Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Lider

w Książki

6piorunów

1297 + 1 = 1298

Tytuł: Strażnik

Autor: Lee Child, Andrew Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 416

Ocena: 8/10

Przyznam, że do "Strażnika" podchodziłem z pewnymi obawami. W końcu to 25. tom przygód Jacka Reachera i jednocześnie początek pisarskiej współpracy Lee Childa z jego młodszym bratem Andrew. Zmiana autora w tak długiej i lubianej przeze mnie serii mogła oznaczać początek jej końca. Na szczęście moje obawy okazały się kompletnie nietrafione. Co więcej, to jeden z najlepszych tomów trzeciej dziesiątki przygód Reachera, a być może nawet lepszy od wielu książek z poprzednich dziesięciu.

Fabularnie otrzymujemy motyw bardzo podobny do tego z 24. tomu, w którym Reacher pomagał starszemu małżeństwu. Tym razem na jego drodze staje Rusty Rutherford, informatyk pracujący dla miejskiego urzędu, który po ataku ransomware zostaje obarczony odpowiedzialnością za katastrofę. Problem w tym, że wcześniej wielokrotnie ostrzegał przełożonych przed lukami w zabezpieczeniach, ale jego uwagi były konsekwentnie ignorowane.

Jak to zwykle bywa, kiedy dochodzi do katastrofy, najłatwiej znaleźć winnego w osobie, która od dawna próbowała jej zapobiec.

Na tym jednak problemy Rutherforda się nie kończą. Informatykiem zaczynają interesować się dwie rywalizujące ze sobą grupy, a Reacher, który przypadkowo zostaje wciągnięty w całą sprawę, postanawia mu pomóc. Z czasem okazuje się, że na serwerach urzędu znajdowało się coś znacznie cenniejszego niż nudne dane mieszkańców. Tytułowy "Strażnik" to aplikacja, którą bardzo chętnie przejęliby rosjanie, a stawka całej rozgrywki szybko zaczyna wykraczać poza problemy jednego niesłusznie oskarżonego informatyka.

I właśnie tutaj Reacher robi to, co potrafi najlepiej. Staje pomiędzy człowiekiem potrzebującym pomocy, a ludźmi, którzy przekonani o swojej wyższości i sile chcą go wyeliminować. Bardzo podoba mi się ten motyw. Reacher nie potrzebuje wielkiego powodu, żeby zaangażować się w cudze problemy. Wystarczy, że widzi niesprawiedliwość, kogoś słabszego i przeciwników przekonanych o własnej bezkarności. Nie interesują go procedury, polityczne konsekwencje ani to, czy powinien mieszać się w sprawy, które go nie dotyczą.

Childowie łączą klasyczną formułę serii z zagrożeniami związanymi z cyberbezpieczeństwem. Ransomware, zaniedbania organizacyjne, ignorowanie ostrzeżeń specjalistów i poszukiwanie kozła ofiarnego po incydencie to tematy, które bardzo trafiają w moje serduszko i tym chętniej o nich czytałem.

Największym zaskoczeniem pozostaje jednak dla mnie sama współpraca braci Childów. Obawiałem się, że Andrew spróbuje na siłę zmienić bohatera, nadać mu nowy charakter, albo że książka straci ten specyficzny rytm, do którego przyzwyczaił mnie Lee. Może pojawił się tu na chwilę motyw muzyczny, ale też był związanych z próbą ochrony słabszych. To jednak Reacher nadal jest Reacherem. Spostrzegawczym, bezkompromisowym, technologicznie zacofanym, momentami absurdalnie skutecznym i przekonanym, że większość problemów można rozwiązać, jeśli odpowiednio dobrze zrozumie się sytuację, a następnie podejmie właściwe działania. Przy czym większość działań w jego wykonaniu, to skutecznie i praktycznie egzekwowana perswazja manualna, po której przeciwnicy akceptują argumenty i idą w drzemkę lub pospiesznie się oddalają.

Strażnik nie jest pozbawiony typowych dla serii uproszczeń. Reacher nadal potrafi wyjść cało z sytuacji, które dla zwykłego człowieka skończyłyby się tragicznie, a przeciwnicy nie zawsze wykazują się inteligencją proporcjonalną do zagrożenia, jakie mają stanowić. Ale po 25 tomach trudno traktować to jako zaskoczenie. To część konwencji, którą albo się akceptuje, albo dawno temu przestało się czytać tę serię. Ja nie przestałem i w pełni to akceptuję.

Dla mnie najważniejsze jest to, że po raz kolejny dostałem dokładnie takiego Reachera, jakiego lubię najbardziej. Człowieka, który miał po prostu przejść przez kolejne miasto, ale przypadkiem znalazł się w samym środku problemów kogoś, komu nikt inny nie chciał pomóc. Ja to kupiłem wiele tomów temu i kupuję nadal.

Tom, jak większość w tej serii, można czytać osobno, bez znajomości fabuły poprzednich tomów, choć tu mam wrażenie, że bardzo niewiele jest nawiązań do samego Reachera, chociażby jego cech fizycznych. Albo mi się nie rzuciło w oczy, albo nie było wzmianki o wzroście, wadze, braku drugiego imienia, czy przeszłości wojskowej.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

6piorunów

1297 + 1 = 1298

Tytuł: Dziwne obrazki

Autor: Uketsu

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Czarna Owca

Format: książka papierowa

Liczba stron: 272

Ocena: 6/10

Prywatny licznik: 24/48

Książkę kupiłem żonie, po recenzji @KatieWee (https://www.hejto.pl/wpis/1223-1-1224-tytul-dziwne-obrazki-autor-uketsu-kategoria-kryminal-sensacja-thrill). Idealnie wpasowała się do . Sama książka to dobry kryminał, gdzie tytułowe obrazki maja swoją rolę w rozwiązaniu zagadki.

