Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#przemyslenia

Tytan

w Hydepark

3piorunów

Znacie może kogoś, albo chociaż słyszeliście o kimś kto chorował na nowotwór, który był nieuleczalny i w Polsce był objęty już tylko leczeniem paliatywnym, ale skorzystał z jakiejś kliniki w USA, Izraelu czy gdzieś tam indziej i został wyleczony?

Tak mnie naszło słuchając wczoraj jednym uchem dokumentu o Annie Przybylskiej i zaciekawiło mnie to jak czy te wszystkie zbiórki na miliony złotych to desperacja tych ludzi czy może faktycznie gdzieś onkologią działa znacznie lepiej niż w PL.

Mocarz6piorunów

@Bylina_Rdestu moja kuzynka 15 lat temu dostała diagnozę guza mózgu. W polsce nie było możliwości operacji/leczenia. Wyjechała do Niemiec, znalazła pracę i w Niemczech ją zoperowali. Co prawda jest stale niezdolna do pracy, ma napady padaczkowe ale dzięki temu żyje i wychowała dwie córki.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

12piorunów

Najbardziej w życiu cenię sobie, że mam rodzinę i przyjaciół na których mogę liczyć. Moje ziomeczki (trzymamy się kilkanaście lat, widując się 1-2x w tyg regularnie, nawet mimo tego, że niektórzy mają długoletnei związki - to już także moje koleżanki) organizują sobie wyjazd integracyjny, taka agroturystyka. Zapierałem się, żeby nie jechać, bo po prostu nie mam ochoty na weekend melanżu przed sylwestrem, którego organizuję w domu i i tak wszyscy będą. Zasłaniałem się, że nie mam kasy.

Siedziałem z chłopakami przy piwie i powiedzieli mi "pieniądze to najmniejszy problem. Ile potrzebujesz? Masz problemy?Tysiąc? Pięć? Pożyczymy ci, oddasz kiedy będziesz miał, obojętnie, nawet w ratach, może być i za rok. Bo my chcemy, żebyś tam z nami był i żebyśmy razem fajnie spędzili czas i odpoczeli". No k⁎⁎wa powiem wam, że się prawie oczy zaszkliły. Hajs mam, pojadę na połowę tego wyjazdu (bo praca, tu nie ma wymówki), bo jednak stwierdziłem, że potrzebuję odpocząć.

Na rodzinę też mogę liczyć. Ostatnio rodzice dostali po śmierci babci pieniądze z ubezpieczenia. Co zrobili? Podzielili po równo między mnie, siebie, a siostrę (ja 28 lvl, ona 33 lvl), choć nie musieli.

Z częścią rodziny świąt nie spędzamy, bo ciocia mieszka 200 km dalej i zabiera babcię (mam 3 młodsze kuzynki, tam dom tętni życiem, my spędzamy wigilię w kameralnym gronie). Mimo to złożyli nam życzenia, wszystkie ciotki i wujkowie. Po świętach kuzynki pisały do mnie jak święta, co słychać itd. Na urodziny (miałem ponad tydzień temu), mimo bycia starym zgredem dostaję od nich prezenty (wino/whisky, a od chrzestnej to nawet przelew, od lat prosze, by nie wysyłała mi kasy).

Wiecie co jest w takiej sytuacji ciężkie? Znaleźć babę, która się dopasuje do tego xD Graniczy z niemożliwością. Ja hipotetycznie dostaję telefon o 1 w nocy od mojego przyjaciela, czy przyjadę 100km dalej, bo auto mu się popsuło, to wsiadam i jadę. To samo oni robią dla mnie. Z rodziną mamy też tak, że jeden stanie za drugim i własną klatką zasłoni. No i ja będąc nauczony takiego poświęcenia dla swoich ludzi, wymagam tego samego od mojej potencjalnej drugiej połówki. Problem w tym, że w 90 % przypadków ludzie po prostu tacy nie są, a ja żyję w bańce.

Fanatyk2piorunów

@Lopez_ nie wiem, jak teraz się pewne granice wiekowe przestawiły, ale ja miałem podobnie do 30 roku życia. Niestety, na 30ke nikt z znajomych, ani rodziny, nagle nie chciał jechać na mój wyjazd urodzinowy - a to już dzieci, a to dziewczyna, a to kariera. Więc to dopiero było mobilizacją, aby znaleźć Sobie kogoś i się cieszę, bo na ten moment, z znajomymi spotykam się czasem raz na rok, rzadziej lub wcale - rozwody, wyjazdy do innych krajów, alkoholizm i śmierć, albo średnio się czuli przy dzieciach, może zazdrość o rozwój osobisty, nie wiem. Niestety z wiekiem, zauważam, że znajomi raczej zanikają, a wracają jedynie, jak czegoś im potrzeba lub chcą się pochwalić, z kilkoma wyjątkami. Czy tak będzie u Ciebie, oczywiście, nie wiem, ale nie stawiałbym w życiu też wszystkiego na jedną kartę.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Hydepark

54piorunów

Wpis z zeszłego roku: https://www.hejto.pl/wpis/podsumowanie-2023-rok-zaczal-sie-bardzo-zle-w-styczniu-w-sposob-nagly-i-niespodz

Podsumowanie roku 2024. Był to chyba najbardziej intensywny rok jaki w swoim życiu miałem okazję przeżyć. Ale od początku!

