się w ten temat, chcąc napisać coś na hejto, chyba wiedziałem więcej, niż wynika z tej książki. Na szczęście to najpewniej efekt tego, że jej celem było skupienie się na żołnierzach, a nie na cywilach. Ci drudzy oczywiście się pojawiają, ale wyraźnie schodzą na drugi plan wobec tych, którym wydawano rozkazy, by maszerować w stronę grzyba atomowego.

Pewnie trochę się czepiam, ale zabrakło mi też głębszego wejścia w doświadczenia tych, którzy obserwowali wybuchy z bardzo bliskiej odległości. Kilka razy przewija się opis, jakoby byli w stanie widzieć kości - swoje i swoich kolegów - podczas eksplozji, i jest to raczej traktowane jako fakt. Oczywiście nie jestem fizykiem i nie siedziałem na krzesełku na jakiejś pacyficznej wyspie, ale brzmi to, co najmniej wątpliwie. Oczy tak nie działają. To, co widzieli, było najprawdopodobniej reakcją na ekstremalnie intensywne światło, które oślepiało nawet przez gogle ochronne i zamknięte powieki. Bo powieka to w gruncie rzeczy tylko cienka warstwa skóry - ma swoje ograniczenia.

Jak wspomniałem - to raczej czepialstwo z mojej strony. Cała reszta jest naprawdę „fajna” - o ile w ogóle można użyć tego słowa w tym kontekście. Dostajemy sporo bardzo trudnych historii związanych ze śmiercią, deformacjami u dzieci i tuszowaniem wszystkiego przez różne rządy USA. Bo prawda jest taka, że nie tylko ci, którzy byli zmuszani do roli królików doświadczalnych, zapłacili za to najwyższą cenę, ale i ich potomkowie. No, nie wszyscy byli zmuszani. Chyba kilku zgłosiło się na ochotnika. Nie wiem, czy to dobrze pamiętam.

Tak jak wspomniał [@WujekAlien](/uzytkownik/WujekAlien) w swojej recenzji, książka sprawdza się raczej jako wstęp do dalszego zgłębiania tematu. Punkt wyjścia, ale całkiem solidny i godny polecenia.

Skupiłem się bardziej na minusach, bo @WujekAlien przedstawił głównie pozytywy. Uznałem, że ich przepisywanie byłoby bezcelowe, zwłaszcza że z większością się zgadzam. Zresztą, kto by czytał takie recenzje-kobyły na kilka stron A4. Mam wątpliwości, czy ktokolwiek to czyta. xD

*

> <

Lider1piorunów

@Dziwen fakt, ten motyw widzenia kości przewija się kilka razy, ale autorowi nie chciało się go wyjaśnić, w sumie, jak żadnych innych zjawisk, które opisuje 😉

GURU

w Bazar

28piorunów

532 + 1 = 533

*

Tytuł: Poziom śmierci

Seria: Jack Reacher

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Lektor: Kamil Pruban

Długość: 15h

Ocena: 7.5/10

*

Wybierając kolejną książkę z tej lżejszej półki, nie spodziewałem się, że akurat Poziom śmierci wciągnie mnie aż tak mocno, zwłaszcza że zawiera pewne elementy, które zwykle mnie w podobnych tytułach irytują.

Z Jackiem Reacherem miałem już wcześniej styczność: widziałem jeden film i połowę pierwszego sezonu serialu Amazona, który porzuciłem chyba tylko dlatego, że w tym samym czasie wyszła gra, na którą czekałem. Klasyczny problem jednego slotu czasowego - musiałem wybierać. Nie wiedziałem czego się spodziewać po książkowej wersji pierwszego sezonu, ale postanowiłem, że spróbuję go ukończyć właśnie w taki sposób. I to był strzał w dziesiątkę - no, patrząc na ocenę w 7.5/10, a to całkiem sporo.

Przede wszystkim czyta się to dosłownie jak serial, lekko rozszerzony o myśli głównego bohatera. Przez pewien czas zdumiewało mnie, jak dobrze to wszystko zostało odwzorowane. Sceny z "Poziomu śmierci" przeniesione do serialu dosłownie 1:1. Książkowy Reacher też nie kipi od strony opisów, a sceny mają mocno akcyjny charakter. Możliwe, że wpływa na to mój ulubiony sposób narracji, bo ten dostajemy z głowy głównego bohatera, a że Reacher raczej nie ma zmysłu artystycznego, nie mamy opisów kurtyn w jakimś motelu na 50 stron. Nie ma też rozwleczonych scen akcji, poza jedną. Wszystko dzieje się szybko, nie ma durnych monologów złoli o tym, dlaczego coś robią, a jak do kogoś się strzela, to w głowę i koniec historii.

