Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#stoicyzm

Lider

w Stoicyzm

31piorunów

Kiedy wpa­da­my w złość, mamy do wy­bo­ru dwie moż­li­wo­ści: albo ją wy­ra­zić, albo stłu­mić. Stłu­mio­na złość może się w nas za­ko­rze­nić i przejść w stan uśpie­nia, by za­pło­nąć po­now­nie w na­szej świa­do­mo­ści w zu­peł­nie nie­spo­dzie­wa­nym mo­men­cie, na przy­kład rok po sy­tu­acji, która ją wy­wo­ła­ła. Wię­cej – echa zło­ści mogą od­zy­wać się w nas przez kil­ka­dzie­siąt lat. Z wie­kiem mamy coraz słab­szą pa­mięć, ale nie za­po­mi­na­my krzywd, jakie nam wy­rzą­dzo­no. Dzie­więć­dzie­się­cio­lat­ka, która może nie wie­dzieć, jaki jest dzień ty­go­dnia ani rok, po­tra­fi dość szcze­gó­ło­wo przy­wo­łać z pa­mię­ci in­cy­dent, który zde­ner­wo­wał ją pół wieku wcze­śniej, i znów wpaść w gniew z jego po­wo­du.
Wy­obraź­my sobie teraz, że za­miast tłu­mić złość, swo­bod­nie ją wy­ra­ża­my. Jeśli zro­bi­my to w spo­sób sprzecz­ny z pra­wem, mo­że­my skoń­czyć w wię­zie­niu. Na­to­miast wy­ra­że­nie zło­ści w ak­cep­to­wa­ny spo­łecz­nie spo­sób nie za­wsze krzyw­dzi osobę, która jest jej ad­re­sa­tem, za to za­wsze ma ne­ga­tyw­ny wpływ na nas sa­mych.

William B. Irvine, Wyzwanie stoika

Fanatyk9piorunów

@splash545 no i co się powinno w takim razie zrobić?

Lider6piorunów

@KatieWee @PaczamTylko można zacząć od nazwania emocji: czuję złość (specjalnie tak, a nie "jestem zła", bo nie jestem złą osobą, tylko odczuwam emocję pt. złość), a potem w zależności od sytuacji - jak się da to wyjść z pomieszczenia i dać sobie moment na odparowanie, a jak się nie da to ćwiczenia oddechowe pomagają.
Dobra też jest cegła antystresowa, ale ona chyba nie jest akceptowalna społecznie xD

Lider9piorunów

@KatieWee @PaczamTylko @moll po prostu się nie denerwować. xd
Odpowiedź będzie w następnym cytacie, który jest nawiazaniem do wczorajszego. Według autora to jest właśnie odpowiedzią, żeby dzięki treningowi umieć wyłapać ten moment gdy możemy podjąć decyzję, żeby nie dać się złości rozpędzić i wybrać wtedy przyjęcie sytuacji z humorem lub jako wyzwanie, o czym będzie w dalszej części książki.

Natomiast co zrobić gdy już w tę złość wpadniemy: jedną z moich ulubionych technik jest technika dwóch uchwytów, którą wykonuje w całości lub sama jej pierwsza część często bywa wystarczająca. Polega ona na tym, żeby oddzielić swój stan emocjonalny - w tym przypadku gniew od zaistniałej sytuacji czy osoby z nim związanej. Wtedy skupiamy się na samej emocji, obserwujemy ją, pozwalamy jej być, pozwalamy jej wybrzmieć. Nie jest to miłe i z tego powodu pierwszą reakcją jest ucieczka, schowanie emocji w kieszeń, udawanie, że jej nie ma.
Czasem przyzbiera to formę pewnego wyrazu, krzyku, próby konfrontacji, zazwyczaj w sposób nadmierny, lecz po tym następuje wycofanie i ukrycie emocji w głąb siebie gdzie nie wyrażona w pełni dalej oddziałuje na naszą podświadomość w szkodliwy sposób.
Z grubsza jest to to o czym napisała @moll i to zazwyczaj wystarcza.

Chciałem opisać dalej ale zerknąłem w swoje notatki gdzie jest to ujęte zgrabniej, wiec wkleję. xd
Te dwa uchwyty jest to metoda Epikteta:

1. Skup się na konkretnym zadaniu bądź emocji i odseparuj ją od wszystkiego innego. np. skup się tylko na gniewie, niepokoju, strachu. - gorący uchwyt

2. Zestaw tę emocje na co wpływa tu i teraz. Którego aspektu w obecnej chwili dana emocja najbardziej dotyka - jaką rzecz dana emocja podgrzała. Przykład: zestaw gniew na ojca i relacje z ojcem

3. Skup się na ważnej rzeczy. Stań z boku własnej emocji i spójrz na rzecz ważną. Przeniesienie uwagi z emocji na relacje, wartość, dobro. Długofalowe dobro, relacja jest ważniejsza niż chwilowa emocja. Zestaw korzyść tkwienia w przejściowej emocji a wartości, która będzie ważna długofalowo. Pomedytuj nad tym, wyobraź sobie, pokontempluj. - zimy uchwyt

Gwiazdor1piorunów

@KatieWee rady splasha są dobre. Dodam tylko, że antyczni tradycyjni Stoicy patrzyliby na to w taki sposób, że powinieneś się zastanowić nad przyczyną złości. Epiktet wielokrotnie mówi o wyobrażeniach i o tym jak one tworzą problemy. W tym sensie tutaj chodzi o to, że to jest kwestia osądu. Jeśli ktoś uważa, że stała mu się niesprawiedliwość i że to co się dzieje jest złe to będzie się złościł.

Stoicy starali się wykorzeniać u samych przyczyn. Czyli po prostu dany adept Stoicyzmu miał się przede wszystkim edukować w Stoickiej doktrynie i ją przyswajać przetrawiać tak aby ją zinternalizować i ogólnie reflektować się nad swoimi reakcjami.

Gdy mu się udało rozwinąć w tej kwestii to zwyczajnie stawiał się odporny na sytuacje bo osąd który był fundamentem reakcji był usuwany. Dlatego taki człowiek był w stanie zachować spokój. Może i czasami nawykowo się wkurzał, ale po chwili gdy racjonalny umysł wchodził do gry złość się nie rozkręcała i wracał do zrównoważonego stanu.

