Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#zafirewallem

Lider

w Kawiarnia "Za Firewallem"

12piorunów
2. sonet popkulturowy :white_check_mark:

Skywalker

Luke zacisnąłby swe pięści,

lecz została mu lewica.

Spojrzał w przepaść – to kaplica.

Wtem usłyszał straszne wieści:

"Jam Twym ojcem!" – o tej treści.

Uderzyły jak miażdżyca!

Zawył jak wilk do księżyca!

Rozpadł się na milion części.

Skoczył – nie chciał już tej męki.

Lecz nie zginął, znów panika!

Zawisł, gdy wyleciał z wnęki.

Wpadł do statku przemytnika.

"Leia, Lando, fajnie, dzięki.

Zmykajmy z tego chlewika!"

GURU1piorunów

A teraz zarapujmy to na manierę Yody - tak odwrotnie xD

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

16piorunów

Ponieważ podobno wraz ze @splash545 wygraliśmy poprzednie i cZŁOwiek Pajonk mnie wrobił w organizację kolejnej edycji ( ͠° ͟ʖ ͡°) , zatem "otwieram nasz program już" i ogłaszam rozpoczęcie CXXV edycji .

Widać, że wyzwania się fajnie, póki co, sprawdzają, więc wrzucam moje wytyczne xD Jest ich siedem, jak u @fonfiego. Oto i one:

1. sonet z tekstem à la disco polo xD

2. sonet popkulturowy, czyli z nawiązaniami do czegokolwiek znanego z popkultury

3. jak był sonet diss to teraz sonet pochwalny na cześć kogokolwiek lub czegokolwiek

4. sonet z suspensem

5. sonet z d⁎⁎ą

6. sonet-pastisz, parodiujący istniejący już sonet/wiersz, któregokolwiek ze znanych poetów (prosimy o podanie we wpisie z czego się śmiejemy-tytul i autora)

7. sonet chaotyczny - bez zasad. np. w jednym utworze mogą być pomieszane różne rodzaje rymów i nie musi być rytmu

Rymujemy pod zapronowany przez @splash545 wiersz Tadka Boya Żeleńskiego.

MARZENIE

Myśl o śmierci... bezmiaru żądzy i boleści

Skojarzenie... rozszerza się strachem źrenica,

Gdy pragnieniem drży serce - dziwna tajemnica

Tkwi w tem słowie, co razem i łamie i pieści.

Myśl o śmierci... ach! ileż w swoich głębiach mieści

Uroków i przerażeń - wieczysta krynica

Uczuć drażniących, co swym nektarem nasyca

Duszę znużoną życiem bez celu i treści.

Nie czuć - nie istnieć - nie żyć... co znaczą te dźwięki...

Skąd płynie tych wyrazów mistyczna muzyka?...

Czuję dotknięcie ręki jedwabistej, miękkiej...

Gładzi lekko me czoło i oczy przymyka...

I wszystkie moje myśli, pragnienia i lęki

Gasną, cichną i dziwna rozkosz mnie przenika...

Aktualne wydanie trwa do 10 maja 2026 r. Fajnie, żeby było , ale nikomu głowy nie urwiemy, gdy warunek nie zostanie spełniony.

Jeśli mój współwygraniec się zgadza, wygra utwor z największą liczbą piorunów. Jeśli u 3 najwyżej punktowanych osób będzie taka sama liczba piorunów, zastrzegamy sobie możliwość wyłonienia zwycięzcy wg widzimisię organizatorów. Jeśli będzie to tylko dwie osoby, to będzie dwóch zwycięzców.

Zatem, rymować, sprośności nie żałować, rymy budować i niczego do szuflady nie chować!

Lider2piorunów

@Kaligula_Minus skoro Cię już wrobiłem, to na wszystko się zgadzam. Nie będę wybrzydzał przecież. xd

GURU3piorunów

Może na kolejne edycje można by się spróbować z ankietą na koniec?

Pokaż więcej komentarzy (15)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

17piorunów

Majówka

Na pewno już skończył się weekend majowy?!

Bo ja do pracy nie mam chęci i głowy!

A może jest weekend i ja na tarasie,

Śnię koszmar przy grillu po tłustej kiełbasie?

Gruba ryba7piorunów

To nie kiełbaska i nie karkówka

Nie od browara boli Cię główka

To po weekendzie stan standardowy

Zwący się: Syndrom Poniedziałkowy

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

13piorunów

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Kiedy otwierając tę edycję wymyśliłem sobie siedem (słownie: 7) sonetów, z których każdy miał spełniać jedną z siedmiu (słownie: 7) kategorii i do tego wszystkiego wyznaczyłem krótki termin bo tylko do 3 maja czyli, jakby nie patrzeć, do dzisiaj - byłem święcie przekonany, że zabawa zdecydowanie nam się przeciągnie. Jakież było zatem moje zdziwienie, kiedy przed chwilą siadłem do komputera i okazało się, że nie dość, że wszystkie siedem (słownie: 7) zadań zostało przez Państwa zrealizowane, to na dodatek sonetów jest więcej - bo jak kolega @George_Stark zdążył już policzyć jest ich dziewięć (słownie: 9). Muszę przyznać, że wywiązaliście się z zadania celująco. Moje gratulacje!

Niestety przez Waszą nadgorliwość i moją prokrastynację mój sonet, który planowałem sobie na spokojnie "na dniach" dokończyć nie załapie się już do konkursu. No chyba, że się wpasuje w którąś z edycji kolejnych.

No dobrze, ale żeby wyłonić zwycięzcę, musimy teraz przyjrzeć się, jak Państwo sami oceniliście się za pomocą piorunów. Poniżej lista zgłoszonych prac, w kolejności chronologicznej wraz z liczbą otrzymanych głosów:

* Combo - by @splash545 :zap:️17

* Do moderatora - by @Endrevoir :zap:️11

* Wiersz modernistyczny, wysokoartystyczny, w dodatku trzynastozgłoskowy coby punkt pierwszy mieć od razu z głowy - by @George_Stark :zap:️7

* Po której stronie Odry leży Gorzów Wielkopolski? - by @George_Stark :zap:️9

* Płomienna kita - by @George_Stark :zap:️10

* O miłości absolutnie nie romantycznej - by @Evivalarte :zap:️9

* Sonet motoryzacyjny, przynajmniej przez trzy strofy - by @George_Stark :zap:️9

* Nie ze spiżu to, a z gówna - by @Kaligula_Minus :zap:️17

* Pracownia Specjalne Troski - by @George_Stark :zap:️7

Jak widać na powyższym obrazku, najwyżej oceniani uczestnicy zdobyli tę samą liczbę piorunów. Wynik taki nazywamy remisem.

Dlatego jest mi niezmiernie miło ogłosić, że CXXIV (słownie: 124) edycję zabawy w kawiarni wygrywają ex aequo koleżanka @Kaligula_Minus wraz z kolegą @splash545.

Proszę przyjąć moje najszczersze wyrazy gratulacji!