Rok był dobry, nikt nie umarł. I jeszcze niedawno nie pomyślałbym że będę "udaność" roku oceniał przez taki pryzmat, ale odkąd człowiek ma dzieci to trochę inaczej patrzy na świat, szczególnie w kontekście nagłej śmierci mojego taty w zeszłym roku.
Ale zaraz, napisałem "dzieci"? Tak jest, bo oto i w pierwszym tygodniu grudnia na świat przyszedł mój syn!

Znowu jakoś tak opisuję koniec roku, a miało być od początku... Więc może po kolei.

W grudniu roku poprzedniego chwaliłem się że zmieniłem pracę, i jestem obecnie cenionym specjalistą na stopniu Senior. W styczniu dotarło do mnie, że wcale nie jestem xD To znaczy jestem, ale nie nadaję się. Co gorsze, było to widać, i do współpracowników też zaczęło to docierać xD Co jeszcze gorsze, firma do której trafiłem nie miała żadnych skrupułów przed wywalaniem nieszczęśników którzy nie spełniają oczekiwań. I generalnie przez ten rok byłem świadkiem jak chyba z 20 osób poleciało.
Pewnie już dotarł do Was spoiler, że skoro przez rok byłem obserwatorem dramatów, to ja się uchowałem. W ogóle to umówmy się, że będę pisał brzydko i chaotycznie, i źle się to będzie czytało, zgoda?

No więc tak, udało mi się bardzo dobrze podciągnąć w sferach pracy w których byłem cienki, i feedbacki na ostatni kwartał zebrałem w stylu "w pełni spełnia oczekiwania od seniora, mega progress" natomiast nie będę kłamał - niestety wiązało się to z dużą ilością stresu i dosyć ciężkiej pracy. No ale już jest git :] Co śmieszne - nieco posiwiałem. Ciekawe czy to od tego xD

Potem rok leciał sinusoidą: nabyłem nowy samochód z salonu (pierwszy w życiu hehe) po czym zalało mi piwnicę, po czym byłem na fajnych wakacjach na Wyspach Zielonego Przylądka, po czym przez kruczek prawny musiałem oddać ZUSowi prawie 20 kafli. (Okazuje się że nawet jak cały rok pracujecie na UoP, ale w ostatnim tygodniu grudnia otworzycie działalność i wystawicie fakturę na ryczałcie, to nie przysługuje Wam rozliczenie z małżonkiem xD Dobrze wiedzieć).
Raz na wozie raz w nawozie.

W międzyczasie nieco mocniej wsiąkłem w ten cały Home Assistant. Fajna zabawka! Można sobie tworzyć fajne scenariusze: Jak ktoś drzwi mi nie domknął to światło w salonie mrugało, magiczną kostką sterowałem odkurzaczem, oczyszczaczem, światłem, i głośnością, podlewanie trawnika miało automatyczną pompkę, i tego typu rzeczy. I co najlepsze, jedna strona magicznej kostki potrafiła wyzywać mojego kumpla na konwersacji na Telegramie. Wystarczyło nią wstrząsnąć! Co za wspaniała technologia!

Zauważyliście że piszę w czasie przeszłym? Tak więc, w lipcu w mój dom strzelił piorun. Spalił... No większość mi spalił xD Monitor, TV, serwer home assistant, stacje dokującą, zasilacz od switcha, wzmacniacz, wifi meshe, girlandę, i pewnie wiele rzeczy o których zapomniałem. Chałupa nie ubezpieczona, więc poszło z kieszeni. OJ POSZŁO Z KIESZENI... Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - poznałem fajną ekipę elektryków i doprowadzili mi do poprawnego stanu wiele rzeczy który były "kiedyś się zrobi", w tym tak ważnych jak np profesjonalne i dobre uziemienie.
No i wymieniłem piekarnik ze spalonego na sprawny. Okazało się że ten nowy DUŻO lepiej radzi sobie z utrzymywaniem grzałki w czerwoności, i moja pizza na tym zyskała. Nawet zostałem "tym gościem od pizzy" xD

W sierpniu uznałem że w miejscu gdzie rosną mi bambusy chce mieć mostek japoński xD 2 miesiące go robiłem, ale wyszedł fajny, także potrzebę twórczą mam na ten rok spełnioną.

Większą część roku użerałem się też z urzędem skarbowym, bo potrzebowałem dokumentu, że nie zalegam z podatkiem za spadek. Tak, taka pierdoła wymagała wzięcia łącznie chyba z 8 wizyt w US, nie licząc kontaktu telefonicznego. Nie wierzę, że to nie była złośliwość, skoro finalnie dokument udało się ot tak uzyskać - wystarczyło że sprawą zajął sie inny pracownik. EH. W ogóle to pani w US potrafi się na człowieka drzeć jak profesor na studenta, mimo że jest się tam jakby nie patrzeć klientem xD

W zeszłym roku schudłem 20kg w 3 miesiące. Przebadałem się konkretnie i nic groźnego nie wyszło. W sumie nic nie wyszło xD Poza cholesterolem, chrum hehe. Od tamtej pory waga raczej stoi w miejscu, poza schudnięciem kolejnych 5kg, ale to już pod kontrolą, w listopadzie. Jeszcze z 5 zrzucę i będę szczuplutki całkiem.

