Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#zsrr

Fanatyk

w Hydepark

18piorunów

Adolf Tołkaczow (1979): największa strata radarowych sekretów ZSRR

Adolf Gieorgijewicz Tołkaczow urodził się 6 stycznia 1927 roku w Aktiubińsku, dwa lata później rodzina przeniosła się do Moskwy i tam spędził resztę życia. Po ukończeniu Politechniki Charkowskiej w 1954 roku trafił do Instytutu Naukowo-Badawczego Radiobudowy, znanego później pod nazwą Fazotron. Była to placówka, w której projektowano radary i systemy naprowadzania dla radzieckiego lotnictwa bojowego, a więc jedno z najlepiej strzeżonych miejsc w kraju. Tołkaczow opisywał siebie jako wiodącego konstruktora systemów i pracował w dużym pokoju razem z 24 innymi inżynierami. Zarabiał 250 rubli miesięcznie plus 40 procent dodatku za dostęp do tajemnic, czyli około 350 rubli, przy średniej krajowej sięgającej wtedy 120 rubli. Mieszkał z żoną i synem na dziewiątym piętrze bloku oddalonego o niespełna 400 metrów od ambasady Stanów Zjednoczonych, co później okazało się okolicznością nie bez znaczenia. Do partii nigdy nie wstąpił. Z zewnątrz nie miał żadnego powodu, by ryzykować życie.

Jego motywy były złożone i sam starał się je wyjaśnić w listach do Amerykanów. Żona, Natalia z domu Kuzmina, rocznik 1935, pracowała w tym samym instytucie jako specjalistka od anten. Jej matkę rozstrzelano w 1938 roku, ojciec spędził wiele lat w łagrze, wyszedł na wolność w 1955 i wkrótce potem zmarł. Tołkaczow wielokrotnie powtarzał oficerom prowadzącym, że los teściów był głównym powodem jego decyzji. Raz zasugerował, że rodzina żony miała korzenie żydowskie, co w realiach późnego stalinizmu mogło tłumaczyć represje. Pisał, że znaczną rolę odegrali Sołżenicyn i Sacharow, choć znał ich wyłącznie z lektury. Myślał najpierw o pisaniu i rozsyłaniu ulotek, ale porzucił ten pomysł jako bezużyteczny, a kontakt ze środowiskami dysydenckimi uznał za samobójczy przy swoim poświadczeniu bezpieczeństwa. Stwierdził wprost, że przy najmniejszym podejrzeniu zostałby odizolowany albo zlikwidowany. Do pieniędzy podchodził w sposób, który zaskakiwał jego rozmówców. Napisał, że wynagrodzenie jest dla niego nie tyle zarobkiem, ile miarą tego, jak wysoko Amerykanie oceniają wagę jego pracy. Najbardziej zdumiewający jest początek tej współpracy, bo przez rok z górą CIA po prostu go odtrącała. W styczniu 1977 roku podszedł na stacji benzynowej dla dyplomatów do samochodu szefa moskiewskiej placówki Agencji, zapytał po angielsku, czy ma do czynienia z Amerykaninem, położył na siedzeniu złożoną kartkę i odszedł. W liście prosił o poufną rozmowę i dołączył szkice dwóch miejsc spotkania wraz z opisem sygnału, którym Amerykanie mieli wskazać wybrany wariant. Centrala odmówiła odpowiedzi. Moskwa uchodziła za teren skrajnie niebezpieczny, a KGB regularnie podstawiało fałszywych ochotników, żeby zdemaskować oficerów wywiadu i wywołać skandal dyplomatyczny. Tołkaczow wracał: 3 lutego 1977, dwa tygodnie później, w maju, kiedy zdesperowany załomotał w szybę samochodu i został zignorowany. W grudniu 1977 wręczył list przypadkowemu Amerykaninowi na targu i po raz pierwszy dołączył 2 strony konkretnych danych o wyposażeniu elektronicznym radzieckiego samolotu. To przełamało opór nowego szefa placówki, Gardnera Hathawaya, choć centrala nadal zwlekała. 16 lutego 1978 roku inżynier zaproponował rozwiązanie, które rozbroiło nieufność Amerykanów: w liście podał swój numer telefonu bez dwóch ostatnich cyfr i zapowiedział, że o określonej porze stanie w kolejce na wskazanym przystanku, trzymając dwa kawałki sklejki z brakującymi cyframi. Żona Hathawaya przejechała obok o umówionym czasie i odczytała liczby. 1 marca Tołkaczow przekazał 11 stron notatek i wreszcie ujawnił nazwisko, adres oraz miejsce pracy, dodając, że jeśli i tym razem nie dostanie odpowiedzi, rezygnuje. 5 marca 1978 roku oficer CIA John Guilsher zadzwonił do niego z budki telefonicznej przy Teatrze Bolszoj. W sierpniu przekazano mu martwą skrzynkę ukrytą w brudnej rękawicy roboczej, z instrukcją atramentu sympatycznego i jednorazowym kluczem szyfrowym. Trzy listy, które wysłał, nosiły ślady otwierania przez cenzurę, ale ukrytego tekstu nikt nie wykrył.

