radek-piotr-krasnyFanatyk
4piorunówBardzo fajny art
https://www.il-pib.pl/aktualnosci/kolor-ktorego-jeszcze-nie-byo-jak-instytut-acznosci-bada-przyszosc-telewizji/

radek-piotr-krasnyFanatyk
4piorunówBardzo fajny art
https://www.il-pib.pl/aktualnosci/kolor-ktorego-jeszcze-nie-byo-jak-instytut-acznosci-bada-przyszosc-telewizji/

WAWAMAG.PLKompan
5piorunówWszystko ma związek z remontem holu Teatru Kwadrat im. Edwarda Dziewońskiego, mieszczącego się przy ul. Marszałkowskiej 138. Po dekadzie działalności w tym miejscu Teatr Kwadrat doczekał się gruntownego remontu. I to właśnie podczas prac modernizacyjnych odkryto legendarne mozaiki, których autorem

lubiespacFenomen
5piorunów
Jestem 83 rocznik i pamiętam podobne zimy. Ta przedstawiona tutaj to zima stulecia.
Mnie jeszcze nie było ale pamiętam za czasów gim to się szło do szkoły przy -20
WAWAMAG.PLKompan
46piorunówKiedyś był niemal na każdej ulicy miasta. Zniknął na dobre w 2025 roku. Potem zastąpiły go nowoczesne przystanki. Teraz ZDM zrobił niespodziankę wszystkim warszawiakom i postawi legendarną wiatę w samym centrum miasta! Legenda Skąd wzięła się słynna wiata, która służyła jeszcze do niedawna? Pojawiła

radek-piotr-krasnyFanatyk
57piorunów
To jest jeden z najlepszych crossoverów, jakie widziałem w życiu 😆 Najlepsze jest to, że łączy wiele dziedzin - język PRL, jego formę graficzną, i zapowiada koncert niemal z innej planety.
KlamraGURU
79piorunówDobra staruchy, kto miał tą zabawkę. Ja miałem, dlatego nostalgłem (° ͜ʖ °)

@Klamra lokuuuurwa mialem dokladnie taki (albo podobny 😉 )
xniorvoxFanatyk
33piorunówSłyszeliście o autobusie Bałtyk?
W skrócie: w powojennej Polsce było ogromne zapotrzebowanie na środki transportu. Ciężarówkami zajął się zakład w Starachowicach, a produkcję autobusów (na licencji Skody) uruchomiono w Jelczu. Wóz, znany dziś jako kultowy "Ogórek", był na początku montowany z części czechosłowackich i stopniowo zastępowano je krajowymi. Ale oczywiście nie obyło się bez opóźnień i trudności z zaopatrzeniem, a odbiorcy wciąż krzyczeli o nowe wozy, więc dodatkowo podjęto małoskalową produkcję metodami rzemieślniczymi w Koszalinie – krajowa buda na mechanice Skody. Wóz nazwano "Bałtyk", a odbiorcami oprócz zakładów komunikacyjnych było wojsko, spółdzielnie i kombinaty. Był on bardzo podobny do "Ogórka", jednak spostrzegawczy dostrzegą ciekawie poprowadzoną linię słupka przedniego i grilla w kształcie rybiego pyska.
Wyklepano ich w sumie ok. 150 sztuk w ciągu dwóch lat, bo wreszcie na dobre ruszyła produkcja "Ogórków" które były powtarzalne i lepszej jakości. Przez lata sądzono, że nie zachował się ani jeden egzemplarz, bo szybko były zajeżdżane, a resztki rozbierane i wykorzystywane do innych celów. Ale w sierpniu w zeszłym roku gruchnęła wieść, że cudem odnaleziono resztki "Bałtyka" który stał pod lasem i robił za szopę na ule. Na szczęście udało się go odkupić chłopakom z muzeum Wena w Oławie, którzy obiecali jego odbudowę.
Niestety zadanie okazało się niełatwe, bo nie zachowała się żadna dokumentacja, a w wozie ocalało praktycznie tylko zewnętrzne poszycie i skorupa. Rama stała na gołej ziemi i przegniła. Konieczne okazało się zbudowanie kompletnie nowej ramy, według metod z epoki i na wzór oryginału. Ale tutaj następuje plot twist, bo nadchodzi sierpień 2026 i okazuje się, że... odnalazł się jeszcze jeden Bałtyk! I co powiecie? Stał pod daszkiem i chociaż poszycie od lat nie istnieje, to dobrym stanie zachowała się rama i te części, które nie przetrwały w pierwszym XD
Kolejna dobra wiadomość jest taka, że również trafi do Oławy, a chłopaki mają już wzorzec do kompletnej odbudowy i rekonstrukcji zgodnej z oryginałem.
https://www.youtube.com/watch?v=-VrgJeU6YdI - podnoszenie dźwigiem od 37:43
Tylko się więc cieszyć, panie i panowie! 😎

