RzecznikHejtoOsobistość
27piorunów
RzecznikHejtoOsobistość
27piorunów
pacjent44Osobistość
6piorunów#filozofiadlajanuszy
zwolnienie pracowników = ,,uwalnianie nadprogramowych pracowników na rynek pracy poprzez nieprzedłużanie umów zawartych na czas określony,,
RzecznikHejtoOsobistość
84piorunów#heheszki #humorobrazkowy #czerstwyhumor #filozofiadlajanuszy #memy #zwiazki #logikakobiet #gownowpis #benc

Abstrahując od mema, to interesujące, bo skoro to "nowa k⁎⁎wa" to ta stara ma niską samoocenę
Gay. And fake. And gay.
RmbajloOsobistość
4piorunówhttps://store.steampowered.com/app/3447730/Janusz_Symulator/?l=polish koniec 2025 jeden z z lepiej oczekiwanych tytułów dla Chuopa niedługo na premierze. Polecam. #gry #filozofiadlajanuszy #steam #gaming

@MrGerwant To jest to? Czy za długo się nad tym spuszczałeś?
A_aLider
39piorunów
Jestem lewakiem
RzecznikHejtoOsobistość
22piorunów#gry #staregry #heheszki #pdk #humorobrazkowy #memy #czerstwyhumor #filozofiadlajanuszy #gownowpis #benc

To bardziej Disco Elysium przypomina 🙃
Pol616Fanatyk
14piorunów
@Pol616 Ale tagi to tak wybierałeś losowo czy to ulubione?
TomoeGruba ryba
8piorunówDobry dzień sąsiedzi z tagu.
Dzisiaj trochę lepiej, bo poszło gładko i małp stadko.
Jak to jest z tymi cytrynami? Niby to kwaśne, niby niedobre, niby przeciwności losu a jednak można z nich lemoniadę zrobić.
Z życia lemoniady nie zrobisz, a co najwyżej nachy osrasz i zostanie narciasz.
#filozofiadlajanuszy #heheszki #gownowpis #shitposting #tinder

@Tomoe można też wziąć życie w swoje ręce i kiedy życie daje Ci gacie ty wynajdujesz eksplodujące cytryny i rzucasz je spowrotem w życie żeby się wypchało
Jestem_bartInspirator
9piorunów#taksieszyje cześć, dziś trochę inny wpis ale jakże ważny dla mnie. Wpływ aktywności fizycznej na spokój mojego ducha. Od lat mam tak, że jeżeli jestem we względnej formie łatwiej mi jest radzić sobie z trudnymi codziennego życia. Ostatnie miesiące przed pójściem na L4 minęły mi w momencie, dosłownie. Pracowałem sporo, do tego w miarę intensywnie trenowałem - dla mnie baja. Od 5 czerwca usiadłem w domu i nagle się okazało,że nie mam co ze sobą robić, no bo ile można siedzieć na siłowni codziennie? Nie mogłem już zbytnio jeździć na rowerze, bieganie odpadało, nawet rzucanie do kosza najczęściej nie wchodziło w grę. Psycha sitting, w dodatku na codzien musiałem zastanawiac się czy wyrobie się w 182 dni l4 żeby mnie nie zwolnili a w dodatku do ostatniej chwili nawet nie miałem pewności czy i kiedy mnie zoperują :). Milion myśli jak wykorzystać ten czas na coś pozytywnego, zacząłem się dokształcać z dziedzin które mnie interesują: trening ciała, mechanika motocyklowa/samochodowa ii...filozofia( off top; lekarz jak już leżałem na sali operacyjnej zapytał mnie czy jestem filozofem hobbysta )Teraz żyje w najgorszym dla mnie miejscu, jestem przykuty do domu, z trenowania jedynie czytam książki i oglądam filmy. Ciągle muszę sam że sobą się kłócić że inni to by się nauczyli 5 języków w tym czasie a ja nie zawsze mam ochotę żeby regularnie się uczyć jednego( ostatnio mam parę dni przerwy, coś zebrać się nie mogę). Dobija mnie to strasznie, ja ogólnie mam coś takiego że jestem w jakimś niezdrowym środku między prokrastynacją a rozwijaniem się na każdej płaszczyźnie :face_with_peeking_eye:. Wieczorem rozwinę wątek, miłego dnia wszystkim! #truestory #operacja #filozofiadlajanuszy

DeykunLider
2piorunówZ kurdestaga lubię to:
https://www.youtube.com/watch?v=h6fcK_fRYaI
Spoko uniwersum.
3 dni temu stuknęło 5 lat temu filmikowi.

RzecznikHejtoOsobistość
57piorunówWsiadaj Janusz! Jedziem do 1995 zatankować benzy po złoty cztyrdziści za litra i przy okazji kupim pare kartonów sobieszczaków lajtów.
#humorobrazkowy #heheszki #motoryzacja #polonez #filozofiadlajanuszy #gownowpis #memy #benc

@RzecznikHejtomogę się zabrać? mam coś pilnego do załatwienia
@RzecznikHejto mam nadzieję że to czarne to altusy stodziesiątki i napierdalają voodoo people XD
A_aLider
14piorunów
DeykunLider
6piorunów
pokeminatourOsobistość
29piorunówW jaki sposób rozwiązujecie wasze problemy, jakie one są ? Jaka scieżka i drogą podążacie ? Jaki jest wasz cel ? Jaka myśl filozoficzna/religijna ? Jakie ksiazki w temacie waszych mysli filozoficznych/religijnych polecacie ?
Miałem odpisać pod postem @Krzakowiec odnośnie jego problemów ale jak zwykle wyszedł mi wysryw formatu A4 lub A3, o wszystkim i o niczym referat godny @Fafalala tylko nie ze szpitala a z samotni kogoś kto ma zbyt dużo czasu do namysłu . Więc tworze nowy temat.
Może i na małej próbce, ale nie znam nikogo kto miałby normalne dzieciństwo, albo przemoc albo nadopiekuńczość ze strony przynajmniej jednego z rodziców. Nie mówie tego żeby bagatelizować ten problem, ale skoro jest tak popularny a nie mamy aż tak tyle samobójstw to oznacza ze ludzie z tym żyją.
Nie ma jednej jedynej prawidłowej metody która rozwiązuje dany problem. Jedną i chyba najbardziej popularną jest to aby problem przepracować, sprawić by ten problem jakoś zniknał. Jeżeli sie uda to spoko, ale jeżeli nie to są też inne. Takimi metodami może być odwrócenie uwagi lub akceptacja.
Lubie czytać rózne filozoficzno/psychologiczne ksiażki i w taki sposób oprócz leków radze sobie z zaburzeniami lękowymi (na to są leki), ze spektrum autyzmu i fobią społeczną. Nie chłonie jednego nurtu, wybieram to co mi pasuje z każdego i póki co trafia do mnie to że:
Wszystko przemija (buddyzm) - to że teraz "jesteś w kropce" nie oznacza że będziesz w niej zawsze, to jakiś czas potrwa ale nie będzie stałym stanem, albo nastapi rozwiazanie, albo jakas akceptacja/odwrócenie uwagi a jeżeli nie to ludzki organizm ma bardzo silne zdolności adaptacyjne i człowiek jest w stanie przetrwać wszystko, nawet obozy koncentracyjne jeżeli ma określony cel, wie że coś na niego czeka (Logoterapia, ksiązka Człowiek w poszukiwaniu sensu).
Liczy sie tu i teraz (buddyzm) - obecne teraz za chwile będzie dniem wczorajszym, nawet jezeli teraz sie czymś zamartwiasz to za niedługo będzie to czasem przeszłym, wiec nie ma co do tego przykładać dużej wagi.
Nasze podejscie do własnej osoby i własnego stanu nie jest obiektywnym faktem, lecz nacechowaną opinią (stoicyzm), tą opinie trudno jest zmienić, ale warto o tym wiedzieć, probować postawić sie z perspektywy trzeciej osoby dla której te problemy byłyby bardziej błahe.
Zgadzam sie też z nihilizmem odnośnie braku celu i sensu życia, brakiem boga, zgadzam sie też z tym że powinniśmy dążyć do nadczłowieka - człowieka który pokonywać będzie własne ograniczanie i będzie stawać się bogiem sam dla siebie - jeżeli sie stanie to jako bóg nie bedą go obchodzić ludzkie ograniczenia w stylu potrzeba sensu i celu, ale uważam to za nieosiagalne, wiec skłaniam sie ku logoterapii - nadanie zyciu celu jakkolwiek obiektywnie głupi by on nie był. Zgadzam sie już nie pamietam czy z buddyzmem czy stoicyzmem że drogą powinno być unikanie cierpienia i akceptacja stanu neutralnego, ale nie zgadzam sie z jakimikolwiek formami ascezy ani przesąda w drugą stronę - nadmierną konsumpcją, zamiast akceptacji stanu neutralnego mogłbym dać dązenie do szczescia. Według mnie szczescie i nieszczescie jest jak huśtawka, wychylenie w jedną strone powoduje nastepnie wychylenie w drugą, ale całość dąży do stanu neutralnego. Z punktu widzenia biochemii mówi o tym ksiażka "niewolnicy dopaminy", kilka przykładów z życia to zadawanie bólu powodujące przyjemność jak bieganie i morsowanie, a w drugą strone to narkotyki.
Wierze też w wyjątkowo mała, lub nawet brak wolnej woli. Jesteśmy zaprogramowani poprzez geny i społeczeństwo, nasza osobowość kształtuje się do określonego wieku, a pózniej cokolwiek zmienić jest bardzo trudno lub jest to niemożliwe.
