Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Gruba ryba

w Książki

16piorunów

871 + 1 = 872

Tytuł: Kleopatra. Królowa, która rzuciła wyzwanie Rzymowi i zdobyła wieczną sławę

Autor: Alberto Angela

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Czytelnik

Format: książka papierowa

Liczba stron: 412

Ocena: 6/10

Jakoś dłużyła mi się ta książka, wcześniej przeczytałem inną o Starożytnym Rzymie i tutaj mialem w większości te same informacje, co w poprzedniej. Spodziewałem się książki o Egipcie, a dostałem w większości tytuł o Rzymie, więc tak ją męczyłem trochę, ale jak ktoś nie zna tych informacji, które ja znałem, to miło się może zaskoczyć.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość

w Dyskusje

27piorunów

870 + 1 = 871

Tytuł: Robot

Autor: Adam Wiśniewski-Snerg

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: ArtRage

Format: książka papierowa

ISBN: 9788368295641

Liczba stron: 432

Ocena: 3/10

O Robocie co nie jest robotem, albo w sumie nie wiem o czym

Przyznam, że chyba brakuje mi paru punktów IQ do zrozumienia tej powieści. Kompletnie nie wiem co autor miał na myśli, cały czas jak czytałam to dzieło miałam wrażenie, że jest to jakiś strumień świadomości, bez większego ładu i składu.

Co chwilę gubiłam wątek, na początku myślałam, że to wynik mojego przebodzcowania ale jak dotrwałam do końca to wiem, że po prostu autor nie mial umiejętności przekazania fabuły w sposób ścisły i przystępny.

W sumie nie wiele co mam do powiedzenia. Książka totalnie mi niesiadla a tym bardziej nie siadł mi styl jakim operował autor. Kompletnie nie moja bajka, miałam trochę wrażenie jakbym czytała wypowiedzi jakiegoś profesora, który za wszelką cenę chce udowodnić, że ma bogate słownictwo, więc wszystko co mówi rozwleka w nieskończoną plątaninę słów, której koniec nigdy nie jest w miejscu którego byśmy chcieli.

Fenomen0piorunów

@Cori01 Kilka lat temu czytałem jedną z powieści Snerga, zdaje się Arkę. Mnie podszedł ten paranoiczny świat i wieczne zagubienie, ale później z otwartą zdziwioną szczęką czytałem na dalszych stronach wywody o nowym modelu psychologii i... niesmaczne uwagi narratora, który zwierzał się ze swoich fantazji o milfach. W pewien sposób podziwiam Snerga, bo swoim paździerzem zaatakował mnie z niespodziewanej strony.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Książki

29piorunów

869 + 1 = 870

Tytuł: Trzy Diamenty

Autor: Janusz Meissner

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 220

Ocena: 5/10

Nic ciekawego nie jestem w stanie o tej książce powiedzieć. Jest sobie młody człowiek, doszkala się w swojej pasji, czyli lotami szybowcem i z czasem osiąga duże sukcesy. Podoba mu się jakaś dziewczyna, ale okazuje się, że to nie ta i wybranką zostaje ta 'niepozorna'. Ma ciekawą pracę i fach w ręku po ojcu, ale marzy mu się więcej, co oczywiście się spełnia.

Wszystko jest mocno przewidywalne, duża część książki jest dość monotonna.

Wydaje mi się, że fanom lotnictwa mogłoby się spodobać, mnie nigdy tematyka nie ciągnęła, może dlatego się wynudziłam.

Podobał mi się za to krótki dodatek na końcu książki: lotnictwo szybowcowe od strony teoretycznej, wraz z charakterystyką rozmaitych wiatrów i ukształtowania terenu. W sumie mogłam to przeczytać na początku xd

GURU0piorunów

@Shivaa Znam człowieka który nastukał te wszystkie diamenty a nawet więcej.

Nigdy nie założył rodziny, nie miał dzieci, umrze sam w ośrodku w którym już ma zarezerwowane miejsce.

Nalatał się, piękne rzeczy widział, i co z tego?
Zostanie po nim tylko pamięć kilku osób jak ja.

Fanatyk2piorunów

@Opornik ciężko oceniać, dla niektórych spełnienie w życiu przybiera nietypowe formy

GURU0piorunów

@Shivaa zamienila byś latanie szybowcem na bachory i wrzucanie pizzy na hejto?

Fanatyk1piorunów

@Opornik latanie w ogóle zamieniłabym na cokolwiek xD
Dla mnie na przykład w życiu ważna jest tak samo rodzina jak i własne pasje
Nie czułabym się szczęśliwa bez zdrowego balansu jednego i drugiego
Ale też kumam że niektórym wystarczy sama rodzina lub szybowce ¯⁠\\⁠⁠(⁠ツ⁠)⁠⁠/⁠¯

Pokaż więcej komentarzy (4)

Mistrz

w Książki

39piorunów

868 + 1 = 869

Prywatny licznik: 14+1=15

Tytuł: Ćwiczenia z ciemności

Autor: Naja Marie Aidt

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Cyranka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788367121675

Liczba stron: 248

Ocena: 9/10

I druga książka o przeżywaniu tragedii, napisana ZUPEŁNIE inaczej.

Bohaterką hipotetycznie jest kobieta w wieku 57 lat, która cierpi z powodu długotrwałego i wyniszczającego PTSD. Wraz z kolejnymi wizytami u swojego terapeuty poznajemy kolejne powody takiego stanu bohaterki - przemoc ze strony ojca, brak zainteresowania cierpieniem córek ze strony matki, zaćpanie się na śmierć przez młodszą siostrę i parę więcej (o tych dowiadujemy się w miarę szybko, na kolejne trzeba czekać przy kolejnych i kolejnych wizytach w ramach terapii, nie zdradzę spoilerów), co wszystko w końcu doprowadziło do przelania czary, po czym organizm i psychika bohaterki powiedziała "dość". Tak więc wraz z bohaterką i kolejnymi stronicami przechodzimy przez kolejne ćwiczenia z ciemności i radzenia sobie z nią, aż w końcu docieramy do jądra ciemności. Terapia została oddana naprawdę znakomicie, widzimy górki i dołki walki bohaterki, na którą naprawdę mocno wpływa zwykła codzienność i problemy m.in. rodzinne (które są naprawdę dużym i ważnym wątkiem w książce, ściśle związanym z ciemnością bohaterki).