Pierwsze osobiste spotkanie odbyło się 1 stycznia 1979 roku, bo Amerykanie świadomie wykorzystali noworoczne rozprężenie radzieckich służb. W czterdziestominutowej rozmowie, prowadzonej podczas spaceru w siarczystym mrozie, Tołkaczow przekazał 91 stron rękopiśmiennych notatek: wzory, schematy, rysunki obrazów oscyloskopowych, parametry uzbrojenia i cytaty z dokumentów służbowych, starannie wykreślone na arkuszach papieru milimetrowego. Guilsher zapamiętał, że agent był całkowicie spokojny i prawdopodobnie jako jeden z nielicznych mieszkańców Moskwy tego dnia zupełnie trzeźwy. Materiał rozesłano wąskiej grupie odbiorców wojskowych i cywilnych. Już w marcu wysoki rangą przedstawiciel wojska pisał do dyrektora CIA, że kompletna dokumentacja systemów, które nie weszły jeszcze do służby, ma wartość niemożliwą do wyceny. Na seminarium w maju 1979 roku analitycy ocenili, że dostarczone dane oszczędzają im do 5 lat prac badawczo-rozwojowych. Prowadzenie takiego źródła wymagało nadzwyczajnego rzemiosła. Oficerowie godzinami krążyli po mieście, żeby upewnić się, że nie mają za sobą obserwacji, i budowali nudne, powtarzalne rutyny, licząc na to, że KGB przerzuci ludzi do ciekawszych zadań. Przed spotkaniem Guilsher przebierał się w samochodzie za robotnika, wkładał rosyjską czapkę i znoszone ubranie, żuł czosnek i skrapiał się wódką, po czym jechał na miejsce komunikacją miejską. Gdy obserwacja była zbyt szczelna, sięgano po urządzenie zwane jack in the box: oficer wyskakiwał z wolno jadącego auta na zakręcie, a w jego miejsce na siedzeniu rozkładała się kukła imitująca sylwetkę pasażera. Sam Tołkaczow narzucił Amerykanom własne reguły. W kwietniu 1979 roku odrzucił martwe skrzynki, argumentując, że skoro oficer i tak musi zgubić obserwację, to spotkanie twarzą w twarz jest równie bezpieczne, a znacznie bardziej wydajne, i dodał, że boi się, by porzucona paczka nie trafiła w niepowołane ręce. Od tej pory dominowały spotkania osobiste, a od października 1980 roku także rozmowy w jego własnych Żygulach zaparkowanych przy ulicy. Próbowano jeszcze łączności awaryjnej: nadajnika krótkiego zasięgu wielkości dwóch paczek papierosów, który długo nie chciał działać, oraz odbiornika radiowego z demodulatorem do odbioru szyfrowanych audycji. Ten drugi system upadł z powodów zupełnie prozaicznych — w dwupokojowym mieszkaniu inżynier nie miał gdzie słuchać nocnych transmisji, a rano nowe przepisy nie pozwalały mu opuszczać instytutu.

Osobnym problemem była technika fotografowania. Miniaturowy aparat wielkości pudełka zapałek, przekazany w lutym 1979 roku, wymagał lepszego światła, niż panowało w biurze, klikał zbyt głośno, trudno było utrzymać go nieruchomo, a żeby uzyskać właściwą odległość, Tołkaczow musiał układać stos książek. Poprosił więc o zwykły aparat małoobrazkowy i w czerwcu 1979 roku dostał Pentaxa ME wraz z zaciskiem mocowanym do oparcia krzesła. Efekt był natychmiastowy: podczas gdy kilkanaście filmów z miniaturowego aparatu okazało się nieczytelnych, na spotkaniach w październiku i grudniu przekazał ponad 150 rolek doskonałej jakości, naświetlonych w domu w porze obiadowej, kiedy żona była w pracy, a syn w szkole. Dokumenty wynosił z instytutu pod grubym płaszczem, przez co zimą jego wydajność rosła, a latem spadała. W grudniu 1979 roku zaostrzono przepisy: pobranie dokumentów z biblioteki wymagało zostawienia przepustki, co odcięło mu drogę do domu. Przez kilka miesięcy fotografował więc w męskiej toalecie instytutu miniaturowymi aparatami, a gdy w lutym 1980 roku przepisy złagodzono, wrócił do zdjęć w mieszkaniu i w czerwcu przekazał niemal 200 rolek — najwięcej w całej operacji. Później nastąpiły kolejne zaostrzenia i kolejne obejścia. CIA podrobiła mu przepustkę, a on podmienił kartę wypożyczeń dokumentów na czystą, żeby w razie śledztwa nie było śladu, ile materiałów przechodziło przez jego ręce. W styczniu 1985 roku tłumaczył, że fotografuje w toalecie sąsiedniego budynku, bo ma tam większe okno i mniejszy ruch, i że cała operacja zajmuje mu 20 do 25 minut.