Na moim konkretnym przykładzie. Mam zdiagnozowane spektrum autyzmu, fobie społeczną i zaburzenia lękowe. Tkwie w błednym kole że jestem autystyczny więc zachowuje sie dziwnie ludzie reagują skrzywionymi minami, śmiechem a wcześniej dokuczaniem co powoduje izolacje i fobie społeczną która poteguje moje dziwne zachowania. Mogę działać wbrew sobie i wychodzić do ludzi, zdarzaja sie sytuacje że nawet wychodzi dobrze, tylko że ja ze strony układu hormonalnego nie mam żadnej pozytywnej reakcji na takie sukcesy a poza tym nie potrzebuje wiekszej ilosci ludzi niż garstki która wokoł siebie posiadam. Przygode z lekarzami zaczynam teraz, w wieku 27 lat, bardziej ze wzgłedu na potrzebe leków -bo lęki zaczeły się pojawiać bez kontaktu z ludzmi, zupełnie od czapy, potencjalne skorzystanie z benefitów związanych ze stopień niepełnosprawności, a reszte traktuje bardziej eksperymentalnie, za jakis czas (pewnie za 2 lata na NFZ, bo nie będe ładował w to własnych pieniedzy) trafie na terapie poznawczo behawioralną.
Teoretycznie mogę chodzić na terapie, a nawet wychodzić do ludzi wbrew sobie ale szanse że stane sie miłosnikiem ludzi bliskie są zeru, dopóki ludzie nie zaczna sprawiać mi przyjemności to będę siedział w samotni swej, tyle w temacie wolnej woli. Nie oczekuje zatem rozwiazania moich rzeczy, które z punktu widzenia innych osób nazywane są problemami, z mojego punktu widzenia, to standard. Poza tym zbytnie rozmyslanie i analiza swojego stanu powoduje u mnie problemy ze snem a z rzadka też kołatanie.
To wszystko powoduje ze prowadze tryb życia który obiektywnie można ocenić jako wegetacje - praca na pół etatu 3 dni w tygodniu za mniej niz minimalna, na szczescie z ludzmi którzy mnie tolerują a zwłaszcza to że na tematy poza zawodowe w ciagu 9 miesiecy zamieniłem z nimi dwa zdania. Z racji wczesniejszej pracy w IT - mam własna kawalerke wiec starcza mi na zycie, a nawet i cośtam odkładam. Przebywam w samotni z konktaktami ograniczonymi do dwóch osób. Partnerki brak ze wzgłedu na to że z ludzmi fizycznie wytrzymuje max 3h raz na 2 tygodnie, nie wytrzymam codziennego dłuższego pisania już nie mowiąc o spotykaniu sie do tego aseksualizm (albo uzaleznienie od porno, efekt jest jeden - seks z kobietami nie sprawia mi wiekszej przyjemności niż masturbacja). Wszelkie aktywności poza domem ograniczone do biegania (aby narwać królikowi trawe) i robienia zakupów - w godzinach i dniach gdy miasto jest puste. Aktywności w domu to jedzenie od 9 miesiecy tego samego i przewijanie czasu za pomocą tego co sprawia mi drobna przyjemność a są to gry komputerowe, filmy i audiobooki oraz .... króliki, od wczesnego dzieciństwa upodobałęm sobie te zwierzeta, może dlatego że są ciche i dystansują się od ludzi, ale jednak kontakt z ludzmi mają. Ich język, oparty na strachu jest dla mnie bardziej zrozumiały niż język ludzi, a w szczególności kobiet który jest operaty na emocjach.
Poniekąd króliki stanowią mój cel w zyciu i motywacje- dać im azyl w miejscu z dala od ludzi, którzy w wiekszości ich języka nie rozumieją. Dużo też z królików czerpie, one pomimo nienaturalnego i niedogodnego dla nich świata, żyją w nim, w wiekszości przypadków bez zaburzeń psychicznych, bez rozważań na temat sensu i celu istnienia, robią to do czego zostały stworzone, czyli kicanie jedzenie i realizacja innych króliczych potrzeb, myśle że od zwierząt możemy się dużo nauczyć.
Mimo wszystko ten styl zycia nie sprawia mi problemu, objawy fobii społecznej blokują tylko tą aktywność która jest długoterminowa typu zapisanie się do fundacji pomagającej królikom, z krótkoterminową typu jazda autobusem, załatwienie czegoś na mieście (innego niż zakupy) radze sobie albo poprzez odwrócenie uwagi muzyką albo poprzez myślenie "no i co z tego że teraz kołacze ci serce, skoro za 20 minut wysiądziesz i już nie będzie" , "no i co z tego że jesteś zmeczony praca i dojazdami, skoro odpoczniesz i nic ci nie bedzie, a poza tym to tylko 3 dni w tygodniu" problemem są nowe sytuacje i nowe miejsca, tego unikam jeżeli mam taka możliwość . Z innymi rzeczami w tym ze spektrum radze sobie głównie dlatego że nie porównuje się do innych ludzi tylko do siebie, jeżeli mi przyjemność sprawia życie pustelnika to dlaczego miałbym tak nie żyć.
Najwiekszym problemem dzisiejszych 30-40 latków jest to że zbyt bardzo chcą wpisywać się w standardy społeczne - chcą mieć dom/blizniak, suva, dzieci i wakacje kilka razy do roku a to wszystko za polską pensje za prace w korpo. Do tego stawianie sobie innych wygórowanych celów, cheć rozowoju i parcia do przodu bez czasu na nic nie robienie, które jest myśle bardzo ważne, a tak naprawde można żyć obojetnie jak, nawet jak szczur, wystarczy że ten sposób życia wpisuje sie w nasze potrzeby, nasze a nie te które narzuciło nam społeczeństwo, wmawiając że rozwijaj się, kupuj, konsumuj a będziesz szczesliwy - no nie koniecznie, nie ma jednej defincji szczescia, a poza tym dziwnym trafem wpisuje sie to w napędzanie obecnego systemu gospodarczo-społecznego. Brzmi to jak kontrola tłumu jak religia która mówi że bieda i cierpienie uszlachetnia, w czasach gdy biednych i cierpiących nie brakowało. Nadmierna konsumpcja za pensje Polaka nie da wam szczescia długofalowo, tylko krótkofalowo, im mniejszy będzie postęp w realizacji długofalowych potrzeb daną konsumpcją tym i radość będzie krótsza, za to taka konsumpcja tylko uwiezi was w pracy i kredytach. To co dla jednych jest szczesciem dla innych jest cierpieniem, w tym również czytanie tego posta, jedni mogą być szczesliwi że dotarli do końca tego wysrywu, drudzy mogą odczuwać cierpienie za zmarnowane kilka minut na jego czytanie.
#psychologia #filozofia #filozofiadlajanuszy #buddyzm #stoicyzm #autyzm #asperger
@pokeminatour Widzę, że dosyć dobrze masz to wszystko przemyślane. Z wieloma rzeczami się zgadzam, z kilkoma nie.
>Jakie ksiazki w temacie waszych mysli filozoficznych/religijnych polecacie ?
Z wpisu widać, że jakieś podstawy stoicyzmu znasz to może polecę Ci coś bardziej zaawansowanego w tym kierunku:
Pierre Hadot - Twierdza wewnętrzna. Wprowadzenie do "Rozmyślań" Marka Aureliusza
>trafie na terapie poznawczo behawioralną.
Jeśli masz chęć spróbować to możesz sobie zrobić autoterapię przy pomocy stoicyzmu. Nie wiem czy Ci to polecać bo piszesz o różnych schorzeniach, kołataniu serca przy próbie analizowania. Może lepiej jakby Cię prowadził terapeuta. Ale może tu właśnie wchodzi nadmierna analiza i stąd lęki, a w stoicyzmie są metody, żeby temu zaradzić. Terapia w nurcie poznawczo-behawioralnym wywodzi się właśnie ze stoicyzmu i stosuje się w niej też stoickie bądź okołostockie techniki. Możesz sobie sprawdzić bloga prowadzącego przez 2 psycholożki - forma minimalna. Łączą tam właśnie stoicyzm i nurt poznawczo-behawioralny. Jednak nie ma tam zbyt wiele treści.
A gdybyś był zainteresowany taką autoterapią to polecałbym Ci podcast 'Ze stoickim spokojem' i może przy jego pomocy mógłbyś sobie taką autoterapię zrobić. Ja osobiście właśnie dzięki słuchaniu tego podcastu zrobiłem sobie taką autoterapię i zmieniłem się w bardzo dużym stopniu. Przede wszystkim pozbyłem się lęków i niepokoju w moim życiu i dzięki temu żyje jak chcę.
@pokeminatour przeczytałam i nie żałuję. Ani chwili. Myślisz po części nad takimi tematami jakie i mi się kołaczą w głowie. Czytam o stoicyzmie i o szczęściu według specjalistów. Natknęłam się na wiele hipotez i zdań jakie warto zapamiętać. Chyba najważniejsza rzecz jaką mi teraz przychodzi to sformułowanie że szczęście nie jest stanem stałym, lecz ulotnym momentem. Resztę uzupełniamy szarą codziennością.
loginnahejto.plFenomen
17piorunówPrzeczytałem dzisiaj jeden z najbardziej obrzydliwych ale i smutnych wpisów w internecie w ostatnim czasie.
Na początku uznałem, że jest po prostu głupi, później doczytałem koniec i uznałem, że jest dużo gorzej.
Zacznijmy od tego, dlaczego jest głupi.
Po pierwsze – każde państwo ma swoich sojuszników, ma swoich wrogów i ma swoje interesy. Wcale nie wynika z tego, że interesy nasze nigdy nie są sprzeczne z interesami sojuszników. Są to zresztą nierzadko dużo poważniejsze spory jak np. między Hiszpanią a Wielką Brytanią. I co? I nic.