18/25 - Książka autora z Dalekiego Wschodu

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość

w Książki

9piorunów

1296 + 1 = 1297

Tytuł: Ostatnia walka

Autor: Jan Zumbach

Kategoria: auobiografia, pamiętnik

Wydawnictwo: Bellona

Format: książka papierowa

ISBN: 9788311143289

Liczba stron: 416

Ocena: 8/10

Jan Zumbach - człowiek który przeżył kilka ludzkich żywotów. Pilot, dowódca, przemytnik i najemnik. Są przynudnawe wątki, ale ogólnie w sposób sprawny i interesujący opisuje swój żywot, od dzieciństwa, przez naukę latania, wrzesień 1939, ucieczkę przez pół świata do Wielkiej Brytanii, gdzie podczas Bitwy o Anglię został podpułkownikiem i dowódcą Dywizjonu 303. Następnie opisuje swoją karierę przemytniczą oraz walki w roli najemnika w wojnach o niepodlegość Biafry i Katangi.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz

w Książki

21piorunów

1295 + 1 = 1296

Tytuł: Atatürk. Twórca nowoczesnej Turcji

Autor: Jerzy S. Łątka

Kategoria: biografia

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-7976-377-1

Liczba stron: 367

Ocena: 8/10

Mustafa Kemal. Mąż stanu, bohater i symbol, który sam siebie kazał nazywać "Atatürk", czyli "Ojciec Turków". I nie jest to określenie na wyrost, gdyż stworzył on Turcję od podstaw. Jego osoba jest przedmiotem żywego do dzisiaj w tym kraju kultu, widocznego niemal na każdym kroku.

Mustafa urodził się w 1881 roku w kupieckiej rodzinie w Salonikach, której korzenie według różnych źródeł sięgają do Bośni lub Albanii. Od młodości związany z wojskiem, najpierw przez szkołę wojskową gdzie otrzymał drugie imię Kemal ("Dokonałość"), a następnie przez karierę w armii. Już w okresie szkolnym angażował się w działalność ruchów młodotureckich i antymonarchistycznych, czego skutkiem było zesłanie do Syrii. Przed I wojną światową uczestniczył w działaniach zbrojnych na terenie Imperium Osmańskiego, ale dopiero wybuch Wielkiej Wojny i walki o półwysep Gallipoli przyniosły mu sławę. Po zakończeniu wojny sprzeciwił się niekorzystnym warunkom pokoju narzuconym przez mocarstwa zachodnie i jawnie zbuntował się przeciwko władzom w Stambule, czego konsekwencją była tzw. wojna o niepodległość. Przeprowadził także zwycięską kontrofensywę przeciw Grecji, której ukoronowaniem było wyzwolenie Smyrny/Izmiru. Po podpisaniu porozumień pokojowych objął przywództwo kraju i przystąpił do bardzo głębokich reform społecznych, politycznych i religijnych, nie bojąc przy tym korzystać z metod iście dyktatorskich. Zmarł w 1938 roku.

Postacią Atatürka, mimo że już wcześniej mi nieobcą, zainteresowałem się mocniej w czasie wakacji w Turcji, czego skutkiem był zakup niniejszej pozycji. Niestety aktualna oferta rynku wydawniczego w Polsce nie rozpieszcza w tym temacie.

Omawiana książka nie jest typowo naukowym opracowaniem. Jest to raczej opowieść o człowieku i o wydarzeniach które go dotyczyły, dzięki czemu czyta się ją bardzo dobrze i szybko. Tworzy ona bogaty w detale zarys postaci, który można potem poszerzać dzięki bogatej bibliografii którą przytacza. Została ona napisana pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku, ale nie jest to odczuwalne. Zdecydowaniem polecam miłośnikom historii i Turcji.

Licznik : 13/12

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

1295 + 1 = 1296

Tytuł: Diuna

Autor: Frank Herbert

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 445

Ocena: 6/10

Uff, wreszcie udało mi się zmęczyć...

Wydanie z serii "Fantastyka-Przygoda" Iskier podzielone jest na dwa tomy. Pierwszy to głównie przedstawienie planety Arrakis i status-quo w 24 tysiącleciu. Fabularnie bardzo mnie wynudził, składa się głównie z dworskich intryg, spiskowania i zastanawiania się co ktoś powiedział czy zrobił i co to mogło znaczyć. Tom drugi rozpoczynający się wydaje się być dużo ciekawszy. Mamy w końcu pustynię, Fremenów z ich arcyciekawym wyposażeniem, no i w końcu pojawia się jakaś akcja, choć bardzo rozwleczona. Całość zamykają sążniste dodatki opisujące szczegółowo ekologię czy religię Diuny a także terminologia Imperium, w której znajdziemy odpowiedzi w razie niejasności.

Niestety, nie podeszła mi ta książka. Doceniam stworzenie niesamowicie rozbudowanego uniwersum, z własną religią, polityką i ekonomią, ale, no kurczę, jakoś ciężko mi się to czytało. Nie mogłem zupełnie się na niej skupić, myśli odpływały co chwilę. Postacie irytujące, sztuczne i pompatyczne, akcja rozwleczona i prowadzona jakoś tak maksymalnie zawile. Masa słów ale mało treści. Wkurzała mnie też ta cała pseudo-arabska otoczka i przeskoki fabularne (np. ) A gdy po raz tysięczny autor wstawiał te cytaty z zapisków księżniczki Irulan czy innych mądrych ksiąg miałem ochotę zgrzytać zębami. Moim zdaniem nic nie wnoszą do fabuły a tylko wybijają z rytmu. Poza tym, całe te dworskie intrygi, królowie i książęta czy walki na noże gryzą mi się ze światem przyszłości, ale czuję klimat, taki mariaż SF i fantasy. Cóż, może , ale mit Diuny upadł w moich oczach. Jak dla mnie Herbert stworzył genialny świat ale jak to mówią w korpo "nie dowiózł projektu" xD. Męczyłem ją ponad miesiąc i nie zamierzam raczej do niej wracać, a już tym bardziej nie sięgnę po kolejne tomy sądząc po recenzjach na tagu :smiley:

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen1piorunów

@trixx.420 W punkt! To samo znudzenie i uczucie, że cała para w gwizdek, a był potencjał.

Akcja - on spojrzał. Opis - 4 strony co to mogło znaczyć i co ona przez to czuła.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fenomen

w Książki

17piorunów

1294 + 1 = 1295

Tytuł: Akta Odessy

Autor: Frederick Forsyth

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Format: e-book

Ocena: 8/10

Kolejna świetna książka wpadła. Choć sam początek mocno średni - o mało co nie zrezygnowałem. Całe szczęście bo potem stopniowa akcja narastała a Rzadko się zdarza bym zarwał noc na dokończenie książki - ostatnie 40% wciągało i to mocno.

Zaskoczył mnie powód dla którego postanowił ścigać Roschmanna.

Jutro sobie porównam książkę do filmu.