Długo się zastanawiałem, czy słusznie ująłem główną postać książki - bo tak naprawdę bohaterem tej książki są kobiety. Bez dwóch zdań jest to powieść bardzo mocno feministyczna, której przesłaniem jest: każdą z kobiet mogło spotkać coś takiego i każda kobieta, nawet ta najbardziej niepozorna, może mieć jakieś traumatyczne przeżycia (kapitalne wtręty o anegdotach na pewnej imprezie). Główna bohaterka nie podołałaby w swojej walce gdyby nie pomoc i wsparcie przyjaciółek: nie zawsze robią wszystko dobrze, czasem chcą więcej niż bohaterka jest w stanie unieść - ale bez wątpienia bez nich nie byłoby możliwości pójść dalej. Wiele mówiący jest również obraz budynku, w którym mieszka bohaterka: 4 piętra zamieszkałe wyłącznie przez kobiety, zaś opuszczony przez mężczyzn (bo byli dziećmi i się wyprowadzili, bo ich nigdy nie było, bo zmarli).

Ale mimo tego, że jest to powieść mocno feministyczna, to jednocześnie na szczęście nie jest również wyłącznie wymierzona w mężczyzn: są postacie męskie zarówno pozytywne, jak i negatywne, są postacie kobiecie zarówno pozytywne, jak i negatywne. Autorka zdołała znaleźć balans zdecydowanie bardziej w stronę pro- niż anty- i za to Jej chwała.

Znowu, zdecydowana polecajka, książka niby podobna w tematyce ale z zupełnie innymi odczuciami. W przeciwieństwie do poprzedniej opisywanej przeze mnie książki, ta jest dużo bardziej miękka narracja, dużo więcej mamy emocji i dużo więcej dzieje się wewnątrz bohaterek. I tutaj światło na końcu tunelu świeci zdecydowanie jaśniej. Ale co to za światło, to już odsyłam do książki 😉

GURU10piorunów

@bojowonastawionaowca Tydzień po ślubie i już czyta o przeżywaniu tragedii :grinning:

Mistrz8piorunów

@Ragnarokk ale w sumie już się obawiam komentarzy pod kolejną czytaną przeze mnie książką XDDD

Lider1piorunów

@bojowonastawionaowca kiedyś zrozumiesz, że te podteksty to nie jest wyraz beznadziejności czyjegokolwiek związku tylko swietna rozrywka, tak zeane żarty :slightly_smiling_face:

Pokaż więcej komentarzy (6)

Mistrz

w Książki

28piorunów

867 + 1 = 868

Prywatny licznik: 13+1=14

Tytuł: Chłopiec

Autor: Fernando Aramburu

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: książka papierowa

ISBN: 9788382309607

Liczba stron: 240

Ocena: 9/10

Jedna z dwóch świeżych książek z mojej półki, których głównym tematem jest przeżywanie tragedii. Obie powieści znakomite, obie ujmujące temat od zupełnie innej strony.

Pierwsza to powieść hiszpańskiego (baskijskiego) autora, znanego mi już wcześniej ze znakomitej Patrii. Już na samym wstępie wiadomo co się stało - w 1980 roku w mieście Ortuella wybuch gazu w szkole doprowadza do śmierci m.in. kilkudziesięciu dzieci. Wśród ofiar znajdował się przede wszystkim (z punktu widzenia powieści) Nico. No kolejnych stronach powieści widzimy jak fakt ten zmienia (bądź praktycznie nie zmienia) życia bliskich chłopca: rodziców Mariaje i José Miguela oraz dziadka Nicasio.

Autor w sposób fenomenalny obrazuje jak różne potrafimy mieć podejścia do takich tragicznych wydarzeń i jak sobie z nimi radzimy: od prób szukania znaków tego, że rzeczywistości można było uniknąć i obwiniania się, że tego się nie zrobiło, przez próbę schowania się przed światem, ucieczkę przed problemem "do przodu" czy schowanie problemów do wnętrza swojej głowy i udawania przed całym światem, że nie ma już problemu, aż po próbę okłamywania samego siebie, że przecież nic się nie wydarzyło i chęć zostania w świecie sprzed tragedii. Autor delikatnie wskazuje również na to, co mogło stać za takim, a nie innym podejściem do tragicznych wydarzeń, wracając do niektórych tematów w przeszłości - na szczęście nie gubi tym samym głównej historii. Historii, która z czasem zaczyna przypominać sobie o trudnych decyzjach z przeszłości, w wyniku czego trzeba jeszcze dodatkowo zmagać się z ich bieżącymi konsekwencjami. Happy endu tu nie znajdziemy, ale na końcu każdego ciemnego tunelu znajduje się wyjście - do jakiego świata będzie to wyjście, to już zupełnie inna sprawa (i tyle, by niczego nie zaspoilerować).

Czymś, co mnie bardzo ujęło w książce była jej bardzo duża bezpośredniość. Od samego początku wiemy co i jak, autor pisze bardzo rzeczowo i konkretnie, z reguły wygląda to na narrację z punktu widzenia matki dziecka (acz czasem się to zmienia), wszystko to na bazie faktycznego wydarzenia z Kraju Basków z 1980 roku. Jedynym, co mnie w książce kłuło w oczy to fragmenty (które autor sam w swojej przedmowie wytknął, że mu średnio pasowały, ale jak je usunął to czuł, że książka jest niepełna, więc je zostawił) zapisane kursywą, w których książka zyskuje samoświadomość i dopowiada to, czego bohaterzy pismem autora nie ujęli. Nie jestem tego fanem, w miarę czytania nabrałem trochę docenienia ich, ale dalej wolałbym by było to zrobione jakoś inaczej i lepiej.

Podsumowując - absolutna polecajka, znakomita książka!

PS. Na dodatek piękna okładka, idealnie pasująca do treści ❤️

Lider0piorunów

@bojowonastawionaowca to jest ta książka z barwionymi brzegami?

