Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Książki

Kategoria: Literatura

  • 822 członków
  • 8780 wpisów

Sum

w Książki

29piorunów

788 + 1 = 789

Tytuł: Rzeczpospolita Obojga Narodów. Dzieje agonii

Autor: Paweł Jasienica

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Format: audiobook

ISBN: 9788377799987

Liczba stron: 528

Ocena: 8/10

Trzeci tom ostatniej części cyklu Jasienicy skupia się na panowaniu Augusta II Mocnego, Augusta III Sasa i Stanisława Augusta Poniatowskiego. Już za czasów pierwszego z ww. królów, po przegranej wojnie północnej (w którą RON została wplątana tylko dlatego, że chutliwy Saksończyk realizował przy pomocy Rzplitej interesy Saksonii),Rzeczpospolita de facto przestała być niezawisłym krajem, a jej polityką dynastyczną zaczęli sterować władcy Rosji i Prus. Nadciągającemu upadkowi państwa nie zdołało zapobiec nawet wstąpienie na tron Stanisława Augusta Poniatowskiego, inteligentnego i zdolnego monarchy, który w bardziej sprzyjających okolicznościach byłby może przeszedł do historii jako jeden z najwybitniejszych władców PL.

Eseje Jasienicy to lektury i przyjemne, i pouczające, pozbawione wciąż obecnej i u innych autorów, i w podręcznikach szkolnych, martyrologii wymieszanej z narodową megalomanią. Aż szkoda, że autor nie pociągnął cyklu do okresu II WŚ, jestem ciekawa, jakie refleksje zawarłby na temat wydarzeń okresu rozbiorów i polityki II RP.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

786 + 1 = 787

Tytuł: Niedźwiedź, syn niedźwiedzia

Autor: Aleksandra Tarnowska

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: ArtRage

Format: ebook

Liczba stron: 368

Ocena: 6/10

Bardzo zgrabna i ładnie napisana opowieść o tureckim nastolatku, który mierzy się z dorastaniem, surowymi okolicznościami, w jakich przyszło mu żyć i presją rodziny by osiągnąć sukces, który nie chce nadejść. Przyjemne do przeczytania, ale szybko wylatujące z głowy, bo i nie ma powodu by w to w głowie trzymać, skoro takich historyjek powstaje masa. Na pewno robi wrażenie to, że tureckie okoliczności potrafiła tak ładnie przedstawić Polka.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider1piorunów

@JapyczStasiek no i mi Pan spierdoliłeś plany czytelnicze :(
A tak na serio, to dzięki za recenzję, zakładałem, że to będzie 8-9/10, ale skoro nie, to przesuwam ją dalem w TBR :grinning:

Gruba ryba

w Książki

32piorunów

785 + 1 = 786

Tytuł: Rycerz Siedmiu Królestw

Autor: George R.R. Martin

Tłumacz: Michał Jakuszewski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383357768

Liczba stron: 412

Ocena: 8/10

Bardzo lubię George'a R.R. Martina za umiejętność tworzenia wyróżniających i dających się lubić postaci. Dunk i Jajo także do nich należą. Ich relacja została świetnie napisana, mimo że opiera się na powtarzalnych „gagach”: Jajo nie potrafi się powstrzymać i pyskuje, Dunk grozi mu trzepnięciem w ucho.

Bawi też możliwość podsłuchania myśli wędrownego rycerza, który często krytykuje samego siebie, powtarzając słowa swego mistrza. To miła odmiana po różnych „badassowych” głównych bohaterach, mrukach i podobnych.

Do tego świetne ilustracje Gary'ego Gianni. Wielokrotnie przestawałem czytać, żeby móc dłużej nacieszyć się poszczególnymi rysunkami. Aż zazdroszczę, że sam tak nie potrafię. :' )

Jednakże jest kilka rzeczy, które mi przeszkadzały.

Opowiadania zostały napisane w różnych latach, przez co niektóre informacje dosyć często się powtarzają. To jest zrozumiałe - warto przypomnieć coś, o czym czytelnik poprzednim razem mógł przeczytać kilka lat temu. W zbiorze, kiedy teksty czyta się jeden po drugi, trochę psuły odbiór.

Ponadto każe opowiadanie ma ten sam schemat - Dunk bardzo mocno obrywa, ale i tak wygrywa walkę. Albo przegrywa najpierw walce na kopie, by potem odnieść zwycięstwo w walce w bliskim kontakcie. Odniosłem wrażenie, że autor kazał rycerzowi założyć fabularną zbroję, która chroni go przed śmiercią. Co też nie jest dziwne, skoro opowiada o przeszłości Duncana i Jaja. Mimo to nie spodziewałem się, że akurat Martin będzie oszczędzał swoich bohaterów. ; )

No i trzeba uważać na tylną okładkę, która zdradza różne zwroty fabularne. Mnie nie przeszkadzają spoilery, ale istnieją ludzie, którzy wolą sami odkryć niektóre rzeczy.

Dodam, że ekranizacja pierwszego opowiadania jest świetna i warto ją obejrzeć, nawet jeśli przeczytało się historię. Jajo został świetnie odegrany. W drugą stronę tak samo - warto przeczytać opowiadania po obejrzeniu serialu.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Książki

26piorunów

784 + 1 = 785

Tytuł: Smok odrodzony

Autor: Robert Jordan

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788381168458

Liczba stron: 864

Ocena: 7/10

Dostrzegam już, że wstawianie wpisów do kolejnych tomów będzie się stawało coraz trudniejsze; nawet jeżeli wydarzą się w nich rzeczy istotne/ciekawe/niespodziewane (niepotrzebne skreślić), to tak czy siak utoną one w standardowej otoczce. Nie jest to dla mnie wada per se, bo dalej czyta się to niezgorzej - po prostu ciężko tutaj zawiesić na czymś umysł na dłużej, doświadczenia przychodzą i odchodzą bez większego poruszenia z mojej strony.