W tym roku przebiegłem rekordową liczbę kilometrów. Nic dziwnego, skoro nigdy nie biegałem xDDD No ale bardzo mi się to spodobało. Łącznie przebiegłem też chyba z 5 półmaratonów! Takich wiecie, treningowych, nic oficjalnego.

Tak więc, miał być rok odpoczynku i chillu, a zapieprzałem jak nigdy. Już się nie łudzę że wrzucę na luz xD Poleżę sobie po śmierci. A na razie nadal zakasam rękawy.

W tym roku będzie wielki dzień: w sierpniu stuknie mi 30 lat xD A może to dzień jak każdy, i nic się nie zmieni? Zobaczym.

Podsumowanie planów:
- DONE - Utrzymać sie w roli senior developera, i dojrzeć na tyle żeby być nim pełną gębą.
- DONE - Przebadać się konkretnie
- DONE - Wrócić do biegania ale nie wracać do cukru. Rozważyć rzucenie kawy. - Miałem kilka powrotów do cukru, np teraz przez święta.
- DONE - przekierować większą część środków z zakupoholizmu na inwestycje (tutaj całkiem nieźle poszło, kupka szmalu odłożona na zapas już nie powinna wzbudzać uśmiechu politowania, powoli rozglądam się za działką budowlaną)
- DONE [chyba xD]- dalej być dobrym ojcem - tutaj jest, no... ciężko. Starsza córa potrafi zachowywać się agresywnie wobec noworodka i trzeba jej pilnować z poczwórną uwagą, mieć refleks Kubicy, i generalnie jest to bardzo męczące. Grudzień wydrylował mnie z energii.
- SKUUUCHAA - przeczytać przynajmniej: Designing Data Intense Applications, DDD, Przemyślania Marka Aureliusza, Sztukę Fermentacji, i 2 książki Sekuraka. - Tutaj skucha na całej linii. Do grudnia mój stan przeczytanych książek wynosił ZERO. 20 dni temu użytkownik @StaryPijany napisał mi: "masz jeszcze czas" i w sumie zmotywowało mnie to xD Przeczytałem dwie (Zrozumieć Ramen i Rozdroże Kruków) i jestem w trakcie trzeciej (Zew Cthulu). Zauważycie mały mismatch względem tego co planowałem? Uświadomiłem sobie że mam prawo czasem poczytać coś dla przyjemności, i wycofałem wyrzuty sumienia że "łeee to nie techniczne".

Marzenia: 3x skucha - nie byłem w USA, na Islandii, ani nawet na koncercie.

Plany na rok 2025:
- Skończyć redukcje i zacząć spowrotem budować masę, ale już nie tłuszczową.
- Przebiec maraton
- Zbliżyć się do awansu na staffa.
- Nieco spowolnić z nabywaniem nowych perfum. Może nawet zredukować kolekcję.
- Czytać więcej książek. I nie że od grudnia 2025, tylko przez cały rok xD
- Spędzić więcej czasu z żoną ale bez latorośli xD

Plany Premium (nic się nie stanie jak nie spełnię):
- Założyć oczko wodne z karpiami Koi
- Postawić ogrzewane jacuzzi przed domem

Marzenia:
- Zakupić działkę budowlaną.

Fenomen2piorunów

@Barcol ciesze sie, ze zartobliwy komentarz randoma z internetu zmotywowal cie do ruszenia z tematem czytania ( ͡° ͜ʖ ͡°) czuje dume, ze kogos do czegokolwiek zmotywowalem. No i gratuluje innych "DONE"

Pokaż więcej komentarzy (22)

Gruba ryba

w Hydepark

40piorunów

Nie wierzcie jak ktoś mówi, że narkotyki nie pomagają w życiu. To nieprawda.

Np. Kręcenie blantów przydaje się przy lepieniu pierogów xD

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Hydepark

134piorunów

Ryszard Petru jest kolesiem totalnie nie z mojej socjalistycznej bajki - ale nie rozumiem tego hejtu, który dziś na niego się wylewa... Został sczelendżowany, że ma sam spróbować roboty na kasie w Wigilię i podjął wyzwanie. Powiecie, że pod publiczkę - no ba, który z polityków robi cokolwiek innego. Zarzut, że polityk robi coś pod publiczkę, to jak zarzut, że pies szczeka lub że kot miauczy. Mógł olać temat, a jednak siada na kasie i w cale nie wypina piersi po medal. Chce tylko zilustrować swoje racje.

To powinien być wręcz jakiś standard - każdy poseł raz do roku, najlepiej w handlową niedzielę przed świętami, albo inny przewalony dzień, idzie pracować do niskopłatnej roboty - na kasę, rozwożenie paczek, dowóz jedzenia, sprzątanie ulic itp... Zmiana perspektywy nawet na chwilę, zostawia w głowie ślady.

Ponoć w Wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem, nic by się nie stało, jak każdy z polityków zasmakowałby raz do roku niskopłatnej roboty...

Pokaż więcej komentarzy (44)

Fenomen

w Hydepark

2piorunów

Jaka jest motywacja korposzczurostwa do korposzczurowego życia? No ja tak pytam serio. W sensie wiecie, wynajem pokoju za 1500 zł z innymi ludźmi lub opcjonalnie kawalerki za 3k z opłatami i chodzenie do pracy w korpo, dojazdy zbiorkomem, żeby potem wy⁎⁎⁎ać całą wypłatę w knajpach w weekendy, bo na nic innego czasu nie ma w życiu. Wegetacja.

