Książka o bezsilności dziewczynki wobec przemocy fizycznej, a przede wszystkim psychicznej, której doświadczała w domu rodzinnym. Matka manipulatorka z zerową autorefleksją i bierny ojciec poddający się napuszczaniu na jedną z córek, który dla świętego spokoju wymierza kary fizyczne.
Do książki podchodziłem trzykrotnie, bo była dla mnie bardziej przerażająca, niż najgorszy horror. Ciężko czytało mi się to wszystko przez to, że nie było w niej żadnej dosadności, nic nie było całkowicie zero-jedynkowe, tylko odcienie szarości. Jakaś forma troski mieszała się z gnębieniem i mogłoby się wydawax, że zazwyczaj nic aż takiego wielkiego się nie działo, a jednak, w ten sposób niszczy się psychikę dziecka już na całe życie. Ciężej jest też na tego typu sytuacje zareagować komuś z zewnątrz.
W tym tomie lepiej poznajemy głównego bohatera i widać jak dobrze potrafi balansować między tym co robi, a tym co pokazuje innym. Dostajemy tutaj finał gry w chowanego (dobra gra, dużo się działo) oraz trochę więcej informacji co stało się z pozostałymi przyjaciółmi po poprzedniej grze. Na koniec znowu otwieramy cliffhanger. Bardzo na plus, że akcja nie dzieje się tylko tam gdzie jest główny bohater ale również pozostałe postacie nie siedzą z założonymi rękami tylko mają swoje cele i zmartwienia.
Krótki opis fabuły z tomu.
Przemyślenia po przeczytanym tomie, głównie odnośnie każdego z przyjaciół.
Książka dla mężczyzn w formie rozmowy. Mamy tu poruszane tematy dotyczące problemów dotykających panów, próbę odpowiedzi czym jest męskość, jak tworzyć dobre relacje, o tym jak ważna jest rola ojca i nie tylko. Bardzo ciekawa lektura w moim odczuciu.
Ciekawa książka o nieciekawych czasach. Sporo w niej zdrady, ale i zdarzają się wyjątki a nawet czyny bohaterskie. Autor zgrabnie przeprowadza przez wszystkie ważne wydarzenia w miarę chronologicznie, pokazuje różne perspektywy, próbuje wyjaśnić niewyjaśnione. Dobra, krótka lektura i zapis tego, co działo się na Podhalu podczas 2WŚ.
Chyba na to pytanie próbuje odpowiedzieć autor książki w powieści "To nie jest kraj dla starych ludzi", albo i nie? Może po prostu jest to dobrze napisana książka trochę sensacyjna, trochę refleksyjna. Ciężko w niej jest doszukać się jakieś większej filozofii, może w tym że główny złol tej powieści wydaje się być niezniszczalny, trochę jak takie zło które ciągnie się za nielegalnie zdobytymi pieniędzmi i od którego nie da się uciec i gdzie kolwiek by się taki ktoś nie udał, zawsze będzie musiał się oglądać za ramię, trochę jak historia Nacho z "better Call Soul".
O czym jednak by ta książka nie była, jest ona świetnie napisana, po przeczytaniu Drogi tego samego autora, utwierdziłam się tylko w tym jak bardzo podoba mi się jego styl pisania. Byłaby to książka 9/10 gdyby nie to, se końcówka(parę stron ok 10) wydaje mi się zupełnie zbędna, nic nie wnosi według mnie i nie wiem czy nie jest ona dodana na siłę.
@mannoroth moim zdaniem film zrobił to trochę lepiej, ale generalnie ekranizacja jest bardzo wierna, co dodatkowo mnie zdziwiło bo wiedziałam co się będzie działo, a i tak to w jaki sposób jest napisana ta książka sprawia że ciężko się od niej oderwać
“Death in the abstract is a friendlier fellow than death in the flesh.”
II część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra
Tytuł “The Lost and the Damned” dotyczy zwykłych śmiertelników. Podczas, gdy jedni przywódcy naradzają się bezpiecznie na orbicie, a drudzy w bunkrze, jak w każdej wojnie, na pewną śmierć posyła się miliony zwykłych ludzi i jeszcze się im wpaja, że umierają za wspaniałe ideały.
