Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#pracbaza

Osobistość

w Hydepark

99piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

part 6- sprzedawczyni w "ekskluzywnym" butiku

Po zakończonym stażu i paru miesiącach przerwy poszłam na studia, przez pierwszy rok nie pracowałam i dopiero w przerwie letniej czegoś sobie szukałam. Bardzo wtedy chciałam zostać we Wrocławiu ponieważ, poznałam tam chłopaka i powrót do mojego zadupia na 3 miesiące wydawał mi się niezwykle nudną perspektywą (ale ja byłam głupia xd)

Wysyłam CV gdzie się dało i nie ukrywam wzięłam pierwsza lepszą pracę w której mnie przyjęli - wybredna nie byłam. Na pierwszy rzut oka taka praca z ciuszkami i ludźmi nie wydawała się zła, więc też nawet się cieszyłam na myśl o rozpoczęciu tam pracy.

O jak ja się myliłam. Ta praca to był koszmar dla mojego mózgu który bardzo szybko się nudzi xd nie było tam co robić, ale tak totalnie. Klientów było tyle co kot napłakał. Nie było więc też kogo obsługiwać. A pani właścicielka była jebnieta delikatnie mówiąc i ciągle obserwowała na kamerach pracowników, którzy chodzili jak na szpilkach, ciągle zestresowani.

Ta posada to był festiwal udawania, że się coś robi. 10 razy na zmianie prasowalam te same koszule xd poprawiałam wieszaki, tak żeby wisiały idealnie równo, jak tylko jakiś klient je przesunął. Chodziłam w kółko po sklepie udając, że pilnuje czy coś czegoś nie kradnie xd najbardziej jednak wkurwiające było to, że musialam podchodzić do każdego klienta z pytaniem czy coś pomóc xd jak tego nie zrobiłam była zjebka od wielkiego brata. Każdy kto choć raz był w sklepie wie jak bardzo jest irytujące to pytanie. Dlatego jestem bardzo wyrozumiała do pracowników sklepu,którzy żądają to nikomu niepotrzebne pytania - wiem, że potem są z tego rozliczani, przez "geniuszy" biznesu.

Najlepsze jest to, że serio myślałam, że w tym sklepie sprzedają dobrej jakości ubrania. Nie znałam się kompletnie na modzie, w tamtych czasach nawet nie wiedziałam co to jest gucci (coś do jedzenia?) było dużo ubrań z metką Atmosphere i wtedy myślałam że to jakaś za⁎⁎⁎⁎sta marka (nie chciało mi się weryfikować w necie) ale skoro sprzedają ja za taki gruby hajs to pewnie jest dobra - takie było moje założenie. Eh głupota boli tylko czasem xd

Zobaczyłam kiedyś taką metkę na koszulce mojego ówczesnego chłopaka, powiedziałam mu że to dobra firma, a on, że kupił ją w HM xd zrobiło mi się mega głupio. Aktualnie bym się z tego zaśmiała, wtedy czułam żenade, że powiedziałam taka głupotę xd

Zostałam też jako sprzedawczyni ocyganiona. Na koniec dnia okazało się że jest manko na 300 zł. Ja już panika, że muszę oddawać, na szczęście okazało się na kamerach, że jak schylalam się po torbę, panie robiące zakupy zabraly gotówkę z lady. Cóż a mówią żeby się nie kierować stereotypem ...😅

Atmosfera w pracy była beznadziejna, totalnie napięta. Pamiętam, że poznałam tam fajna kobietę ok 50 lat, bardzo piękna i miłą. Opowiadała o swoim trudnym życiu i ucieczce z Włoch od przemocowca. Pamiętam jak mi się zrobiło przykro, że teraz musi pracowac w takim gówno miejscu w takim wieku. Odpowiedziałam o tym mojemu chłopakowi on to skwitował prostym zdaniem "sama sobie takie życie wybrała". Wtedy po raz pierwszy do mnie dotarło jak bardzo jesteśmy od siebie różni...

Straciłam tam pracę gdyz uwaga... Zostałam zwolniona. Jak to mówią pierwsze zwolnienie boli najbardziej... Płakałam jak po⁎⁎⁎⁎na bo bardzo mi to zaniżyło poczucie własnej wartości. Wykonywałam tam swoje obowiązki i sie starałam. Poszło o to że nie spodobałam się właścicielce bo za długo szukałam jakieś bluzki na zapleczu...

Pamiętam powiedziałam mi wtedy chłopak że po co płacze skoro to nie była moja praca marzeń i to była jedyna mądra rzecz jaką powiedział podczas naszej znajomości do dziś uważam to za dobrą radę. Niestety zwolnienie z pracy popchnęło mnie w otchłań depresji na której krawędzi stałam i trwała ona przez kolejny rok - wtedy niestety nie wiedziałam, że to jest depresja więc totalnie nie wiedziałam, że mój stan to choroba, a obwinialam siebie, że po prostu jestem już taka do d⁎⁎y.

Firma upadła dość szybko chyba ok rok po moim zwolnieniu. Sama nie wiem co to było. Klientów totalnie brak, pdobno zyski przynosił jedynie dział męski z garniturami. Jak dla mnie to był po prostu jakiś krzak xd

Podsumowując: nikomu nie polecam takich warunków pracy. Totalne bezmózgie wykonywanie czynności. Do teraz uważam, że udawanie, że się pracuje jest dużo dużo gorsze niż realna ciężka praca. W sumie mało co nawet stamtąd wyniosłam z doświadczenia, jedynie traumy xd

Gruba ryba9piorunów

Klientela wszelakich galerii to niezły koszmarek.

GURU6piorunów
udawanie, że się pracuje jest dużo dużo gorsze niż realna ciężka praca

@Cori01 ok tak ...

