lubiespacOsobistość
10piorunówDzisiaj w Suwałkach w nocy tylko 7 stopni czaicie to
Trzeba kurtki już wyciągać z szafy
Kurde masakra
lubiespacOsobistość
10piorunówDzisiaj w Suwałkach w nocy tylko 7 stopni czaicie to
Trzeba kurtki już wyciągać z szafy
Kurde masakra
UncleFesterGURU
41piorunówBry. 😁
Znam "Panią Twardowską".
Na pamięć.
Nie wiem skąd.
Czary jakieś, wujek alkazelcer czy inne flaszbaki z wietnamu? :smiling_imp:
#rozkminy #heheszki #gownowpis

UncleFesterGURU
30piorunówZnacie jakieś regionalne, jednowyrazowe określenia wody z kiszonych ogórków?

Kwaska
Kwas
RimfireGruba ryba
28piorunówJako dzieciak tego nie zauważasz bo przecież Spider-Man kocha Mary Jane, wiadomo że jest jego wymarzoną duperką. Oprócz tego przecież Peter jest frajerzyną w pinglach a Mariolka królową balu, co to się z kapitanami drużyny umawia a nie z członkami szkolnego kółka fotograficznego i Ligi Przyjaciół Przyrody. Potem zdajesz sobie sprawę z czegoś co ci umknęło. Piotras miał za sąsiadkę rakietę Urszulkę, która była zapatrzona w niego jak w obrazek, piekła mu ciasta, była bardzo miła i uprzejma. W dodatku była córką bogatego ży... tego no żażądcy budynku, do którego należała kamienica gdzie Peter mieszkał. A Marycha? Ło baben, co za festiwal spierdolenia.
* chodzi z toksycznym osiłkiem, który znęca się nad jej niby przyjacielu a ona ma to gdzieś
* kiedy chodzi już z Dżejmsonem robi to tylko żeby wykorzystać związek do wywołania zazdrości w Peterze
* przyjmuje oświadczyny od typa, którego nie kocha byle Peter miał ból dupska
* zdradza swojego narzeczonego, a co gorsza ona inicjuje tę zdradę
* odwala szopkę ze ślubem żeby poniżyć porządnego chłopa, co go i tak już wykorzystała, przy ołtarzu dla atencji
Mary Jane to była toksyczna atencjuszka bez skrupułów czy moralności. Coś na poziomie tej rudej z Titanica, co upokarzała zakochanego w niej narzeczonego przez całą podróż narzeczeńską po czym zdradziła z bezdomnym.

Obejrzałem tylko pierwszą część i przestałem, bo nie mogłem tego szona znieść.
ql00Sum
5piorunów## Fragment znaleziony w niepublikowanych Notatkach z pamięci układu nerwowego
Człowiek – ów osobliwy nośnik informacji biologicznej – żyje w złudzeniu sprawczości. Każdego ranka wstaje z przekonaniem, że może coś zmienić.
Tymczasem jest jak meteorolog w samym środku huraganu: notuje dane, sporządza wykresy, a potem… zakłada płaszcz i udaje, że to jego decyzja.
Wszechświat, w swojej wrodzonej beznamiętności, rozwija się zgodnie z regułą entropii. To nie chaos – przeciwnie – to najczystsza forma porządku, tyle że nieporządkującego.
Natura nie buntuje się, nie spiera, nie wybacza. Zmniejsza różnice potencjałów.
Człowiek zaś, obdarzony świadomością (czyli umiejętnością kompulsywnego nadinterpretowania), postanowił, że będzie czymś więcej niż termodynamiczną anomalią. I nazwał to wolną wolą.
Owszem, dokonuje wyborów – ale w granicach dostępnych danych, uwarunkowań genetycznych, neurochemicznej pogody, struktury społecznej i menu dnia poprzedniego. To tak, jakby komputer decydował, że chce działać inaczej, ale musiałby to zrobić, używając tego samego procesora, na tej samej płycie głównej, z tą samą listą instrukcji maszynowych.
Wolna wola istnieje – podobnie jak istnieje pionowa linia na ekranie kineskopu po odłączeniu sygnału: jest realna, ale nie informuje o niczym.
I właśnie dlatego stoicy mieli rację. Nie dlatego, że odczarowali los, lecz dlatego, że się z nim pogodzili. Uznali, że jeśli już jesteśmy tylko wewnętrznym refleksem zewnętrznych procesów, to warto przynajmniej ustawić ten refleks tak, by nie raził w oczy.
Akceptacja rzeczy nieuchronnych nie jest aktem poddaństwa – jest jedyną formą kontroli, jaką nam pozostawiono: kontrolą nad interpretacją nieuniknionego.
Wiatr historii wieje, jak chce, chmury przewijają się nad naszymi głowami, trajektorie cząstek nie pytają o zdanie.Ale można – przez chwilę – pomyśleć spokojnie. I uznać, że choć nie sterujemy statkiem, to wciąż możemy zdecydować, z jaką miną go opuścimy.
#rozkminy #stoicyzm
nieuczesane myśli ułożone przez Ai w stylu Lema
Nadmierne interpretowanie to robota ego, nie świadomości samej w sobie
m_hKosmonauta
2piorunówZałóżmy że to co mówią w tym filmie na początku to prawda: Altman buduje samowystarczalny bunkier żeby przeżyć apokalipsę zgotowaną przez AGI/ASI.