GURU4piorunów

Ty, przecie to jest podrobka erwinkowej edycji w ktorej z tego co pamietam miales pierwsze zwyciestwo w .

Gruba ryba3piorunów

Znowu z ulgą chyba wypada pogratulować. :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (8)

Lider

w Kawiarnia "Za Firewallem"

13piorunów

Dziś szybciej, bo tak!

*

Temat: mięso z grilla

Rymy: grilla - chwila - majówka - połówka

*

Mocarz2piorunów

@splash545

Chciałem w weekend zjeść coś z grilla

Matka mówi: zaraz, chwila!

Ty odpoczniesz po majówce,

Remont zrób drugiej połówce!

Gruba ryba3piorunów

Czas iść się odchamić i odpalić grilla

Ciepełko na dworze, magiczna to chwila

Sezon startuje - niech trwa majówka!

Spizgersom baciora, alkusom połówka!

Pokaż więcej komentarzy (11)

Osobistość

w Kawiarnia "Za Firewallem"

14piorunów

Rozpoczęcie XXVII edycji

Na początku bardzo bym chciała podziękować, za wszystkie plusy, które dostałam w poprzedniej edycji. Jest mi z tym dziwnie głupio, bo wiem jak dobre były pozostałe opowiadania.

No ale nie przeciągając z pełną ekscytacją czekam na kolejne opowiadania na majową edycję. 😊

Tematyka to "narodziny superbohatera":male_superhero: . Żeby trochę urozmaicić wymagania chciałabym, żeby opowiadanie mieściło się w max 8 tyś znaków ze spacjami.

Spodobał mi się pomysł na to, że odbiorcy wybierają wygranego. Więc dodaje dodatkowa opcję. Opowiadania można wstawiać do 28.05 a na 3 ostatnie dni miesiąca wrzucę ankietę, w której będzie możliwość wybrania przez czytających opowiadania, które im się najbardziej podobało :smiley: :trophy:

Fanatyk1piorunów
8 tyś znaków ze spacjami

@Cori01 a nie słów? :thinking_face:

A pomysł z ankietą bardzo mi się podoba. Też mi przyszedł do głowy, ale już po otwarciu edycji i nie chciałem zmieniać zasad w trakcie.

Osobistość2piorunów

@fonfi znaków xd to ok 1,5 - 2 strony tekstu

Fanatyk1piorunów

@Cori01 No właśnie! Jak ja mam się w tym zmieścić?! (╯°□°)╯︵ ┻━┻

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

10piorunów

Po szybkim riserczu wychodzi mi tak:

@splash545 – punkt 3, 4, 5;
@Endrevoir – punkt 6;

@George_Stark – punkt 1;

@Evivalarte – punkt 2.

Zapisywałem tylko tych, którzy wypełnili wymagania danego punktu jako pierwsi, więc pozostałych, nieuwzględnionych w liście powyższej przepraszam. A byli i inni, bo wierszy w sumie mamy już osiem, czyli więcej niż siedem. Został nam punkt siódmy, a wiersz poniższy, który jego wymagania wypełnia, jest wierszem numer dziewięć, co ciągle daje więcej niż siedem:

*

Pracownia Specjalne Troski

Słoneczko świeci i ptaszek śpiewa –

początek wiosny! – czas więc wagarów.

Zebrało się w kupie leserów paru

co od obowiązków swoich nawiewa.

Próżno tłumaczyć im, że coś trzeba,

że okna umyć czy stanąć do garów –

to jest zew weny (lub jakiś narów),

to jest silniejsza niż „trzeba” potrzeba.

I nie w monopolu się obkupili,

choć niosą płyny – multum odcieni!

i przez Dziwena uduchowieni

troską specjalną się wzajem okryli!

*

A kto z rysunkiem nie jest obyty,

ten nieporadnik ma znakomity!

*

no i chyba , skoro miałem zareklamować.

GURU

w Kawiarnia "Za Firewallem"

13piorunów

Rymy: Budzi - wiedza - studzi - miedza

To pierwszy raz, że nie było danego dnia ?

Zasady:

* Masz podany temat i rymy

* Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.

* Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

* Szerzysz radość z tworzenia

* Piorunujesz jak najęty

* Wiersz z największą liczbą piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor wrzuca własny temat i rymy

* Pamiętasz o tagach i społeczności

Lider9piorunów

Ogrom strachu w nas dziś budzi,

Dochodząca do nas wiedza,

Bicia rekordu nam wystudzi

Wyrwa, która jest jak miedza

GURU6piorunów

Kiedy wiosną ogrodnik we mnie się budzi

Sadzę gdzie popadnie chociaż licha wiedza

Mojego zapału nic dzisiaj nie studzi

Chociaż to nie moje a sąsiada miedza.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

17piorunów

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Czemu nikt mi nie przypomina, że kwiecień już się skończył i trzeba zrobić podsumowanie XXVI (słownie: 26) edycji ? Dobrze, że się zorientowałem, bo byłoby jak z nagrodami za albo podsumowaniem .

No dobrze, skoro jednak się zorientowałem, to podsumujmy to co wydarzyło się przez ostatni miesiąc w naszym grafomańskim światku. A wydarzyło się całkiem sporo.

Do konkursu zgłosiło się pięcioro (słownie: 5) autorów (i autorek), którzy w sumie zgłosili pięć (słownie: 5) opowiadań. Dla formalności przypomnę, że jedyną zasadą w kończącej się właśnie edycji było rozpoczęcie historii od słów: “Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i…”.

Pierwszy do konkursu zgłosił się kolega @cyberpunkowy_neuromantyk ze swoim opowiadaniem “Dzień z życia wannabe pisarza” Ewidentnie brak narzuconych zasad nie przysłużył się koledze, bo swoją historię, a raczej historie (liczba mnoga) rozpoczynał - jeśli dobrze policzyłem - cztery (słownie: 4) razy tylko po to, żeby na sam koniec poddać się słowami “A pi⁎⁎⁎⁎lę to wszystko, nic nie napiszę!”. No coż, za dobre chęci też należą się gratulacje 😛

Kolejna praca, którą mieliśmy przyjemność przeczytać to “Zobowiązania” koleżanki @Cori01 . Autorka oddała w nasze ręce utwór, który bardzo zgrabnie balansuje między tragedią egzystencjalną a subtelnym, zakamuflowanym panegirykiem nekrofilii. Nie mnie oceniać fetysze, ale ogromne brawa za tak zgrabne wplątanie postaci ze słowiańskiego bestiariusza w historię osadzoną we współczesnych czasach, co dodatkowo wzmocnione zostało wspaniałym maskulatywem “strzygoń”. Okazuje się, że wspólny kredyt zdecydowanie mocniej cementuje związek niż słowa przysięgi “oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci”.