Wartość tego, co przekazywał, wykraczała daleko poza szpiegostwo przemysłowe. Chodziło o pełną dokumentację radarów pokładowych i systemów kierowania uzbrojeniem najnowszej generacji myśliwców, o parametry systemów przeciwlotniczych oraz o zasady wykrywania celów lecących na tle ziemi, czyli najpilniej strzeżoną tajemnicę radzieckiej obrony powietrznej. Amerykanie przestali zgadywać. Znali częstotliwości, odporność radarów na zakłócenia, martwe strefy i plany modernizacji na dekadę naprzód. W grudniu 1979 roku Departament Obrony informował dyrektora CIA, że lotnictwo całkowicie zmieniło kierunek prac nad wielomilionowym pakietem elektroniki dla jednego z najnowszych myśliwców. Wewnętrzna ocena Agencji z marca 1980 roku stwierdzała, że nigdy wcześniej nie uzyskano takiego poziomu szczegółowości na temat nowych systemów rakietowych, i to całe lata przed ich rozmieszczeniem. We wrześniu 1980 roku pisano, że wpływ tych materiałów na skuteczność amerykańskiego uzbrojenia jest nieograniczony. Specjalista sił powietrznych, który analizował dorobek agenta, ocenił oszczędności na około 2 miliardy dolarów, a była to ocena sprzed przekazania kolejnych 179 rolek filmu. Zespół powołany do przerabiania jego materiałów pracował nad nimi jeszcze około 1990 roku, 5 lat po aresztowaniu. Paradoks jego sytuacji polegał na tym, że był bogaty wyłącznie na papierze. Po długich targach ustalono w maju 1980 roku, że za rok 1979 otrzyma roczne wynagrodzenie równe pensji prezydenta Stanów Zjednoczonych, a za każdy następny rok jeszcze wyższe. Pieniądze trafiały na rachunek powierniczy oprocentowany na 8,75 procent i do końca 1983 roku przekroczyły milion dolarów, a łącznie mówi się o około 2 milionach. Sięgnąć po nie mógł dopiero po ewentualnej ewakuacji na Zachód. Wypłacano mu natomiast odsetki w rublach, po sto kilkadziesiąt tysięcy na spotkanie, przy czym on sam domagał się przeliczania po kursie czarnorynkowym, bo tylko ten uważał za prawdziwy. Amerykanie bali się, że takie sumy zwrócą uwagę organów bezpieczeństwa, więc część należności wypłacano w przedwojennej rosyjskiej biżuterii ze złota, którą można było wytłumaczyć spadkiem po matce. Poza tym prosił o drobiazgi: lekarstwa na nadciśnienie, zapalenie otrzewnej i chore zęby, zagraniczne żyletki, bo golenie radzieckimi nazywał czynnością nieprzyjemną, a przede wszystkim o rzeczy dla syna. Oleg, urodzony w 1966 roku, przeszedł ze szkoły artystycznej do instytutu architektury, więc ojciec zamawiał dla niego rapidografy, tusze kreślarskie, gumki, zachodnie albumy o architekturze, kasety z muzyką rockową, słuchawki i walkmana. Prosił też o książki dla siebie, między innymi o Biblię po rosyjsku, wspomnienia Goldy Meir i tom Sołżenicyna. Rozważał przekazywanie części swojego wynagrodzenia rodzinom represjonowanych dysydentów, ale nie znaleziono sposobu, by zrobić to bezpiecznie. Gdy CIA zaproponowała mu ewakuację razem z rodziną, odmówił przyjęcia planu. Tłumaczył, że żona nie zniosłaby rozstania z Moskwą, a syn nie wyobraża sobie życia bez przyjaciół, i napisał krótko, że nie potrafi myśleć o ucieczce, skoro nigdy nie zostawiłby rodziny.

Wiosną 1983 roku o mało nie stracił nerwów. W kwietniu w jego wydziale ruszyło pilne śledztwo dotyczące przecieku informacji o systemie rozpoznawania celów, a ponieważ miesiąc wcześniej przekazał Amerykanom właśnie te dane, uznał, że trop musi prowadzić do niego. Wziął dzień wolny, pojechał na daczę i spalił wszystko: urządzenie łączności, Pentaxa, instrukcje do skrytek i sygnałów, książki oraz pieniądze. Nadpalone metalowe resztki wyrzucał przez okno samochodu w drodze powrotnej do Moskwy. Przez kolejne dni nosił pod językiem kapsułkę z cyjankiem za każdym razem, gdy wzywano go do gabinetu przełożonego. O truciznę zabiegał od kwietnia 1979 roku, pisząc, że nie zamierza prowadzić rozmów z organami KGB, a w liście do dyrektora Agencji wyjaśniał, że rzeczy, które da się ukryć przed rodziną, nigdy nie ukryją się przed kontrwywiadem. Centrala odmawiała przez lata, aż wreszcie ustąpiła i przekazała mu cyjanek ukryty w obudowie pióra. Najbardziej gorzkie w całej tej panice jest to, że przeciek w ogóle nie nastąpił — informacje z marca nie opuściły jeszcze CIA. Rok później sam przyznał, że przesadził, i poprosił o nowy Pentax. Amerykanie odmówili, uznając wynoszenie dokumentów za zbyt niebezpieczne. Od jesieni 1983 roku operacja zaczęła się sypać. Pięć kolejnych prób spotkania zakończyło się niepowodzeniem, raz z powodu kłopotów agenta, raz dlatego, że żaden oficer nie zdołał zgubić obserwacji. Ostatnie normalne spotkanie odbyło się w styczniu 1985 roku. Tołkaczow oddał wtedy 3 zużyte miniaturowe aparaty i 16 stron notatek, dostał 5 nowych aparatów, sto tysięcy rubli i książki dla syna, a po wywołaniu filmów okazało się, że zdjęcia są nieczytelne z powodu pochmurnego dnia. Przepadły materiały, które sam opisał jako bardzo ważne dokumenty o myśliwcach frontowych lat dziewięćdziesiątych. W marcu wystawił sygnał gotowości do spotkania, otwierając inny lufcik niż zwykle, gorzej widoczny z ulicy, i nie przyszedł. Nie wiadomo, czy próbował w ten sposób ostrzec Amerykanów.