W związku z tym większość opowieści mamy przedstawioną z perspektywy poborowych żołnierzy Imperium, kadry pilotów czy najemników w służbie Mistrza Wojny. Błoto, zimno, strach, krew i okopy.
“The Lost and the Damned” można z powodzeniem również rozszerzyć na prymarchów i Astartes, którzy w ramach paktu z siłami Chaosu poświęcili jakąś część samego siebie. Mimo wszystko, muszę przyznać, że Angron miał niewątpliwie efektowne wejście.
Guy Haley jak zwykle zaprezentował lekkie pióro. Tak to napisał, że nawet jeśli ktoś przegapił kilka tomów, to pobieżnie streścił kontekst w ramach strategicznej narady prymarchów. Umiejętnie wykorzystał również kilka postaci z wcześniejszych tomów Herezji.
Książka nie wniosła jakiejś rewolucji fabularnej, ale okazała się solidną kontynuacją serii
@Hoszin zależy od autora. Dan Abnett, Mike Lee, czy Guy Haley piszą raczej lekko i w miarę prostym językiem. Z kolei Graham McNeill często stosuje złożone opisy i bardziej wyszukane słownictwo. Aaron Dembski-Bowden plasuje się gdzieś po środku. Największe problemy ze zrozumieniem miałem z Jamesem Swallowem, ale to bardziej dlatego, że on lubi bardzo długie zdania o nieraz poprzestawianym szyku, więc czasem musiałem przeczytać ponownie, by załapać co autor miał na myśli.
Z uwagi na specyfikę świata pojawiają się archaizmy, jedne oczywiste jak apothecary, inne mniej. W polskim tłumaczeniu zresztą też jest tego sporo.
Na szczęście czytnik ma zainstalowany angielski słownik i wystarczy zakreślić słowo, żeby wyświetlić tooltip z definicją.
Książka umożliwia nam zajrzenie nieco za kulisy dyplomacji i przedstawia nam opis relacji polsko-ukraińskich od początku wojny z Rosją po początek walki między sobą. Prezentowane w formie wypowiedzi różnych oficjeli z jednej i drugiej strony. Książka ta - odkładając na bok kilka sukcesów, wzlotów i pokazu możliwości - ugruntowała tylko moją mierną ocenę jakości i sprawczości polskiej sceny politycznej.
Notatek zapisałem jeszcze mniej niż przy poprzednich tomach, jednakże poprawa jest widoczna - w ilościach śladowych.
Rzeczy dzieją się poza stronicami lub w sposób na tyle symboliczny bądź subtelny, że właściwie nie znać ich wpływu, nim będzie za późno: Aram zaczyna odsuwać się od Perrina i wpatrywać w Masemę jak w święty obrazek, natomiast przepowiednia dotycząca związku Mata i Tuon coś zbyt bezboleśnie, sztucznie i nienaturalnie wchodzi w życie.
Wreszcie coś się dzieje w kwestiach nieco istotniejszych - niewiele, ale jednak. Egwene choćby wykazuje ogromny hart ducha i determinację oraz wysoką czysto fizyczną wytrzymałość w niewoli, a także spryt, by tę niefortunną sytuację przekuć na swoją korzyść, będąc niczym kropla powoli drążąca kamień zepsucia Wieży.
Można również dostrzec trochę przypadkowej, ale jednak zgrabnie zaplanowanej przyczynowo-skutkowości, a nie zwykłego, niczym niezakłóconego brnięcia naprzód lub też drogi najeżonej absurdalnie chamskimi zabiegami.
Generalnie lipa porównywalna z tomami tzw. Slogu. Nie ma tam właściwie nic godnego zapamiętania. A ludzie uważają to za jedną z lepszych części.
Od połowy już wiedziałem kto jest winny całego zła w tej książce, całkiem przyjemnie się czytało, ale dosyć feministyczna jest to książka, przez większość lektury miałem wrażenie, że autorka chciała pokazać, że każdy facet na świecie to zło, mogłaby chociaż dać jednego pozytywnego męskiego bohatera dla kontrastu, ale mimo to zjadłem tą książkę w 3-4 posiedzenia, chyba potrzebowałem takiego prostego kryminaliku (chyba wszystkie sa proste i na jedno kopyto, nie znam "nie prostych"
Stephen King bierze na tapet jeden z najbardziej ogranych motywów science fiction - podróż w czasie i próbę zmiany historii - a następnie robi z nim coś, czego zupełnie się nie spodziewałem. Bo "Dallas ’63" wcale nie jest książką o zamachu na Kennedy’ego i próbie jego udaremnienia. To opowieść o człowieku, który trafia do przeszłości i… zaczyna w niej po prostu żyć. I właśnie ta część podobała mi się najbardziej.
