Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#grzyby

GURU

w Dyskusje

18piorunów


No dobra, wszyscy to wszyscy. Ja też:
Kosze to z zeszłej środy. W piątek była powtórka i wpadły jeszcze rydze (zdjęcie) i podobna ilość Kanii (nie wiem czemu, nie pyknąłem zdjęcia).
Po wysuszeniu zawartość koszy zmieściła się w 4 niewielkich próżniowych woreczkach i wyjechała ze mną z PL 😉
Rodzice pojechali jeszcze wczoraj i mówią, że już po wysypie. Nie ma, niente.
BTW. moje Mame suszy też Kanie (jak jest nadmiar, albo pojedyncze tylko), drobi je potem i trzyma w słoju do użycia w przepysznych sosach. Nie wiem, skąd wzięła ten pomysł, ale jest znakomity.

GURU2piorunów

@Cybulion Oczywiście sam tam nie byłem 😉 Maślaków, tych złotych wzięliśmy tylko kilka - same drobne, do smażenia. Woreczki to prawie roczny zapas dla dwóch rodzin. Rzekłbym nawet, że nie starczy i będę się musiał u siebie kopnąć i prawdziwka uzupełnić.
Były też Sitarze, oszałamiająco dużo, ale tych się u mnie w domu nie zbiera:

Pokaż więcej komentarzy (13)

GURU

w Hydepark

48piorunów

Czasem grzyby mają nazwę niewiadomo skąd. Ale czasem mają taką, że ciężko znaleźć lepiej opisująca dany gatunek.

Płomyczka galaretowata ma swoją nazwę z powodu wyglądu. A wygląda jak mały płomyk ognia. Albo i nie mały, bo owocniki potrafią być naprawdę spore, nawet ponad 10cm wielkości. Początkowo ma kolor intensywnie pomarańczowy, z czasem zaś zmienia w stronę łososiowo-czerwonego. Czasem występuje w większych grupach, ale czasem też w niewielkich skupiskach. Rośnie głównie w górach, także tych bardzo wysokich, lubi gleby wapienne i drewno świerków i jodeł. W Polsce dość rzadki, ale spotykany nawet w Tatrach. Owocniki wyrastają w okresie letnio-jesiennym. Oficjalnie jest jadalny choć raczej bez smaku, ale jako że rzadki i objęty częściową ochroną to jest to i tak irrelewantne. Jest relatywnie częsty w Alpach.

Zawodowiec4piorunów

Ekspektowałem, że zjadanie będzie relewantne.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

13piorunów

Tekst poety Krzysztofa Kościelskiego

Całe to grzybobranie to jest dla jakichś psycholi.

Rośnie to w lesie przy samej ziemi, lisy na to szczają — i nie tylko lisy, i nie tylko szczają.

Jagód z lasu pod żadnym pozorem nie jedz bez dokładnego umycia, bo lis obsra i bąblowica murowana, ale borowika to pod żadnym pozorem nie myj, bo smak wypłuczesz, tylko pędzelkiem omieć i możesz omnomnować na surowo.

Widziałeś kiedyś dwa nagie ślimaki kopulujące na jagodzie? No raczej nie, bo się na niej nie zmieszczą, ale taki kapelusz grzyba to dosłownie łóżko w leśnym burdelu.

A ty narażasz się na kleszczowe zapalenie mózgu, pobłądzenie, utonięcie w bagnie, kradzież auta zostawionego pod lasem, gwałt, walkę na śmierć i życie z dzikimi zwierzętami, przygniecenie przez drzewo, weekend we wnykach, postrzelenie przez niedowidzącego myśliwego, rozerwanie przez niewypał, klasyczne zjedzenie przez czarownicę, mimowolny udział w gangsterskich porachunkach, młodzieżowej orgii, kibolskiej ustawce, czarnej mszy lub nazistowskim zlocie — nie wspominając już o nieludzkim wstawaniu o czwartej nad ranem, żeby inni cię nie ubiegli — tylko po to, aby już w zaciszu własnego domostwa raz jeszcze położyć swe kruche człowiecze życie na szali, racząc podniebienie zebranymi plechowcami.

Popatrz na taki kebab — mały, średni, duży, XXL zemsta faraona, rollo, w bułce, w picie, w boxie, z sosem łagodnym, ostrym — jakiego nie wybierzesz, p r a w i e nic ci nie będzie.