Bałtyk ładniejszy.
PiechurGruba ryba
37piorunówPatrzta jakie cuda znalazłem u rodziców. Poza tym co na zdjęciu mam kilka dodatkowych Kajków i Kokoszy, ale w stanie jeszcze bardziej sfatygowanym i bez okładek. Zaczytywaliśmy się w tym za gnoja z rodzeństwem jak nie wiem, nie jestem w stanie powiedzieć jak duży wpływ miał na nas zwłaszcza Kajko i Kokosz. Oj, będzie czytane 😁

@Piechur ta księga pierwsza to nowiutka ale reszta cymesik
deafoneLider
3piorunówSpiderGruba ryba
22piorunówŁo pieronie góralskiego złotego Grala znalazłem u rodziców. 530 zł kiedyś ciekawe ile dziś to warte.

@Spider powinno być w kształcie świeczki
@Spider w Zakopanem tyle trzeba zaplacic za samo patrzenie 😉
SpiderGruba ryba
13piorunówPolska soda strim w latach 70'.

@Spider pamiętam, że takie urządzenia można było spotkać w upalne dni jeszcze na początku lat 90-tych.
soda stream bez ludobojstwa
xniorvoxFanatyk
8piorunówUwielbiam tę piosenkę, to prawdziwa perełka i absolutny klasyk polskiego kabaretu. Autorem jest nieodżałowany Wojciech Młynarski. Pod lekką melodyjką i błahym tekstem o szeryfach na dzikim zachodzie kryje się ostra krytyka systemu totalitarnego i państwa policyjnego. Jeszcze te gesty Kobuszewskiego i Gołasa, jak patrzą na siebie spode łba i "donoszą" jeden na drugiego... XD