W sumie jakbym miał taki żywot prowadzić, to wolałbym schować dumę do kieszeni i wyjechać do Niemiec/Holandii gdzieś do fizycznej roboty i w międzyczasie nauczyć się tam jakiegoś fachu, gdzie można lepiej zarobić, mimo posiadania papierka z napisem mgr i predyspozycji do pracy za biurkiem.

Wracacie po kilku latach i macie chociaż jakąś poduszkę finansową, umiecie coś praktycznego, jak nie byliście debilami, to nauczyliście się też języka i macie jakieś możliwości. Raz mój znajomy (bardzo pozytywny człowiek) szukał do pracy w Niemczech, bo prowadzi tam firmę i zatrudniał asystentów i fachowców za dobre stawki (byłem w szoku ile płaci ludziom do przyuczenia), dodatkowo dawał im jeszcze zakwaterowanie (wynajmował bliźniaka, w jednej części on z żoną, w drugiej pracownicy).

I to jest dobra perspektywa. Dobrą perspektywą nie jest natomiast praca w korporacji jako Brand Product Manager czy inny Riserczer etc, gdzie zapierdalasz jak chomik w kółku i na końcu nic z tego nie masz, bo zarobią tylko ci, co idą po trupach do celu i żyją robotą 24/7, a nauczyć się c⁎⁎ja nauczysz w takiej pracy.

Ja sobie mieszkam w średniej wielkości mieście, mam tu dom rodzinny w którym mieszkam, nie mam kredytu, mam pracę taką, która mi odpowiada, ale żyłem kilka lat w Trójmieście jako taki robak i się dziwię, jak tam ludzie wytrzymują xD Zarobiłbym 2-3k na miesiąc więcej tam niż tutaj, a i tak wyjebałbym więcej na życie, bo opłaty i koszty usług droższe + więcej jazdy i spalania paliwa.

Żałuję, że zamiast życia w Trójmieście jako korpuch, nie wybrałem na te 2-3 lata wyjazdu za granicę, umiem angielski, jestem bardzo wygadany (pracuję jako handlowiec) i dobrze organizuję swoją pracę, może bym po czasie znalazł prace jako rekruter w agencji pracy tymczasowej albo coś, to po kilku latach jakbym wrócił, to bym kontaktów chociaż natrzepał. A tak to zostaje mi dalsze budowanie relacji na rynku lokalnym, zdobywanie tu kontaktów i szukanie możliwości, by otworzyć coś swojego. Będzie kapitał, wsparcie marketingowe i IT, są kumple chętni na spółę, tylko trzeba nisze znaleźć.

Lider10piorunów

@Lopez_ straszny bełkot :confused:
Bla bla bla, ludzie pracujący w Polsce to debile, powinni wyjechać za granicę itd itp
Młody człowiek po studiach powinien pójść do korpo by nauczyć się pracować wg procedur, poznać obieg dokumentów, zasady realizacji projektów i nauczyć pracy w grupie i z innymi ludźmi. Rok góra dwa wystarczy. Znam sporo ludzi którzy wyjechali za kasą za granicę. Część tam została i narzeka, cześć jest zadowolona, a część wróciła do Polski i nie mogąc się odnaleźć wróciła z powrotem jeszcze bardziej narzekając jaka ta Polska jest zła.
Ocenianie ludzi przez pryzmat swoich wyborów i osiągnięć i nazywanie ich "debilami" bo nie zachowali się jak Ty mówi mi wiele negatywnego o Tobie

Fanatyk0piorunów

Korpo życie jest ch⁎⁎⁎we, bo przepierdaa się pieniądze na wynajem i w weekendy w knajpach. Lepiej pracować na zakładzie, mieszkać z mamą, a pieniądze przejebać na wódkę którą skonsumuje się u siebie w piwnicy.
Ewentualnie wyjechać do holandi, mieszkać w 12 chłopa w pokoju, 10 erło na godzinę, po pracy blancik i to jest życie muwie ci nie to co w polsce. A jeszcze będzie cię stać na BMW!

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fenomen

w Hydepark

3piorunów

Oglądam wywiad z Kurkiem w Kanale Zero. Generalnie klasa, kultura, inteligencja. To samo jak oglądałem wywiady ze Śliwką, Fornalem czy kiedyś Zagumnym, Wlazłym.

Teraz jak porównam to do wywiadów z Grosickim, Peszko, Bednarkiem czy nawet Zielińskim lub innymi piłkarzami, to dochodzę do wniosku, że kopaczy to chyba biorą ze szkół specjalnych xD Poziom inteligencji między Panami z obu dyscyplin to przepaść.

Osobistość1piorunów

To teraz siadaj, wujek ci opowie jak to wyglądało za dzieciaka -

Trenowałem siatkówkę na poziomie ligowym, byłem brany do reprezentacji województwa, a z lokalnym klubem graliśmy 3 klasę, no ale żeby być siatkarzem to normalnie chodziłeś do szkoły + treningi po szkole i wyjazdy w weekendy, a koledzy piłkarze?