Z pieczywem, słodyczami, nabiałem i tym zielonym z pola sytuacja ma się podobnie.

Ale z grzybami to oczywiście zupełnie inna śpiewka — połowa chcę cię zabić od razu, a reszta niekoniecznie chce, ale może, jak się będziesz z nimi niewłaściwie obchodził.

Do reklamówek i wiader nie zbieraj, bo, wiadomo, bakterie w plastiku mnożą się jak poeci w Internecie — zatrucie murowane.

Przechowywanie, wiadomo, maksimum jeden dzień w lodówce, bo inaczej rozkład białek, mordercze pleśnie i nawet jadalny może cię zabić.

Nie dogotujesz, wiadomo, śmierć w agonii.

Połączysz niewłaściwego z alkoholem, wiadomo, wątroba po jednym posiłku jak po dekadzie picia denaturatu.

Oczywiście każdy smaczny grzyb musi mieć swojego toksycznego sobowtóra, żeby był dreszczyk emocji, nierzadko poprzedzający dreszcze przedśmiertne.

Jakby tego było mało, że połowa to istne fabryki trucizny, to wszystkie są prawdziwymi składowiskami metali ciężkich wyciąganych z otoczenia — no po prostu nie może być inaczej.

Ale metale ciężkie to nic, bo przecież są jeszcze metale lekkie, a zwłaszcza alkaliczne, o których nikt nie pamięta — taki na przykład radioaktywny izotop cezu o liczbie masowej 137, obecny w polskiej przyrodzie od 1986, kiedy to nasi sąsiedzi zza Buga odtworzyli w Czarnobylu katastrofę atomową na podstawie fabuły tego znanego serialu HBO.

Oczywiście cez-137 najlepiej magazynują najpopularniejsze grzyby wszech czasów, tak zwane „czarne łebki” — innymi słowy, do jakiegoś 2136 roku konsumpcja podgrzybków w województwie olsztyńskim to igranie ze śmiercią, a w opolskim to już nawet nie igranie, a walka MMA w occie, na maśle i w śmietanie.

Całe to zbieranie grzybów to taka uproszczona wersja rosyjskiej ruletki — z użyciem dubeltówki zamiast rewolweru: czarne albo czerwone; wóz albo wywóz; niebo w gębie albo piekło za życia.

Atlasów narobili książkowych, poradników internetowych, nawet aplikacji na smartfona, a ludzie nadal zajadają się na śmierć muchomorami.

Może to dlatego, że dla amatorów zostają tylko trujaki, bo zawodowcy zrywają na potęgę, wszystko jak leci, pięćdziesiąt kilo w jeden dzień — „białko w lesie za darmo rozdajo, biere wszysko, blaszki nie blaszki, Baśka, nic to, trzy razy obgotuje i do wudeczki bendzie jak znalas”.

Normalnie zbierać, nie umierać.

Tak że naginasz pół dnia po lesie, sadząc przysiady i nerwowo oglądając się na kleszcze, żmije, wilki, gwałcicieli i myśliwych, a potem stoisz całą noc nad zlewem i omiatasz sobie grzyba pędzelkiem.

Ale i tak najciekawszą częścią rytuału jest ta, kiedy stajesz nagi przed lustrem i ze światełkiem w ręku wyginasz śmiało ciało, zaglądając w najgłębsze zakamarki siebie, żeby sprawdzić, czy ci czasem coś gdzieś nie wlazło.

Całkowicie normalne, nie powiem.

Las to w ogóle specyficzne miejsce — z dala od cywilizacji, posterunków policji i monitoringu, a możesz na legalu przemieszczać się z nożem i to w garści.

Pewnie dlatego to takie popularne zajęcie w tych nerwowych czasach.

A teraz jeszcze przyszła jesień, ludzie na Facebooku spamują na lewo i prawo, ile to nie zebrali, ledwo wysiedli z samochodu, ba, niektórzy to drzwi uchylili, a złoto lasu samo im się kilogramami do środka ładowało.

Naczyta się tego i naogląda normalny człowiek i też go nachodzi ochota na igraszki ze śmiercią, bo przecież w sklepie trzy ususzone kapelusze o łącznej wadze dwudziestu gramów kosztują dziesięć polskich złotych, a parę kilometrów dalej wystarczy parę przysiadów i fortuna zostaje w kieszeni.