Jeżeli Altman rzeczywiście twierdzi że AGI/ASI będzie przekraczać ludzkie możliwości pod każdym względem jaki jest sens budować bunkier do którego taki twór wejdzie jak do siebie, niczym "Papa do papakomnaty przez papawrota" #pdk
Amerykanie ponoć w ostatnim nalocie na Iran użyli bomb penetrujących do około 60m skał, takie AGI/ASI będzie mogło zaprojektować jeszcze lepszą amunicję, albo kto wie krety kopiące w żelbecie ( ͠° ͟ʖ ͡°) .

@m_h nie wiem czy mogę ufać gościowi, który żyje z nakręcania na sztuczną inteligencję, budowanie schronu może tu być zagraniem marketingowym
Cori01Osobistość
24piorunówJedną z ciekawszych ekspozycji w muzeum sztuki nowoczesnej jest poniższy kolaż notatek. Wystawa ma charakter tymczasowy i została stworzona przez dzieci z jednej ze szkół podstawowych. Na karteczkach zapisano odpowiedzi dzieci na pytanie: co sprawia, że się uśmiechasz?
W większości były to odpowiedzi w stylu: „przyjaciele”, „koledzy”, „koleżanki” itp. Pojawiły się też hmm bardziej ambitne gdzie dzieci pierwsze o czym pomyślały to o radości z otrzymania dobrej oceny. Ale jednak to radość z relacji międzyludzkich wiedzie tutaj prym - co mnie pozytywnie zaskakuje.
Samo czytanie tych notatek wywołuje pewien rodzaj nostalgii, choć wydaje mi się że jak byłam w wieku tych dzieci (z tego co pamiętam w opisie było, że to 10latki) to bym dała odpowiedź bardzo materialistyczną, no ale z wiekiem zmienia się perspektywa w jedną bądź drugą stronę.

@Cori01 przyjaźń nie ma ceny
Cori01Osobistość
9piorunów"JAKIE TO MA ZASIĘGI?”
Przyznam, że lubię, gdy Netflix pozytywnie mnie zaskakuje – a ostatnio robi to coraz częściej. Tym razem chodzi o serial z polskiego podwórka, czyli „Aniela”. Uwielbiam, kiedy jakaś produkcja wpływa na moje myślenie i zostawia we mnie ziarno spojrzenia na rzeczywistość, które kiełkuje po obejrzeniu – pozwala mi zreflektować się nad tym, co chciał powiedzieć autor. Choć tu akurat zreflektowały mnie dwie rzeczy: jeden poboczny wątek i jeden główny.
Zacznę od tego pierwszego. Im częściej oglądam produkcje, w których występuje młodzież, tym bardziej czuję się dziadersem – choć na razie mam dopiero „trójkę” z przodu. Szokuje mnie, jak wszystko kręci się dziś wokół telefonów, zasięgów, social mediów i pozorów, jakie się w nich kreuje. Wszystko jest nagrywane i trafia do internetu. Co ciekawe, nawet dziadersi z Facebooka zaczynają być tym poirytowani. Przykład z dzisiaj: Pod zdjęciem kobiety myjącej samochód pod maską na myjni samoobsługowej nie było już komentarzy w stylu „hahahaha, ale beka”, tylko jednogłośne „powiedziałbyś jej, że tak się nie robi, a nie od razu zdjęcie do neta wrzucasz”.Jednak w przypadku młodzieży i mojego zrozumienia ich to jest to zmiana, za którą nie nadążam – być może dlatego, że nawet jako nastolatka portale społecznościowe szybko mnie nudziły. Dość szybko zauważyłam też, jak zły wpływ mają na mój nastrój, więc ograniczyłam się do dziaderskiego Facebooka w formie „in Cogito”. Wszystko, co związane z social mediami, wydaje mi się dziś obce i odpychające, a przez to czuję się dziwnie jak w filmach czy serialach odgrywają one nie mała rolę, jakbym była zupełnie z innej epoki, ale może tak jest.
Druga rozkmina to fakt, że Netflix ostatnio ostro jedzie po „klasie wyższej” – świetnie widać to w 1670, Syrenach, a teraz w Anieli. Nawet żarty się powtarzają – te, które mają kpić z burżujów. Nie wiem, czy to tylko moda, czy rzeczywiście narasta jakaś społeczna niechęć do „bananowych” ludzi, którzy z ciężką pracą mają niewiele wspólnego, a są najbardziej widoczni w social mediach. Ciekawi mnie, jak długo utrzyma się ten trend(jeżeli można nazwać to trendem)
Wracając do oceny serialu – domyślam się, że wiele osób się od niego odbije, ale ja jestem zachwycona. Może nie scenariuszem, choć – o dziwo – poza zakończeniem, ciężko było mi przewidzieć, co wydarzy się dalej. Nie czułam dłużyzn, mimo że odcinki trwają ponad 40 minut. To, co mnie najbardziej zachwyca, to zabawa formą: mnogość technik robienia zdjęć, oświetlenie – każde ujęcie wydaje się niezwykle intrygujące i bardzo… eteryczne.
Uwielbiam to, jak przerysowany i surrealistyczny jest ten obraz. Najlepsze jest to, że twórcy nie ukrywają przerysowania postaci – wręcz przeciwnie, mocno czerpią ze stereotypów, dzięki czemu każda postać jest bardzo wyraźna i charakterystyczna. Cudowna jest tutaj Kożuchowska – nie sądziłam, że coś takiego o niej powiem, ale świetnie się bawi swoją rolą i widać, że doskonale się w niej odnalazła. W końcu Małgorzata nie gra Małgorzaty.