Lider1piorunów

@bojowonastawionaowca była książka z podobną okładką i miała brzegi, może nie barwione, ale z konturami rysunków do własnoręcznego pomalowania

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Hydepark

24piorunów

866 + 1 = 867

Tytuł: Wojny urojone

Autor: Andrzej Ziemiański

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 136

Ocena: 6/10

Z dalekiej misji kosmicznej wracają dwa spore statki kosmiczne - łącznie załoga liczy kilka tysięcy osób. Z Ziemią absolutny brak kontaktu, co gorsza z planety nie dochodzi żadne promieniowanie elektromagnetyczne. Żadnego radia, telewizji, radarów, żadnych nadajników - cisza w eterze. Obserwacje z orbity są utrudnione, zdjęcia są fatalnej jakości, ale wygląda na to, że wszystkie miasta są opuszczone od bardzo dawna, liczbę ludności na całej planecie szacuje się na jakieś 20-30 mln. Na szczęście, na Ziemi są stare wojskowe schrony, a w nich pełne wyposażenie potrzebne do przeżycia - wystarczy tylko do nich dotrzeć. Po wylądowaniu na powierzchni dwójka z kosmonautów otrzymuje inne zadanie - zinfiltrowania środowiska aktualnych mieszkańców planety. Idzie ciężko, każdy z napotkanych bredzi coś o tym, że człowiek jest grzeszny bo pochodzi z wody, z wody się składa i wodę spożywać musi. A poza tym, człowiek to i tak nie jest ostateczna forma ewolucji i nie można pożądać niczego a wkrótce ustąpić miejsca. Krok po kroku nasi bohaterowie odkrywają co się dzieje.

Jeden z pierwszych tekstów Ziemiańskiego. Do połowy jest ciekawie - odkrywanie tajemnic zastanego świata serio wciąga. Potem, gdy pozostali kosmonauci docierają do wspomnianych baz wojskowych, a nasi bohaterowie otrzymują wsparcie całość zmierza ku akcji-sensacji i strzelaninach co trochę zaburza imersję. Końcówka jest OK, ale w sumie nie zaskakuje jakoś szczególnie.

Dobre czytadełko na niedzielne popołudnie, krótkie, treściwie, nieźle napisane, choć arcydzieło to to nie jest.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Hydepark

17piorunów

865 + 1 = 866

Tytuł: Bitwa o Polskę

Autor: Jan Maria Jackowski

Kategoria: polityka

Wydawnictwo: Ad Astra

Format: książka papierowa

ISBN: 69457778

Liczba stron: 189

Ocena: 2/10 + status Rezydenta Wojewódzkiego Szpitala Zdrowia Psychicznego im. dr. Józefa Bednarza w Świeciu

Ktoś znajomy podrzucił mi tę książkę, mówiąc, że sprawi mi wiele radości, bo rzekomo lubię kuriozalne ciekawostki, wywołujące pusty rechot. W zasadzie tak właśnie jest i lubię od czasu do czasu przeczytać jakiś odmóżdżacz. Nic nie sprawia większej przyjemności niż papierowe odpowiedniki "Klątwy Doliny Węży", "Serca gór" lub innego "Gierka". Niestety, "Bitwa o Polskę" Jana Marii Jackowskiego to odpowiednik polskiego kina historycznego, w której to Polak wiecznie użala się nad sobą i smęci, że czuje się wyobcowany przez Niemców.

Ciężko mi napisać parę zabawnych zdań o książce, w której autor na dzień dobry pieprzy, że I Sekretarzem [w 1970] KC PZPR został Edward Gierek, który obiecał, że siły przeciwko narodowi nie użyje i słowa tego dotrzymał do końca swoich rządów w 1980 r.. Pozdrawiam z tego miejsca Autor tego kuriozum nie był jednak komunistą z krwi i kości, a... opozycjonistą z lat 80., który w latach 90. był jednym z założyciel Stowarzyszenia Rodzina Polska, ściśle związanego z Radiem Maryja. Kaczyński nie był pierwszy, pierdoląc coś o komunistycznym patriocie, zapominając, jak się Gierek płaszczył przed Breżniewem oraz co wygadywał o robotnikach w 1976.

Cała książka jest symulatorem typowego przedstawiciela głównej Wykopu, który wszędzie widzi niemiecki spisek. Łatwo jednak odróżnić Jackowskiego od Wykopka, gdyż ten pierwszy deklinuje co akapit Balcerowicza, z drugi Tuska. Interesujące u Jackowskiego jest zastępowanie nawiasów ukośnikami (np. Ten były pułkownik MON [Ryszard Kukliński], przez innych nazywany zdrajcą i agentem CIA /Jerzy Urban, Wiesław Górnicki/, przez drugich bohaterem i wielkim patriotą /Zbigniew Brzeziński, Jan Nowak-Jeziorański/ funkcjonował w sferze najdelikatniejszych problemów bezpieczeństwa i obronności państwa (…)). I tak do 187 strony. Wiem, że Polska w 1993 roku była bardzo biedna i dopiero wychodziła z dna. Nie sądziłem jednak, że była taka bieda, że ludzi nie było stać nawet na nawiasy.

Książka składa się z trzech części, noszących tytuły: Ukąszenie Hegla (to jest historia polityczna Polski lat 1945-1992), anatomia soc-demoliberalizmu (???) i pole bitwy (czyli wizja autora, w jakim kierunku ma iść Polska. W ogóle widzę, że nadużywam pisania w nawiasach. Oj od dobrobytu mi się w tyłku przewraca, stać mnie na nawiasy, a nawet na litery z dowolnego alfabetu!). Nie pytajcie mnie, o co chodzi w anatomii soc-demoliberalizmu, tam są rozdziały zatytułowane "Era Wodnika", "Oblicze Lewiatana" czy też "Soft ideology". Są tam jakieś losowe fakty o religii, o filozofii, o historii, ale całość przybiera kształt bezkształtnej brei. O co chodzi z tym Heglem, też nie wiem. Francis Fukuyama w "Końcu historii" też pisał sporo o filozofii i wtedy też guzik zrozumiałem, traktując cały ten wywód jako paplaninę. Nie pamiętam jednak, czy Fukuyama odnosił się właśnie do Hegla, a stąd Jackowski nawiązywał do Fukuyamy. Problem absolutnie nie jest fakt, że Jackowski ma zupełnie inne poglądy od moich. Problemem jest poziom argumentacji i bardzo płytkie traktowanie problemów, gdzie za wszystko odpowiada zagranica i komuniści nadali z polecenia Moskwy, a ratunkiem będzie powrót do wiary katolickiej i polityka zgodna z encyklikami Jana Pawła II.