Zgubiła go zdrada w instytucji, której ufał. Edward Lee Howard, oficer CIA szykowany latem 1983 roku na placówkę w Moskwie, został wtajemniczony w sprawę Tołkaczowa, a następnie, po nieudanym badaniu wariografem i przyznaniu się do nadużyć, zwolniony w kwietniu 1983 roku. Zaczął pić, wydzwaniał do dawnych kolegów, a we wrześniu 1984 i w kwietniu 1985 roku spotkał się z KGB w Wiedniu. To on wskazał agenta. Aldrich Ames, analityk Agencji, przekazał Rosjanom listę kilkunastu źródeł dopiero 13 czerwca 1985 roku, a więc już po zatrzymaniu inżyniera, choć mógł wspomnieć o nim wcześniej, w kwietniu. Jego rola była zatem uzupełniająca, a nie rozstrzygająca. Tołkaczowa zatrzymano 9 czerwca 1985 roku, w drodze powrotnej z podmoskiewskiej daczy; według relacji akcję przeprowadzili funkcjonariusze grupy Alfa pod dowództwem Władimira Zajcewa, którzy natychmiast unieruchomili mu ręce i sprawdzili jamę ustną, by nie zdążył użyć trucizny. Kapsułki i tak przy sobie nie miał. 13 czerwca na miejsce umówionego spotkania przyszedł oficer prowadzący Paul Stombaugh i został obezwładniony przez kilkunastu funkcjonariuszy w mundurach maskujących, ukrytych w krzakach. Zawieziono go na Łubiankę, gdzie przed kamerą otwierano kolejno zawartość przygotowanej dla agenta paczki: 5 miniaturowych aparatów, 20 francuskich i 20 niemieckich piór kreślarskich dla Olega, 2 książki o architekturze, lekarstwa, atrapę książki z 250 stronami wycinków z zachodniej prasy oraz kopertę z rublami. Zatrzymanego wypuszczono po niespełna trzech godzinach, a w kolejnym tygodniu wydalono go z kraju. TASS ogłosił jego wydalenie już 14 czerwca, natomiast nazwisko Tołkaczowa podano do publicznej wiadomości dopiero 20 września 1985 roku, przy okazji ucieczki Howarda do Związku Radzieckiego. Proces przed Kolegium Wojskowym Sądu Najwyższego ZSRR zakończył się tak, jak musiał. Tołkaczow przyznał się do winy i prosił o łaskę, której nie otrzymał. Wyrok śmierci przez rozstrzelanie wykonano 24 września 1986 roku. Dzień później szef KGB Wiktor Czebrikow referował sprawę Biuru Politycznemu z Michaiłem Gorbaczowem, potwierdzając, że przeciwnik wszedł w posiadanie najważniejszych tajemnic wojskowo-technicznych kraju. Losy rodziny opisywane są rozbieżnie. Odtajnione opracowanie CIA z 2003 roku stwierdza, że nic nie wskazuje, by żona lub syn zostali uwięzieni, i podkreśla, że inżynier konsekwentnie trzymał ich w nieświadomości właśnie po to, żeby przeżyli jego dekonspirację. Późniejsze publikacje podają, że Natalia została skazana na 3 lata pozbawienia wolności za pomocnictwo w zdradzie. Zgodne są natomiast co do syna: Oleg Tołkaczow został cenionym rosyjskim architektem.

Ocena skutków tej sprawy bywa przesadzona i warto zachować tu ostrożność. Chętnie powtarza się, że to właśnie materiały Tołkaczowa przesądziły o rozgromieniu iraqiej obrony przeciwlotniczej w 1991 roku, podczas operacji Pustynna Burza. Iracki system rzeczywiście opierał się na sprzęcie radzieckim, a amerykańska wiedza o jego radarach pochodziła w niemałej części z Moskwy, jednak bezpośredniego związku przyczynowego nikt nie udokumentował, a koalicja straciła wtedy kilkadziesiąt samolotów. Nie wszyscy badacze przyjmują też całą tę historię bez zastrzeżeń — Benjamin Fischer, dawny główny historyk CIA, zwracał uwagę, że przy sześciu czy siedmiu próbach nawiązania kontaktu KGB powinno było wychwycić inżyniera znacznie wcześniej. Pewne pozostaje to, co wynika z dokumentów obu stron. Przez ponad 6 lat pracownik jednego z najpilniej strzeżonych instytutów w Związku Radzieckim, występujący w aktach Agencji pod kryptonimami CKSPHERE i GTVANQUISH, oddał Amerykanom techniczny rdzeń radzieckiego lotnictwa bojowego, a robił to z aparatem w dłoni, w toalecie własnego zakładu pracy.

Źródła:

http://arxiv.org/pdf/2411.09815.pdf

https://apps.dtic.mil/sti/citations/ADA525682

https://dn790007.ca.archive.org/.../The%20Billion...

https://irp.fas.org/congress/1991_cr/h911127-spy.htm

https://spyscape.com/.../edward-lee-howard-the-twisted...

https://www.cia.gov/.../cia-rdp86-00513r001756110002-8

https://www.cia.gov/.../aa0cfeac95.../Studies-52-2-Jun08.pdf

https://www.cia.gov/.../Review-Spycraft-Secret-History.pdf

https://www.cia.gov/.../static/The-Billion-Dollar-Spy.pdf

https://www.cia.gov/.../Tolkachev-Successor-Penkovsky.pdf

https://www.smithsonianmag.com/.../still-unexplained.../

https://www.tandfonline.com/.../02684527.2023.2269512...

https://www.tandfonline.com/.../08850607.2021.1874191...

https://zenodo.org/record/898714/files/article.pdf

źródło: " strefa milczenia" fb com/permalink.php?story_fbid=pfbid0pC71ohocDy1uy3Sb7ppMNGCKBAeQSm28pPpXWLgCh2TKb49ds91ABsZPmbhhucAyl&id=61586323103233

Lider

w Historia

115piorunów

17 września 1939 r. Zdjęcie, które obala największe kłamstwo o sowieckim „wyzwoleniu”

Są fotografie, które mówią więcej niż setki stron podręczników. Jedna z nich powinna być symbolem 17 września 1939 r. Dwaj oficerowie stoją obok siebie. Niemiecki generał Heinz Guderian i sowiecki kombrig Siemion Kriwoszein. Uśmiechnięci dowódcy dwóch armii, które zaatakowały Polskę z dwóch stron

