Jedna z tych książek, które na prawdę warto przeczytać.
Założę się, że większość z was chronicznie nie dosypia (\<8 godz na dobę) i nawet nie zdaje sobie sprawy, jakie ma to konsekwencje, zarówno fizyczne jak i psychiczne.
Współczesny świat wymaga od nas wstawania o nienaturalnych godzinach już od wczesnych lat dziecięcych. Ponadto od natłoku obowiązków, doba wydaje się zbyt krótka, a dni często przedłużane są wysokim kosztem snu.
Zapewniam was, że odpowiednie podejście do higieny snu poprawi samopoczucie, zdrowie i wydajność a ta książka rozwieje wasze wątpliwości.
@Shivaa z tą długością snu to chyba zależy od organizmu. Jak śpię 8 godzin to wstaję z bólem głowy i generalnie cały dzień jak na kacu. Najlepiej funkcjonuję jak wstanę po 6 godzinach i po południu godzinkę się zdrzemnę.
Autor: George R.R. Martin Tłumacz: Michał Jakuszewski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Format: książka papierowa
ISBN: 9788377859339
Liczba stron: 608
Ocena: 10/10
Po trzeciej już powieści uważam, że seria ma jedną ogromną wadę - rozdziały często kończą się w okropecznie ciekawym momencie, przez co muszę czekać ileś tam rozdziałów, aż w końcu powrócę do wątku, który mnie bardzo zainteresował. A że jest tak w przypadku większości postaci, to notorycznie ubolewam nad tym.
(tutaj przerwa na wtrącenie, że ale będzie mi smutno, gdy dojdę do ostatniej powieści, bo przecież wiadomo, że Martin nie dokończy cyklu, blablabla)
Jednocześnie jest to równie ogromny komplement dla autora, że potrafi tak zajmująco pisać. Wiem, że się powtarzam po raz kolejny, ale dawno nie potrafiłem oderwać się od książki i wyczekiwać wieczoru, aż będę dalej czytał. A jak już zacznę, to wsiąkam na godzinę czy dwie.
Co zabawne, w moich nastoletnich latach powieść jakoś mnie nie wciągnęła, w przeciwieństwie do serialu, który też oglądałem po nocach. Widać, niektóre rzeczy można docenić dopiero z wiekiem.
Za wadę można potraktować także fakt, że rozdziały nie popychają akcji zbyt bardzo do przodu. Mnie to nie przeszkadza, ponieważ rozkoszuję się każdym rozdziałem, jednakże podzielenie historii na wiele postaci i wątków sprawia, że posuwa się dosyć wolno. Nic dziwnego, że trzecia powieść została podzielona na dwa tomy, skoro opiniowany ma sześćset stron, mimo że książka jest troszkę mniejsza niż standardowe.
Książka o bezsilności dziewczynki wobec przemocy fizycznej, a przede wszystkim psychicznej, której doświadczała w domu rodzinnym. Matka manipulatorka z zerową autorefleksją i bierny ojciec poddający się napuszczaniu na jedną z córek, który dla świętego spokoju wymierza kary fizyczne.
Do książki podchodziłem trzykrotnie, bo była dla mnie bardziej przerażająca, niż najgorszy horror. Ciężko czytało mi się to wszystko przez to, że nie było w niej żadnej dosadności, nic nie było całkowicie zero-jedynkowe, tylko odcienie szarości. Jakaś forma troski mieszała się z gnębieniem i mogłoby się wydawax, że zazwyczaj nic aż takiego wielkiego się nie działo, a jednak, w ten sposób niszczy się psychikę dziecka już na całe życie. Ciężej jest też na tego typu sytuacje zareagować komuś z zewnątrz.
W tym tomie lepiej poznajemy głównego bohatera i widać jak dobrze potrafi balansować między tym co robi, a tym co pokazuje innym. Dostajemy tutaj finał gry w chowanego (dobra gra, dużo się działo) oraz trochę więcej informacji co stało się z pozostałymi przyjaciółmi po poprzedniej grze. Na koniec znowu otwieramy cliffhanger. Bardzo na plus, że akcja nie dzieje się tylko tam gdzie jest główny bohater ale również pozostałe postacie nie siedzą z założonymi rękami tylko mają swoje cele i zmartwienia.