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Hydepark

17piorunów

1293 + 1 = 1294

Tytuł: Pan Nowogród Wielki

Autor: Stefan Bratkowski

Kategoria: historyczna

Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza

Format: książka papierowa

ISBN: 8388072234

Liczba stron: 352

Ocena: 6/10

Dopiero po przeczytaniu tej książki, sprawdziłam, kim jest autor (dziennikarzem), co wyjaśniło wiele rzeczy. Przede wszystkim tą, dlaczego książka sprawia wrażenie bardzo chaotycznej, gdy spodziewałam się jakiegoś opracowania naukowego. Książki pisane przez historyków, archeologów są dużo bardziej uporządkowane i skrupulatne. Nawet jeśli autorzy pozwalają sobie na jakieś gdybanie, fantazję, własne opinie i przemyślenia, wyraźnie oddzielają to od faktów - źródeł pisanych, znalezisk.

Książka miała być o Nowogrodzie Wielkim, ale mamy w zasadzie przelecianą całą historię Rusi. Jest sporo ciekawostek, o których nie słyszałam, niemniej od typowej książki naukowej leży daleko. Bardziej to historia, beletrystyka, fakty, opinie i światopogląd pomieszane ze sobą.

Rok 1999, koniec wieku XX to czas, kiedy wydawało się, że Rosja jest na dobrej drodze do transformacji, jaką przeszły wszystkie post-sowieckie kraje. Pierwsza wojna w Czeczenii została przegrana, jej mieszkańcom pozwolono na niepodległość, a wszystko to, co dziś widzimy - imperialne zapędy, nie liczenie się z nikim i niczym, nawet własnymi obywatelami - wydawały się częścią minionej historii. Czy już wtedy w Rosji dominowały nastroje, które wyniosły do władzy Putina? Czy autor, utrzymujący kontakty z Rosjanami, widział i czuł, co nadciąga? W książce tej zwraca się do Rosjan, jakby chcąc wskazać im, że ich historia nie zawsze toczyła się i nie musi się toczyć po ścieżce wyznaczonej przez urojenia moskiewskich carów. Że, jako spadkobiercy Rusi, mają też inną przeszłość, z której mogą być dumni i ją kontynuwać. Przeszłość najstarszej słowiańskiej metropolii, demokratycznej kupieckiej republiki. Czy Putin jest złowrogim despotą, który trzyma pod butem zniewolony naród rosyjski, czy jest produktem oczekiwań tego narodu? Dziś coraz bardziej skłaniam się ku tej drugiej opcji. I myśli, że pewien nagłówek na pierwszej stronie wszystkich gazet - na który wszyscy czekamy, niczego nie zmieni. Putin jest jak grzyb, będący wytworem grzybni spowijającej pod ziemią całe połacie lasu. Grzybni, którą są imperialne ambicje jego obywateli.

Najważniejszymi ośrodkami na Rusi w czasach tuż sprzed powstania Cesarstwa Rosyjskiego, istniejącymi od najwcześniej spisanej historii, był Nowogród Wielki oraz Kijów. Miasta te były już kwitnącymi, ludnymi metropoliami na długo przed tym, jak powstała Moskwa. Miasta, które gdyby oparły się Moskwie pozostały stolicami Rusi - cała późniejsza historia mogłaby wyglądać inaczej. Miasta, których niezależne istnienie było poważną przeszkodą w koncepcji, w której to prowincjonalna Moskwa miała przejąć rolę "zjednoczenia całej Rusi" pod swoim przewodnictwem.

Nowogród Wielki wolał być lennem Wielkiego Księstwa Litewskiego niż Moskwy. I srogo za to zapłacił.

"Na przełomie 1569 i 1570 roku siły Iwana Groźnego zdobywały i niszczyły miasta na drodze z Moskwy do Nowogrodu. Po dotarciu na miejsce 2 stycznia oddziały opryczniny zaczęły otaczać miasto wysokimi drewnianymi murami, by uniemożliwić zeń ucieczkę. Następnie opricznicy pozamykali cerkwie i klasztory, by nikt nie mógł schronić się w świętych miejscach. W końcu 9 stycznia car nakazał rozpoczęcie rzezi ludności miasta. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, chwytano i spędzano dziesiątkami lub setkami tysiące osób (mężczyzn, kobiety i dzieci), które następnie brutalnie torturowano i mordowano na oczach cara i jego syna carewicza Iwana Iwanowicza. Potem, martwych bądź żywych, przywiązywano do sań i wleczono nad rzekę Wołchow, gdzie topiono w specjalnie wykutych przeręblach. Wciąż żywym próbującym się wydostać z lodowatej wody, rozbijano toporami głowy lub odrąbywano dłonie. Skuta lodem powłoka rzeki zaczerwieniła się od krwi."

Idioci usiłują się dogadywać z Putinem, sądząc naiwnie, że zadowolą go jakieś "deale", że dadzą mu zarobić hajs i wycofa się z wojny, że mają dla niego znaczenie jakieś zyski, miliardy, skarby, złoto, pieniądze. Ten człowiek ma więcej pieniędzy, niż jest w stanie kiedykolwiek przeżreć, ma wszystko czego zapragnie. Jeśli nie spędza każdego dnia z setką luksusowych prostytutek rozjeżdżając ludzi autem ze złota, to wyłącznie dlatego, że nie ma na to ochoty, a nie z powodu braku funduszy. Oprócz jednej rzeczy, na której tylko mu zależy i dla której, jak Iwan Groźny, jest w stanie poświęcić wszystko - każde pieniądze, miliony ludzkich żyć, gospodarkę kraju. Dla której jest w stanie kłamać, oszukiwać i dokonać każdej zbrodni.

Kijów.

Bo wie, że jeśli go zdobędzie, to historia oceni go łaskawie - będzie wychwalany jako wielki wódz i zwycięzca. 71% Rosjan uważa Iwana Groźnego za dobrego władcę. Typa, który wymordował całą metropolię i zamordował w napadzie szału własnego syna. Który zostawił kraj w nędzy i ruinie, pogrążony w domowych wojnach.

Fanatyk

w Książki

21piorunów

1292 + 1 = 1293

Tytuł: Święto Karkonoszy

Autor: Sławek Gortych

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: W.A.B.

Format: audiobook

ISBN: 978-83-8449-219-2

Liczba stron: 446

Ocena: 7/10

O Boże, jaka dziwna książka. To nawet nie jest kryminał – skłaniałbym się raczej do stwierdzenia, że to przede wszystkim dramat. Dwie przeplatające się linie czasowe: jedna rozgrywa się na Ziemiach Odzyskanych świeżo po wojnie, druga również w Jeleniej Górze, ale w czasach współczesnych, gdzie nikt już nie traktuje tego miasta jako czegoś obcego.