Gruba ryba

w Ciekawostki

28piorunów


Zombie-sekretarze w ZSRR
W dość długiej historii ZSRR jedynie dwóch pierwszych sekretarzy, czyli de facto przywódców państwa, nie zmarło podczas pełnienia urzędu. Byli to odpowiednio Nikita Chruszczow i ostatni z sekretarzy - Michaił Gorbaczow.
Zarówno Breżniew, jak i następujący po nim kolejno Andropow i Czernienko zmarli krótko po sobie - w 1982, 1984 i 1985. Wszyscy trzej pod koniec życia byli potwornie schorowani i niezbyt kontaktowali w sprawach bieżących. Czernienko miał podobno większość swego urzędowania odbyć w sanatoriach i szpitalach. Jego ostatnie wystąpienie zbiegło się z wyborami powszechnymi - salę szpitala ucharakteryzowano na lokal wyborczy a ledwo trzymającego się na nogach Czernienkę podtrzymywano z tyłu, wkrótce potem zmarł, po czym w otoczeniu prezydenta USA - Ronalda Reagana- zaczęła krążyć anegdota, że rzekomo obudzony w nocy Reagan na wieść o śmierci Czernienki miał to skomentować następująco:
> Jak mam cokolwiek osiągnąć z Rosjanami, skoro ciągle mi umierają?

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Historia

21piorunów

Pakt Ribbentrop-Mołotow. "Pojęcie rozbiór Polski jest tu absolutnie zasadne"

23 sierpnia 1939 roku III Rzesza i Związek Sowiecki podpisały w Moskwie pakt o nieagresji, który przesądzał o wybuchu II wojny światowej. Dokument decydował m.in. o podziale terytorium Polski. Granica stref wpływów obu mocarstw miała przebiegać na linii rzek Narwi, Wisły i Sanu. Z tego powodu

Fanatyk

w Ciekawostki

68piorunów

W Turkmenistanie, na pustyni Kara-kum płonie sobie gaz w kraterze zwanym "wrotami piekieł". Zrobili go radzieccy uczeni, którzy w 1971 roku szukali tam gazu i owszem znaleźli, ale pechowo – zapadła się ziemia i zaczęło się ulatniać. Zdecydowali więc żeby go podpalić, to się za parę dni wypali i wsio budiet haraszo. I tak płonie nieprzerwanie od ponad pół wieku.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Derweze

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Fizyka

39piorunów
Skażenie radioaktywne w Kramatorsku – wypadek jądrowy, który miał miejsce w Kramatorsku w Ukraińskiej SRR (dzisiejsza Ukraina) w latach 1980–1989. Na osiedlu bloków z wielkiej płyty wewnątrz betonowej ściany budynku mieszkalnego znaleziono małą kapsułkę zawierającą wysoce radioaktywny cez-137, której dawka powierzchniowego promieniowania gamma wynosiła 1800R/rok[1]. Kapsułkę wykryto dopiero po tym, jak cztery osoby w bloku zmarły na białaczkę i mieszkańcy zażądali pomiaru poziomu promieniowania w budynku[1].

~
Zaginięcie kapsułki

Specjaliści ustalili, że pierwotnie kapsułka z cezem-137 mogła znajdować się w mierniku poziomu promieniowania, który był używany w kamieniołomie Karański w obwodzie donieckim pod koniec lat siedemdziesiątych. Po wypadnięciu z miernika, znalazła się w urobku, który następnie został użyty w budownictwie[1]. Żwir pochodzący z tego kamieniołomu wraz z zagubioną kapsułką został wykorzystany w budowie bloku mieszkalnego[2]. Kapsułka została zatopiona w prefabrykowanej betonowej ścianie w budynku 7 przy ulicy Mariji Prymaczenko (wówczas pod sowiecką nazwą Gwardzistów Kantemirowskich), dokładnie pomiędzy mieszkaniami 85 i 52[1].
~

Opis zdarzenia

Przez dziewięć lat w mieszkaniu 85 mieszkały dwie rodziny. Bezpośrednio przy ścianie zawierającej kapsułę znajdowało się dziecięce łóżeczko. Mieszkanie oddano do użytku w 1980 roku. Rok później zmarła mieszkająca tam 18-letnia kobieta. W 1982 r. zmarł jej 16-letni brat, a w kolejnym roku ich matka[1]. Wszyscy oni zmarli na białaczkę, jednak lekarzom nie udało się dociec pierwotnej przyczyny choroby, gdyż pokrewieństwo ofiar wskazywało na możliwe podłoże genetyczne. Dopiero kiedy do mieszkania wprowadziła się nowa rodzina, a ich syn również zmarł na białaczkę w 1987 r., jego ojcu udało się rozpocząć szczegółowe śledztwo, podczas którego w 1989 roku w ścianie odnaleziono źródło promieniowania[1].

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ska%C5%BCenie_w_Kramatorsku

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Hydepark

77piorunów

Radziecka Flota Kosmiczna - unikalna flota statków i okrętów komunikacyjnych

Radziecka Flota Kosmiczna była unikalnym w skali świata, wysoce wyspecjalizowanym zespołem dalekomorskich statków i okrętów naukowo-badawczych, pomiarowych i komunikacyjnych, powołanym do życia pod koniec lat 50. XX wieku w celu zapewnienia ciągłej łączności oraz śledzenia trajektorii statków

Fanatyk

w Hydepark

10piorunów

https://youtu.be/_c1u4KrSgfU?is=_zO20THIt0-gm3KB

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Historia

24piorunów

ZSRR zestrzelił samolot pasażerski. Zginęło 269 osób

1 września 1983 roku miała miejsce katastrofa samolotu pasażerskiego koreańskiej linii lotniczej Korean Air. Przerażający wypadek, w którym zginęło 269 osób, miał miejsce na powietrznym terytorium ZSRR. Samolot pasażerski Boeing 747 zboczył z kursu, czym od razu zaniepokoił się ZSRR – do nich bowiem

GURU

w Książki

17piorunów

Spoko ziomuś z tego Stalina. Fajny kumpel.
Dostał od kolegi zesłańca książkę Makiaweliego, a potem kazał go rozstrzelać i przynieść sobie kulę która rozwaliła mu głowę.
No normalnie do rany przyłóż. :)

Nie tylko Iwan Groźny był dla Stalina przewodnikiem, ale także, przyznać trzeba, Niccolò Machiavelli i jego Książę. Książkę tę dostał rzeczywiście na syberyjskim zesłaniu z rąk współzesłańca, Lwa Kamieniewa, późniejszego następcy Lenina na stanowisku premiera rządu sowieckiej Rosji. Zostawił wiele ciekawych uwag na marginesie tego egzemplarza, udoskonalił też myśl Machiavellego o sposobach sprawowania władzy terrorem i oszustwem, pomijając republikańską część spuścizny Florentczyka.

