winetOsobistość
0piorunówHydepark Domyślna
Kategoria: Hydepark
- 5741 członków
- 244009 wpisów
alaMAkotaGURU
4piorunówUkraińskie Siły Obronne po raz pierwszy wykorzystały transport naziemnego robota bojowego za pomocą ciężkiego drona. Stosując taktykę „torbacza”, dron dostarczył platformę robota ARK-1 z miną przeciwpancerną za linię frontu, a następnie uwolnił ją, aby wykonać swoją misję. Technologia ta pokonuje ograniczenia mobilności robotów naziemnych i zmniejsza ryzyko dla żołnierzy.
Ukraińskie wojsko stosuje już podobną zasadę w przypadku dronów FPV: duże drony dostarczają mniejsze drony bliżej celu, po czym autonomicznie wykonują swoją misję.
Według publikacji, siły ukraińskie przetestowały również morską wersję tej taktyki. Podczas pierwszego bezzałogowego lądowania na Mierzei Kinburn, bezzałogowy statek dostarczył na brzeg robota gąsienicowego ze zdalnie sterowanym karabinem maszynowym. Po wylądowaniu ruszył w głąb lądu, prawdopodobnie w celu przeprowadzenia rozpoznania i poszukiwania pozostałych wojsk rosyjskich.
Pomysł wykorzystania dronów do dostarczania innych dronów lub robotów naziemnych istniał jeszcze przed wybuchem wojny na pełną skalę. Jednak, jak zauważa Forbes, to Ukraina jako pierwsza zastosowała to podejście w rzeczywistych warunkach bojowych.
Pentagon testował podobne technologie w latach 2003, 2009 i 2014. W ramach projektu STORK dron zrzucał na spadochronach robota naziemnego w celu wykonania misji rozpoznawczych, a bezzałogowe śmigłowce Fire Scout i K-MAX ćwiczyły dostarczanie platform robotycznych. Jednak żaden z tych projektów nigdy nie został wykorzystany w rzeczywistych warunkach bojowych.
Info na podstawie Forbsa
Zaraz wyślą T-1000 w przeszłość do likwidacji putina.
DudleusFenomen
0piorunówZrobiłem dobre wyświetlenia na tik toku. Miałem gorszy wieczór to se wrzuciłem wypowiedź o filmach na p i transami z którą się utożsamiam.

FisheryGruba ryba
10piorunów#konsole #gaming #playstation
Dobrze że swoje ps5 puściłem do żyda.

J⁎⁎ać konsole, to od zawsze było korpo pół-niewolnictwo.
vrkrGruba ryba
6piorunów
@vrkr aaaalbo możesz rozjebać tę całą dolinę jakimś dojebanym spellem :grinning:
RACOFanatyk
14piorunówLecimy nisko nad lasami, polami i łąkami, a kolejne przynęty znikają pod samolotem, trafiając tam, gdzie mają największą szansę zostać znalezione przez lisy. To rutynowa robota, ale widoki z góry potrafią wynagrodzić każdą godzinę lotu.
I wtedy na horyzoncie pojawia się LICHEŃ.
Patrzę przez okno i dosłownie na chwilę zapominam o wszystkim. Bazylika z tej wysokości wygląda wręcz nierealnie. Złota kopuła błyszczy w słońcu, monumentalna bryła dominuje nad okolicą, a cały kompleks jest tak idealnie rozplanowany, że trudno oderwać wzrok. W tym momencie mam tylko jedną myśl: ja pi⁎⁎⁎⁎lę, jakie to jest piękne. Serio, przy tym widoku wszystko inne to c⁎⁎j. Możecie mi opowiadać o najbardziej znanych zabytkach świata, ale z perspektywy samolotu lecącego nad Licheniem ten widok robi takie wrażenie, że przez chwilę nie istnieje nic poza nim.
Wprawdzie bylo to kilka lat temu ale Notre-Dame to przytym to c⁎⁎j.