Po drugie – polityka historyczna nie jest jakimś zaściankowym wymysłem z Podlasia tylko normalnym elementem prowadzenia swoich interesów, częścią tak zwanej soft power. Do ekstremum rozdmuchał to oczywiście Izrael, ale nawet taki banał jak spór Grecji z Macedonią o nazwę kraju o tym świadczy.
Ergo: Rezygnacja w imię własnych kompleksów z polityki historycznej jest równie kretyńskim pomysłem co rozmontowanie wywiadu albo cięcia na siłach zbrojnych. Swoją drogą ciekawe wobec kogo są to kompleksy. Ale tu przejdźmy dalej, żeby wyjaśnić dlaczego ów wpis jest obrzydliwy.
Mieszkam na tzw ziemiach odzyskanych w poniemieckiej szkole. Różni Niemcy przyjeżdżali tutaj z wizytami od zawsze. W niedzielę przyjechał nawet chłopak w moim wieku z matką. Był praprawnukiem kobiety która mieszkała w sąsiedniej wsi. To nie byli żadni konkretni ludzie związani z tym miejscem – po prostu charakterystyczny budynek z czerwonej cegły i tablicą z nieco zamazanym napisem „Erbaut 1896” był dla nich swoistym znakiem „nasi tu byli”.
Ale była też wizyta człowieka który miał konkretne powiązanie, bo się w tej szkole urodził. To syn ostatniego przedwojennego nauczyciela, który zginął pod Stalinradem. Ojca nie znał, był pogrobowcem. Przyjechał kilkanaście lat temu, kiedy byłem w liceum. Na moje szczęście znał angielski.
Pokazywał przedwojenne zdjęcia na których było widać pokoje w których obecnie siedzę ja. Kiedy pokazywał zdjęcie pianina na którym grał jego ojciec nie mógł powstrzymać łez. Nie chciał nic od nas, od Państwa Polskiego, Aliantów czy Historii. Po prostu chciał zobaczyć przed śmiercią tak ważne dla niego miejsce.
I w Polsce też żyją tacy ludzie. Ludzie których spod banderowskich wideł wynosili w środku nocy, którzy nie znali swoich rodziców czy krewnych i którzy od 80 lat nie byli w miejscu gdzie siedziały od nastu pokoleń ich rody. Mogliby jechać teraz, ale dokąd? Zobaczyć kołchozowe stodoły? Ślady polskości zostały wymiecione z dymem. A miejsc pamięci władza ukraińska dotykać nie pozwala.
I teraz ci ludzie zostają przez jakąś zakompleksioną kanalię wrzuceni do jednego wora z farmami ruskich botów, Putinem i wszystkim co najgorsze. Nie nowe to, tak samo robili Ruscy po odkryciu Katynia czy zajęciu Polski. Tak samo robiła władza ludowa i tak samo robi reżym putina, gdzie za wzmiankę o Buczy jest 15 lat Kołymy.
Już samo to, że odmawia się ludziom prawa do pamięci jest obrzydliwe. Ale spójrzmy na ostatnie zdanie i zastanówmy się czym był właściwie totalitaryzm. Różne reżymy miały różne cechy, ale jedna jest wspólna: wszystkie były ruchami masowymi. Ruchami w których człowiek zatracał się w patologicznej potrzebie przynależności, przestawał być osobą a stawał jednostką. I wspomniane wyżej kompleksy wobec jakichś wyimaginowanych innych, potrzeba uznania z ich strony i poklepania po pleckach sprawiały, że wyrzekał się własnego rozumu starając dopasować do odgórnie przyjętych norm. A poklepanie po pleckach nie przychodziło.
Dlaczego? Bo społeczeństwo masowe działa na zasadzie słynnego Panoptykonu – więzienia w którym osadzeni myślą, że są obserwowani przez niewidzialnego strażnika w środku, a którego wcale być nie musi. Miejsce stróża może być puste i tylko czeka na jakiegoś Hitlera który nada kierunek stadu samotresujących się małp.
Ale jest jeszcze aspekt ostatni – dlaczego ten wpis jest smutny. Co można powiedzieć o człowieku który zwariował i wyzbył się własnego rozumu tylko dlatego, żeby nie być uznanym za geja, Konfederatę, katolika, rosyjskiego trolla, ukraińskiego trolla, lewicowca czy kogo tam w danej grupie (niekoniecznie musi obejmować cały kraj) się nie lubi? Co sądzić o kimś kto swoje życie toczy pod dyktando wyimaginowanych osób które albo nie istnieją, albo mają go w d⁎⁎ie? Czy można powiedzieć o kimś takim, źe jest szczęśliwy? No chyba nie.
#filozofiadlajanuszy #ukraina #wojna #revoltagainstmodernworld
PS: od jakiegoś czasu ograniczyłem zaglądanie tutaj. Od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że portal zmierza w bardzo złą stronę. Ten wpis, a raczej liczba plusujących utwierdza mnie w tym przekonaniu. Po komentarzach zobaczę ilu tu jeszcze ogarniętych zostało, bo w lurkerze a’rebours uczestniczyć nie zamierzam.
Link do tego syfu, bo ktoś wspomniał, że mu banderowcy rodzinę zabili:
https://www.hejto.pl/wpis/czasami-az-zal-mi-patrzec-na-te-wszystkie-komentarze-pod-tematami-zwiazanymi-z-r?commentId=ed2a1e6a-6f79-47cc-94ef-1ca938743387

Jak daleko należy sięgać do historii przy ustalaniu listy aktualnych wrogów? Ale uwaga - jak sięgniesz za daleko, to się okaże że wszędzie mamy tylko wrogów.
@loginnahejto.pl chłop napisał w oryginalnym poście
Nasi najwięksi myśliciele, gdy tylko jest wspomniana Ukraina lub jej obywatele, to dostają piany z ust i zaczynają obrzucanie epitetami - upadlińcy, banderowcy, kraj bez historii etc. podobnie w przypadku Rosji, z zawziętością próbują przekonać że miała ona powód i walczy w słusznej sprawie.
A Ty mu rzekomo odpisujesz twierdząc
Zacznijmy od tego, dlaczego jest głupi.
Po pierwsze – każde państwo ma swoich sojuszników, ma swoich wrogów i ma swoje interesy.
To powiedz mi, oświecony myślicielu, jakie to interesy mają Polacy przy pisaniu "upadlina" albo "banderowcy" w kontekście dostarczania Ukraińcom broni żeby strzelali do kacapów?
loginnahejto.plFenomen
4piorunówPrzeglądam ostatnio sporo tych nowych krótkich form medialnych typu IG Reels czy Tik-tok i utwierdzam się w przekonaniu, że obecnie filozofia jest w kondycji podobnej do XV/XVI wieku. 90% treści poświęconych tam humanistyce to jakieś coraz większe udziwnienia wokeistyczne, absolutnie zero twórczej myśli. Zresztą wystarczy porównać nazwiska czynnych zawodowo filozofów sto lat temu a obecnie i będzie widać jaka jest różnica w poziomie. Prawaki twierdzą, że to co widzimy to różne nurty neomarksizmu związanego z teorią krytyczną. Tyle tylko, że o ile np Marcuse rzeczywiście propsował mniejszości seksualne czy rasowe to robił to w latach 60-tych kiedy mieliśmy prawne prześladowania nierzadko oparte na stanie ówczesnej nauki. Owe mniejszości były przez frankfurtczyków propasowane, bo stały poza kapitalistyczną rzeczywistością i dzięki temu mieli rzekomo mieć możliwość ją obalić. Obecnie woke ma wsparcie wielkich korporacji a argumentacja jest w duchu mocno scjentystyczna. Gdybyśmy konsekwentnie stosowali logikę teorii krytycznej, to w dzisiejszych czasach należałoby raczej wspierać różnej maści foliarzy, przegrywów itp, bo to oni stoją na marginesie współczesnej kultury. W późnym średniowieczu podobnie było, kiedy mechanicznie eksploatowano scholastyczne wzorce i naprawdę przypominało to już liczenie diabłów na główce od szpilki.
#filozofia #filozofiadlajanuszy #revoltagainstmodernworld
@loginnahejto.pl Jeśli chodzi o #filozofia to ja tam już dawno tak prywatnie uważałem tych całych marksistów,liberałów i faszystów za relikt siedemnastowiecznego "późnego średniowiecza" ot co. Mamy XXI wiek do k⁎⁎wy nędzy, mamy nowoczesną naukę a ludzie brendzlują się Marksem,Smithem czy w sferze takiej psychologii idiotą Freudem.
I tak,możesz to co piszę otagować #filozofiadlajanuszy - ale to prawda,te nurty to jakieś średniowiecze jest.
Z takiego #transhumanizm zrobiono antyhumanizm i wymieszano z tym niestrawnym sosem,ale on to przynajmniej był bardziej współczesny. Tak że jakie to #revoltagainstmodernworld gdy właściwie nie ma żadnej rewolucji i stary świat walczy ze starym światem w imię częściowo przejrzałych idei.
loginnahejto.plFenomen
17piorunówCzy social media powstrzymałyby Holocaust?
W komentarzu do niedawnej wizyty Elona Muska w Auschwitz i jego uwagom, że gdyby istniały wówczas social media, to do Holocaustu by nie doszło musimy przenieść się do ostatniego miejsca jakie się z nim kojarzy.
Właściwie rzecz ujmując, to nie kojarzy się kompletnie z niczym. Wełes, bo o nim mowa to miasto wielkości Ełku położone w Macedonii Północnej. Są zapewne gorsze miejsca do życia, jednak nie ukrywajmy, można też wylosować lepiej. Możliwości zdobycia pieniędzy i sławy są raczej ograniczone, zwłaszcza jak jest się przy tym nastolatkiem. No chyba, że ma się łeb na karku i dobry pomysł na biznes, jakim jest na ten przykład zmiana wyniku wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych.