Pokaż więcej komentarzy (16)

Fanatyk

w Hydepark

113piorunów

Natchniona wpisem https://www.hejto.pl/wpis/bez-pracy-nie-ma-kolaczy-part-4-sprzataczka-w-podstawowce-przyznam-ze-ta-praca-o oraz za pisemnym pozwoleniem @Cori01 postanowiłam dorzucić coś od siebie do tagu konkretnie w temacie pracy na stanowisku Konserwatora Powierzchni Płaskich.
Jako że wciąż siedzę udupiona i czasu mam w nadmiarze, to nie będę pisać skrótowo, tylko zamierzam opisać swoje przygody w full HD, premium extended edition xD

Tytułem wstępu

Zarówno moja edukacja jak i zatrudnienia, były początkowo mocno burzliwe. Próbowałam bardzo wielu rzeczy, ale z czasem zaczęłam obierać konkretne kierunki, w których czułam się najlepiej.
Za czasów, w których jeszcze nie miałam odpowiednich kwalifikacji i zostawały mi prace fizyczne, dla mnie i mi podobnych, pracami 'premium' wydawały się te w znanych, ładnie się prezentujących firmach. Mam tu na myśli przykładowo Media Saturn czy Empik, gdzie pracownik był 'ładnie' ubrany, raz w roku szedł na imprezę firmową gdzie dostawał bon świąteczny na 100 zł (tylko do wykorzystania w naszym sklepie!), oraz miał 5% zniżki na niektóre towary.
Jak się ktoś pytał, siema shiva, gdzie pracujesz, to mogłam z godnością odpowiedzieć, że jestem Doradcą Fachowym w Dziale AGD w Media Saturn. Prawda, że brzmi dumnie?
Za to jak możecie się domyślić, pracownik taki był zwykłą ścierą do podłogi, którą kierownictwo i klienci na zmianę wycierali d⁎⁎ę, a on przy tym musiał się ładnie uśmiechać i dziękować za skorzystanie z jego usług. Może o pracy w sklepach też kiedyś opowiem.
W porównaniu do takiego pachnącego doradcy fachowego, praca na miotle wydawała się obciachem i zajęciem dla starych bab z brakiem ambicji. Miałam podobne przekonanie, do momentu aż przypadkiem nie trafiłam do pierwszej takiej pracy. Ale po kolei, bo miało być o wszystkim ;)

Nieopodatkowane praktyki małolata

Zaczęło się jeszcze za czasów mojej niepełnoletniości. W wakacje czasu miałam nadmiar, o koloniach i innych wyjazdach mogłam zapomnieć, bo się nie przelewało.
Tata zaproponował mi, abym dorobiła sobie u niego w robocie. Tata zajmował się wykończeniami i remontami wnętrz (po nim mam do tego słabość), a moim zadaniem miało być sprzątanie po tych remontach. Izi, tak mi się wydawało, bo wtedy jeszcze jedyne doświadczenie w sprzątaniu, miałam ogarniając pokój wspólnie z bratem.
Ogółem zapierdziel był zacny, ale tata był ze mnie zadowolony i obskoczyłam z nim sporo mieszkań, nie tylko tych jednych wakacji.
Z czasem dostałam j⁎⁎⁎ny awans i tata pozwolił mi malować grzejniki, a nawet dostałam jedną ścianę. Niestety nigdy nie dostałam pozwolenia na gładź, dlatego teraz robię średnio, ale kto robi dobrze, jak tata już nie żyje.
Noooo, w każdym razie to była moja pierwsza pieniężna robota na sprzątaniu, jeszcze na spokojnie, potem było coraz lepiej. Słuchajcie tego...

Gołębie i złodziej

Właściwie była to również praca u taty przy remoncie, różniło się to tym, że mieszkanie należało do znajomej mojej mamy i skrywało paskudne tajemnice 🫣
Mieszkanie było ogromne i bardzo wysokie, ulokowane w starej, przedwojennej kamienicy na ostatnim piętrze. Zamieszkiwały je dwie starsze kobiety i jeden facet, nie pamiętam kto był synem kogo, w każdym razie facet był trochę młodszy i miał jakąś chorobę psychiczną. Poza mieszkańcami były zwierzaczki. Jedna z kobiet KOCHAŁA ZWIERZACZKI, dlatego miała pieska i połowę osiedlowej populacji GOŁĘBI.
Nie wiem jak zimą, bo sprzątałam tam latem, w każdym razie okna były cały czas otwarte, a gołębie non stop wlatywały i wylatywały z tego mieszkania. Wszystko było zasrane, śmierdzące, odrzucało mnie okrutnie, bo latających szczurów nigdy nie darzyłam sympatią.
I WEŹ TO K⁎⁎WA SPRZĄTAJ
Co do wariatów nic nie mam, sama normalna nie jestem. Ale wtedy, mój nastoletni umysł nie miał jeszcze tyle empatii do drugiego człowieka, a obecność gołębi dodatkowo podnosiła mój poziom kortyzolu. Pan, oprócz innych dziwnych zachowań, miał niemiły zwyczaj przenoszenia różnych rzeczy w losowe miejsca.
Pewnego razu, zaliczka którą dostałam od właścicielki, zmieniła miejsce na nieokreślone. Ulało mi się wtedy mocno, cała wściekłość, która kumulowała się we mnie z powodu tych gołębi i wiecznie ginących rzeczy, uszła ze mnie w obecności moich rodziców. Zrobiłam giga aferę, po czym zabrałam manatki I wyszłam trzaskając drzwiami. Zwykle dostałabym za to srogi opierdol od rodziców, ale tym razem zbyli to milczeniem, widocznie powiedziałam na głos, to co sami czuli.

Stary człowiek i morze alkoholu

Wtedy już byłam pełnoletnia.
Moja mama miała starszą przyjaciółkę, mieszkającą z mężem piętro niżej. Kiedy zmarła, sąsiad został sam w tym sporym mieszkaniu, na pewno było to trudne przeżycie.
Pewnego razu przyszedł do moich rodziców z pytaniem, czy nie chciałabym sobie dorobić sprzątając mu mieszkanie. No ba.
W przeciwieństwie do mieszkania z gołębiami, a nawet do zwykłego zadbanego mieszkania, było tam czysto. Wiadomo, kurz osiadał, jakieś brudy z codziennego użytku, ale ogółem sprzątało się szybko i przyjemnie, oczywiście słuchawki na uszach, sąsiad nie przeszkadzał w pracy. A praca ta zapadła mi w pamięć, ponieważ z każdym razem (sprzątałam u niego parę razy), po skończonej robocie, zapraszał mnie do salonu abym z nim usiadła i otwierał barek pełen najróżniejszych alkoholi z przewagą rumów. Polewał i opowiadał. A miał o czym. Teraz już tych opowieści nie pamiętam, pamiętam za to, że nie chciałam wyjść na słabiaka, więc piłam ten rum na równi z nim, gadać nie musiałam, bo ten biedny, samotny człowiek czuł dużą potrzebę mowy, a ja potem wracałam na swoje pięterko nawalona w cztery d⁎⁎y xD rodzice zadowoleni nie byli xd

I to by było na tyle sprzątania w ramach dorobienia sobie. Jak wyprowadziłam się od rodziców, zaczęłam łapać się zupełnie innych prac, a do sprzątania, już na pełnoprawnej umowie wróciłam później, już przetyrana przez linie produkcyjne i sklepy.