Jestem dość specyficzny i zupełnie nie przeszkadzają mi niedopowiedzenia. Wręcz przeciwnie, lubię je, bo dają przestrzeń do własnych interpretacji. Seria o Reacherze jest rozbudowana, więc brak natychmiastowych odpowiedzi (np. dlaczego Jack wyleciał ze służby) traktuję raczej jako coś, co może wybrzmieć później, w lepszym momencie fabularnym. Zwracam na to uwagę głównie dlatego, że widziałem to u kogoś w recenzji, jako zarzut. Dla mnie zaleta.

Są jednak rzeczy, które mnie standardowo męczą w takich historiach, jak „efekt 007”, czyli obowiązkowy wątek romantyczno-erotyczny. Mam do tego alergię, bo to często wydaje się doklejane na siłę. Tutaj jeszcze da się to przełknąć, ale mam przeczucie, że w kolejnych częściach stanie się to niestety powtarzalnym schematem.

Do tego dochodzą drobne zgrzyty fabularne. Niby nic dużego, ale momentami czuć przekombinowanie. Akcje w stylu: Reacher rozcina z impetem pudło z upchniętym hajsem, kasa frunie rozwiewana przez wiatr i to tworzy zasłonę dla głównego bohatera. No nie, nie, nie. Albo idziesz do typa, co zarządza bankiem, pytając o byłego pracownika, którego zwolnił. Jesteś na dobrą sprawę nikim, a on cię bierze do biura i robi małe TED Talks o tym, na czym nowoczesne banki zarabiają pieniądze. No nie. Znowu nie. Przekombinowane, choć nie razi aż tak mocno. Może w kolejnych książkach jest to trochę lepiej poprowadzone. Wybaczam.

Czy nie pasuje mi to, że Reacher to taki badass, co może i robi wszystko? Nie, bo nie odniosłem takiego wrażenia. Często dochodziło do sytuacji, w których chłop łapał znacznie wolniej to, co ja już widziałem od dawna. Nie chodzi tu o samą główną oś intrygi, ale jej elementy. Tak, będzie pierwszym, poza jedną osobą, który to wszystko rozgryzie, ale mam wrażenie, że czytelnik zrobi to przed nim. I to lekko mi podważa wizję Jacka wszechmogącego, nawet jak jest pod względem scen akcji trochę jak terminator. Z innej strony na dobrą sprawę ta książka nie daje mu silnych fizycznie przeciwników po szkoleniu wojskowym, którzy wiedzą, z czym się mierzą.

Dla mnie ta książka jest naprawdę fajna, a w wersji audio jeszcze lepsza i pewnie będę kontynuował w takiej formie. Nie mam ani czasu, ani chęci ostatnio do oglądania seriali. Jak wcześniej wspomniałem - ten sam slot, co gry, a tych też mam backlog ogromny.

*

Swojo drogo te opisy z okładek strasznie mnie krzywią. Tu lepszy od Bonda, czy Bourne'a, tam nie ma sobie równych. Najtwardszy z twardzieli. Matko Bosko. Na szczęście to tylko durne zdania z okładek.

*

>

Fanatyk

w Hydepark

9piorunów

"Życie w chłopskiej chacie"

Kamil Janicki

audiobook

Książki wysłuchałem w formie audio głównie przy pracy. Cóż... jakoś szczególnie mnie ona nie zaskoczyła, ale była ciekawa jako całość. Autor skupia się na życiu polskiego chłopstwa głównie w XVIII i XIX wieku od czasu do czasu odnosząc się też do początku wieku XX. Powołuje się przy tym na liczne źródła pisane: wspomnienia, prace tzw. społeczników, artykuły prasowe, opinie historyków i badaczy życia wiejskiego. Dlaczego nie miałem efektu zaskoczenia? Chyba dlatego, że wcześniej już zetknąłem się z materiałami Kamila Janickiego na YouTube, gdzie opisywał realia życia na polskiej wsi. Jednak dla tych, dla których dawna polska wieś, to fajne domki w skansenach albo "Chłopi" Reymonta, gdzie największym dramatem jest wywiezienie na gnoju książka może być niemałym szokiem. Polski chłop jadł marnie, żył w brudzie i smrodzie a jego świadomość o otaczającym świecie była mała a pomniejszana jeszcze przez zabobon. Autor w kolejnych rozdziałach opisuje różne kwestie chłopskiego życia od takich podstaw jak dieta, warunki mieszkaniowe i choroby po pożycie małżeńskie i rozrywki. Sporo wiedzy i ciekawostek podanych w dość przystępny sposób. Moim zdaniem warto. Co ciekawe słuchając o wieku XVIII czy XIX w niektórych wypadkach nie miałem wrażenia, że to czasy aż tak odległe. Mając okazję wielokrotnie rozmawiać z ludźmi, którzy pamiętali polską wieś z czasów przedwojennych lub krótko powojennych natrafiałem na opisy podobne temu, co przytacza Janicki w swojej książce.