Historia o której piszę, zdarzyła się naprawdę. W 2016 roku grupka nastolatków z macedońskiej pipidówy postawiła ponad sto stron „z newsami” - oczywiście wszystkie były fałszywe i wszystkie w bardzo dobrym świetle stawiały Donalda Trumpa. Wszystkie też zawierały możliwość wsparcia finansowego i lądowały na prawicowych kanałach w social media, gdzie stały się istną fabryką virali. Dalsza historia jest powszechnie znana: dzieciaki zgarnęły łącznie kilkadziesiąt tysięcy dolarów (co jak na warunki o których mowa jest kwotą niebotyczną), Hillary Clinton musiała tłumaczyć, że nie sprzedawała broni ISIS a Donald Trump został Prezydentem.
Dzisiaj wątpię, że tego typu praktyki pozwoliły Trumpowi wygrać - choć na pewno mu nie przeszkodziły. Nie mam jednak wątpliwości, że gdyby nie social media pies z kulawą nogą by na strony łebskich Macedończyków nie zajrzał.
Wróćmy do Elona Muska i jego komentarza.
W pewnym sensie multimiliarder ma rację. Historia do której jak mniemam się odnosi brzmi następująco: totalitaryzmy XX wieku polegały w dużej mierze na przejęciu mediów i skrajnej cenzurze. Obywatel III Rzeszy miał w latach 30-tych jedyny przekaz - ówczesne media, radio, gazety i kino przedstawiały mu wizję świata, która była co prawda całkowicie fałszywa, ale za to pozbawiona alternatyw. To oczywiście też jedynie element całej układanki, bo tysiące członków Einsatzkommando nie strzelały do matek z dziećmi na ręku tylko dlatego, że im w kinie „Żyda Sussa” pokazano. Ale znowu: choć nie był to czynnik decydujący, to z pewnością nie przeszkadzał.
W kontrze do tych starych, scentralizowanych mediów mają, jak mniemam istnieć social media, gdzie każdy jest pełnoprawnym twórcą i może mówić co chce. Gdybyśmy cofnęli się o kilkanaście lat, tę piękną historię można by okrasić obrazkami bliskowschodnich tłumów, które poprzez social media się zwoływały celem organizacji protestów przeciwko reżymom.
Problem polega na tym, że ta wizja niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Dlaczego?
Zacznijmy od podstaw. Weźmy dwie gazety: „Fakt” i „Puls Biznesu”. Różnią się treścią, ale też… formą. Zdjęcia, język, nagłówki, długość tekstu. Swego czasu powstawała masa parodii dzienników tabloidowych. Były to jednak właśnie parodie, trudno by było prowadzić dziennik poświęcony gospodarce w szacie graficznej tabloidu. Z drugiej strony nigdy nie widziałem przeróbki tekstu o trzymaniu szafy lub rozwodach celebrytów przerobionych na suchy, techniczny język prasy biznesowej.
Powód takiej sytuacji jest prozaiczny: nie ma czegoś takiego jak medium całkowicie obojętne dla przekazu. Pytaniem jest na ile ten wpływ jest istotny. Nawet jednak przyjmując bardzo zachowawcze stanowisko nie sposób nie przyjąć, że pewne media sprzyjają pewnym treściom, zaś inne to przebicie się utrudniają.
Pytanie więc: czemu sprzyjają social media?
Wróćmy do wspomnianych wydarzeń sprzed ponad dekady, w historii znanych jako „Arabska wiosna”. Tak, uczestnicy protestów skrzykiwali się przy pomocy mediów społecznościowych, tam też pojawiały się antyrządowe treści (np nagrania z brutalnymi atakami policji). Tyle tylko, że… na tym koniec. Facebook i inne media społecznościowe spełniały dwie funkcje. Po pierwsze, dawały swoisty społeczny dowód słuszności sprawiający, że każdy opozycjonista wiedział, że inni myślą podobnie ii sam szedł na protesty. Przez to mieliśmy do czynienia z pewnego rodzaju samoistnie spełniającą się przepowiednią.
Po drugie: pozwalał wyrazić swój gniew. Oba słowa są ważne. „Wyrazić”, bo jak zauważyła jedna z badaczek social media nie sprzyjają debacie, lecz jednostronnym deklaracjom. „Gniew” - bo to emocje napędzają tę machinę. Generalnie można powiedzieć, że social media są świetną sprawą, jeżeli chcesz wzbudzić w ludziach motywację, wzburzenie, współczucie. Są taką cyfrową wersją narkotyków. I podobnie jak narkotyki działają jedynie na krótką metę. Większość portali społecznościowych jest fatalna do dłuższych dyskusji. Na Facebooku i Instagramie brak jest podstawowych narzędzi do formatowania komentarzy. Na Twitterze wprowadzono je niedawno i… trzeba za nie zapłacić.
Krótko mówiąc, wizja światowej, cyfrowej agory umożliwiającej każdemu dostęp do platformy wymiany myśli jest wizją bardzo naiwną. Jeżeli to miałby być powód dla którego social media zatrzymałyby Holocaust, to jest on nietrafiony. Choć spokojnie panie Musk - mam argument inny. Co wcale nie oznacza, że wesoły.
Jak już wspomniałem, jednym z aspektów sukcesu nazistów było scentralizowanie i podporządkowanie sobie „debaty” publicznej. W konsekwencji powstał system totalitarny bardzo podobny do tego, o którym pisał Orwell w powieści „Rok 1984”. Tamten system rościł sobie bezwzględny monopol na światopogląd, a wszelkie przejawy sprzeciwu bezwzględnie łamał.
Czy można sobie jednak wyobrazić reżym totalitarny w którym policja w ogóle nie jest potrzebna? Taki w którym nie trzeba cenzurować niewygodnej wiedzy, bo po prostu nikt jej nie szuka? Można, zrobił to Aldous Huxley w powieści „Nowy, wspaniały świat”. Napisanej zresztą jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy.
Huxley opisuje zupełnie inny rodzaj totalitaryzmu, w którym to nie tyle ciało jest zniewolone, co umysł. Ewentualny niepokój i refleksja łamane były podawaniem narkotyku - somy - który dostarczał ludziom czystej i płytkiej przyjemności. Podobnie działają portale społecznościowe, gdzie debata publiczna zostaje coraz bardziej spłycona merytorycznie i naładowana coraz większymi emocjami. To zaś sprawia, zgodnie ze znanym w uzależnieniach mechanizmem coraz większą tolerancję. Czy widząc po raz 30-ty w danym dniu czerwoną planszę z napisem „Pilne!” można się autentycznie poruszyć? Powstaje zblazowane społeczeństwo jak kania dżdżu pragnące jakichkolwiek poruszeń.
Co to ma wspólnego z Holocaustem? Mówiąc o jego potworności zapominamy o bardzo technicznym aspekcie jakim jest jego doskonałość organizacyjna. Świadczy ona zresztą o jeszcze większym wynaturzeniu nazistów, bo gdy niemieckie dywizje na froncie wschodnim cierpiały na permanentne braki w aprowizacji Eichman dysponował swobodną ilością pociągów do zwożenia węgierskich Żydów do komór gazowych. W każdym jednak razie była to perfekcyjna fabryka zbrodni, w której nowoczesna machina biurokratyczna zwróciła się przeciw nowoczesnym ideałom.
W biurokracji i organizacji zaś emocje przeszkadzają, a liczy się czyste wyrachowanie. Tu wbrew pozorom potrzebne było sto procent rozumu i zimnego opanowania, co zauważyli po wojnie Horkheimer i Adorno wskazując, że czysto instrumentalne potraktowanie racjonalności może doprowadzić do jeszcze większych okrucieństw niż jej brak.
Takie coś w social mediach jest niemożliwe. Z pewnością możliwy byłby kilkudniowy, krwawy zryw czy pogrom. Ale zorganizowana, wielomiesięczna machina śmierci? Nie, panie Musk - ma pan rację, to niemożliwe. Ale nie dlatego, że to okrutne, a dlatego, że to nudne. Współczesny nazista po trzech dniach wybijania szyb w żydowskich sklepach by się znudził i przeszedł do nowego challenge’a który wyskoczy mu na wallu. Czy taka wizja satysfakcjonuje Muska? Nie wiem. Mnie nie satysfakcjonuje w ogóle.
Polecana lektura:
S. Vaidhyanathan - Antisocial media
M. Gladwell - Small Change
N. Postman - Zabawić się na śmierć
Co prawda nie planuję ustawiać wyników wyborów w USA, ale swój kubek na dotacje też mam i zapraszam do wsparcia ;)
**https://buycoffee.to/filozofiadlajanuszy**

Teoretycznie niby wiem o co mu chodzi. Gorzej że teraz mamy ludobójstwo w Gazie i social media, kontrolowane odgórnie, można sobie wsadzić.
@loginnahejto.pl pytanie czy social media mogłyby powstrzymać holocaust jest moim zdaniem bezzasadne, bo były już przypadki nawoływania i organizowania pogromów na fejsbuku, więc jak już, to dziś byśmy oznaczali Żydów na Fejsie żeby SS mogło ich sprawniej wyłapywać
loginnahejto.plFenomen
17piorunówSądem Najwyższym jest zawsze sekretarka
Chaos prawny jaki panuje obecnie w Polsce nie tyle kompromituje nasze państwo, co pewnego rodzaju styl myślenia o nim.
Nie mam tu najmniejszego zamiaru tego wszystkiego streszczać.
O obecnym prezesie TVP, panach Mariuszu K. i Macieju W., Sądzie Najwyższym, Trybunale Konstytucyjnym, Krajowej Radzie Sądowniczej i jeszcze wielu różnych sprawach które narosły przez ostatnie (ponad) 8 lat można przeczytać w wielu różnych miejscach, które łączy jedynie to, że wszystkie przyznają istnienie ogromnego chaosu.