@sckb mialem wołać

Masz rację, przepiękne. Natomiast żeby zobaczyć jaka to jest wiocha i obciach to trzeba jednak zwiedzić choćby pobieżnie od środka
biały dom się chowa( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ)
boogieLider
1piorunówChyba się jej silnik popsuł :)
boogieLider
3piorunów@boogie pocięte - gdzie całość?
@fadeimageone nie mam 😒
@fadeimageone znalazłem więcej, ale całość powinna by na #netflix
Neal Brennan Has a Plan to Test the 2nd Amendment | Netflix
Neal Brennan Has a Plan to Test the 2nd Amendment | NetflixAuf YouTube findest du die angesagtesten Videos und Tracks. Außerdem kannst du eigene Inhalte hochladen und mit Freunden oder gleich der ganzen Welt teilen.YouTubeboogieLider
14piorunów#smiesznypiesek w obronie uciśnionych!
boogieLider
20piorunówBo życie to nie GTA xD
@boogie Azjata mistrz. , co za kocie ruchy
@boogie dwóch ostatnich dobrych w Dżudzie, piękne podcięcia
alaMAkotaGURU
25piorunówBartłomiej Kubkowski pokonał 160 kilometrów przez zimny Bałtyk bez ani jednej przerwy i bez snu. Przeprawa trwała 56 godzin. Za piątym podejściem ustanowił historyczny rekord, zostając pierwszym człowiekiem, który przepłynął Bałtyk ze Szwecji do Polski.
Z powodu zimna, fal i skrajnego wyczerpania sportowiec zaczął mieć halucynacje. Gdy trafił do szpitala, był ledwo przytomny. Pierwszą rzeczą, o którą poprosił, były kotlety mielone i ogórki małosolne.

Ej ale malosolnych to by zjadl..
@ErwinoRommelo Ja już zjadł.
@Fly_agaric ehh taki to pozyje
to kiszonych już nie chciał?
alaMAkotaGURU
12piorunówDla tego pana to było chyba ostatnie selfie w życiu.
#koreapolnocna #korea takie smutne #heheszki
https://youtube.com/shorts/s-tvEf5YNH4?is=p1VN8jL6a02Z0e5A

Suicide by selfie.
peposlavGruba ryba
7piorunówCzym się różni typowy prawak od przeciętnego jabłka
Przeciętne jabłko, prędzej czy później, dojrzeje.
#heheszki #heheszkipolityczne #suchar #pasjonaciubogiegozartu
Ale dziela tez jedna bardzo dobra ceche : predzeje czy pozniej zgnija i popadna w zapopnienie
sireplamaGURU
2piorunówIle Cię stać - myślę, że między 500, a 1000 będzie ok. Jak jesteś bogolem albo lekarzem to daj 10 000
@peposlav więcej, jak jesteś zamooożny... XD
Nie znamy Twojej sytuacji finansowej. Prawie 20 lat temu dostałem od chrzestnej 1,5k z tego co pamiętam, od chrzestnego ciut mniej. Dziadkowie i chrzestni w moich stronach dają najsolidniejsze koperty, ale nie wszędzie tak jest zapewne.
ErwinoRommeloGURU
12piorunówJprd HRka budzi czlowieka o 12h d⁎⁎e zawraca testy jezykowe kiedy wyslac chuje muje a na koniec mi mowi 6,6k cebulionow brutto xddd gdyby nie to ze miala sexy glosik to bym ja wysmial, za tyle to ja na produkcje wole isc i z chlopakami na magazynie jointy palic.
@ErwinoRommelo czy sytuacja na rynku świń jest już tak zła że nie każesz jej podać widełek na początku rozmowy? 😛
xniorvoxFanatyk
9piorunówW-221H 😁
Już dobrych kilka miesięcy za mną chodził, tylko czekałem aż się w Europie pojawi, bo na aukcjach było zdzierstwo. Ale w końcu sprzedawcy trochę spuścili z tonu, a mnie znudziło się czekanie i się spotkaliśmy przy ok. 50 euro z dostawą. To egzemplarz z rynku japońskiego, była przy nim przywieszka z sugerowaną ceną detaliczną 6050 jenów, czyli 143 złote.