Zupełnie nie jestem fanem wybrańców, którzy po krótkim szkoleniu w jeden księżyc samym swoim potencjałem mogą bić na głowę profesjonalistów z wieloletnim doświadczeniem. Tutaj właśnie coś takiego się zapowiadało i w sumie po części nawet ziściło, ale, będąc szczerym, po tych 2000 stron - podczas których wewnętrznie minął na oko rok, bohaterowie, jakby nie patrzeć, faktycznie sporo przeżyli, szkolili się pod okiem prawdziwych fachowców, no a poza tym to wokół nich kręci się przecież - dosłownie i w przenośni - cała ta historia - nawet człowiek nie zwracał na to większej uwagi. Czytałem znacznie, znacznie gorzej zrealizowane tego typu motywy.

Fabuła ponownie rozdziela drużynę, obiera każdemu nowe cele, rzuca jednocześnie kłody pod nogi, a w trakcie tułaczki niektórym z nich ukazuje nowe rewelacje, by wreszcie mnogością zrządzeń losu sprowadzić całość do jednego punktu. Czy wszystkie fragmenty i epizody są porywające? Oczywiście nie, choć ponownie próby przyjętych - tym razem Elayne - wsadzają bohaterkę do emocjonalnej maszynki do mięsa i fundują czytelnikowi swój specjał: więcej pytań niż odpowiedzi.

Tak jak Nyaneve, Egwene i Elayne już po pierwszym przekroczeniu progów Tar Valon nie za bardzo wiedziały, komu powierzyć swoje zaufanie, tak wydarzenia tej książki spotęgowały to wielokrotnie i zmuszają dziewczyny do szukania oszustw w spiskach, półprawd w każdym zdaniu, dosłownego cienia w każdym kącie i po prostu trzymania języka na wodzy w każdym momencie. Takie uwypuklenie nowego wymiaru nieufności w społeczności, która domyślnie nie papla o wszystkim na prawo i lewo jest czymś intrygującym.

Lekkie zastrzeżenie mogę mieć wobec czasu spędzanego z konkretnymi bohaterami: niekiedy potrafi to być kilka rozdziałów z rzędu, by po stu stronach wrócić do wcześniej przerwanego - w może i dosyć sensownym punkcie, ale jednak - wątku.

Do tego zabrakło tu jeszcze jednej rundy korekty, gdyż kilka razy zdarzyło mi się zauważyć pomieszany szyk zdania albo w ogóle 2 przeplecione sensem sentencje. Zdarzył się też brak myślnika lub zamiana płci. Ponadto ktoś chyba bardzo lubi przecinki; sam zaliczam się do tych osób, no ale bez przesady. Tutaj przykład: "[...]zdawała się czekać. Czekać, aż coś, wybuchnie".

Obiecałem sobie, że przy lekturze będę wypisywał więcej notatek pomagających przy pisaniu tych wpisów, ale tutaj po prostu ciężko znaleźć coś dostatecznie charakterystycznego, by zapaliła mi się lampka każąca sięgnąć po notatnik.

Fanatyk

w Książki

19piorunów

Cytat na dziś:

Odwrócił się, by odejść, i wtedy właśnie usłyszał najlżejszy z możliwych odgłosów. Był wobec dźwięku tym, czym foton wobec światła: tak słaby i delikatny, że z pewnością nie słyszany w huku działającego wszechświata.

To maleńki skrawek materii rodził się w pustce.

Śmierć podszedł do punktu jego pojawienia i spojrzał uważnie.

I zobaczył spinacz.

Wielu uczonych sądzi, że powinien to być atom wodoru, co przeczy jednak obserwowanym faktom. Każdy, kto odkrył nieznaną wcześniej trzepaczkę do piany, blokującą niewinną szufladę w kuchennej szafce, wie dobrze, że pierwotna materia bezustannie dopływa do wszechświata w pewnych określonych postaciach. Pojawia się normalnie w popielniczkach, wazonach i skrytkach na rękawiczki. Wybiera formę, mającą odwrócić podejrzenia; typowe jej manifestacje to spinacze biurowe, szpilki z opakowań koszul, gałki do kaloryfera, szklane kulki, kawałki kredek, tajemnicze elementy urządzeń kuchennych i stare albumy Kate Bush. Dlaczego materia tak postępuje, nie zostało dotąd wytłumaczone. Wydaje się wszakże pewne, że materia ma Plany.

Terry Pratchett, ERYK

Inspirator

w Książki

33piorunów

783 + 1 = 784

Tytuł: Hobbit

Autor: J.R.R. Tolkien

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

ISBN: 9788381162647

Liczba stron: 304

Ocena: 7/10

Miałem przyjemność poznać ten ponadczasowy tytuł wspólnie z moim 7- latkiem. Przez kilkanaście wieczorów wspólnie poznawaliśmy kolejne przygody Bilba (w które wplątał się trochę wbrew swojej naturze) i jego kompanii, dzięki czemu mogłem się cieszyć nie tylko kunsztem Tolkiena, ale także tym, jak Młody chował się pod kołdrę kiedy bohaterowie wpadali w tarapaty oraz jak skakał po łóżku kiedy z nich wychodzili - taka żywiołowa interakcja z treścią książki jeszcze bardziej zwiększa przyjemność z poznawania fabuły.