Zachęcony przeze mnie @George_Stark również wygospodarował trochę czasu na opowiadanie pod tytułem “Przysięga”. Opowiadanie mroczne, tajemnicze o zaskakującym zakończeniu. Na co jednak należy zwrócić szczególną uwagę to fakt, że jest to opowiadania z gatunku fantastyki, który to gatunek nie leży (a proszę mi wierzyć, wiem to z pierwszej ręki) w obszarze i tak bardzo szerokich zainteresowań autora. Doceniam też mrugnięcie oczkiem, poprzez “WERSALIKOWANE” nawiązanie do jednego z moich ulubionych pisarzy.

A skoro kogoś zachęciłem/zmusiłem/popchnąłem (niepotrzebne skreślić) do napisania opowiadania, to bardzo nieelegancko byłoby samemu czegoś nie napisać. Przygotowując to pierwsze zdanie, które było tematem przewodnim edycji, miałem w głowie zupełnie inny pomysł na opowiadanie. Jednak jak tylko siadłem do pisania historia Moniki i Anny sama wylała mi się na klawiaturę. Musiałem ją tylko pozbierać i zamknąć w słowach. I chociaż w komentarzach pisaliście, że opowiadanie “Dzień, którego nie było” Wam się podobało, to ja i tak nie jestem do końca przekonany, że udało mi się udźwignąć ten trudny temat.

Na sam koniec, tuż przed zamknięciem listy dołączył do nas jeszcze @sireplama ze swoją wersją historii Moniki. Nie od dziś wiadomo, że życie pisze najlepsze scenariusze więc nie powinno nikogo dziwić, że kolega zainspirował się historią “na faktach autentycznych” innego hejtowicza. Wystarczyło wziąć, podrasować, dopieścić, dorobić odpowiednie zakończenie i opowiadanie gotowe. Muszę przyznać, że doskonale się bawiłem czytając tę historię zwłaszcza, że nie jest daleka od moich własnych - równie autentycznych - wspomnień z czasów studenckich. Nie powiem, nostalgłem…

No dobrze - najwyższa pora na ogłoszenie zwycięzcy.

Zgodnie z tym co napisałem otwierając tę edycję zabawy , o wygranej decyduje liczba otrzymanych piorunów co oznacza ni mniej ni więcej, że laur zwyciężczyni przypada koleżance @Cori01.

Gratulacje i czekam na wiadomość z informacją jaką lekturę mam wysłać w ramach nagrody. 😁

Gruba ryba2piorunów

I ja się do gratulacji przyłączam, z ulgą, jak zawsze, że to nie mnie gratulują. :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Kawiarnia "Za Firewallem"

13piorunów

To się wryje a co!

Temat: przygoda za gówniarza

Rymy : mali-grali- baśnie - właśnie

Gruba ryba5piorunów

Myśmy starych okłamali,
Żeśmy sobie w piłkę grali.

A to były niezłe baśnie -
Szlugi jaraliśmy właśnie.

GURU5piorunów

Starzy też kiedyś byli mali

Pod blokiem w chowanego grali

Że tylko nauka to są baśnie

Które dzieciom plotą własnie.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

18piorunów

Małe podsumowanie wydarzeń na świecie

Słońce świeci, piździ kwiecień

W świecie już próg wojny trzeciej

Dzieci dzielnie walczą z rakiem

Mentalne dno mandaty łapie

Węgrzy zmienili prawicę

Martwych dzieci już nie liczę

Reżyser robiła mobbing

Lecz jest sławna - co jej zrobisz?

Czit manipuluje ropą

Ropę tę biedaki kopią

Jego dzieci alchemicy

Ropę w złoto - że nie zliczysz

Sutener wali po dziąśle

Nie z przekąsem, a dosłownie

Zabili posła rowerem

Panie Ziobro, pan jest zerem.

GURU

w Kawiarnia "Za Firewallem"

14piorunów

Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i… nie mogła uwierzyć własnym oczom! To już ranek? Co to słońce robi za oknem?! Przeklęty budzik wył alarmem obnosząc całemu światu, że jest już szósta!

- Jezu, ludzie tak żyją?

Z grubym przekleństwem na ustach wstała by przejść do łazienki. Stopień poświęcenia sprawie, jaki okazywała, zaskakiwał nawet nią samą, ale już niedługo wszystko powinno się zakończyć.

Bez wszelkiej chęci do życia i z ogromnym pragnieniem by wrócić do łóżka, wlekła się warszawskim tramwajem do swojego kołchozu i miejsca upodlenia. Po przebrnięciu przez bramki i dzienniczki Komendy Stołecznej Policji, udała się do swojego działu by z resztą "pracowników cywilnych" poniżać się za najniższą krajową.

- Monika! Chcesz zarobić darmowy obiad?

- Ke?

- Znowu jest okazanie! Kolejny świadek Mafii Zielonkowej!

- No za obiad? Niech będzie!

Okazanie było upierdliwą procedurą, w którą chwytano pechowych przechodniów na czerwonym świetle lub co bardziej zdesperowanych pracowników Komendy. Polegało na postawieniu wspólnie z podejrzanym kilku figurantów, by zweryfikować świadka czy nie plecie trzy po trzy. Monika miała tę procedurę obcykaną już całkiem nieźle. Ilość obiadów kupionych za kasę za pozowanie na okazaniu oscylowała już wokół kilkunastu. Niemniej za każdym razem wywoływało to w niej atak adrenaliny.

- Co jak świadek wskaże nią - myślała - a policja postanowi ją zatrzymać i zacznie ją obwiniać o przewinienia oskarżonych i skończy w więzieniu i nie wyjdzie do późnej 50-ki i... dość! - już czas.

Wraz z resztą pozorantów weszła do pokoju okazań. Był raczej malutki z lustrem weneckim na jednej ścianie. Do pokoju wprowadzono oskarżoną w kajdankach i tam ją rozkuto. Policjant prowadzący przydzielił wszystkim numerki. Monice jedynkę, bandziorce - dwójkę. Wszyscy musieli poczekać aż świadek dostanie się na drugą stronę lustra. Monika rzucała kilka suchych tekstów. Kryminalny westchnął widząc jej reakcję na stres. Kryminalistka wyraźnie się już uspokoiła, patrzyła na Monikę, a uśmiech miała szeroki.

Zaczęło się!

- Dzień dobry, poproszę profil lewy, profil prawy, proszę się odwrócić - nagle padło polecenie - Numer jeden krok do przodu, ponownie profil lewy, profil prawy!

Monika wykonała polecenie, z głębokim przekonaniem, że świadek chce jej się bliżej przyjrzeć. W głowie rozszalała się gonitwa myśli:

- O k⁎⁎wa, mają mnie! Świadek mnie wskaże, a ja już nigdy nie wyjdę z więzienia! - wkrótce jednak na jej twarzy rozbłysł szeroki uśmiech - Świadek mnie wskazał! Ze wszystkich tutaj... mnie! Pozorantkę! - po kilku sekundach zaczęła parskać śmiechem.