GURU5piorunów

Ważnym pytaniem jest to, czy można ufać w tej kwestii gościowi, który strzela nowymi książkami, jak z karabinu maszynowego, niemal dorównując w tym Remigiuszowi Mrozowi.

Mnie kiedyś przed Janickim ostrzeżono, to i ja ostrzegę, by nie brać wszystkiego, co pisze na poważnie, bo lubi dobierać przykłady pod tezę i pisać historię "po swojemu".

Fanatyk0piorunów

@Dziwen tutaj mi się treść książki jednak zazębia z pozycjami z którymi gdzieś tam się wcześniej zetknąłem chociażby we fragmentach. Plus jeszcze, to co znam z opowieści osób pamiętających chociażby międzywojenną lub powojenną polska wieś. Co do samego Janickiego, to wiem, że opinie o nim są podzielone.

Fenomen2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

GURU2piorunów

@Vampiress krytyka jest. Po prostu nie przebija się tak dobrze, jak tezy Janickiego.

https://sigillumauthenticum.pl/kamila-janickiego-apologia-niewolnictwa-doby-rzeczpospolitej-szlacheckiej/

Zresztą tak samo jest w wielu innych dziedzinach, nawet za granicą. Graham Hancock latami pisał książki o prastarych cywilizacjach, które leciały w kosmos popularności, mimo że nie miały za wiele wspólnego z nauką i krytyka też się nie przebijała do mas, bo najważniejsze to być pewnym siebie i mieć gadane. Jak masz podejście naukowe i nie masz 100% pewności, to z góry stoisz na gorszej pozycji.

Kamila Janickiego apologia niewolnictwa - Sigillum Authenticum[vc_row][vc_column][vc_single_image image=”181″ img_size=”large” alignment=”center”][/vc_column][/vc_row][vc_row][vc_column][vc_column_text]Jednym z najgorętszych tematów w polskiej publicystyce historycznej ostatnich miesięcy jest szeroko rozumiany zwrot ludowy, często nazywany również ludowym nurtem w humanistyce lub ludową historią Polski. Przedmiotem powstających w tym obszarze artykułów i książek jest historia naszego kraju, prezentowana z perspektywy chłopów jako warstwy społecznej. Narracja wokół “nowych” dziejów ludowych tworzona jest…Sigillum Authenticum
Fenomen0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

GURU0piorunów

@Vampiress nikt nie proponuje skreślania, tylko trochę sceptycyzmu. Każdy ma swój rozum.

GURU3piorunów

@WatluszPierwszy Tak jak jedni romantyzują polską wieś, tak Janicki zdecydowanie dramatyzuje..
Przeczytałem chyba Pańszczyznę i trochę jego twórczości internetowej to się czułem jakby każdy chłop miał swojego prywatnego pana, który cały dzień go batoży i jedzenie z rąk wyrywa.

Fenomen1piorunów

@zuchtomek w temacie polskiego chlopstwa mozna zauwazyc dwa skrajne podejscia - i Janicki zdecydowanie reprezentuje to bardziej "czarne"

GURU2piorunów

@Pirazy Bo prawda jest taka, że kolorowo raczej nie było, problem w tym, że Janicki za dosłownie wszystko obwinia panów ziemskich i wszelkie zło przedstawia jako codzienność - tak jakby każdy chłop 'chciał uciec do wielkiego miasta, a Pan go przykuwał do grzejnika, poił alkoholem i torturował dla własnej przyjemności' podczas gdy to dużo bardziej skomplikowane jest, bo taki 'wolny chłop' to sam za bardzo by nie przetrwał, nie znał innego życia, nie mógł wziąć PKS'a do Krakowa (o ile wiedział o jego istnieniu) i odmienić swojego życia bo nie miał nawet wiedzy o innych możliwościach i szlachta nawet za bardzo do utrzymania tego stanu rzeczy się nie musiała przykładać pewnie.

Pokaż więcej komentarzy (11)

GURU

w Bazar

35piorunów

517 + 1 = 518

*

Tytuł: Czarna owca medycyny

Autor: Jeffrey Alan Lieberman

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: audiobook

Długość: 12h 36min

Liczba stron: 344

Ocena: 7/10

*

Na hejto mieliśmy już pewnie z 5 recenzji tej książki i nie wiem czy będę w stanie dodać tu coś odkrywczego. Czarna @bojowonastawionaowca medycyny wprowadza nas w historię całej dyscypliny związanej z zaburzeniami psychicznymi i moim zdaniem jest do tego tematu świetnym wstępem. Nawet jak już coś tam wiecie, pomoże wypełnić pewne luki i poukładać to wszystko w czasie.