A sikor jest po prostu za⁎⁎⁎⁎sty, zwłaszcza jak kto ma duży nadgarstek. Wielkie cyfry, nie trzeba podnosić do oczu – to świetny pomysł, żeby sekundnik przenieść niżej. Fajne bursztynowe podświetlenie, które może migać przy alarmie, co jest fajną nowością. Bardzo fajne i wygodne przyciski, miękki plastikowy pasek. Poza tym na pokładzie stoper, minutnik, trzy alarmy, world time, automatyczny kalendarz, bateria na 10 lat i wodoszczelność 5 bar, czyli wszystko co zegarkowe tygryski lubią najbardziej. Wadę widzę tylko jedną: nie da się przestawić na europejski format daty dzień-miesiąc, musi być po amerykańsku miesiąc-dzień. No i wygląd, mówią że jak jakiś aparat do mierzenia ciśnienia – ale mnie się akurat podoba 😁

A mierzy cisnienie @xniorvox ?
Bardzo fajny sikorek,tegoroczna nowosc.
Szkoda,ze jeszcze cubitus nie jest dostepny z krajowej dystrybucji: https://www.zegarek.net/blog/marki-i-kolekcje-zegarkow/casio-vintage-mtp-b195-nowosc-2026-osmioktny-zegarek-casio
@xniorvox o ja pierdzielę, ale piękny. Jak tylko wrócę z urlopu, to sobie kolejnego casio zamówię.
"musi być po amerykańsku miesiąc-dzień"
to jest chyba przypadłość też innych modeli. Mam AE-1300 i też jest taki format.
to jest chyba przypadłość też innych modeli
To prawda, podobnie jest też w niektórych G-Shockach, zależy od modelu. Trochę to irytujące, bo przecież nie wymaga żadnego hardware'u, a i software'owo chyba nie zajmuje jakichś dużych zasobów.
boogieLider
16piorunówKolega @HerrJacuch już w najbliższą sobotę się zaobrączkuje. Najlepszego na nowej drodze życia :slightly_smiling_face: Wszyscy współczujemy 😛

@boogie o jezuuuuu 😭
Szkoda chuopa
boogieLider
6piorunówE Corp

Łoj, prowokujesz.
A ja chlop prosty i bezkonfliktowy.
walus002Fanatyk
12piorunówKlasyczne A4 jest klasyczne.
Oczywiście wypadki tam gdzie nie ma odcinkowych pomiarów.
J⁎⁎⁎ni debile.

Nie generalizuj - raz utkanlem na pare h (lądowanie helikoptera i rzekomo przyjazd prokuratora) na Kostomloty-Katy w strone DE rok temu w wakacje - wlasnie na Odcinkowym pomiarze - moze ktos sie obudzil widzac oznaczenie konca odcinka? postanowil zachamowac? - nie wiem - ale w tym przypadku za gwaltowna reakcje moglbym nawet obwinic OPP.
podobnie (w godzinach szczytu, piatki po poludniu itp) tez na tym odcinku ale juz w strone Wro - chyba tez ktos dopiero zauwaza, ze sie konczy, gwaltownie hamuje - a pozniej to zwykla propagacja fali hamowania - zwykle nic sie nie dzieje, ale bywa, ze ktos sie zagapi (raz widzac pedzaca rakiete zjechalem nie tylko na bok tylko az kolami w to bloto przy barierce rozdzielajacej jezdnie i chyba tylko dzieki temu koles sie zatrzymal miedzy pasami majac zderzak na wysokosci mojego pasazera...)
@walus002 dzień bez korku na A4, dniem straconym. To gówno nie powinno mieć miana autostrady. Oby zbudowali szybko to obejście, bo tam jest k⁎⁎wa dramat.