Daje tę jedną marną gwiazdkę tylko dlatego, że są tam jakieś pojedyncze informacje o Polsce z przełomu lat 80. i 90., które mogą zainteresować historyków. Przeczytałem tę książkę licząc na kolejne skandaliczne fragmenty, jak ten z Radomiem. Ot miałbym po prostu pewność, że coś z tej książki wyniosę i będę mógł bezkarnie atakować gościa, który do 2023 roku kręcił się w polityce z list PiS. No ale to typowa prawicowa książka, z prawicowym punktem widzenia, gdzie autor ma ból d⁎⁎y, gdy np. premier wyrzuca na zbity pysk ministra zdrowia za homofobię oraz gdy widzi, że fabryka jest sprzedawana Niemcowi, bo ten jako jedyny ma kapitał na plan naprawczy zakładu. Muszę jednak za jedną rzecz podziękować Jackowskiemu, choć nie będzie to miało związku z jego książką. Co by nie mówić, głosował za powołaniem komisji ds. Pegasusa i opieprzył koleżeństwo z partii za kpiny, żarty i porównania do konsoli zwracając uwagę, że sprawa jest poważna i musi być transparentnie wyjaśniona.

Aby jeszcze bardziej was pocieszyć, napiszę, że niebawem będzie kolejna recenzja wysokooktanej głupoty, którą spisano i wydano w paździerzolocie. Tym razem jednak zamiast szpitala psychiatrycznego był chirurg plastyczny, który usunął mi mordę wykrzywioną po pustym rechocie. Chyba muszę pomyśleć nad założeniem kolejnego autorskiego tagu, gdzie będę recenzować najgorsze książki.

Prywatny licznik: 20/50

GURU

w Bazar

29piorunów

864 + 1 = 865

*

Tytuł: Sea of Rust

Autor: C. Robert Cargill

Kategoria: fantasy, science fiction, post apo

Wydawnictwo: Orion Publishing Co

Format: audiobook

Długość: 10h 30min

Liczba stron: 365

Ocena: 9/10

*

Sea of Rust, czyli Morze Rdzy to jedna z ciekawszych książek, jakie ostatnio ukończyłem i dość mocno ubolewam nad faktem, że nie została jeszcze przetłumaczona. Pokuszę się na początek o opis:

Minęło trzydzieści lat od apokalipsy i piętnaście lat od chwili, gdy roboty zamordowały ostatniego człowieka. Ludzkość przestała istnieć, a świat zmienił się w wielką pustynię. Większa jego część znajduje się pod kontrolą kilku OWI (One World Intelligence) – zbiorowych świadomości milionów robotów połączonych w jeden ogromny centralny umysł. Nie wszystkie maszyny zgodziły się jednak porzucić własną indywidualność i osobowość w imię potężniejszej, nadrzędnej siły.
Buntownicy stworzyli własne społeczności i zaczęli żyć częściowo pod ziemią, powoli wymierając przez brak dostępu do części zamiennych. Te roboty w pewnym sensie muszą być kanibalami i żerować na innych, by pozostać przy życiu. Brittle jest jednym z tych, którzy części starają się pozyskiwać aktywnie. Przemierza Morze Rdzy, czyli wielką pustynię, na którą wysyłane są roboty, które znajdują się u schyłku swojej egzystencji. Potencjalnie niebezpieczne dla otoczenia, bo przejawiające coś na kształt demencji.

Nie wiem czy to oddaje sens tego świata w pełni, ale w gruncie rzeczy to opowieść o maszynach i tym, jak różne bywa ich spojrzenie na różne sprawy, od tego ludzkiego. Brittle w wyniku pewnych zdarzeń zacznie powoli przechodzić na "drugą stronę", czyli w objęcia szaleństwa i pozna prawdę o sobie, którą usunął dawno temu przez emocje, których nie do końca rozumiał. Opisy bywają bardzo brutalne, bo miejscami to takie ostre +18, choć z poziomu rozumowania maszyn... No nie do końca.

W zasadzie książka opowiada dwie historie. Jedna odbywa się w czasie rzeczywistym i trudno by ją było opisać bez spoilerów. To podróż, której cele co chwilę się zmieniają przez z pozoru losowe wydarzenia. W pewnym stopniu masa tu filozoficznych rozmyślań, przemieszanych z mocną akcją. Towarzyszą temu retrospekcje z przeszłości Brittle, bo ta zaczyna do niego wracać. Wszystko działa mocniej, bo narratorem jest główny bohater i przyznam, że często nie wydawał się być postacią pozytywną.

Tą drugą historią była narracja o przeszłości tego świata. Jak mamy momenty w których Brittle gdzieś daleko maszeruje lub jedzie, odpala się lekcja historii i kurde, to było dobre. Pewnych scen można się było domyślić, ale nie brakowało zaskoczeń. Wszystko raczej wydawało się "możliwe" i to jest fajne. Zwrot akcji przy końcu też pięknie poukładał pewne fakty, a sposób w jaki roboty uzasadniły pewne decyzje trochę jeżył włosy na głowie. xD

Nie wiem czy każdemu przypadnie do gustu, ale dla mnie to mały ukryty klejnocik. Taka niepozorna historia, a ukończyłem ją na pstryknięcie, bo tak mnie wciągnęły tajemnice tak "egzotycznego" świata. No i przede wszystkim to, jak dziwne, a za razem ciekawe wydały się przemyślenia maszyn.

Pewnie do niej wrócę za jakiś czas, bo mam wrażenie, że coś mi mogło umknąć. Jak już znamy zakończenie, pewne sceny z początku nabierają innego znaczenia. Zwłaszcza jest jeden fragment, który sugeruje, że są tu odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące Brittle. Zwyczajnie wcześniej nie rozumiałem jeszcze co "widzę". W planach chyba najpierw są pozostałe książki z tej serii, czyli Day Zero i All the Ash We Leave Behind, które są prequelami.