Moim zdaniem tym, co zabija trochę jej potencjał, jest zbyt rzadkie odnoszenie się do tematu z perspektywy nieamerykańskiej. Ma to sens, ale niekoniecznie sprawia, że temat powstania i sporów o "biblię psychiatrów" - DSM od II do V będzie bliski Europejczykom. Nawet jak DSM-III był rewolucją która wpłynęła na kształt "naszej biblii", czyli wtedy ICD-10, a obecnie ICD-11. Chodzi oczywiście o klasyfikację i diagnozę chorób psychicznych. Mnie zainteresowało, ale bywam specyficzny.

Z mojej perspektywy najciekawsze były tematy wokół freudystów i ich dość religijnego, nienaukowego podejścia, jak i te związane z pierwszymi diagnozami i metodami leczenia. Za to rozdział o zwiększającej się świadomości społeczeństwa najchętniej bym pominął, bo mnie wynudził.

Na plus jest styl tej książki. Nie ma żargonu, wszystko raczej wpłata się w opowieść. Łatwo się przyswaja.

Czy polecam? Raczej tak. Zwłaszcza jak ktoś chciałby zacząć we właściwym miejscu. Idealna książka do rysowania tła pod poważniejsze tematy, które dzięki niej będzie łatwiej zrozumieć.

*

>

GURU

w Bazar

57piorunów

499 + 1 = 500

*

Tytuł: Przegryw: mężczyźni w pułapce gniewu i samotności

Autor: Aleksandra Herzyk, Wieczorkiewicz Patrycja

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.

Format: audiobook

Długość: 9h 23min

Liczba stron: 320?

Ocena: 7.5/10

*

Powiem szczerze, że patrząc na to, jak spolaryzowane były opinie o tej książce, spodziewałem się jakiejś ostrej jazdy z incelami i przegrywami. Tymczasem dostałem całkiem ciekawą, momentami wręcz życzliwą opowieść. Widać, że autorkom zależało na ludziach, których opisują, i że zbudowały z nimi fajne relacje - przynajmniej z tymi, którzy byli na to otwarci.

Warto jasno powiedzieć: to nie jest książka, która "wyjaśnia" całe zjawisko inceli czy przegrywów.

Dla porządku - chodzi o środowiska skupione wokół mężczyzn, którzy czują się wykluczeni z relacji romantycznych i społecznych. "Incel" (involuntary celibate) to ktoś, kto postrzega swoją samotność jako przymusową, często tłumacząc ją wyglądem, statusem czy "genetyką". "Przegryw" to szersze określenie - obejmujące ludzi przekonanych, że przegrali życie na wielu poziomach, nie tylko relacji.

Ta książka to raczej zbiór historii - konkretnych ludzi, którzy opowiadają o swoim życiu, przekonaniach i o tym, skąd one się wzięły. Całość jest uzupełniona o kontekst: wyjaśnienia terminologii, historii środowiska, internetowych memów, a także komentarze specjalistów. Dzięki temu dostajemy obraz grupy, którą łączy etykietka "przegrywa" i "incela", ale poza tym różni właściwie wszystko. I to chyba jest najważniejszy przekaz tej książki - że nie każdy incel to mizogin czy radykał z jednego, przewidywalnego nurtu politycznego.

Spektrum historii jest naprawdę szerokie: od ludzi funkcjonujących w miarę normalnie, po osoby ewidentnie toksyczne czy agresywne. Pojawia się też epizod z użytkownikiem znanym na hejto - i nie jest to jakieś niewinne cameo.

Autorki zbierały materiał przez około półtora roku. Zaczęły od Wykopu, a później zostały zaproszone na serwer Discorda, który miał być bezpieczną przystanią dla osób faktycznie identyfikujących się jako przegrywy. Na Wykopie często pojawia się trolling i przez to panuje mniejsza otwartość, a samo pojęcie "prawdziwego przegrywa" bywa tam przedmiotem sporów i wojen. Zwłaszcza między różnymi pillami.

Na początku kobiety były traktowane wrogo, ale z czasem zdobyły zaufanie rozmówców. Doszło do rozmów głosowych, spotkań, a nawet kontaktów z rodzinami bohaterów. Od samego początku czuć przy tym dużą życzliwość autorek - nawet wobec osób, które na starcie próbowały je odstraszyć kreatywnymi inwektywami. Każdy z bohaterów miał wgląd w gotowy tekst i wiedział dobrze na co się pisze. Zwyczajnie większość z nich uznała, że ktoś musi o tym opowiedzieć, bo inaczej zrobi to za nich ktoś inny.