_Wcale nie był człowiekiem ciemnym czy niewykształconym, jak go niektórzy przedstawiają._ Stalin znał podstawy łaciny i greki (tę lepiej), których znajomość wyniósł z seminarium duchownego w Tbilisi; ponoć czytał w oryginale Platona. Nieźle znał także język niemiecki. W ogóle bardzo dużo czytał, zwłaszcza książek historycznych. Do końca życia był namiętnym pożeraczem książek, nie tylko ludzi. Charakterystyczne, łączące te dwie pasje, postscriptum do swojej lektury wspomnianego egzemplarza Księcia dopisał 25 sierpnia 1936 roku. Na rozkaz kremlowskiego „księcia” został wtedy rozstrzelany Kamieniew. _Stalin kazał sobie przynieść kulę, która przeszła przez czaszkę Kamieniewa._ Przechowywał ją szef NKWD Jeżow, który przeprowadzał operację „wielkiej czystki” i w końcu też został stracony z polecenia Wodza.

Wraz z jego śmiercią Stalin mógł zachować sobie tę pamiątkę po Kamieniewie. Dreszcz przechodzi po plecach na myśl o nieludzkim, lodowatym okrucieństwie, jakie wieje od postaci Józefa Stalina.

Czy rzeczywiście jednak tylko zimna kalkulacja polityczna decydowała o stosunku Stalina do Polski?

Myślę, że jakiś element osobistego rozrachunku mógł wystąpić w związku z wojną 1920 roku. Klęska prowadzonego przez Stalina ataku na Lwów, a dalej – jak marzył – na Budapeszt, Wiedeń, nawet Rzym – zabolała go mocno.

Został w dodatku obciążony polityczną odpowiedzialnością za niepowodzenie całego podboju Polski, ponieważ długo zwlekał z wykonaniem zatwierdzonego przez Lenina i Trockiego rozkazu przekazania Armii Konnej Budionnego na odcinek Tuchaczewskiego, czyli wprost na Warszawę. Stalin musiał wysłuchać licznych gorzkich uwag we wrześniu 1920 roku na IX Konferencji Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików), która rozliczała niepowodzenie tej wojny.

_Andrzej Nowak
Polska i Rosja_

Kraków 2022


GURU4piorunów

Nie ma wątpliwości, że to był psychopata. Niestety, coraz bardziej skłonny jestem przyznać, że był dokładnie takim psychopatą, jakiego ZSSR na czas wojny potrzebowało. Wszystko przed i po, to już premia, bo był dokładnie taki, na jakiego kacapstwo zasługiwało i jakiego oczekiwało.

GURU1piorunów

@Vampiress Temat jest tak rozbudowany, że nie sposób ująć go w tak krótkim akapicie.

Sceptycyzm ,sceptycyzmem, ale ogromne siły mieli zgromadzone, a ten obskoczony wpi€rdol nie był wcale takim spacerkiem, jak go Niemcy przedstawiali. Straty kacapów, to była hekatomba, ale na którą było ich stać, bo tylko ludzi mieli wtedy dość. Straty Niemców były ogromne i długo musieli je odbudowywać. Naruszyło to poważnie potencjał wermahtu. Nie ma sensu roztrząsać niemieckich planów, bo na żadne z nich nie było szans. Poległa ich logistyka, zanim rozładowali korki i to ogranęli, to praktycznie było już po kampanii, a kacapy zaczęli rozwozić dostawy z lend leasu. Z perspektywy czasu, to Hitler miał racje - przy takim ogromie głębi operacyjnej i takim rozciągnięciu linii zaopatrzeniowych, blitzkrieg był jedyną szansą, i wbrew powojennym wspomnieniom różnych generałów, kampania pod blitz była planowana od początku. Kiedy ten blitz poległ, a kacapska obrona okrzepła, to było już tylko przeciąganie agonii, bo w wojnie materiałowej, państwo bez bezpośredniego dostępu do surowców (Niemcy) nie miało żadnych szans. To zdobycie kacapskiej ropy jest tak mitologizowane, że hej. Zanim byliby w stanie ją przetworzyć i zacząć sprowadzać (po tak długich i narażonych liniach), to jeszcze by lata upłynęły.

Co do tej wojny materiałowej, to dziś z perspektywy ujawnionych za Jelcyna dokumentów wynika, że bez lend-leasu kacapy starcili by stolicę i większość swych sił. Czy by ich to rozłożyło, to nie wiem, bo sama wierchuszka i część sił cofać się mogła w nieskończoność. Nieograniczone możliwości manewru.

Dlatego właśnie napisałem, że sceptycyzm Stalina, jego paranoje, zbrodnie i psychopatia, to bonus, bo poza tym "drobiazgiem", to on jednak bajzel ogarnął, kiedy wszyscy myśleli, że sojuz już kaput i nie palili się brać sterów. Wystarczy przypomnieć dzień, w którym wierchuszka pojechała do daczy Stalina, co on odebrał, jako wyprawę po jego aresztowanie, a co okazało się delegacją błagalną by wracał do Moskwy.