Na temat samej książki nie zamierzam za wiele pisać - ponieważ słyszał o niej w zasadzie każdy kto wie jak w ogóle jakakolwiek książka wygląda i nie jestem w stanie napisać na jej temat nic, co już by nie zostało napisane. Szokująco niska dla niektórych ocena wynika z tego, że jest to tylko wstęp do właściwej historii oraz ja osobiście akurat wolę mniej czarno-białe fantasy, co nie oznacza, że nie doceniam wpływu jaki wywarł ten tytuł na literaturę i że kwestionuję to, że na to zasłużył.

Autorytet0piorunów

@Kuba0788 u mnie podobnie reagowały dzieciaki ! Ale końcówkę już nie potrafili słuchać.
Najbardziej irytowało ich świetne zobrazowanie krasnoludów, którzy po ujrzeniu złota, stali się mega nieprzyjemni i chamscy.

Film tego nie oddaje dobrze

Osobistość

w Książki

24piorunów

782 + 1 = 783

Tytuł: www.1939.com.pl

Autor: Marcin Ciszewski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Format: audiobook

ISBN: 9788383291215

Liczba stron: 336

Ocena: 6/10

Po pierwsze kategoria z LubimyCzytac, ja bym tutaj dał bardziej fantastykę jednak.

Po drugie jakoś nie moje klimaty, ale że mam na półce pierwsze trzy książki z serii to je zaliczę, a co.

Silnie uzbrojony batalion wojska polskiego wraz z Amerykanami przygotowuje się do wyjazdu na misję w Afganistanie w 2007. Niestety zrządzeniem losu przenosi się w czasie do pierwszego września 1939. No i mamy super nowoczesne uzbrojenie (przynajmniej jak na tamte czasy) vs wermacht. Dużo opisów technicznych co do uzbrojenia, amunicji czy innych pocisków. Do tego lekka zagadka jak i czemu się tam znaleźli, niektórzy bohaterowie bardzo charakterystyczni (głównie pozytywnie), także książka całkiem dobra.

Licznik prywatny: 29/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider1piorunów

@crs333 Ciszewskiego czytalem tylko serię o ekstremach pogodowych (Cykl Meteo) i też była całkiem spoko

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

19piorunów

781 + 1 = 782

Tytuł: Solenoid

Autor: Mircea Cartarescu

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: ArtRage

Format: ebook

Liczba stron: 784

Ocena: 7/10

"Solenoid" to jedna z tych książek, które trudno opisać klasyczną recenzją, bo ona właściwie wymyka się prostej fabule. Niby opowiada o niespełnionym pisarzu, nauczycielu rumuńskiego w podmiejskiej szkole w Bukareszcie, który prowadzi dziennik pełen wspomnień, snów, cielesnych obsesji, szkolnej codzienności i metafizycznych wizji. Ale tak naprawdę jest to ogromna opowieść o porażce, samotności, ciele, literaturze, śmierci i pragnieniu wydostania się poza granice zwykłego życia.

Najbardziej doceniam w tej książce jej kompletność. Cartarescu stworzył powieść totalną - taką, która chce pomieścić wszystko: dzieciństwo, komunizm, Bukareszt, chorobę, szkołę, erotykę, sny, owady, śmierć, religię, matematykę, fizykę, literaturę i kosmos. Są tu fragmenty naprawdę wybitne, szczególnie wtedy, gdy autor opisuje miasto jako organizm albo ludzkie ciało jako coś jednocześnie obrzydliwego, kruchego i metafizycznego. W najlepszych momentach miałem poczucie obcowania z książką wielką, dziwną i bardzo osobistą.

Jednocześnie właśnie ta kompletność jest dla mnie największym problemem. W "Solenoidzie" jest wszystkiego po trochu i nic konkretnie. Książka potrafi zachwycić jednym akapitem, a za chwilę kompletnie zgubić czytelnika w dygresjach, snach, symbolach i cielesnych opisach, które ciągną się daleko poza moją cierpliwość. Mamy cudowny rozdział, a chwilę później bohater wyciąga kolejny fragment sznurka z pępką, jakby chciał sprowadzić czytelnika na ziemię mówiąc: nie przyzwyczajaj się do dobrego. Często czułem się bardziej wrzucony w cudzy majak niż prowadzony przez opowieść. Lubię literaturę wymagającą i dziwną, ale tutaj zagubienie nie zawsze dawało satysfakcję - czasami było po prostu męczące.

Najbardziej przeszkadzały mi fragmenty, które celowo balansują na granicy obrzydzenia. Rozumiem, że ciało jest tu jednym z głównych tematów, że wszy, skóra, pępek, choroby, wydzieliny i pamiątki swojego ciała, mają pokazać człowieka jako istotę biologiczną, śmiertelną i uwięzioną w materii. Tylko że momentami miałem poczucie, że autor tak mocno dociska ten motyw, że zamiast pogłębiać doświadczenie, wybija mnie z immersji. Czujemy, że bohater jest książkowym przykładem psychopaty, a jednocześnie jest nauczycielem, co samo w sobie jest też mocno niepokojące. A opis szkoły, kar cielesnych, traktowania dzieci, spuszczania wpierdolu nauczycielom z zemsty, czy tatuowania uczniom herbu szkoły, wcale nie pomaga i jeszcze bardziej pogłębia tę psychozę. Podobnie działał nadmiar metafizycznych tropów - solenoidy, sny, sekty, znaki, ukryte wymiary - wszystko to jest fascynujące, ale razem tworzy czasem bardziej katalog obsesji niż spójną historię, której autor też przesadnie nie tłumaczy.