Kazali im jeszcze pospacerować kilka kroków, a zza lustra było słychać stłumiony harmider - To ona, mówię wam! Poznaję ją! Ona za tym stała! - kryminalistka nie była w stanie wystudzić triumfalnego uśmiechu i nastał koniec.

Po minucie przyszedł Pan z kryminalnych - Czegoś się tak szczerzyła?! Świadek o mało nie zesrała się ze strachu jak wietrzyłaś zęby! Musiałem coś pi⁎⁎⁎⁎lić, ze wam kolega dowcip opowiedział!

Monika odpowiedziała niemrawe przepraszam, że nie sądziła że znowu wygra przy okazaniu. Wszyscy przeczekali kilka minut. Kryminalni trochę ponabijali się z niej, wydali kwity za okazania i odprowadzili pozorantów do wyjścia.

- Masz chyba zbyt powszechną twarz, albo jakieś wykroczenie na niej wytatuowane, że tak namiętnie cię wskazują. - wspomniał - To już chyba ósmy świadek w sprawie Mafii Zielonkowej, którego przefiltrowaliśmy dzięki tobie.

Odpalił papierosa z wyraźnym zniesmaczeniem.

- Tyle ofiar... Tyle cierpienia... Tyle ukradzionych pieniędzy, a ci marnują czas swój i policji by zmyślać na temat MZ i członków gangu! - splunął wyraźnie wzburzony - Co z tego mają?! Atencję wymiaru sprawiedliwości?! Powinni ich jakimiś mandatami i opłatami obarczać, do k⁎⁎wy nędzy!

Monika uśmiechała się tylko niemrawo, wyraźnie zakłopotana.

- No nic, ty swoją robotę odwaliłaś, trzymaj kwit do kasy, kup sobie jakiś obiad za zmarnowany czas. Elo...

Koniec końców reszta dnia, po zjedzeniu niesmacznego obiadu z policyjnej stołówki, przeminęła na spokojnej i monotonnej robocie informatyczki w policji. Kilka poluzowanych USBków, kilka wymienionych baterii, kilka razy wciśnięta kombinacja alt+shift... ot dzień jak co dzień.

Po 16:00 umęczona Monika wywlekła się z Komendy na Placu Bankowym i ledwo przytomna pojechała do Galerii Wileńskiej. Choć do centrum handlowego wkroczyła praktycznie zgięta w pół i jakby wyssana ze wszelkiej energii, to jednak im bliżej toalety w centrum, tym bardziej jej krok robił się mocniejszy, plecy wyprostowane, a uśmiech szerszy.

Gdy weszła do trzeciej kabiny w WC w dolnej kondygnacji galerii, niczym już nie przypominała umęczonej trzydziestolatki z godziny szóstej. Założyła nogę na nogę i cierpliwie czekała na przyjazd kolejki z Zielonki.

Pukanie w drzwi wyrwało ją z przemyśleń.

- Wejdź!

Do ciasnej kabiny wcisnęła się przypakowana dziewczyna, uklękła na kolano przed porcelanowym tronem Moniki i ucałowała ją w dłoń.

- Witaj Matrona! Mam informację od prawniczki Lisicy. Bardzo ci dziękuje za pomoc na komendzie dzisiaj. Mają ją wypuścić w ciągu najbliższych dwóch dni.

Monika uśmiechnęła się z wyższością.

- Dobrze! Mój plan rozgrywa się zgodnie z założeniami. Zatrudnienie się jako kret w policji i dyskredytowanie świadków mogących mnie wskazać jako głowę Mafii Zielonkowej idzie nadzwyczaj skutecznie! W ciągu dwóch miesięcy powinniśmy wyprać tyle kasy, by móc pozakładać legalne wydmuszki do kręcenia kasy, a policja zamknąć sprawę związaną z nami z powodu braku dowodów i świadków! Wkrótce czeka nas zasłużona i bogata emerytura!

Złowrogi rechot wyrwał się z gardła Moniki. Śmiała się głośno, nieskrępowana na swoim porcelanowym tronie w kabinie toalety Galerii Wileńskiej, świadoma, że nie istnieje na świecie nić co mogłoby ją teraz już powstrzymać.

Humor psuła tylko perspektywa wstania jutro o szóstej do tego zasranego kołchozu...

*

Utwór ten dedykuję @YourUncle i jego historii.

Fanatyk3piorunów

@sireplama ten się śmieje, kto nigdy na okazaniu nie był :face_with_rolling_eyes:

GURU1piorunów

@fonfi hmm... A byłeś? :grinning:

Fanatyk1piorunów

@sireplama byłem. Ale nie wygrałem. Może dlatego nie dostałem obiadu 😒

Fanatyk1piorunów
pewnie przechodził na czerwonym

albo mafia...

@sireplama @GazelkaFarelka niech to zostanie w sferze niedomówień... :smirk:

Gruba ryba1piorunów

@sireplama

Opowiadanie przypomniało mi niektóre kreskówki z „Cartoon Network”, gdy pod koniec odcinka złol opowiadał bliskiemu śmierci bohaterowi o swoim diabelskim planie.

GURU1piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk niewykluczone, że możliwym jest, że nie można odrzucić idei, że autor mógł mieć coś w tym stylu w głowie jak to pisał... ale niekoniecznie :stuck_out_tongue_winking_eye:

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

12piorunów

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Szanowne Państwo jest zbyt łaskawe :smiley:

Ale skoro znowu na mnie padło i wybiła godzina 20:00, to następuje zwolnienie blokady i rozpoczynamy kolejne rymowanie.

Temat: Kulinarna katastrofa

Rymy: daleka - ocieka - woń - skroń

Zasady:

* Masz podany temat i rymy

* Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.

* Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

* Szerzysz radość z tworzenia

* Piorunujesz jak najęty

* Wiersz z największą liczbą piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor wrzuca własny temat i rymy

* Pamiętasz o tagach i społeczności

Fenomen6piorunów

Lazania od ideału wyszła całkiem daleka

Nie beszamel, nie ser lecz coś czarne wycieka

W osłupienie niemałe wprawiła mnie woń

Co ja tam kurcze dodałam? - myślę, drapiąc się w skroń.

GURU5piorunów

To danie swe przybycie ogłasza z daleka

Aromatem od którego oko łzą ocieka

Szwed powie że surströmming smaczny choć ma przykrą woń

Ja Szwedem nie jestem więc pukam się w skroń.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

9piorunów

Poezja, tak mi się wydaje (przynajmniej dzisiaj), powstaje w wyniku ludzkiej refleksji. Na przykład nad przemijaniem:

*

gdy po prysznicu

opłukuję brodzik

niezmiernie się dziwię

że ciągle mam jakieś włosy

na głowie

*

Gruba ryba5piorunów

a ten kto nazwał migrację gnu z Serengeti do Kenii

"największą"

nie widział migracji moich włosów z głowy

na plecy

Gruba ryba3piorunów

@Piechur oplułem się herbatą :rolling_on_the_floor_laughing:

Gruba ryba2piorunów

@Piechur Ja to nazywam dowodem na istnienie grawitacji.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

15piorunów

Dzień dobry się z Państwem,

Powoli dobiega końca kolejna edycja , dlatego też w ramach przypomnienia (a jest jeszcze trochę czasu) wrzucam swoje opowiadanie.