*

>

Lider1piorunów

@Dziwen brzmi jak coś dla mnie, dzięki za polecajkę

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Hydepark

17piorunów

863 + 1 = 864

Tytuł: Ceremoniarz

Autor: Grzegorz Brudnik

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Filia

Format: audiobook/synchrobook

ISBN: 9788384020098

Liczba stron: 512

Ocena: 5/10

Olbrzymie rozczarowanie. O ile w poprzednich książkach autora dostrzegałem znaczące wady, lecz aż tak mi nie przeszkadzały bo inne rzeczy naprawdę były na wysokim poziomie, tak w tej to mi się już przelało. Może dlatego, że w przypadku tej części każdy wątek kryminalny jest moim zdaniem całkowicie z d⁎⁎y. I wątek książkowy naciągany jak ja pi⁎⁎⁎⁎lę, a drugi wątek świetezianek, sierpa i służb to jeszcze dużo gorszy. Nie będę się rozpisywać nad abusrdami, bo nie mam wolnych trzech godzin. Ale przynajmniej książka daje niektórym nadzieję, że jak ktoś jest autystycznym maniakiem religijnym to wciąż może wyrwać laskę z wielkimi cyckami. Zawsze coś.

A główny bohater nieziemsko też wkurwiał. I gdyby nie to że właśnie jakieś nowe książki z nim wyszły to miałbym wielką nadzieję, że na końcu umarł a pies zjadł jego zwłoki. Skończyłoby się to jego pierdolenie jak to kocha śmierć wreszcie.

Dobrze że zacząłem od serii z Łezką, bo jakbym czytał w tej kolejności to chyba bym tutaj już autora odpuścił. A seria z Łezką naprawdę dobra była.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Sum

w Książki

17piorunów

862 + 1 = 863

Tytuł: Wojna biedaków

Autor: Éric Vuillard

Kategoria: Historyczna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

ISBN: 978-83-08-08074-0

Liczba stron: 96

Ocena: 6/10

Krótka lektura traktująca o losach Tomasza Münzera i wojny chłopskiej w XVI w. na terenie dzisiejszych Niemiec i Szwajcarii.

Przyjemnie czytało mi się tę książkę. Temat wyzysku biednych przez bogatych towarzyszy nam od zarania ludzkości i pewnie zawsze będzie towarzyszył. Warto pamiętać, do czego to prowadzi na dłuższą metę.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (2)

Mocarz

w Książki

19piorunów

861 + 1 = 862

Tytuł: Kalimantan

Autor: C.S. Godshalk

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 8371508425

Liczba stron: 534

Ocena: 8/10

Powieść inspirowana losami Jamesa Brooke’a, angielskiego żołnierza, który w latach 40. XIX w. założył radżat Sarawaku na wyspie Borneo, którym rządził przez ponad 20 lat.

Książka niezwykła, lecz trzeba od razu zaznaczyć, że trudna w odbiorze. Fabuła została poprowadzona w sposób bardzo chaotyczny, klasyczna narracja potrafiła bez ostrzeżenia przechodzić w dygresję, a jedna dygresja w dziesiątki kolejnych, tak samo POV potrafiły zmieniać się w jednym zdaniu. Do tego setki słów z języka malajskiego, których znaczenie nie zostało podane w słowniku na końcu i ciężko było się go domyśleć z kontekstu. Z czasem idzie się przyzwyczaić do tego przeskakiwania między wątkami i bohaterami i niezrozumiałego słownictwa, jednak jak ktoś nie ma cierpliwości ani chęci, by wytężać umysł nad lekturą, powinien sobie odpuścić tę powieść.

Klimat książki rekompensuje chaos narracyjny. To jedna z najbardziej „obrazowych” powieści, jakie kiedykolwiek czytałam, autorka odtworzyła egzotyczny świat brytyjskich kolonii w Azji Południowo-Wschodniej w najdrobniejszych szczegółach i czytając Kalimantan nietrudno o wrażenie, jakby się przeniosło w miejscu i czasie. Również bohaterowie, zarówno ci główni, jak i drugoplanowi, skonstruowani zostali z niezwykłą drobiazgowością i mimo czasem bardzo krótkich POV, jawią się postaciami z krwi i kości.

Ta powieść to niemal gotowy materiał na film i trochę dziwi mnie, że przeszła bez echa, zwłaszcza, że tematycznie wpisuje się w podobny nurt, co brytyjskie heritage films – Kalimantan to przede wszystkim nostalgia za wspaniałą, utraconą przeszłością i wbrew temu, co sugeruje opis wydawcy, nie rozlicza się jednoznacznie z mroczną stroną brytyjskiego kolonializmu. Powiedziałabym raczej, że to ostatnia powieść kolonialna.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Hydepark

22piorunów

860 + 1 = 861

Tytuł: Galaktyka II

Autor: Różni autorzy

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 342

Ocena: 4/10

Zbiór opowiadań pisarzy radzieckich z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Jak dowiadujemy się z przedmowy jest to druga tego typu publikacja - pierwsza zawierała opowiadania powojenne. Zbiór jest dość duży, liczy bowiem 22 teksty 19 różnych autorów. Niestety tylko kilka z nich nadaje się do czegokolwiek, cała reszta to chłam. Najbardziej spodobały mi się:

Dymitr Bilenkin - "Miasto i Wilk" - Chyba najlepszy tekst w zbiorze. Przodująca nauka radziecka opracowała obrożę, która potrafi tłumaczyć "mowę" zwierząt na język ludzki. Jednym ze zwierzat wyposażonych w to urządzenie jest wilk, żyjący na obrzeżach wielkiego, zautomatyzowanego miasta. Pewnego dnia dochodzi do spotkania wilka z astronautą, który przypadkowo gubi ziarna rośliny przywiezionej z innej planety. Gdy okazuje się że roślina ta pochłania tlen z atmosfery rozpoczyna się wyścig z czasem, a człowiek musi sprzymierzyć się ze zwierzęciem. Niegłupie, dobrze napisane.

Dymitr Bilenkin - "Cyrograf". Klasyka, czyli zaprzedanie duszy diabłu w nowym, stechnicyzowanym i zbiurokratyzowanym wydaniu. Zabawne, ale zmusza do refleksji

Walentyna Żurawłowa - "Śnieżny most nad przepaścią". Bardziej science niż fiction, w typowo rosyjskiej otoczce. Dwie studentki, u progu swej naukowej kariery otrzymują przydział do ośrodka nad Morzem Czarnym, gdzie mają badać delfiny (zob. paradoks Graya). Na miejscu okazuje się że laboratoria są dopiero w budowie, jednak jedna ze wspominanych dziewczyn, pod wpływem koleżanki rozbudza w sobie potężną wyobraźnię naukową. Dziewczęta dokonują swojego pierwszego wielkiego odkrycia naukowego całkowicie w umyśle – przeprowadzając genialne eksperymenty myślowe bez użycia fizycznych przyrządów. Umysł człowieka nad niedostatkami systemu 😉 W tle prapoczątki AI, uczenia maszynowego i takie tam historie. Niegłupie.