radek-piotr-krasnyFanatyk
3piorunów
radek-piotr-krasnyFanatyk
3piorunów
radek-piotr-krasnyFanatyk
29piorunów#jumanezfb bo w sumie nie każdy ma a materiał zacny i nigdy ever o tym nie słyszałem
FB: strefamilczenia
Katastrofa w Luboniu (1972): noc, w której pył ziemniaczany rozerwał fabrykę
Zima 1972 roku w podpoznańskim Luboniu pachniała krochmalem i przemysłowym pyłem. Wielkopolskie Przedsiębiorstwo Przemysłu Ziemniaczanego, powstałe w 1970 roku z zakładów, których niemieccy przemysłowcy zaczęli budowę jeszcze w listopadzie 1904 roku, dyktowało rytm życia całego miasta. Wtorkowa noc 22 lutego nie zapowiadała tragedii, choć w powietrzu dosłownie wisiało niewidzialne zagrożenie.
Krótko przed północą, o godzinie 23:07, z czterokondygnacyjnego gmachu dekstryniarni buchnął gęsty obłok pyłu, a ułamek sekundy później potężny błysk rozdarł ciemność. Gigantyczna fala uderzeniowa wybiła szyby w całej okolicy i zmiotła budynek piętro po piętrze. Masywny gmach o kubaturze 10 500 metrów sześciennych przestał istnieć, zamieniając się w deszcz płonącego gruzu, miażdżonej stali i zniszczonych maszyn. Siła eksplozji rozrzuciła odłamki na kilkadziesiąt metrów, a fragment rozerwanego wagonu kolejowego z bocznicy przeleciał około stu metrów i wbił się w budynek po drugiej stronie torów. Pod tonami betonu znalazła się cała nocna zmiana. Dla 17 osób była to ostatnia noc w życiu, a 10 kolejnych zostało ciężko rannych.
Zakład specjalizował się w wytwarzaniu dekstryny, organicznego związku z grupy złożonych węglowodanów, pożądanego w przemyśle włókienniczym i papierniczym, w produkcji klejów oraz w farmacji, gdzie służy między innymi do wyrobu otoczek tabletek. Otrzymywano ją przez zakwaszanie skrobi ziemniaczanej i jej wielogodzinne wygrzewanie bądź prażenie w temperaturze sięgającej 180°C. Powstający przy tym drobny proszek miał jednak mroczną właściwość, bo był wysoce wybuchowy. Pył dekstrynowy zawieszony w zamkniętej przestrzeni zachowuje się niczym opary benzyny. Ogromna powierzchnia kontaktu drobin z tlenem sprawia, że do zapłonu wystarczy minimalne źródło energii, jedna iskra albo wyładowanie elektrostatyczne.
Fala uderzeniowa z pierwszego, lokalnego wybuchu strząsa wówczas ze ścian i urządzeń zalegające tam tony pyłu, tworząc nową, gigantyczną chmurę, która natychmiast ulega wtórnemu, niszczycielskiemu wybuchowi. Właśnie ten mechanizm, seria następujących po sobie eksplozji rozpoczęta na najniższej kondygnacji, sprawił, że potężny gmach rozpadł się jak domek z kart.
Katastrofa nie była nieszczęśliwym zrządzeniem losu, lecz efektem systemowych błędów, w których plan gospodarczy wygrywał ze zdrowym rozsądkiem. Początek lat siedemdziesiątych to czas gierkowskiego przyspieszenia. Zaledwie trzy miesiące przed tragedią, w grudniu 1971 roku, odbył się VI Zjazd PZPR, a w styczniu 1972 roku, na apel centrali, załoga w Luboniu zobowiązała się do dodatkowej, ponadplanowej produkcji o wartości 7,6 miliona złotych. Presja była ogromna, zwłaszcza że za niewykonanie planu pracownikom odebrano premię. Praca odbywała się na skrajnie wyeksploatowanym sprzęcie, którego część pamiętała początek wieku, oraz na nowych, niesprawdzonych i awaryjnych maszynach, działających w trybie próbnym i wymuszających częste przestoje. Na domiar złego, aby sprostać zamówieniom, zakład zaczął sprowadzać mączkę z Holandii. Surowiec ten był znacznie drobniej zmielony niż krajowy, co doprowadziło do drastycznego wzrostu zapylenia. W samej hali widoczność spadała poniżej dwóch metrów, a pył osiadał grubą warstwą na konstrukcji i na drzewach wokół zakładu.
Potwierdzali to nawet inspektorzy przeprowadzający kontrole, oceniając warunki pracy jako bardzo trudne i wytykając kierownictwu brak właściwej wentylacji.