Spanko opierdalanko w klimacie postapo

Tą pracę załatwiła mi koleżanka. Ja byłam wtedy na bezrobociu studenckim, a ona musiała rzucić tą pracę. Skusiła mnie opowieściami o zarobkach i obijaniu się.
Była to hala produkcyjna, pracująca na jedną zmianę, od początku było wiadomo że lada chwila mają się zamykać, ale jeszcze trochę miesięcy roboty było. Wszystko tam było stare, większość budynków na terenie firmy była już nieużywana. Teren zmierzał do wyburzenia, obecnie stoi tam nowe osiedle mieszkaniowe.
Kochałam klimat tego miejsca, piękne postapo, pomału przechodzące w gruz i zapomnienie.
W pracy musiałam siedzieć 6-14, tak jak reszta pracowników. Samej roboty każdego dnia miałam 2-3 godzin, w zależności od dnia, czy szłam dodatkowo na drugi budynek.
Co tam było do roboty? Łazienki, stołówka, gdzie trzeba było oblecieć szmatą stoły i wymopować podłogi. Sama hala produkcyjna była ogarniana przez garstkę pozostałych pracowników.
Z rzeczy śmiesznych, był tam taki stary Janusz, który bardzo pilnował DODATKOWEGO obowiązku sprzątaczki, jakim było wstawienie ogromnego gara wody o odpowiednim czasie, aby zagotował się akurat na czas przerwy pracowników, aby mogli sobie zrobić herbatę. Facet był psychiczny na tym punkcie, sam codziennie doglądał czy wstawiam gar o właściwej godzinie i minucie, tak miał j⁎⁎⁎ny wszystko wyliczone.
Najbardziej lubiłam sprzątać na drugim budynku, rzadko kiedy szło tam kogokolwiek spotkać, samo przebywanie tam to było czyste urban exploration.
Miałam tam do ogarnięcia tylko podłogi w szatni i łazienkę, które prawie wcale nie były używane. Wlóczyłam się tam po przeróżnych pomieszczeniach z dziwną aparaturą, starymi maszynami, próbówkami, fantazjowałam o tym co tu kiedyś było robione, że może było to tajemne rządowe laboratorium, w którym pracowano nad rzeczami, które nie mieściły się w głowie.
Tak wyglądała moja praca tam. Miotła, słuchawki, a pomiędzy spanko w swojej kanciapie, gdzie nikt mi nie przeszkadzał. Byłam tam jedyną kobietą, co dodatkowo sprawiało, że miałam tam prawdziwy spokój.
Łezka się kręci w oku na wspomnienie tej roboty. Wtedy też zrozumiałam, jaka praca daje mi spokój i szczęście, bo wtedy jeszcze o kasie za bardzo nie myślałam, kasa miała przyjść wraz z kwalifikacjami.
Pracowałam tam do samego końca, z wielkim żalem szukałam kolejnej roboty, ale skupiałam się już tylko na sprzątaniu.

Błyszczące krany i ludzkie tkanki

Tym razem nie trafiłam zbyt dobrze xD
Myślałam, że gdziekolwiek pójdę sprzątać, będzie dobrze. Prywatna premium klinika medyczna na początku nie wzbudziła moich podejrzeń xD jedyne co od początku nie się nie podobało, to to że nie byłam tam jedyną sprzątaczką, był cały ZESPÓŁ sprzątaczek, ze sprzątaczką naczelną, a jak xD ale przyzwyczaiłam się już, że mogę opłacać studia za własny hajs, więc do roboty!
Struktura ważności była oczywista, właścicielka kliniki, lekarze, pielęgniarki, recepcja, sprzątaczka naczelna i MY - karaluchy ze ścierami. Panował tam iście schizofreniczny klimat, na każdej przerwie karaluchy opowiadały za co dostały opierdol, na co trzeba zwracać uwagę i co jest dla mnie najważniejsze (bo świeżaka trzeba było straszyć aby nie miał lepiej niż one).
Jednym z ważniejszych obowiązków, było pucowanie kranów I innych elementów błyszczących w łazienkach dla kliento-pacjentów.
W miarę możliwości po każdym pacjencie, należało wbić do łazienki i wypucować wszystko czego dotknął. Jednocześnie ważne było aby pacjenci nas NIE WIDZIELI. Mieliśmy przemykać tak, aby nikt z nie musiał narażać się na nasz widok.
W klinice była sala zabiegowa. Nie była używana często i zanim padła moja kolej na sprzątanie, nasłuchałam się jakież ludzkie kawałki przyjdzie mi sprzątać, że lepiej abym była odporna na widok krwi itp. Oczywiście było to karaluchowe bajkopisarstwo, bo nawet sale po zabiegu lśniły tam czystością.
Odeszłam, bo czułam się tam jak sprzedawca w Empiku, czy innym elektro media. Ja marzyłam o pracy samodzielnej, z minimalnym kontaktem z ludźmi, a tam byłam pod wiecznym wzrokiem kamer i ciągłą krytyką tego co robię. Serio, non stop ktoś się tam na coś oburzał a jedyną osobą z którą dało się normalnie pogadać była... właścicielka. Parę razy jak sprzątałam jej gabinet, zagadnęła mnie i były to owocne rozmowy jak równy z równym. Widać byłam zbyt mało karaluchowata, dlatego postanowiłam pokierować swoją karierę sprzątaczki spowrotem na halę produkcyjną.