Co w ogóle można zrobić z dwudziestu gram grzybów?

Okłady na oczy?

W ten właśnie sposób sam poczułem gorączkę grzybni i wylądowałem na leśnym parkingu.

To tutaj trafiają wszyscy amatorzy.

Zawodowcy strzegą najbogatszych grzybowisk lepiej niż oczu w głowie — prawdopodobnie znaleźli te miejsca, jak zakopywali tam zwłoki.

Na parkingu tymczasem tłok jak pod Ikeą w czasie pandemii.

Najbliżej stoją jakieś dziewczyny w wyzywających strojach.

Ubrały się tak, żeby były dobrze widoczne w lesie, a teraz pewnie handlują grzybami — myślę.

- Ile? – pytam.

- W pipu osięsiąt, do papu pięsiąt.

- Nie rozumiem – ponawiam pytanie: – Grzybki po ile?

- My badanu a czystu, ne ma grzybku.

Biedne grzybiarki — myślę — Nic nie nazbierały, nic nie sprzedadzą, nie będą miały co do ust włożyć.

Ale już moją uwagę zwraca biały SUV, z którego wysiada lalunia w białym dresiku i białych adidaskach. Za nią buja się popisany ochroniarz z buldogiem francuskim na smyczy i designerskim koszykiem wyplecionym z kolorowej wikliny przez chińskie dzieci za miskę ryżu zgodnie ze staropolskim wzorem i nowopolską strategią gospodarczą.

Lalunia rusza w las, ochroniarz z buldogiem za nią.

Za tymi nie ma sensu iść, chyba że chcesz zostać mistrzem drugiego planu w relacji na Instagramie, bo co chwila przystają, ale nie żeby podnieść grzyba, tylko żeby nadać internetowy przekaz dla innych przedstawicieli swojego gatunku:

„Grzybuw nie ma ale i tak jest zaebiście”.

Oczywiście grzyby są, tylko oni ich nie widzą, bo widzieć nie chcą, a jeść czegoś, co rośnie w lesie, na pewno nie zamierzają.

Kawałek dalej jakiś koleś wali pokłony przed grzybem.

- Wszystko w porządku? – pytam.

- Szatan – odpowiada i zaczyna lizać grzyba pod kapeluszem.

- Rozumiem – kłamię, kreślę znak krzyża w powietrzu i odchodzę.

Ale wtem kątem oka dostrzegam cień przemykający między drzewami.

Ruszam za nim i po chwili widzę dokładnie:

Stary sweter w jodełkę, spodnie moro, kalosze, bagnet za pasem, wiadro po farbie z ołowiem, pordzewiały rower marki Ukraina.

Widzę tutaj dwie opcje — typ albo idzie na grzyby albo wraca do porzuconych w lesie zwłok na kolejną porcję pośmiertnych amorów.

Wiem, że jeśli chcę znaleźć grzyby, muszę za nim iść, ale doskonale zdaję sobie również sprawę, że mogę już nie wrócić.

Zakładam, że to jednak mistrz ceremonii i ruszam za nim w bezpiecznej odległości.

Gość tymczasem doskonale zdaje sobie sprawę, że ma ogon, bo co jakiś czas odwraca się i posyła mi to podejrzany uśmiech, to podstępne spojrzenie.

Idę dokładnie za nim i jakimś cudem to ja zbieram twarzą pajęczyny.

Wtem rozpływa się między drzewami.

No, dobra, jestem w lesie, teraz tylko znaleźć jakieś grzyby i wyjść z tego cało.

Halo, czy są tu jakieś grzyby?

Kurde, no są.

Rosną sobie ot tak sobie.

Jak gdyby nigdy nic.

I to jeden nieopodal drugiego.

Dziwne…

Może mi w to nie uwierzycie, ale w dwie godzinki nazbierałem pełen koszyk i to bez żadnych niebezpiecznych sytuacji!

No dobra, teraz tylko odnaleźć drogę powrotną do auta i dotrzeć do niego w jednym kawałku.

Kurde…

Przecież moje auto widać stąd, gdzie stoję…

Idę i zastanawiam się nad tym wszystkim.

Jak bym nie próbował tego ugryźć, za każdym razem wychodzi mi, że po prostu miałem niebywałe szczęście.

Nieopodal parkingu ten sam koleś co wcześniej wali pokłony przed innym grzybem.