Język to jedna z rzeczy, które najbardziej wyróżniają tę książkę. Nie ma tu pudrowania ani ugrzeczniania - jak powoli dostajemy nowe terminy, to potem one po prostu funkcjonują w tekście. Bywa ostro i ofensywnie, choć niektóre określenia potrafią też rozbawić swoją absurdalną kreatywnością. Przy "wbijaniu magika" parsknąłem lekko śmiechem - nie dlatego, że śmieszy mnie czyjaś negatywna sytuacja, tylko przez to, jak bardzo przypomina to system osiągnięć z gier, a i jaka kreatywna nazwa. Na końcu jest słowniczek, więc łatwo się odnaleźć, jeśli ktoś się pogubi.

Komentarz autorek jest obecny, ale zupełnie nie w takiej formie, jakiej się spodziewałem po opiniach. Nie ośmieszają, nie szydzą, nie wbijają szpilek (poza jednym skrajnym przypadkiem gościa grożącego jednej śmiercią). Ich rola polega głównie na dawaniu kontekstu - sprawdzaniu tez, zestawianiu ich ze statystykami, opiniami ekspertów i szerszym obrazem zjawiska, także poza Polską (chany, Reddit itd.).

Moim zdaniem to nie tylko dobra książka, ale przede wszystkim potrzebna - również dla samych ludzi, którzy określają się jako przegrywy czy incele. Może być punktem wyjścia do tego, żeby ktoś na serio pochylił się nad tym zjawiskiem.

Daję DZIWEŃSKI ZNAK JAKOŚCI. Warto.

*

>

Gruba ryba1piorunów

@Dziwen Krąży legenda potwierdzona obserwacjami, że incele przekraczający 30 rok życia, który nie tknęli żadna częścią swego ciała innej kobiety niż matka i babka stają się magami, i zyskują moc rzucania zaklęć.

Pokaż więcej komentarzy (22)

GURU

w Bazar

36piorunów

494 + 1 = 495

*

Tytuł: Sensacyjne życie ptaków

Autor: Adam Zbyryt

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: audiobook

Długość: 10h

Liczba stron: 320?

Ocena: 7/10

*

Mam problem z tą książką. Z jednej strony daje masę ciekawostek o życiu ptaków i to dużo bardziej zróżnicowanych niż poprzednio, ale… dygresje. Pełno dygresji. Już na starcie autor zaznacza, że to nie jest tytuł wyłącznie o ptakach i faktycznie to czuć.

"Sensacyjne życie ptaków" to coś w rodzaju przeglądu popcornowych tematów z ptasiego świata - od ptaków pijących krew, przez trujące przepiórki, ptasią masturbację, jedzenie odchodów, "kosmetyki", samoleczenie, kończąc na ptasim homoseksualizmie. Jakiś bori mógł zostać pominięty. Z pozoru clickbejt, w praktyce dość naukowa opowieść, choć autor ucieka od tego stwierdzenia. Każde zagadnienie tak, jak w poprzednio recenzowanej przeze mnie książce jest analizowane z wielu perspektyw, a autor nie skacze na hipotezy, jak jurny królik i jasno zaznacza kiedy czegoś nie wiemy.

Gdzie problem? Cóż. Czasem autor leci do ciepłych krajów próbując zarysować pewien koncept, a jak już wraca, to się okazuje, że powiązanie między dygresją, a tematem przewodnim bywa luźne, a w sporadycznych przypadkach, nie ma go w ogóle. Nie jest aż tak tragicznie, jak w "Rzeczy o ptakach" innego autora, ale bywa to lekko dezorientujące. Zwłaszcza w połączeniu z okazjonalnym chaosem. Nie raz musiałem się cofnąć, żeby sprawdzić czy coś przeoczyłem, by odkryć, że nie, po prostu autor musiał zastosować jakiś skrót myślowy i mnie zgubił. Mam też wrażenie, że dużo więcej jest tu prywatnych przemyśleń, czasem za dużo.

Ogólnie uważam, że tym co najmocniej ciągnie ten tytuł w dół, jest brak odpowiedniej korekty, a sama treść jest fajna. Trochę jak dobry schabowy, ale dostajemy go na tekturowym talerzu i mamy kroić plastikowym nożykiem. Adam Zbyryt ma bardzo fajny sposób przekazywania wiedzy o ptakach, ale chyba przydałby się ktoś, kto by przy nim stał z dmuchanym, balonowym kijem bejsbolowym i robił boink za każdym razem jak wlatuje za gruba dygresja. XD

Nadal uważam, że to dobra książka. Po prostu trzeba być gotowym na to, że tego schabowego będziecie jedli łapkami.