Sygnały ostrzegawcze ignorowano z systematyczną konsekwencją. Powołana po katastrofie komisja wyliczyła całą litanię zaniedbań: utrzymujące się od lat nadmierne zapylenie i stężenie palnych gazów, brak zabezpieczeń urządzeń przed iskrzeniem mechanicznym i wyładowaniami elektrostatycznymi, przekraczanie bezpiecznych norm produkcji oraz wadliwy system wyciągowo-wentylacyjny. Kilka lat przed tragedią usunięto znaczną część instalacji odpylającej, nie zastępując jej skutecznym systemem, który w fabryce tego typu jest absolutną koniecznością. Pracownicy sami wyłączali urządzenia sygnalizujące przekroczenie bezpiecznych parametrów, bo uruchamiały się zbyt często i wymuszały przestoje. Z relacji i odtajnionych dokumentów wynika, że załoga miała pełną świadomość zagrożenia. Już 8 lutego pracownica Wanda Grochowina podnosiła na zebraniu związkowym kwestię nadmiernego zapylenia i niebezpieczeństwa dla zdrowia. Padały też dramatyczne ostrzeżenia, że przy takim tempie cały wydział może wylecieć w powietrze. Jeszcze 21 lutego, dzień przed wybuchem, kierownik dekstryniarni bezskutecznie podnosił na radzie robotniczej sprawę przeciążenia urządzeń, w tym prototypowej suszarki.
Produkcja ruszyła jednak dalej.
Trzecia zmiana rozpoczęła się o godzinie 22:00. Według grafiku miało pracować około trzydziestu osób, lecz dwie się nie stawiły. Na terenie zakładu znajdowali się ponadto portier, dozorczyni oraz czterej ludzie skierowani do rozładunku wagonów z mączką, które właśnie wtoczyły się na bocznicę. To, co bezpośrednio zainicjowało wybuch, nigdy nie zostało ostatecznie potwierdzone, a śledczy wskazywali jedynie najbardziej prawdopodobny scenariusz: do maszyny produkcyjnej miał dostać się rozgrzany metalowy przedmiot, którego tarcie o szybko obracające się części wywołało iskrę i zapłon pyłu na najniższej kondygnacji. Pierwsza eksplozja wstrząsnęła gmachem, zrzucając z belek i ścian zalegające tygodniami tony dekstryny, co zapoczątkowało reakcję łańcuchową. Fala uderzeniowa rozebrała budynek piętro po piętrze.
Wśród obracających się w pył murów rozgrywały się jednostkowe dramaty, przerażające w swojej losowości. Roman Ostafin, czterdziestoletni wagowy z działu transportu, pracował tej nocy przy rozładunku mąki i zginął, podczas gdy jego żona Kazimiera, zatrudniona w tym samym zakładzie, wyszła z katastrofy żywa i dopiero w szpitalu dowiedziała się o śmierci męża. Śmierć nie wybierała. Pochłonęła 8 kobiet i 9 mężczyzn w wieku od 24 do 64 lat. Większość zginęła na miejscu, a część ciężko rannych zmarła w kolejnych dniach w szpitalach, między innymi Gertruda Kotecka 26 lutego i Janina Kulza 27 lutego. Wśród ofiar było pracujące na tej samej zmianie małżeństwo, Cecylia i Jan Brękowie, a najmłodszym poległym był dwudziestoczteroletni Wojciech Markiewicz.
Ofiary katastrofy, upamiętnione na lubońskiej tablicy:
- Cecylia Brek, 58 lat, i Jan Brek, 62 lata, małżeństwo z tej samej zmiany
- Stanisław Dzidek, 58 lat
- Marek Gabler, 64 lata
- Leonarda Grobelna, 43 lata
- Wanda Grochowina, 46 lat, która dwa tygodnie wcześniej ostrzegała przed zapyleniem
- Eugeniusz Hetman, 42 lata, dyżurny ślusarz
- Gertruda Kotecka, 40 lat, zmarła w szpitalu 26 lutego
- Jan Krzewiński, 36 lat, pracownik rozładunku mąki
- Zofia Kubiak, 59 lat
- Henryk Kujawa, 47 lat
- Janina Kulza, 39 lat, zmarła w szpitalu 27 lutego
- Wojciech Markiewicz, 24 lata, najmłodszy na zmianie
- Jadwiga Mendelska, 26 lat
- Stanisława Michałowska, 58 lat
- Roman Ostafin, 40 lat, wagowy przy rozładunku
- Tadeusz Sikora, 36 lat, mistrz zmianowy
Akcja ratownicza była heroiczną próbą wyrwania ocalałych z płonącego rumowiska. Pierwsi ruszyli pracownicy innych oddziałów i zakładowa straż pożarna, a po nich strażacy z lubońskiej ochotniczej straży, ratownicy z Poznania i całego województwa, pogotowie, milicja, ZOMO i wojsko. Łącznie przybyły 24 zastępy straży. Skala zniszczeń wymagała użycia 22 wywrotek, 12 koparek, 4 ładowarek, spychacza, 6 podnośników taśmowych oraz wojskowego wozu zabezpieczenia technicznego, a teren oświetlano reflektormi wojskowymi.