Podsumowując:

To weird fiction, bez horrorowego sznytu, to literura piękna, która skręca w rejony "Pachnidła". To książka o fizyce, bez tłumaczenia zagadnień fizycznych. To sci-fi, które przeradza się w "Powrót króla" z Frodem idącym zniszczyć rękopis zamiast pierścienia. Jest tu tak wiele wątków i nawiązań (subtelnych, ale jednak), że łatwo się zgubić. Z jednej strony każdy znajdzie tu coś dla siebie, ale pytanie: czy każdy powinien? Czy na tym polega literatura, żeby jedna książka próbowała zadowolić i zniesmaczyć gusta wszystkich czytelników na raz.

Dla mnie to 7/10 - książka imponująca, gęsta i miejscami genialna, ale też przesadnie rozdmuchana, dezorientująca i momentami odpychająca. Doceniam jej ambicję i literacką siłę, ale nie mogę powiedzieć, że dałem się jej w pełni porwać. To raczej doświadczenie niż powieść: ważne, intensywne, ale nie zawsze przyjemne.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk

w Książki

13piorunów

Cytat na dziś:

– Gdzie jesteśmy? Czy my spadamy?

– Nie sądzę – odrzekł Rincewind, mówiąc z własnego doświadczenia – Nie ma pędu powietrza. Kiedy spadasz, czujesz pęd powietrza. Poza tym całe życie przewija ci się przed oczami. A jak dotąd nie zauważyłem jeszcze niczego, co bym rozpoznał.

Terry Pratchett, ERYK

Lider2piorunów

Ciekawe czy wtedy życie przelatujące przed oczami, to są te wyobrażenia o przeszłości, które mamy? Czy też odpala się wtedy ukryta na co dzień, głębsza część podświadomości i można zobaczyć swoją przeszłość taką jaka była naprawdę? :thinking_face:

Fanatyk1piorunów

@splash545 może zdążę Ci krzyknąć zanim uderzę w taflę Brdy... 😛

Lider1piorunów

@fonfi liczę na to. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (3)

Autorytet

w Książki

17piorunów

780 + 1 = 781

Tytuł: Nos

Autor: Nikołaj Gogol

Kategoria: klasyka

Format: ebook

Liczba stron: 31

Ocena: 7/10

Krótka satyra. Pewien rosyjski urzędnik budząc się zauważa, że z jego twarzy zniknął nos. Ale to nie jest najgorsze, nos ten prowadzi odrębne życie i przechadza się po ulicach petersburga. Bohater próbuje go znaleźć i przytwierdzić na właściwe miejsce.

Lubię taki niedorzeczny i absurdalny humor.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

18piorunów

779 + 1 = 780

Tytuł: To za dużo dla mnie

Autor: Darko Cvijetic

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Noir sur Blanc

Format: ebook

Liczba stron: 150

Ocena: 8/10

To nie jest książka, którą da się "opowiedzieć". To raczej doświadczenie - poszatkowane, niespokojne, momentami wręcz odpychające, a jednocześnie dziwnie przyciągające. Cvijetić buduje swoją opowieść wokół Filipa Latinovicia - zbrodniarza wojennego, który wraca do domu po latach i zamiast potępienia dostaje coś znacznie bardziej niepokojącego - status bohatera - symbolu. To punkt wyjścia, ale szybko okazuje się, że fabuła jest tu tylko szkieletem dla czegoś znacznie cięższego.

Największą siłą tej książki jest jej forma. To kolaż: notatki, listy, monologi, urwane sceny, cytaty, powroty do tych samych motywów. Historia nie płynie - ona się rozrywa na kawałki i scala na nowo. I to działa, bo dokładnie tak funkcjonuje pamięć i trauma. Już od pierwszych stron widać, że autor świadomie rozbija narrację, zestawiając różne głosy i porządki - literackie, historyczne i osobiste. Dzięki temu czytelnik nie dostaje jednej wersji świata, tylko chaos, który musi sam uporządkować.

Bardzo mocno wybrzmiewa tu motyw winy. Nie jako jednorazowego aktu, ale jako czegoś, co zostaje z człowiekiem na zawsze. Świetnym przykładem jest obraz "niesienia kości" - przekonania, że każdy powinien dźwigać szczątki tych, których zabił. To jeden z tych fragmentów, które wchodzą pod skórę i zostają tam na długo. Podobnie działa cały wątek powrotu Filipa - człowieka, który sam widzi siebie jako mordercę, podczas gdy społeczeństwo próbuje zrobić z niego symbol.

Ciekawie wypadają też nawiązania do "Zbrodni i kary". Nie są one tylko literackim mrugnięciem oka - raczej próbą przepisania tej historii na realia wojny i współczesności. Raskolnikow u Dostojewskiego mierzy się z winą jednostkową, tutaj mamy winę zbiorową, rozmytą, często wypieraną. To mocne zestawienie, które pokazuje, jak bardzo zmienił się kontekst moralny w ciągu 1 wieku.