Scenografia – absolutnie na plus. Dbałość o szczegóły tego, co znajduje się w tle kadr. Mój ulubiony element? Menel śpiący na automacie do gier – niby nic nie wnosi do fabuły, a jednak nadaje klimat, który zostaje w pamięci na długo.
Z minusów – trochę ich jest. Przede wszystkim zbyt oczywiste rozwiązania, które psują immersję i sprawiają wrażenie leniwego pisarstwa. Wybaczam to jednak za dobrze napisane dialogi – mają swój niepowtarzalny styl. Drugi minus to gra Pazury – mam wrażenie, że zbytnio się nie starał i grał tę samą rolę co zawsze. Dla mnie to spory błąd castingowy. Zdarzały się też momenty, w których łatwo było się pogubić w ciągłości fabularnej – może to kwestia montażu, może scenariusza, ale były sceny, w których nie do końca wiadomo, co z czego wynika.
Podsumowując – bardzo polecam ten serial. Myślę, że warto dać mu szansę, bardzo ciekawe doświadczenie wizualnie już abstrahując od fabuły:)

To masz jakieś małe wymagania jak Netflix Cię zaskakuję, przez ostatni rok to tam same gówno wypuszczają, u nich się kliknięcia liczą nie jakość.
DexterFromLabGruba ryba
13piorunówMam bardzo dziwną cechę. Dobrze pamiętam wydarzenia z przeszłości. Może uznacie mnie za wariata ale pamiętam wiele szczegółów z bardzo wczesnego dzieciństwa. Na przykład, pamiętam swoją grzechotkę na sznurku przyczepioną do wózeczka. Miałem wózeczek w którym sobie leżałem jak woziła mnie mama, wiadomo. I do tego wózeczka przyczepioną byla taka grzechotka na sznurku. Były to takie misie, niebieski i różowy, poukładane na przemian. Każdy miś miał w środku kulkę. Pamiętam jak odkryłem że po uderzeniu ręką, misie się obracają i kulki wydają dźwięk. Pamiętam że było to dla mnie bardzo ciekawe i satysfakcjonujące. Ciężko dosisaj o równie dobrą zabawę. Ile ma takie dziecko w wózku? Coś około roku? Opowiedziałem o tym mamie to była bardzo zdziwiona, i nie rozumiała jak to możliwe żeby takie małe dziecko to pamiętało, ale potwierdziła że była taka zabawka do wózka.
@DexterFromLab a ja nie pamiętam nic, zero, null, pomiędzy 7-9 rokiem życia.
Najstarsze wspomnienie to jak na sankach ciągniętych przez breję na chodniku i nagle rękawiczka na sznurku mi spada i dostaje się pod płożę tych sanek…żółte rękawiczki z kwiatuszkiem na środku. Miałem ciut ponad rok.
kopytakoniaGruba ryba
5piorunówCzytam pierwsza w życiu książkę Stephena Kinga mianowicie Pan Mercedes i to jest inny poziom kryminału, napisany pozytywnie chamsko, brudno, bezczelnie. Nie wiem czemu ten pan jest nazywany mistrzem grozy, bo nie czytałem nic innego tego autora, ale mógłbym go nazywać mistrzem kryminału po przeczytaniu 30% tej ksiazki wg Kindle.
#ksiazki #czytanie #rozkminy
Seria z panem Mercedes to zupełnie inny klimat książek. Wymyślił sobie że napisze coś innego niż to z czego jest znany
DexterFromLabGruba ryba
5piorunówBraun robi zasłone dymną. To celowe działanie mające na celu wywołać sensację. Ludzie mają odwrócić wzrok od zamieszek w stanach. U nas sytuacja jest nieco podobna. Ludzie są zmęczeni rządem. Spiłeczeństwo spolaryzowane. Ludzie mają tam nie patrzeć, żeby nie brać przykładu. Ameryka zaczyna płonąć, strażak Braun odciąga uwagę. Stąd mój wniosek, Braun to wabik. Robi to pewnie na czyjeś zlecenie. To musi być zamówiona akcja. Nie wieże że tak po prostu połamał plakaty, bo miał taki kaprys, bo mu się nie spodobały.
Internetowa brać ukuła już dawno temu adekwatny termin, dość wulgarny jeśli przytoczyć w oryginalnym brzmieniu - "atencyjna k⁎⁎wa". Do następnych wyborów parlamentarnych jeszcze 2 lata, do prezydenckich 5, w tym czasie wiele może się wydarzyć i ludzie zdążą zapomnieć, kim jest ten brodaty typ i jego akolici. No to myk performens artystyczno-polityczny i teraz paliwa wystarczy na dobre pół roku. O gaśnicach mówią do tej pory, a kiedy to było.
@DexterFromLab spoko teoria. Choć mi się wydaje, że powód może być o wiele bardziej prozaiczny. Zobaczył po akcji z gaśnicą, że na maxa wyjebało mu fejm i na wyborach bardzo mu to poprawiło pozycję, więc robi po prostu to co się sprawdza.