RedCrescentGruba ryba
8piorunówto moze juz cos na jutro (Komsomolska Prawda, długie, jest o zyciu w Rosji, o tym jak sie rozwiazuje sprawy w "obronie rodziny, co jest wazne dla Rosjan - i ogolnie - o rosyjskiej duszy"):
„Strach zabił profesora”: Kto tak naprawdę ponosi winę za śmierć naukowca Zezina, który powstrzymał chłopców na polu z grochem – ZDJĘCIE
Naukowiec Zezin przed śmiercią bardzo przeżywał z powodu zgłoszenia na niego na policję
Władimir WORSOBIN
Kto tak naprawdę ponosi winę za śmierć naukowca, który zatrzymał chłopców niszczących jego pole hodowlane, ale ostatecznie został pobity przez ich rozgniewanych ojców? Publicysta KP.RU Władimir Vorsobin udał się do Jekaterynburga, aby zbadać tę wymykającą się logice historię, która wywołała burzę w sieciach społecznościowych w całym kraju.
„Sasha uważa, że ma rację i będzie walczył do samego końca. Nie da się go złamać!”
Żona nowej rosyjskiej gwiazdy — Aleksandra Reveruka, którego nienawidzi niemal cały rosyjski internet — próbowała posadzić swojego młodszego syna, Vovę, w wózku.
Rozegrała się walka znana wszystkim mamom. Ale Władimir Aleksandrowicz, w czapce z dumnym napisem „Cały po ojcu”, był rzeczywiście cały po ojcu.
— Mógłby przynajmniej przeprosić w sądzie, choćby za te uderzenia… — błagam żonę.
A sam myślę sobie — po co się w to wtrącam? Po co?
BAM Z DESEK I LUDZI
Sieć nienawidzi też Svetlany. Nie tylko dlatego, że jej mąż – Reveruk (wraz z niejakim Arkadijem Wagnerem) pobił 67-letniego rektora Uralskiego Agrarnego Centrum Badawczego, członka korespondenta Akademii Nauk Nikitę Zezina, tuż pod oknami instytutu. Profesor został pobity, gdy przywiózł rodzicom ich piątkę dzieci (najmłodsze miało 7 lat, najstarsze zaledwie 10), które jeździły na quadach po polach doświadczalnych instytutu, po eksperymentalnych uprawach supergrochu „Meteor”. Potem oszacują straty – 130 tysięcy rubli.
Naukowiec najwyraźniej liczył, że przekaże dzieci Reverukowi, otrzyma przeprosiny, a nie cios w szczękę, zawał serca i śmierć… (teraz obu ojcom zarzuca się zbiorowe chuligaństwo — grozi im do 7 lat pozbawienia wolności).
Svetłanie nie mogą wybaczyć tej niezręcznej wypowiedzi: „No i co z tego, że klepnęłam go (profesora) w dłoń”. Teraz, jak narzeka, w mediach społecznościowych pojawiają się pod jej adresem przekleństwa, wezwania do pozbawienia jej praw rodzicielskich, a nawet do niemal rozszarpania…
Przyglądam się podwórku przy mikrodomku Reveruków, na ogrodzeniu którego powiewa gigantyczna flaga WDW…
Ten dwumieszkaniowy barak wyglądał na zawilgocony — pół wieku temu osada składająca się z trzech tuzinów domów o niezbyt przytulnej nazwie BAM była budowana jako tymczasowe zakwaterowanie dla budowniczych lokalnego domu dziecka, a później także pobliskiego lotniska. BAM, zbudowany z desek, patyków i socjalistycznych zobowiązań, należałoby, szczerze mówiąc, zburzyć jeszcze w latach 70., rozdzielić mieszkania i nie dręczyć ludzi. Ale nie. Mieszkańcy BAM-u mieszkają tu do dziś. To wytrzymali ludzie. Tam coś przybiją. Tutaj – coś wyremontują… Ale żyją skromnie. Sąsiad Reveruków – wesoły Roman – postawił małą nową altankę, a teraz, jak mówi, patrzą na niego krzywo – skąd ta nagła zamożność, burżuja?
A uliczki tutaj są znajome, malownicze, jak w filmie. Z serialu „Chłopaki”.
Ciekawe, że tam, za przejazdem kolejowym, pół godziny spacerem – istnieje równoległa rzeczywistość. Ekskluzywna ulica Specjalistów, przy której mieszkał nieżyjący już profesor. Druga strona rosyjskiego życia – pięknie, solidnie, przytulnie, dwupiętrowe domy… I oto okazuje się, że te światy się spotkały.
