Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

scorpGruba ryba

Dołączył/a:

  • 741 wpisów
  • 2409 komentarzy
  • 11 obserwujących

GURU

w Bieganie

101piorunów

PSG GARMIN PÓŁMARATON GDAŃSK

Założenia na ten start były takie: Zacznij konserwatywnie. Pierwsza połowa nie może być wymagająca. Jeśli się nie przepalisz w pierwszej połowie, życiówka powinna być w zasięgu.

Od piątku zaczęłam ładowanie węglowodanów. Tego dnia spożyłam około 540 gram węglowodanów (około 9,5 grama na kilogram masy ciała). W sobotę, było to już około 690 gram węglowodanów (około 12 gram na kilogram masy ciała). Czułam się dobrze, nie odczuwałam obciążonej pracy żołądka i jelit. Spałam bardzo dobrze. Przy takich dniach, gdzie muszę zjeść sporą ilość jedzenia, moją taktyką jest spożywanie większej ilości w pierwszej części dnia, tak by nie zapychać się na noc. Lepiej mi się śpi jak mam uczucie lekko pustego żołądka.

Start półmaratonu był przewidziany na godzinę 10:00. Fala, w której uczestniczyłam, startowała o 10:01. Na miejsce imprezy zjawiliśmy się koło 9:20. Gdy szliśmy w stronę stadionu, minęliśmy się z przyszłą rekordzistką Polski na dystansie półmaratonu, Elą Glinką.

Na miejscu poczyniliśmy takie kroki - kolejka do toitoia, potem przebranie się, pozostawienie depozytu. Zostało 20 minut do startu, przydałoby się rozgrzać. Z racji, że startowało koło 15 000 osób na dystansie półmaratonu, ciężko było znaleźć przestrzeń do potruchtania. Nie rozgrzałam się tak jak chciałam, ostatecznie wyszedł jogging przeplatany marszem z racji wyprzedzania ludzi.

Około 9:50 zameldowałam się w strefie startowej. Przyjęłam żel. Byłam zaskoczona, jak słońce grzało. Pogoda była jak na zamówienie. Znikomy wiatr (!), pojedyncze chmury na niebie. Nawet nie „wychłodziłam” się w oczekiwaniu na start.

10:00, elita wystartowała. Minutę za nią, ruszyła i nasza fala. Jedziemy z tym.Nie było ciasno na początku, co mnie cieszyło, czułam się dosyć bezpiecznie.Z tyłu głowy non stop – biegnij zachowawczo, nawet jeśli Cię niesie – trzymaj się bliżej tempa 4:20. Ma być serio luz.

Pierwszy kilometr wybił. Tempo 4:18. Dobrze, lecimy tak.
Drugi, w 4:16. Ok, ale muszę się pilnować by trzymać bliżej 4:20. Na kolejnym kilometrze mijamy Norbiego z ekipą, którzy nam śpiewają Kobiety są gorące. Dodatkowo pociąg intercity, który jechał wzdłuż drogi którą biegliśmy „zatrąbił” na nas w sportowym rytmie co było pozytywne. Fajny vibe wleciał, przy pełnym słoneczku. Trzeci i czwarty kilometr wbija w tempie 4:16.

Zza zakrętu pojawia się lekki podbieg, przy zieleniaku. Piąty kilometr wpada zatem w tempie 4:22.

Pojawia się pierwszy punkt odżywczy i walka o utrzymanie tempa. Przed Tobą masa biegaczy zwalnia, by złapać kubeczek od wolontariusza. Trzeba wykazać się nie małą cierpliwością wobec innych biegaczy, którzy albo na się wciskają przed Ciebie lub dosłownie przed Tobą zatrzymują się bądź wylewają na Ciebie niechcący zawartość kubeczka. Udaje mi się złapać i swój kubeczek. Próbuję ukształtować go w dziubek by łatwiej przenieść jego zawartość do buzi. Biorę dwa łyki. Oglądam się za siebie czy nikogo nie ma bezpośrednio za mną i wyrzucam kubeczek na „strefę zrzutu”.

Zaraz i wbija szósty kilometr, w tempie 4:16.

Dobra, przede mną zaczyna się podbieg na 7 i 8 kilometrze. Koniecznie zwolnij, nawet jakby to miało być 4:30-4:40. Nie możesz się na nich przepalić. Niech Cię inni wyprzedzają jak chcą. Ostatecznie kilometr 7, 8 i 9 wchodzą kolejno po 4:18, 4:25 i 4:21. Pojawia się symptom delikatnej kolki, podbieg minimalnie dał znać.