Tak jak @jonas wyżej napisał, to zwykła atencyjna d⁎⁎⁎ka jest.
ostrynacienkimGruba ryba
12piorunów
@ostrynacienkim to przenośna kaplica. Krzyż jest na drzwiach.
ostrynacienkimGruba ryba
1piorunówKtos bywa w Hiszpani i lubi kawe? Bo na sniadaniu to jakis dramat jest. Mam nadzieje ze to tylko kwestia hotelu.
mordaJakZiemniaczekGruba ryba
28piorunówTakie mnie dzisiaj przemyślenia naszły: z jednej strony mówi się, ze gastronomia to bardzo trudny biznes, że marże niskie, dużo nowych knajp szybko upada. A z drugiej strony można otworzyć knajpę nie mówiąc po polsku, nie będąc w stanie przetłumaczyć jednego, prostego zdania na polski i wydrukować (patrz foty poniżej) i funkcjonować, będąc jednocześnie jednym z tańszych lokali w okolicy. I nawet smacznie i do syta.
Oglądałem też ostatnio kilka odcinków Kuchennych Rewolucji. Można prowadzić knajpę z grupą praktycznie upośledzonych osób, które nie rozpoznają warzyw i mięs i jakoś utrzymywać się na powierzchni. Jak...
Przy okazji, może ktoś ktoś związany z #programowanie albo branżą gastronomiczną będzie kojarzył - jak to jest, że każda knajpa tego typu ma te same zdjęcia, to samo menu i ten sam POS do obsługi zamówień? Znalazłem tylko informację, że to program Barman 6.3 Freeware, ale nigdzie nie mogłem go znaleźć. Jakiś pra-emigrant z Wietnamu dystrybuuje to na cały kraj wśród diaspory z dalekiej Azji?
Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.

@mordaJakZiemniaczek masz odpowiedź w tekście
tańsze, nawet smacznie i do syta
Ale prastary ten soft musi być
SauronusFenomen
12piorunówKilka dni temu CD Project Red pokazał techniczne demo Wiedźmina 4 i wszędzie zaczęły wyskakiwać artykuły o tym, jak to mamy już pierwszy gameplay z gry. Nie mamy. To jest taka wersja gry, jaką chcieliby pokazać twórcy, gdyby świat był doskonały. Najbardziej mnie zirytowała ta szopka z trzymaniem pada i udawaniem, że ktoś faktycznie w to gra. @Cathelek z kolei bardziej od _wiernie oddanych mięśni _konia wolałaby zobaczyć sensowne chody konia, a nie powolny galop po kocich łbach. Niestety chyba nie uczą się na błędach lub nie uznają tego za błąd, bo taki sam numer był przy Wiedźminie 3 oraz (co wyszła na dużo gorsze) Cyberpunku 2077. Oczywiście nie tylko redzi tak robią, bo to niestety standard w branży. Punktem kulminacyjnym były grameplaye z The Day Before, które nawet nie naciągały i koloryzowały rzeczywistość, bo tu zwyczajnie nie było czego naciągać ani koloryzować - gra została złożona na kolanie jakiś tydzień premierą.
Wracając do nowego Wiedźmina i CD Project Red - Wiedźmin 3 wpisał się na stałe w historię gier komputerowych. Cyberpunk 2077, również choć bardziej jako przestroga. Wiedźmin 4 na pewno też się zapisze. Chciałbym jednak, żeby zapisał się jako gra, która dostarczyła więcej niż wszyscy się spodziewali - tak jak na przykład Clair Obscur: Expedition 33 - a nie jako gra, która nie dowiozła - tu przykładem niech będzie Doom: The Dark Ages, który jako gra sama w sobie jest spoko, ale jako następca Doom: Eternal jest zawodem.
#przemyslenia
#rozkminy #gry #wiedzmin
Tutaj sami fani pompują bańkę - wyraźnie na konferencji powiedziano, że to techniczne demo, nie gameplay. Na samym zapisie z pokazu jest napis, że jest to techniczna prezentacja i nie prezentuje finalnego produktu.
Jestem prawie pewien, że redzi odrobili lekcje i nie wypuszcza tak niedopracowanego produktu jak CP.
ja jeszcze jedynki nie przeszłem, eh
ok boomer
DexterFromLabGruba ryba
11piorunówPowoli zaczynam rozumieć, co się dzieje. System się rozpada.
Zaufanie społeczne do polityków dramatycznie spada. Prawo staje się coraz bardziej wydmuszką – istnieje tylko na papierze. Standardy społeczne lecą w dół. Państwo nie potrafi egzekwować własnych zasad. Administracja ledwo zipie.
Służba zdrowia się sypie, szkolnictwo jest archaiczne, brakuje policjantów, żołnierzy i ogólnie funkcjonariuszy. System działa tylko tak długo, jak długo ludzie w niego wierzą. A coraz więcej osób tej wiary już nie ma.
Ostatnio słyszałem o człowieku z nowotworem – lekarz wypisał leki, nie wiedząc nawet, jaki to rodzaj raka. I to nie był wyjątek, tylko reguła. Tak funkcjonuje cały ten system: byle jak, bez odpowiedzialności, bez nadziei.
On się rozpadnie, jeśli nic się nie zmieni.
Społeczeństwo jest spolaryzowane jak nigdy wcześniej. To się wszystko ledwo trzyma kupy. Nie mówię, że zawali się z dnia na dzień – ale symptomy już są. Wybory je tylko potwierdziły.
Za 10, może 20 lat, możemy żyć w zupełnie innym kraju.