Krótki opis fabuły z tomu.
Przemyślenia po przeczytanym tomie, głównie odnośnie każdego z przyjaciół.
Książka dla mężczyzn w formie rozmowy. Mamy tu poruszane tematy dotyczące problemów dotykających panów, próbę odpowiedzi czym jest męskość, jak tworzyć dobre relacje, o tym jak ważna jest rola ojca i nie tylko. Bardzo ciekawa lektura w moim odczuciu.
Ciekawa książka o nieciekawych czasach. Sporo w niej zdrady, ale i zdarzają się wyjątki a nawet czyny bohaterskie. Autor zgrabnie przeprowadza przez wszystkie ważne wydarzenia w miarę chronologicznie, pokazuje różne perspektywy, próbuje wyjaśnić niewyjaśnione. Dobra, krótka lektura i zapis tego, co działo się na Podhalu podczas 2WŚ.
Chyba na to pytanie próbuje odpowiedzieć autor książki w powieści "To nie jest kraj dla starych ludzi", albo i nie? Może po prostu jest to dobrze napisana książka trochę sensacyjna, trochę refleksyjna. Ciężko w niej jest doszukać się jakieś większej filozofii, może w tym że główny złol tej powieści wydaje się być niezniszczalny, trochę jak takie zło które ciągnie się za nielegalnie zdobytymi pieniędzmi i od którego nie da się uciec i gdzie kolwiek by się taki ktoś nie udał, zawsze będzie musiał się oglądać za ramię, trochę jak historia Nacho z "better Call Soul".
O czym jednak by ta książka nie była, jest ona świetnie napisana, po przeczytaniu Drogi tego samego autora, utwierdziłam się tylko w tym jak bardzo podoba mi się jego styl pisania. Byłaby to książka 9/10 gdyby nie to, se końcówka(parę stron ok 10) wydaje mi się zupełnie zbędna, nic nie wnosi według mnie i nie wiem czy nie jest ona dodana na siłę.
“Death in the abstract is a friendlier fellow than death in the flesh.”
II część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra
Tytuł “The Lost and the Damned” dotyczy zwykłych śmiertelników. Podczas, gdy jedni przywódcy naradzają się bezpiecznie na orbicie, a drudzy w bunkrze, jak w każdej wojnie, na pewną śmierć posyła się miliony zwykłych ludzi i jeszcze się im wpaja, że umierają za wspaniałe ideały.
W związku z tym większość opowieści mamy przedstawioną z perspektywy poborowych żołnierzy Imperium, kadry pilotów czy najemników w służbie Mistrza Wojny. Błoto, zimno, strach, krew i okopy.
“The Lost and the Damned” można z powodzeniem również rozszerzyć na prymarchów i Astartes, którzy w ramach paktu z siłami Chaosu poświęcili jakąś część samego siebie. Mimo wszystko, muszę przyznać, że Angron miał niewątpliwie efektowne wejście.
Guy Haley jak zwykle zaprezentował lekkie pióro. Tak to napisał, że nawet jeśli ktoś przegapił kilka tomów, to pobieżnie streścił kontekst w ramach strategicznej narady prymarchów. Umiejętnie wykorzystał również kilka postaci z wcześniejszych tomów Herezji.
Książka nie wniosła jakiejś rewolucji fabularnej, ale okazała się solidną kontynuacją serii
@Hoszin zależy od autora. Dan Abnett, Mike Lee, czy Guy Haley piszą raczej lekko i w miarę prostym językiem. Z kolei Graham McNeill często stosuje złożone opisy i bardziej wyszukane słownictwo. Aaron Dembski-Bowden plasuje się gdzieś po środku. Największe problemy ze zrozumieniem miałem z Jamesem Swallowem, ale to bardziej dlatego, że on lubi bardzo długie zdania o nieraz poprzestawianym szyku, więc czasem musiałem przeczytać ponownie, by załapać co autor miał na myśli.
Z uwagi na specyfikę świata pojawiają się archaizmy, jedne oczywiste jak apothecary, inne mniej. W polskim tłumaczeniu zresztą też jest tego sporo.
Na szczęście czytnik ma zainstalowany angielski słownik i wystarczy zakreślić słowo, żeby wyświetlić tooltip z definicją.