*

:bird: To już trzecia książka ornitologiczna jaką zrecenzowałem. Nie wiem czy będę kontynuował, zobaczymy. Inne recenzje znajdziecie tutaj:

:small_orange_diamond: 9/10 - **Czego się boją ptaki?** - Adam Zbyryt

:small_orange_diamond: 5/10 - **Rzecz o ptakach** - Noah Strycker

*

>

Lider1piorunów

@Dziwen dlatego Zbyryta się znakomicie słucha w poniedziałkowe przedpołudnia w Radiu 357, ale do książki podchodzę z lekkim dystansem 😛

Fanatyk3piorunów

Dziwna tematyka

GURU1piorunów

@TyGrySSek typowo ciekawostkowa. Dla przykładu w temacie o masturbacji okazuje się, że na wolności nikt tego nigdy nie zaobserwował, a taka reakcja u niedzikich ptaków najczęściej jest spowodowana stresem.

Pokaż więcej komentarzy (6)

GURU

w Bazar

38piorunów

487 + 1 = 488

Tytuł: Czego się boją ptaki?

Autor: Adam Zbyryt

Kategoria: popularnonaukowa, reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: audiobook

Długość: 9h 33min

Liczba stron: 336

Ocena: 9/10

Po absolutnie tragicznej "Rzeczy o ptakach" sięgnięcie po kolejną książkę ornitologiczną z tej samej listy "najlepszych" mogło wydawać się ryzykowne, a nawet zakrawać o masochizm. Tym razem jednak było warto. Choć na Lubimy Wkurzać obie pozycje mają bardzo zbliżone oceny (7,5 i 7,6 na 10), różnica jakościowa między nimi jest ogromna. Dosłownie jak między "Zmierzchem" a "Władcą Pierścieni".

"Czego się boją ptaki?" to książka o wpływie stresu na niemal każdy aspekt życia ptaków. Autor zaczyna od podstaw - wyjaśnia, skąd wiemy, że odczuwają stres - a następnie prowadzi czytelnika przez ich reakcje na zagrożenia, wpływ stresu na sukces lęgowy, strategie radzenia sobie z niebezpieczeństwem, aż po kwestie związane z jajami i tym, jak stres rodziców oddziałuje na potomstwo. Temat okazuje się znacznie szerszy, niż mogłoby się początkowo wydawać. No, przynajmniej ja się nie spodziewałem, że będzie tak rozległy i spleciony z masą innych rzeczy.

Dobrym przykładem jest tu temat częstotliwości zdrad samic modraszek w zależności od poziomu stresu i tym, jak starają się je ukrywać. Czy rogacz może to zaakceptować?

Największą siłą tej książki jest sposób, w jaki wiedza została przedstawiona. Niemal wszystko jest logicznie wplecione w opowieść opartą na ptakach. Tutaj nie da się już skakać po rozdziałach, bo auror lubi je ze sobą łączyć, co dla mnie jest pozytywne. Ludzie pojawiają się rzadko, głównie w formie anegdot, a jeśli autor odwołuje się do zjawisk psychologicznych, robi to krótko, przystępnie i z wyraźnym wskazaniem źródeł. Co ważne, nie przyjmuje bezkrytycznie każdej ptasiej hipotezy - jasno zaznacza, które obserwacje mogą nie przetrwać próby czasu. Całość opiera się w dużej mierze na solidnych danych, co dodatkowo wzmacnia wiarygodność książki. Przynajmniej w moich laickich oczach.

Nie oznacza to jednak, że jest ona pozbawiona wad. Najbardziej zauważalnym problemem dla mnie jest okazjonalne moralizatorstwo - nie tyle w kontekście zmian klimatu, bo z tym nie mam problemu, co raczej sugestii dotyczących tego, jak żyć i co myśleć, czasem kompletnie w oderwaniu od tematu. To typowa słabość tego typu publikacji i choć pojawia się sporadycznie, potrafi wybijać z rytmu. Na szczęście stanowi to może kilka procent całości, co wypada bardzo dobrze zwłaszcza w porównaniu z "Rzeczą o ptakach", gdzie podobne wstawki były znacznie częstsze i bywały zupełnie nie na temat.

Książka wyróżnia się także ogromną liczbą ciekawostek i historii. Jest ich tak dużo, że praktycznie niemożliwe jest zapamiętanie wszystkiego po jednym podejściu - co paradoksalnie działa na jej korzyść. To jeden z tych tytułów, do których warto wracać, by zapamiętać więcej szczegółów. Ja rzadko wracam, bo wychodzę z założenia, że mamy do wyboru tyle pozycji, że lepiej skoczyć po coś innego, niż zaliczać jakiś tytuł ponownie, ale tu z pewnością zrobię wyjątek i zapoluję na wersję papierową.

Gdzieś przy końcu autor pokazuje też gdzie szukać informacji o ptakach i jak można je rozpoznawać np. przy użyciu telefonu. Nie jest to zbyt rozbudowany segment, ale może komuś pomoże. Sam używam aplikacji Merlin Bird ID, o które autor też wspomniał.

