936 + 1 = 937
Tytuł: Popołudnia samotności
Rok produkcji: 2024
Kategoria: Dokumentalny
Reżyseria: Albert Serra
Czas trwania: 2h 5m
Ocena: 8/10
Kilka popołudni z życia torreadora Andrésa Roca Reya.
W sumie w tym dokumencie głównie oglądamy Rocę na arenie, w busie - gdy wraca "po robocie", i czasem w hotelowym pokoju, gdy się szykuje "do roboty".
Reszta scen to powolne, wręcz rytualne zabijanie zwierząt. Pierwszą scenę zabicia byka oglądałam wyrywkowo, zakrywając dłońmi twarz. Potem już oczy i serce przyzwyczajają się i można oglądać wszystkie sceny w całości.
Na arenie Roca to bohater, w dziwacznym, pełnym napięcia tańcu mężczyzna ryzykuje swoje zdrowie, bo nie raz bykowi uda się go staranować. Ale w ostatecznym rozrachunku, nawet poraniony, Roca znów wychodzi, by tym razem ugodzić śmiertelnie byka i wyjść zwycięsko. Zresztą zawsze wychodzi zwycięsko.
Potem nasłucha się w busie od swoich kolegów-pomagierów jakie to ma olbrzymie jaja, jakim jest bohaterem. Ego napuchnięte jak język wycieńczonego i krwawiącego byka.
W tle niewyobrażalne cierpienie zwierząt, agonia przy oklaskach zadowolonego tłumu.
Kolory i ujęcia, zbliżenia, kwestia rytuału i cierpienia zwierząt. Serra z surową dozą jak najdokładniejszego pokazania ogranicza się tylko do Rocy i byka. Reszta jest drugoplanowa.
Nie dowiemy się tu nic o torreadorze, jakim jest człowiekiem, oglądamy go tylko w tej jednej roli - torreadora. Tylko o tym jest ten film - o starciu z własnym życiem na arenie. Może faktycznie Roca myśli, że ryzykuje gdy wychodzi tam i jest to ogromny stres, a może jest już tak zrutynalizowany, że dla niego to właśnie kolejny "dzień w robocie". Tego nie wiemy. Serra nie ujawnia nam wiele o tym co myśli mężczyzna.
Trudno powiedzieć czemu służy taka konkretna realizacja filmu - ale podejrzewam, że reżyser chciał właśnie pokazać to wszystko, co napisałam wyżej - torreadora i cenę jaką za jego wielkość płacą zwierzęta.
A może też infantylność łechtania ego Rocy? Bo przecież obserwujemy wielokrotnie jak byki są męczone, ranione, aż są na tyle mniej niebezpieczne, że na scenę może wyjść torreador, potańczy trochę z płachtą, a potem dobije zwierzę?
Możliwe, że sami musimy sobie odpowiedzieć na te pytania. Ja staję po tej drugiej stronie - nie ma dla mnie sensu budowanie święta rytuału i własnego ego na cierpieniu i przemocy.
Ale może ktoś zauważy sens roboty torreadora i mimo przelanej krwi byków, zdoła przyznać rację temu wielkiemu napięciu, które towarzyszy mężczyźnie gdy obarczony wielkim ryzykiem staje oko w oko z wielkim zwierzęciem.
Taki to właśnie moim zdaniem film. Choć mam wrażenie, że jednak Serra trochę ocenia, skoro nie szczędzi nam tych strasznych scen. W końcu byki dostają tyle samo czasu kamery i tyle samo zbliżeń co sam Roca.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem