ArmandoNumber5Gruba ryba
9piorunówNo dobra, jak wszyscy to i ja.
#1 - Flimbo's Quest - tak, zdecydowanie to numer jeden na liście. Numer jeden jako najstarsza gra, która wciągnęła mnie w wir grania. Ogrywałem ją namiętnie i przebijaliśmy się z braćmi w tym kto będzie miał największy wynik.
To właśnie ta platformówka sprawiła, że do dzisiaj jestem maniakiem grania.
#2 The Sims - jak to mówią, raz w Simsy to nie pedał. Gdy ja zagrywałem się na commodore 64 - mój najlepszy przyjaciel ciupał na PC w Simsy. Niejednokrotnie ta gra właśnie była w stanie nas wyciągnąć z podwórka właśnie przed monitor. Do dziś miło wspominam nasze wspólne granie i spuszczanie simów w kiblu by odświeżyć im paski potrzeb. Simsy jedynka, a później dwójka sprawiły, że w sumie zgniłem przed kompem.
#3 Grand Theft Auto Vice City - o jasny gwint, jakiż to był sztos. Dostałem pirata (a jakże) jakoś w okolicy 2006 roku. O San Andreas mogłem co najwyżej pomarzyć (bo by nie poszło na moim kompie xD). Ale nie ma co żałować, bo to właśnie Vice City spowodowało, że zakochałem się w muzyce lat 80. Do dzisiaj puszczam sobie Flash FM i Emotion 98.3. Sama gra świetna. Przechodziłem kilkukrotnie, zawsze z tą samą radością.
#4 Command and Conquer Red Alert 2 - nigdy nie lubiłem RTSów, strategii i innych tego typu gier. Ale moje granie w RA2 zbiegło się z moim zamilowaniem do czerwonej strony. Tak, jedni byli kucami, inni hardkorowymi lewakami. Na szczęście szybko mi to minęło, w przeciwieństwie do mojej ówczesnej miłości do RA2. Kirov reporting.
#5 Need For Speed Underground 2 - nigdy później nikt nie wydał lepszej gry wyścigowej. Istny klasyk, graficzny majstersztyk, muzycznie też całkiem nieźle. Gameplay cudo. Do dziś rozpaczam nad tym, że brat gdzieś zapodział moją oryginalną płytę. Jedna z gier, która zestarzała się bardzo dobrze jeśli nie najlepiej.
#6 Diablo 2 + Lord of Destruction - doszedłeś tak daleko, jedynie po to by umrzeć. W diablo zagrywałem się tak długo, że zapomniałem o ostatnim zebraniu do bierzmowania, po czym stwierdziłem, że w sumie na hooy mi bierzmowanie. Do dziś lubię wrócić tam gdzie byłem już i tym razem wraz z moją ukochaną Żoną lubimy wspólnie pograć.
#7 OGame - nie tęsknię w ogóle za czasami gimnazjum/technikum, ale OGame i ludzie, z którymi grałem to jedna z niewielu spoko rzeczy z tamtych czasów. Wraz z @bojowonastawionaowca cisnęliśmy godzinami w swoim klanie aż w końcu się odechciało. Oprócz tego ludzie
#8 Baldur's Gate - żeby było zabawniej, pierwszy raz zagrałem w Baldura...jakieś 16 lat po premierze xD Wspominam bardzo dobrze. Wkręciłem się na tyle, że później ogrywałem ciągiem jedynkę i dwójkę wraz z setką debilnych modów.
#9 NosTale - największy rak w jaki grałem. O tej grze mogę mówić prawie same złe rzeczy. Ta gra nie ma atutów. Straciłem na niej tysiące godzin, jeśli nie dziesiątki tysięcy. Ta gra ukształtowała we mnie wszystko co złe. Porzucenie tej gry to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.
Ludzie w tej grze to zarówno minus jak i plus. Na tyle plus, że trójka osób z klanu była u mnie na ślubie rok temu. Pomimo, że już nie gramy od kilku lat, dalej utrzymujemy kontakt i bardzo mnie to cieszy, że w tym całym szambie udało się wyłowić takie perły.
A nie przepraszam, dzięki tej grze udowodniłem całej rodzinie, że radzę sobie lepiej w życiu niż myślą i byłem w stanie przebyć sam 450km na drugi koniec Polski (co może nie być dla niektórych takie oczywiste xD).
Celowo nie uwzględniam tu gier takich jak Wiedźmin, Stardew Valley, RimWorld, czy Kingdom Come. To gry, które nie ukształtowały mnie, tylko gry w które grałem wiedząc już czego chce i w co lubię grać.