Oszuści, zdziwiony pikaczu i marihuaen

Tym razem robotę znalazłam na gumtree i był to powrót na halę produkcyjną.
Tak jak poprzednio, zatrudniona nie byłam bezpośrednio przez fabrykę, tylko pośrednictwo pracy o nazwie Robot 1, czy jakoś tak (reklama im się należy).
Od początku śmierdzieli januszexem, ale chciałam tą robotę więc zgodziłam się na lipne warunki. W ofercie na gumtree załóżmy, że rzucili stawkę 5 zł na godzinę brutto. Jak przyszło do podpisania umowy, okazało się że było tam 3 zł na godzinę, plus premia, że niby miało się zgadzać z ofertą z gumtree, bo premia miała być ZAWSZE i obiecali, że dostanę tyle na rękę jakby umowa była za piątaka. Wiadomo, oni sobie lepiej opodatkują, a karaluchy i tak nie potrafią liczyć i zgodzą się na wszystko.
Dobra, do roboty.
Pierwszego dnia dowiedziałam się że ja odpowiadam za wszystkie hale (łazienki, kuchnie itp) plus portiernię dla załadunków, a dodatkowo raz w tygodniu pomagam dwóm sprzątaczkom od sprzątania biur, które miały swoją siedzibę osobno ode mnie, więc ogółem byłam samodzielna.
Na wstępie zostałam ostrzeżona, że na portierni są dwie wredne, wymagające baby. Ogółem nie jestem bardzo rozmowna i kontaktowa, ale odpalił mi się jakiś przekór i postanowiłam wbić na tą portiernię z piękną gadką, wysprzątać im wszystko na błysk i nie dać małpom się czepiać. I tymi swoimi działaniami, niechcący sprawiłam że miałam z 'wredotami' super sztamę, okazały się bardzo fajne w rzeczywistości i uśmiechały kiedy tylko mnie wypatrzyły. A starsze sprzątaczki nie wierzyły własnym oczom. Heh.
Ale znajomości miałam tam więcej, było parę fajnych chłopaków, którzy zawsze niezobowiązująco zagadywali, a skończyło się na tym że w mojej kanciapie urządzaliśmy regularne sesje z jointami, bo było to jedyne bezpieczne miejsce na terenie firmy gdzie można było bez pszypau zajarać. Fajnie było, klimat inny niż na poprzednim prodzie, ale też fajnie wspominam.
To teraz przejdźmy do tego co tam było nie tak xD
W każdym miejscu znajdzie się ktoś, kto musi się dla zasady prz⁎⁎⁎⁎⁎⁎olić. A ja kiedy wiem, że jestem niewinna, to pokazuję kły xD
O tym że w jednym z budynków jest ziomek, co wiecznie narzeka, że przykazane sprzątanie raz w tygodniu się nie odbywa, wiedziałam na samym wstępie. Tak więc pewność, że jego włości nie ominęłam, miałam całkowitą.
No i tak jak mnie ostrzegano, dzień później zaczepił mnie kierownik, że tamten się skarży, że u niego nie posprzątałam xD zagotowałam się momentalnie, wygarnęłam kierownikowi co wiedziałam, że ziomek się dla zasady przypierdala, a ja z pełną świadomością dnia poprzedniego ładnie sprzatnelam, na co mam świadków i że nie życzę sobie takich uwag bo wszystko robię dobrze xD
kierownika zamurowało, przyszedł przygnieść karalucha, a ten urósł ponad niego i nie pozostało nic jak przeprosić i więcej się nie odezwać xD
Żeby nie było, pofatygowałam się osobiście do sprawcy zamieszania i powtórzyłam mu wszystko co mówiłam kierownikowi, i że w skrócie ma się odpierdolić ode mnie i zająć swoją robotą xD
Boże, czułam się wtedy jak BOGINI, z jednymi miałam twardą sztamę, a reszta co najwyżej szeptała za plecami, ale nikt nie odważył się więcej do mnie przyjebać.
Nie tylko na miejscu zdziwili się, że karaluch umie szczekać i pokazywać kły.
Nadszedł dzień wypłaty.
Jako studentka kierunku ścisłego coś tam potrafiłam liczyć. Na przykład policzyć ile powinnam dostać przelewu za przepracowane godziny.
Jak się domyślacie było dużo mniej niż w ofercie, niby te 3zł/godz plus premia ale nie zbliżało się to do 5zl z oferty. Zaczęłam wydzwaniać do pośrednictwa z żądaniami wyrównania do kwoty z oferty. Oczywiście zaczęli się wykręcać, przekierowywać mnie od jednej osoby do drugiej.
Ale ja się wkurwiłam i stwierdziłam, że nie odpuszczę.
Oczywiście oferta zdążyła zniknąć z gumtree, miałam w historii link do tej oferty i skontaktowałam się z gumtree, a oni powiedzieli, że w razie czego na wniosek nie pamiętam, sądu? policji? Mogą udostępnić szczegóły tej oferty, a ja z żądzą mordu wybrałam się osobiście do januszexu i zaczęłam robić dym, grożąc że sprawa będzie eskalowana i mam do tego narzędzia xD
Zakładam, że nigdy wcześniej, ani nigdy później, nie trafili na tak problematycznego karalucha, z pewnością ludzi na takich stanowiskach bardzo łatwo oszukać i nie jeden to wykorzystuje.
Wkrótce nadeszło na konto wyrównanie, może było to 100 zł, może 200, nie wiem. Ale walczyłam dla ZASADY i dla tych wszystkich, którzy nie potrafią się bronić.
My job here is done

[reszta wpisu w komentarzu]

Fanatyk3piorunów

Miałem to przeczytać jutro w trakcie pracy ale jakoś dałem radę xD

P.S. edytor tekstu w hejto czasami potrafi skasować odstępy np. podczas edycji posta. Wierzę, że rzeczywiście były w Twojej wersji 😉

Fenomen2piorunów
każdy zasługuje na szacunek i adekwatne wynagrodzenie

Uuuuuu, prawie komunizm.