Tak to przynajmniej wyglądało w idealnym procesie bo zapewne dla wielu osób może być to wszystko dyskusyjne.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Lider

w Stoicyzm

31piorunów

Lu­dzie re­agu­ją na kom­pli­ka­cje ży­cio­we na różne spo­so­by. Nie­któ­rzy prze­ży­wa­ją je wy­jąt­ko­wo mocno – nawet drob­na trud­ność wy­wie­ra istot­ny wpływ na ich stan emo­cjo­nal­ny i długo do­cho­dzą do sie­bie. Część z nich nie po­tra­fi zna­leźć żad­ne­go roz­wią­za­nia, inni wcho­dzą w rolę ofia­ry i skar­żą się wszyst­kim wokół, jakie to nie­spra­wie­dli­we, że muszą zma­gać się z takim pro­ble­mem. Mogą nawet prze­ko­ny­wać, że jako ofia­ry nie po­win­ni sami szu­kać wyj­ścia z trud­nej sy­tu­acji – ktoś po­wi­nien zro­bić to za nich.
Więk­szość z nas jest jed­nak bar­dziej od­por­na. Na kom­pli­ka­cje, któ­rych do­świad­cza­my, re­agu­je­my nie bez­rad­no­ścią i przy­gnę­bie­niem, lecz po­czu­ciem fru­stra­cji. W wielu przy­pad­kach jest to re­ak­cja mi­mo­wol­na: nie de­cy­du­je­my o tym, czy ogar­nie nas fru­stra­cja, tak jak aler­gik nie de­cy­du­je o tym, czy kich­nie, kiedy w po­wie­trzu unosi się pyłek kwia­to­wy. Dzie­je się to nie­za­leż­nie od nas.
Ist­nie­je jed­nak ważna róż­ni­ca mię­dzy kich­nię­ciem a fru­stra­cją. Ki­cha­jąc, po­zby­wa­my się tego, co draż­ni nasze za­to­ki, więc po chwi­li od­czu­wa­my ulgę. Na­to­miast fru­stra­cja czę­sto prze­ra­dza się w złość. To nie­do­brze, po­nie­waż zło­ści nie da się po­go­dzić z uczu­ciem szczę­ścia; można ją wręcz uznać za prze­ci­wień­stwo ra­do­ści. Zatem re­agu­jąc fru­stra­cją na pro­blem, tylko po­gar­sza­my spra­wę.

William B. Irvine, Wyzwanie stoika 

Gruba ryba8piorunów

Ostatnio oglądałam wywiad z babeczką neuronaukowczynią czy jakoś tak, która powiedziała, że nie ma tak że nie mamy kontroli nad naszymi zachowaniami i emocjami. Pierwszy odruch, jest wyuczony, automatyczny, właśnie np. złość,. Potem zaczynamy mieć przestrzeń, aby wpłynąć na to co czujemy już bardziej świadomie i dzięki nauroplastyczności i treningowi mózgu, mozemy zmienić te nasze automatyzmy.

https://youtu.be/DUz_6o92f1I?si=IqTDRfFA4_YcAYEg

Jesteśmy u progu wielkich odkryć w leczeniu depresji, autyzmu i Alzheimera - didaskalia#51Auf YouTube findest du die angesagtesten Videos und Tracks. Außerdem kannst du eigene Inhalte hochladen und mit Freunden oder gleich der ganzen Welt teilen.YouTube
Lider4piorunów

@Fafalala
Nie są więc namiętnością wzruszenia powstałe pod wpływem żywych wyobrażeń przedmiotów, jeżeli tylko ich doznajemy, ale stają się nią dopiero wtedy, kiedy im ulegamy i pozwalamy się takiemu bezwolnemu poruszeniu porwać za sobą. Jeśli bowiem ktoś bladość na twarzy, łzy tryskające, wzburzenie wstydliwych soków, głębokie westchnienia, spojrzenia, które nagle stają się bardziej ogniste, albo coś podobnego uważa za objaw namiętności i za oznakę świadczącą o stanie wewnętrznym, jest w błędzie i nie rozumie tego, że są to wzruszenia ciała. Tym się tłumaczy, że bardzo często żołnierz, nawet najwaleczniejszy, kiedy wkłada na siebie zbroję, blednieje, i że najodważniejszemu wojownikowi, gdy dadzą hasło do boju, cośkolwiek zadrżą kolana, i że wielkiemu wodzowi, zanim hufce zderzą się z sobą, serce kołacze się w piersi, i że znakomitemu krasomówcy, gdy się przygotowuje do wygłoszenia mowy, sztywnieje język.
Poznaj, w jaki sposób namiętności po- wstają, wzrastają i przybierają nadmierne rozmiary. Oto pierwsze ich poruszenie nie jest dobrowolne, jest jak gdyby wylęgiwaniem się namiętności i pewnego rodzaju groźbą. Drugie następuje za zgodą woli, jeszcze nie zaciętej w uporze: trzeba by, żebym się zemścił, skoro doznałem obrazy; trzeba by temu a temu wymierzyć karę, skoro popełnił występek. Trzecie poruszenie już nie daje się pohamować, już nie tylko pragnie się zemścić, gdy trzeba, lecz przede wszystkim oponowuje rozum. Pierwszego odruchu nie jesteśmy w stanie uniknąć za pomocą rozumu, podobnie jak objawów występujących w ciałach, o czym mówiliśmy wyżej, jak na przykład, by cudze ziewanie nie pobudzało i nas do ziewania, by automatycznie nie zamykały się oczy, gdy nagle zagrożą im palce. Takim odruchom rozum nie może zapobiec, a przyzwyczajenie i pilna uwaga osłabiają poniekąd wrażliwość. To drugie jednak poruszenie, które z rozmysłu się rodzi, rozmysłem bywa tłumione.

Seneka, O gniewie

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Stoicyzm

55piorunów

Lu­dzie czę­sto sta­ra­ją się prze­bić nasze opo­wie­ści o kom­pli­ka­cjach. Je­że­li po­wie­my, że za­tru­li­śmy się je­dze­niem w re­stau­ra­cji, w za­mian mogą nam zre­la­cjo­no­wać ze szcze­gó­ła­mi, jak przez trzy dni cier­pie­li po zje­dze­niu taco ze sto­iska ulicz­ne­go w Ti­ju­anie w Mek­sy­ku. Są też osoby, które po­tra­fią mówić nie­mal wy­łącz­nie o swo­ich ży­cio­wych przej­ściach, przy oka­zji wskrze­sza­jąc w sobie gniew, jaki w nich wy­wo­ła­ły. Rzecz jasna, tacy lu­dzie nie są naj­przy­jem­niej­szy­mi to­wa­rzy­sza­mi. Mimo to jeśli się na nich na­tkniesz, zwróć bacz­ną uwagę na ich za­cho­wa­nie. Czy re­agu­jesz cza­sem na pro­ble­my w ten sam spo­sób? A jeśli tak, to czy mo­żesz nad tym w jakiś spo­sób za­pa­no­wać? Jeśli zdo­łasz to zro­bić, bę­dzie ci się żyło znacz­nie ła­twiej, a nawet być może od­kry­jesz, że je­steś szczę­śliw­szy niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej.