Dobra, skończmy bo naprawdę jest to temat na tomiszcza, a nie taką dyskusję. Argumenty można odbijać w nieskończoność, a do konkluzji nie dojdziemy, bo teren był za wielki, żeby stwierdzić, że coś stałoby się na pewno.

GURU1piorunów

@Fly_agaric @Vampiress moje zdanie od dekad jest takie że wbrew propagandzie(to głównie ruskim zależy na wierze że sami szykowali atak i dlatego dostali baty) Stalin wcsle nie chciał atakować Hitlera, a na pewno nie w najbliższym czasie, bo:

Czytałem wiele lat temu, zobaczę w domu czy AI mi wygrzebie źródła, możliwe że nie bo papier:

1. Szykował kolejną czystkę w armii, nikt tego nie robi szykując napaść, a Stalin debilem nie był, wczesniejszych czystek też może by nie robił, w każdym razie nie wśród niższej kadry oficerskiej. Dlatego kazał nawet desertera z Wermachtu rozstrzelać.

2. Podobno zaraz po ataku był tak obsrany, że kilka dni nie wychodził ze swoich pomieszczeń, kiedy w końcu przyszli do niego błagać by działał (typowi rosjanie), myślał że chcą go rozstrzelać

3. Współpraca rosyjsko-niemiecka ma bardzo długa tradycję i chyba zawsze była bardzo owocna dla obu stron, były powody do zaskoczenia, de fakto Hitler popełnił wielk błąd, było najpierw skończyć na zachodzie. Wiesz co Churchill powiedział gdy się dowiedział o napaści Niemiec na CCCP? "Uff jednak nie przegraliśmy tej wojny".

GURU1piorunów

@Opornik

No dobra, ale skąd ten temat?? Nie o tym przecież rozmawialiśmy z @Vampiress

To czy chciał, czy nie, też właściwie nie ma żadnego znaczenia. Trzymał spore siły, choć wcale nie bezpośrednio na granicy, to jednak na drodze niemieckiego natarcia. Nie w ciągłej gotowości, więc raczej nie do szykowanego ataku, ale co to zmienia? To te siły właśnie najpierw dostały sromotny wpi€rdol, a potem okrzepły i napsuły Niemcom sporo krwi, bo wbrew obiegowym opiniom, broniły się dzielnie, na miarę swych możliwości. Straty Niemców były bardzo duże i sporo planów trza było przesunąć.

GURU1piorunów

@Vampiress
>KC wolał Stalina zamiast kogoś od siebie świadczy raczej o tym, że po czystkach zostali sami mierni, bierni ale wierni, a nie że wierzyli w Józefa Słoneczko

To może też, ale myślę że byli na maxa sterroryzowani po tych wszystkich czystkach i prowokacjach.

Pokaż więcej komentarzy (11)

GURU

w Ciekawostki

61piorunów

W Pałacu Sportu Łużniki w radzieckiej Moskwie odbył się pierwszy oficjalny konkurs piękności ZSRR „Moscow Beauty 1988”, który stał się prawdziwą sensacją dla społeczności krajowej i międzynarodowej.

Sponsorem konkursu był ekskluzywny niemiecki magazyn mody Burda Moden, którego właścicielka i redaktorka, pani Burda, była honorowym członkiem jury.

Udział w konkursie piękności w tamtych czasach w dużej mierze oznaczał sprzeciwienie się wciąż panującej opinii publicznej, że biorą w nim udział jedynie dziewczyny nieprzyzwoite i haniebne.

Ostatecznie konkurs wygrała uczennica Masza Kalinina. Dopiero w drugiej edycji, rok później, zwyciężczyni została ukoronowana tytułem „Miss ZSRR”.

Tytuł ten obowiązywał przez kolejne 3 lata, aż do rozpadu imperium sowieckiego i rozwiązania ZSRR, które zniknęło w annałach historii.

„Moje hobby to stanie w kolejce po chleb i kupowanie podróbek Levi'sów na czarnym rynku”

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Historia

15piorunów

Jak ropa utopiła ZSRR. Tajny plan USA i Arabii Saudyjskiej. Amerykańskie akcje specjalne na świecie.

Cześć. W najnowszym odcinku serii Powojnie sięgam po rzadko poruszany wątek upadku Związku Radzieckiego. Okazuje się, że w zwycięstwie nad sowieckim imperium Amerykanom pomogli Saudowie. Drastyczne obniżenie cen ropy w połowie lat 80-tych doprowadziło gospodarkę ZSRR na skraj zapaści. Waszyngton

Gruba ryba

w Ciekawostki

42piorunów

Sowiecki plan odpolszczenia Lwowa. Do więzień trafiło kilka tysięcy Polaków…

4 stycznia 1945 r. we Lwowie trwały masowe aresztowania Polaków przeprowadzane przez NKWD.  Tajny „Plan przeprowadzenia operacji zatrzymania antysowieckiego nacjonalistycznego elementu spośród polskiej ludności miasta Lwowa” został zatwierdzony 21 grudnia 1944 r. przez naczelnika UNKGB obwodu

GURU

w Hydepark

37piorunów

Radziecki plakat z podpisem „Zróbcie miejsce dla kukurydzy!" z czasów Chruszczowa, lata 60.

Chruszczow zobaczył uprawy kukurydzy na farmie w Iowa i zainspirował się do zasiania tego cudownego warzywa w całym ZSRR.

Chruszczow uważał, że dzięki niej uda się rozwiązać problemy żywnościowe Związku Radzieckiego. W owym okresie szczytem patriotyzmu ludzi radzieckich było hodowanie kukurydzy w doniczkach w mieszkaniach. Budowniczowie zainspirowani nową modą budowali nawet bloki w formie kolby kukurydzy. W erze podbojów kosmicznych powszechnie funkcjonującym żartem było stwierdzenie, że jeśli Związek Radziecki skolonizuje księżyc, to Chruszczow zasieje tam kukurydzę.