Jake Epping, nauczyciel angielskiego, poznaje sposób na przeniesienie się do 1958 roku. Niezależnie od tego, jak długo pozostaje w przeszłości, w teraźniejszości mijają zaledwie dwie minuty. Jest jeszcze jedna ważna zasada – każde kolejne przejście resetuje wcześniejsze zmiany. Jake otrzymuje zadanie, które brzmi jednocześnie genialnie i absurdalnie: ma spędzić kilka lat w przeszłości, dotrwać do 22 listopada 1963 roku i zapobiec zamachowi na Johna F. Kennedy’ego.
W przeszłości Jake wcila się w swoje alter ego - George’a Ambersona. I wtedy King zapomina (na setki stron), że pisze thriller o podróży w czasie.
I bardzo k⁎⁎wa dobrze.
George znajduje pracę, poznaje ludzi, zmienia miejsca zamieszkania, chodzi do restauracji, nawiązuje przyjaźnie, zakochuje się. Po prostu zaczyna budować sobie nowe życie. Misja cały czas pozostaje gdzieś z tyłu głowy, od czasu do czasu wracamy do Lee Harveya Oswalda i jego przygotowań do zamachu, ale King absolutnie się z tym nie spieszy. Pozwala bohaterowi i czytelnikowi zamieszkać w Ameryce przełomu lat 50. i 60.
Normalnie przy takiej objętości i takim tempie miałbym ochotę autora poganiać. Tutaj było zupełnie odwrotnie. Ta niespieszność jest jedną z największych zalet książki. Dzięki niej misja Jake’a przestaje być jedyną rzeczą, która ma znaczenie. Po pewnym czasie znacznie bardziej interesowało mnie jego życie jako George’a niż to, czy uda mu się uratować Kennedy’ego.
Świetnie działa też zasada, że przeszłość nie chce być zmieniana. Im większa ingerencja Jake’a, tym mocniej rzeczywistość próbuje mu przeszkodzić. Przypadki, wypadki i pozornie nieistotne wydarzenia zaczynają układać się w coś znacznie większego. Do tego dochodzi efekt motyla, który jest co raz bardziej widoczny. Nawet drobne decyzje protagonisty mają swoje konsekwencje, a świat pod ich wpływem delikatnie zmienia swoje oblicze. Cały czas czuć, że Jake dotyka mechanizmu, którego do końca nie rozumie.
Dzięki temu nad książką wisi bardzo kingowskie poczucie zagrożenia. Nie potrzebujemy potwora czającego się w kanałach. Potworem może być tutaj sama rzeczywistość, która coraz mocniej daje do zrozumienia: nie powinno cię tutaj być i zdecydowanie nie powinieneś mnie zmieniać.
Imponuje mi też, jak wiele rzeczy King zmieścił w jednej powieści. To science fiction, thriller historyczny, romans, obyczajówka i momentami klasyczna powieść o małej amerykańskiej społeczności. A mimo ponad 800 stron miałem poczucie, że większość tego czasu była potrzebna, żeby naprawdę przywiązać mnie do George’a i świata, który sobie stworzył.
I jak już moje poczucie czytelniczego szczęścia było w pełni zespokojone, przyszło zakończenie.
No i King (moim zdaniem) wybitnie to spierdolił.
Naprawdę trudno mi pogodzić się z kierunkiem, w którym postanowił poprowadzić finał. Po tylu stronach spędzonych z bohaterami, po całym budowaniu życia George’a, jego relacji i konsekwencji kolejnych wyborów, spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Rozumiem logikę tego zakończenia. Rozumiem, co King chciał nim powiedzieć. Ale kompletnie nie tego chciałem dla tej historii i zwyczajnie szkoda mi, że właśnie tak postanowił ją zamknąć.
I właśnie za finał odejmuję 1 gwiazdkę.