Nie będę ukrywał, że troszkę się spociłem żeby skonstruować je w taki sposób, żeby dokładnie oddało mój zamysł. Nie wiem, czy to mi się finalnie w 100% udało. Ale pewnie nigdy się nie udaje. Z kilku fragmentów jestem bardzo zadowolony, inne - mam świadomość, że można by było jeszcze dopieścić.

Tak czy siak, zapraszam do lektury.

*

**
Dzień, którego nie było**

Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i przymknęła na powrót powieki, pozwalając wzrokowi powoli przyzwyczaić się do jasności. Na twarzy czuła przyjemne ciepło porannego słońca, którego promienie wpadały do pomieszczenia przez duże, niczym nie zasłonięte okno. Chciała jak najdłużej zatrzymać tę ulotną chwilę - moment, gdy szum budzącego się miasta i charakterystyczny zapach rozgrzanej ciałem pościeli pozwalały jeszcze trwać na granicy snu i jawy.

Próbowała przypomnieć sobie, co jej się śniło — była przecież pewna, że śniła. Strzępki obrazów i urywki wspomnień tańczyły pod przymkniętymi powiekami, lecz im bardziej próbowała je uchwycić, tym szybciej blakły i rozpływały się w niepamięci. Sen musiał być jednak przyjemny, skoro czuła się wyspana i wypoczęta.

Kiedy nabrała pewności, że jej wzrok przywykł już do światła, dźwignęła się z lekkim wysiłkiem i usiadła na krawędzi łóżka. Dopiero wtedy dotarło do niej, że znajduje się w zupełnie obcym miejscu. Zaniepokojona rozejrzała się po pokoju.

Pomieszczenie było przestronne i przytulnie urządzone. Łóżko, na którym siedziała, miało ciężką, drewnianą, bogato zdobioną ramę — trudno było stwierdzić, czy rzeczywiście jest stare, czy tylko na takie stylizowane. Po przeciwnej stronie, tyłem do drzwi balkonowych, stało równie duże biurko w podobnym stylu, a przy nim skórzany, wygodnie wyglądający fotel. Na blacie panował pozorny nieład: porozrzucane kartki zapisane odręcznym pismem, zeszyty, pióra i ołówki.

Ścianę po lewej, od podłogi aż po sufit, zajmowała wypełniona po brzegi biblioteczka. Książki stały nie tylko pionowo - wiele z nich ustawiono w dwóch rzędach, inne leżały w stosach, wypełniając każdą wolną przestrzeń. Przeciwległą ścianę, tę z drzwiami, zdobiło kilka obrazów w złotych ramach. Monika przyjrzała im się uważniej i z zaskoczeniem odkryła, że wszystkie przedstawiają jej ulubiony motyw - strachy na wróble kołyszące się na wietrze.

Cały pokój emanował ciepłem i spokojem. Mimo że widziała go po raz pierwszy, wydawał się niepokojąco znajomy — jakby ktoś zadał sobie wiele trudu, by poczuła się tu jak u siebie.

Z zamyślenia wyrwały ją odgłosy gorączkowego krzątania i brzęk naczyń. Wsunęła stopy w pantofle, które ktoś najwyraźniej zostawił dla niej przy łóżku, i ostrożnie wyszła z pokoju. Znalazła się w przedpokoju, z którego kilka par drzwi prowadziło do różnych pomieszczeń rozległego mieszkania, a te na wprost otwierały się na kuchnię. W środku jakaś młoda kobieta wyjmowała właśnie z szafki filiżanki, dzbanek i talerze.

– Dzień dobry, co pani robi? – zapytała niepewnie Monika

– Herbatę. Zaraz przygotuję śniadanie, usiądź – odpowiedziała kobieta, wskazując krzesło przy stole.

Nie wiedząc, jak właściwie zareagować, Monika bez sprzeciwu zajęła wskazane miejsce. Z napięciem obserwowała kobietę, która wsypała suszone liście do dzbanka i zalała je wrzątkiem. W powietrzu szybko rozszedł się przyjemny, owocowy aromat.

W czasie, kiedy napar nabierał mocy Monika - żeby zająć czymś ręce - zaczęła obracać w dłoniach filiżankę, którą kobieta chwilę wcześniej postawiła przed nią na stole. Jej uwagę przykuły kolorowe, prawdopodobnie ręcznie malowane kwiaty zdobiące porcelanę.

– Piękna filiżanka, zawsze chciałam taką mieć – powiedziała nieśmiało

– Jest twoja – odparła kobieta i również usiadła przy stole – Jak ty się dziś w ogóle czujesz?

– Dobrze. Dlaczego miałabym się źle czuć? - zdziwiła się Monika

Kobieta, przez dłuższą chwilę - w ocenie Moniki zdecydowanie zbyt długą - przyglądała jej się uważnie, jakby chciała ją przejrzeć na wylot. W końcu westchnęła, wstała i wróciła do przygotowywania śniadania. To zachowanie, choć na pozór uprzejme, miało w sobie nutę protekcjonalności, która wyraźnie Monikę zirytowała.

– Co ja tutaj robię? – nie mogła się powstrzymać od zadania tego oczywistego pytania.

– Mieszkasz, oczywiście.

– Jak to: mieszkam? Czyje to mieszkanie?

– Moje. Rozmawiałyśmy już o tym.

– Nie przypominam sobie.

Kobieta na chwilę przerwała przygotowywanie kanapek, oparła dłonie o blat i zwiesiła głowę, jakby zbierała myśli. Po chwili odwróciła się i powiedziała z wyraźną rezygnacją w głosie:

– Naprawdę nie mam dzisiaj siły o tym dyskutować.

– Wydaje się pani bardzo miła i szczerze dziękuję za gościnę, ale chyba powinnam już iść – zdecydowała Monika

– Wiesz, że to niemożliwe. Musisz tu zostać. Masz tu przecież wszystko, czego potrzebujesz: troskliwą opiekę, towarzystwo, rozrywki, telewizję, książki… O nic nie musisz się martwić, niczym się przejmować. A przede wszystkim jesteś tutaj bezpieczna.

Wbrew tym zapewnieniom Monika nie czuła się bezpiecznie. Wręcz przeciwnie - narastał w niej niepokój. Miała wrażenie, że kobieta beznamiętnie recytuje wyuczoną kwestię, jakby odgrywała rolę w źle napisanym przedstawieniu. Co więcej, sprawiała wrażenie zmęczonej tą grą, a w każdym kolejnym zdaniu, geście czy westchnieniu Monika dostrzegała narastającą irytację.

Czuła się coraz bardziej zagrożona. Obudziła się w obcym domu, w towarzystwie nieznajomej, która najwyraźniej nie zamierzała pozwolić jej odejść - ograniczała jej wolność, jednocześnie zapewniając o swoich dobrych intencjach. Coś było nie tak.