A koledzy piłkarze trenowali od podstawówki, trenerzy w mieście przekazywali sobie takiego delikwenta z klubu do klubu, i bywało że się trener stawiał nawet u dyrektorki żeby uczeń był przepuszczony.

I takim oto sposobem chlopaki którzy rzadko bywali w ogóle w szkole, mieli wszystkie papiery zdane na 2 byle przejść.

To samo jest z kupionym wykształceniem Lewandowskiego.

Po prostu piłkarzyki z niewiadomego powodu mają w Polsce kartę ulgową, do tego stopnia że nawet już grać nie muszą a i tak będziemy kibicować 🤣

Gruba ryba

w Hydepark

14piorunów

Ten pieseł sobie myśli:

Czy to był dobry rok? :thinking_face:
Czy obgryzłem wystarcząjaco wiele kosci? :saluting_face:
Czy obwąchałem wystarczającą ilosc tyłków? :face_with_hand_over_mouth:
Czy karma w 2024 była smaczna? :service_dog:
I przede wszystkim: Czy byłem good boiem? :dog:

A jak u Was? Jak sie Wam udał 2024? :yum:

https://streamable.com/e4s8up

Fenomen2piorunów

@maly_ludek_lego
Najbardziej cieszę się z rozwoju w budowaniu konstrukcji. Najmniej z zaniedbań, które spowodowałem własnym lenistwem.

Były wzloty i upadki, ale z nadzieją patrzę na przyszły rok i Tobie również życzę powodzenia.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Hydepark

27piorunów

Z wiekiem doceniłam system świąteczny "naprzemienny", czyli na zmianę jedne święta u Teściów, drugie z rodzicami w hotelu.
W tym roku wypadają te hotelowe. Człowiek walizkę spakuje, na śniadanie wstanie, potem spacerek w górach, obiad, wieczorem granie w karty albo monopoly. Zero stresu, sprzątania, gotowania. Jeszcze grzańca serkiem góralskim zagryzie, po ognisku wróci do pokoju pachnący dymem i górskim powietrzem.
Jak byłam młodsza, to myślałam, że rodzice mnie odzierają ze świątecznego klimatu. Teraz doceniam, że więcej tego klimatu ma czas spędzony na luziku z rodziną, niż drąca japę matka jedną ręką ubijająca karpia, a drugą poganiająca Tate z rozstawianiem choinki.

Sum3piorunów

@MoralneSalto jak z cenami hoteli na święta, nie są mocno wygórowane? zawsze mi się wydawało że wtedy jest strasznie drogo (vide loty) ale jak się teraz zastanowię to w sumie drogo powinno być dopiero w okolicach sylwestra

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

0piorunów

Wierzycie w przeznaczenie, w los? Że wszystko w życiu dzieje się po coś? Czy uważacie, że czegoś takiego nie ma? Wierzą w to nie tylko miłośnicy zagadnień typu astrologia, ale także katolicy.

Wiecie, czasem mi się wydaje, jakby moje życie miało ciąg zdarzeń działających na siebie, a intuicyjnie podejmuję decyzje, które robię podświadomie, a pchają mnie w takim kierunku, jaki gdzieś w głębi ducha czuję, ale go nie rozumiem. Wszystko się układa dopiero po czasie w logiczną całość. Powiedziałbym, że to tylko interpretacja i że mi się wydaje, ale w moim życiu było tak mało przypadków, lub przypadków z których wyniknęło coś nieprzypadkowego, że ciężko mi to często wytłumaczyć. Chyba najbardziej ciężko mi wytłumaczyć, że zmieniłem się o 180 stopni pod pewnymi względami i odkryłem niektóre swoje talenty i umiejętności, co do ktorych z roku na rok mam większą kontrolę, a kiedyś było to dla mnie science fiction. A wszystko to zrodziło się w momencie, kiedy miałem w życiu pewne doświadczenia, które ukierunkowały mnie same.

Wiem, że ludzie lubią być racjonalni i być realistami. Ale czy nie jest tak, że ci co zawsze mierzą siły na zamiary i sa turbo realistyczni i rozsądni, przegrywają na rzecz marzycieli i idealistów? Czasem patrząc trzeźwo nie da się niczego zmienić, ani zrobić kroku w przód, bo 10 % szans to będzie dla realisty 10 % szans, a dla drugiej osoby będzie to impuls.

Mam tak, że nawet jak zboczę z jakiejś drogi, która jest dla mnie z tyłu głowy jakimś celem/marzeniem, to nagle wydarzają się zupełnie przypadkowe rzeczy, które same z siebie mnie na nią pchają z powrotem.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

47piorunów

Dziś kończę 28 lat.

Mam już pracę, grupę przyjaciół od lat, auto, mieszkanie w domu rodzinnym, jakieś plany na życie zawodowe.

Życzę sobie tylko zdrowia, które musze podreperować i spokoju ducha, którego mi brakuje. Na babę nie liczę, nie chce mi się z nikim wiązać, wszystkie c⁎⁎ja warte w sumie i niezdolne do zbudowania zdrowej i fajnej relacji.

:cake: - częstujcie się ciasteczkiem ode mnie, Tomeczki.