Przyjmuję żel chwilę przed punktem odżywczym. Łapię kubeczek i tak samo jak poprzednim, łapię 2-3 łyki wody.

Wybija 10 kilometr, tempo 4:20. Okej, to już prawie połowa. Zaraz kolejny podbieg, nie przyspieszaj.
11 i 12 kilometr wybijają po 4:16 i 4:25. Połowa za mną. Wyczekuję już skrętu w okolicach 13 kilometra. Tam, bieg już zaczyna się bardziej z górki i trasa zaczyna zawracać na stadion.

Jest i on, zaczyna się zbieg. Grawitacja i zbieg sprzyjają mi, wymijam coraz to więcej biegaczy. 13 kilometr wchodzi po 4:11.
Wiem, że to nie jest już czas na dalsze trzymanie bezpiecznego tempa. Należy chociaż minimalnie przyspieszyć, dalej z pokorą ale to już ten czas na lekkie nadgonienie czasu.

14, 15 i 16 kilometr wpadają po 4:16, 4:19, i 4:13. Na 16 kilometrze, wyprzedzam jakąś kobitkę, która woła do mnie „Super Ci idzie, świetna robota”. Było to bardzo miłe z jej strony.

Przed 17 kilometrem mijam ostatni punkt odżywczy i tak ja przy poprzednich, łapię kubeczek i biorą kilka łyków wody.

Grupy biegaczy są już bardzo rozrzedzone, w większości jest to bieg samotny gdzie czasem ja kogoś wyprzedzam, czasem ktoś mnie. Muszę już się pilnować i skupiać, aby trzymać tempo w okolicach 4:15, robi się coraz miej luzu.
17 i 18 kilometr wchodzą kolejno po 4:15 i 4:14

Widzę już w oddali stadion. Wiem, że jest to już kwestia parunastu minut i jestem na mecie. Jeszcze tylko „pokonać” podbieg na wiadukt i jesteś w domu. Zaczynam podbieg. Zwalniam, bo jest serio solidny. Staram się nie myśleć o tym, jak długi on jest. Po prostu trzymam rytm i krok za krokiem lecę. Szczyt już coraz bliżej. Wybija 19 kilometr, tempo 4:18. Oddech coraz cięższy. W końcu, udało się, teraz będzie z górki.

Chcę przyspieszyć, ale brzuch zaczyna mi puszczać. Okropnie mnie zaczynają boleć mięśnie brzucha. Każdy krok i napięcie, to kłucie po obu stronach bioder. Kurde, to już tylko około 1,5 kilometra. Brakuje mi przestrzeni do przyspieszenia, ból za bardzo mi wpływa na głowę.Wybija kilometr 20, tempo 4:21.

Zaczyna się katorga, mięśnie przy żebrowe również zaczynają boleć. Normalnie jakbym miała kilka kolek na brzuchu. Dodatkowo bardzo mi się dłuży trasa, są to same zawijasy wokół i po stadionie. Za każdym zakrętem liczę na to, że zobaczę już metę. Każde kolejne 100 metrów to po prostu walka by nie zwolnić.

Ostatnie półkole wokół stadionu. Tłum wiwatuje. Słyszę spikera. Zegarek wybija 21 kilometr – tempo 4:26. To już tylko sekundy.

Przekraczam linię mety. Od razu przechodzę na bok, i padam na czworaką pozycję by dojść do siebie. Wynik netto: 01:31:15. Po chwili wstaję i idę odebrać medal. Jest genialny, świetnie się prezentuje.

_Nec temere, nec timide_ – taki napis widnieje z tyłu medalu. Jest to oficjalna łacińska dewiza Gdańska, która oznacza „Ani zuchwale, ani tchórzliwie” (lub w swobodniejszym przekładzie: „Bez strachu, ale z rozwagą”).
I dokładnie tak, bym opisała ten bieg.

Autorytet2piorunów

Brawo Ty, niezmiennie z każdym wpisem podziwiam Ciebie i Twoją wytrwałość. Tylko w końcu nie wiem, udało się zrobić życiówkę?
@scorp a jak Tobie poszło?