Skupmy się więc na jednej sprawie jaką było przejęcie władzy nad TVP Info.
Był 20 grudnia godzina 11.18 kiedy z anteny zniknął sygnał owianej złą sławą stacji i pojawił się serial „Korona Królów”. Jak do tego doszło? Jedna strona twierdzi, że na mocy legalnej decyzji Ministra Kultury który odwołał poprzedni zarząd. Druga strona, że na mocy nielegalnego przejęcia. A co ja sądzę? A ja sądzę, że na mocy przełączenia odpowiedniej wtyczki przez firmowego informatyka.
Kilka dni temu świat obiegły zdjęcia kolesia, który przyszedł na koncert noworoczny w filharmonii wiedeńskiej w białym t-shircie
Uznano oczywiście, że to całkowity nietakt itd. Ale co by było, gdyby z roku na rok coraz więcej osób olewało dress code, tak, że w końcu w smoking wbije się jedna osoba albo wręcz nikt? Cóż, można powiedzieć, i zapewne znajdą się tacy, że po prostu właściwie ubrana jest tylko jedna lub żadna osoba. Z drugiej strony, jeżeli prześledzimy kanony mody męskiej, to swego czasu i panowie w smokingach byliby uznani za niewychowanych nuworyszy.
Oczywiście takie dywagacje nad sensem dress codu mogą się wydać liczeniem diabłów na szpilce.
I w pewnym sensie takie są. Całe średniowiecze to epoka zaciekłych metafizycznych sporów, znacznie zresztą poważniejszych niż liczenie diabłów. I rzeczywiście, jeżeli przyjmiemy na przykład za podstawę wnioskowania Biblię i pracę jakiegoś tam teologa X to możemy wywieść logiczne wnioski na temat np. natury Boga. Problem polega na tym, że nie bardzo wiadomo na podstawie czego uznać taką, a nie inną podstawę wnioskowania bez popadania w dogmatyzm pdt „a no bo tak”.
W znacznej mierze podobnie ma się sprawa z normami prawnymi.
Mamy, na ten przykład, dwie władze (czy co najmniej dwie?) w TVP. Jedna powołuje się na werdykt Rady Mediów Narodowych, druga na decyzję Ministra. Kto ma rację? Osobiście uważam, że ta nowa, ale część osób uważa inaczej. Wydawałoby się więc, ze ktoś z nas się myli.
Na poziomie czysto spekulatywnym jak najbardziej tak.
W praktyce jednak fakty są takie, że obie grupy zachowują się zupełnie inaczej, jakby właściwy porządek był zupełnie inny. W normalnej sytuacji należałoby się odwołać do jakiejś wyższej instancji (np. sądu) który orzeknie kto ma rację. Ale wtedy przenosimy się po prostu o piętro wyżej i pytamy dlaczego aby właściwie uznawać ten wyrok za wyrok, a nie inny? Co przecież ma miejsce w przypadku byłych posłów K. i W.
Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka
Po pierwsze, że wszelkie szeroko rozumiane źródła prawa niewiele się w swej istocie różnią od metafizyki o której pisałem wyżej. Pozytywiści prawniczy uważali, że problem ten dotyczy tylko zwolenników tzw prawa naturalnego. Prawem, zdaniem pozytywistów jest tylko to co jest zapisane w aktach prawnych.
Abstrahując już jednak od tego, na jakiej podstawie powinniśmy zgodzić się na dany akt prawny pozostaje jeszcze jedna kwestia.
Bo pozytywizm idzie w nieodłącznej parze z innym wynalazkiem oświecenia – konstytucjonalizmem. Takim więc punktem archimedejskim który pozwala wszystko w prawie rozstrzygnąć miałaby być konstytucja. No dobrze, ale jeden czyta konstytucję i jego zdaniem sprawy się mają tak – a drugi czyta, i uważa, że inaczej. Jak to rozstrzygnąć?
To pytanie jest w swej istocie beznadziejne.
Odpowiedź na nie byłaby bowiem kolejną teorią, którą znów różne osoby mogłyby również w różny sposób odnosić do praktyki. Pomiędzy teorią a praktyką z zasady nie może więc stać kolejna teoria tylko władza umysłowa jakiegoś trzeciego rodzaju – w tym wypadku władza sądzenia, która sprawia że uznajemy takie a takie reguły za właściwe w danej sytuacji.
Zbierzmy więc to wszystko do kupy i odnieśmy do tytułu dzisiejszego wpisu
Widzieliśmy w ostatnich dniach wyciąganie wtyczki, składanie akt z pominięciem sekretariatu czy wyłączanie kart do głosowania przez pracowników kancelarii. Wszystko to są czynności czysto faktyczne, wykonywane przez szeregowych ludzi. Oczywiście, można powiedzieć, że nad sekretarką i informatykiem stoją ludzie mogący ich odwołać. Ale to odwołanie również trzeba wykonać przy pomocy jakichś sekretarek, strażników czy informatyków.
Krótko mówiąc: prawem jest to, co za prawo uznają ludzie
A władzą są te instytucje i osoby którym ludzie dają posłuch. Gdybym ja próbował wejść do Sejmu i zagłosować to by zadzwonili po policję albo pogotowie. Ale nie dlatego, że nie mam żadnych papierów na swoje racje, tylko dlatego, że nikt poza mną by mnie za posła nie uważał.
Klucz do zrozumienia obecnego chaosu nie leży w prawnym galimatiasie (choć on oczywiście jest) tylko w podziale społecznym, który sprawia, że ogromna mniejszość (jakieś 30-40%) absolutnie nie uznaje stanowiska większości (i vice versa). I to jest tak naprawdę źródło wszelkich problemów, bo prawo w całości jest wyrobem społeczeństwa, więc jeżeli jakaś grupa ludzi się za społeczeństwo nie uznaje to o żadnym prawie nie może być mowy.
PS: Podobał się wpis? Rozważ proszę małe wsparcie (od niedawna można przy użyciu karty) 😊

@GordonLameman będzie utrzymywał,że to podejście nie jest słuszne bo jest jeszcze orzecznictwo itd itp, a samo orzecznictwo i nie tylko jest tylko prawniczą "warstwą stabilizującą". Fakt jest jednak taki,że ja też to tak trochę widzę clue praktyki stosowania prawa...
Kiedys czytałem o modzie meskiej, Któryś o obecnych ubrań uznawany za elegancki był strojem do jazdy konnej i w swoim czasie noszenie go w innych sytuacjach to było nietaktowne. Ttakie dresiarstwo.
loginnahejto.plFenomen
47piorunówProzac zamiast choinki?
Święta i celebracje przez tysiąclecia służyły człowiekowi jako mechanizm chroniący go przed przerażającym ogromem wszechświata, którego był jako jedyne stworzenie świadomy. Problem jednak tym, że przerażający ogrom wszechświata pozostał. Ale świąteczne lekarstwo przestało działać.
„W grudniu jesteśmy przystosowani do tego by jeść, pić i chować się przed wilkami”
Taki komentarz mignął mi gdzieś przed oczyma kilka dni temu i w sumie na tym mógłbym zakończyć ten wpis gdybym całą historię miał umieścić gdzieś 300 lat temu. Wtedy bowiem świętowane od tysiącleci przesilenie zimowe, w ostatnich stuleciach jako Narodziny Jezusa Chrystusa na tym mniej więcej jeszcze polegało. Nikt nie miał wówczas wątpliwości, że były to święta znacznie mniej istotne niż kluczowa dla chrześcijaństwa Wielkanoc. Zwłaszcza, że Boże Narodzenie było jedynie początkiem karnawału, gdzie świat dosłownie stawał na głowie, a w zakresie spożywania alkoholu i seksu obowiązywały normy jakie się współczesnym hedonistom nie śniły.
Zaskoczeni? Słusznie, bo to było bardzo dawno temu, a w międzyczasie miała pojawić się nowa wizja świąt, która zdążyła się już skompromitować.
To ta wizja pocztówkowa, mająca rzekomo oddawać prawdziwego ducha świąt. Rodzinnych, z obowiązkowym kominkiem i gęstą choinką. Ten obrazek nie wziął się znikąd. Oczywiście adaptując, po raz enty w historii ludzkości wcześniejsze zwyczaje stworzono coś co zaistnieć mogło tylko w realiach mieszczańskiej etyki XIX wieku. Święta w formie opisanej w „Opowieści wigilijnej” Karola Dickensa (jest jednak przesadą spotykane niekiedy powiedzenie, że to Dickens wymyślił święta. Nie wymyślił, ale swój udział zdecydowanie miał) były projekcją obrazu jaki najbardziej wpływająca wówczas na kulturę klasa społeczna chciała widzieć w lustrze.
Problem polega na tym, że ten wyidealizowany, w dzisiejszych czasach dodatkowo skomercjalizowany twór nie zapewnia tego, czego pierwotni ludzie od świąt oczekiwali.
Celowo wyżej wspomniałem o „przesileniu zimowym”. Boże Narodzenie, z drobną korektą w starożytności właśnie się z nim pokrywa. Podobnie jak masa innych świąt obchodzonych zarówno dziś, jak i w starożytności. Nie powinno to dziwić, bo religie od samego początku były ściśle związane z przyrodą. Dlaczego? Bo człowiek jest jej częścią.
Nie czuję się samotny w swej niechęci do zimy, bo to akurat częsta przypadłość
Na tyle częsta, że udowodniona w licznych badaniach. Na sezonowe zaburzenia nastroju skarży się od kilku do kilkudziesięciu procent społeczeństwa i najczęściej wiąże się je ze zmniejszoną ilością światła słonecznego. To fakt. Nie neguję, że neuroprzekaźniki w mózgu mają związek z naszym nastrojem, a na ilość tychże wpływa z kolei np. ekspozycja na światło słoneczne. Tyle, tylko, że o ile w tym miejscu możemy postawić kropkę w kontekście biologii czy scjentystycznej psychologii, to kulturowo musimy iść dalej.