Fabuła nie jest rewolucyjna, a sama zagadka kryminalna niezbyt skomplikowana, ale no właśnie... Książka traktuje o ogromnej powojennej niesprawiedliwości i jest niezwykle autentyczna w tym, co opowiada. Słucha się tego naprawdę ciężko i powiedziałbym, że wręcz depresyjnie. Niby to tylko książka, a wywołuje autentyczne emocje. Stąd jednak ocena 7, a nie 6. Może i nie było to nic odkrywczego, ale główny motyw okazuje się tak niewygodny, że powieść awansuje o oczko w górę. Fajna pozycja – zgłębiłem ją w ramach czytania książek górskich i szczerze polecam, jeśli ktoś lubi Karkonosze. Aczkolwiek przybijająca i w sumie bez szczęsliwego rozwiązania.

Lektor (Marcin Popczyński) bardzo dobry – 9/10.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość

w Książki

17piorunów

1291 + 1 = 1292

Tytuł: Bastiony Mroku

Autor: Robert Jordan, Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383353029

Liczba stron: 1128

Ocena: 8/10

Lektura niniejszego tomu była - aż ciężko w to uwierzyć - przyjemna, do tego nie przypominam sobie żadnych większych dłużyzn. Niemałe dokonanie przy książce na ponad 1100 stron.

Nastąpiło tu całkiem sporo rzeczowych konfrontacji, zarówno - co oczywiste - natury czysto batalistycznej, ale też personalnej - między osobami, które miały ze sobą jakieś sprawy do wyjaśnienia, przeważnie te z rodzaju uczuciowych, a od dłuższego czasu nie miały okazji do spotkania w cztery oczy czy choćby możliwości kontaktu.

Dwaj główni bohaterowie - tj. Perrin i Mat, bo Rand ma to już za sobą - przeżywają swoje bodaj najistotniejsze momenty i dokonują najdonioślejszych czynów przed rozpoczęciem Ostatniej Bitwy. U obu jest to właściwie zwieńczenie rozwoju ich postaci (choć pewnie jakiegoś epickiego asa na sam koniec z rękawa wyciągną) oraz ugruntowanie faktu, że nie są osamotnieni. Z chęcią napisałbym więcej, bo były to całkiem niezłe rozdziały, ale gdyby ktoś zdecydował się jednak na lekturę całej serii, to nie zamierzam psuć zabawy z najlepszymi tomami.

Chociaż wróć. Rozdziały 37. i 38. w piękny sposób splątują losy kilku ważniejszych postaci (w tym Perrina właśnie) i po mistrzowsku żonglują sensownymi zbiegami okoliczności, które kazały im się spotkać w tym konkretnym miejscu, w tym konkretnym czasie. Bohaterowie dają przy tym pokaz umiejętności wyuczonych na przestrzeni całej serii i jedynie w przypadku Gawyna czuć tutaj przesadę. Znowu. Wyczyny wspomnianego kowala natomiast są niesamowicie satysfakcjonujące, zwłaszcza w przedstawionej sytuacji.

Z czasem nauczyłem się jeszcze bardziej doceniać wątek Aludry i jej wynalazków (bo ten był dosyć intrygujący od samego początku), zwłaszcza mając na uwadze, że stanowią one niezwiązaną z Mocą bezpośrednią odpowiedź na seanchańską potęgę Damane.

Ogólnie znalazło się tu sporo niezłych fragmentów: część prologu poświęcona pewnemu doniosłemu wydarzeniu przedstawionemu tym razem z perspektywy Graendal rzuciła na nie nowe światło, natomiast ta o pogranicznikach na kilku ledwie stronach zawarła w sobie tonę emocji. Także i w tym tomie, tak jak w czwartym, znalazł się dłuższy epizod poświęcony Rhuiedan i jego właściwości ściągania wizji. Tym razem niosły one przekaz z drugiej strony spektrum czasu, a implikacje były chyba jeszcze bardziej druzgocące niż przy pierwszej okazji, a to o czymś świadczy. Niesamowicie podobały mi się też ustępy rozrzucone po całej książce poświęcone tułaczce Lana, jego siłowaniu się z przeznaczeniem i powolnemu godzeniu z niespodziankami napotykanymi na drodze.

W tym tomie bardziej niż w poprzednim wyraźniej zaznacza swoją obecność z deczka suchawy humor oraz większa bezpośredniość - czy nawet, rzekłbym, "współczesność" - w dialogach - niewątpliwa zasługa Sandersona, a pisząc "zasługa" widzę to jako stwierdzenie faktu, nie pochwałę.

A jeżeli chodzi o korektę, to dalej d⁎⁎a:

- z jakiegoś powodu przetłumaczony w poprzednim tomie jako Kurhan Natrina, w tym pozostał w oryginalnej formie tj. Natrin's Barrow.

- w jednym przypadku słowo "vital" w znaczeniu "istotne" przetłumaczono jako "żywotne". Niby może być, ale brzmi nienaturalnie.

- na jednej stronie wobec tej samej Aes Sedai używano imienia Myrelle i Mirelle.

- i masa literówek w innych imionach.

Lider

w Książki

16piorunów

1290 + 1 = 1291

Tytuł: Sprostowanie

Autor: Renee Knight

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: ebook

Liczba stron: 304

Ocena: 6/10

To jest bardzo dziwna książka. Do jej przeczytania zachęcił mnie serial na Apple TV+, ale nie wiem, czy lektura zachęca do obejrzenia serialu.

Mamy małżeństwo, w teorii szczęśliwe, które ma syna, w teorii zajętego podróżowaniem i cieszeniem się życiem. Problem polega na tym, że to wszystko jest fasadą, a gdy główna bohaterka znajduje w domu książkę, której fabuła do złudzenia przypomina jej życie i pewne wydarzenia z dawnych wakacji, fasada się rozbija w drobny mak, a małżeństwo przechodzi ogromny kryzys, a później kolejny i kolejny. Przeszłość wychodzi na jaw, ale nie cała, a historia ma mnóstwo luk i przemilczeń.

Książka nie daje nam polubić bohaterów, bo gdy ich poznajemy każde żyje w swojej bańce/strefie komfortu, a później oglądamy ich, gdy pod przymusem muszą je opuścić i wychodzi z nich prawdziwe oblicze.