Książka umożliwia nam zajrzenie nieco za kulisy dyplomacji i przedstawia nam opis relacji polsko-ukraińskich od początku wojny z Rosją po początek walki między sobą. Prezentowane w formie wypowiedzi różnych oficjeli z jednej i drugiej strony. Książka ta - odkładając na bok kilka sukcesów, wzlotów i pokazu możliwości - ugruntowała tylko moją mierną ocenę jakości i sprawczości polskiej sceny politycznej.
Notatek zapisałem jeszcze mniej niż przy poprzednich tomach, jednakże poprawa jest widoczna - w ilościach śladowych.
Rzeczy dzieją się poza stronicami lub w sposób na tyle symboliczny bądź subtelny, że właściwie nie znać ich wpływu, nim będzie za późno: Aram zaczyna odsuwać się od Perrina i wpatrywać w Masemę jak w święty obrazek, natomiast przepowiednia dotycząca związku Mata i Tuon coś zbyt bezboleśnie, sztucznie i nienaturalnie wchodzi w życie.
Wreszcie coś się dzieje w kwestiach nieco istotniejszych - niewiele, ale jednak. Egwene choćby wykazuje ogromny hart ducha i determinację oraz wysoką czysto fizyczną wytrzymałość w niewoli, a także spryt, by tę niefortunną sytuację przekuć na swoją korzyść, będąc niczym kropla powoli drążąca kamień zepsucia Wieży.
Można również dostrzec trochę przypadkowej, ale jednak zgrabnie zaplanowanej przyczynowo-skutkowości, a nie zwykłego, niczym niezakłóconego brnięcia naprzód lub też drogi najeżonej absurdalnie chamskimi zabiegami.
Generalnie lipa porównywalna z tomami tzw. Slogu. Nie ma tam właściwie nic godnego zapamiętania. A ludzie uważają to za jedną z lepszych części.
Od połowy już wiedziałem kto jest winny całego zła w tej książce, całkiem przyjemnie się czytało, ale dosyć feministyczna jest to książka, przez większość lektury miałem wrażenie, że autorka chciała pokazać, że każdy facet na świecie to zło, mogłaby chociaż dać jednego pozytywnego męskiego bohatera dla kontrastu, ale mimo to zjadłem tą książkę w 3-4 posiedzenia, chyba potrzebowałem takiego prostego kryminaliku (chyba wszystkie sa proste i na jedno kopyto, nie znam "nie prostych"
Stephen King bierze na tapet jeden z najbardziej ogranych motywów science fiction - podróż w czasie i próbę zmiany historii - a następnie robi z nim coś, czego zupełnie się nie spodziewałem. Bo "Dallas ’63" wcale nie jest książką o zamachu na Kennedy’ego i próbie jego udaremnienia. To opowieść o człowieku, który trafia do przeszłości i… zaczyna w niej po prostu żyć. I właśnie ta część podobała mi się najbardziej.
Jake Epping, nauczyciel angielskiego, poznaje sposób na przeniesienie się do 1958 roku. Niezależnie od tego, jak długo pozostaje w przeszłości, w teraźniejszości mijają zaledwie dwie minuty. Jest jeszcze jedna ważna zasada – każde kolejne przejście resetuje wcześniejsze zmiany. Jake otrzymuje zadanie, które brzmi jednocześnie genialnie i absurdalnie: ma spędzić kilka lat w przeszłości, dotrwać do 22 listopada 1963 roku i zapobiec zamachowi na Johna F. Kennedy’ego.
W przeszłości Jake wcila się w swoje alter ego - George’a Ambersona. I wtedy King zapomina (na setki stron), że pisze thriller o podróży w czasie.
I bardzo k⁎⁎wa dobrze.
George znajduje pracę, poznaje ludzi, zmienia miejsca zamieszkania, chodzi do restauracji, nawiązuje przyjaźnie, zakochuje się. Po prostu zaczyna budować sobie nowe życie. Misja cały czas pozostaje gdzieś z tyłu głowy, od czasu do czasu wracamy do Lee Harveya Oswalda i jego przygotowań do zamachu, ale King absolutnie się z tym nie spieszy. Pozwala bohaterowi i czytelnikowi zamieszkać w Ameryce przełomu lat 50. i 60.