Jednocześnie to książka trudna w odbiorze. Brak klasycznej fabuły, ciągłe przeskoki, brutalność obrazów i języka - wszystko to sprawia, że momentami można się od niej odbić. Są fragmenty, które wydają się chaotyczne albo zbyt hermetyczne. To książka, za którą trudno "przepaść", ale od której trudno się oderwać. Jest w niej coś magnetycznego - może szczerość, może brutalność, może fakt, że nie próbuje być wygodna dla czytelnika. To literatura, która bardziej działa niż opowiada i choć momentami męczy, to zostawia po sobie ciężar, którego trudno się pozbyć.

Po raz kolejny musze zganić polską okładkę książki, która jest nijaka. A w porównianiu z oryginalną (2 zdjęcie), wypada blado.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

20piorunów

778 + 1 = 779

Tytuł: Długa noc zimowa

Autor: Elizabeth Hand

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: ebook

Liczba stron: 418

Ocena: 5/10

Wpierdzieliłem się w cegłę "Solenoid", której lektura skutecznie wydłużyła mi czas czytania innych książek.

"Długa noc zimowa" to książka, która teoretycznie powinna bardzo dobrze trafić w mój gust: mamy postapokaliptyczny świat, dziwną biologię, resztki upadłej cywilizacji, eksperymenty na ludziach, ruiny, mity, teatr i bohaterów próbujących zrozumieć własną tożsamość. Na poziomie pomysłu jest tu naprawdę dużo rzeczy, które mogłyby złożyć się na mocną, duszną i niepokojącą powieść weird fiction, które lubię. Problem w tym, że sama lektura częściej mnie męczyła, niż wciągała.

Najbardziej podobał mi się klimat. Elizabeth Hand potrafi stworzyć obrazy, które zostają w głowie: laboratorium, Miasto Drzew, zrujnowane przestrzenie, rytuały, dziwne istoty i świat po katastrofie, który nie jest prostym pustkowiem, ale czymś bardziej organicznym, chorym, przerażającym i nieprzewidywalnym. Ciekawy jest też pomysł Wendy jako empaty - osoby stworzonej do przejmowania cudzych traum, która dopiero przez cudze emocje zaczyna uczyć się własnego człowieczeństwa.

Niestety dla mnie to za mało, żeby książka naprawdę zadziałała. Autorka zasypuje czytelnika nazwami, frakcjami, pojęciami, mitologicznymi odniesieniami i fragmentami historii świata, ale zbyt rzadko daje wystarczające oparcie, żeby się w tym wszystkim odnaleźć. Uwielbiam techniczny żargon w książkach postapo i wszystkie aspekty tego, jak doszło do katastrofy. A tu często miałem wrażenie, że zamiast odkrywać świat, muszę się przez niego przedzierać. To nie była dla mnie przyjemna tajemnica, tylko chaos, który utrudniał immersję.

Za zbędne uznałbym nadmierne komplikowanie wszystkiego: mitologii, języka, struktury świata i symboliki. Niektóre elementy brzmią ciekawie same w sobie, ale nie zawsze pracują na emocje albo fabułę. Momentami miałem poczucie, że książka bardziej chce wyglądać na głęboką i niejednoznaczną, niż naprawdę prowadzić czytelnika przez mocną historię. Przez to nawet dobre sceny tracą siłę, bo giną w nadmiarze ornamentów.

Największym problemem było dla mnie to, że trudno było się emocjonalnie przywiązać do bohaterów. Wendy i Rafael mają ogromny potencjał, ale ich historia zbyt często znika pod warstwą symboli, wizji, rytuałów i dziwności dla samej dziwności. Lubię literaturę wymagającą i nieoczywistą, ale tutaj zbyt często czułem dystans zamiast zaangażowania. A szkoda, bo potencjał był na prawdę niezły.

Książka z bardzo ciekawym światem i kilkoma świetnymi pomysłami, ale zbyt chaotyczna, przeładowana i nieprzejrzysta, żeby naprawdę mnie porwać. Zamiast hipnotycznej, postapokaliptycznej opowieści dostałem powieść, która miała duży potencjał, ale za często sama sobie przeszkadzała.

Książkę wygrzebałem na dysku z paczki setek PDFów i zachęciła mnie bardzo skrajnymi ocenami na LubimyCzytać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Kosmonauta0piorunów

Czy to ta maksymalnie popierdolona książka, z chłopcem prostytutką, który miał taki "zegarek -żądło" na ręce?

Fanatyk

w Książki

190piorunów

Od jutra będę w szpitalu. Z tego względu nie będzie newsów książkowych przez kilka dni. Znając moje szczęście, to w tym czasie George R.R. Martin ukończy "Wichry zimy", Jacek Piekara zakończy Cykl Inkwizytorski, wydawnictwo MAG zapowie Path of Ascendancy, a mnie to wszystko ominie. Do przeczytania za jakiś czas. O ile przeżyję

Gruba ryba0piorunów

A ja oczekuje dalszej czesci Necrosis. Przebudzenie. Takze Piekary

Pokaż więcej komentarzy (30)

Autorytet

w Książki

29piorunów

777 + 1 = 778

Tytuł: I nie było już nikogo

Autor: Agatha Christie

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Format: ebook

Liczba stron: 230

Ocena: 8/10

Fajnie się to czytało. Chociaż sam przebieg zdarzeń jest mało prawdopodobny. Ale podobał mi się styl narracji.

Na wyspę zostaje zaproszonych 10 osób, krótko po przybyciu dowiadują się, że na wyspie nie ma gospodarza a goście zaczynają po kolei ginąć. Pozostali muszą szybko rozwiązać zagadkę.