Fanatyk3piorunów

Jak miałem 27 to się związałem na najdłuższy związek w moim życiu. Nie narzekaj. Jeszcze zdążysz. Szwagier był po 30ce i w trakcie separacji po nieudanym związku, to już chyba 8 lat jak jest z moją siostrą. Masz czas. Ja też. Ja mam 37 lat, domek, auto, pracę za fajną kasę na zadupiu w pięknym kraju... Zdrowie też mam. A kobiety nie, choć były kilkuletnie próby. Luz. Życie jest od życia po swojemu, a nie tak jak wszyscy wokół.
Także życzę Tobie zdrowia, a cała reszta - jeśli czegoś brakuje - kiedyś się pojawi.

Pokaż więcej komentarzy (19)

Osobistość

w Hydepark

1piorunów

Nie interesując się tematem i po prostu przyjmując nowe informacje głównie poprzez "dyfuzje", autentycznie nie jestem w stanie wymienić jednej książki Tokarczuk, o czym jest i jaki ma wpływ na kulturę. Dostała Nobla od kapituły wzajemnego lizania się po jajkach, ale co z tego wynika dla mnie, gdzie jest jej jakikolwiek wpływ na kulturę?

Tymczasem polski twórca (o ile faktycznie to Polak zrobił) twarzy Wojaka jest (niechcący) o tak rzędy wielkości bardziej wpływowy, że ciężko mi to oszacować. Język z manosfery czy nawet z incelosfery przeniknął do internetowego mainstreamu czy wręcz języka IRL używanego przez najnowsze pokolenie. I co? I nic, bańki informacji nadal swoje, jadą na oparach niegdysiejszej sławy, a reszta świata swoje.

Gruba ryba1piorunów

Książkę Tokarczuk zacząłem jedną - "Prawiek i inne czasy". Dotrwałem tak do 1/3, może ciut dalej. Przeciętna kompilacja "Konopielki", "Wielkiego lasu" i "Kamienia na kamieniu", nic wybitnego ani odkrywczego nie zauważyłem.
Ale może jestem zwyczajnie za głupi na obcowanie z dziełami noblistów, to też całkiem możliwe.

Fenomen

w Hydepark

1piorunów

Napiszę wam ciekawą historię na temat mojej pewnej relacji. Ogólnie sporo tego, bo spotykałem się w międzyczasie z 2 dziewczynami, do tego mam kontakt jeszcze z jedną "perspektywiczną", ale ktoś inny mi trochę siedzi w głowie.

Po rozstaniu odnowiłem pewien kontakt z dawną znajomą i zaczęliśmy się spotykać. Wszystko było idealnie, do momentu zbliżenia (poniosło alko). Ona powiedziała, że nigdy relacji nie buduje w taki sposób i to idzie za szybko. Straciliśmy kontakt na kilka miesięcy.

Latem jakoś się odnowił. Spotkaliśmy się kilka razy jako kumple. W międzyczasie dowiedziałem się, że zaczęła niedawno się spotykac z jakimś typem, ale to związek na odległość. No a my kumpelska relacja. Poszła ze mna nawet na wesele, wybawilismy sie, fajnie.

Jakiś czas temu się odezwałem, pogadaliśmy sobie przy piwie. Następnie po 3 tygodniach ona się odezwała i dowiedziałem się, że w sumie temat jej chłopaka umarł śmiercia naturalną. Minęło kilka dni i zapytała czy może do mnie wpaść na sylwestra z koleżankami. No to mówię okej.

W międzyczasie coś tam gadamy i mówi, że słuchaj, za rok pójdziesz ze mną na wesele, jeśli z nikim się nie będe spotykać, to cię biorę jako swojego kumpla (a ona ma w sumie co najmniej kilku kumpli takich nawet od dziecka, bo wychowywała się z chłopakami na wsi)

Ogólnie mam wyjebane w związki i obecnie w żadnym nie chcę być, ale jestem pierwszy raz w życiu w typowym friendzone xD I powiem tak - nawet spoko, bo jest bardzo fajna do pogadania i traktuję ją jako kumpelę. Ma trochę redflagów, ale problem jest taki, że czasami czuję jakąś tam chemię i wydawało mi się, że mi to z czasem minie, ale jak sobie to bardziej rozkminie, to są momenty, gdzie to wraca.

To jest jedyna dziewczyna, w której towarzystwie zdarza mi się czuć delikatnie nerwowo, zawstydzony (jeśli jest np moment ciszy lub jakieś delikatne tematy), no i jest w moim typie urody i do tego ma taką osobowość, że umie podkręcić (wiecie - ruchy oczami, brwiami, zmiana tonacji głosu itd - takie babskie triki). Problem jest też taki, że ona chyba czuje, że mi się podoba (jak się spotykaliśmy kiedyś, to jej to powiedizałem) i czasami mam wrażenie, że bardzo delikatnie dla beki podkręca flirt, ale w większości gadamy jak dobrzy kumple.

Z jednej strony za⁎⁎⁎⁎ście, że będziemy się bawić razem na sylwestrze, bo ją lubię, jest spoko i każda impreza z nią była fajna. Z drugiej strony, nie wiem czy nie wolałbym tego kontaktu jakoś urwać, bo jak za dużo z nią spędzam czasu, to trochę się podkręcam. Ale nauczyłem się już odpuszczać i jak po naszych spotkanaich nie ma regularnego kontaktu, to nie piszę i wyrzucam z głowy.