Postanowiła trzymać się podjętej wcześniej decyzji, więc wstała z krzesła.

– Jeszcze raz dziękuję, ale na mnie już pora - powiedziała, kierując się w stronę drzwi.

Kobieta natychmiast zagrodziła jej drogę i złapała ją za nadgarstek. Spokojnie, lecz stanowczo, powiedziała:

– Bardzo cię proszę, uspokój się.

– Jestem spokojna – skłamała Monika – Proszę puścić moją rękę.

Spróbowała się wyrwać, ale uścisk tylko się wzmocnił. Gospodyni pociągnęła ją z powrotem w stronę stołu.

– Jeszcze raz proszę, żebyś się uspokoiła. Usiądź i weź głęboki oddech. Dokończę robić śniadanie i zaraz porozmawiamy. Wtedy wszystko ci się rozjaśni.

Uśmiech na ustach kobiety kontrastował z jej twardym, nieustępliwym spojrzeniem.

Dopiero teraz Monika zauważyła, że przez cały czas w drugiej ręce trzyma nóż, którym przed chwilą kroiła pieczywo. Przerażona, zadziałała instynktownie. Chwyciła filiżankę w malowane kwiaty, zamachnęła się i z całej siły rozbiła ją na głowie oprawczyni.

– Co ty, do cholery, robisz?! – krzyknęła kobieta, puszczając jej nadgarstek i chwytając się za czoło. Krew z niewielkiego rozcięcia zaczęła spływać po jej twarzy. – Chryste, co cię opętało?! Nie ruszaj się stąd, muszę to opatrzyć.

Po tych słowach wyszła z kuchni. Po chwili Monika usłyszała ciche przekleństwa, dobiegające najpewniej z łazienki.

Serce waliło jej jak młot. Bojąc się, co może ją spotkać za ten atak, cicho przemknęła do drzwi wejściowych. Były zamknięte — dokładnie tak, jak się spodziewała. Rozejrzała się gorączkowo, ale nigdzie w zasięgu wzroku nie dostrzegła kluczy.

Zajrzała do szuflady w szafce pod lustrem — nic. Dopiero przeszukując kieszenie wiszącego na wieszaku damskiego płaszcza, natrafiła na pęk kluczy. Starając się nie robić hałasu, otworzyła drzwi i wyślizgnęła się na klatkę schodową.

Tam nie oglądała się już za siebie. Zbiegła na dół, pokonując po dwa stopnie naraz. Kilka razy omal nie straciła równowagi, ale w ostatniej chwili chwytała się poręczy.

Znalazła się na ulicy dużego, tętniącego porannym życiem miasta. Wybrała losowy kierunek i rzuciła się do biegu. Udało jej się minąć kilka przecznic, zanim pieczenie w płucach zmusiło ją do zatrzymania. Oparta plecami o ścianę budynku, czekała, aż oddech się jej uspokoi, i rozglądała się gorączkowo szukając znajomych elementów krajobrazu.

Uspokoiła się nieco, gdy dostrzegła charakterystyczny zegar na wieży Pałacu Kultury i Nauki. Była w Warszawie — mieście, w którym spędziła większość życia. Spojrzała na tabliczkę z nazwą ulicy: Grzybowska.

Znała tę ulicę. Ale Grzybowska, którą widziała teraz, nie miała nic wspólnego z tą z jej pamięci. Zamiast stylowych kamienic wokół piętrzyły się szklane bryły wieżowców, odbijające ostre światło poranka.

Ruszyła dalej, w kierunku, w którym — jak jej się wydawało — powinna znajdować się ulica Juliana Marchlewskiego. Po drodze minęła sklep o jaskrawo zielonej fasadzie z wielkim napisem „Żabka”. Dotarła do skrzyżowania, ale ze zdumieniem odkryła, że ulica nazywa się Aleja Jana Pawła II.

Hałas uderzył ją nagle — ruch samochodów, szum rozmów, pośpiech kroków. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że wybiegła w piżamie. Skuliła się zawstydzona, ale na mijających ją w pośpiechu ludziach zdawało się to nie robić najmniejszego wrażenia. Zresztą większość i tak wpatrzona była w urządzenia, które trzymali w dłoniach i chyba tylko cudem nie wpadali na siebie.

Skręciła w prawo, oddalając się od Pałacu Kultury. Szła teraz powoli, z niedowierzaniem przyglądając się strzelistym, niemal futurystycznym budynkom, które całkowicie zasłaniały widnokrąg. Takie obrazy znała dotąd tylko z filmów w telewizji.

Kiedy po raz kolejny mijała zieloną witrynę “Żabki” przestraszyła się, że zupełnie zabłądziła i krąży w kółko. Jednak gdy uważnie rozejrzała się po okolicy uświadomiła sobie, że w zasięgu jej wzroku są co najmniej cztery takie sklepy. Wydało się jej to absurdalne. Zresztą nic, co widziała, nie miało dla niej sensu.

Nagle tuż za nią rozległ się ostry, przeszywający dźwięk klaksonu. Zorientowała się, że stoi na środku ulicy.

– Jak leziesz, wariatko?! Chcesz się zabić?! – krzyczał ktoś przez otwarte okno samochodu.

Ktoś inny chwycił ją za rękę i pociągnął na chodnik.

– Wal się, frustracie! Nie widzisz, że to starsza pani? – rzucił w stronę kierowcy, po czym zwrócił się do niej łagodniej –

Ale pani też musi bardziej uważać.

Została znowu sama.

Czuła się coraz bardziej przytłoczona. Miastem, hałasem, samochodami, ludźmi… Wszystkim naraz.

Przyspieszyła kroku, trzymając się blisko ścian budynków, jakby to mogło ją ochronić. Za rogiem dostrzegła skrawek zieleni. Park?

Podbiegła i opadła na ławkę. Tu hałas był bardziej znośny. Schowała twarz w dłoniach i próbowała zebrać myśli, jednak im bardziej próbowała się skupić, tym większą czuła pustkę. Narastało w niej przerażenie. W końcu wstała i ruszyła przed siebie. Bez celu.

Nie wiedziała, jak długo błąkała się po ulicach, które — choć nosiły znajome nazwy — były jej zupełnie obce. Wreszcie, zmęczona, głodna i zrezygnowana, zatrzymała się przed kolejną zieloną, szklaną witryną „Żabki”.

W odbiciu zobaczyła kobietę, która przyglądała się jej uważnie. Przez chwilę jej nie poznała. Poszarzała twarz, przygaszone oczy kogoś zmęczonego życiem. Przerzedzone, siwiejące, potargane włosy. Przeczesała je palcami, obserwując, jak postać w lustrze robi dokładnie to samo. Nie mogła uwierzyć, że patrzy na siebie. Nie taką siebie pamiętała.