Ogólnie właśnie się dowiedziałem, że pierwszym tytułem tej książki było "Dziesięć małych murzynków" xD

Gruba ryba2piorunów

@wewerwe-sdfsdfsdf

Dziesięć małych murzynków

no właśnie tytuł mi do opisu nie pasował.

Osobistość2piorunów

@Hoszin chciałam właśnie pisać że nie ma oryginalnego tytułu xd

Osobistość1piorunów

Fajny kryminał

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Książki

14piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Drugi news / 03.05.2026

Wydawnictwo IX zapowiada nową powieść Radomira Darmiły. "Tęcza za horyzontem" trafi do księgarń w okolicach wakacji. Poniżej okładka i krótko o treści.

Kosmiczny rajder "Kobuz" podczas bojowej misji wykonuje awaryjny skok w nadprzestrzeń i trafia... gdzieś. W absurdalne miejsce, które nie powinno istnieć. Ginie większość załogi, w tym kapitan, część personelu wariuje, a zdrowie psychiczne pozostałych dalekie jest od normy. Wszyscy mają problemy z pamięcią, a Trzeci nie wie nawet, kim właściwie jest.

Na ekranach nie widać gwiazd, a jedynie jasne obiekty nad nieskończoną równiną oświetlaną przez nieznane źródło — gasnące i znowu rozbłyskujące w nieregularnym rytmie. Komputer nie przyjmuje rozkazów i odpowiada niezrozumiałym bełkotem. Na dodatek w odległości ledwo kilkuset kilometrów znajduje się okręt nieprzyjaciela — „Rainbow Rider” — należący do Federacji, śmiertelnych wrogów Zjednoczenia. Nieprzyjaciel nie chce jednak walczyć i prosi o rozmowę. Co się za tym kryje?

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)

⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

suppi.pl/ksiazkiwhoresbane

     

Gruba ryba

w Książki

20piorunów

775 + 1 = 776

Tytuł: James

Autor: Percival Everett

Tłumaczenie: Kaja Gucio

Kategoria: Literatura piękna

Ocena: 7/10

*

Ja to widze tak. Jak kto bez specjalnych reguł nie umi sam odróżnić, co dobre, a co nie, jak mu trza takie rzeczy tłumaczyć, to nie może być dobry. Jak ci jakiś Bóg musi mówić, co dobre, a co złe, to nigdy sie tego nie dowiesz.

Na samym początku chciałem podziękować koledze @JapyczStasiek za podrzucenie mi tego tytułu. Zaburzył mi tym, oczywiście, zaplanowaną kolejność czytania, ale chciałem zapoznać się z Jamesem w miarę na świeżo po lekturze Przygód Hucka Finna. Niczego nie żałuję, a co za tym idzie nie mam do kolegi żadnych w związku z tym roszczeń ani pretensji.

Pan Everett zrobił w Jamesie kilka rzeczy kapitalnych. Po pierwsze sam pomysł na to żeby przedstawić tę samą, dobrze znaną historię z perspektywy innego bohatera już zasługuje na uwagę, jeśli nie na szacunek. Na szacunek natomiast na pewno zasługuje to, że panu Everettowi udało się ten zamysł zrealizować – sam w końcu miewałem podobne pomysły, ale u mnie na pomysłach się kończyło. Drugą sprawą jest wykreowanie świata, który w żadnym momencie nie jest sprzeczny z tym, który opisał pan Mark Twain. To poprzednie zdanie zasługuje na szczególną uwagę, bo pan Everett nie zrobił czegoś, co zrobić mógłby i co byłoby ze wszech miar słuszne, uzasadnione i całkowicie poprawne (choć książka wiele by na tym straciła, a nawet byłaby książką całkowicie inną niż jest), nie osadził mianowicie swojej opowieści po prostu w świecie stworzonym przez pana Twaina. Pan Everett zrobił coś więcej, pan Everett wykreował świat znajdujący się jakby obok świata z książki pana Twaina. I nie chodzi tutaj wcale o jakieś paranormalne byty, o których Jim w Przygodach Hucka Finna opowiada Huckowi, koncept pana Everetta jest o wiele bardziej interesujący. Nie będę jednak zdradzał tutaj o co chodzi – wydaje mi się, że to powinno rozjaśnić się każdemu, kto na lekturę Jamesa by się zdecydował.

Opowieść przedstawiona w tej książce początkowo biegnie całkowicie zgodnie z tym, co opowiedział pan Mark Twain w roku 1884, a później się rozjeżdża. Oczywiście, pan Everett, decydując się na uczynienie narratorem Jima, musiał uzupełnić te luki, które pan Twain zostawił w swojej historii rozdzielając w niej na jakiś czas Jima i Hucka. Tyle że – tak mi się wydaje – opowieść (albo sam Jim) wymknął się w pewnym momencie autorowi spod kontroli (to podobno często zdarza się w czasie pisania i przynosi zaskakująco dobre efekty względem tego, co napisać się zaplanowało, o ile w ogóle nie umożliwia czasami opowiedzenia historii do końca, bo ta złośliwa małpa jakoś nie chce poddawać się wymyślonemu i skrupulatnie dopracowanemu planowi) i James od pewnego momentu podąża swoją drogą, całkowicie inną niż u pana Twaina. Tutaj powstaje u mnie pytanie, podobne do tego jakie powstało kiedy śledziłem różnice w Królu pana Twardocha w jego w jego wersji książkowej i serialowej: czy jest to jedna historia w dwóch wersjach, czy może jednak są to dwie różne historie? (Nawet zadałem kiedyś to pytanie panu Twardochowi – odpowiedział mi na nie, co słusznie przewidział kolega @CzosnkowySmok, „Nie wiem”; może spróbuję się z tym problemem zwrócić do pana Everetta? – ma ktoś może jego maila albo numer telefonu?)