Romas, śmierć, zagrożenie życia, a może coś jeszcze, bardzo wiele tych emocji, przemilczeń i kłótni na przestrzeni 300 stron. A do tego książka wolno się rozpędza, co sprawia, że w pewnym momencie leci na łeb na szyję, żeby się wyrobić ze wszystkim przed końcem. Bohaterowie ze sobą nie rozmawiają, książka prawie nie ma dialogów, większość informacji poznajemy ze wspomnień po latach i ze słyszenia.

Czuć, że jest to debiut i jeszcze brakuje autorce niezbędnego wyczucia tempa, które znacznie utrudnia odbiór lektury.

Raczej nie mogę polecić, na pewno nie jest to dobra książka dla kogoś, kto oczekuje thrillera, tym bardziej kryminału. Nie jest to literatura piękna, bliżej jej do obyczajowej, ale za dużo tu poplątania gatunków i prób ukrycia o czym ta książka jest.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 189/128

Fenomen1piorunów

@WujekAlien od siebie dodam że serial oparty na tej książce jest więcej niż poprawny i ogląda się go z przyjemnością.
Książki nie czytałem.

Lider1piorunów

@Astro właśnie datego się zastanawiam, bo książka ma zadatki na bycie świetnym serialem, czuć, że tu zabrakło stron na całą historię, a w serialu i kilku odcinkach powinna się lepiej prezentować.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

16piorunów

1289 + 1 = 1290

Tytuł: Zgodnie z planem

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 416

Ocena: 5/10

Dawno nie było Reachera, więc lecimy z kolejnym.

Tym razem jedna z najsłabszych książek serii, której nawet Zadura nie potrafił uratować w audiobooku.

Fabularnie: Reacher znowu wysiada z autobusu w małym miasteczku, ale tym razem nic go tu nie ściągnęło, a jedynym powodem, dla którego wysiadł na przystanku, był starszy pan, z grubym plikiem gotówki, którego śledził niedoszły przestępca również pasażer tego samego środka lokomocji. Wysiedli w trójkę: dziadek pierwszy, złodziej drugi, Reacher trzeci. Gdy doszli już na miejsce kradzieży Jackowi udało się ją udaremnić, ale starszy pan się przewrócił i zwichnął nogę, przez co nie może dalej iść sam.

Starszy pan i jego żona zapożyczyli się już gdzie mogli, a ostatnią deską ratunku był lichwiarz gangu. Gdy starszy pan opowiedział Reacherowi na co mu potrzebne te pieniądze, ten postanowił mu pomóc i dostarczyć ostatnią ratę długu. Niestety jak to Reacher spierdolił sytuację jescze bardziej, przez co starsze małżeństwo po za chorobą córki, ma na głowej również wojnę lokalnych gangów o wpływy w mieście.

I tu się pojawił pierwszy powód, dla którego książka jest tak słaba. Reacher z zimną prezycją eliminuje - uśmierca - kolejnych członków dwóch rywalizujących gangów ze wschodniej Europy. Oni myślą, że za eliminacją toważyszy stoi drugi gang, więc dodatkowo mordują kolejnych, aż w pewnym momencie licznik śmierci przekracza 20 i nie chce mi się więcej liczyć. Metody te są tez dość rzeźnickie, od postrzału w autcie, przez zgniatarke auto, po podpalenie ludzi żywcem.

Miałem wrażenie, że Childowi się trochę pomyliły serie, bo Reacher raczej zawsze kojarzył mi się z człowiekiem, który najpierw walczy wręcz, a jak absolutnie nie ma wyjścia, zabija. Tu lecimy z przykazaniem: nie zabijaj, jak z luźną sugestią w samouczku do pominięcia klikając spację.

Nie tak wyobrażałem sobie pomoc staruszkom w problemach finansowych. Wątek amerykańskiej służby zdrowia też średnio tu zagrał, bo zamiast bać sie o życie dziewczyny, widziałem lekarza z terminalem płatnczym przy szpitalnym łóżku.

Jeden z najsłabszych, o ile nie najsłabszy tom serii, a co gorsza, kolejny tom i następne są już napisane przez Lee, do spółki z jego bratem Andrew, co nie zwiastuje nic dobrego.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 187/128

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

15piorunów

1288 + 1 = 1289

Tytuł: Niecodzienne przypadki Denny’ego Vossa

Autor: Holly Kennedy

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Format: ebook

Liczba stron: 416

Ocena: 8/10

Ciekawa odskocznia od cięższych tematów, fantasy i kryminałów.

Książka o chłopcu, choć powinienem powiedzieć mężczyźnie, bo bohater ma 30 lat, który popada w dziwne tarapaty głównie dlatego, że jest opóźniony w rozwoju i nie do końca rozumie otaczający go świat. Denny jest praktycznie samodzielny, ma pracę, znajomych, rodzinę, ale nie radzi sobie z pewnymi emocjami, co często kończy się ucieczką do własnego świata i śpiewaniem motywu z Toy story ("Ty druha we mnie masz"), jako formie uspokojenia.

Denny jest opóźniony od urodzenia, wychowywany przez swoją mamę, którą nazywa babcią ze zwględu na jej podeszły wiek. Jego wiernym kompanem jest głuchy i ślepy pies George, a zwierzęta nazywane ludzkimi imionami i nazwiskami wpędzą Denne'go w niejedne kłopoty.

Numerem, który często się przewija w książce jest 72 - IQ naszego protagonisty, które jest jednocześnie wadą, jak i zaletą, bo gdyby wynosiło 70 lub mniej, Denny mógłby być traktowany zupełnie inaczej, a tak za swoje zachowanie kilkukrotnie trafia do więzienia. W tym raz za morderstwo, którego nie popełnił, ale nie umie się z niego wytłumaczyć, a jego adwokatka broni go w swojej pierwszej w życiu sprawie sądowej.

Książka jest zabawna/humorystyczna, ale zostawia z pewną refleksą na temat życia osób niepełnosprawnych umysłowo i tego, jak społeczeństwo jest gotowe na ich odmienność.

Przyjemna krótka lektura, na około 3-4 godziny czytania, ale moim zdaniem warto. Polecam :)

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

23piorunów

1287 + 1 = 1288

Tytuł: Zderzenie z rzeczywistością. Jak przetrwać bolesne ciosy od życia i się po nich podnieść

Autor: Russ Harris

Kategoria: Psychologia

Wydawnictwo: Gdań­skie Wy­daw­nic­two Psy­cho­lo­gicz­ne

Format: ebook

ISBN: 978-83-7489-988-8

Liczba stron: 292

Ocena: 7/10

Prywatny licznik: 16/30

Książka z gatunku self-help zawierająca szereg technik mentalnych przydatnych w przypadku zderzenia z rzeczywistością – czyli traumy bądź trudnego okresu w życiu. Autorem książki jest Russ Harris największy popularyzator ACT (Terapia akceptacji i zaangażowania) – nurtu trzeciej fali terapii CBT (Terapia poznawczo-behawioralna).