„ZATRZYMALI TATĘ. ZA CO?!”
— On się nie przyzna! — krzyknęła ponownie Svetlana; sama myśl o przeprosinach wydawała się ją irytować. — Saša powiedział: będę bronił dziecka do samego końca!
— Wy, dziennikarze, przychodzicie, okazujecie współczucie, a potem piszecie bzdury! Pisze się kłamstwa! — nagle przeszła do ofensywy, jakby wyczuła, że ja, łajdak, mam wątpliwości. — To wy! To wy wsadziliście Sashę! Zezin porwał nasze dzieci. Nie miał prawa wciągać ich do samochodu! Sasza się przestraszył, zdenerwował i no, dał mu kilka klapsów. I powiedział: — Jesteś starszym człowiekiem, więcej nie będę bił. Jesteśmy kwita. A teraz — moje dziecko cierpi! Zadano mu psychiczną traumę! Zamknęli tatę! Ale będziemy walczyć! Udowodnimy to! I nic nas nie przeraża — w razie czego Sasza już dawno próbował odejść do SWO. Nie pozwoliłam mu — zaszłam w ciążę. Zrozumcie, on chroni swoją rodzinę jak bohater i będzie bronił swojej Ojczyzny!
— Za co nas tak traktujecie? Za co?! — ze łzami w oczach podeszła do mnie Svetlana.
A obok stał drugoklasista Aleksander… Smutny, skromny i, moim zdaniem, bardzo dobry. Przestraszony chłopiec. Ten sam — z zwróconej „piątki”.
— Trzymaj swoje okulary — oddaję pokryte błotem, bez jednej soczewki (mama była zdumiona — „tak, to jego!”).
— Gdzie je znalazłeś?! — Sasha patrzy na mnie zdezorientowany, szeroko otwartymi oczami…
— Tam — wzdycham — gdzie je zgubiłeś…
Chyba zrozumiałem, co zabiło Nikitę Zezina. Ostrzegam — dopóki na horyzoncie nie pojawią się widły i pochodnie — to tylko hipoteza.
Nieprzyjemna dla nikogo.
BITWA ARTYKUŁÓW KODEKSU KARNEGO
Najpierw to, co powszechnie wiadomo. Sprawa pobicia Zezina i jego późniejszej śmierci jest dla śledztwa dogodna. Nagranie przedstawiające dwa uderzenia w twarz profesora szeroko rozeszło się w sieci, a to oznacza, że łatwo będzie to zakwalifikować jako „zbiorowe chuligaństwo”. A jeśli podczas ekshumacji eksperci ustalą, że uderzenia w twarz spowodowały zawał serca, to nieszczęśni ojcowie trafią do więzienia na długi czas. Surowy artykuł 109 kodeksu karnego – zabójstwo z nieostrożności. A bezsensowne pytania – czy w ogóle da się ustalić związek między wydarzeniami „uderzenie–zawał”, skoro dzieli je dwa tygodnie? — pozostaną tylko na blogach. We współczesnym wymiarze sprawiedliwości ekspert jest królem dowodów. Jak powie — tak będzie.
Tutaj problem leży gdzie indziej. I choć jest on częściowo związany z oświadczeniem Reveruka i Wagnera — o uprowadzeniu dzieci przez Zezina (formalnie sprawa znajduje się na etapie weryfikacji), początkowo mocno go nie doceniłem.
Tak, prawnicy też stwierdzili, że to bzdura. Mój przyjaciel, Aleksiej Iwanow, partner zarządzający kancelarii adwokackiej „Status prawny”, był nawet zaskoczony i przygotował wyjaśnienie: „Aby spełnić znamiona porwania człowieka (art. 126 Kodeksu Karnego Federacji Rosyjskiej), nie wystarczy sam fakt, że nieletnich wsadzono do samochodu i przewieziono w inne miejsce. Kluczowe znaczenie ma zamiar bezprawnego pozbawienia wolności. Jednak przebieg wydarzeń był inny: dzieci przebywały na polach doświadczalnych, naukowcy skontaktowali się telefonicznie z rodzicami, a następnie zawieźli nieletnich do miejsca, gdzie mieli je odebrać dorośli”.