Czytając o fenomenie sezonowych zaburzeń nastroju trafiłem kiedyś na sporządzoną w latach 80-tych relację opisującą rozmowy ze starszymi mieszkańcami północnej, prowincjonalnej Norwegii.
Ludzie ci, posiadający osobowość ukształtowaną w czasach stosunkowo nietkniętych przez nowoczesną kulturę nie wypierali spadku nastrojów zimą, gdy dnia nie było lub trwał kilkadziesiąt minut. Jednakże uważali to za absolutnie normalną część ludzkiego żywota. Taki to był po prostu okres – zwolnienia, pewnego rodzaju hibernacji i „przeżerania” tego co się udało zdobyć w bardziej „ludzkich” miesiącach.
To oczywiste jeżeli spojrzymy na ludzką psychikę nie jako produkt biologiczno-chemicznego rachunku, lecz jako nadbudowę, która na nim powstaje.
Człowiek jest gotowy znieść najgorszy ból i nie przeżyć najmniejszego. Kiedy ból, na przykład bolesne starcie w sporcie jest uzasadniony zewnętrznymi środkami to staje się po prostu przykrą koniecznością. Gdy zaś spotyka nas drobna niewygoda, ale absurdalna i niezasłużona, to czujemy się okropnie upokorzeni.
Żeby to co nas spotyka trafiało to tego pierwszego katalogu odpowiadała przez stulecia religia
O ile w XIX wieku albo i wcześniej uważano, że religia jest przejawem naiwności czy niedouczenia, niczym dziecięca wiara w św. Mikołaja (to moje porównanie) to już w następnym stuleciu pojawiła się masa ludzi, która wskazywała na różnego rodzaju psychologiczne czy socjologiczne funkcje jakie obrzędy religijne spełniały.
I jeżeli wpatrzymy się w kalendarz religijny to znajdziemy zadziwiającą zbieżność świąt z tym jak zachowuje się przyroda.
Święta w życiu takiego przednowoczesnego człowieka pełniły pewnego rodzaju kamienie milowe, wskazówki jak ma się czuć i na co sobie pozwolić. Był czas na pracę i był na lenistwo. To z kolei ściśle związane z tym, jak zachowuje się przyroda. Czas święty wbrew pozorom nie był „czasem wolnym” gdzie każdy robił co chciał. Był ściśle zaplanowany, jednak raczej nikt nie odbierał tego jako ciężkiego obowiązku.
Współczesne święta ciągle pełnią różne funkcje, jednak ta wprowadzająca w życie człowieka porządek istotnie straciła na znaczeniu
O ile dla chłopa średniowiecznego grudzień oznaczał zupełnie inną aktywność ekonomiczną niż np. czerwiec, to dla większość członków współczesnego społeczeństwa nie ma to żadnego znaczenia. Wręcz przeciwnie, jeżeli możemy już mówić o jakimś spowolnieniu to następuje ono w miesiącach wakacyjnych – wtedy, gdy w przyrodzie i związanych z nią zawodach mamy największy zasuw.
Czas stał się czasem liniowym. Nie mamy wrażenia, że po prostu powtarzamy, w różnych perspektywach życiowo-przyrodnicze cykle, lecz ciągle przemy do przodu. Bezkosztowo?
Wykres który mi w życiu dał do myślenia najwięcej to wykres samobójstw na Grenlandii. Tamtejsza społeczność, gdy rząd duński (to ciągle teren podległy Danii) zaczął ją „cywilizować”, wsadzać do bloków z centralnym ogrzewaniem, toaletami i elektrycznością i dawać „nowoczesne” zawody w odpowiedzi… rozpiła się i wystrzeliła z największym wskaźnikiem samobójstw na świecie.
Nie będę mówił, że nic się nie zmieniło. Rząd duński wprowadził liczne programy naprawcze i nie żałuje kasy na to co sam spieprzył.
Jednak czy to odpowiada na problem, który tak naprawdę tu wychodzi? Moim zdaniem nie. Nikt nie przeczy, że centralne ogrzewanie i toaleta ma więcej plusów niż minusów. Podobnie jak to, że możemy mieć prawo wypisania się z obyczajów narzuconych nam przez społeczność. Jednak nie można zapominać, że tysiące, dziesiątki wręcz tysięcy lat (nie wiemy na dobrą sprawę jak wyglądała rewolucja neolityczna i przejście z kultur łowieckich na rolnicze, nie mamy na to źródeł pisanych) życia naszych przodków to nie była ciemnota. Ani też „tradycja” w rozumieniu mumii pokazywanej raz na jakiś czas w doraźnych politycznych i społecznych celach. To były naprawdę skuteczne metody radzenia sobie z problemami.
Pytanie brzmi: ile z tego jest dziś do odzyskania i wykorzystania?
PS: na dniach po dłuższej przerwie wyjdzie kolejny numer Newslettera, na który można zapisać się poniżej. Potem znowu będzie przerwa gdzieś do połowy stycznia. A potem? A potem to będzie naprawdę fajnie 😊
**https://www.filozofiadlajanuszy.pl/newsletter/**
PS2: I można też „na mikołaja” postawić mi kawę:
**https://buycoffee.to/filozofiadlajanuszy**
#filozofia #filozofiadlajanuszy #kultura #swieta #psychologia #depresja #zima #religia

Problem z religiami jest taki że w naszym kręgu kulturowym mówi się tylko o religiach abrahamowych (chrześcijaństwo, judaizm, islam) co bardzo mocno zaburza kontekst tego czym jest religia. Są to religie oparte na dogmacie, na tym że słowo głoszone przez hierarchę jest świetę i nie można tego kwestionować, i tego że danej Religii nie można sprawdzić.
To powoduje że nasz krąg kulturowy odrzuca religie jako całosc bo z perspektywy naszej wiedzy główne prawdy wiary są kwestionowane jak i samo założenie "nie kwestionuje, słuchaj kapłana" w świecie w którym widzimy że różne rzeczy można przedstawić w całkowicie odmienny sposób, że nowe odkrycia naukowe burza starszę, że krótko mowiąc żyjemy w świecie ciagłych zmian w którym przedstawiana przez kogoś prawda nią nie jest, a inna prawda wkrótce może stać się fałszem.
Religia nie musi zakładać istnienia Boga, Religia może bazować nie na niepodważalnych dogmatach lecz na doświadczeniu i może być weryfikowalna na ten przykład buddyzm. W takim charakterze religia będzie o wiele bardziej znośna dla wspołczesnego człowieka. Zresztą tą samą funkcję ( mówienia jak żyć) nie musi pełnic religia jako taka, może być to jakiś nurt filozoficzny, przykładowi stoicyzm
Problemem jest edukacja która wybija z głowy samodzielne myślenie i szukanie żródeł, celuje w stworzenie bezmyślnej posłusznej masy, a nawet utrudnia zdobycie wiedzy bo jak inaczej uznać omówienie danej filozofii/ religii w trzyzdaniowej regulce która zbyt spłaszcza dany temat lub nawet jest błędna ?
Ta nie do konća bezmyślna i posłuszna masa zostaje w większości albo z katolicyzmem albo z pustką którą nie umie samodzielnie zapełnić. Do tego dochodzi brak samoświadomości, duchowości, refleksji.
Chociaż może to i dobrze, obawiam się że gdyby NPC'ty zyskały samoświadomość mogłoby to grozić masą samobojstw.
A rózne nurty na grudzień podadzą rózne rozwiązania przykładowo:
Stoik powie że jest to czynnik zewnętrzny na który nie mamy żadnego wpływu więc nie należy się tym umartwiać
Buddysta powie że istnieje koniec cierpienia, że nic nie trwa wiecznie - a zimą trwa do marca.
Dla NPC'tów pozostaje zatem all inclusive w Egipcie lub antydepresanty.
Oczywiście nie da to odpowiedzi co dokładnie należy robić w grudniu, ale dzięki temu nic się nie deaktulizuje.
@pokeminatour ile razy widziałem jak ktoś nie widział co ma odpowiedać jak się takiej osoby pytałem czym zasadniczo różni się dogmat komunistyczny od chińskiego konfucjanizmu - gdzie w obu przypadkach nie ma nawet zaświatów i chodzi o osiągnięcie utopii już tutaj na ziemii. Chociaż są różne nurty konfucjiznizmu, są takie bardziej uduchowione ale dla uproszczenia skupiałem się na tych gdzie nawet po śmierci nie czeka cienie żadna kara bądź nagroda.
Gdzie też zaświaty to dosyć późno wprowadzony koncept kulturowy, jak judaizm się kreował to jeszcze nie było zaświatów, dopiero później zostały dodane.
Ogólnie religia jako taka to bardzo mętna formułka pod którą może się kryć wszystko albo nic. Większość ideologii ma swoich bezmyślnych kultystów - skoro są kultyści to jes to kult, jak jest kult to jest to już religia czy jeszcze nie?
Obecnie próbuje się wprowadzić ten termin ideologion (z połączenia ideology i religion) chociaż moim zdaniem to jest mnożenie bytów ponad faktyczne potrzeby.
@pokeminatour no to dojebałeś wywód oświeconego mędrca
Stoik powie [...]
Buddysta powie [...]
Między zdolnościami poznawczymi a regulowaniem emocji jest przepaść z której chyba nie zdajesz sobie sprawy.
Dla NPC'tów pozostaje zatem all inclusive w Egipcie lub antydepresanty.
A dla Wielce Oświeconych Filozofów jest zapierdalanie zimą w kołchozie z uśmiechem na twarzy? To ja poproszę ten all inclusive z narkotykami od lekarza.
@wombatDaiquiri co to za różnica jeżeli jesteś zadowolony z życia?