Zebym ja tak ksiazki chcial czytac, jak takie historie. Nie masz jakichs sytuacji w ktorych stricte dosralas kierownikowi, albo szefowi? Brzmisz, jakbys mogla miec. A takie rzeczy najlepiej mi sie czyta, bo

Pokaż więcej komentarzy (42)

Osobistość

w Hydepark

133piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

part 5 - stażystka w urzędzie miejskim

Otrzymany staż był dla mnie wybawieniem ze stresującej atmosfery i trudnych godzin pracy w szkole jako sprzątaczka. Staż miałam przez 6 miesięcy i zarabiałam wtedy za niego 900 zł miesięcznie. Tyczył się on działu gospodarki odpadami komunalnymi.

Byłam odpowiedzialna za przyjmowanie petentów od 7:30 do 15:30 w gabinecie w którym oprócz mnie siedział mój przełożony, a w łączonym obok gabinecie siedziała druga pracownica działu. Oprócz rozmawiania z ludźmi, musiałam segregować dokumentacje i przygotowywać wnioski oraz masę niepotrzebnych zajęć, które ryły beret, żeby tylko zapchać czymś czas.

Atmosfere wspominam dobrze, miałam tylko dwóch współpracowników z którymi bardzo fajnie się rozmawiało. Mój bezpośredni przełożony też spełniał swoją rolę, uczył mnie obowiązków, poprawiał jak trzeba było i bronił przed złośliwymi patentami - często dość ostro, nie pozwalał sobie na brak szacunku i wchodzenie na głowę.

Zaczynając od minusów tej pracy. To niestety żeby udawać, że coś się robi, przełożony wymyślał mi jakieś obowiązki typu skreślanie niepotrzebnego fragmentu w wnioskach, które wydrukowały się z błędem. Moim zdaniem wystarczyłoby mówić ludziom, by go zignorowali, a nawet jakby wypełnili to przecież i tak by się nic stało. Pamiętam jak w dzień w dzień przez osiem godzin dziennie jak ten robot siedziałam i skreślam te fragmenty chyba przez miesiąc xd to samo było z workami na śmieci, moim zdaniem wystarczyłoby umieścić je w kartonach przy wejściu i powiedzieć do petentów żeby wzięli je sobie z każdego koloru. Jednak żeby mi się nie nudziło, dał mi za zadanie układanie kostek z tych worków zawierające każdy z koloru. Do dziś pamiętam smród tego plastiku. No i dla mnie szczególny minus, to to, że ludzie tam serio żyli na zasadzie wchodzenia w tyłek burmistrzowi - cringe jakich mało.

Przez tą pracę nawet polubiłam pracę z ludźmi, w sensie fajnie nawet się rozmawiało z petentami, tłumaczyło im co i jak wypełnić. Wiadomo trafiali się upierdliwi i chamscy ludzie. Najlepsza była typowa Karen która przyszła i miała wypełnić chyba 5 różnych wniosków, które dotyczyły się wszystkich jej nieruchomości. Zrobiła awanturę, że czemu ona ma coś wypełniać i że czemu tak dużo. Wniosek tyczył się zmniejszenia opat za śmieci z łączna deklaracja osób na zamieszkiwanej nieruchomości, więc taka landlordka powinna się cieszyć ale jak to Karen zrobiła awanturę i zanim wypełniła wnioski, musiała zrobić show - ale większy show zrobił mój przełożony, który elegancko ją wyjaśnił.

Przez to, że opłaty za śmieci były od osoby więc ludzie często kręcili, że zamiast 5 w domu są np tylko 2. Więc zabawne było to jak córka na własną matkę pisała donosy, że oszukuje z ilością osób na wniosku.

Był też stały bywalec w urzędzie - wszystkim znany pieniacz, który raz przyszedł do urzędu z siekierą bo chciał coś wymusić, ale już nie pamiętam co. Pamiętam że przyszedł do mojego działu i gadał jakieś teorie

spiskowe, no ale generalnie nie wydawał się groźny xd taki miejski wariat.

Była też jedna bardzo wzruszająca dla mnie sytuacja. Przyszła do mnie kobieta między 70-80 rokiem życia złożyć wniosek i na wniosku podała dwie osoby, siebie i męża. Zapewniała mnie, że mieszka z mężem i coś tam nawet o nim opowiadała. Odkładając jej wniosek do teczki pod jej adres domu. Zobaczyłam poprzedni wniosek z deklaracja na 1 osobę i dołączonym aktem zgonu jej męża(nazwisko się zgadzało). Pamiętam jak chciało mi się płakać jak sobie uzmysłowiłam, że ta pani "zapomniała" że jej mąż nie żyje. Zwłaszcza że to była taka ciepła i miła babuszka, wyraźnie już trochę nie ogarniajaca rzeczywistości.

Fajnym motywem było też to, że te osoby które nie zlozyly wniosku, miały wizytację osobista w domu. Jeździłam wtedy z stała pracownica urzędu, która miała obsesję na punkcie bakterii i po każdym dotknięciu czyjeś dłoni czy klamki w domu dezynfekowala sobie ręce - wyraźnie ludzie ja brzydzili. Było to ciekawe doświadczenie bo widziałam cały przekrój społeczeństwa jak kto żyje, od biednych po tych bogatszych, moja wścibskość byla wtedy nieźle dokarmiana xd

Z moim przełożonym robiliśmy też kontrolę czy ktoś dobrze segreguje odpady. Największy przypał był dla laboratorium, które odpadki biologiczne wyrzucali do zwykłego kontenera, czyli próbki krwi, strzykawki, waciki wszystko było w tym kontenerze. Pani z labu w niezłą panikę wpadła jak to wyszło - niestety nie pamiętam jak to się skończyło.

Podsumowując: myślę że pracownicy urzędu mają dobre życie zawodowe o ile potrafią w intrygi i "grę o tron" . Jest to zawód w którym na prawdę trzeba widzieć komu się podlizac. Z drugiej strony jest to też urozmaicone zajęcie i jak ktoś ma swój osobny gabinet to już wgl pełna wygoda, bez cholernego open space i natłoku bodźców. Zarobkowo chyba te nie jest źle z tego co wiem. Raczej też się tam nienapocisz xd chociaż pewnie to zależy od działu. No i godziny pracy są super bo zazwyczaj zaczyna się od 7, a o 15 fajrant.