Borys Łapin - "Kongres". O tym jak różne "baśniowe stwory" zjechały do pewnej miejscowości aby odbyć swój kongres i pożalić się że kiedyś to były czasy dla różnych strzyg i upiorów, a teraz to nie ma czasów. Jak w "Kingsajzie" nie są już nikomu potrzebni, "Gdzie są te konie którym można by pleść grzywy?".

Borys Rudenko - "Jezioro". Dwóch astronautów podczas badania obcej planety rozbija swój statek, przez co zmuszeni są do powrotu z buta do bazy. Natykają się na tajemnicze jeziorko, które... (SPOILER xD)

Na zaszczytną wzmiankę mogą zasłużyć jeszcze dwa opowiadania, ale tu bardziej za klimat niż za warstwę fabularną:

Wasilij Szukszyn - "Nim trzeci kur zapieje". W pewnej bibliotece nocami ożywają bohaterowie klasycznych rosyjskich powieści. Wysyłają oni głupiego Iwana aby zdobył zaświadczenie o mądrości. Całość w klimacie ruskiej, abstrakcyjnej bajki.

Andriej Pieczeniażski - "Metro". Duszny, dystopijny klimat, dziwny pociąg jeżdżący w kółko i człowiek jako trybik wielkiej maszyny.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

26piorunów

859 + 1 = 860

Tytuł: Agencja Perdido. Droga przez mrok

Autor: Victor Dixen

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Kropka

Format: książka papierowa

Liczba stron: 472

Ocena: 8/10

Kontynuując moje wyzwanie związane z czytaniem książek z "Perdido" w tytule, miejscach i nazwach własnych, trafiłem na literaturę młodzieżową, która niedawno miała swoją polską premierę - "Agencja Perdido - Droga przez mrok".

Jest to pierwszy tom przygodowo-fantastycznej historii o Lucy Lachance, dziewczynce, której matka znika w tajemniczych okolicznościach, zostawiając po sobie więcej pytań niż odpowiedzi. Lucy trafia pod opiekę ciotki, która w dużym skrócie traktuje ją jak Dursleyowe Harego Pottera, czy kolejni opiekunowie rodzeństwo Baudelaire.

Rok później Lucy trafia na dziwny przedmiot - wahadło, które okazuje się nie tylko kluczem do świata rzeczy zagubionych, ale też początkiem wejścia w rzeczywistość pełną ukrytych miejsc, do których trafiają przedmioty, ludzie i sekrety, których zwykły świat nie potrafi już odzyskać. Od tego momentu książka zmienia się w wyprawę przez kolejne warstwy tajemnicy: od nowojorskiego Grand Central, przez mroczne podziemia pełne zgub, aż po Kraj Cierni, w którym dziecięcy lęk miesza się z prawdziwym horrorem.

Najbardziej podobało mi się w tej książce to, że Victor Dixen bardzo dobrze wykorzystuje prosty, ale nośny pomysł: co dzieje się z rzeczami, które gubimy? Na tym fundamencie buduje świat, który jest jednocześnie baśniowy, trochę steampunkowy, trochę gotycki i momentami naprawdę niepokojący. To nie jest tylko przygodówka o szukaniu matki, ale też opowieść o pamięci, porzuceniu, winie i o tym, że pewne rzeczy - nawet jeśli zostają zgubione - nadal mają ciężar. Bardzo pasowało mi to przejście od zwyczajnego dramatu dziewczyny, pozostawionej samej sobie, do historii o tajnej gildii, potworach karmiących się strachem i rodzinnych sekretach, które sięgają dużo głębiej, niż początkowo można zakładać.

Lucy jest bohaterką skonstruowaną w dość klasyczny sposób: skrzywdzona, samotna, ale uparta i mająca w sobie moc, której sama jeszcze nie rozumie. Mimo że to schemat znany z wielu książek młodzieżowych, tutaj działa, bo jej motywacja jest bardzo konkretna i emocjonalna - ona nie chce ratować świata, tylko odnaleźć matkę - tyllko tyle i aż tyle. Dopiero później okazuje się, że osobista sprawa jest częścią większej układanki. Dobrze wypada też Jasper, który początkowo wygląda jak ktoś stojący po niewłaściwej stronie, ale z czasem staje się bardziej tragiczną postacią niż zwykłym pomocnikiem. Rita Perdido dodaje historii tajemnicy i ciężaru, a Rex, czyli arogancki kot, wprowadza odrobinę humoru, który nie rozwala klimatu, tylko pozwala odetchnąć między bardziej mrocznymi scenami.

Największą siłą książki jest jednak klimat. Grand Central jako brama do ukrytego świata rzeczy zgubionych to świetny punkt wyjścia, a Kraj Cierni ma w sobie coś z koszmaru, baśni braci Grimm i dziecięcej traumy, która nigdy do końca nie znika. Podobało mi się też to, że książka stopniowo poszerza skalę: zaczynamy od zaginionej matki, potem pojawia się tajemnicza agencja, potem rodzinne dziedzictwo, a na końcu przeklęte regalia i większy konflikt, który wyraźnie przygotowuje grunt pod kolejne tomy.

Słabsze jest dla mnie to, że miejscami książka idzie bardzo mocno ustalonym schematem pierwszego tomu serii: dużo wyjaśniania zasad świata, dużo nowych nazw, dużo elementów, które są bardziej zapowiedzią przyszłych wydarzeń niż pełnoprawnym rozwiązaniem w tej części. Czasami miałem wrażenie, że autor wrzuca kolejne koncepcje trochę za szybko. Wszystkie elementy są ciekawe, ale chwilami robi się tego tak dużo, że czytelnik traci trochę koncentrację.