Wolisz być niezadowolony w słonecznym Egipcie aniżeli być zadowolonym mając niewiele?
Swoją drogą ładowanie funduszy w państwo opresyjne jak Egipt jest moralnie karygodne. To już lepiej gdzieś do Hiszpanii pojechać, a nie wspierać gospodarkę Egiptu.
@DiscoKhan trochę od istoty posta, ale co tam. Mi na religii ksiądż mówił: chcłe, chłe, religia chińska taka prymitywna, nawet boga nie ma, tylko jakieś tam Niebo. Potem trafiłem na podkast jakiegoś taoisty: chłe, chłe, jakie te religie jak judaizm, muzułmanizm czy chrześcijaństwo prymitywne, one mają boga osobowego. Oni myślą, ze bog ma cechy z materialnego świata jak osoba . No i jak człowiek ma być dobry, jak bog go piekłem straszy.
@Frog mi to z lekcji religii utkwiła w pamięci katechetka, walnięta jędza gdzie u niej zresztą skończyłem z jedynką z religii na koniec roku ale wtedy się z tym normalnie zdawało.
I mi wmawiała, że ateiści wierzą, że ludzie mają niematerialną duszę, gdzie jej tłumaczyłem - po co komuś kto nie wierzy w żadne zaświaty, gdzie ta dusza nie służy do niczego w ogóle miałabyć ta dusza. Ale to był ciężki przylądek.
Z ksiundzami było lepiej u mnie, bo dawali święty spokój i pozwalali mi i reszcie nielicznych chłopaków z klasy po prostu grać w karty przed klasą. Gdzie wtedy tego nie ogarniałem ale ja faktycznie byłem w stanie przegadać księdza i mu narrację kompletnie psułem i go w dosyć kulturalny sposób ośmieszałem, bo zawsze byłem przyziemny aż do bólu i wszystkie wzniosłe formułki sprowadzałem do praktycznych przykładów. No ale miał swoją robotę, mi dawali spokój i za nic tą tróję wstawiał to spoko. Za czwórkę kazał już Zdrowaś Mario zmówić, a tego już nie zamierzałem się kuć xD
@pokeminatour pisząc o religii nie bardzo mam na myśli metafizyczną podbudowę tylko jak najbardziej obserwowalne zachowania ludzkie, które pełnią swoje funkcje społeczne i psychiczne. Po Kancie klasyczne metafizyczne dociekania nie maja już wielkiego sensu.
@loginnahejto.pl ja uważam, że istnieje coś takiego jak potrzeby duchowe w człowieku. I te potrzeby można zaspokajać w różne sposoby. Religia jest jednym z nich. Sztuka też zaspokaja potrzeby duchowe.
co to za różnica jeżeli jesteś zadowolony z życia?
Różnica między poznawczym a emocjonalnym segmentem człowieczeństwa? No jest taka, że możesz np. wiedzieć świadomie że nic ci nie grozi ale nadal nie być w stanie wykonać jakiejś czynności. Jak np. w wypadku fobii społecznej, depresji, borderline.
Jeśli jesteś zadowolony z życia, to te dwie sfery są pewnie zbierane, natomiast nie jest to reguła. Co widać bardzo dobrze np. po ilości osób które reagują panicznie na święta z rodziną, ale mimo to jadą.
Wolisz być niezadowolony w słonecznym Egipcie aniżeli być zadowolonym mając niewiele?
Nie i nie wiem gdzie to wyczytałeś w mojej wiadomości, natomiast nie sądzę żebym był wesoły tyrając jak koń pociągowy żeby mi starczyło na przeżycie i modląc się żeby czynsz nie podskoczył. Moim zdaniem to mżonka.
Swoją drogą ładowanie funduszy w państwo opresyjne jak Egipt jest moralnie karygodne. To już lepiej gdzieś do Hiszpanii pojechać, a nie wspierać gospodarkę Egiptu.
Nie ja pierwszy podałem przykład Egiptu. Malediwy, Indonezja, Tajlandia czy Zanzibar spoko?
@wombatDaiquiri oczywiście, wyczytałem twoje negatywne podejście do osiągnięcia szczęścia prostymi metodami w zdaniu
A dla Wielce Oświeconych Filozofów jest zapierdalanie w kołchozie z uśmiechem na twarzy?
Sam wiem sam po sobie, że dosłownie łatwiej było mi cieszyć się życiem pracując fizycznie we względnie niekomfortowych warunkach aniżeli siedząc na dupie w pracy przy lepszych zarobkach.
Zresztą generalnie polecam hartowanie ciała w okresie zimowym, dobre zarówno dla ciała jak i umysłu. Jeżeli praca nie wymusza radzenia sobie z warunkami pogodowymi to rozsądnie jest to robić samemu w wolnym czasie.
Aż do morsowanie się nie posuwam ale statystki są bezwzględne i nawet przy braku pełnym zrozumieniu zjawiska eksperci zgadzają się, że jest to dobra praktyka, korzystnie wpływająca zarówno na faktyczny stan zdrowia jak i samopoczucie.
@wombatDaiquiri "A dla Wielce Oświeconych Filozofów jest zapierdalanie zimą w kołchozie z uśmiechem na twarzy? To ja poproszę ten all inclusive z narkotykami od lekarza."
Ludzie mają potrzeby duchowe, je może zaspokajać religia, a dla innych religia to tylko ideologia, która organizuje świat. a ze ludzie są rózni, to tą duchowośc można mieć różną. Sacrum dla jednych to religia, dla innych sztuka, dla innych jego hobby, jako podzielenie świata na sacrum i profanum. Czy ktoś, kto odnajduje spokój ducha skladając klocki lego ma "gorsze" życie duchowe od osoby, która dzień zaczyna od różańca? Nie wiem.
@DiscoKhan mi też było łatwiej, bo miałem mniej odpowiedzialności i jasno wytyczony cel - zmienić sytuację w której się znajduję na bardziej znośną.
Ale ciekawostka, wtedy też nienawidziłem świąt i okresu świątecznego.
A to że sport to zdrowie to nie wiem jak się ma do okresu świąt już w ogóle.
@Frog absolutnie się zgadzam. Tylko nie rozumiem demonizowania antydepresantów i wyjazdów do ciepłych miejsc na czas jesieni/zimy w Polsce i wyzywania ludzi od NPC jeśli tak robią.
@wombatDaiquiri depresanty to dają, jak ma się fizjologiczne zaburzenia chemii mózgu. To lek jak każdy inny. No do złej osoby odpisałem. Z tego nieporozumienie.
@pokeminatour
>Problem z religiami jest taki że w naszym kręgu kulturowym mówi się tylko o religiach abrahamowych (chrześcijaństwo, judaizm, islam) co bardzo mocno zaburza kontekst tego czym jest religia. Są to religie oparte na dogmacie, na tym że słowo głoszone przez hierarchę jest świetę i nie można tego kwestionować, i tego że danej Religii nie można sprawdzić.
>
>To powoduje że nasz krąg kulturowy odrzuca religie jako całosc bo z perspektywy naszej wiedzy główne prawdy wiary są kwestionowane jak i samo założenie "nie kwestionuje, słuchaj kapłana" w świecie w którym widzimy że różne rzeczy można przedstawić w całkowicie odmienny sposób, że nowe odkrycia naukowe burza starszę, że krótko mowiąc żyjemy w świecie ciagłych zmian w którym przedstawiana przez kogoś prawda nią nie jest, a inna prawda wkrótce może stać się fałszem.
>
ale to jest typowy gimboateizm xD
>a tym że słowo głoszone przez hierarchę jest świetę i nie można tego kwestionować, i tego że danej Religii nie można sprawdzić
skad masz takie zjebane poglądy, ze co ze niby z ksiedzem nie wolno dyskutowac XD brzmisz jakbys sie urwal z jakiejs parafii w głębokiej wsi sprzed 150 lat gdzie ksiadz byl jedynym wyksztalconym czlowiekiem xD
robią to chrzescijanscy filozofowie od 2 tysiecy lat, kwestionuja rozne rzeczy na temat wiary i religii, mozesz sie spokojnie z tym zapoznac i wtedy pobawic w kwestionowanie xD ale jak jestes chlopkiem roztropkiem po jakims przecietnym matfizie i wyzszej szkole wszystkego najlepszego klepiącym tabelki w excelu w korpo, ktory o filozofii wie tyle ile mu na wykopie napisano, to moze ci sie nie udac nawet zrozumiec tego co oni napisali, co dopiero mowic o byciu w stanie cos sensownie zakwestionowac.
Czas stał się czasem liniowym. Nie mamy wrażenia, że po prostu powtarzamy, w różnych perspektywach życiowo-przyrodnicze cykle, lecz ciągle przemy do przodu. Bezkosztowo?
Za⁎⁎⁎⁎ście kosztowo. Ale to dostrzeże dopiero ten który dotrze do końca wytyczonej przez siebie trasy, zatrzyma się na szczycie i zrozumie że nawet jeśli chciałby zdobyć nowy szczyt, to po pierwsze on też nic nie zmieni, a po drugie musi najpierw zejść w dolinę.
Fajny wpis, chociaż w gruncie rzeczy chyba bardziej o rytmie życia ogółem niż o świętach w szczególności 😉
@wombatDaiquiri
>Fajny wpis, chociaż w gruncie rzeczy chyba bardziej o rytmie życia ogółem niż o świętach w szczególności 😉
Dla mnie ten jebany grudzień to jest coroczny rytm życia
@loginnahejto.pl rel
loginnahejto.plFenomen
31piorunówZakazać i pora na CSa – czyli jak (nie) rozwiązywać problemów społecznych
Właśnie czytam apel kilkudziesięciu niemieckich naukowców o tym, że trzeba ze szkół wyrzucić tablety i laptopy bo ogłupiają uczniów. Coś mi tu nie grało, więc dokopałem się do źródła.