- Szatan? – pytam.

- Papierzak – odpowiada.

- Religijny człowiek – mówię do siebie.

Wracam do domu.

Myślę, czy by może nie odpocząć, ale przecież nie ma chwili do stracenia.

Biorę szczoteczkę do zębów i zabieram się za czyszczenie.

Po kilku godzinach grzyby lśnią jak nowe.

Pora je sprawdzić.

Aplikacja w smartfonie pokazuje, że połowa to pieczarki, a połowa muchomory.

Wyrzucam połowę.

Dla pewności otwieram lodówkę i skanuję grzyby na pizzy z Biedronki.

Też muchomory.

Wyrzucam pizzę i aplikację.

Połowy połowy sam jednak nie jestem pewien, więc i ta ląduje w koszu.

Tymczasem połowa połowy połowy jest obgryziona przez ślimaki.

Nie no, przecież samiec alfa i omega ze szczytu łańcucha pokarmowego nie będzie dojadał resztek po jakimś mięczaku-obojnaku.

Wyrzucam.

Rozcinam pozostałe i okazuje się, że w połowie połowy połowy połowy robale dokazują jak patusy pod Żabką w niedzielę wolną od handlu.

Wyrzucam.

Nie jest tak źle, zostały mi dwie garści grzybów!

W mojej głowie powoli układa się genialny plan:

Jedną garść usmażę, drugą — ususzę.

Wpisuję w wyszukiwarkę: „gesler, grzyby, przepis, łatwy, zanzibar”.

„Najpierw obgotuj przez 10 minut i wylej wodę. Potem obgotuj przez następne 10 minut i wylej wodę. Potem już tylko na 10 minut na rozgrzaną patelnię”.

Kierując się zdrowym rozsądkiem i rozsądnymi instrukcjami, z mojego koszyka grzybów wyszły mi dwie garści grzybów, a z jednej z nich trzy czwarte łyżki stołowej.

Coś musiałem źle zrobić, bo przecież nie wyparowały…

W końcu nadchodzi ta wiekopomna chwila:

Nabieram je na łyżkę i zjadam — na raz, bez chlebka, z namaszczeniem.

Mm… O tak… Kawior lasu…

Hm…

Smak chyba wylałem razem z wywarem…

Trudno — suszenie na pewno się uda.

W imię intensywnego grzybowego aromatu!

Zgodnie z zaleceniami — piekarnik na 40 stopni i idę spać.

Wstaję rano, w mieszkaniu unosi się intensywny grzybowy aromat.

Udało się! — myślę.

Ochoczo otwieram piekarnik.

Szukam moich grzybów, ale ich nie widzę.

Wchodzę do Internetu i tam również szukam.

W Internecie moich grzybów nie ma, ale wychodzą na jaw nowe informacje:

92% wody, no kto by pomyślał.

Ołów, kadm, rtęć i arsen.

Radioaktywny izotop cezu.

Rabdomioliza.

To całe grzebanie to jest dla jakichś psycholi!

Grzybobranie.

Grzybobabranie.

GURU

w Ciekawostki

32piorunów

Mały wpis o małym pieknym grzybku (nie tym, zboku), co póki co u nas nie występuje i nie ma polskiej nazwy, ale zapewne oba te fakty się w ciągu dekady zdezaktualizują.

Favolaschia calocera jest grzybem stosunkowo krótko znanym nauce, dopiero w latach 60-tych został sklasyfikowany i dostał swoją łacińską nazwę. Oryginalnie pochodzi z Madagaskaru, ale rozpowszechnił sie mocno już po prawie całym świecie. Choć niby preferuje cieplejszy klimat to został już znaleziony w Wielkiej Brytanii, Belgii i Holandii, więc myślę że to już tylko kwestia czasu. Więc wypatrujcie, macie szansę być tymi pierwszymi w Polsce! :smiley:
Rośnie na drewnie drzew liściastych, owocniki w naszym klimacie w okresie letnio-jesiennym. Owocniki są małe - do 3cm, ale tośnie w grupkach i ma jaskrawy jasnopomarańczowy kolor. Mimo iż wygląda mocno unikalnie, należy do popularnej w Polsce rodziny Grzybówkowatych

Wirtuoz

w Jedzenie

32piorunów

Chłop odważył się wreszcie spróbować kani. Chodzę sporo po lasach czy łąkach i wiele ich widziałem, ale nigdy się u mnie w rodzinie ich nie zbierało, aż wreszcie dziś ją zjadłem (na pół z doświadczonym i zaufanym grzybiarzem). W sumie dobre, ale też jakoś szczególnie smak nie powala. Powiedziałbym, że to coś pomiędzy boczniakami a schabowym.
Na zdjęciu smażona kania i kopytka dyniowe.