Techniki zawarte w książce opierają się na uważności, oraz akceptacji zarówno trudnych zdarzeń jak i stanów emocjonalnych z nimi związanych. Jest w niej również poruszony temat celów, pragnień i wartości. Całość jest niczym innym jak uwspolcześnionymi, uproszczonymi, zmiękczonym i przystosowanymi na potrzeby chwili i natychmiastowego zastosowania technikami stoickimi. Nie jest to niczym zaskakującym, gdyż cały nurt CBT przez co i ACT mają swoje korzenie w stoicyzmie.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

16piorunów

1286 + 1 = 1287

Tytuł: Koszmary i fantazje

Autor: H. P. Lovecraft

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: SQN

Format: książka papierowa

ISBN: 9788363248864

Liczba stron: 384

Ocena: 6/10

Bardzo różnorodny zbiór listów i esejów Lovecrafta, w którym można znaleźć opinie na temat twórczości innych pisarzy, fragmenty opowiadań "mistrza horroru", opisy jego snów, a także trochę poglądów pisarza na temat polityki(na szczęście niewiele tego) oraz religii.

Muszę przyznać, że w całym zbiorze jeden list wybija się mocno ponad resztę, jest to list do Roberta Howarda, w którym Lovecraft zajmuje się historią amerykańskiego stanu Massachusetts i mrocznymi opowieściami o tamtejszych kultach, czarownicach itp. W tym był zdecydowanie najlepszy i gdyby cała książka składała się z jego opowieści o mitach i legendach, pewnie spokojnie dałbym 10/10.

Reszta oczywiście nie jest taka zła, potraktowałem tą pozycję m.in. jako dobry sposób na poznanie preferencji czytelniczych pana Lovecrafta(szkoda, że finalnie polecajek było mało, jedynie w pierwszej części książki). Machen, Blackwood, Smith, znalazło się tutaj kilka nazwisk wartych bliższego zapoznania się.

Esej o wyższości kotełów nad psowatymi to kolejna z rzeczy, które wyróżniają ten zbiór(na miejscu piesolubów mógłbym poczuć się urażony tekstem, na szczęście jestem kociarzem). Są też pomysły na kolejne opowiadania, niektóre zrealizowane, niektóre porzucone, a także takie, które finalnie wykorzystał inny autor po dorwaniu się do pomysłów Lovecrafta( głównie August Derleth).

Są i słabsze części zbioru, najgorsza część to zdecydowanie opis podróży po zachodnich terenach USA, który autor "upiększył" językiem używanym w wieku XVIII. Stawiam, że musiała to być fajna zabawa dla Lovecrafta, dla mnie było to męczące doświadczenie. Podobnie rzecz się ma z innym esejem, w którym Lovecraft postanowił wymienić wszystkie domy zamieszkiwane przez Poego, zgroza.

Finalnie było warto dla kilku perełek z tego zbioru.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz

w Książki

29piorunów

1285 + 1 = 1286

Prywatny licznik: 29+1=30

Tytuł: Kraj za murem. Życie codzienne w NRD

Autor: Katja Hoyer

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788368479997

Liczba stron: 528

Ocena: 6/10

Tytuł książki mówi w zasadzie prawie wszystko. Tematyką jest historia NRD, mimo że w tytule mamy wskazane przede wszystkim życie codzienne, tak nie da się go opowiedzieć bez kontekstu przemian politycznych. Nie będę ukrywał, że temat NRD nie jest moją specjalnością, kojarzyłem podstawy ze Stasi i Honeckerem na czele, ale niewiele więcej. Stąd też liczyłem na poszerzenie mojej wiedzy i generalnie nie zawiodłem się.

Książka podzielona jest na mniej więcej 5-letnie okresy, począwszy od prapoczątków, czyli rozwoju karier przyszłych komunistycznych liderów wschodnich Niemiec, przez zainstalowanie stalinowskiej władzy w Berlinie Wschodnim, kolejne rzadsze wzloty i częstsze upadki, aż po nagłe i nieoczekiwane zjednoczenie, które po dziś dzień odbija się czkawką. Autorka, urodzona w NRD, specjalizuje się w temacie najnowszej historii swojego kraju urodzenia i tę wiedzę widać, ale chyba przede wszystkim w szerokości wiedzy, a niekoniecznie jej głębokości. Książka jest ewidentnie przeznaczona dla osób z zachodniej Europy, którzy potrzebują przynajmniej "liźnięcia" tematu NRD.

Moim zdaniem trochę zaszkodziła tu również struktura książki, bo niejednokrotnie mają miejsce powtórzenia pewnych tez z poprzedniego rozdziału, a konieczność upchnięcia kilku różnorodnych sfer życia z danego pięciolecia na 40-50 stronach wymagało poświęcenia na dany temat zaledwie paru stron. Tak na przykład zdecydowanie nie czuję, by temat Stasi był należycie pogłębiony - poświęcone jej były tylko 2-3 podrozdziały, które głównie zajmowały się zmianami na górze organizacji, zaś jej wpływ na życie codzienne został w dużej mierze pominięty. Ale dzięki tej rozpiętości tematów też poznałem tematy, o których nie miałem zielonego pojęcia, jak np zamknięte osiedle Waldsiedlung, gdzie elity państwa odłączyły się od zwykłego człowieka.

Powtarzalność czułem nie tylko w tym, jakie tematy były poruszane w kolejnych rozdziałach, ale również w podejściu do nich. Zdecydowanie wyczuwalny był schemat prezentowania tematu od szczegółu (t.j. historii pojedynczej jednostki) do ogółu (np. sytuacji gospodarczej czy czegokolwiek innego). Spokojnie mogę założyć, że blisko połowa z ponad 70 podrozdziałów miała taką strukturę i było to na dłuższą metę dla mnie jako czytelnika męczące.