Wódz nakazał, lud czyni.

Oczywiście, radzieckim zwyczajem, wybrano pola w tych w miejscach, które nie nadawały się do uprawy kukurydzy, np Syberia. Zignorowano również zalecenia dotyczące nawożenia i uprawy. Ponadto ZSRR nie dysponował sprzętem do zbioru kukurydzy w takich ilościach. Rezultatem były nieurodzaje i niedobory żywności, a ostatecznie konieczność importu zboża.

GURU5piorunów

@alaMAkota czyli ruski klasyk UUUURRRRAAAAA a potem CHUUUUJAAAA

do d⁎⁎y k⁎⁎wa, zakaly europy

GURU15piorunów

@Sweet_acc_pr0sa hmmm. Ściągnęliśmy do Polski barszcz sosnowskiego z ZSRR jako obiecująca roślina pastewna do karmienia bydła, ceniona za wysoką wydajność i wartość odżywczą, 
Wyszło jak wyszlo

Pokaż więcej komentarzy (7)

GURU

w Hydepark

80piorunów

Radzieccy urzędnicy oglądają szczątki kosmonauty Władimira Komarowa po katastrofie Sojuza 1, ZSRR, kwiecień 1967 r.

Komarow zginął, gdy główny spadochron statku nie otworzył się poprawnie podczas powrotu na Ziemię, co spowodowało zbyt szybkie uderzenie statku o ziemię ( z prędkością ok. 140km/h, a nie 11 km/h, jak było zaplanowane.)

Start Sojuza 1 odbył się bez zakłóceń o świcie 23 kwietnia 1967 roku. Wkrótce po osiągnięciu przez statek zaplanowanej orbity okazało się, że nie rozwinął się jeden z paneli słonecznych statku, powodując deficyt energetyczny i blokując jonowy czujnik orientacji. Po upływie doby Komarow dostał polecenie powrotu na Ziemię. Po przeprowadzeniu udanego procesu hamowania, statek rozpoczął powrót. Jednak kolejna awaria, tym razem czujnika ciśnienia atmosferycznego spowodowała, że nie otworzył się spadochron główny. Komarow próbował uruchomić zapasowy, lecz ten blokowany przez spadochron główny, nie rozwinął się. Pozbawiony prawidłowego hamowania Sojuz 1 wraz ze znajdującym się w środku kosmonautą, uderzy o ziemię. W kabinie wybuchł pożar. Wadimir Komarow zginął na miejscu. Lot trwa 26 godzin i 47 minut.

Statek wystrzelono w ramach przygotowań do programu lądowania na Księżycu. Misja miała być realizowana wspólnie z Sojuzem 2, którego start zaplanowano na następny dzień, ale w związku z katastrofą Sojuza 1 anulowano. Decyzję o realizacji programu, mimo znalezienia w nim około 200 błędów projektowych, podjęli najwyżsi przywódcy ZSRR, wśród nich Leonid Breżniew i marszałek Ustinow. Późniejsza kontrola pozostałego na Ziemi Sojuza 2 wykazała, że miał on podobne usterki, jak Sojuz 1. Pogrzeb Władimira Komarowa odbył się z udziałem najwyższych władz ZSRR, w obecności tłumów ludzi. Jego prochy wmurowano w mur Kremla. Na miejscu katastrofy pod Orenburgiem, gdzie statek uderzył o ziemię, nie do końca uprzątniętym przez służby ratunkowe, okoliczna młodzież z pozostałych szczątków statku zbudowała Władimirowi Komarowowi drugi, symboliczny grób

Fanatyk5piorunów

Tak wyglądał radziecki program kosmiczny po śmierci Korolowa. Jedynej osoby która rozumiała, że trzeba robić dobrze, a nie szybko. Z góry szedł nacisk żeby było szybko, na pewno szybciej niż Amerykanie, no i rzecz jasna taniej, bo przecież skoro pierwsi wysłali człowieka w kosmos, to dlaczego tego sukcesu nie powtórzyć, tylko taniej?

Autorytet0piorunów

@ZohanTSW to też nie tak - ZSRR program przegrał między innymi dlatego, że był droższy, bardziej rozproszony, miał wieczne opóźnienia, a ostatecznie to decyzje Koroliowa go ustawiły w gorszej pozycji. Ot, spotkało się dwóch bokserów wagi ciężkiej i jeden wygrał na punkty. Jakby nie patrzeć decyzje polityczne i naciski pchnęły do przodu ten sam pomysł w USA, i też były ofiary - jak choćby Apollo 1. I też miel własne problemy, a cześć "pierwszych" wysyłali tygodnie przed sowietami. No i ciężko mówić, że radziecki program zdechł, jeśli prężnie hulał do lat 80., mimo coraz większego zacofania ruskich względem cywilizowanego świata. Mieli własną stację kosmiczną, sondy międzyplanetarne, a ostatecznie brakło kilku lat, żeby wysyłać wahadłowce.

Pokaż więcej komentarzy (13)

GURU

w Historia

21piorunów

„Wielki Terror” w ZSRS w okresie 1937-1938. Masowa zbrodnia na własnym społeczeństwie.

***    Oryginalny artykuł zawiera drastyczne zdjęcie: Fot. Zwłoki ofiar mordu w Winnicy ekshumowane przez okupanta niemieckiego w 1943. *** Masowy terror przeciwko własnemu był jedną z najbardziej charakterystycznych cech władzy bolszewickiej w Rosji a od 1922 roku w ZSRS począwszy od rewolucji