@Czokowoko Z moją lubą co do zaręczyn dogadaliśmy się tak mniej więcej w trakcie drugiej randki - że będzie to mniej więcej 1,5 roku po rozpoczęciu związku, a ślub za kolejne 1,5 roku.
Na jakieś 0,5 roku przed zaręczynami zapytałem jaki jest wymarzony pierścionek, jaki metal, jaki kamień, etc - na podstawie zebranych danych zamówiłem co trzeba. Niedługo później uzgodniliśmy, że super by było zaręczyny zrobić we Włoszech, więc zorganizowaliśmy prawie 2-tygodniową wyprawę do Włoch i mieliśmy rozpiskę jakie miejsca będą najlepsze - finalną decyzję chcieliśmy sobie zostawić do podjęcia na bieżąco.
Jak już byliśmy we Włoszech, to pierwsza opcja zaręczynowa nie wypaliła ze względu na mój gorszy stan zdrowia i przeokrutne tłumy (Villa del Balbianello)
Drugie podejście było jak byliśmy w Cinque Terre, acz pierwszego dnia byliśmy w Portovenere - i generalnie jak dojechaliśmy, to wiedzieliśmy, że to będzie to miejsce, pozostało tylko konkretną lokację. Weszliśmy na dach kościoła, skąd był przecudowny widok... no i czekaliśmy na to, aż nikogo innego nie będzie xD
CZEKALIŚMY PONAD 2h XD W międzyczasie ze skarpy naprzeciwko skakał jakiś koleś do wody, zbierając przy tym w naszym punkcie widokowym dużo ludzi, była obok nas grupka staruszków, która przez 15 minut debatowała nad widokiem i nad tym, co widać na horyzoncie, była inna para, co do której byliśmy absolutnie przekonani, że też chcą się zaręczyć w tym miejscu i tak patrzyliśmy na siebie wzajemnie (po czym na parę minut zeszliśmy, bo ktoś musiał ustąpić xD), była jakaś muzułmanka z koleżanką, był pan wannabe David Hasselhof. i tak dalej xD
Najbardziej stabilną współtowarzyszką oczekiwania była mewa, która stała sobie przez te prawie 2h tuż obok nas, prawie na wyciągnięcie ręki - i nawet jak jacyś inni ludzie próbowali do niej wyciągać ręce i ją w ten sposób strasząc, to odlatywała na moment, robiła kółko, i wracała do nas xD Nazwaliśmy ją roboczo Bozia i teraz każda mewa to jest Bozia xD
No ale finalnie po ponad 2h śmiechu z każdą kolejną prawie-pustką (co ktoś ostatni już miał schodzić, to ktoś nowy wchodził xD), około godziny 17, w końcu zrobiło się pusto, ja klęknąłem (bez niespodzianek), moja luba klęknęła (tu już dla mnie niespodzianka), wymieniliśmy się obrączkami, pozachwycaliśmy się swoją obecnością w tak pięknym miejscu i wróciliśmy do miasta xD
A wieczorem udaliśmy się na znakomitą lokalną pizzusię, bardzo serdecznie polecam