Z drugiej jednak strony. Niech opinia publiczna się oburza: „Zezin to niewinna ofiara, a Reveruk i Wagner – niemal mordercy”, ale ciekawe – czy dzieci naprawdę tak bardzo kłamią? Z ich (a dokładniej – rodziców) słów wynikało, co następuje…
Rodzina Wagnerów przyjechała do BAM, aby odwiedzić Reveruków; dorośli mieli oczywiście swoje przyjemne zajęcia, a dzieciaki „pojechały” po okolicy. Jak powiedziała mi ciotka Wagnera, lokalni policjanci drogowi zabronili im jeździć po osadzie – zgodnie z prawem, jak twierdzili, nieletni nie mogą siadać za kierownicą. Ale doradzili – niech sobie jeżdżą, po ścieżkach… No i pojechali. Nie wszystkie dzieci miały kaski – wzdycha Svetlana.
Tutaj wszystko jest uczciwe, po „bamowsku” – naiwne „może się uda, a może nie” (z powodu którego w dawnych czasach dzieci masowo tonęły w stawach). I oto ta zmotoryzowana banda drugoklasistów zbliża się do pola grochu…
„NASZE” ROSYJSKIE POLE
Właśnie do niego teraz próbuję dotrzeć.
Pogoda była wtedy równie piekielna jak teraz. Nieszczęsny Eburg nagle ogarnęła petersburska jesienna chandra, a drobny deszcz zamienił wszystkie drogi w błoto. Zastanawiając się, jak te dzieciaki w ogóle przejechały przez taką okropność i nie przewróciły się, po trzech kilometrach w końcu dotarłem do niewielkiego pola grochu. Jednego z tych należących do instytutu. Nieoczekiwanie — małego. Pasek ziemi.
Dyrektor Instytutu Badań Rolniczych Michaił Sewostianow opowie mi później o nim czule, jak o wychowanym, delikatnym dziecku:
— Jedna z naszych najnowszych odmian to „Meteor”. Tworzyliśmy ją przez 12 lat. To bardzo drogie, oryginalne nasiona. „Meteor” ma duże owoce — jest taki równy, piękny…
A dzieciaki na quadach przejechały się po polu „Meteora”. Jak twierdzą, po koleinie już przez kogoś wyjeżdżonej… Co, nawiasem mówiąc, może być prawdą.
— Już jestem zmęczony! — narzekał szef Instytutu. — Miasto jest tuż obok, a na polach łapiemy same blogerki. Kwitnie rzepak, wspaniałe żółte pole — no jak tu nie zrobić zdjęcia. No dobrze, dziewczyny wydeptują ścieżkę. No dobrze, rzepak. Ale po eksperymentalnej pszenicy! Mówię im: przecież idziecie po chlebie! Pewnego razu złapaliśmy orkiestrę grającą na instrumentach ludowych. Przyjechali, usiedli, ustawili ławki, zdeptali polanę!.. A ci, którzy lubią jeździć po polach — to osobna historia. Ileż ich łapałem, jak tylko nie próbowałem wyjaśnić — że jesteśmy naukowcami, że to zasoby nasienne, ogromna praca. Ale najbardziej przykro mi z powodu dzieci. Rodzice nic im nie wyjaśnili.
A więc trzy quady, ślizgając się na kołach, jadą przez pole. Dzieci, jak zwykle, zbierają groszek, wspinając się oczywiście głębiej, tam, gdzie jest gęstszy i soczysty (mały Sasza opowie mi, że zebrał go również dla rodziców – oto co znaczy być dobrym, miłym chłopcem). Od lat zbierają tu groszek – bo okulary Sashy znalazłem na sąsiednim polu groszku, zgubił je zeszłego lata. A potem jego ojciec powie w sądzie: „Przez całe życie jeździłem po tych polach! Po naszych polach!”
W tym momencie pojawia się samochód naukowców – objazd.
Widzą dzieci.
W tym miejscu pojawiają się dwie wersje wydarzeń. Tragiczna – rodzicielska. I spokojna – instytutowa.