Co chyba najlepiej pokazuje, jak wysoko oceniam całą resztę. "Dallas ’63" jest dla mnie najlepszą książką Kinga - kropka.
@bori jest pisarzem, który pisze swoją pierwszą powieść, uczy angielskiego w szkole, rozwija talenty aktorskie dzieci, a do tego odwiedza Derry i inne miejscowości z uniwersum Kinga 😉 klisza za kliszą
Tytuł: Play Nice: The Rise, Fall, and Future Of Blizzard Entertainment
Autor: Jason Schreier
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Grand Central Publishing
Format: ebook
ISBN: 9781538725443
Liczba stron: 304
Ocena: 7/10
No co tu dużo mówić - solidna lektura od One Take Schriera, który od jakiegoś czasu podbija YT tłumacząc graczom jak krowie na rowie co się odpierdala w ich światku i dlaczego.
Mamy tu przekrój ponad 30 lat Blizzarda, od stworzenia aż po cięcia etatów za czasów Microsoftu. Fajnie im szło tak gdzieś do WotLK, a potem zaczęło się odpierdalanie inwestorów, klasyczne korpojazdy, z okazjonalnymi niespodziewanymi hitami (Hearthstone, Overwatch). Teraz słyszę, że na BlizzConie mają ogłosić coś związanego ze Starcraftem... Pozostaje tylko życzyć im najlepszego. Ale nie mogę pozbyć się przeczucia, że najlepsze czasy growych gigantów już przeminęły...
@Zioman Jakby popracował nad swoim ego to może bym szanował go jako człowieka. To i jeszcze pisał dla Kotaku. Nie mogę jednak powiedzieć, że to jakiś wannabe chłystek.
najlepsze czasy growych gigantów już przeminęły
Nie to że minęło, tylko widmo zysków zamordowało tworzenie nowych, twórczych gier. Już nie uznasz poziomu rozbudowanych gier jak Deus Ex / System Shock 2 / VtMB.
Brak dedykowanych serwerów. Do dzisiaj możesz wbić się na jakiś hostowany serwer Wolfenstein ET.
Co do Blizza? A kij im w oko. Mieli wszystko i zaczęli jakieś "corporate mandate" wciskać.
* Patrząc na ich pyszny ból d⁎⁎y w Warcraft 3 Reforged:
* gdzie EULA zawłaszcza mody
* blokada klasycznego Warcraft 3
* A co do WoWa:
* DEI implementowane w WoWie. Niech za przyłkład posłuży "astralny" wózek inwalidzki Khadgara. Raz, że to jakaś fetyszyzacja wobec niepełnosprawnych ludzi, a dwa, że ktoś nie rozumie, że takowy mag mógłby telekinezą lewitować.
* "you think you do, but you don't" czyli jak im zajęło LATA by skapnąć się by stworzyć klasyka
* Turtle WoW które wykpiło kreatywną próżnię w oryginalnym WoWie.
* Przemilczę kwestie obyczajowe, nie tknę tego nawet z "10 foot pole"
Ogólnie mógłbym się rozpisywać, o żółtych farbach, a masie "kinematografii" w nowej serii God of War (bo sam mechanizm walki jest OK).
Nie umiem w statystyki by potwierdzić tą tezę, bo jak się cofnąć w czasie to równie dobrze można robić rant o przemyśle gier jak Daikatana wyszła. Ciągle jestem jego dziwką na to wychodzi.
Nie mam pojęcia jak z tak fascynującego tematu i bogactwa ciekawych źródeł udało się autorowi stworzyć tak beznadziejnego gniota, naprawdę.
Ksiażka opowiada o lekarzach, felczerach, pielęgniarkach i akuszerkach odbudowujących i tworzących służbę zdrowia na powojennych ruinach, co jest przecież bardzo ciekawie - ale nie w tej książce.
Każdy cytat czy historyjka są łopatologicznie wytłumaczone, często przy użyciu dokładnie tych samych określeń, które pojawiły się linijkę czy dwie wcześniej. Każde wprowadzenie nowego bohatera, nawet takiego, który pojawia się na tylko na tej stronie i nigdy później, łączy się ze szczegółowym opisem kolei jego życia, który zwykle nie wnosi nic do historii.