Oczywiście, wbrew temu co przedstawiają pismacy autorom apelu wcale nie chodzi o to, że dziecko zamiast pisać na w zeszycie długopisem „klika w kąkuter” i ma się to zmienić „bo kurła kiedyś to było”. Po pierwsze pojawia się tam oczywiście klepana ze wszystkich stron kwestia AI, po drugie zaś autorzy zwracają uwagę, że technologia nie jest czymś neutralnym, i jej wprowadzanie zaburza zdrową relację z innymi ludźmi – nauczycielami i rówieśnikami.
Generalnie fajna sprawa i nawet mógłbym to pociągnąć, ale… no nie, coś mi ciągle nie gra.
Nie wiem czy to kwestia koślawego tłumaczenia z niemieckiego czy mojej nieuwagi, ale na kilku stronach listu znalazłem wyłącznie masę zarzutów o tym, jakie to wspomniane technologie złe i jak bardzo należy je zakazać. Ale tak się zastanówmy: co właściwie z tego wynika, że coś jest złe/szkodliwe i co właściwie zmienia zakaz tego zjawiska?
Zacznijmy od tej drugiej kwestii, bo aż się na usta ciśnie sardoniczne „no jak nic nie zmieniają zakazy, to znieśmy zakaz kradzieży i zabijania!”.
To dobry argument, że zakazy coś z pewnością zmieniają. Ale co? Wyobraźmy sobie, że mam dwóch sąsiadów. Jeden mnie nie zabije i nie okradnie bo wie, że jest to zabronione pod groźbą surowej kary. Drugi z kolei nie zrobi tego bo… nie chce. Raczej większość ludzi zgodzi się ze mną, że nie zabijałoby i nie kradło nawet gdyby ten zakaz przestał obowiązywać. Służy on ochronie przed przypadkami skrajnymi. Ale czy jest to aby na pewno ochrona satysfakcjonująca?
Gdybym miał sąsiada chcącego mnie skroić (i pokroić) to z pewnością szybko zmieniłbym go na innego. Moje gwarancje bezpieczeństwa istnieją tylko do momentu, w którym zakaz ma szanse być wyegzekwowany. Wolałbym jednak żeby zamiast tworzyć zapory przed zagrożeniem zlikwidować samo zagrożenie.
Problem jaki tu widzimy jest w istocie problemem pewnego konfliktu interesów.
Ktoś, na przykład złodziej (do problemu uczniów i komputerów wrócimy później, ten przykład jest bardziej obrazowy) chce kraść. Jego ofiara (i większość ludzi) chce, żeby tego nie robił. Wprowadzając zakaz ten konflikt interesów nie zostaje rozwiązany a jedynie zamieciony pod dywan na czas możliwości skutecznego egzekwowania zakazu. Prawdziwe rozwiązanie polega na tym, że chęci złodzieja i chęci reszty społeczeństwa stają się tożsame.
To oznacza co najmniej trzy rozwiązania. Po pierwsze, złodziej może porzucić złodziejstwo. Po drugie, społeczeństwo może je zaakceptować (brzmi to absurdalnie – i absurdalne w sumie jest - ale przecież cała masa akceptowalnych dzisiaj postaw jak ateizm czy homoseksualizm była niegdyś traktowana nawet jako zbrodnia gorsza niż złodziejstwo). W końcu można rozwiązać ten konflikt syntetycznie – złodziej porzuci swój przestępczy fach, ale z drugiej strony społeczeństwo pochyli się nad powodami dla których kradł i podejmie jakieś kroki w celu ich uniknięcia.
Warto zwrócić uwagę, że mamy tu do czynienia z nieco innym niż potoczny sposobem rozumienia wolności.
Potocznie wydaje się, że wolność każdego jest ograniczona w zakresie, kiedy zabrania się mu kraść. Jednak tacy myśliciele jak Rousseau, Kant czy Hegel powiedzieliby raczej, że każdy tak naprawdę jest zniewolony właśnie wtedy kiedy kradnie. Wolność w ich rozumieniu nie polega na robieniu „co się chce” w warunkach zewnętrznej swobody, lecz jak to świetnie ujął Rousseau na „posłuszeństwu prawu, jakie się samemu sobie narzuciło jest wolnością”. Krótko mówiąc, wolność to nie „robienie co się chce” lecz „wiedza o tym co się robić powinno i robienie tego”.
Wbrew pozorom zazwyczaj to nie jest jakieś kontrowersyjne stwierdzenie.
Nikt z nas nie czuje się jakoś zniewolony zasadą ruchu prawostronnego (w każdym razie nikt na drodze dwukierunkowej). Dzieje się tak, bo rozumiemy racje stojące za tym przepisem, bo energiczne wymijanie jadących na czołówkę pojazdów może i jest fajne w „Need for Speedzie” ale niekoniecznie na drodze publicznej.
Z drugiej strony wiele osób ma opory przed płaceniem podatków. Osoby te nie rozumieją, czy raczej nie czują związku dobra ogólnego i ich prywatnego. Jeżeli w jakimś państwie usługi publiczne są na niskim poziomie a co i raz wybuchają afery z defraudacją jakichś środków, to wielu ludzi postrzega obowiązek podatkowy nie jako rozumną regulację, lecz jako bezsensowny przymus albo wręcz działanie opresyjnego państwa.
Warto dodać, że w tym ostatnim przypadku państwo jest postrzegane jako coś zewnętrznego, a nie własnego. Większość z nas nie ma żadnych problemów aby oddać nawet duże pieniądze na potrzeby grupy z którą się utożsamia, na przykład na leczenie bliskiej osoby czy członka rodziny. Tymczasem gdyby podszedł do nas lump na dworcu i zażądał w chamskich słowach „dawaj 20 groszy c⁎⁎ju!” dostalibyśmy słusznego oburzenia. Różnica nie polega więc na skali finansowej, ani w ogóle na żadnych ekonomicznych kryteriach, lecz na wewnętrznym poczuciu obowiązku.
Właśnie: obowiązku.
Zakaz wydaje się ściśle powiązany z pojęciem obowiązku. „Zabrania/nakazuje się X i ty masz obowiązek tego przestrzegać!”. W tym rozumieniu znaczy to mniej więcej tyle, że np. jeżeli nie będziesz płacił podatków to spotka cię kara. Ewentualnie przez obowiązek rozumiemy to, że jest jakiś twór – władza państwowa, przywódca religijny itp. – którego polecenia trzeba wykonywać. Bezmyślnie.
Cóż – w tym pierwszym wypadku nie ma to wiele wspólnego z pojęciem obowiązku w etyce. W tym drugim jest on jego zupełnym zaprzeczeniem.
„Obowiązek” w rozumieniu etycznym nie ma nic wspólnego z zewnętrznymi nakazami. Jest wyłącznie sprawą sumienia. Jeżeli ktoś mówi „mam obowiązek dokarmiać zimą ptaki” to nie mówi tego w takim samym rozumieniu jak „mam obowiązek zapłacić podatek”. Za porzucenie karmnika nie spotkają go żadne konsekwencje prawne. Zapewne nikt mu nawet nie zwróci uwagi, wszak to czynności którą zazwyczaj chwalimy, ale do której nikogo nie przyszło by nam do głowy zmuszać choćby samym ostracyzmem społecznym.
Jednocześnie ten człowiek może ogromnie cierpieć gdyby porzucił swoje zajęcie.
W sensie moralnym odpowiada bowiem przed trybunałem najwyższym – trybunałem własnego sumienia. Spogląda w lustro i widzi „człowieka który spieprzył sprawę”. Obowiązki w sensie prawnym są wręcz od tak rozumianych obowiązków ucieczką. Nie musimy mieć sumienia, kiedy mamy przepisy. „Ja tylko wykonywałem rozkazy” w ustach zbrodniarzy jest tego najstraszniejszym przejawem.
Wracając do punktu wyjścia: co zmieni zakaz korzystania z nowoczesnych technologii w szkole?
Czy nastolatek – osoba szczególnie czująca oderwanie od społecznych norm i nakazów – zaakceptuje (to jeszcze wyższa forma niż rozumienie. Większość palaczy rozumie, że sobie szkodzi, ale nie są w stanie tego w pełni zaakceptować – wtedy by nie palili), że zamiast laptopa ma używać zeszytu? Czy dostrzeże racje w samodzielnym pisaniu wypracowań, zamiast kopiowania wymysłów chataGPT?
Zakazy są w społeczeństwie potrzebne. Ale same zakazy i nakazy nigdy społeczeństwa nie zmienią.
To czy uczniowie będą korzystali z laptopów czy nie to kwestia drugorzędna do tego, w jakich okolicznościach się to stanie. Fakt, że fizycznie ich nie będzie, nie zmienia faktu, że będą w głowie – być może jako wyimaginowane recepty na szkolne kłopoty. Problemów nie rozwiązuje się przez zmuszanie do czegoś, problemy rozwiązuje się przez sprawienie, by ludzie zmienili nastawienie.
Adresatem więc wspomnianego na początku listu nie są władze tylko nauczyciele i rodzice, bo to na ich barkach leży sprawienie, by dzieci zrozumiały zagrożenia płynące z pozornie wygodnych i bezpiecznych technologii. Pytanie tylko, czy nauczyciele i rodzice sami to rozumieją.
PS: Można wesprzeć moją twórczość finansową. Wiele osób pyta o możliwość płacenia kartą – właśnie się pojawiła (podobnie jak np. Google Pay czy Apple Pay).

@loginnahejto.pl piorun, a i kawka poszła. Za filozofię zawsze piorun. Więcej ludzi by się zainteresowało to świat był by lepszym miejscem
Zakazy sa proste i latwo egzekwowalne.
Wladza zadowolona i lud zadowolony.