20 lat temu też żyliśmy w innym kraju - bezrobocie było dwucyfrowe nawet w Dużych Miastach, przestępczość kwitła, policjantowi można było wcisnąć w łapę banknot i puszczał nawet zwykłego nikogo bez mandatu. Autostrady widywało się na migawkach z Niemiec, samochody używane ciągle były drogie i jak nie kradzione, to uzdatniane z topielców, rozbitków i wiaty przystankowej.
Politycy mają z tym tyle wspólnego, że przeszkadzają ludziom raz mniej, raz bardziej, ale bez ich obecności byłoby tylko lepiej, więc niech spierdalają i najlepiej wymrą możliwie szybko.
@DexterFromLab suweren, czyli my, jestesmy "pracodawcami" politykow tylko na papierze. Politycy (bez wyjatku) tworza sobie klase wyzsza, hermetyczne srodowisko, do ktorego za nic nie wpuszcza plebsu. Ogradzaja sie murem, betonuja, zbroja i przede wszystkim bogaca. Dzialalo to od zarania ludzkosci. Dotyczy to tez np kosciola katolickiego. To co sie zmienilo to to, ze ten plebs jest coraz lepiej wyksztalcony i swiadomy. Wobec tego tak zbudowany system budzi uzasadnione wkurwienie wsrod obywateli, ktorzy nie chca tuczyc na wlasnej krwawicy politycznej klasy wyzszej, nie majac praktycznie zadnego wplywu na sposob ich rzadzenia.
mati3654Kosmonauta
11piorunówKatastrofa demograficzna, dążenia polityczne w stronę Białorusi, populizm i rozdawnictwo.
Czy wg. Was prime time dla Polski powoli się kończy i nic już nie jest w stanie nas uratować? Jak myślicie czy nasze dzieci będą miały lepiej czy gorzej niż my (abstrahując od ewentualnej wojny na naszym terenie).
Niech giną w pizdu z takim krajem... mamy na co zasłużyliśmy wszyscy
@mati3654 demokracja jest po to że większość decyduje co jest dla nich dobre.
polacy to inteligentny i dumny naród, uczciwych ludzi i nie ma co ich oceniać
kitty95Gruba ryba
11piorunówDzwoni znajomy czy mam pożyczyć kasę.
Ten znajmy to siostrzeniec różowej, z którym się znamy. Więc znajomy.
3 miechy temu niedobry pan buk pokarał go bliźniakami, z in vitro zresztą. Niby powód do radości, ale...
Gościu pracuje jako mechanik samochodowy. Zarabia koło 12k na rękę, przynajmniej tak mi mówił. Nie wiem czy to dużo czy mało na mechanika. W kazdym razie mają koło 7k mini ratki na dom plus teraz dwójka dzieciaków i żona na utrzymaniu.
No i najwyraźniej budżet mu się przestał spinać.
Strategicznie napuściłem go na różową i jakiś tam deal zawarli. 2k mu pożyczy na 2 tygodnie.
I tak sobię myślę, w kontekście tej spadającej dzietności, że wszystko fajnie, ale co to za życie, gdy nad każdą złotówką trzeba się zastanawiać. :thinking_face:
Komentarz usunięty
@kitty95 wiesz, dzieci tutaj na moje nie mają za wiele wpływu na sytuację materialną, bo za bliźniaki wejdzie zaraz 1600 co miesiąc, o ile mleka w proszku nie trzeba będzie kupować, to da się to ogarnąć. Tutaj problem jest w głowie osoby biorącej kredyt z ratą na ponad połowę przychodów miesięcznych, tutaj nawet inflacja nie pomoże.
@zomers hmm. Z ciekawości sprawdziłem. Jakiś najtanszy sensowny wózek to tysiak, spacerówka drugie tyle i mowa o budżetowych wersjach. Dolicz pieluchy, kocyki, kosmetyki, jakieś gryzaki, zabawki, butelki z podgrzewem, jakąś elektroniczną nianię, jakieś ciuszki, syropki, itp.
Jak nie chcesz dziadować, to nie wiem czy to obecnie taki pomijalny koszt.
@kitty95 wiesz co, akurat mam dwóch synów i za mniejsze jeszcze pieniądze ich wychowałem. Wózek na luzie z komisu, za pewnie 400zł przygarniesz, mój pierwszy był za 200zł 3w1 i wytrzymało mi to 2 lata. Spacerówkę, a dokładnie parasolkę to ogarniasz dopiero jak siedzi Ci porządnie w wózku. Paczka pieluszek z Lidla/Biedry to 50zł za 112szt (notorycznie są jakieś promki 2 za 1), na początku idzie dużo, powiedzmy 10x czyli masz 3 paczki na miesiąc. Noworodek, pije mleko matki, ale jak trzeba dokarmiać, to jest drożej, ale to też kilkaset złotych miesięcznie. Dopóki nie trzeba płacić za przedszkole, to te 800zł naprawdę w większość problem rozwiązuje. A jeśli ktoś już wcześniej żył na styk, a w dodatku co znajomi powiedzą, jeśli wózek, nie będzie miał metki i złotej ramy, pieluszki z najwyższej półki (nieważne, że zasrane zaraz po założeniu), a dzieci w ciuszkach na instagrama nie będą ślicznie wyglądać, to zaczynają się schody. To naprawdę nie jest problem, zobacz jak się "socjal" płodzi na potęgę i jeszcze im na fajki starczy :smiley:
damwGURU
114piorunów
@damw J⁎⁎ać Entropię.
Ciekaw jestem czy naukowcy chociażby hipotetycznie rozważają zatrzymanie/cofanie entropii?