Pisałem tu historię o tym, jak nie mogę wyrzucić jej z głowy i od tego czasu sporo się zmieniło in plus. I wiecie co? Najlepsze co mogłem zrobić, to się odciąć zamiast wtedy powiedzieć co myślę, bo ludziom lepiej nie pokazywać emocji, a co do niej mam takie zdanie, że ona w niektórych momentach potrzebuje atencji (a czasem towarzystwa) i dowartościowania. Np zadaje mi pytania w stylu "A ty myslisz, ze po tym rozstaniu juz moglbys byc w zwiazku?", albo "a zastanawiales sie kiedys ile dzieci bys chcial miec?", albo nie wiem "ja to za jakis czas pewnie moglabym byc z kims na stałe", dlatego lepiej skracać ten kontakt do koleżeńskiej relacji.

Tylko zastanawiam się, dlaczego ona chce trzymać ze mną od czasu do czasu kontakt i się spotkać czy wyjść, bo to też nie była typowa relacja koleżeńska, bo zbudowana w sumie na randkowaniu XD

Fanatyk6piorunów

@Lopez_ Ja bym na twoim miejscu postawił sprawę jasno bo kluczenie do niczego cię nie zaprowadzi. A jak przerodzi się totalny friendzone to będziesz jej mieszkanie malował jak ona się będzie szykowała na randkę w weekend z kimś innym.
Masz jedno życie, nie spędzaj go na gdybaniu tylko szukaj dalej.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fenomen

w Hydepark

1piorunów

Wiecie co jest bekowe? Te doniesienia o dronach, rzekomym UFO. Wytłumaczcie mi, dlaczego to zawsze musi się dziać w USA xD Wszystkie doniesienia o UFO, czupakabrach, mothmanach i innych cudach oczywiście zawsze pochodzą stamtąd.

Jakoś w Europy ani Azji czy Australii temat ufoludów na tak dużą skalę nie dotyczy, obca cywilizacja rodem z filmów sci-fi zawsze chce nawiązywać kontakt z wyzwolicielami tego świata i obrońcami demokracji. Opcjonalnie także wszystkie inne stwory i mutanty akurat grasują po terytoriach Stanów Zjednoczonych xDDDDD Z takich bardziej głośnych historii, to poza potworem z Loch Ness, każdy inny stwór to wymysł Amerykanów.

Kraj komletnych szurów i paranoików. Tam chyba coś w powietrzu niedobrego się unosi i ich odurza. Wcale mnie nie dziwi, że wszystkie bajki typu Spiderman,Batman,Superman i inni super bohaterowie, zostali wymyśleni właśnie w USA xD Ci ludzie tracą kontrolę nad swoją bogatą wyobraźnią.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

2piorunów

Ciekawe jakie to jest uczucie się zakochać. Mam 28 lat, miałem dwie dziewczyny (rok i ponad 6) i nigdy nic takiego nie czułem.

Byłem dwa razy w życiu zauroczony. Raz jako gówniarz, raz stosunkowo niedawno (co ciekawe, jestem z tą dziewczyną dziś w relacji koleżeńskiej i w sumie ostatnio nawet się raz na jakiś czas widujemy i razem będziemy się bawić na sylwestrze raczej). No i wtedy czułem się za⁎⁎⁎⁎ście.

No, ale bez kitu, nie wiem. Jestem ogólnie typem romantyka, idealisty, bardzo emocjonalny, więc myślę, że umiałbym się zakochać, ale serio nie wiem jak to jest. No wiecie - motylki w brzuchu, bujanie w obłokach, myślenie o kimś non stop, wystrzał endorfin i tak dalej. Pewnie się nigdy nie dowiem xD

Osobistość2piorunów

Zauroczenie to właśnie to co opisujesz czyli motylki w brzuchu, myślenie o kimś non stop, wystrzał endorfin. Zauroczenie jest osiągalne i jest powszechnie mylone z zakochaniem. Zaś te pojęcie kochania jest już czymś trudniejszym do zdefiniowania i do osiągnięcia

Gruba ryba2piorunów

Wg mnie to jest proces…najpierw jest to zauroczenie jak napisał @pokeminatour …potem już zależy jak chcesz to ciągnąć albo druga strona chce. Ja tego doświadczyłem 2 lata po Twoim liczniku.

Jak nie masz tego “zauroczenia ” to ciężko to przekuć w miłość imo. Ja miałem i pracowałem z tym chyba 2 lata zanim zrobiłem kolejny krok.

Ale to tylko opinia jednego gościa któremu “się udało”.

Pokaż więcej komentarzy (21)

Fenomen

w Hydepark

3piorunów

Robie impreze sylwestrową w domu. Zapraszałem ludzi, wiedząc że i tak sporo odmówi i będziemy w kameralnym gronie. No i okazało się, że nie XD Jeszcze wczoraj moja dobra koleżanka, z którą byłem na weselu napisała do mnie po miesiącu czy wstępne zaproszenie aktualne, bo wbije z 2 kumpelami, plus określiła się jedna parka dodatkowo.