Ale i Warszawa nie była taka, jaką ją zapamiętała. Miejsce kamienic, straganów i uśmiechniętych ludzi zajęły betonowo-szklane bryły, krzykliwe witryny sklepów i zabiegani, zamknięci w sobie przechodnie.

Nagle poczuła się bardzo stara, zagubiona i bezsilna. Nie wiedziała, gdzie jest — a co gorsza, nie wiedziała nawet, kiedy jest. W młodości czytywała fantastykę naukową, historie o podróżach w czasie i powrotach z gwiazd, w których bohaterowie trafiali do świata, który przestał istnieć. Ona jednak nie czuła ani fascynacji, ani podniecenia. Czuła narastającą, obezwładniającą niemoc.

Usiadła pod witryną a łzy popłynęły jej po policzkach.

– Przepraszam, czy wszystko w porządku? – poczuła delikatny dotyk na ramieniu.

Spojrzała w górę i napotkała zatroskaną twarz młodego mężczyzny w mundurze. Tuż za nim stał drugi, ubrany tak samo, z napisem „Policja” na piersi, i rozmawiał z kimś przez radio.

– Nie. Nic nie jest w porządku – przyznała Monika

– Chętnie pani pomożemy. Jak się pani nazywa?

– Monika. Monika Zawadzka.

– Czy mamy do kogoś zadzwonić? Kogoś powiadomić? – dopytywał policjant. – A może powie pani, gdzie mieszka?

– Nie… nie wiem. Nie pamiętam. To znaczy pamiętam, ale… Wszystko jest takie inne.

– Jak to: inne? – nie zrozumiał.

– Inne. Nic nie jest takie jak powinno być. Takie jak pamiętam. Nie rozumiem, co się stało… z miastem… ze mną… Nie jestem pewna, czy cokolwiek jeszcze rozumiem.

– Andrzej, chyba wiem, dokąd powinniśmy ją zawieźć – wtrącił drugi policjant. – Centrala ma zgłoszenie o zaginięciu starszej kobiety. Opis i nazwisko się zgadzają.

– Proszę pójść z nami – Andrzej pomógł jej wstać i skierowali się w stronę zaparkowanego nieopodal radiowozu.

Zrezygnowana Monika pozwoliła się poprowadzić i usadzić w samochodzie. Kiedy ruszyli, przez szybę obserwowała miasto, które - choć w jakiś sposób znajome - wydawało się jednocześnie tak bardzo obce. Zamknęła oczy.

Podróż nie trwała długo.

*

Anna usłyszała dzwonek do drzwi. Zerwała się z krzesła i pobiegła otworzyć. Po drugiej stronie stali dwaj mundurowi i Monika. Policjanci pomogli wprowadzić zapłakaną, wyraźnie zmęczoną kobietę do środka i usadzili ją w fotelu.

– Nawet nie wiecie, panowie, jak bardzo jestem wam wdzięczna. Dziękuję – powiedziała Anna drżącym głosem.

– Naprawdę nie ma za co, to nasz obowiązek.

– Tak bardzo się martwiłam…

– Dobrze, że nic złego się nie stało. Czy możemy jeszcze w czymś pomóc?

– Chyba dam sobie radę. Odprowadzę panów do drzwi.

Kiedy mężczyźni wyszli, Anna zamknęła drzwi na klucz. Już miała, jak zwykle, schować go do kieszeni wiszącego na wieszaku płaszcza, ale zawahała się. Ostatecznie postanowiła, że od teraz będzie go mieć zawsze przy sobie.

Poszła do kuchni i nastawiła herbatę. Zaparzyła ją w dzbanku, po czym ustawiła na metalowej tacy dwie filiżanki i pokrojone w kawałki ciasto. Zaniosła wszystko do pokoju.

Monika siedziała w fotelu dokładnie tak, jak zostawili ją policjanci. Zamyślonym wzrokiem patrzyła gdzieś w dal za oknem. Ożywiła się dopiero na widok wchodzącej Anny.

– O, widzę, że zostało nam jeszcze trochę ciasta. A co ci się stało w czoło córeczko? - zapytała, zauważając plaster.

– Nic poważnego, uderzyłam się o otwarte drzwi szafki, mamo.

Monika przyjęła to wyjaśnienie, ale dodała:

– Musisz bardziej na siebie uważać.

Sięgnęła po herbatę, ale w ostatniej chwili zawahała się

– A gdzie jest moja ulubiona filiżanka? Wiesz, ta w kwiaty?

– Stłukła się w zmywarce – skłamała Anna.

– Szkoda. Mówiłam, że trzeba ją myć ręcznie.

– Nie przejmuj się, mamo. Zamówię ci taką samą.

Anna usiadła w drugim fotelu i sięgnęła po książkę leżącą na jego oparciu. Monika spojrzała na okładkę i przeczytała na głos:

– “Alzheimer - dzień, którego nie było”. Nie szkoda ci czasu na takie lektury? W książkach jest tyle ciekawych historii…

Anna spojrzała na nią smutno.

– Żadna z nich nie jest nawet w połowie tak przejmująca jak ta, którą pisze moje życie, mamo.

2116 słów, jakby to kogoś interesowało.

Gruba ryba4piorunów

Chciałem pochwalić. Po pierwsze napisałeś dwie fantastyczne postaci (ileż można z tą Anną zrobić! - tak dobrego, jak i złego, gdyby się chciało o niej pisać dalej). Po drugie to to jest bardzo dobre narracyjnie. Nic nie ujmując poprzednim opowiadaniom, to to na ich tle bardzo się wyróżnia. Na plus.

Fanatyk2piorunów

@George_Stark kurcze, aż nie wiem co powiedzieć. Dziękuję bardzo. Nie spodziewałem się takiej pochwały. Chociaż pewnie jej chciałem, bo kto by nie chciał. Zwłaszcza od Ciebie. :smiley:

Gruba ryba2piorunów

@fonfi

Zwłaszcza od Ciebie. :smiley:

Może, skoro sytuacja tak wygląda, to wprowadzę abonament na pochwały? Zawsze to jakiś grosz by się przydał. 😉

Fanatyk1piorunów

@George_Stark i tak, pisząc to opowiadanie miałem w głowie obie kobiety i ich historie. I faktycznie można by z tego pewnie wycisnąć dużo więcej, ale nie wiem czy bym udźwignął. A nie chciałem przegiąć, żeby nie wyszło, nie wiem... Sztucznie? Płytko?

Fanatyk0piorunów
Może, skoro sytuacja tak wygląda, to wprowadzę abonament na pochwały? Zawsze to jakiś grosz by się przydał.

@George_Stark śmiało, byle kartą dało się płacić 😛

Gruba ryba1piorunów

@fonfi Pisać, pisać i pisać. I skreślać, skreślać, skreślać, parafrazując pana Stasiuka.

Tylko kiedy?, parafrazując mnie.

Fanatyk0piorunów
Tylko kiedy?

@George_Stark No właśnie - kiedy? :neutral_face:

Gruba ryba1piorunów

@fonfi A, i z tym, że mogłoby wyjść sztucznie czy płytko - każda książka jest porażką. To też pan Stasiuk.