Normalnie przy takiej objętości i takim tempie miałbym ochotę autora poganiać. Tutaj było zupełnie odwrotnie. Ta niespieszność jest jedną z największych zalet książki. Dzięki niej misja Jake’a przestaje być jedyną rzeczą, która ma znaczenie. Po pewnym czasie znacznie bardziej interesowało mnie jego życie jako George’a niż to, czy uda mu się uratować Kennedy’ego.
Świetnie działa też zasada, że przeszłość nie chce być zmieniana. Im większa ingerencja Jake’a, tym mocniej rzeczywistość próbuje mu przeszkodzić. Przypadki, wypadki i pozornie nieistotne wydarzenia zaczynają układać się w coś znacznie większego. Do tego dochodzi efekt motyla, który jest co raz bardziej widoczny. Nawet drobne decyzje protagonisty mają swoje konsekwencje, a świat pod ich wpływem delikatnie zmienia swoje oblicze. Cały czas czuć, że Jake dotyka mechanizmu, którego do końca nie rozumie.
Dzięki temu nad książką wisi bardzo kingowskie poczucie zagrożenia. Nie potrzebujemy potwora czającego się w kanałach. Potworem może być tutaj sama rzeczywistość, która coraz mocniej daje do zrozumienia: nie powinno cię tutaj być i zdecydowanie nie powinieneś mnie zmieniać.
Imponuje mi też, jak wiele rzeczy King zmieścił w jednej powieści. To science fiction, thriller historyczny, romans, obyczajówka i momentami klasyczna powieść o małej amerykańskiej społeczności. A mimo ponad 800 stron miałem poczucie, że większość tego czasu była potrzebna, żeby naprawdę przywiązać mnie do George’a i świata, który sobie stworzył.
I jak już moje poczucie czytelniczego szczęścia było w pełni zespokojone, przyszło zakończenie.
No i King (moim zdaniem) wybitnie to spierdolił.
Naprawdę trudno mi pogodzić się z kierunkiem, w którym postanowił poprowadzić finał. Po tylu stronach spędzonych z bohaterami, po całym budowaniu życia George’a, jego relacji i konsekwencji kolejnych wyborów, spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Rozumiem logikę tego zakończenia. Rozumiem, co King chciał nim powiedzieć. Ale kompletnie nie tego chciałem dla tej historii i zwyczajnie szkoda mi, że właśnie tak postanowił ją zamknąć.
I właśnie za finał odejmuję 1 gwiazdkę.
Co chyba najlepiej pokazuje, jak wysoko oceniam całą resztę. "Dallas ’63" jest dla mnie najlepszą książką Kinga - kropka.
@bori jest pisarzem, który pisze swoją pierwszą powieść, uczy angielskiego w szkole, rozwija talenty aktorskie dzieci, a do tego odwiedza Derry i inne miejscowości z uniwersum Kinga 😉 klisza za kliszą
Tytuł: Play Nice: The Rise, Fall, and Future Of Blizzard Entertainment
Autor: Jason Schreier
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Grand Central Publishing
Format: ebook
ISBN: 9781538725443
Liczba stron: 304
Ocena: 7/10
No co tu dużo mówić - solidna lektura od One Take Schriera, który od jakiegoś czasu podbija YT tłumacząc graczom jak krowie na rowie co się odpierdala w ich światku i dlaczego.
Mamy tu przekrój ponad 30 lat Blizzarda, od stworzenia aż po cięcia etatów za czasów Microsoftu. Fajnie im szło tak gdzieś do WotLK, a potem zaczęło się odpierdalanie inwestorów, klasyczne korpojazdy, z okazjonalnymi niespodziewanymi hitami (Hearthstone, Overwatch). Teraz słyszę, że na BlizzConie mają ogłosić coś związanego ze Starcraftem... Pozostaje tylko życzyć im najlepszego. Ale nie mogę pozbyć się przeczucia, że najlepsze czasy growych gigantów już przeminęły...