Gwiazdor7piorunów

Ja miałem ankietę 100% zadowolenia :smiley:

Przez 8 msc pracowałem w KRK i wydawałem wnioski dla klientów. Ludzie się wracali z refleksją że tacy urzędnicy powinni być wszędzie. Duma so much :grinning:

Gruba ryba3piorunów

Teście pracują w budżetówce już prawie 20 lat, łącznie razem zarabiają prawie 15k na rękę - nie dziwię się że nie planują pracy zmieniać, jest im po prostu wygodnie.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Hydepark

4piorunów

Ankieta o czas pracy.

Jak długo pracujecie przy pracy poza siedzibą firmy?

Mam na myśli sytuację gdzie po dojeździe do siedziby firmy np. na 8:00, wsiadacie w inny pojazd np. busa z sprzętem/ludźmi, jedziecie na "plac boju", tutaj jest pytanie:

- A: przebywacie na "placu boju" do 16:00, następnie powrót do siedziby firmy,

- B: kończycie na "placu boju" odpowiednio wcześniej aby dojechać do siedziby firmy na 16:00.

Mowa o pracy w obrębie miasta lub w jego najbliższej okolicy.

Jak długo pracujecie przy pracy poza siedzibą firmy?

  • A3%
  • B28%
  • Jeszcze inaczej23%
  • Wyniki46%

39 głosów

GURU0piorunów

@Marchew nie wiem, nigdy nie pracowałem z dojazdem

Kosmonauta1piorunów

Raz bylem w siedzibie mojej firmy, po 3 latach bede drugi raz :) a co do pytania bo pracuje 'z dojazdem do placu boju' od wielu lat to wyjezdzam z domu o 0800 a wracam pod dom o 1600, poza wyjatkami oczywiscie kiedy zaplanowane prace mam 3 wojewodztwa dalej albo wsparcie kogos przez dluzszy czas to odpowiednio rozliczam nadgodziny, albo odbieram albo odbieram gotowke

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Hydepark

87piorunów

W sumie tak...

Fanatyk6piorunów

@RACO u nas co roku są takie ankiety i jest podkreślane, że są anonimowe. Dziwnym trafem jak chce się uzupełnić w trybie prywatnym/incognito, to prosi o zalogowanie do konta służbowego :)

I nie, to nie są anonimowe ankiety na Google Forms. Na kontach MS chyba nie da się zrobić anonimowych w taki sposób.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Autorytet

w Hydepark

39piorunów

"poka coś 3d-laserowego"

W odpowiedzi na komentarz Pana @Opornik "poka coś 3d-laserowego" odnośnie mojej #pracbaza , to poniżej macie krótki filmik jak ten laser wygląda: https://youtu.be/6UnvODyVB6E Pisałem też, że nie jest to intuicyjne w obsłudze urządzenie. Poniżej macie opis, co trzeba zrobić jak

Osobistość

w Dyskusje

101piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

Part 4 - sprzątaczka w podstawówce.

Przyznam, że ta praca odbiła się bardzo na moim zdrowiu psychicznym, ponieważ było to pierwsze bardzo mocne zderzenie z rzeczywistością.

Mój tata był na mnie bardzo zły, że nie poszłam na studia więc kazał mi od razu po szkole iść do jakiej kolwiek pracy. W tym przypadku padło na pracę sprzątaczki w podstawówce w której jako dziecko się uczyłam, była to dodatkowa trauma bo musiałam się zmierzyć ze wszystkimi nauczycielkami, które mnie niespecjalnie lubiły i znów mijać je na szkolnym korytarzu, a wychodząc z tej szkoły myślałam że już nie będę musiała więcej na nie patrzeć. To znaczy nie wszystkie mnie nie lubiły ale byłam dość trudnym dzieckiem choć z dobrymi ocenami, więc to mnie trochę ratowalo w ich oczach.

Jakiś czas temu jeden z użytkowników dodał wpis o tym jak jedna ze sprzątaczek spowodowała płacz u jej koleżanki z klasy X lat temu. No to ja płakałam przez sprzątaczki z podstawówki jako dziecko i jako dorosła już osoba.

Praca z bardzo wrednymi ludźmi była dla mnie szokiem, że jak można być dla siebie tak nie miłym kiedy jedzie się na tym samym wózku? Tzn nie wszystkie były wredne, ale żadna nie stanęła nigdy po mojej stronie jak trzecia się na mnie wyrzywala i tylko szukała powodu żeby się na mnie wydrzeć i się "przyjebac". Realnie dostawałam bólu brzucha ze stresu jak byłam z nią na zmianie. Praca miała też beznadziejne godziny pracy - cały miesiąc od 12-20, prócz jednego tygodnia, który był od 7-15. Przyznam, że nie wiem jak sobie ludzie radzą pracując z takim grafikiem, równocześnie wychowując dzieci... Ja miałam ten komfort, że mieszkałam z rodzicami więc o obiady i inne takie nie musiałam się martwić.

Stres jaki wiązał się z tą pracą przełożył się na to, że robiłam wszystko, żeby zmienić ta pracę, co udało mi się zrobić i dostać staż w urzędzie miejskim za połowę stawki jaką miałam na etacie, ale nawet za darmo bym poszła do tego urzędu byle nie siedzieć w tym toksycznym miejscu. Kiedy powiedziałam do dyrektora szkoły, że nie chce przedłużać umowy po okresie próbnym on się mnie zapytał "dlaczego" jedno wielkie XD. Niestety byłam zbyt duża pipa, żeby wyrzucić z siebie gorzkie żale, więc powiedziałam że dostałam lepszą pracę i tyle.

Mimo toksycznej atmosfery w pracy było kilka bardzo pozytywnych plusów tego kołchozu. Pierwszy z nich to to, że do pracy miałam 5 min na piechotę :smiley: drugi że większość czasu nie musiałam w sumie mieć żadnego kontaktu z współpracownikami. Każdy miał swój dział do posprzątania i nasze drogi się nie krzyżowały. Mogłam sobie słychać muzyki na słuchawkach bo z nikim nie musiałam rozmawiać. Więc wykorzystałam to do słuchania audiobooków. Dzięki tej pracy trafiłam na słuchowisko opowiadań wiedźmińskich, które sprawiały że przenosiłam się do innego świata podczas tych nudnych obowiązków. Poznalam twórczości Lema, Ach jaki "niezwyciężony" ma cudowny klimat. Słuchałam też słuchowiska komiksu The Walking Dead - również niesamowity klimat.

