TelezajaczekTytan
10piorunów1033 + 1 = 1034
Tytuł: Lalka
Rok produkcji: 2026
Kategoria: Dramat / Kostiumowy
Reżyseria: Maciej Kawalski
Czas trwania: 2h 42m
Ocena: 6,5/10
Muszę przyznać, że finalnie jestem trochę rozczarowana filmową Lalką i mam wrażenie, że jej wysoka ocena na Filmwebie bierze się głównie z porównania z Lalką netflixową (którą ok. 2 tygodnie po premierze ludzie wciąż traktują jako pełnoprawną adaptację, a nie pastisz).
Zacząć muszę od pochwały za stronę techniczną. Piękne zdjęcia, realistycznie wyglądająca i dopracowana scenografia, piękne i dobrze odwzorowujące modę epoki kostiumy, i last but not least, dobrze zrealizowany dźwięk - film można oglądać bez napisów, co we współczesnym polskim kinie jest rzadkością.
Pod względem fabularnym z oczywistych względów bliżej jest Lalce Kawalskiego do Lalki Hasa, niż serialu Bera.
Mam trochę zastrzeżeń co do gry aktorskiej, i nie są to zastrzeżenia co do aktorów, a raczej pomysłów reżysera. Primo, zachowania postaci zostały mocno uwspółcześnione i jest do dla mnie minus. Akurat jestem w trakcie lektury książki i oglądania serialu Bera i czuję mocny dysonans między tym, jak postaci zachowywały się w książce i serialu i tym, jak zachowywały się w filmie - chociaż w wersji Kawalskiego nie ma Izabeli rzucającej ku⁎⁎⁎mi, to generalnie nie ma takiego poczucia, że aktorzy starali się oddać mental i zachowania z epoki, patrzy się na nich jak na współczesnych Polaków ubranych w kostiumy z XIX w., a nie XIX-wiecznych Polaków.
Uważam też, że część odtwórców ról była ogólnie źle dobrana. Na pewno trafnym wyborem okazali się Dorociński, Dębska, Pławiak, Seweryn, Damięcki i Komorowska. Zaskakującym wyborem byli Ostaszewska i Szyc jako baronostwo Krzeszowscy (wyobrażałam sobie to małżeństwo jako starsze), Gruszka w roli Flory, Wilczak jako Szlangbaum, Chyra jako Geist i Żak jako baron Dalski, ale dostali stosunkowo mało czasu antenowego, by można więcej powiedzieć o ich grze poza tym, że ogólnie była bez zarzutu. Englert jako książę z fryzurą na Chopina wyglądał jak Dracula xDD Nie podobały mi się Kulesza jako pani Meliton, Janda w roli hrabiny Karolowej, Stuhr jako Szuman, Kondrat w roli Rzeckiego i Urzędowska w roli Łęckiej. Kulesza zagrała kobietę XXI-wieczną przeniesioną w wiek XIX, jej postać dawała najmniej vibe'u epoki. Co do Jandy, nie zagrała może obiektywnie źle, ale jej interpretacja mi nie podpasowała, serialowa Hrabina była lepsza. Stuhr był zdecydowanie za młody i energiczny do roli ekscentrycznego i zrezygnowanego starego kawalera Szumana. Kondrat w roli starego przegrywa żyjącego przeszłością był totalnie niewiarygodny, jego zachowanie zdradzało za dużo pewności siebie, niestety owa interpretacja nie ma startu do gry Bronisława Pawlika - no cóż, widocznie do roli starych przegrywów nie powinno się wybierać aktorów, którzy prywatnie mają 40 lat młodsze żony ( ͡° ͜ʖ ͡°)
No i teraz czas przejść do największej moim zdaniem bolączki tego filmu, czyli interpretacji Kamili Urzędowskiej, wynikającej po części z jej gry, po części będącej pomysłem twórców, i stojącej w pewnej sprzeczności z treścią powieści. Zarówno w książce, jak i w świetnej serialowej interpretacji Małgorzaty Braunek, Izabela od początku do końca ukazana została jako postać skrajnie niesympatyczna, nadęta, zmanierowana i odrealniona pinda o wywalonym w kosmos ego, która generalnie nie wie, na czym jej d⁎⁎a jeździ i poza ładną buzią nie ma nic do zaoferowania ani jako potencjalną towarzyszka życia, ani przyjaciółka. Tymczasem w wersji Kawalskiego Izabela to dość sympatyczna, żywiołowa i wrażliwa dziewczyna, pragnąca przede wszystkim szczerego uczucia, które na pewnym etapie myli z pożądaniem i czego natychmiast szczerze żałuje. Niestety, taka interpretacja całkowicie zmienia wydźwięk wątku romantycznego - w książce i serialu widać było wyraźnie, jak idiotyczne jest uczucie Wokulskiego do takiej będącej moralnym zerem salonowej idiotki i wiadomo było, że sprawy nie skończą się dobrze, zaś w nowym filmie Izabela to dziewczyna, w której jak najbardziej można by się szczerze zakochać mimo jej impulsywności, bo nie wzbudza oczywistych negatywnych uczuć i red flagów.
Czy warto na ten film iść? Myślę, że tak, bo tak ogólnie to przyzwoite dzieło, lecz jak ktoś oczekuje bardzo wiernej ekranizacji, powinien zostać przy serialu Bera.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
