I tak, James bardzo mi się podobał. Podobał mi się tak w kwestii na tę książkę pomysłu, tak w kwestii tej historii opowiedzenia (literacko i narracyjnie), jak w końcu w kwestii problemów, które poruszał (o, ile znalazłem analogii do tego, co dzisiaj obserwuję na co dzień!). Problemem okazała się dla mnie tylko tej książki końcówka. Po pierwsze od pewnego momentu (od kiedy autor rozstaje się z wersją – przyjmijmy roboczo ten wariant – pana Twaina) opowieść przyspiesza i miałem wrażenie, że, względem tego, co było wcześniej, jest napisana trochę po łebkach. Druga rzecz to to, że rozochocony wspaniałym, płynącym początkiem, gdzie sam sobie wyciągałem sądy na podstawie tego, co przeczytałem, byłem dość zdegustowany końcówką, która – w mojej ocenie – bardzo bezpośrednio i wprost narzuca (i tak zresztą oczywistą i jednoznaczną, ale to samo w sobie jeszcze nie jest wadą) interpretację całej historii.

James jest dla mnie bardzo ciekawą książką również z tego względu, że rzuca całkowicie inne światło na postaci, które znalem czy to z Przygód Tomka Sawyera czy też z Przygód Hucka Finna. Przykładem takiej postaci niech będzie sędzia Thatcher. Czy był on postacią, którą polubiłem – w utworach pana Twaina być może tak, a przynajmniej nie pojawiała się u mnie myśl, że może on być postacią złą. Po lekturze Jamesa mam już w tej sprawie wątpliwości – sędziego Thatchera już niekoniecznie lubię (to też ciekawa rzecz jak inne spojrzenie na to samo może odmienić sąd), jednak miałbym też wątpliwości czy można wprost nazywać go złym. To czasy, przynajmniej z przedstawionego w książce punktu widzenia były złe, sędzia Thatcher był po prostu tych czasów przedstawicielem. Z drugiej jednak strony, to przecież ludzie stworzyli tamte czasy i tamtą rzeczywistość. Zastanawiając się więc nad tym, czy sędzia Thatcher był postacią złą odpowiem, cytując pana Twardocha – „Nie wiem”. Ale ta niewiedza to dla mnie tylko dodatkowa wartość wynikająca z zestawienia tych trzech pozycji.

Jeszcze tylko słowo w kwestii tłumaczenia. Wydawca opisuje je jako „brawurowe” z czym absolutnie się nie zgadzam, a nawet co mnie drażni – nie lubię nadużywania wielkich słów, choć i mnie samemu w przypływie emocji się zdarza. Jestem akurat w czasie lektury książki _Ocalone w tłumaczeniu_ pana Stanisława Barańczaka (ależ jej czytanie jest przyjemne, ale jest również mozolne! – idzie mi to bardzo powoli, bo czacha dymi) i stałem się (przynajmniej tymczasowo) dość uważny na kwestie związane z przekładem. To właśnie z tego powodu, chcąc zweryfikować to, co napisał wydawca, sięgnąłem do fragmentów oryginału. Jeśli możemy (a uważam, że możemy) mówić o brawurze, to taką językową brawurą wykazał się raczej pan Everett. Pani Gucio wykonała natomiast, moim zdaniem, kawał ogromnie solidnej (i pewnie równie trudnej) pracy translatorskiej. Jej przekład jest i piękny i wierny (przynajmniej w tych fragmentach, które sobie porównałem) ale brawury w nim jakoś znaleźć nie potrafię. Chyba że, co byłby uzasadnione, za brawurę, zgodnie z tego słowa definicją, uznać już sam fakt porwania się na tłumaczenie tej książki – wówczas zgoda, ale brawurową w tym przypadku byłaby sama pani Gucio, a nie jej tłumaczenie.

Skoro i tak jest już długo, to nie zaszkodzi jeszcze trochę tego wpisu przedłużyć informacją zupełnie bezużyteczną, choć dla mnie ważną. Otóż do lektury bardzo pozytywnie nastawiło mnie również i to, że książkę otwiera kilka tekstów piosenek folkowych z opisywanego okresu (dziś nazywanych niekiedy "standardami"), a pierwszym z nich jest tak lubiany przeze mnie Old Dan Tucker (tutaj w świetnym wykonaniu pana Bruce’a Springsteena, tutaj w wykonaniu naszego Kraków Street Band, a tutaj – co mnie zdziwiło, że w takie coś w ogóle istnieje – cała playlista z różnymi wykonaniami tego utworu, choć nie jest ta playlista kompleta, sam znam jeszcze kilka innych😉). No i to tłumaczenie tego tekstu na język polski – pan Barańczak chyba mnie zepsuł, bo o ile uważam, że pani Gucio z prozą poradziła sobie świetnie, tak w jej przekładzie poezji – jaką, uważam są teksty piosenek – moim zdaniem trochę nie poszło. Brakuje mi w tych polskich tekstach czegoś, co ja nazwałbym „poetyckością”, a co pan Barańczak, dużo ode mnie jednak mądrzejszy, nazywał w swojej książce „dominantą semantyczną”.