Autorytet7piorunów

@DrGurgul
> coś pomiędzy boczniakami a schabowym.

Czyli za⁎⁎⁎⁎sta ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (5)

Autorytet

w Hydepark

9piorunów

Jakieś pomysły, co to za grzyby?

Gruba ryba1piorunów

Gąska bukowa

Autorytet1piorunów

@strzepan no właśnie też myślałem, że to gąska, ale równie dobrze może to być trujący zasłonak rudawy...

Gruba ryba0piorunów

Komentarz usunięty

Gruba ryba0piorunów

@madhouze nie jestem znawcą, tak naprawdę oparłem się na tym co mi zasugerował obiektyw google :disappointed_relieved:

Gruba ryba0piorunów

Komentarz usunięty

Lider1piorunów

Nie wiem ale wiem gdzie rosnie takich setki

Pokaż więcej komentarzy (8)

GURU

w Hydepark

22piorunów

Nie de facto wpis, ale taki trochę teaser i disclaimer.

Choć rozruszałem tutaj dość znacząco grzybowy tag i często odpowiadam na Wasze pytania pamiętajcie o jednym - ja nie jestem specjalistą. Jestem co najwyżej zaawansowanym amatorem i to takim, co nawet nie siedzi na co dzień w jakiejkolwiek pokrewnej dziedzinie. Więc ja chętnie podziele się tym co wiem, uczę się nowych rzeczy cały czas, ale na pewno jeśli macie jakieś poważne wątpliwości w istotnej grzybowej sprawie, to skonktaktujcie się z kimś o poziom lub dwa wyżej. Jest Sanepid, jest świetna grupa Grzyby-Identyfikacja, są inne opcje. Pamiętajcie też, że można używać apek czy google, ale by wówczas mieć oczy szeroko otwarte, bo można się na tym mocno przejechać.

To by disclaimer, a teraz teaser. W najbliższym czasie podejmę temat, którego dotychczas unikałem - używania "kontrowersyjnych" grzybów, czyli w pierwszej kolejności Muchormora Czerwonego i Łysiczki Lancetowatej. Bez uprzedzeń, bez bullshitu, bez ideologii - w jedna czy drugą stronę. Sam doświadczenie z takowymi mam zerowe, a że to ważniejszy temat niż kolejny gatunek którego pewnie nigdy nie spotkacie, to chcę się przygotować do niego lepiej.

GURU

w Ciekawostki

51piorunów

Trafiłem na taką ciekawostkę, o grzybie.
Za gówniarza nazywaliśmy go "smolarz", bo brudził na czarno.
Skoro sezon na grzyby, to przedstawiam Wam tego grzyba.

Czernidłak - niezwykły grzyb, który leczy cukrzycę i nadciśnienie.

Czernidłak (zwany też potocznie bedłką kołpakiem, sową, czernidlakiem, psią betką) to pospolicie występujący u nas grzyb z rodziny pieczarkowatych. Można go spotkać głównie jesienią, od września do listopada, na miejskich trawnikach, polanach, w sadach i parkach. Zwykle rośnie w dużych zbiorowiskach liczących nawet po kilkadziesiąt osobników.
Wśród czernidłaków występujących w Polsce możemy wyróżnić 3, które są do siebie bardzo podobne, ale - co ciekawe - należą do różnych rodzin:

* czernidłak kołpakowaty (Coprinus comatus)
* czernidłak pospolity (Coprinopsis atramentaria)
* czernidłak błyszczący (Coprinellus micaceus)

Najbardziej godny polecenia jest pierwszy z nich - czernidłak kołpakowaty, który jest bardzo pożądanym grzybem ze względu na swój niezwykły smak (nieco słodki, przypominający niektórym cielęcinę), niecodzienne właściwości lecznicze, ale też wyjątkową nietrwałość. Czernidłak nadaje się bowiem do spożycia bardzo krótko - zrywać można jedynie młode osobniki (poznamy je po tym, że są białe i jeszcze zwinięte), potem - w miarę jak grzyb dojrzewa - jego kapelusz gwałtownie się zwija i zamienia w czarną maź, która jest w rzeczywistości masą zarodnikową. Co ciekawe, dawniej z mazi tej wytwarzano atrament.