William B. Irvine, Wyzwanie stoika

Gruba ryba8piorunów

To jest bardzo ciekawe zjawisko wynikające bezpośrednio z niedowartościowania i potrzeby bycia lepszym, nawet w negatywnych aspektach. Czasem też tak się manifestuje ego wywalone w kosmos - czyjaś historia nie może być absolutnie lepsza od mojej.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Lider

w Stoicyzm

36piorunów

Jeśli za­czniesz ob­ser­wo­wać, jak wpły­wa­ją na cie­bie roz­ma­ite kom­pli­ka­cje, doj­dziesz do waż­nych wnio­sków. Spró­buj pro­wa­dzić dzien­nik kom­pli­ka­cji: opi­sy­wać pro­ble­my, które cię spo­ty­ka­ją, ich źró­dło, zna­cze­nie i swoją re­ak­cję na nie. Dzię­ki temu uświa­do­misz sobie, że kom­pli­ka­cje ży­cio­we wiążą się z dwoma ro­dza­ja­mi kosz­tów. Pierw­szy można okre­ślić jako koszt fi­zycz­ny. Jeśli twój sa­mo­chód ze­psu­je się na au­to­stra­dzie, bę­dziesz mu­siał wy­ko­nać wiele kon­kret­nych rze­czy, żeby po­ra­dzić sobie z tą kom­pli­ka­cją, w tym wydać pie­nią­dze. Po­dob­nie, jeśli le­karz po­in­for­mu­je cię o cho­ro­bie no­wo­two­ro­wej, le­cze­nie, któ­re­mu się pod­dasz, może po­cią­gnąć za sobą kosz­ty fi­zycz­ne takie jak nud­no­ści i różne inne do­le­gli­wo­ści.
Jed­nak oprócz kosz­tów fi­zycz­nych po­nie­siesz rów­nież kosz­ty emo­cjo­nal­ne. Awa­ria sa­mo­cho­du może wy­wo­łać w tobie ogrom­ną złość, a dia­gno­za „no­wo­twór” może cię na­peł­nić głę­bo­kim smut­kiem. Co wię­cej, w wielu przy­pad­kach emo­cjo­nal­ny koszt kom­pli­ka­cji ży­cio­wej znacz­nie prze­wyż­sza jej koszt fi­zycz­ny.

William B. Irvine, Wyzwanie stoika

Sum

w Hydepark

22piorunów

Dzień dobry! :slightly_smiling_face:

Lider1piorunów

@qbuch tego się nie spodziewałem. Może jest ich gdzieś więcej? 😁

Kosmonauta1piorunów

@qbuch
Nigdy tak nie powiedziałem - Marek Aureliusz

Powiedział podobnie, ale jak dla mnie to inny wydźwięk:
> Rankiem, gdy się niechętnie budzisz, pomyśl sobie: budzę się do trudu człowieka. Czyż Kondycja ludzka, Praca,
Natura, Umiarkowanie,
Miłość
więc czuć się mam niezadowolonym, że idę do pracy, dla której się zrodziłem i zesłanyzostałem na świat? Czy na tom stworzony, bym się wygrzewał, wylegując się w łóżku?

Pokaż więcej komentarzy (8)

Lider

w Stoicyzm

56piorunów

Może nam się wreszcie wydawać, że nie będziemy szczęśliwi, jeśli nie sprostamy postawionym sobie w przeszłości wymaganiom - na przykład nie uda nam się żyć tak, jak to sobie zaplanowaliśmy, albo nie uda nam się zrealizować każdego z naszych dalekosiężnych planów i marzeń.
Wszystko to bujda.(...) bo szczęście ma to do siebie, że świetnie się obywa bez wielkiej ilości rzeczy.

Piotr Stankiewicz, Sztuka życia według stoików

Gruba ryba3piorunów

Polecam mindfulness w odniesieniu do cieszenia się drobiazgami, zwłaszcza w okolicznościach przyrody.

Gruba ryba3piorunów

@splash545 to jest zarówno zdumiewające, jak i przerażające, jak dużo ludzi jest "odpornych" na doświadczanie otaczającego świata. Może jest to skaza cywilizacyjna, a może i genetyczna.

Gwiazdor3piorunów

@kitty95 po prostu dla większości takie rzeczy to zwyczajne bzdury i cóż ludzie nie uważają tak bez powodu.

Dla nich uważność wymaga wysiłku bo musisz obserwować bieżące doświadczenie. Nie jest to dla nich fascynujące bo nie cenią prostoty, więc nie czują motywacji.

Jeśli ktoś ma proste przekonania że szczęście można odnajdywać tylko w podążaniu za rzeczami typu bogactwa związki itd. To woli się na tym skupić niż na trenowaniu umysłu.

Co w gruncie rzeczy nie jest złe i to normalne z perspektywy ich hierarchii wartości. Z tego co wiem to i są chyba jakieś ewolucyjne uzasadnienia dlaczego ludzie nie bardzo przepadają za autorefleksją czy uważnością.

Ten trend jest taki sam na całym świecie i jest od zawsze(chyba).

Lider3piorunów

@kitty95 Odkąd powstały cywilizacje to rozwój ludzkiej podświadomości nie nadąża za rozwojem człowieka i środowiska w jakim się znajduje. Już od dawna żyjemy w nienaturalnym, choć wygodnym środowisku, które jednak jest dużo bardziej skomplikowane niż nasze ustawienia fabryczne typu: zdobądź pożywienie, ucieknij przed tygrysem. Stąd te ciągi niekończących się myśli i niepokojów.
A świat dzisiejszy to już w ogóle czysty mindfuck, przebodźcowanie i rozproszenie uwagi non stop i z każdej strony. Bardzo ciężko jest się przed tym uchronić i nic dziwnego, że tak ciężko dostrzec świat choć na chwilę takim jaki jest tu i teraz.

Gruba ryba3piorunów

@Dan188 być może. Jednak prostota jest kuriozalnie najbardziej efektywną konstrukcją (prostota, nie prostactwo). Również w świecie procesów, czy mechanizmów, te najprostsze są najodporniejsze na awarie, a dodatkowo pochłaniają najmniej zasobów. Życie oparte o skomplikowane cele i założenia wymaga ogromnych wydatków energetycznych, ale liczonych nie tylko w czystych kaloriach, ale też np. zdrowiu, więc można polemizować czy prostota jest bzdurą, czy nie jest. Ja bym powiedział, że po prostu proste umysły nie ogarniają prostoty i korzyści jakie może dać. 😁

Poza tym uważności nigdzie nie uczą.

@splash545 prawda i ten rozjazd jest coraz większy.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Stoicyzm

24piorunów

Sto­icyzm wy­maga co­dzien­nej prak­tyki. Jest jak mię­sień i po­dob­nie jak re­li­gia – wiem, bo by­łam w mło­do­ści ka­to­licz­ką – wy­maga za­an­ga­żo­wa­nia i ćwi­czeń, by za­cho­wać siłę. Przy­znam, że zda­rzały mi się całe mie­siące bez czy­ta­nia sto­ików i bez sto­ic­kich spa­ce­rów z An­drew, a wtedy za­cho­wy­wa­łam się nie po sto­icku, wra­ca­łam do sta­rych na­wy­ków i sche­ma­tów. Za­czy­na­łam bać się o rze­czy, na które nie mia­łam wpły­wu, za­po­mi­na­łam o we­wnętrz­nym spo­koju, rzu­ca­łam się w po­goń za daw­nymi pod­nie­tami, igno­ru­jąc fakt, że po nich za­wsze na­stę­pują doły. Ku­siły mnie rze­czy ze­wnętrz­ne – ma­ją­tek i sława, re­pu­ta­cja i po­zory. Nie­po­kój znów za­kra­dał się do mo­jego serca. Za­czy­na­łam tra­cić czas.
Za­po­mi­na­łam, czego się na­uczy­łam, ale wtedy, na chwi­lę przed po­ja­wie­niem się roz­pa­czy, przy­po­mi­na­łam so­bie, że prze­cież mam wszyst­kie po­trzeb­ne na­rzę­dzia. Leżą w tor­bie u mo­ich stóp.
Jak po­kut­nica u wrót ko­ścio­ła albo skru­szony po­sia­dacz za­ku­rzo­nego kar­netu sta­jący w drzwiach si­łowni ze sfla­cza­łymi mię­śnia­mi, od­kry­wa­łam, że mogę po­wró­cić do sto­icy­zmu (a wła­ści­wie mu­szę to zro­bić). I po­win­nam do niego wra­cać, jak naj­czę­ściej, do sa­mego końca.