„40 LAT TEMU, TUTAJ, NA IMPREZIE TANECZNEJ, BITO MNIE PO TWARZY”
Pierwsza przedstawia agresywnych mężczyzn, którzy straszą dzieci. Trzymają w rękach kije. Krzycząc „Teraz was wychowam!”, łapią przerażonych chłopców i siłą wrzucają ich do samochodu. W wyniku tego na rękach niektórych z nich pozostają siniaki. Początkowo chcą je zawieźć na policję, ale jednak po drodze dzwonią do rodziców, którzy w panice próbują dodzwonić się do dzieci i słyszą ich płacz. Umówiono spotkanie przy instytucie. Przybywają tam dwaj zaniepokojeni ojcowie i pod wpływem emocji biją profesora.
Wersja druga.
„Zrobiło mi się niedobrze, kiedy Nikita Nikołajewicz (Zezin) zadzwonił (byłem wtedy na zwolnieniu lekarskim) i powiedział ze smutkiem: »Miałeś szczęście, że zachorowałeś, bo inaczej pojechałbyś z nami – też byś dostał po zębach«” – opowiada dyrektor Instytutu Naukowego Sewostjanow. – Nikita Nikołajewicz był bardzo dobrym człowiekiem. „Wiesz” – westchnął wtedy – „ostatni raz dostałem w twarz 40 lat temu. Tutaj, na potańcówce, kiedy byłem młody…” Śmiał się, żartował, ale widać było, że tłumi w sobie ból. Jak mawiał Czernomyrdin: chcieliśmy jak najlepiej, a wyszło…
— Cóż, nie mógł przecież zostawić małych dzieci samych na polu — o to właśnie chodzi! — wykrzyknął dyrektor instytutu. — Przecież są malutkie! I nie było żadnej pałki. Spokojnie posadził dzieci w samochodzie i zawiózł do rodziców…
I nawet jeśli Reveruki i Wagnerowie mają rację — że nie wszystko przebiegało tak spokojnie, a w samochodzie rozgniewany profesor zmusił dzieci do podania przed kamerą swoich danych oraz powodu przebywania na polu — strona przeciwna ma swój interesujący argument.
Taras Isakow, deputowany do dumy obwodowej i generał-porucznik Rosgwardii, poradził mi zwrócić uwagę na prosty szczegół. Na nagraniu z tego nieszczęsnego parkingu profesor ma na sobie śnieżnobiałą koszulę, na której nie widać ani śladu brudu. Oznacza to, że nie ma śladów walki z nieletnimi ani pościgu za nimi po mokrym, brudnym polu. Dzieci spokojnie wysiadają z samochodu i obserwują, jak „ratujący ojcowie” biją dziwaka, który z jakiegoś powodu nie pozwolił im zebrać grochu i pobiegać po polu.
Ale prawdziwą przyczyną zawału nie były te dwa uderzenia. Moim zdaniem najstraszniejsze wydarzyło się później.
Profesora zabił strach.
„PO CO KŁAMAĆ? ZABITO CZŁOWIEKA!”
Kiedyś to było na porządku dziennym, że dawało się lanie łobuzowi, który wkradł się do ogrodu kołchozowego, a potem oddawało się go wdzięcznym za tę lekcję rodzicom. Kiedyś można było udzielić reprymendy nastolatkowi, licząc na jego szacunek dla starszych.
Teraz to już nie tylko ryzykowne. Kłopoty są gwarantowane. Współcześni nauczyciele doskonale wiedzą, że w starciu ze słowem dziecka i wściekłych rodziców są nikim. Każdy łobuz może przy dogodnej okazji zrujnować życie każdemu dorosłemu, nawet gdyby był trzykrotnym świętym.
Nasz system organów ścigania jest tak szlachetnie i tak skrupulatnie nastawiony na ochronę dzieciństwa, że – jestem pewien, iż zgodzą się ze mną funkcjonariusze operacyjni – przy odrobinie chęci można skonstruować „sprawę karną” na wzór Dostojewskiego – z powodu jednej łzy dziecka.