Gruba ryba2piorunów

W sumie jakaś moda teraz na premiery osadzone w klasykach, teraz słucham Julia i jest 1984 opowiedziane z perspektywy głównej kobiecej postaci :p

(nie podoba mi się)

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Książki

25piorunów

Cytat na dziś:

– No dobrze. A teraz uciekamy.

– Dokąd?

Rincewind westchnął. Wiele już razy usiłował wyjaśnić ludziom podstawy swej filozofii, ale jakoś nic do nich nie docierało.

– Nie martw się o “dokąd” – powiedział. – z moich doświadczeń wynika, że ta kwestia zawsze się jakoś rozwiąże. Kluczowym słowem jest “stąd”

Terry Pratchett, ERYK

Fanatyk

w Książki

14piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Państwowy Instytut Wydawniczy przygotowuje wznowienie w serii Rodowody Cywilizacji. "Bogowie Grecji. Obraz boskości w zwierciadle greckiego ducha" Waltera F. Otto ma ustaloną premierę na 5 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmie 352 strony, w cenie detalicznej 75 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.

Walter F. Otto, znakomity znawca tematu, oprowadza nas po świecie wierzeń starożytnych Greków i filozoficznych podstawach europejskiej kultury. Malując piórem portrety poszczególnych bóstw olimpijskich, jednocześnie zachęca do głębszej refleksji nad istotą relacji człowiek - bóstwo. Książka jest zaskakującą podróżą w świat greckiej myśli o transcendencji - idei, której panteon bóstw z opowieści mitologicznych jest „namacalnym” ucieleśnieniem. Sam autor objaśnia we wstępie: „Jak wszystko, co greckie, także grecka idea boga jest dla nas czymś bliskim i niemal nieosiągalnie dalekim zarazem. Celem niniejszej książki było i jest przyczynienie się do przezwyciężenia uprzedzeń, które stoją na przeszkodzie pełnemu zrozumieniu owej idei oraz dopuszczeniu do głosu jej prawdziwych świadków w stopniu, w jakim na to zasługują”. Dzieło o Bogach Grecji i jego uzupełnienie w postaci "monografii" Dionizosa są uważane za kanon podejścia do analizy mitologii i mechanizmów opisu wierzeń starożytnych.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)

⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

suppi.pl/ksiazkiwhoresbane

      

Gruba ryba

w Książki

28piorunów

774 + 1 = 775

Tytuł: Tybetańska Księga Umarłych

Autor: Padmasambhava

Kategoria: Tekst rytualny

Wydawnictwo: Tłumaczył Ireneusz Kania

Liczba stron: 55

Ocena: 5/10

Oj xD

Nawet nie wiem jak to ocenić, dam 5, tak ze środka skali.

Ta książka to generalnie poradnik dla zmarłego, co ma teraz robić żeby nie trafić do piekła.

Albo nie tak... Ta książka to poradnik dla jego bliskich, co mają mu [denatowi] mówić i jak go instruować, żeby nie zaznał wspominanego utrapienia.

Naprawdę nie wiem jak to ocenić xD fabuły tu nie ma (no shit sherlock!) tekst jest typowo rytualny, ma więc ogrom powtórzeń ("O SZLACHETNIE URODZONY [IMIE DENATA] UJRZYSZ TERAZ BUDDE SRIDŹAJAWARDANAPIRAKOTTE I JEGO SIEDEMSET ŻON, NIE BÓJ SIĘ ICH") oraz nieco smieszne podsumowanie po każdym wywołaniu.

Nie powinienem naśmiewać się z książki religijnej, tym bardziej gdy jestem ignorantem bez kontekstu kulturowego, a tym bardziej-bardziej gdy dotyczy ona spraw pogrzebowych...

ALE

każdy instruktaż kończył się takim akapitem (oczywiście to parafraza na mój język):

"Noo, ufff, mamy to z głowy, po takim instruktażu to już każdy powinien zaznać spokojnego oświecenia. Także na pewno go już, zaznał, na pewno. NO CHYBA ŻEEEEEE" - i myk kolejny lvl spella po którym "NO TERAZ TO JUŻ NA STO PROCENT [...] NOOO CHYBAA ŻEEE" xd

Powtarzane praktycznie od początku do końca książki. Ogolnie te wszystkie modlitwy to takie bardzo abstrakcyjne dla mnie. Milion buddyjskich bóstw, potworów, duchowych kontynentów, symboliki, no poplątane z pomieszanym. I to wszystko językiem rytualnym i z celowymi masowymi powtórzeniami.

Ogólnie pytanie jest jedno: po co ja to czytałem?

Nie wiem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk4piorunów

Też czytałem, z ciekawości. Cieszę się, że udało mi się to potem odsprzedać xd Ale nie żałuję, ciekawa rzecz taki przewodnik do reinkarnacji.

Gruba ryba0piorunów

@RogerThat to prawda, ciekawe było poznać tak odmienne kulturowo spojrzenie na te kwestie. No i jaki to potężny lodołamacz na niezręczne momenty ciszy do portfolio ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gruba ryba1piorunów

O kurde! Ale mnie to zainteresowało!

Dobrze, że krótkie! 😉

Gruba ryba1piorunów

@George_Stark znaczy ja miałem jakiś skan pdf z A4, stąd taka długość, normalna ksiazka ma chyba 150. Ale czyta się szybko jak zaczniesz pomijać powtórzenia i bezsensowne nazwy xd

Pokaż więcej komentarzy (5)