@Alembik jak wsadzasz jedzenie do zamrażarki, to spowalniasz entropię. Tutaj nie trzeba szczególnie nic rozważać, bo to możliwe, tylko wymaga energii. Tym większej, im bardziej chcesz ten proces spowolnić.
@Sauronus Pozostaje nam spierdzielanie do innego wszechświata chyba... Uniwersum Xelee się kłania.
@damw wszystko jest trucizną, zależnie od dawki
Liczby urojone też?
@Dzemik_Skrytozerca też. Kumpel na studiach próbował je zrozumieć i się zapił
Cori01Osobistość
16piorunówI TY BRUTUSIE!
Pisząc ten post nie bardzo licze na to, że zostanie on przeczytany bo będzie to dość długa wypowiedź. Jest to dla mnie pewnego rodzaju spowiedź, która chce puścić w eter internetu.
Od kad w miarę dojrzałam i rozmowa z przeciwna płcią przestała być dla mnie stresująca, zauważyłam, że dużo lepiej mi się rozmawia z kolegami, niż koleżankami. Miałam z kumplami więcej wspólnych zainteresowań, wspólne granie w LoL'a, ulubione seriale czy poczucie humoru, które dla większości moich koleżanek było zbyt "ostre". Wspomniane aspekty sprawiały, że przywiązywałam się do tych kumpli czułam więź większa niż miałam z koleżankami, z którymi ciężko było mi mieć nić porozumienia i zaufania. To co też sprawiało, że bardziej mnie ciągnęło do kolegów to, to że faceci byli dla mnie prostsi, łatwiej było mi odczytać ich intencje, a przysłowiowe fochy się nie zdarzały( no może czasem). A częste fochy w relacjach z kobietami wprowadzały mnie w niepotrzebny stres. Nie potrzebne dramy totalnie mnie życiowo roztrajaly(jak w sobie chłopy z tym radzicie to ja nie wiem xd). Wśród relacji z kumplami brak tych dram i ich bezpośredniość w komunikacji była dla mnie ukojeniem.
Jednak to co różniło moje relacje najbardziej między kobietami, a mężczyznami to to, że z żadnym facetem nie miałam nigdy relacji, której mogłabym nazwać "przyjacielską" ale do czasu... Stawiałam tą granicę, żeby nie wchodzić w ryzyko zakochania się. Nawet kiedyś jedna z koleżanek zapytała się jak to robię, że faceci chcą się ze mną kumplować, a nie mnie przyslowio tylko przelecieć. Myślę że wynikało to właśnie z tego że miałam z tymi kumpali wspólne zainteresowania, więc nieskromnie mówiąc realnie czerpali przyjemność z rozmowy ze mna, plus stawiałam granicę. Nigdy ich nie kokietowalam, nie podrywalam i nie rozmawiałam z nimi na intymne tematy, które mogłyby wytworzyć niepotrzebna bliskość. Oczywiście czasem zdarzały się wtopy ale wyciągałam z nich lekcje i im dłużej takie znajomości trwały, były one bardziej solidne i jasne.
Jednak taka sielanka w relacjach koleżeńskich kończyła się zazwyczaj w tym samym punkcie zmian w życiu tych kumpli, otóż wtedy kiedy znajdowali sobie dziewczyny. Ja z ich życia znikalam, kontakt się urywał stopniowo bądź nagle. Byłam często (choć nie zawsze) z automatu nielubiana przez partnerki moich kumpli, choć nigdy nie dawałam im powodów do zazdrości, ani ci kumple, którzy otwarcie mówili, że widzą we mnie "kumpla". Myślę, że to prostu czysto odzwierzęca terytorialnosc, która rozumiem, ale nie pochwalam.
Takie zrywanie kontaktu zawsze było dla mnie bolesne, ale nie mogłam mieć pretensji, często to też był wynik braku czasu z ich strony czy chęć uniknięcia konfliktów( no niestety często komunikacja w związkach leży), które nie były warte relacji z kumpela od gierek i wspólnego smieszkowania.
Co do tego jak podchodzę w życiu do relacji, to wiem, że sama popełniałam w nich błędy, traciłam relacje bo wykazywałam w nich za mało zaangażowania mimo tego, że były dla mnie ważne, albo pod wpływem trudniejszego etapu w życiu totalnie je olewalam licząc, że potem się to naprawi. Nie dało się naprawić. Stąd też wyciągałam lekcje i pewne refleksje, że w życiu najważniejsi są relacje, które nam sprawiają radość i satysfakcję i tak oczywiście hierarchizację się relacje i partner, dzieci, rodzina będą ważniejsze, później przyjaciele, jeszcze później koledzy, znajomi, znajomii z pracy itp. Ja ta hierarchię oceniam pod względem ilości poświęconego czasu(jak ktoś potrzebuje mojego wsparcie to hierarchia nie ma znaczenia, a ważność problemu), ale myślę, że przy dobrych checiach, da się dbać o każda relacje, która jest dla nas ważna i sprawia nam przyjemność i nas pozytywnie buduje, tak żeby nikt nie poczuł się poszkodowany.W imię zasady, że dorośli ludzie po prostu potrafią się dogadać. Uważam, że ludzie, którzy nas otaczają, również nas tworzą i bez nich bylibyśmy jak puste niezapisane karty. Dlatego z każdą utraconą znajomością, odczuwam nieopisaną stratę, a jeżeli dotyczy ona przyjaźni(czasami z takimi ludźmi jest się bliżej niż z rodziną, bo nie zawsze rodzina równa się przyjaciel)czy związku i osób którym poświęcałam dużo czasu, jest to strata której żadne słowa nie są wstanie tego opisać.