@Zioman Jakby popracował nad swoim ego to może bym szanował go jako człowieka. To i jeszcze pisał dla Kotaku. Nie mogę jednak powiedzieć, że to jakiś wannabe chłystek.
najlepsze czasy growych gigantów już przeminęły
Nie to że minęło, tylko widmo zysków zamordowało tworzenie nowych, twórczych gier. Już nie uznasz poziomu rozbudowanych gier jak Deus Ex / System Shock 2 / VtMB.
Brak dedykowanych serwerów. Do dzisiaj możesz wbić się na jakiś hostowany serwer Wolfenstein ET.
Co do Blizza? A kij im w oko. Mieli wszystko i zaczęli jakieś "corporate mandate" wciskać.
* Patrząc na ich pyszny ból d⁎⁎y w Warcraft 3 Reforged:
* gdzie EULA zawłaszcza mody
* blokada klasycznego Warcraft 3
* A co do WoWa:
* DEI implementowane w WoWie. Niech za przyłkład posłuży "astralny" wózek inwalidzki Khadgara. Raz, że to jakaś fetyszyzacja wobec niepełnosprawnych ludzi, a dwa, że ktoś nie rozumie, że takowy mag mógłby telekinezą lewitować.
* "you think you do, but you don't" czyli jak im zajęło LATA by skapnąć się by stworzyć klasyka
* Turtle WoW które wykpiło kreatywną próżnię w oryginalnym WoWie.
* Przemilczę kwestie obyczajowe, nie tknę tego nawet z "10 foot pole"
Ogólnie mógłbym się rozpisywać, o żółtych farbach, a masie "kinematografii" w nowej serii God of War (bo sam mechanizm walki jest OK).
Nie umiem w statystyki by potwierdzić tą tezę, bo jak się cofnąć w czasie to równie dobrze można robić rant o przemyśle gier jak Daikatana wyszła. Ciągle jestem jego dziwką na to wychodzi.
Nie mam pojęcia jak z tak fascynującego tematu i bogactwa ciekawych źródeł udało się autorowi stworzyć tak beznadziejnego gniota, naprawdę.
Ksiażka opowiada o lekarzach, felczerach, pielęgniarkach i akuszerkach odbudowujących i tworzących służbę zdrowia na powojennych ruinach, co jest przecież bardzo ciekawie - ale nie w tej książce.
Każdy cytat czy historyjka są łopatologicznie wytłumaczone, często przy użyciu dokładnie tych samych określeń, które pojawiły się linijkę czy dwie wcześniej. Każde wprowadzenie nowego bohatera, nawet takiego, który pojawia się na tylko na tej stronie i nigdy później, łączy się ze szczegółowym opisem kolei jego życia, który zwykle nie wnosi nic do historii.
Mam wrażenie, że autor powybierał kilka cytatów na chybił trafił i kazał sztucznej inteligencji to połączyć w całość, potem zorientował się, że jest tego za mało i kazał jej lać wodę.
Jeżeli jednak się mylę i napisał to sam, to właściwie jeszcze gorzej.
Zaczynamy trzecią grą w chowanego gdzie dwójka głodujących bohaterów mierzy się z pięcioosobowym, wypoczętym zespołem koszykarzy, którzy wszyscy przeszli poprzednią grę. Kończymy tom clifthangerem i potwierdzeniem, że Yuuichi nie kłamał i rzeczywiście zrobi wszystko by wygrać.
"A co to za gówno" - przemknęło mi przez myśl, kiedy złapałam za kolejną książkę z półki pt 'warto przeczytać'.
Nie wiem czy się pomyliłam przy zamówieniu, czy jakiś złośliwy chochlik podrzucił mi tą książkę. Mimo dziwnego odrzutu po zobaczeniu okładki, stwierdziłam że z czystej ciekawości dam jej szansę, a może to jakaś niepozorna perełka.
Otusz nie. Pani Marto, fakt zamiłowania do czytania książek, nie oznacza automatycznie, że umie się je pisać. Doceniam chęć podzielenia się że światem swoją prawną batalią, ale książkę można było sobie darować.