No i wyszło tak, że na ten moment mam 14 osób na chacie plus 3 jeszcze się określą i mogę mieć 17. Mój rekord to sylwester na 12 osób. Także ten, będzie ciekawie. Jeszcze najlepsze jest to, że do tej pory przy tego typu imprezach miałem dziewczynę, która mi pomagała, a teraz muszę to ogarnąć sam XDD

Najlepsze jest to ,że jeszcze 6 osób muszę przenocować. W nocy wracają starzy, więc idziemy do mieszkania na górze (rodzinny dom/kamieniczka), które na razie po babci stoi puiste, bo nie mam kasy i głowy tam nic pod siebie robić, więc muszę ich tam później położyć.

Pokaż więcej komentarzy (14)

Gruba ryba

w Hydepark

44piorunów

jak sobie myśle że hejto jest takie geriatryczne to istnieje realne ryzyko że mogłem wyruchać komuś z was córkę.
przepraszam za to jeśli to na kogoś z was trafiło to nieszczęście

Pokaż więcej komentarzy (29)

Fenomen

w Hydepark

2piorunów

Odkąd pamiętam, zawsze miałem duża potrzebę wielkich osiągnięć, bycia częścią czegoś ważnego, angażowania się w ambitne rzeczy i poczucia misji. Nie wiem jak to nazwać, ale jest to tak, że każa praca po jakimś czasie przestawałą mnie w pełni satysfakcjonować, bo czułem, że stoję w miejscu. Pewnie wynika to z mojego ADHD. A może to jakaś mania wielkości? Oglądam czasem różne programy historyczne, o agentach, wojskowych, rewolucjach i innych cudach, które zapisały się na kartach historii i mówię do siebie "o, tam bym chciałbyć".

W sumie zastanawiam się, czy nie jest tak, że potrzebowałbym po prostu pracy pełnej adrenaliny i skupiania się na jednym zadaniu, wkładająć w to 100 % wysiłku intelektualnego i fizycznego. 28 lat na karku, chyba jeszcze czas na wszystko.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

10piorunów

Od jakiegoś czasu dochodzi do mnie, że mam naprawdę duży komfort i stabilność w życiu. Można nawet powiedzieć, że jestem bogaty, jeśli mierzymy bogactwo w rzeczach trwałych.

Niedawno odeszła babcia i cały duży dom przechodzi na mojego ojca, a pół na mnie. Moja siostra go nie chce (bo mają z mężem 2 mieszkania i budują dom nad jeziorem). Rodzina już rozmawia co z tym będzie dalej. Jestem z dość konserwatywnej i chrześcijańskiej rodziny. Mój tata z ciocią wychowywali się w tym domu jako dzieci. Połowa (czyli jedno mieszkanie) należało do mojej rodziny jeszcze chyba przed II WŚ, potem to odzyskali. Dziadkowie tam zostali, a w latach 90 mój tata kupił drugą część. I tak w sumie przynajmniej częściowo w rękach mojej rodziny jest to jakieś 80 lat?

Na górze na razie po babci nic nie ruszamy. Na dole jest 105 m2, więc w 3 się mieszczę jeszcze z rodzicami. Na górze 95m2. Prawda jest taka, że gdybym miał dziś stały związek i plany na życie, to mógłbym już się ogarniać. Ale w przyszłości i tak ja będę za to wszystko odpowiedzialny, bo w rodzinie jest tradycja, że mężczyzna dostaje dom, a kobieta wszystko inne. Na ten moment daje sobie czas dla siebie - na oszczędności. Ale też z szacunku do mojej babci, chcę żeby to na razie pozostało jak jest, przyjdzie czas będzie rada, wciąż jest tam miejsce, by ją powspominać i wciąż są tam jej rzeczy, jej zapach i masa wspomnień.

Wiecie co jest piękne? Że moja 68 letnia ciocia, która od 45 lat mieszka 200km stąd przyjeżdżała tu regularnie do rodziców, po pogrzebie popłakała się i spytała czy może tu przyjeżdżać raz na jakiś czas na kilka dni, bo się tu wychowała. To jest piękne i już niezwykle rzadko spotykane, dziedzictwo rodzinne tego typu było bardziej powszechne lat temu 100-200 itd.

Moim marzeniem zawsze było, żeby to w rodzinie kontynuować. Marzyłem o rodzinie i marzyłem o własnym biznesie. Na rodzinę pewnie poczekam, bo singlem od prawie roku. A na biznes? Obecnie bardzo ciężko na to pracuję, bo obecna praca pozwala mi na budowanie dużej siatki kontaktów. Mam też przyjaciół i część z nich ma i kapitał i czas, byśmy podziałali coś razem.

Marzy mi się posiadanie własnej rodziny, ale też trzymanie całej razem, blisko siebie. I przyjaciół, których też z czystym sumieniem mogę traktować jak rodzinę. Brakuje mi tylko pracy na własny rachunek. Bardzo chciałbym na tym świecie zostawić coś po sobie przyszłym pokoleniom i gorąco wierzę, że mi się to uda. Mój dziadek zostawił sporo, mój tata po sobie też zostawi sporo, chciałbym być nawet lepszy od nich i dorzucić swoją cegiełkę do tego, by zabezpieczyć następne pokolenie.

Takie wartości są piękne. Rodzina, dziedzictwo, dbanie o swoich, ciężka praca na siebie. Motyw niczym z Ojca Chrzestnego. Trzymajcie za mnie kciuki. Jeśli nie zabraknie mi zdrowia, na pewno nie zabraknie mi siły psychicznej, motywacji i będę walczył o swoje.

Pokaż więcej komentarzy (5)