Niektóre rozwiązania są też dość wygodne fabularnie. Lucy bardzo szybko wpada w sam środek ukrytego świata i choć oczywiście wynika to z jej daru oraz rodzinnego pochodzenia, momentami czuć konstrukcję "tej wybranej/wyjątkowej". Nie przeszkadzało mi to bardzo, bo książka ma w sobie dużo energii i wyobraźni, ale jest to ten typ historii, w której trzeba zaakceptować konwencję. Jeśli ktoś nie lubi młodzieżowych przygodówek z tajnym światem ukrytym pod powierzchnią naszej rzeczywistości, może mieć poczucie, że zna już część tych mechanizmów z innych książek.

Mimo tego "Agencja Perdido" czyta się bardzo dobrze. To książka, która ma świetny pomysł, mocny nastrój i wyraźną obietnicę większej historii. Najbardziej doceniam ją za wyobraźnię i za to, że świat rzeczy zagubionych nie jest tylko ładnym gadżetem, ale miejscem naprawdę niepokojącym, pełnym strat, niedopowiedzeń i potworów zbudowanych z dziecięcych lęków. Nie jest to tom całkowicie samodzielny - finał wyraźnie zostawia czytelnika z poczuciem, że prawdziwa opowieść dopiero się zaczęła - ale jako otwarcie serii działa bardzo dobrze.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

44piorunów

858 + 1 = 859

Tytuł: Sprawiedliwość owiec

Autor: Leonie Swann

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Relacja

Format: ebook

Liczba stron: 384

Ocena: 7/10

To jedna z tych książek, które już z samego założenia powinny się nie udać. Kryminał, w którym śledztwo prowadzą… owce? A jednak Leonie Swann zrobiła z tego coś naprawdę inteligentnego, zabawnego i momentami zaskakująco refleksyjnego.

Punktem wyjścia jest śmierć pasterza George’a, którego ciało odnajduje jego stado. Owce, przekonane, że człowieka zamordowano, próbują rozwikłać zagadkę na swój własny sposób. Problem polega na tym, że interpretują świat przez pryzmat owczej logiki - rozumieją tylko fragmenty ludzkich zachowań, często wyciągają absurdalne wnioski, ale jednocześnie potrafią dostrzec rzeczy, które ludziom umykają.

Największą siłą książki są właśnie literackie nawiązania i gra konwencją. Oczywiste skojarzenia z "Folwarkiem zwierzęcym" czy "Wodnikowym Wzgórzem" pojawiają się niemal od razu, ale im dalej w historię, tym więcej można znaleźć kolejnych tropów. Sama konstrukcja śledztwa mocno przypomina klasyczne kryminały w duchu "Morderstwo na plebanii" albo historii z "Przygód Sherlocka Holmesa" - mamy zamkniętą społeczność, obserwację szczegółów i próbę logicznego połączenia faktów.

Ale pod tą lekką formą kryje się też coś bardziej gorzkiego. W kilku momentach książka bardzo mocno skojarzyła mi się z "1984" czy nawet "Procesem". Szczególnie wtedy, gdy bohaterowie próbują zrozumieć system, którego zasad nie pojmują, albo gdy absurd zaczyna być traktowany jako coś normalnego. Owce obserwujące ludzi momentami przypominają czytelnika próbującego zrozumieć świat, który ma sam coraz mniej sensu.

Najlepsze jest jednak to, że Swann bardzo umiejętnie balansuje humor i refleksję. Książka jest zabawna, czasem wręcz absurdalna, ale nigdy nie zamienia się w parodię dla samej siebie. Pod tą "owczą" perspektywą naprawdę kryje się inteligentna obserwacja ludzkich zachowań. To kryminał totalnie nietypowy, ale właśnie dzięki temu tak dobrze zapadający w pamięć.

Dzięki @bojowonastawionaowca za polecajkę.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk4piorunów

Brzmi zachęcająco

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

29piorunów

857 + 1 = 858

Tytuł: Ostatnie rozdanie

Autor: Wiesław Myśliwski

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: ebook

Liczba stron: 448

Ocena: 9/10

Prywatny licznik: 9/24

Książka napisana w gawędziarskim stylu, jak to u Myśliwskiego bywa, lecz cała jej fabuła wydaje mi się tylko pretekstem do przemycenia filozofii i snucia refleksji na temat życia. Wiele spostrzeżeń jest niesamowicie trafnych, głębokich i ciężko się z nimi nie zgodzić. Ja sobie tę książkę zaznaczam jako nadającą się do czytania w ramach praktyki stoickiej. Choć takiego stricte bezpośredniego stoicyzmu w niej nie ma, to zawiera w sobie taki pokład refleksji, że ciężko aby nie poruszyły one tej naszej wewnętrznej refleksyjności i z nią nie zarezonowały.

O treści książki nie będę pisał, bo są już jej dużo lepsze recenzje na bookmeter.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

856 + 1 = 857

Tytuł: Pogromca zwierząt

Autor: James Fenimore Cooper

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Format: książka papierowa

ISBN: 8370230199

Liczba stron: 358

Ocena: 9/10

Czytając pierwszą część z Pięcioksiągu Sokolego Oka nie spodziewałem się, że tak się wciągnę. Nie wkurzały mnie opisy natury, postacie były całkiem fajnie napisane, a tłumaczenie... Kto to kurka tłumaczył i czemu Sokole Oko jest Sokole, a nie Jastrzębie?

Mniejsza o to, bardzo fajnie mi się czytało książkę, pomimo tego co właściwie się w samej książce dzieje. Jak na ponad dwustuletnią książkę i dosyć stare tłumaczenie, to nie miałem problemu by zagłębić się w całość i naprawdę dobrze się bawić. Co ciekawsze, znacznie lepiej się bawiłem przy tej książce niż obecnie przy bardziej znanym Ostatnim Mohikaninie.

Zawodowiec2piorunów

@ArmandoNumber5

i czemu Sokole Oko jest Sokole, a nie Jastrzębie?

Tłumaczenie wierne vs lokalizacja i zakorzenione w kulturze zwroty.

"Sokole oko"i wszytko jasne, a "Jastrzębie oko" co symbolizuje? Chyba, że faktycznie, z kontekstu postaci imię opisuje inną cechę niż przyjęte w Polsce Sokole oko.

Hmm... Nawet brzmi tak jakoś...