Warto też zaznaczyć, że to dopiero moja druga książka ornitologiczna, więc pewnie istnieją jeszcze lepsze tytuły. Na ten moment jednak "Czego się boją ptaki?" zrobił świetne wrażenie. Zacząłem już kolejną książkę tego samego autora - "Sensacyjne życie ptaków" - i obecnie zapowiada się dobrze.

*

Na ten moment daję DZIWEŃSKI ZNAK JAKOŚCI i polecam serdecznie. W wersji audio za każdym razem jak pojawi się ważny, nowy ptak, dostajemy jego śpiew w ramach bonusu. Uwielbiam, choć wiem, że niektórych mogłoby wkurzać takie przerywanie na kilka sekund.

*

>

i

GURU3piorunów

I czego boją się sowy? :grinning:

GURU4piorunów

@sireplama obecnie kontroli bezpieczeństwa w robocie. XD

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

29piorunów

482 + 1 = 483

Tytuł: Ciekawe historie vol. 1

Autor: Tomasz Czukiewski

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Ciekawe Historie

Format: audiobook

Czas słuchania: 4h 50m

Ocena: 8/10

Tytuł nie kłamie - naprawdę mamy do czynienia z ciekawymi historiami.

Począwszy od... przyjaciela z dzieciństwa Adolfa Hitlera. Tego pana nie mogło zabraknąć w audiobooku historycznym, jednakże spojrzenie na przyszłego dyktatora z perspektywy jego dobrego kolegi było bardzo interesujące. To zapewne nic nowego dla osób, które chociażby przeczytały biografię Hitlera, jednakże mnie zaciekawiło, jakim nastolatkiem i młodym mężczyzną był Adolf. I pomimo jego nieznoszącego sprzeciwu charakteru okazał się bardzo lojalnym przyjacielem, czego po nim się nie spodziewałem.

Drugi rozdział z kolei opowiada o przyczynach klęski Polski w 1939 roku. Często powtarza się, że sojusznicy zostawili Polskę w potrzebie, jednakże po przesłuchaniu tego rozdziału ani trochę się nie dziwię. Śmieszyło mnie, że polski rząd, po ponad stu lat życia pod zaborami, ledwo co po odzyskaniu niepodległości miało imperialistyczne zapędy. Jednocześnie zauważyłem, że minęło tyle lat, a rządzą nami ludzie o praktycznie tym samym charakterze. Nie myślący o ogólnym dobru narodu, tylko o spełnianiu swoich fantazji czy po prostu napchaniu pieniędzy do swojej kieszeni. Aż zacząłem gdybać, co by się wydarzyło, gdyby Polska przełknęła dumę i współpracowała z Francuzami, zamiast bawić się w prowadzenie samotnej polityki. Nie miała na to sił. Trochę jak ratlerek, który przez płot szczeka na owczarka niemieckiego, a jak ktoś otworzy bramkę, to nagle potulnieje.

Z rozdziałów, które bardzo mnie zafascynowały, jest oczywiście także ten o listach. Czy wiedzieliście, że Gandhi dwukrotnie napisał do Hitlera, próbując przekonać go do zaniechania podbojów? Albo że Skłodowska-Curie była krytykowana za ludzkie podejście wobec własnych córek, które traktowała jako przyjaciółki? Nie jestem zwolennikiem zaglądania do cudzej korespondencji, jednakże niezdrowa ciekawość zwyciężyła i z przyjemnością odsłuchałem tego rozdziału.

Podobnie jak rozdziału o postprawdzie. Autor przypomniał wydarzenie z 2015, kiedy Bronisław Komorowski popełnił faux pas i wszedł na krzesło. Tyle że to się nie wydarzyło. Polski internet obiegło ogrom memów naśmiewających się z prezydenta, wszyscy byli przekonani, że Komorowski się ośmieszył. Czy kogoś wtedy interesowała prawda? Raczej nie.

Z ośmiu opowieści nie spodobała mi się tylko ostatnia, czyli rozmowa autora z jego bratem, który założył kanał BezPlanu. Głównie przez to, że brat zbyt dużo i szybko mówił, przez co dosyć szybko poczułem się przytłoczony jego osobą. Mimo to również ciekawie opowiadał.

Mimo że niektóre z historii były trudne do wysłuchania (chociażby ta o getcie warszawskim i wspomnieniach fryzjera z obozu), to wszystkie dostarczyły mi ogrom nowej wiedzy. Dodatkowo autor przedstawia fakty i często oddaje głos uczestnikom wydarzeń, odtwarzając różne nagrania. Powstrzymuje się od wygłaszania własnych opinii. Zdecydowanie polecam.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Inspirator1piorunów

Bardzo fajne audiobooki, przesłuchałem wszystkie. Bardzo podobał mi się vol. 6 i historia wynalazków

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Bazar

41piorunów

468 + 1 = 469

*

Tytuł: Rzecz o ptakach

Autor: Noah Strycker

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Muza

Format: audiobook

Długość: 9h 29min

Liczba stron: 336

Ocena: 5/10

*

Przyznam szczerze, że pod pewnymi względami jest to jedna z najgorszych książek, jakie ukończyłem w życiu (bo złych lub przeciętnych najczęściej po prostu nie kończę). W zasadzie dobrnąłem do końca chyba tylko dlatego, że jest tak powszechnie polecana jako jedna z najlepszych pozycji o ptakach. Jeśli to faktycznie jedna z najlepszych, to aż boję się tych gorszych. No, ale zacznijmy od początku.