Dlatego jest i on Brutus, sytuacja, której kompletnie nie potrafię zrozumieć i sprawia że jest to coś co wyrywa kawałek mojego serca, duża część energii, emocji i całą masę zaangażowania i przyjemności z jakościowej i rozwijającej rozmowy. Jest to relacja, której końca się nie spodziewałam. Trwała 4 lata, a zakończyła się z dla mnie kompletnie niezrozumiałego powodu, powodu który był dla mnie zrozumiały w poprzednich przypadkach, ale nie w przypadku człowieka którego nazywalam prawdziwym przyjacielem (w całym swoim życiu miałam ich dwóch, teraz został 1, a partnera nie zaliczam do tej kategorii bo jest on naturalnie kimś więcej).
Słowem wstępu, moja relacja z tym przyjacielem była na swój sposób wyjątkowa, znaliśmy się tylko przez internet i przez telefon. Mieszkamy w różnych krajach i nigdy nawet nie było okazji żeby się zobaczyć, co w tej reakcji nie było dla mnie ważne, co było ważne to więź. Rozmowa na tym samym poziomie i to, że jak tylko miałam jakiś problem to zawsze mogłam do niego zadzwonić i to obgadac no i dostać realne wsparcie, a on miał to samo ode mnie. Pomógł mi niezmiernie bardzo i wyciągnął z jednego z największych dołków jakie mialam, sam twierdził, że również bardzo mu pomogłam. Więc hmm znajomość była równa? Wspaniałe się rozmawiało o książkach, filmach, wydarzeniach społecznych czy filozofii czy po prostu o jakiś odmóżdzajacych smieszkach. Uwielbialam rozmowy gdzie mieliśmy różne zdanie na jakiś temat, choć czasem powodowało to spięcia to praca nad rozmową sprawiała, że koniec końców dużo z takiego dialogu oboje wynosiliśmy. Sama uważam, że bardzo ciężko natrafić na kogoś z kim ma się wspólne flow, ja poznałam myślę w życiu wiele ludzi, ale takich z którymi czułam nic porozumienia było na tyle nie wielu, że jak się już przytrafiało taka osobę spotkać to się cieszyłam jak głupia i robiłam wszystko żeby taką znajomość utrzymać. Choć może czasem za mało, skoro efekt jest jaki jest.
Pewnego dnia dostaje wiadomość od Brutusa, która w skrócie można sparafrazować do "było fajnie, znajomość z tobą bardzo mnie rozwinęła, ale moja nowa dziewczyna jest zazdrosna, a ja dla niej zrobię wszystko, także dziękuję za współpracę nie będę już z tobą utrzymywać kontaktu, jak coś się będzie działo to pisz". Dla mnie ta sytuacja jest tak bardzo niezrozumiała, że jedyne co mi przyszło do głowy to, to że nasz wspólny kontakt zaczął go męczyć, w co zaprzeczył więc jeszcze bardziej mnie to szokuje i sprawia, że ciężko mi uwierzyć w jakie kolwiek relacje przyjacielskie(nie chce myslec to co mówi większość, że przyjaźń między facetem, a kobieta nie istnieje, bo nie jesteśmy chyba prostymi zwierzętami, które muszą się parzyć każdy z każdym i chyba kierujemy się czasem czymś więcej niż tylko instynktem). Bo prócz ostatniej przyjazni, która jest chyba dla mnie ostatnia nadzieja na wiarę w to że warto się angażować w znajomości, które nie są związkiem.
Nie wiem jak mają też inni, ale o ile osoba z którą jestem, jest dla mnie najważniejsza, to nie umiejsza to innym Choć zdaję sobie sprawę, że dla dużej grupy ludzi do szczęścia wystarczy tylko partner, a reszta osób nie ma znaczenia choć to zupełnie nie moja rzeczywistość.
Nie wiem jak ludzie postrzegają miłość, myślę że każdy ma inną definicje, ale w przypływie złości zawsze obwinialam kobiety moich kumpli i przez to w jakiś sposób kierowałam mimowolnie nienawiść w ich stronę, że to wszystko ich wina i że wredne z nich manipulantki, myślące tylko o sobie . Ale prawda jest taka, że to nie ich wina, one po prostu robią to intuicyjnie bo takie są normy społeczne. Nie do końca zastanawiając się nad konsekwencjami swoich czynów i słów. One po prostu mnie nie znają wiec właśnie jedyne czym mogą się kierować to hmm stereotypem. Winie jednak w tym przypadku tych bliskich mi kumpli czy przyjaciela. Sama nie mogłabym pokochać kogoś, kto chce ode mnie urwania kontaktu z bliskimi mi ludźmi mającymi na mnie dobry wpływ, wyraźnie widząc, że mnie to unieszczęśliwia. Choć może się mylę i miłość polega na spełnianiu zachcianek drugiej osoby bez względu na koszt własnego szczęścia bo szczęście partnera = własne szczęście. Pewnie wszystko zależy od punktu widzenia, ale szkoda tylko, że są w takich przypadkach postronych osób, ktore muszą ponosić koszty takich poświęceń.