Brigid Delaney, Zachowaj spokój 

Gruba ryba

w Filozofia

7piorunów

Moje dalsze rozważania na temat cierpienia:

Podzieliłem źródła cierpienia na trzy grupy:

Grupa 0, cierpienie fizjologiczne jako niespełnione potrzeby organizmu do życia. W kolejności malejącej ważności: tlen, ciepło, woda, pożywienie. Nie ma co się rozwodzić, wiadomo że jak ich brakuje, to każda żywa istota cierpi. Na tym poziomie są rośliny.

Grupa 1: cierpienie fizyczne jako realne zagrożenie bezpieczeństwa, przez uraz fizyczny ze strony innej istoty żywej, urazy mechaniczne, czy termiczne. Można je obiektywnie potwierdzić np wiadomo że jak płonie las i parzy zwierzęta to będą one cierpiały. To cierpienie charakteryzuje zwierzęta jako wyższe istoty niż rośliny (tak wiem że są podejrzenia że rosliny też czują ale na razie nie wnikam w ten temat). Co ważne cierpienie w tej grupie również jest obiektywne łatwe do fizycznego potwierdzenia i często też wspólne dla większej liczby jednostek. A recepta na rozwiązanie tego cierpienia zwykle jest prosta: oddalić się od jego źródła.

I ostatnia grupa 2: cierpienie abstrakcyjne, wymyślone, subiektywne i bez większego obiektywnego sensu. Domena człowieka. A szczególnie człowieka współczesnego który ma zapewnione potrzeby z grupy 0 i brak zagrożeń z grupy 1. Otóż jest nam wmowione że mamy cierpieć. Czy noworodek cierpi bo ma niemarkowe spioszki? Albo niemodna kołyskę?
A czy człowiek 1000 lat temu cierpiał że nie działa mu w samochodzie klimatyzacja? Albo że ma za wolny internet?

99% współczesnego cierpienia wymyślamy sami sobie. To cierpienie i jego sens zaczyna i kończy się w naszej głowie. Dlatego nie ma szans żeby ktoś nas w nim zrozumiał. I dlatego nigdy się nie kończy bo zawsze można wymyśleć nowa niespełniona potrzebę. Całe życie cierpimy bo uważamy ze nasze życie jest gorsze niż zaslugujemy a czym więcej mamy dookoła możliwości, tym uważamy że zaslugujemy na więcej.

I jest to cierpienie tylko i wyłącznie ludzkie. Czy więc zostaliśmy stworzeni aby cierpieć? Czy może bez sensowne cierpienie czyni nas ludźmi?

Czy jeśli porzucimy ciągle gonienie za luksusami to wyrzekamy się części człowieczeństwa i stajemy się bliżsi zwierzętom? Pies zje, położy się w ciepłym kącie i jest szczęśliwy. Czy poczucie szczęścia po tym jak zjemy sobotni obiad i pójdziemy na drzemkę na hamaku to marnowanie ludzkiego potencjału? No i co lepsze: być szczęśliwym psem czy nieszczęśliwym człowiekiem?

GURU28piorunów

@NatenczasWojski Porównywanie człowieka i jego szczęścia do zwierzęcia czy noworodka? Szczęście to nie tylko zaspokojenie potrzeb fizjologicznych. To dopiero fundament, warunek konieczny, ale nie wystarczający. Odpoczynek to nie marnowanie ludzkiego potencjału, ale należy znaleźć w tym wszystkim balans. Żadna skrajność nie jest dobra. Emeryci, którzy mają sporo wolnego czasu wcale nie są najszczęśliwszą grupą społeczną, itp.

Nie myślę też, że człowiek 1000 lat temu cierpiał, bo nie działa mu w samochodzie klimatyzacja albo ma za wolny internet. Nie zgadniesz czemu - bo nie było wtedy samochodów ani internetu. Większość ludzie nie umiała też czytać, ani pisać. Wierzono, że cierpienie to forma oczyszczenia, próba od Boga i czasem zadawali sami sobie cierpienia, aby zbliżyć się do Boga (biczowanie się, posty). To było to ich wymyślone Twoje cierpienie - strach przed potępieniem.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Hejto

22piorunów

Fanatyk Hejto 2.0

Mój Stary był fanatykiem , najgorzej. Pół pulpitu zawalone przedinternetowymi memami z CDA i gigabajtami obrazków ze śmiesznymi kotami. Druga połowa zawalona notatkami do wpisów o kaskaderskim wypasie owiec, hodowali jedwabników i mongolskim balecie. Średnio raz w miesiącu dostawał bana za brak tagów.

Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go into Reddit, bo myślałem, że przystopuje trochę ze swoją tffurczościom, bo nie umie into angielski czy inne cywilizowane języki, ale Stary obczaił Google Translate i łamaną angielszczyzną siedział i kręcił gównoburze z Januszami z zagranicy, którzy nie kumali o co mu chodzi z Thank you from the mountain czy Talk without little gardens. Do tego potrafił drzeć mordę do monitora albo wywalić klawiaturę przez okno. Kiedyś jak mnie Stary wnerwił, to założyłem konto i go trollowałem pisząc w jego tematach jakieś randomowe głupoty typu "Wykop Pany!". Matka nie nadążała z gotowaniem leczo na uspokojenie. Aha, na Hejto miał rangę Omega za natłuczenie 3 mln wpisów.

Stary zawsze przy obiedzie nawijał o zaletach Hejto. Jak się dostałem na studia to mój Stary przez tydzień gadał, że to dzięki temu, że czytanie Hejto uczy logicznego myślenia i potem mózg lepiej pracuje. Chociaż przy jedzeniu zawsze opowiadał o nowych społecznościach i tagach, ale za każdym razem schodził w końcu na Moderację. Stary sam się nakręcał i dostawał strasznego bólu d⁎⁎y: hurr za mało banujo, durr pełno ruskich trolliów. Robił się przy tym cały czerwony jak burak, odchodził od stołu klnąc i szedł przeglądać lub żeby się uspokoić.

Zwykle co weekend jeździł na . Od 5 lat w każdy pierwszy piątek miesiąca ze znajomym Tomkiem budził całą rodzinę o 4:00 w nocy, bo hałasowali pakując prowiant. Jakiegoś dnia, jak miałem urodziny, to Stary jako prezent wziął mnie ze sobą w drodze wyjątku. Super prezent bulwo!