Pokaż więcej komentarzy (30)

Gruba ryba

w Sztafeta

27piorunów

33 713,61 + 0,51 + 21,19 + 1,01 + 5,01 + 5,01 + 5,37 + 9,01 + 5,01 + 3,60 + 0,70 + 1,10 + 2,50 + 10,00 + 5,00 = 33 788,63

Zbiorczo od początku miesiąca. Niestety nie mogłem trenować z uwagi na kontuzję, której się nabawiłem przy starcie w Półmaratonie Warszawskim 3 tygodnie temu. Cele były ambitne - chciałem się zakręcić koło 1:16, niestety na drugim kilometrze musiałem zejść z trasy bo czwórki w obu nogach zaczęły palić potwornym ogniem. Od tamtej pory praktycznie nie biegałem - odpoczynek, kuracja u fizjo, igłowanie...

Po dwóch wizytach u fizjo stwierdziłem, że zrobię sobie dzisiaj test nóg: wystartuję w Gdańsku. Bez żadnych założeń, ze strachem jednak że znowu mi się nogi wyłączą. Także nie byłem nawet pewien czy w ogóle dam radę dobiec do mety... Finalnie dobiegłem, czas jak na 3 tygodnie bez treningu przyzwoity. Najważniejszy wniosek jest taki że nogi najwyraźniej zaczęły znowu działać - wracam do kucia formy :smiley:

FAJNIE. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

*

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Hydepark

30piorunów

Dodatkowe parę słów:

Heroes IV - to była pierwsza gra jaką zainstalowałem kiedy w wieku kilku lat dostałem od rodziców komputer

Serious Sam The Second Encounter - gra najbliższa memu sercu. Setki, może nawet tysiące godzin spędzone w multiplayerze. Bardzo specifyczne, hermetyczne i dosyć mała społeczność graczy. Tworzyły się tam klany, były organizowane turnieje klanowe / turnieje międzynarodowe gdzie kilka razy reprezentowałem Polskę :grinning: Kawał wspomnień!

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Hydepark

95piorunów

Mamy aferę na chacie, mówię, że zrobie nam chleb w jajku a @scorp mi wyskakuje, że to jajochlebki.
Rozwiążmy to.

Jak nazywasz to narodowe danie

  • chleb w jajku43% (210 głosów)
  • jajochlebek31% (152 głosy)
  • Op to pedauka26% (124 głosy)

486 głosów

Pokaż więcej komentarzy (51)

GURU

w Sztafeta

67piorunów

33 457,32 + 0,71 + 21,21 = 33 479,24

Półmaraton w Gdańsku.

Życiówka poprawiona o prawie 20 sekund. Może nie dużo, ale mnie cieszy. :)

Medal pierwsza klasa.

Potem więcej skrobnę na

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (8)

GURU

w Stacjonarny Równik

34piorunów

14 409 + 16 = 14 425

Wirtualny pedał. Zamówiłam pizze i kręciłam do czasu dostawy. Wyrobili się w 40 minut.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (13)

GURU

w Księżycowy spacer

36piorunów

301 123,92 - 3,42 - 3,42 - 2,47 = 301 114,61

Dziś nie biegowy, to wleciały spacerki. W tym ostatni spacer na rozpoczęcie carbloadingu mocnym asortymentem, pizzunią i jagodziankami.

Btw. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że hawajska to wybór @scorp

Od jutra ucinam również białko i tłuszcze. High carb ftw.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (21)

Gruba ryba

w Sztafeta

28piorunów

30 488,52 + 13,00 + 12,70 + 4,10 + 6,70 + 21,37 + 15,20 + 12,00 + 12,40 + 13,60 + 12,50 + 19,60 = 30 631,69

Zaległe treningi z dwóch tygodni.

Dzisiaj wpadło 10 km ciągłego biegu w tempie maratońskim. Weszło z zapasem po 3:54/km.

Za tydzień półmaraton praski, nie wiem co pobiegnę bo nie zakładam robienia mocniejszego tapera - pobiegnę tyle ile dam radę bez większej spiny. Będzie test formy.

FAJNIE. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Hydepark

36piorunów

@cweliat

Waga: 76,8 kg

Bebzon: 83 cm

No ewidentnie mi nie idzie w odchudzanie w wakacje, praktycznie stoję w miejscu i tylko się oszukuję że zrzucę wagę. Mam jeszcze dwa miesiące na zrzucenie tych 3-4 kg, ale musi mi przełącznik pyknąć w głowie bo teraz to ewidentnie we łbie pustka. :clown_face:

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Sztafeta

33piorunów

28 194,53 + 23,17 = 28 217,70

Spokojne wybieganko w formie czeskiego papatonu

Czilera

FAJNIE. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (5)