Pewnie sama nadawalam tej przyjaźni większą wartość niż ona miała. Być może czułam w niej za duża pewność, że tak radykalnej decyzji on nie podejmie i zrobi wszystko by dogadać się z nową partnerką, gdzie jak sam mówił komunikacja jest na wysokim poziomie. Wiedziałam, że ma obiekcje, ale myślalam, że im lepiej go pozna tym dostrzeże ja jak uczciwa i dobroduszna osobę trafiła, która żadnych intryg i zdrat nigdy jej nie sprawi, więc nie ma czego się obawiać. A jak mnie pozna, bo było to w planach to jeszcze bardziej się przekona, że nie ma co wpływać na jedyna przyjaźń jaką ma jej partner. Choć może jedno stronnie kompilacja była dobra i ona mówi wyraźnie czego chce, a on nie doknca skoro nie potrafił wyjaśnić, że moja znajomość z nim jest czysto platoniczna i równie dobrze mogłabym być facetem z bardzo babskim głosem. Czuje się dziwnie, że nie była "warta" nasza przyjaźń wysiłku włożonego w dogadanie się między nimi.
No ale być może nie chodzi o to, kim i czym jestem, a o czas, który mi poświęcał nawet jeżeli to było pół godziny pisania tygodniowo czy telefon raz na miesiąc, wcześniej kontakt był dużo bardziej intensywny, ale dla mnie zrozumiałe jest to, że oboje jesteśmy w nowych związkach(poprzednia dziewczyna nie miała, ze mną problmu) więc oboje się na nich skupiamy, choć dla mnie zawsze był gdzieś czas, żeby opisać coś i podtrzymywać relacje. Sprawiło mi to radość dzielenie się informacjami, które wiem że go też ciekawily. Liczyłam że z czasem samo się wszystko unormuje. Nigdy nie wymagałam od niego atencji i nie jest to dla mnie problem jak ktoś mi na coś odpisuje po paru dniach. Nigdy też nie komentowałam jego relacji, w imię zasady, że jeżeli ktoś sam nie zapyta mnie o zdanie co do problemu związkowego to go nie komentuje. W tym przypadku, co myślę powiedziałam w emocjach w słowie na "dowodzenia". W normalnej sytuacji nigdy bym tego nie powiedziała, bo to nie mój związek nie moja sprawa. No chyba, że ktoś przez niego urywa ze mną kontakt...no ale to też nie moja decyzja, na którą wpływu totalnie nie miałam. Dla mnie jedynie liczyła się dobra intencja i dbałość o relacje tak żebym nie czuła że jest ona na przymus, ilość poświęconego czasu nie miała znaczenia. No może bardziej jestem w stanie wiele zrozumieć choć jak widać nie wszystko. Być może za dużo wymagałam, sama już nie wiem, jest to dla mnie na pewien rodzaj niedokończona i niewyjaśniona sprawa, ale też chyba sens wyjaśniania jej nie istnieje skoro decyzja zapadła. Także wszystko się kiedyś kończy, a powody końca nie mają znaczenia. Choć warto mieć ciepłe wspomnienia, to aktualnie czuję tylko zdradę i rozczarowanie, choć też pewna infantylność z mojej strony, że nadaje realacja przyjacielskim zbyt duże znaczenie w moim życiu bo nikt normalny tego nie robi, albo tylko ja odnoszę takie wrażenie.
Podsumowując, czy powinnam być rozczarowana skoro, wiedziałam jakie jest podejście Brutusa do związków, oparte na racji, że wszystko dla związku bez względu na cenę, chyba nie. Mimo to łudziłam się, że będzie inaczej. Jest mi po prostu niezmiernie żal, że moim bliskim przychodzi tak łatwo urwanie ze mną kontaktu, eh nie tylko ze mną, bo taki problem nie dotyczy tylko mnie. Jest po prostu chyba tak że ludzie dzielą się na tych co się przywiązują o tych co wystarczy lekkie podkniecie w relacji lub jakiś inny błahy, choć wygodny powód żeby tą relacje zakończyć. Myślę że w tym przypadku, gdyby realacja była solidna jak myslalam, wystarczylo by się trochę postarać by to jakaś rozwiązać, porozmawiać, być może w trójkę, być może potrzebna by była jakaś przerwa na dogadanie się między nimi w związku, a może nawet ewentualne spotkanie w czwórkę z również moim chłopakiem.
Problem w tym, że tu chyba chodziło o atencję i za duża ilość czasu, która mu zabierałam. Nie wiem jak wyglądał ich układ czy po wieksciu związek jego dziewczyna również zerwała kontakt ze znajomymi i przyjaciółmi. Wnikać nie będę. Z mojej perspektywy dało się to inaczej rozwiązać, ale do tego trzeba chęci a nie pójść na łatwiznę, co chyba tylko pokazało, mi, że nigdy nie powinnam wierzyć w przyjacielskie relacje, stąd się nie dziwię, że ludzie potrafią się czuć samotni nawet w otoczeniu masy ludzi. Eh byłam z tej przyjaźni bardzo dumna, ale cóż koniec mojego biadolenia, jedyne co mogę zrobić to po prostu się z tym pogodzić.

@Cori01 postaw się na ich miejscu
@GazelkaFarelka byłam na ich miejscu. Mój były przyjaźnił się ze swoją byłą żoną i to mi imponowało, a nie przeszkadzalo
@Cori01 Teraz to smutłem.
Masz przytulaka ode mnie. (づ•﹏•)づ