Oko Jastrzębia vs Jastrzębie oko

:thinking_face:

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

855 + 1 = 856

Tytuł: Ten Drugi

Autor: Książe Harry

Kategoria: Autobiografia

Wydawnictwo: Marginesy

Format: książka papierowa

ISBN: 9788367510653

Liczba stron: 504

Ocena: 5/10

Absolutnie nie jestem fanem rodziny królewskiej, ale coś mnie podkusiło kilka lat temu by kupić książkę. I tak sobie stała na półce i zbierała kurz. W sumie to już chyba z miesiąc temu przeczytałem ją, ale strasznie się męczyłem. No i w sumie nie chciało mi się wrzucać wpisu xD

O samej książce cóż... Harry rozprawia się ze swoimi demonami przeszłości, opisuje jak wielki uraz zostawiła mu w głowie śmierć Diany. I tak w sumie całą książkę. Podobały mi się w sumie opisy z życia Harry'ego, zwłaszcza, że w przeciwieństwie do wielu innych autorów - jego opisy przyrody były... fajniejsze? Ciekawsze? Coś w tym stylu.

Niemniej jednak, strasznie się męczyłem z przebrnięciem przez całość.

Mistrz5piorunów

@ArmandoNumber5 mnie również nie ciągnie do rodzin królewskich (normalni ludzie jak każdy, tyle że urodzili się tam a nie gdzieś indziej), a jeszcze bardziej mnie nie ciągnie do biografii w ogóle ludzi (no chyba że Hitler XD)

Gruba ryba2piorunów

@bojowonastawionaowca ja tam lubię sobie poczytać biografie. Gorzej, że co czytam to właściwie jest powtarzanie się.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

28piorunów

854 + 1 = 855

Tytuł: I saw Poland betrayed

Autor: Arthur Bliss Lane

Kategoria: Pamiętnik

Wydawnictwo: Brak

Format: ebook

ISBN: 9788388747373

Liczba stron: 432

Ocena: 7/10

Wspomnienia amerykańskiego ambasadora, który spędził w Polsce około dwóch lat, by ostatecznie po "wolnych" wyborach w roku 1947 zrezygnować ze stanowiska i wrócić do USA.

Ciekawa lektura, szczególnie opis interakcji z moskiewskimi pachołkami(Bierut, Berman i reszta komunistycznej kliki).

To piękny opis tragedii polskiego narodu i porażki państw zachodnich w egzekwowaniu postanowień z Jałty i Teheranu. Gdy w Polsce opozycja jest niszczona, ludzie zastraszani, a nawet zabijani przez komunistycznych agentów, najlepsze, co może zaoferować amerykański sojusznik, to kolejne pisma, które, a jakże, są olewane. Twardsze działania sugerowane przez autora są puszczane mimo uszu.

Książkę można dorwać na archive.org w wersji angielskiej, jeśli kogoś interesuje taka tematyka.

Lider1piorunów

@AbenoKyerto miałem na liście jako jedną z książek do zaliczenia wyzwania Goodreads, ale z jakiegoś powodu wybrałem coś innego 😒

Pokaż więcej komentarzy (2)

Mistrz

w Książki

20piorunów

853 + 1 = 854

Prywatny licznik: 12+1=13

Tytuł: Pani Wyrocznia

Autor: Margaret Atwood

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wielka Litera

ISBN: 9788380322257

Liczba stron: 384

Ocena: 5/10

Książka trochę o niczym. Czytałem ją jakieś 2 miesiące temu i bez sięgania po nią na półkę nie pamiętam z niej nic (a aż tak źle z moją pamięcią nie jest...).

Biorąc już książkę w rękę i ją wertując, coś jednak sobie przypominam. Podmiot liryczny zaczyna od stwierdzenia, że dokładnie upozorowała swoją śmierć. I zaczyna w ten sposób pleść opowieść o swoim życiu, którego finałem będą efekty tego (spoiler alert - nieudolnego) upozorowania śmierci. Bohaterki życie było pełne gwałtownych skrętów, których motywację trudno było mi zrozumieć. Nie chce się w żaden sposób dać wtłoczyć w schematy, które widzi w życiu, więc tak kluczy, w końcu nie ma innej ucieczki niż "śmierć" i rozpoczęcie od nowa.

Pomysł ciekawy, wykonanie co najwyżej przeciętne. Szkoda było czasu.

Mocarz0piorunów

@bojowonastawionaowca widzę, że wziąłeś się za Atwood, ja mogę polecić do listy:

Zbójecka narzeczona

Kocie oko

Mistrz1piorunów

@Telezajaczek oj nieeeeee, mam aktualnie na półkach 348 książek do czytania xD mam przerwę na zakupy przynajmniej do przyszłego roku (no, chyba że coś ciekawego się pokaże na Vinted w moich obserwowanych xD)

Pokaż więcej komentarzy (6)

Mistrz

w Książki

24piorunów

852 + 1 = 853

Prywatny licznik: 11+1=12

Tytuł: Opowieść podręcznej

Autor: Margaret Atwood

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wielka Litera

ISBN: 9788380321717

Liczba stron: 368

Ocena: 7/10

Feministyczna antyutopia o Ameryce zamienionej w religijny reżim oparty na bazie biblijnego fundamentalizmu. PIsana z perspektywy kobiet i zajmująca się przede wszystkim losem kobiet, które nieważne na jakiej pozycji w społeczeństwie się znajdowały, miały w jakiś sposób przerąbane. Na czele z podręcznymi, które zostały pozbawione wszystkiego poza jednym zadaniem: realizowanie celów rozrodczych. Mężczyźni, w zasadzie oprócz tych stojących na czele społeczeństwa bądź tych dbających o ład i porządek z bronią w ręki, praktycznie są nieobecni. Myślę, że o fabule nie ma co się rozwodzić, bo zdecydowanej większości jest ona znana, nawet jeśli mniej dzięki książce, to bardziej dzięki serialowi nagranemu na jej podstawie.

Sama książka jest napisana dosyć suchy i nieemocjonalny sposób, jak każda antyutopia ma trochę nielogiczności, ale tak podsumowując książka całkiem niezła. Zakończenie bardzo otwarte, wręcz proszące się o ciąg dalszy - który został finalnie napisany 30 lat później. Niemniej ja za kontynuację nie będę się zabierać.

Fenomen2piorunów

Nie powinnam się wypowiadać bo znam serial ale wzbudzał we mnie dość silne emocje. I tak sobie pomyślałam czy bym dzisiaj w końcu tego ostatniego sezonu nie zaczęła oglądać :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (2)