A kiedy profesor Zezin, spędziwszy pół dnia na posterunku policji i – sądząc po potwierdzeniu – doprowadziwszy do przyjęcia swojego zgłoszenia dopiero o północy (!), dowiaduje się, że Reveruk i Wagner oskarżają go o porwanie dzieci i niemal o pedofilię.
Profesor nie znał osobiście sprawców, choć firma Reveruka zajmująca się oczyszczaniem ścieków była podejrzana o zrzucanie odpadów przemysłowych na nękane nieszczęściami pola doświadczalne instytutu rolniczego.
Kiedy jednak wyszło na jaw, że Reveruk jest byłym funkcjonariuszem policji, a co za tym idzie, ma znajomych w organach ścigania, Zezin zdał sobie sprawę, że ma kłopoty. I rzucił się w poszukiwaniu wsparcia. Zadzwonił do starego znajomego – posła do obwodowego zgromadzenia ustawodawczego Wiaczesława Vegnera.
„Wyobraź sobie – mówi – na moją sprawę nikt nie reaguje, ale wszczęto postępowanie karne o »porwanie dzieci«” – opowiada poseł. — Byłem wtedy na Donbasie. Mówię mu: „Przyjadę, wszystko wyjaśnimy”… Łącze było słabe, a on pisał i pisał. Był zdenerwowany. Opowiadał, że policjantce, która przyjęła od niego zgłoszenie, grożą zwolnieniem. I tak oto wróciłem…
W tym momencie profesora przewożono karetką z wysoką gorączką. Zezin pomyślał — to nic takiego, przeziębił się — i zadzwonił do stowarzyszenia hodowców zwierząt oraz związku hodowców ziemniaków, przepraszając, że nie będzie na zebraniu. Profesor nigdy nie skarżył się na serce, lekarze podejrzewali zapalenie oskrzeli, skierowali go na tomografię komputerową, w porze obiadowej przywieziono go na oddział, a wieczorem nastąpiła śmierć…
— Stoimy na cmentarzu, zaczęliśmy wygłaszać przemówienia żałobne: „Zmarł nagle” — wspomina Wegner. — Mówię: „Jesteśmy przecież jego przyjaciółmi, po co się oszukiwać? On nie zmarł nagle. Tego człowieka zamordowano”.
I poseł opublikował to nagranie w sieci. A generał-porucznik zadzwonił tam, gdzie trzeba. I machina sprawiedliwości ruszyła, kiedy ją wprawiono w ruch. W tę stronę, w którą ją wprawiono… W końcu znaleźli dokument profesora i nadali mu bieg.
— Dlaczego wszyscy dyskutują o tej historii? — zapytał mnie poseł. — Bo każdy z nas wyobraził sobie, że to dotyczy właśnie jego. I zrozumiał — nie ma ochrony przed chamem. Każdy zdaje sobie sprawę, że jeśli taki łajdak podejdzie do niego i uderzy go w twarz — kto go ochroni, jeśli nie ma kontaktów?
SZKODA CHŁOPCÓW
A my spacerowaliśmy po BAM-ie ze Svetlaną i jej dziećmi, których — nic na to nie poradzę — nieskończenie mi żal.
Teraz wokół nich kręcą się adwokaci, dziennikarze. No i komornicy. Przybyli do rodziny w sprawie długów sprzed wielu lat. Przypomnieli sobie też o „długu policyjnym” – kiedyś podczas pijackiej bójki ze swoim partnerem Aleksander niechcący strzelił mu w krocze. Odbył karę. Potem znowu wypili z partnerem i pogodzili się. A ten nagle rzucił się do sądu po odszkodowanie, ale brutal Reweruk z zasady postanowił nie oddawać pieniędzy. I tu, najwyraźniej, komornicy na polecenie odkurzyli stare dokumenty – przyszli…
Zły świat.
A z wózka patrzy na nas, jakby nieco pytająco, mały Wowa w czapeczce z napisem „Cały po ojcu”. Być może główny poszkodowany i główny ukarany.

Nie doczytałem do końca, bo nóż w kieszeni mi się otworzył.