Cały proces dojrzewania grzyba trwa czasem tylko... jeden dzień, a jego rozkład zaledwie kilka godzin! Nic zatem dziwnego, że czernidłak jest perełką wśród grzybów pożądaną przez prawdziwych smakoszy.

Czernidłak kołpakowaty - składniki odżywcze

* białko
* witamina B2
* witamina B1
* niacyna
* witamina C
* miedź
* cynk
* wapń
* potas
* magnez

Czernidłak kołpakowaty to chyba jedyny grzyb, który może być stosowany jako naturalne lekarstwo na schorzenia przewlekłe:

* jest polecany cukrzykom, gdyż redukuje poziom cukru we krwi, a także objawy cukrzycy, takie jak:
* bezsenność
* bóle głowy
* bóle kończyn
* suchość w jamie ustnej
* obniża ciśnienie krwi
* ma udowodnione działanie przeciw nowotworowe
* pomocny w leczeniu hemoroidów

Aby naturalna terapia czernidłakiem przyniosła skutek, należy go stosować regularnie - w postaci suszu albo świeżych bądź mrożonych grzybów.
Dawka zależy od dolegliwości:

* w przypadku cukrzycy należy przyjmować 100-200 g świeżych lub mrożonych grzybów dziennie albo 10-20 g suszu
* w przypadku nadciśnienia dawka powinna wynosić 150 g dziennie w przypadku grzybów świeżych lub 15 g - w przypadku suszonych

Smakosze donoszą, że czernidłaki można gotować, dusić, smażyć na maśle albo marynować panierowane tak jak kanie. W każdej postaci są pyszne! Oto przykładowy przepis:
Zebrane grzyby opłucz delikatnie pod wodą i odsącz w ręcznik papierowy. Następnie przekrój wzdłuż, posól i popieprz do smaku, panieruj w jajku i mące (może być pszenna lub kukurydziana) i obsmaż z obu stron na maśle lub oleju kokosowym.

A tera, wredna rodzina :stuck_out_tongue_winking_eye:

Czernidłak pospolity jest bardzo podobny z wyglądu do kołpakowatego, ale ma lekko szary kapelusz i niewyraźne prążki, nie ma za to łatek. Rośnie w podobnych miejscach co kołpakowaty i podobnie jak on jest jadalny, ale pod pewnymi warunkami - nie można go łączyć z alkoholem. Wtedy może się okazać śmiertelnie niebezpieczny, a wszystko przez zawartość kopryny, której czernidłak kołpakowaty jest pozbawiony.
Kopryna jest związkiem, który blokuje metabolizm alkoholu etylowego, czyli jego rozkład. Może to skutkować poważnym zatruciem alkoholowym (zwanym też zatruciem koprynowym), które objawia się:

* zaczerwienieniem twarzy,
* uderzeniami gorąca,
* wymiotami,
* bólem głowy,
* halucynacjami

Co ciekawe, alkoholu nie można pić zarówno 3 dni przed zjedzeniem czernidłaka pospolitego, jak i 3 dni po, gdyż jego działanie naukowcy oceniają nawet na 72 godziny.

Czernidłak błyszczący wyróżnia się żółtobrązowawym kapeluszem o dzwonkowatym kształcie, który jest pofałdowany i bruzdowany, za młodu pokryty błyszczącymi ziarenkami pozostałości osłony. Podobnie jak pozostałe czernidłaki rozpływa się krótko po wyrośnięciu.

Czernidłak błyszczący jest jadalny, ale również zawiera koprynę, dlatego nie należy łączyć go z alkoholem.

źródło: https://fit.poradnikzdrowie.pl/diety-i-zywienie/co-jesz/czernidlak-niezwykly-grzyb-ktory-leczy-cukrzyce-i-nadcisnienie-aa-XjQu-62Fk-ZzvA.html

Kosmonauta2piorunów

Kurde, u mnie go pełno było. O tym że jadalny to wiedziałem ale że ma takie lecznicze działanie to nie. A bym go ususzył. Teraz już za późno, bo się zamienia w atrament.