Przyznam trochę w tej pracy "cwaniakowalam", wykonywałam wszystkie swoje obowiązki, ale robiłam je jak najszybciej, a potem siadałam w klasie i resztę pozostałego czasu wykorzystywałam na naukę angielskiego. Normalnie jak ktoś cię w pracy ciągle obserwuje i mimo że już zrobiłeś co do ciebie należy to "szef" szuka ci kolejnego obowiązku bo co tak będziesz się obijał. Tutaj tego nie było więc robienie czegoś szybciej po prostu się dla mnie opłacało i nie musiałam udawać że pracuje, żeby ktoś ci czasem dodatkowych zajęć nie wrzucił.

W jakiś sposób czasem wracam myślami to tej pracy. Bo coby o niej nie mówić lubiłam ten klimat, jak szkoła była całkowicie pusta, za oknami mrok, a ja w słuchawkach na uszach słuchałam świetnych opowieści równocześnie machając mopem.

Dodatkowym plusem było to, że w trakcie pracy jak jeszcze były dzieciaki w szkole, te mnie polubiły więc pomagały mi sprzątać klasy. Więc miałam takich swoich małych pomagierow :relaxed: eh wzrusza mnie to wspomnienie bo niektóre dzieciaki na prawdę są super i aż się robi cieplutko na serduszku, tym że mają w sobie jeszcze empatię i ciepło, z którego często dorośli są już wypaleni.

Z koszmarów tej pracy był fakt, że w tej szkole było więcej karaluchów niż dzieciaków xd było to nawet zabawne, jak wchodziłam do klasy w której było już ciemno i zapalam światło to wszystkie karaluszki szybko uciekały i się chowały w różnych zakamarkach. Pewnego dnia za mocno uderzyłam miotła w listwę przy podłogową, ta się odkleiła, a na niej i pod nią, był karaluch na karaluchu. Nigdy na raz nie widziałam tyle robactwa. Również chodziło ono po jedzeniu w kanciapie więc też nigdy tam nie trzymałam jedzenia poza lodówką.

Podsumowując - ciężka praca fizyczna, ale ma swoje zalety, gdyby nie niska płaca i godziny pracy to nie byłoby takie złe stanowisko - pomijam w tym toksyczna atmosferę, ale to nie powinno mieć miejsca w żadnym zakładzie pracy.

Gruba ryba17piorunów

@Cori01 świetnie się czyta tą serię! Też miałam etap sprzątania, jako nastolatka pomagałam matce na zmianach popołudniowych przy sprzataniu basenu. Było ok póki nie trafiłam na znajomych ze szkoły w tym mojego ówczesnego crusha - eh na szczęście stare czasy 😉

Fanatyk2piorunów

Ale mi wspomnienia odblokowalas, moją ulubioną pracą przed tą, którą mam obecnie, było właśnie sprzątanie, zahaczyłam nawet kilka takich miejsc przed ukończeniem edukacji, bo już wtedy wiedziałam że nie nadaję się na żadne produkcje ani do sklepów

A tak poza tym bardzo fajna historia, mogę pociągnąć tag jak już skończysz swoje wrzuty? 😅

Pokaż więcej komentarzy (11)

Lider

w Heheszki

126piorunów

Fanatyk17piorunów

@WujekAlien w moim teami było tak, że były ze 4 osoby z Warszawy, a reszta z: Suwałk, Dobronia, Wrocławia, Opola, Katowic. I warszawska część musiałą chodzić do biura raz w tygodniu, a tamci nie, bo nie mieszkają na miejscu. Bardzo fair xD Przeprowadziłem się do BB, zaaneksowałem umowę na remote i dołączyłem do "tamtych" ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gruba ryba4piorunów

@Zielczan w poprzednim projekcie tak było, że ludzie max 100km do krakowa najpierw 3, potem 4 dni w tygodniu, a reszta wyjebane jajca

Fanatyk10piorunów

@WujekAlien albo jak szefu, siedząc na 100% zdalnie, w swoim domu w Portugalii, mówi, że czas przestać być samolubnym i wrócić do biura. A tak btw, biuro w Twoim mieście zamkniemy i jest tylko w Warszawie, więc musisz się przeprowadzić ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Fanatyk4piorunów

@rith - w rodzinie babka tak samo miała - szef pojechał do swojego letniego domu we Włoszech i na bezczela nakazał na Zoomie, by od następnego tygodnia ludzie do biura minimum 3 razy przyjeżdżali do stolicy gdy większość 100% czasu pracowała zdalnie. W biurze sam się przez miesiąc nie pojawił. Kilka osób rzuciło papierami bo to było ponad rok temu gdzie o pracę zdalną było jeszcze łatwo.

Fanatyk3piorunów

@koszotorobur i tak się powolutku żyje w tych korpokołchozach ( ͠° ͟ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (17)

Fenomen

w Hydepark

7piorunów

Mam zaplanowane 3 rozmowy z Google. Praca dla nich w Irlandii. Moja obecna robota mnie wykańcza. Zaczęło się tak, że rekruter sam się do mnie odezwał, odmówiłem, potem przypomniałem mu się, pierwsza rozmowa na weryfikację języka ang i potem spotkanie przygotowujące do rekrutacji i następnie 3 etapy rekrutacji.

Nie przygotowałem się totalnie, a pierwsza rozmowa w poniedziałek. Bo wiecie co? Nie chcę jechać. 1,5 miesiąca temu odeszła moja ukochana babcia, byłem przy jej śmierci (nawet przenosiłem jej zwłoki), a przedwczoraj dowiedziałem się, że moja koleżanka (do której długi czas coś czułem i spędziłem z nią kawał pięknego czasu) ma podejrzenie guza mózgu. Do tego jeszcze sobie rozjebałem nogę w weekend i śmigam w ortezie i nie mogę trenować XD Kortyzol level 1000

No ale to nic. Chodzi o to, że ja bardzo chcę zmienić pracę, ale dochodzi do mnie, że te wszystkie kariery, praca, prestiże to są c⁎⁎ja warte. Ja mam pół domu rodzinnego i nie muszę się ścigać o hajs w życiu. Wystarczy spokojna praca z trochę lepszym sianem.