O czym właściwie jest ta książka? Wrzucę po prostu opis ze strony „Lubimy wkurzać tragicznym UI”:

> _W dzisiejszych czasach cechy uznawane za tradycyjnie ludzkie, zdają się już takimi nie być. Czy stwierdzenie, że ptaki wykazują również zachowania analogiczne do ludzkich emocji, byłoby zbyt daleko idące? „Inteligencja, altruizm, samoświadomość, miłość... Jak pisze autor: Badając ptaki, ostatecznie dowiadujemy się czegoś o nas samych._

Czy o tym jest ta książka? Moim zdaniem nie - i stąd moja niska ocena. Nie jest to jednak aż tak tragiczny tytuł, żeby schodzić jeszcze niżej w mojej skali. W praktyce dostajemy miks ciekawostek o ptakach, które z czasem coraz częściej stają się tylko pretekstem do „głębokich” przemyśleń autora oraz opowieści o ludziach, ich naturze i psychologii.

Żeby nie być gołosłownym, jeden rozdział zawiera w sumie może kilka zdań o omawianych ptakach i ich charakterystycznej cesze, a całą resztę stanowi wykład o dylemacie więźnia i jemu pokrewnym zagadnieniom u ludzi, jak i o altruizmie, przy którym Stryker stwierdza coś w stylu, że lepiej wierzyć, że on naprawdę istnieje, bo alternatywa jest straszna. No nie jest.

Autor często używa porównań, żeby wyjaśnić pewne ptasie zachowania - i to też mocno mnie męczyło. W jednym rozdziale spędza sporo czasu na tłumaczeniu zasad awansów w tenisie oraz różnicy między systemem pucharowym a kołowym, żeby… Wybaczcie, ale tak mnie tym zmęczył, że nawet nie wiem, do czego właściwie miało to prowadzić. To najbardziej jaskrawy przykład, ale podobnych dygresji jest tu mnóstwo.

Największym kuriozum jest dla mnie to, że w książce o ptakach jest po prostu za mało ptaków. Początek jest jeszcze całkiem niezły i tej ludzkiej narracji prawie nie ma, ale z każdym kolejnym rozdziałem jest jej coraz więcej, a autor ma też tendencję do zapętlania się w tych samych wnioskach, kończąc rozdziały jakimś moralizatorskim stwierdzeniem wyciągniętym z książek Coelho. Wiem, trochę wrednie tak napisać z mojej strony, ale serio, niektóre stwierdzenia pasowałyby do telewizji śniadaniowej.

Nie mogę się przyczepić do sposobu, w jaki tłumaczy ludzkie aspekty psychologiczne czy neurologiczne - w tych uproszczonych pojęciach raczej nie ma błędów. Akurat czytam teraz „Zachowuj się” Sapolsky’ego, więc mam jakieś porównanie. Pytanie tylko, czy tego właśnie oczekujemy od ornitologa i książki o ptakach.

Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego ktoś może uznać tę książkę za interesującą. Im dłużej jednak o niej myślę, tym bardziej mam wrażenie, że można by ją zastąpić filmem o gołębiach z kanału Uwaga! Naukowy Bełkot i kilkoma artykułami na angielskiej Wikipedii - a człowiek tylko zaoszczędziłby czas. Zwłaszcza jeśli kogoś interesują ptaszki chwastówkowate, bo to im trafił się rozdział o dylemacie więźnia.

Trochę rozgrzeszę przez to, że to pierwsza książka autora, a do tego napisana na czyjąś prośbę jak miał 26 lat. Mimo wszystko nie polecam.

*

Książkę mam za darmo w klubie Audioteki. Gdybym za nią zapłacił, to pewnie płakałbym bardziej. xD

*

>


Gruba ryba1piorunów

Chryste, przeczytałem recke. Dobra (noc) wrzutka!💪

Gruba ryba2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Hydepark

4piorunów

Hej :)
Chce ktoś bookbeat (audiobooki) 60 dni za free dla nowych userów? Uprzedzam, że przy rejestracji trzeba podpiąć kartę, bo to kogoś tu już raz zaskoczyło ;)
Mam kod jak ktoś chce.

GURU1piorunów

Promka zlockowana geograficznie Wiec jak ktos poza PL to nie skorzysta