Pojechaliśmy gdzieś daleko za miasto, dochodzimy nad brzeg jeziora, a Staremu oczy się zaświeciły i oblizywał wargi cały podniecony, bo nowy kontent na . Rozłożył cały sprzęt, siedzimy nad wodą i patrzymy jak jego kumple puszczają . Po 5 minutach mi się znudziło, więc włączyłem MP3, a Stary mnie trzepnął przez łeb, że wszyscy słyszą muzykę z moich słuchawek i się denerwujo. Jak się chciałem podrapać po tyłku "krzyczał szeptem" żebym się nie wiercił, bo szeleszczę dresami i trzeba będzie puszczać wszystko od nowa. Bite 6 godzin musiałem siedzieć w bezruchu i patrzeć na tę szopkę jak w jakimś chędożonym Guantanamo. Mam urodziny w grudniu, więc jeszcze do tego pizgało jak na Syberii. Dlatego gdyby mnie na długość ręki dopuścić do wszystkich Adminów w Hejto, to bym wziął i anihilował.

Wspomniałem, że Stary miał kolegę Tomka, z którym na jeździł. Ale kiedyś towarzyszem jego wypraw był Mirek. Człowiek o kształcie krasnala ogrodowego z brodą do pasa. Byli z moim Starym prawie jak bracia, przychodził z żoną Grażyną na Wigilię do nas, itd. Raz Stary miał imieniny i Mirek przyszedł na kielicha. Nawalili się przy tym jak świnie i oczywiście cały czas nawijali o Hejto. Ja siedziałem u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczęli drzeć na siebie mordę kto daje lepszy kontent.
- Weź mnie nie denerwuj Mirek. Widziałeś ile pierunów jednym wpisem kręcę. Cyk i Gorące Dyskusje!
- Kurła, Tadek ja daje ciekawsze rzeczy na Swojej Społeczności. A ty nawet 100 pierunów za komentarz nie potrafisz zebrać.
- Co ty mi tu o Społecznościach pierd*lisz jak ledwo jeden obrazek umisz dodać. To ja jestem #NowyWłaścicielHejto!

No i zaczęli zapasy na dywanie, a ja z matką musieliśmy ich rozdzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku zadzwoniła żona Mirka, że Mirek spadł z rowerka i zaprasza na pogrzeb. Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odkłada słuchawkę i mówi o tym mojemu staremu, a mój Stary: No i kurła chwała papajowi! Tak go za te pieruny znienawidził.

Wspomniałem o arcywrogu mojego starego, czyli Moderacji. Stała się ona kompletną obsesją mojego Starego i jak np. w TV mówili, że gdzieś był zamach terrorystyczny, to Stary mamrotał pod nosem, że powinni w końcu o tej Moderacji coś powiedzieć.

Szefem Moderacji jest niejaki @bojowonastawionaowca . Jest on dla mojego starego uosobieniem całego zła, które wyrządzono użytkownikom przez Adminów i Stary przez te całe 5 lat toczył z nim wojnę. W końcu pewnego razu jak pojechał na , gdzie pojawił się @bojowonastawionaowca mój Stary wrócił do domu z podartym płaszczem, bo go siłą musieli usuwać, bo o takie inby odjaniepawlał, że małe.

Po klęsce w starciu fizycznym ze zbrojnym ramieniem Moderacji mój Stary rozpoczął anonimową partyzantkę polegającą na szkalowaniu Hejto i @bojowonastawionaowca na fejk kontach. Tłukł na jego temat jakieś głupoty typu, że to wilk w owczej skórze i że widział jak organizował czarne msze, demony przyzywał, itd.
Obserwowałem ten tag i widziałem, jak mój Stary nieudolnie porobił multikonta typu: Szczepan123, Szczepansky321, Wszczepu312 i potem na dodatek używał tych trollkont do prześladowania użytkowników ze swojej . Jak któryś z nich zakładał jakąś Społeczność, to Stary się tam wbijał na trollkoncie i na przykład pisał, że kijowy kontent i widać, że nawet nie umiejo po polskiemu poprawnie pisać xD.
Z tych samych trollkont udzielał się także w swoich wpisach i jak na przykład wrzucał swoje autorskie memy, to sam sobie pisał NOOOO GRATULUJĘ POCZUCIA HUMORU! WIDAĆ, ŻE DOŚWIADCZONY HEHESZEK! a potem się z tego cieszył i kazał oglądać mi i matce, jak go chwalą.
Nie nauczyłem starego into TOR, więc skończyło się bagietami i kolegium za szkalowanie, a Stary musiał zapłacić 2000 cebulionów kary i dostał pernbana na Hejto.

Jak zapłacił to przez tydzień w domu było istne piekło, bo mój Stary bluzgał na przekupne sądy, diaboliczne Hejto, demoniczną Moderację i w ogóle na całą chędożoną Społeczność. Z jego gadaniny wynikało że Admini jak jacyś masoni, czy inni kosmici rządzący światem, pociągający za sznurki i mający wszędzie układy i agentów. I do tego przeliczał też te dwa tysiące na rogale i dostawał strasznego bólu d⁎⁎y.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Stoicyzm

38piorunów

(...) na co dzień kie­ruję się sto­icy­zmem i ko­rzy­stam ze sto­ic­kich tech­nik.
Po pierw­sze, po to, by prze­trwać dzień, po­ra­dzić so­bie z ne­ga­tyw­nymi uczu­ciami i sy­tu­acja­mi, które w in­nym ra­zie przy­gnę­bi­łyby mnie lub prze­ro­sły.
Po dru­gie, sto­suję sto­icyzm do re­gu­la­cji swo­jego za­cho­wa­nia wo­bec in­nych. Dzię­ki niemu sta­łam się mniej re­ak­tywna, jest we mnie mniej gnie­wu, mniej oce­niam, je­stem mniej roz­go­ry­czona i mniej po­datna na po­czu­cie ura­że­nia niż wcze­śniej. Krót­ko mó­wiąc, wy­lu­zo­wa­łam. W roku 2019, gdy sto­icyzm na do­bre mnie po­chło­nął, za­czę­łam pro­ces od­pusz­cza­nia so­bie wielu rze­czy, które mnie wku­rzały albo na­krę­cały. Ten pro­ces wciąż trwa.
Po trze­cie, sto­icyzm po­maga mi pre­cy­zo­wać emo­cjo­nalne cele. Za­miast go­nić za szczę­ściem, dążę do sub­tel­niej­szego i po­ten­cjal­nie bar­dziej osią­gal­nego stanu, któ­rym jest we­wnętrz­ny spo­kój.
Szczę­ście – przy­naj­mniej w moim przy­padku – to czę­sto prze­lotna emo­cja, która wy­daje się po­ja­wiać i zni­kać, kiedy chce (a ja go­nię za nią, by jesz­cze przez go­dzin­kę móc po­grzać się w jej cie­pełku). W prze­ci­wień­stwie do szczę­ścia we­wnętrz­ny spo­kój – choć to stan mniej eks­cy­tu­jący – jest trwal­szy, dzia­ła jak stop­niowo uwal­nia­jący się lek, który sta­bi­li­zuje mnie i daje za­do­wo­le­nie przez cały dzień. We­wnętrz­ny spo­kój obie­cuje dłu­go­trwa­łą wol­ność od cier­pie­nia i trosk. Czy to nie jest to, czego wszy­scy pra­gnie­my?