Ogień opanowano nad ranem, ale sama akcja ratunkowa trwała blisko 79 godzin. Usunięto przy tym około 2100 metrów sześciennych gruzu i blisko tysiąc ton urządzeń. Zakończyła się w sobotę rano 26 lutego, gdy wydobyto ciało ostatniego pracownika, Wojciecha Markiewicza. Tego samego dnia w zakładowym Klubie Fabrycznym, mieszczącym się w dawnym kinie „Wrzos”, odbyło się żałobne pożegnanie ofiar, a fabryczne syreny towarzyszyły świeckiej ceremonii. Trumny rozwieziono następnie na cmentarze według miejsca zamieszkania rodzin, między innymi do Żabikowa, gdzie spoczęli Stanisław Dzidek, Marek Gabler, Leonarda Grobelna, Gertruda Kotecka, Henryk Kujawa i Roman Ostafin, oraz do Wirów, gdzie pochowano Brękowie, Jana Krzewińskiego, Janinę Kulzę i Stanisławę Michałowską.
Społeczeństwo odpowiedziało solidarnie, mieszkańcy oddawali krew, a do ratowników dowożono ciepłe posiłki.
Podczas gdy ratownicy wciąż szukali rannych, aparat państwowy rozpoczął chłodną operację tuszowania systemowych zaniedbań. Służba Bezpieczeństwa założyła sprawę operacyjnego rozpracowania o kryptonimie „Luboń”, której celem było ustalenie przyczyn wybuchu, ale też sprawdzenie, czy nie chodziło o sabotaż lub zamach na socjalistyczny ustrój. SB pilnie monitorowała nastroje załogi, komentarze pracowników oraz opinie mieszkańców Lubonia i Poznania, gromadząc donosy, listy i raporty tajnych współpracowników. Prasa, dopuszczona do relacjonowania akcji w ograniczonym zakresie, milczała na temat rzeczywistych przyczyn. Władza obawiała się robotniczych niepokojów, zwłaszcza że nieobecność Edwarda Gierka na miejscu katastrofy budziła ciche niezadowolenie i prowokowała szepty, że gdyby rzecz działa się w górnictwie na Śląsku, reakcja centrali byłaby zupełnie inna.
Machina sprawiedliwości ruszyła, opierając się na zeznaniach 77 świadków i pracy biegłych, którzy potwierdzili rażące, wielomiesięczne uchybienia. 20 lipca 1973 roku Sąd Wojewódzki w Poznaniu skazał za nieumyślne spowodowanie śmierci czteroosobowe kierownictwo zakładu: dyrektora naczelnego Tadeusza Bęcia na 3 lata, dyrektora do spraw technicznych Zdzisława Ostaszewskiego na 2 lata, kierownika Zakładu Luboń I Stanisława Woźniaka na 2 lata oraz wicedyrektora do spraw technicznych Konrada Byszewskiego na rok i sześć miesięcy więzienia. Skazani stracili też swoje stanowiska. Straty materialne oszacowano na 28 milionów ówczesnych złotych. Nowy, nowoczesny oddział dekstryny wzniesiono w ciągu 18 miesięcy, bardziej na wschód i bliżej Warty, oddając go do użytku pod koniec października 1973 roku, a bliźniaczy zakład wybudowano w filii przedsiębiorstwa w miejscowości Staw pod Strzałkowem. Zrujnowane piwnice starego budynku, wraz z zalegającą w nich dekstryną, po prostu zasypano ziemią. Przerób ziemniaków i praca całego zakładu w Luboniu zakończyły się definitywnie w 2004 roku, dokładnie w stulecie istnienia fabryki, a tereny sprzedano prywatnym właścicielom i spółkom. Pomnik ofiar, stylizowany znicz odsłonięty w pierwszą rocznicę tragedii 22 lutego 1973 roku, po latach niedostępności przeniesiono w grudniu 2022 roku na miejski skwer przy ulicy Armii Poznań.
Zapraszam na nowoutworzoną stronę **strefamilczenia.pl**, gdzie znajdziecie spis wszystkich tekstów.
Źródła:
**https://bazhum.muzhp.pl/.../przeglad_archiwalny_instytutu****...**
**https://www.gazeta-lubon.pl/.../od-tragedii-minelo-pol.../**
**https://www.poznajhistorie.pl/monument/lubon-dekstryna**
**https://czaz.akademiazamojska.edu.pl/.../download/778/838**
**https://przystanekhistoria.pl/.../99060,Katastrofa-w****...**
**https://www.pap.pl/.../news,1212148,przez-dekady-ukrywali****...**
**https://www.archiwistyka.pl/artykuly/z_kraju/1514**
**https://historia.rp.pl/.../art14239731-mroczne-tajemnice****...**
**https://www.oklubon.pl/aktu.../51-rocznica-wybuchu-dekstryny**
**https://lubon.pl/.../15/4477/52-rocznica-wybuchu-dekstryny**