GURU4piorunów

@razALgul "pomocny w leczeniu hemoroidów" - a konkretnie jak stosować? Dla kolegi pytam

Gruba ryba2piorunów

@Heterodyna napchać zarodników w dupę i leżeć na brzuchu aż wyrosną 😉

GURU1piorunów

@Heterodyna obstawiam, że to w związku z jego możliwościami obniżania ciśnienia krwi oraz napięcia na żyły. Taka ultra naturalna diosmina.

Autorytet5piorunów

@Heterodyna Odpowiedź na pytanie kolegi zawarta jest w kształcie młodych osobników.

Gruba ryba1piorunów

@Sahelantrop kurde ja to jadłem, a to czopki :frowning:

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Hydepark

18piorunów

Patrz @Ragnarokk jakie dziś rodzynki trafiłem w lesie 😁. Oczywiście niech to będzie zgaduj zgadula ale daj innym szansę 😉. Od razu się przyznaję, że na 5 zdjęciu nie wiem co to.

GURU1piorunów

O panie, ładne zbiory :) Nr 1 oczywiscie kojarzylem, ale nazwe musialem sie z google wspomoc, pamietalem tylko nazwe rodziny.

Trudniejsze niż to moje wyzwanie :)

GURU4piorunów

Dam tylko inicjaly grzybow: PG, KO, LA, RC, LP :)

Gruba ryba0piorunów

@Ragnarokk w punkt. Z ostatnim jak już pisałem klócić się nie będę😉

Pokaż więcej komentarzy (7)

GURU

w Ciekawostki

31piorunów

Szalony sezon grzybowy dobiega powoli do końca, więc czas na jakiegoś nietrywialnego grzyba. Skoro nikt nie chciał rozpozawać grzybów pod moim ostatnim postem pod tagiem to oznacza że moja praca tutaj nie jest skończona (Serio, sam łatwe gatunki - wiem że mi nieco łatwiej bo na żywo widziałem, ale come on - o jedynym trudniejszym pisałem ze 2 tygodnie temu :P)

Aksamitka/Aksamitówka Złota jest sporym jesiennym grzybem, jak nazwa zaś wskazuje ma żółtozłoty kolor. Kapelusza ma matowy, pokryty drobnymi ziarenkami, a na żółtej nóżce jest charakterystyczny olbrzymi pierścień. Rośnie w różnych środowiskach, także poza lasami, zdarza się rosnąć w większych grupach i tworzyć czarcie kręgi. Jest to grzyb niejadalny, w Polsce dość rzadki, ale spotykany.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Hydepark

239piorunów

W nawiązaniu do tego wpisu.

Tata dostał list ode mnie. Wg relacji mamy chwilę podrapał się po głowie i mruczał pod nosem:
"Jaka grabież? Co oni a co to grzybów już nie można zbierać?"
Chwilę podumał i zaraz do mnie zadzwonił z pytaniem czy chcę iść siedzieć za podrabianie pism urzędowych :stuck_out_tongue_winking_eye:
Pośmialiśmy się, pogadaliśmy, Maślaka się nie boi i jedzie w tym tygodniu zbierać ponownie. Na zdjęciu jego ostatni zbiór.

Sum2piorunów

@bishop im więcej razy czytam Twoje podrobione pismo tym więcej smaczków znajduję. Wyrazy uznania!

Gruba ryba1piorunów

@Vinzenty ja z tego zwrotu zagrabionej grzybni to płaczę ze śmiechu nonstop :rolling_on_the_floor_laughing:

Lider2piorunów

stary wyjadacz, nie będzie mu jakiś Maślak dyktował co ma zbierać, a co nie.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Hydepark

33piorunów

Poniedziałek, godzina 12 - na grzybach jestem, a niby gdzie mam być?

Autorytet1piorunów

@MoralneSalto grzyby się "ukręca" jak na początek jest okejeczka, możesz zasypać liściem dodatkowo to urośnie kolejny 😉

GURU0piorunów

@wiatraczeg
To tak nie działa. Nie powtarzajmy mitów. Choć zasypać nie zaszkodzi by nieco mniej wysychała ziemia

GURU5piorunów

Tyle to @Cybulion znajduje w drodze do lasu, proszę się wziasc za zbieranie bo was noc zastanie w tym lesie zanim się koszyk zapełni

Pokaż więcej komentarzy (19)