Brigid Delaney, Zachowaj spokój 

Lider

w Stoicyzm

29piorunów

Śmierć jest cen­tral­ną za­sadą, wo­kół któ­rej zor­ga­ni­zo­wany jest sto­icyzm. Sto­icy za­wsze o tym pa­mię­tali, bo ma­jąc świa­do­mość, że nie bę­dzie dru­giego ży­cia, żyli peł­nią w swoim tu i te­raz. W końcu co­dzien­nie po tro­sze umie­ramy, a wszyst­kie dni, które do dziś prze­ży­li­śmy, „wiek dzie­cinny, pa­cho­lęcy, mę­ski i star­czy. I tych wszel­ka prze­miana jest śmier­cią” - Rozmyślania

Brigid Delaney, Zachowaj spokój 

Gruba ryba

w Hydepark

13piorunów

Wymyśliłem swoje własne motto: "Liberatio in morte" (wyzwolenie w śmierci)

Jaki jest sens tego motta? Otóż wieloraki.

Z jednej strony to obietnica, nie martw się bo tak czy inaczej będziesz wyzwolony od wszelkich trosk. I to wyzwolenie masz pewne.

Ale skoro jest pewne także Carpe diem, chwytaj dzień póki jeszcze jesteś zniewolony ta cielesnością i fizycznymi przyjemnościami.

Wyzwolenie nadejdzie, pamiętaj o nim, memento mori. Oswoj się z tą myślą bo i tak nie uciekniesz od tego wyzwolenia

Ale jak i tak wszystko stracisz to nie ma co się przejmować vanitas vanitatum et Omnia vanitas
Możesz odpuścić i po prostu czekać, nie trzeba się spinac.

Wiele osób boi się śmierci, dla mnie to obietnica na którą czekam. Jedyna obietnica która na pewno będzie spełniona.

Fanatyk2piorunów

Śmierci to się chyba nie boje. Bardziej bólu z tym związanego.

Tak się nakrecam z tym że pewnie jak dojdzie do tego to powiem " myślałem że będzie gorzej" i padne

Autorytet1piorunów

@kodyak Ja bólu też się obawiam, aczkolwiek najbardziej boję się bezradności związanej ze starością oraz na pierwszym miejscu - straty ukochanej osoby.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Stoicyzm

35piorunów

Je­śli przyj­miemy do wia­do­mo­ści, że na pewno umrze­my, i prze­sta­niemy się tym za­mar­twiać, to nie tylko za­cznie­my żyć w bar­dziej zre­lak­so­wany spo­sób, ale też z więk­szym spo­ko­jem przyj­miemy śmierć. Co cie­kawe, oko­licz­no­ści śmier­ci, które zgo­to­wano Se­nece, były da­le­kie od at­mos­fery re­laksu, jed­nak on sam, w pró­bach po­zba­wie­nia się ży­cia za­cho­wał nie­mal cał­ko­wity luz.
Gdy po­słań­cy Ne­rona za­stu­kali do drzwi Se­neki, z roz­ka­zem po­peł­nie­nia sa­mo­bój­stwa, fi­lo­zof przy­jął to z ak­cep­ta­cją. Naj­pierw, po­dob­nie jak So­kra­tes, wy­pił cy­kutę, po­tem – gdy tru­ci­zna nie za­dzia­łała, pod­ciął so­bie żyły na nad­garst­ku, na­stęp­nie na ko­la­nach i no­gach. Po­nie­waż jed­nak i to nie po­zba­wiło go ży­cia – być może ze wzglę­du na po­de­szły wiek i skrom­ną dietę – ka­zał słu­gom przy­go­to­wać so­bie go­rącą ką­piel, w któ­rej umarł wsku­tek udu­sze­nia parą. Żona i przy­ja­ciele nie od­stę­po­wali fi­lo­zofa do sa­mego końca. Po­cie­szał ich (i wy­per­swa­do­wał żo­nie po­mysł, by rów­nież ona ode­brała so­bie ży­cie), prze­ko­nu­jąc, by za­ak­cep­to­wali jego śmierć, tak jak on ją ak­cep­tuje. Całe swoje do­ro­słe ży­cie Se­neka po­świę­cił przy­go­to­wa­niom do śmier­ci, dzię­ki któ­rym przy­jął ją spo­koj­nie i bez lęku.

Brigid Delaney, Zachowaj spokój 

Gruba ryba2piorunów

Albo bardziej zestresowani.

Gruba ryba2piorunów

@splash545 to nie jest takie proste, bo primo zmienia się z czasem, secundo rozumienie faktu, nie oznacza automatycznie jego akceptacji.

Żeby było śmieszniej wielu starych ludzi bardziej boi się śmierci, niż młodych.

Lider2piorunów

@kitty95 oczywiście, że nie jest to proste bo przede wszystkim wymaga to pracy. I tak może zmieniać się z czasem, i jak najbardziej rozumienie faktu nie oznacza akceptacji.
Natomiast stoicyzm jest o aktywnym dążeniu do ustalenia sobie takiej narracji o sobie i świecie, żeby te fakty działały na naszą korzyść a nie nas pogrążały. Stoicyzm nie jest o tym, żeby z czasem zobaczyć w jaki sposób nasze podejście do takiego tematu się zmieni, tylko żeby z czasem zmieniło się na takie jakie chcemy.

Lider1piorunów

@kitty95 ależ jest ( ͡° ͜ʖ ͡°) Gdyż wyzbywając się strachu przed śmiercią (swoją i swoich bliskich) wyzbywamy się również strachu przed praktycznie wszystkim.
Jasne, mogą nas inne rzeczy niepokoić bardziej niż śmierć, jednak wychodząc od braku strachu przed nią można już w prostszy i skuteczniejszy sposób pozbyć się innych naszych lęków. A jak nie ma lęków to już jest w ogóle fajnie i luzik. 😉

>spędzanie całego życia na przygotowaniu do jednej sytuacji
No i wiesz to spędzanie całego życia jest trochę na wyrost bo wystarczy wyszarpać sobie powiedzmy 30min - 1h dziennie. Nie chodzi o codzienne całodniowe medytowanie nad tematem śmiertelności. Poza tym Seneka miał dużo innych zajęć. :stuck_out_tongue_winking_eye:

Gruba ryba1piorunów

@splash545 śmierć to śmierć. Może być dziś, a może być za 100 lat. A jest też sporo rzeczy gorszych od śmierci. Akurat ten aspekt onanizowania się nieuniknionym i dorabiania do tego całej konstrukcji absolutnie do mnie nie przemawia.

Zasadniczo jak ktoś boi się żyć, to umrzeć też się boi.

No i ostatnia kwestia, nawet mając najlepsze przygotowanie nigdy nie wiemy jak zareagujemy w sytuacji na którą się przygotowywaliśmy.

W czasach Seneki nie było przedłużonego zdychania w warunkach niedołężności, czy wręcz całkowitego braku mobilności. Można powiedzieć, że śmierć w tamtych czasach była komfortowa. Ergo przenoszenie "wtedy" na "teraz" nie jest uniwersalne i jest bez sensu.