Na koniec zostawiam coś najbardziej karygodnego, czyli błędy rzeczowe, które nie mają prawa bytu w takiej książce. Nawet ja, który uważam się za w miarę uważnego czytelnika, ale jednak mimo wszystko laika w temacie, zauważyłem przynajmniej 5 błędów typu pomylenia dat rocznych, określenia, że miejscowość w Niemczech znajduje się "godzinę drogi na północ od Londynu" czy użycia NRD zamiast RFN (albo odwrotnie). Nie wiem czy to błędy autorki czy tłumacza, natomiast wystarczyłoby jedno finalne przeczytanie książki przez kogoś obeznanego w temacie, by móc je wyeliminować. Tak się nie stało i dla mnie to duży problem dla jej wiarygodności, stąd tylko ocena dobra.

Fanatyk0piorunów

@bojowonastawionaowca

określenia, że miejscowość w Niemczech znajduje się "godzinę drogi na północ od Londynu" czy użycia NRD zamiast RFN (albo odwrotnie). Nie wiem czy to błędy autorki czy tłumacza, natomiast wystarczyłoby jedno finalne przeczytanie książki przez kogoś obeznanego w temacie, by móc je wyeliminować.

Dla mnie tego typu błędy dyskwalifikują książkę. To już nie jest nieuważność, tylko olewactwo.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Mistrz

w Książki

33piorunów

1284 + 1 = 1285

Prywatny licznik: 28+1=29

Tytuł: Polowanie na małego szczupaka

Autor: Juhani Karila

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Marpress

Format: książka papierowa

ISBN: 9788375282184

Liczba stron: 338

Ocena: 8/10

Konkurs na najdziwniejszą przeczytaną tę książkę w tym roku zdecydowanie rozstrzygnięty. Zajawka z tyłu książki mówi o bohaterce pochodzącej ze Wschodniej Laponii, która co roku musi wyłowić szczupaka z pewnego miejsca, od czego zależy jej życie. Tym razem jednak trochę jej nie idzie, a co gorsza, jedzie za nią jednoosobowy pościg w sprawie podejrzeń o morderstwo.

I generalnie ta zajawka faktycznie się sprawdza, ale ZUPEŁNIE nie mówi o tym, jaka jest ta książka. A jest ona pojechaniem po krawędzi wyobraźni, uwzględniając specyficzny klimat miejsca, w którym toczy się akcja, ludowych przesądów, klątw, potworów pochodzących ze wschodniej Europy czy czarownictwa. Przez pierwsze pół książki nie wiedziałem co jak z kim i dlaczego - i chyba to jest normalny stan. Z kolei druga połowa zaczęła wchodzić jak masełko i wielokrotnie parskałem śmiechem. Puenta prosta o wybaczaniu sobie swoich błędów z okresu młodości, ale w tej opowieści zdecydowanie nie cel końcowy się liczył, a bagnista droga.

Książka normalnie dostałaby ode mnie uczciwą siódemkę, natomiast za to, jaki piękny kawał roboty odwalił tłumacz, zdecydowanie należy się podwyższenie oceny. Nie dość, że świetnie oddał tamtejszą faunę i florę (przy konsultacji ze specjalistami w temacie), to przede wszystkim dla przetłumaczenia specyficznego charakteru tamtejszej gwary stworzył syntetyczną polską gwarę, która czerpie z różnych regionów Polski i korzysta z fonetycznego zapisu - i zapełnił nią jakieś 1/4 książki. Nie chcę wiedzieć jak bardzo podkreślony na czerwono był końcowy tekst, ale naprawdę szacun za ogarnięcie tego w spójny sposób przez całą książkę. Do tego dochodzi bardzo przemyślane oddanie "odchyłów" (gra słów zamierzona, pozdrowienia dla tych, którzy przeczytali już książkę) autora, na czele z odnalezieniem baskijskiego boga lasu xD Po prostu WOW, bardzo głęboki ukłon dla Sebastiana Musielaka!

Książkę wcześniej recenzowali:

* @kiri https://www.hejto.pl/wpis/491-1-492-tytul-polowanie-na-malego-szczupaka-autor-juhani-karilo-kategoria-fant

* @George_Stark https://www.hejto.pl/wpis/630-1-631-tytul-polowanie-na-malego-szczupaka-autor-juhani-karila-kategoria-lite

* @Vampiress https://www.hejto.pl/wpis/15-1-16-tytul-polowanie-na-malego-szczupaka-autor-juhani-karila-kategoria-fantas

* @adamszuba https://www.hejto.pl/wpis/67-1-68-tytul-polowanie-na-malego-szczupaka-autor-juhani-karila-kategoria-fantas

* @Vakarian https://www.hejto.pl/wpis/114-1-115-tytul-polowanie-na-malego-szczupaka-autor-juhani-karila-kategoria-fant

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fenomen

w Hydepark

21piorunów

1283 + 1 = 1284

Tytuł: Bóg urojony

Autor: Richard Dawkins

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: CiS

Format: papierowa

Liczba stron: 520

Ocena: 8/10

Człowiek się wyprowadził, pomału organizuje sobie życie, czyta nieregularnie i przez to zapuszcza się na tagu. A książkę wybrałem z dwóch powodów. Pierwszym to ostatnia rocznica, 3 października minęło dwadzieścia lat od wydania książki i uznałem, że po prostu odświeżę sobie po, ośmiu?, latach tytuł i sprawdzę, jak treść ma do czasów współczesnych. A drugi powód? Przy moim niesamowitym szczęściu to tylko kwestia czasu, aż zadzwonią do domofonu świadkowie Jehowy i zapytają, czy boją się wojny*. Ja już będę gotowy do Armagedonu. A przynajmniej na nich.

Tytuł zapewne wszystkim znajomy. Dawkins jako zadeklarowany ateista rozkłada na czynniki pierwsze religię oraz związki między nauką a wiarą, by przekonać czytelnika (wierzącego) do swojego stanowiska lub (ateistę) do odważnego wyrażenia swego zdania. Wbrew stereotypom Dawkins nie jest żadnym agresywnym ateistą. Złośliwym - bywa, ale wobec naprawdę dobrych, a głęboko wierzących ludzi, stosuje pewną taryfę ulgową i wyraża się o nich z jednoznacznym szacunkiem, nie zgadzając się jednocześnie z ich poglądami. Co innego z kreacjonistami, których Dawkins skrupulatnie rozbraja.

Czy ta książka zawiera coś odkrywczego? Prawdę mówiąc niewiele, ale to nie był cel tej książki. Dawkins napisał esej, gdzie porządkuje i uzupełnia argumenty przeciwko religii. Takie tytuły też są ważne. Jako historyk z wykształcenia widzę, że "Bóg urojony" bardzo po łebkach przedstawia historię powstawania religii, świętych ksiąg itd. Nie winię Dawkinsa, gdyż ten specjalizuje się w zupełnie innej dziedzinie.

