Zdecydowanie za mało wody wypiłem dzisiaj. Zaraz uzupełnię.
W miarę dobrze zarządzałem dzisiaj jedzeniem a trening też fajny- bez pr ale dobra, ciężka praca.
I ogólnie to wróciłem do poprzedniego treningu myślami i zrobiłem te deadlift w trap bar niby na lekko, z zapasem po 8 powtórzeń ale w sumie... Wsadziłem 120kg na sztangę a przecież tyle wcześniej nie dźwigałem. XD i jak zawsze tyle wychodzi z mojego "lekko". No ale ten trap bar łaskawszy dla lędźwi więc mogę robić.
* Zjedzone: 3 300 kcal
* Spalone: 3 400 kcal
* Kroki: 15 200
* Trening: Upper A + cable crunch + leg extension
I ogólnie to znowu dzień na ogarnianiu dzieci i domu i wszystkiego.
Miałem takiego zamuła przez chwilę ale przełamałem swój opór i opór dzieci i poszliśmy na mały spacer i fajnie bo na powrocie złapał nas deszcz.
Jak jutro dam radę się rozruszać do 9°° to zrobię jakiś dłuższy bieg. No ale nie ukrywam, że rano zawsze mi ciężko bo zawsze byłem nocną bestią. 😉
Ogólnie rodzicielska melancholia mnie dopadła. Starszych jutro moja mama zabiera na noc ale z młodszym zostaję i pójdziemy na Psi Patrol do kina.