Lider2piorunów

@kitty95 śmiem się nie zgodzić, bo na przykładzie własnej praktyki wiem, że gdy stopniowo pozbywam się lęku przed śmiercią to zaczyna mi się lżej żyć. Wiec to stwierdzenie kto się boi żyć to umrzeć też się boi jest bardzo prawdziwe, lecz żeby przestać bać się żyć można zastosować właśnie oswajanie się z rzeczami nieuniknionymi. Ten brak strachu przed śmiercią ma być tak naprawdę jedynie przy okazji, efekt uboczny, bo chodzi właśnie o to, żeby przestać bać się żyć.

>W czasach Seneki nie było przedłużonego zdychania w warunkach niedołężności, czy wręcz całkowitego braku mobilności. Można powiedzieć, że śmierć w tamtych czasach była komfortowa
Oj bywały takie przypadki i bywały też przypadki, że śmierć w tamtych czasach była znacznie mniej komfortowa niż teraz. A można sobie o takich przykładach poczytać w Listach moralnych do Lucyliusza Seneki.
A przyklad niedoleznosci był częstym rozważaniem stoików, którzy planowali popełnienie samobójstwa w odpowiednim momencie, żeby nie było to tylko ucieczką od bólu(gdy sprawność umysłu jest zachowana), a jednak żeby być na tyle sprawnym, żeby móc to zrobić nim całkiem straci się władzę w ciele i umyśle. Twierdzili, że żyć jedynie dlatego, żeby trwać w bólu jest głupotą. Można by powiedzieć, że byli to pierwsi zwolennicy eutanazji choć wykonywanej samodzielnie.

Gwiazdor2piorunów

@kitty95 Tak czy siak to były brutalne czasy a Seneka musiał popełnić samobójstwo podcinając sobie żyły.

Stoicka doktryna jest uniwersalna i oparta o logikę dlatego nie sądzę że nie można przenosić pewnych pomysłów na czasy dzisiejsze. Stoicyzm jako pierwotna antyczna filozofia to nie jest forma narzędzii czy śrubokrętu który służy do rozwiązywania konkretnych problemów.

To ogólna filozofia życiowa i sposób myślenia który jest ugruntowany w naturze ludzkiej i dobrych argumentach. Jest uniwersalny a nie zależny od czasów. Stoikiem może być Epiktet ale i też twój kolega z roboty.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Lider

w Stoicyzm

29piorunów

(...) z bie­giem czasu sto­icyzm zmie­nił w moim ży­ciu wszyst­ko? Od spoj­rze­nia na na­turę czło­wieka i ko­smosu, przez moje poj­mo­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści i wła­snego miej­sca w świe­cie, mój sto­su­nek do in­nych i po­win­no­ści, które mam wo­bec nich, aż po to, jak pod­cho­dzę do śmier­ci i śmier­tel­no­ści?
W moim przy­padku sto­icyzm był mo­stem, który po­łą­czył sferę in­te­lektu, emo­cji i du­cha. Spoił je w jedno. Fi­lo­zo­fia ta na­uczy­ła mnie, jak żyć oraz jak umie­rać, bo umie­ra­nie to ele­ment ży­cia.
„Du­szycz­ką je­steś dźwi­ga­jącą trupa" – po­wta­rza Ma­rek Au­re­liusz za Epik­te­tem, który nie owija w ba­wełnę, mówi wprost.

Brigid Delaney, Zachowaj spokój 

Gruba ryba1piorunów

Najprościej to uświadomić sobie, że w skali wszechświata jesteśmy nic nie znaczącym piardem. Potem już z górki.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Stoicyzm

58piorunów

Rozgniewanie nas nie leży w mocy drugiego człowieka, o ile mu w tym nie będziemy pomagać. Z kolei zachowanie obojętności i spokoju leży w naszej mocy - jest to rzecz od nas zależna.

Piotr Stankiewicz, Sztuka życia według stoików

Lider

w Stoicyzm

41piorunów

Je­śli cho­dzi o ża­łobę – sto­icy nie za­ka­zują nam prze­cież opła­ki­wać śmier­ci ko­cha­nych osób. W końcu smu­tek jest na­tu­ral­nym uczu­ciem. Se­neka mówi, że na­tura wy­maga, by­śmy tro­chę się smu­cili. Nie po­win­ni­śmy jed­nak no­sić ża­łoby nie­na­tu­ral­nie długo. Sto­icy do­strze­gali ukry­te mo­tywy, dla któ­rych nie­któ­rzy prze­dłu­żają ża­łobę, mię­dzy in­nymi po­czu­cie winy, że nie spę­dzali wię­cej czasu ze zmar­łym, gdy ten jesz­cze żył. Inni prze­sad­nie roz­pa­cza­jąc, afi­szują się ze swo­imi cno­tami, roz­gła­szają, jak bar­dzo są wraż­liwi i jak czułe mają serce. Ża­łoba może być też spo­so­bem na zdo­by­cie uwagi i tro­ski in­nych. To odro­binę cy­nicz­ne, ale też nie cał­kiem po­zba­wione praw­dy. Gdy je­ste­śmy w ża­ło­bie, lu­dzie są wo­bec nas bar­dziej uprzej­mi, oka­zują nam wię­cej tro­ski, uczuć, zro­zu­mie­nia i ła­god­no­ści. Ła­twiej nam ule­gają. Przy­jem­nie jest po­czuć ten ro­dzaj mi­ło­ści. Miło jest, gdy ob­cho­dzą się z nami de­li­kat­nie. A może to po pro­stu zna­czy, że za­wsze po­win­ni­śmy oka­zy­wać so­bie wza­jem­nie wię­cej mi­ło­ści?

Brigid Delaney, Zachowaj spokój 

Lider

w Stoicyzm

22piorunów

(...) ży­cie jest je­dyną rze­czą, któ­rej nie można wy­mie­nić ani za­stą­pić, a sto­icy za­le­cają, by­śmy so­bie to uświa­do­mili. Szcze­gólną uwagę zwra­cają na sy­tu­ację ro­dzi­ców, któ­rzy po­winni zda­wać so­bie spra­wę, że na­tura, ob­da­rza­jąc ich dziec­kiem, może za­żą­dać jego zwro­tu (śmierć dziec­ka). Czas, w któ­rym to się sta­nie, nie za­leży od nas, jest w ge­stii na­tury. Nie ma też gwa­ran­cji co do tego, ja­kim czło­wie­kiem bę­dzie na­sze dziec­ko.
Se­neka mówi:
Do nas wszyst­kich mówi na­tura: „Nie czy­nię złu­dzeń ni­komu. Ty je­śli po­ro­dzisz sy­nów, (...) któ­ryś z nich może być rów­nie zbaw­cą, jak i zdraj­cą oj­czy­zny”. (...) Je­żeli przyj­miesz w tej for­mie przed­ło­żone ci prawa, je­żeli na ta­kich wa­run­kach ro­dzisz dzie­ci, uwal­niasz bo­gów od za­rzutu wro­go­ści, tych bo­gów, któ­rzy ni­czego pew­nego to­bie nie obie­cali"

Brigid Delaney, Zachowaj spokój 

Lider

w Stoicyzm

38piorunów

Mar­twy ma się tak samo jak ten, kto się nie na­ro­dził
Sto­icy nie wie­rzyli w pie­kło, więc nie uwa­żali śmier­ci za coś złego, była dla nich neu­tral­na. Po­rów­ny­wali ją do stanu sprzed na­ro­dze­nia. Nie pa­mię­tamy, ja­kie było ży­cie, za­nim przy­szli­śmy na świat, i po­dob­nie bę­dzie, kiedy umrze­my. Nie ży­wimy żad­nej emo­cji zwią­za­nej z na­szą nie­obec­no­ścią na świe­cie, dla­tego że po pro­stu nas nie ma i nie mo­żemy nic czuć.