Na skutek wielkiej wojny wszyscy członkowie cywilizacji mieszkają w wielopiętrowych, gigantycznych schronach umiejscowionych pod powierzchnią gruntu. Oczywiście są podzieleni na rozmaite kasty zamieszkujące określone poziomy. Na górze mieszka elita, na dole robole, standard. Wśród "pospólstwa" narastają niepokoje, szerzą się pogłoski że na powierzchni można jednak żyć, że istnieje tam miasto gdzie nie ma głodu ani chłodu. Jeden z przeciętnych obywateli najniższej kategorii, rurarz Kroni jeszcze nie wie jak doniosłą rolę wyznaczyło mu przeznaczenie...
Fajne, sowieckie postapo. Trzeba jednak przyznać że fabuła jest mocno rozwleczona, i trochę naiwna. A przede wszystkim w tym niepowtarzalnym stylu starych radzieckich powieści :smiley: Zabrakło trochę głębszego opisania podziemnego świata, może jakiegoś większego stopniowana napięcia a i samo rozwiązanie fabuły też jest takie... typowe "od zera do bohatera". Całość może nie nazbyt odkrywcza, ale czyta się naprawdę fajnie. Na tyle dobrze że całość skończyłem w dwa dni, i fanom sowieckiej SF spod znaku choćby braci Strugackich mogę śmiało polecić - zasługuje na uczciwą siódemkę.
Antyutopia utopia na wesoło. Choć zabierając się za książkę nie wiedziałem że to satyra i liczyłem na mroczną opowieść- nie mniej również bawi, nawet później jest zabawine i nigdy poważnie. Jedynie zakończenie - jakby go nie było - zostawia trochę do życzenia.
Przynajmniej Czesi dorobili się dostępu do morza :smiley:
W trzecim tomie kończymy drugą grę. Tutaj poznajemy przeszłość głównego bohatera oraz bezpośrednio widzimy jego starcie ze zdrajcą. Dowiadujemy się sporej dawki informacji o pozostałych i o motywach dlaczego wciągnął swoich przyjaciół do gry. Główny bohater rzeczywiście zaczynał dość niepozornie ale się rozkręca, a panele przedstawiające twarze potrafią stawać się momentami niepokojące i bardzo mi się spodobały. Kończymy przygotowaniami do trzeciej gry.
|| Wyznaje, że jego wcześniejsze oskarżenie Makoto o morderstwo było kłamstwem, a to on sam jest mordercą. Choć przyjaciele, szukając wymówek, mają nadzieję, że był to wypadek, obsługa potwierdza, że Yuuichi zabił z premedytacją trzy osoby. Odsuwają się od niego przerażeni, że go w ogóle nie znają. Zmęczony ich narzekaniem stwierdza, że trzymał się z nimi tylko dlatego, iż ktoś dla niego ważny uczył go, że przyjaźń jest najważniejsza. Mimo, że tego nie rozumie to starał się postępować zgodnie z jej słowami.||
@hellgihad W sumie trochę tak wygląda bo wolę jak już zaczyna się coś dziać nie opisywać bez spojlera. Pewnie kolejne nie będą znacznie lepsze chyba, że postaram się krócej streszczać co się działa :smiley:
Uznany kierowca rajdowy, wielokrotny Mistrz Europy, Sobiesław Zasada opowiada nam o tym jak powinna wyglądać prawidłowa technika jazdy. Mnóstwo oczywistości, pozycja za kierownicą, uważanie na wszystko i wszystkich. Najciekawsza część to opis poślizgów, świadomego jego wprowadzania, jego kontroli, i wychodzenia z niego. Różnice wynikające z zastosowanego napędu. Większość punktów okraszona krótkimi przykładami z życia rajdowego i codziennego. Ocena mocno obniżona, ponieważ połowa książki to anegdoty z udziałów w Rajdach Safari, co dosłownie znam z innej książki - "Polacy w Rajdach Safari"
Mocno pojechane. Jednak powinno być 6/7 na 10. Taka pozsycja dla każdego nowego kierowcy. Dużo potrafi wyjasnić i pokazać właściwe nawyki. Coś jak motocyklista doskonały, też kupa wiadomosci które, już gdzies były. Anegdoty, które opoiwadają dlaczego tak, a nie inaczej. Raczej watra przeczytania i podarowania dla nowego kierownika.
@saradonin_redux nie zwyzywałem autora wpisu tylko podzieliłem się moją opinią co do tej książki. Nawet tego już nie można w tym sztucznie poprawnym świecie?