I teraz tak. Z jednej strony jestem bardzo ambitny i chcę rozwinąć skrzydła. Taka praca to jest mega boost. Z drugiej - mam tu przyjaciół i rodzinę, dodatkowo jestem singlem. I dla mnie ważniejsze jest ustabilizowane życie prywatne i tego mi najbardziej brakuje. Pracuję zdalnie, doskwiera mi samotność, choć każdy weekend to ze znajomymi spędzam, a w tygodniu trenuję dużo, to "czegoś wciąż mi brak". A najbardziej brakuje mi uczuć.

Emigracja to skazywanie się na przedłużanie życia samodzielnie. Dodatkowy stres, którego ostatnio mam ogrom. Dużo wziąłem na klatę, naprawdę. Z jednej strony mówię, że może wycofuję się ze strachu, a z drugiej zadaje sobie pytanie 'Ty, stary, serio chcesz jechać do Irlandii tylko dlatego, żeby przebujać się 2 lata i mieć wpis w cv i trochę więcej kasy?".

Raz w życiu wykonałem taki manewr pt "wyjazd dla pracy". Na 2 lata do dużego miasta. I bardzo brakowało mi po prostu życia. Życia takiego, które lubię, a nie życia pod pracę i ten mityczny rozwój. Jestem lokalsem, kocham lasy, jeziora, wsi, aktywny wypoczynek.

Nie wiem, serio. Bo rozum mówi jedź. A serce mówi zostań. A ja jak się kierowałem w życiu rozumem i logiką, a nie sercem, to zawsze wychodziłem stratny.

Dajcie dobrą radę.

Autorytet0piorunów

Jestem przekonany, że czytałem już ten post kilka tygodni temu albo coś już mi się na starość miesza.

Po pierwsze, bardzo mi przykro z powodu Twojej babci oraz koleżanki. Po drugie, trochę sam już dałeś sobie odpowiedź, ale żeby potem nie mieć w głowie, że przegapiłeś okazję, to spróbuj wyjechać. Jak Ci się nie spodoba, to wrócisz za 2-3 miesiące i poszukasz lokalnie, niczego nie stracisz.

No i najważniejsze, nie rób niczego na siłę jeśli nie musisz, bo jeśli Cię to przerasta, to porostu odpuść. Bo nie jest to warte Twoich nerwów.

Trzymaj się tam.

Fenomen0piorunów

@michalnaszlaku Ja chcę dobrej pracy, ale nie chcę wyjazdu. Nie chcę jechać na 2-3 miesiące. Albo jadę na serio albo wcale.

Nie wiem. Moze bym tego potrzebowal? Z drugiej strony, mam 30 lat. Moim marzeniem nie jest supr robota dla wielkiego korpo i uznanie. Moim marzeniem jest zbudowanie poczucia szczescia opartego na tym, ze spełniam się tu - lokalny biznes lub praca w duzej firmie w moim miescie + miłość, rodzina i moje pasje.

Kosmonauta1piorunów

@Lopez_ teraz masz kumpli z którymi spędzasz wolny czas w weekendy, po wyjeździe do roboty za granicę stracisz to. Będziesz jeszcze bardziej samotny. Nie wiem czemu rozum mówi ci żebyś jechał, jeżeli to tylko kwestia lepszej kasy i jakiegoś "prestiżu" to olej to. Co ci z prestiżu skoro cieszył nim będziesz się tylko ty, sam ze sobą? Co ci z lepszej kasy skoro część z niej pójdzie na droższe utrzymanie w nowym miejscu? Do tego chyba lepiej spędzić dzień samotnie w Polsce niż w pochmurnej, zimnej i wietrznej Irlandii z grzybem na ścianie przez wilgoć. Jak zarabiasz w Polsce przynajmniej przyzwoite pieniądze to wg mnie nie ma co gonić za karierą i zostawić dosłownie wszystko inne w tyle. I to nie jest pierdolenie starego dziada, mam dokładnie tyle samo lat co ty.

Fenomen0piorunów

@Szyja Zarabiam słabą kase, 5k miesięcznie, ale mam perspektywy zarabiać na pewno 2x tyle. W rekrutacjach, w których brałem udział, ale nie pykło, była opcja zarabiać 7-8k podstawy bez premii. Obecnie 0 kosztów poza jedzeniem (mieszkam jeszcze na parterze z rodzicami, tu jest 110m2, na gorze moje mieszkanei do urządzenia ma 95m2 bo ciut skosy i taras zamiast werandy).

Ciezko tu z robotą jest, bo nieduże miasto (90k ludzi jakos?), ale jestem bradzo ogarnięty podk ątem sprzedaży b2b, marketingu, biznesu, budowania. relacji.

Szczerze, zadowoliłoby mnie 7000-7500 miesięcznie, moje koszty jak wprowadze się na górę to będzie max 1k miesięcznie w skali roku. za mieszkanie (glownie przez ogrzanie domu zimą). Nie jestem rozrzutny, nie wydaję na pierdoły. Pieniądze byłyby mi potrzebne tylkko na. zrobiuenie na tip top remontu mieszkania w 100 % idealnym styliu jak bym chciał. I ten wyjazd byłby też po to.

Ale mam 30 lat, 2 lata odjąłbym sobie. Wszystko sam dla siebie. Żyć 2 lata w samotności i potem budować coś dla samego siebie. A tak może jednak w 2 lata kogoś poznam, zmienie prace? Nie wiem. Nie chce też czekać na cud tutaj.

Może po prostu powinienem być cierpliwy i więcej działać, mniej myśleć.

Kosmonauta0piorunów

@Lopez_ mogę na priv napisać?

Fenomen0piorunów

@Szyja jasne, śmiało

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Hydepark

6piorunów

W końcu piąteczek.

Piękne bezchmurne niebo, przyjemny chłodny wiaterek.

Życzę wszystkim wszystkiego dobrego💪

Fanatyk2piorunów

Piękna pogoda, słoneczko to już przeszkadza: będą odpalać wiatraki i mieszać w tej pogodzie.