Brigid Delaney, Zachowaj spokój 

Gruba ryba4piorunów

"Dlatego że nas nie ma i nie możemy nic czuć".
Ta koncepcja przez ostatnie trzy miesiące ścigała mnie i nawiedzała nieproszona. Śmierć może jest naturalna ale jest bez sensu. Chcę żyć, chcę doświadczać i czuć.
Gdy zacznie się żyć myślą o śmierci przestaje się żyć tu i teraz, jednocześnie odbierając sobie możliwość cieszenia się życiem.

Także stoicyzm dobry, ale w pewnym stanie umysłu może być przekleństwem.

Tytan9piorunów

@macgajster ejj, ale właśnie to, że na horyzoncie ponury żniwiarz się gdzieś czai, paradoksalnie pomaga poczuć pełnię życia w różnych sytuacjach. Carpe diem, jak to starożytni górale mawiali.

Gruba ryba3piorunów

@totengott tyrpany polekowym epizodem depresyjnym, gdy nie tylko głowa, ale też ciało mówi "memento mori" za dnia i w nocy, o sobie, ale i o bliskich - nie zgodzę się 😉
Wszystko w umiarze. Wiedzieć, a odczuwać non stop tygodniami to jednak jest różnica

Lider4piorunów

@macgajster niektóre stoickie techniki i sposoby myślenia takie jak myślenie o śmierci, czy uprzedzanie nieszczęścia są skuteczne kiedy myślimy w ten sposób przez chwilę, minutę, lub kilka, a następnie przechodzi się dalej. Jeśli z jakiegoś powodu nie możesz przestać myśleć o tego typu rzeczach to faktycznie może być to szkodliwe i lepiej tego nie robić.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Stoicyzm

30piorunów

(...) jak chcesz pogodzić chęć dożycia sędziwego wieku z życzeniem, by nie być świadkiem śmierci żadnej z osób, które darzysz miłością? Czy nie wiesz, że w trakcie długiego życia musi się zdarzyć wiele różnych rzeczy? Jednego pozbawi życia choroba, kogoś innego złodziej, a jeszcze innego tyran. Tak przedstawia się stan rzeczy wokół nas; tacy są ci, którzy wraz z nami żyją na tym świecie; chłód i upał, niewłaściwy sposób życia, podróże drogą lądowa i morską, wiatr i rozmaite okoliczności, które nas otaczają, zniszczą jednego, a innego wypędzą z jego domu; uczynią jednego posłem, innego zaś żołnierzem. Usiądź i drżyj z powodu wszystkich tych rzeczy, pogrążony w biadoleniu, smutny, nieszczęśliwy, zależny od innych spraw (...)

Epiktet, Diatryby

Lider

w Stoicyzm

27piorunów

Nie jedna i ta sama każ­demu stwo­rze­niu dana jest siła ży­wotna. Nikt nie umie­ra zbyt wcze­śnie, po­nie­waż nie miał żyć dłu­żej, niż żył. (...) W tym jed­nym wszy­scy ob­ra­camy się błę­dzie, że nie są­dzimy, by do śmier­ci chy­lili się inni prócz sę­dzi­wych i zgar­bio­nych wie­kiem sta­ro­ści, pod­czas gdy pro­wa­dzi do niej dzie­ciń­stwo i mło­dość, i każdy wiek ży­cia.

Seneka, O pocieszeniu do Marcji 

Tytan2piorunów

@splash545 pocieszanie Marcji w końcu odniosło skutek? Wyluzowała? Wiesz coś?

Lider1piorunów

@totengott niestety, nie mam pojęcia. Listy Seneki zachowały się jedynie w jedną stronę i nie jest wiadome jaki wywarły efekt na adresacie.

Podpytałem chatu gpt:

Nie, nie zachowały się żadne źródła, które mówiłyby, jak sama Marcja zareagowała na „Pocieszenie” Seneki. Nie wiemy, czy przeczytała ten tekst, ani czy faktycznie przyniósł jej on ukojenie.

W rzeczywistości niektórzy badacze uważają nawet, że list miał bardziej charakter literacki i filozoficzny niż praktyczny — mógł być ćwiczeniem retorycznym lub publiczną rozprawą o żałobie, adresowaną do Marcji tylko z pozoru. Takie teksty były dość popularne w kulturze rzymskiej jako przykład filozoficznego traktowania uniwersalnych problemów.

Lider1piorunów

Seneka napisał „Pocieszenie do Marcji” ("Consolatio ad Marciam") jako filozoficzne wsparcie dla niej po śmierci syna. Ale powody napisania tego tekstu były zarówno osobiste, filozoficzne, jak i polityczno-literackie:
1. Obowiązek filozofa – niesienie pocieszenia
W tradycji stoickiej mędrcy mieli moralny obowiązek pomagać innym radzić sobie z cierpieniem. Żałoba po śmierci dziecka była jednym z najtrudniejszych doświadczeń, dlatego Seneka uznał, że musi pokazać, jak filozofia stoicka może przynieść ukojenie.
2. Marcja była osobą znaną i wpływową
Marcja była córką historyka Aulusa Cremutiusa Cordusa, który zginął w wyniku represji politycznych. Należała do wyższych sfer rzymskich. Skierowanie do niej dzieła podnosiło jego rangę i pokazywało, że filozofia stoicka ma zastosowanie także w życiu elit.
3. Ćwiczenie literacko-retoryczne
Pocieszenia (consolationes) były popularnym gatunkiem literackim w Rzymie. Seneka mógł chcieć także doskonalić swój styl, pokazując jednocześnie, jak filozofia działa w praktyce.
4. Osobiste odniesienie do losu Marcji i jej ojca
W tekście Seneka odwołuje się do losu ojca Marcji, który został niesprawiedliwie skazany przez władze. Być może chciał w ten sposób nawiązać do własnych doświadczeń z wygnaniem i polityką, a przy okazji subtelnie skrytykować okrucieństwo władzy.
5. Demonstracja wartości stoicyzmu
Pisząc to dzieło, Seneka pokazywał, że stoicka postawa – pogodzenie się z losem, akceptacja śmierci jako części natury – jest lekarstwem na cierpienie. Dawał przykład, jak filozofia może działać w prawdziwym życiu.
Podsumowanie:
Seneka napisał "Pocieszenie do Marcji", by połączyć osobistą pomoc, publiczną refleksję filozoficzną i własną praktykę literacką. Było to dzieło z przesłaniem nie tylko do Marcji, ale i do wszystkich czytelników zmagających się z bólem straty.

Pokaż więcej komentarzy (3)