czy nie chodziło o sabotaż lub zamach na socjalistyczny ustrój.
Ta.. To po prostu tylko kartonowe Panstwo.
@maly_ludek_lego mój odwieczny dylemat czy wtedy było panstwo z kartonu a teraz z gównolitu czy odwrotnie :smiley:
Dobry, rzeczowy wpis. Dzięki za ciekawe info
Barbara_MajKompan
5piorunów
Histmag.orgTytan
8piorunówKompletna strata czasu i pieniędzy czy szkoła życia? A może klucz do poprawy bezpieczeństwa Polski? W czasach, gdy w Polsce coraz częściej wraca dyskusja o poborze i obowiązkowej służbie wojskowej, warto przypomnieć sobie, jak wyglądała ona w przeszłości. #ciekawostkihistoryczne #historia #prl

aerthevistLider
34piorunów28 czerwca 1956 w Poznaniu doszło do robotniczych demonstracji. Robotnicy Zakładów Metalowych im. Józefa Stalina, jak się wówczas nazywała fabryka założona przez Hipolita Cegielskiego, wyszli na ulicę bo uznali, że tylko w ten sposób mogą domagać się uznania swoich żądań. Ponad 10 tys. żołnierzy

OpornikGURU
69piorunówU Bartka na obejściu od wczoraj gorąca debata o myciu jaj. Przypomniała mi się zabawna historia sprzed lat:
Facet mi kiedyś opowiadał jak za komuny, ale i w latach 90, brali jajka z fermy, ochlapywali kurzym gównem, i wieźli do Niemiec na handel, szkopy to brały jak głupie, bo "od polskiego chłopa, zdrowe, naturalne!" 😛
Myślę że nadal tak wielu robi, na przykład teściowa śp., wykształcony człowiek, chemik, a jaja brała zawsze od baby z targu, bez numerków, jak widziała że kupiliśmy "z numerkami" czyli ze sklepu to robiła inbę.
P.S.
Przestańcie gapić mi się na jajca.
#myciejaj #jajka #zdrowie #jedzenie #prl #ciekawostkihistoryczne #niemcy #lata90 #handel #higiena #lata80 #wies #jajca

