Moje serce od dawna leży za czeską granicą, a Słowację uważam za upośledzoną siostrę.
Dalej tak uważam, ale trzeba przyznać, że góry to Słowacja ma kozackie.
2 tygodnie temu, spędziliśmy tydzień w Słowackich górach. Na pierwszy ogień poszły Tatry Niskie i szczyt Dumbier.
Po drodze złapał nas deszcz, na szczęście ścieżka nie była niebezpieczna i udało się w miarę szybko trafić na schronisko.
Było warto, bo pierwsza nasza wizyta w Tatrach i od razu zobaczyliśmy świstaka i kozice!
A pies? No szczęśliwa. Po lesie pobiegała, po skałach też. Drugi dwutysięcznik wspólnie zdobyty.
Przed wyjazdem baliśmy się jak to będzie z psem jeśli chodzi o prawo (Czesi mają pełny luz, a w necie pisali, że na Słowacji już nie do końca.) Obawy były trochę słuszne, bo w drodze miałem dyskusję z policją odnośnie przewozu psa, na szczęście stwierdzili, że mam rację i mandatu nie będzie.
Ale na szlaku? 90% psów biegało bez smyczy. Ale ludzie bylo uważni i przywoływali czworonogi jak zobaczyli, że ktoś idzie.
Kurde, sumienie nie pozwala mi na jakiekolwiek rekomendowanie wzięcia australijczyka pod swój dach, ale to jest wręcz wymarzona rasa dla miłośników gór.
#bojowonastawionaowczarkaaustralijska #psy #tatry #slowacja #urlop