Ale to co tu wyszło, wyszło akurat supernaturalnie. Stąd ta (darmowa!) pochwała w sprawie narracji.

Osobistość2piorunów

Bardzo dobrze napisane opowiadanie. Miałam babcie z tą choroba i zawsze się zastanawiałam co się działo w jej głowie, ale myślę że ciężko to sobie wyobrazić. Jest jedno zdanie, które do dziś pamiętam ze studiów, które padło na zajęciach o biologii człowieka. "Alzheimer nie jest wtedy kiedy zapomina się gdzie są klucze, a wtedy kiedy zapomina się do czego one służą". Straszna choroba, której bardzo się boje

Fanatyk1piorunów

@Cori01 Alzheimer, Parkinson, różne stwardnienia boczne, rozsiane, czy nawet nieszczęśliwe wypadki. Jest tego od groma. Dlatego trzeba się cieszyć życiem i nie odkładać wszystkiego "na później" bo dosłownie z dnia na dzień może się okazać, że wszystkie nasze plany "na kiedyś" właśnie prysnęły niczym mydlana bańka a cały nasz życiowy wysiłek jak psu w d...

Pokaż więcej komentarzy (14)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

21piorunów

Ekh, ekh. Jest o gównie, jest pejzaż oraz z moich wyliczeń wynika, że trzynastozgłoskowiec też jest.

No to coś ode mnie

Nie ze spiżu to, a z gówna

Od tych słodkich wierszyków już mi się ulewa

Słowa świdrują w głowie jak bzykot komarów

Miast podtrzymywać ducha jak setki legarów

Ulatują uszami, a po nich chcę ziewać

Poezja powinna dryfować niczym mewa

Wyżerac ze śmietników i srać bez umiaru

I być brudna i śmierdzieć jak bydlę z moczarów

Brzydotą realizmu powinna olśniewać

Kiedyż się obudzicie wy bando debili!

I widok na ten świat wam się w końcu odmieni

Ujrzycie stertę gówna w połaciach zieleni

(Nie wszyscy artyści brzydotę wytrzebili)

A z rzeczonego gówna cokół zaś ubity -

Na nim poeta gówniany zbiera zaszczyty

Fanatyk5piorunów
Poezja powinna dryfować niczym mewa

Wyżerać ze śmietników i srać bez umiaru

I być brudna i śmierdzieć jak bydlę z moczarów

Brzydotą realizmu powinna olśniewać

@Kaligula_Minus godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne!

Fanatyk7piorunów

@fonfi ament. Na pohybel poematom estetycznym! Turpizm i naturalizm i słoik w dupie!

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

14piorunów

Drodzy mili,

Uprzejmie dziękuję za docenienie.

Przepraszam za opóźnienie, przysnąłem.

A zatem:

Temat: rozjechany jeż

Rymy: pech - zdechł - leży- jeży

Zasady:

* Masz podany temat i rymy

* Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z podanymi rymami.

* Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejnosci

* Szerzysz radość z tworzenia

* Et voilà

Nie zapomnij o społeczności bo ta zapomni o Tobie.

Fanatyk9piorunów

Bajka z morałem

W środku lasu taki pech!

Lis zjadł jeża no i zdechł,

Lisa miś zjadł - chory leży,

Nie należy zjadać jeży!

Gruba ryba5piorunów

@fonfi najs. Nadałby się do śpiewania w Panu Kleksie

Inspirator8piorunów

Znów jadę naje*any, bo jak pech to pech,

Stówką w zabudowanym, nagle silnik zdechł.

Wyłażę, patrzę na asfalt, a tam Jerzy leży,

A za mną psiarnia na bombach, aż włos się na d⁎⁎ie jeży!

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

9piorunów

Sonet motoryzacyjny, przynajmniej przez trzy strofy

Co sto kilometrów olej dolewam

i stukot słyszę rozrządu wału,

asfalt też widzę obok pedałów –

podłogę tylko miejscami miewam.

Termin przeglądu się zbliża pomału,

kumple mi mówią: – "Raczej się nie da",

ja wątpliwości ich porozwiewam –

jadę! Parkuję na wprost kanału.

Dwie stówy w dowód, to i podbili –

ten kraj się przecież nigdy nie zmieni!

(chociaż ostatnio zaczęli się cenić…)

Lecz policjanci mili nie byli

i teraz mogę jeździć wypity

odkąd przesiadłem się w Intercity.

*

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

10piorunów

W poezji to jest tak, że ważny jest epitet. Nie wystarcza powiedzieć o rudym ogonie wiewiórki, to mało poetyckie. Mówić należy o płomiennej kicie. No to proszę:

*

Płomienna kita

Wiewiórki zwykle mieszkają na drzewach,

swój żywot wiewiórczy tam wiodą pomału;

zdarza się jednak, w czasie pożaru,

że i wiewiórka z drzewa nawiewa.

Zdarza się także, że wiatr zawiewa

(a wiatr jest szybszy od wiewiórki cwału),

i wiatr taki wówczas, pod postacią szkwału,

płomienie dalej i dalej rozsiewa.

Więc biegły wiewiórki, aż się zmęczyły,

wtedy zwątpiły, że los mogą zmienić –

nie uszły biedne spode płomieni.

Lecz jedna wiewiórka znalazła siły

i próbowała dalej umykać

choć już jej cała płonęła kita.

*

GURU4piorunów

@George_Stark ales się odpalił, chcesz wszystkie 7 sam zrobić? XD

Gruba ryba4piorunów

@Endrevoir Właśnie byłem pod prysznicem, a tam wiadomo, napływ weny wraz z wodą. 😉

Gruba ryba4piorunów

Surrealizm jak u Almodovara 😉 podkręcone emocjonalnie i kolorystycznie. Fajne)

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

9piorunów

Mówi się o lewobrzeżnym albo prawobrzeżnym położeniu miast (albo innych elementów geograficznych) względem rzek. To teraz proszę sobie wziąć mapę, zorientować ją, jak pan Mercator przykazał, górą na północ i powiedzieć mi, po której stronie Odry (kłamliwie na każdej mapie nazwanej Wartą) leży Gorzów Wielkopolski. No właśnie:

*

Po której stronie Odry leży Gorzów Wielkopolski?

To Odry strona prawa czy lewa?

Atlasie! Weź mi to proszę wyklaruj!

Od tej zagadki dostaję udaru,

nad rozwiązaniem krew mnie zalewa!

Raptem na atlas zaczynam się gniewać,

by dać se spokój myślę pomału –

nie dość że udar, to jeszcze zawału

zaraz dostanę. Choć ubolewam

że miasto właśnie tak założyli,

bo myśląc o tym można się wpienić:

jak Gorzów leży? – trudno ocenić.

Nie tracę więcej już ani chwili,

atlas porywam, gniewem owity;

biorę zapałki – płoń, Gorzów city!

*