Czytany przeze mnie egzemplarz książki został wydany w 2022 roku, ale wydawca zaznacza, że w sumie jest to I wydanie z 2007 roku. Gdzieniegdzie są przypisy z aktualizacjami, co doceniam. Szkoda tylko, że nie pokuszono się na pełne II wydanie, gdzie zostałyby wyłapane literówki, błędy językowe (wielokrotnie pojawiające się "a mianowicie") oraz sprawdzone adresy stron www.

*Prywata: ja tu się śmieje, a jednym z pierwszych miejsc, które odkryłem na nowym osiedlu, jest... zbór zielonoświątkowców. 200 metrów w linii prostej od mieszkania. Zaczepiali mnie już świadkowie Jehowy, adwentyści dnia siódmego, jeden baptysta, a także mormoni, zarówno telefonicznie jak i osobiście. Zielonoświątkowcom jeszcze się nie udało, ale jak w Gdańsku byłem na dworcu to trafiłem na jakąś ich akcje, podczas której ich lider wziął ulotki i od razu kierował się w moją stronę. Mając głupie wrażenie, że idzie do mnie, natychmiast się odwróciłem i wyszedłem z dworca okrężną drogą. Do dziś nie wiem, co mam wypisanego na twarzy, że przyciągam takich ekscentryków. Chyba mogę przyjmować zakłady, kto przyjdzie pierwszy: jehowi czy jednak pobliscy zielonoświątkowcy.

Prywatny licznik: 38/50

Fanatyk

w Książki

14piorunów

1282 + 1 = 1283

Tytuł: Kłopot z Zełenskim

Autor: Zbigniew Parafianowicz

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czerwone i Czarne

Format: książka papierowa

Liczba stron: 257

Ocena: 6/10

Kontynuacja poprzedniej książki Parafinowicza "Polska na wojnie".

Znajdziemy tu ten sam format, wypowiedzi zanonimowanych polityków, dyplomatów czy pracowników lotniska w Jasionce.

Tym razem książka jest bardziej skupiona na postaci Zełenskiego. Jego relacjach z polskimi, europejskimi i amerykańskimi władzami. Po lekturze buduje nam się jego krytyczny obraz i dobrze, bo nic nie jest czarno-białe.

Chciałbym wierzyć w przytoczony cytat: " W czasie kryzysu dronowego NATO oddelegowało na potrzeby obrony polskiego nieba sto maszyn z państw NATO. Były gotowe w każdej chwili do kontruderzenia w Rosję. Te sto maszyn zabezpieczał SACEUR."

Fenomen

w Dyskusje

22piorunów

1281 + 1 = 1282

Tytuł: Wydobyć Titanica

Autor:  Clive Cussler

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Format: ebook

Ocena: 10/10

Idealnie trafiła w mój gust. Od samego początku wzbudzała zaciekawienie najpierw losami górników później gdy zaczął się wątek ruskich. Zakończenie satysfakcjonujące jak i zaskakujące .

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Książki

18piorunów

1280 + 1 = 1281

Tytuł: Mortis

Autor: John French

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 560

Ocena: 5/10

“What will be left after a war like this?”

V część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Wystarczy jedno spojrzenie na okładkę oraz tytuł i wiadomo, że główną oś wydarzeń stanowić będzie to, co przedszkolaki lubią najbardziej, czyli bitwy wielkich robotów, w szczególności Legio Mortis i ich niedorzecznie wielkich tytanów klasy Imperator.

Pod względem fabularnym całe oblężenie Terry przebiega liniowo, więc oczywiście “Mortis” podejmuje opowieść po wydarzeniach kończących “Saturnine”.

John French podobnie jak w “The Solar War” znów w jednej książce zamieścił wiele różnych perspektyw na wydarzenia główne oraz poboczne mające większy lub mniejszy wpływ na otaczający świat. Słusznie, gdyż titan-pr0n, choć efektowny, szybko zaczyna nużyć. Chyba jednak trochę przesadził i chciał poruszyć zbyt wiele tematów w jednej powieści. Wątków można wyróżnić co najmniej dziewięć, co sprawia, że ich śledzenie bywa uciążliwe, a całe napięcie gdzieś umyka.

Same bitwy tytanów zostały napisane w dwóch różnych skalach. Pierwsza ukazana z rozmachem i w tonie batalistyczno-katastroficznym głównie z punktu widzenia Tetrecaurona - princepsa senioris z Legio Ignatum pokazuje bardziej globalne, taktyczne spojrzenie na pole bitwy. Napięcie znakomicie budują detale np. w postaci komunikatów nadawanych pomiędzy tytanami. Natomiast związany z tym samym tematem wątek Acastii i Rycerzy Vyronii choć zbliżony technicznie, miał bardziej osobisty i ludzki charakter.

Zaskakująco ciekawie rozpoczęło się śledztwo Mauer w sprawie serii tajemniczych morderstw wśród oficerów oraz pośrednio wiary w Lectitio Divinitatus jako odpowiedzi na rozprzestrzeniające się poczucie beznadziei. Co z tego, kiedy potem urwało się, by wrócić dopiero za kilkaset stron?

Ciąg dalszy losów poborowego Katsuhiro poznanego w “The Lost and the Damned” prawdopodobnie miał nadal być smutną i dramatyczną historią okopową. Wyszło jednak nieciekawie i nużąco. Okrutnie przeciągnięta została podróż Olla Perssona w formie dziwnej, a’la lovecraftowej, psychodelicznej powieści grozy, nawet jeśli w pewnym momencie wychodzi z tego niezły mindfuck. Shibana natomiast w ogóle miałem ochotę pominąć, choć przyznam, że zakończenie było satysfakcjonujące.

Cała reszta, w tym kluczowy dla przebiegu kampanii wojennej temat Perturabo i IV Legionu, utrzymana została we właściwym tonie, choć przedstawiona bez większego polotu.

Na plus mogę dodatkowo zaliczyć stopniowo gęstniejącą atmosferę. W tej książce wyraźnie już widać, że kampania zaczyna wykraczać poza pojedynek wielkich strategów. Daje się wyczuć rosnąca desperację i słabnące nadzieje na zwycięstwo.

“Mortis” to książka bardzo nierówna, poniżej średniej na tle zarówno Oblężenia Terry jak i całokształtu Herezji Horusa. Po Johnie Frenchu spodziewałem się nieco więcej.