Slyszalem calkiem niedawno o starej babie, ktora kupowala jaja z biedronki i tez je ochlapywala jakims gownem. Jajka wiejskie +100%.
Swoja droga, jajka z biedry, mieso czy warzywa z lidla, nie sa zdrowsze od tych bio z chujwiekad.
A najlepsi sa ci, co wala browarka codziennie, kielbase slaska z grilla z wóda co weekend, ale warzywka tylko bio mordo
@bartek555 ciężko mi w to uwierzyć bo te jajka mają numery nadrukowane, więc tylko ślepy by się nabrał.
Tak jak mówiłem moja teściowa sprawdzała czy na pewno kupiliśmy takie bez napisów, jak nie to sapała że dziecko trujemy 😛
@Opornik a problem to zmywaczem pyknac? Jak sie komus chce tak bawic to mysle, ze zadna przeszkoda
@bartek555 heh, rozcieńczalnikiem najlepiej. 😛
@bartek555 dlaczego parafrazujesz moja zone? Jednocześnie tylko jajka ekologiczne + warzywa bio i w tym samym czasie dwie paczki kinderków obala dziennie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@bartek555 przepraszam bardzo, czy ten koks pochodzi z upraw zrównoważonych?
Swoją drogą ostatnio powstała piwo Perła fit, więc już wszystkiego można się spodziewać.
w tym samym czasie dwie paczki kinderków obala dziennie
Ojoj! Nie mogę schudnąć, laboga!
- haps, "śledzik na raz" opierdolony w minutę.
@Opornik u mojej akurat nie ma problemów z wagą, nawet w połogach xD
A ja wam powiem,ze najlepsze jajka jakie jadlem to,uwaga,sklepowe-kotlina natury,jajka od kur zielononozek.
W aldi tez sa dobre jajka marki wlasnej- nie widze powodow,zeby latac na jakies targi i liczyc na to czy dostane salmonelli czy nie
@jajkosadzone też polecam od zielononóżek, bierzemy je z Lidla, nie wiem z jakiej fermy ale dobre
@jedzczarnekoty od kiedy w lidlu jest taki sam balagan jak w biedronce to staram sie oba sklepy unikac jak ognia. Najchetniej robie zakupu w aldi, stokrotce i lewiatanie( tam czuc klimat lat 90/przelomu wiekow).
@jajkosadzone aldi? Aldi to najgorszy syf z tragicznym asortymentem.
Pamiętam jak w latach 90 aldiki w Niemczech były tylko dla biedoty imigranckiej, syf kila i mogiła, szczerze mówiąc zdziwiony jestem że marka przetrwała
Młodzież kradła z aldików rączki od wózków i nosiła jako pałki z nakrętką z jednej strony. Mówiło się "zajebać komuś z aldika".
@Opornik
w pulawskim tez kradna az milo xD
Asortyment nie jest wyszukany,ale jajka maja super- pieczywo tez w porzadku( jak na produkty marketowe) i dzialajacy butelkomat.
@jajkosadzone kurde u nas czysto. W Aldi byłem ze dwa razy ale jakość produktów słaba. Ale, generalnie nie mam po drodze, to jest główny czynnik
@jedzczarnekoty
lidl i aldi maja spoko marki wlasne:)
@jajkosadzone pieczywo u szkopa kupować? Boga w sercu nie masz
@Opornik
Niestety towarzyszu,ale nie znam radzieckich sklepow.
OpornikGURU
23piorunówWygrzebałem złomka z czeluści komórki, to chyba Jubilat 2. Skubany miał nawet jakieś powietrze w oponach, mimo że co najmniej 3 lata leżał nie ruszany, aż wrósł.
Poland Stronk!
LoL to w Bydgoszczy robili. I to na Frondronie, gdzie twarogowa bestia teraz grasuje! 😛

@Opornik ogólnie teraz bydgoska marka to unibike.
Jeździłem takim nawet niedawno. Frajda jak.... Z pchania TACZKI! ;D