Mam wrażenie, że autor powybierał kilka cytatów na chybił trafił i kazał sztucznej inteligencji to połączyć w całość, potem zorientował się, że jest tego za mało i kazał jej lać wodę.
Jeżeli jednak się mylę i napisał to sam, to właściwie jeszcze gorzej.
Zaczynamy trzecią grą w chowanego gdzie dwójka głodujących bohaterów mierzy się z pięcioosobowym, wypoczętym zespołem koszykarzy, którzy wszyscy przeszli poprzednią grę. Kończymy tom clifthangerem i potwierdzeniem, że Yuuichi nie kłamał i rzeczywiście zrobi wszystko by wygrać.
"A co to za gówno" - przemknęło mi przez myśl, kiedy złapałam za kolejną książkę z półki pt 'warto przeczytać'.
Nie wiem czy się pomyliłam przy zamówieniu, czy jakiś złośliwy chochlik podrzucił mi tą książkę. Mimo dziwnego odrzutu po zobaczeniu okładki, stwierdziłam że z czystej ciekawości dam jej szansę, a może to jakaś niepozorna perełka.
Otusz nie. Pani Marto, fakt zamiłowania do czytania książek, nie oznacza automatycznie, że umie się je pisać. Doceniam chęć podzielenia się że światem swoją prawną batalią, ale książkę można było sobie darować.
Na skutek wielkiej wojny wszyscy członkowie cywilizacji mieszkają w wielopiętrowych, gigantycznych schronach umiejscowionych pod powierzchnią gruntu. Oczywiście są podzieleni na rozmaite kasty zamieszkujące określone poziomy. Na górze mieszka elita, na dole robole, standard. Wśród "pospólstwa" narastają niepokoje, szerzą się pogłoski że na powierzchni można jednak żyć, że istnieje tam miasto gdzie nie ma głodu ani chłodu. Jeden z przeciętnych obywateli najniższej kategorii, rurarz Kroni jeszcze nie wie jak doniosłą rolę wyznaczyło mu przeznaczenie...
Fajne, sowieckie postapo. Trzeba jednak przyznać że fabuła jest mocno rozwleczona, i trochę naiwna. A przede wszystkim w tym niepowtarzalnym stylu starych radzieckich powieści :smiley: Zabrakło trochę głębszego opisania podziemnego świata, może jakiegoś większego stopniowana napięcia a i samo rozwiązanie fabuły też jest takie... typowe "od zera do bohatera". Całość może nie nazbyt odkrywcza, ale czyta się naprawdę fajnie. Na tyle dobrze że całość skończyłem w dwa dni, i fanom sowieckiej SF spod znaku choćby braci Strugackich mogę śmiało polecić - zasługuje na uczciwą siódemkę.
Antyutopia utopia na wesoło. Choć zabierając się za książkę nie wiedziałem że to satyra i liczyłem na mroczną opowieść- nie mniej również bawi, nawet później jest zabawine i nigdy poważnie. Jedynie zakończenie - jakby go nie było - zostawia trochę do życzenia.
Przynajmniej Czesi dorobili się dostępu do morza :smiley:
W trzecim tomie kończymy drugą grę. Tutaj poznajemy przeszłość głównego bohatera oraz bezpośrednio widzimy jego starcie ze zdrajcą. Dowiadujemy się sporej dawki informacji o pozostałych i o motywach dlaczego wciągnął swoich przyjaciół do gry. Główny bohater rzeczywiście zaczynał dość niepozornie ale się rozkręca, a panele przedstawiające twarze potrafią stawać się momentami niepokojące i bardzo mi się spodobały. Kończymy przygotowaniami do trzeciej gry.
|| Wyznaje, że jego wcześniejsze oskarżenie Makoto o morderstwo było kłamstwem, a to on sam jest mordercą. Choć przyjaciele, szukając wymówek, mają nadzieję, że był to wypadek, obsługa potwierdza, że Yuuichi zabił z premedytacją trzy osoby. Odsuwają się od niego przerażeni, że go w ogóle nie znają. Zmęczony ich narzekaniem stwierdza, że trzymał się z nimi tylko dlatego, iż ktoś dla niego ważny uczył go, że przyjaźń jest najważniejsza. Mimo, że tego nie rozumie to starał się postępować zgodnie z jej słowami.||
@hellgihad W sumie trochę tak wygląda bo wolę jak już zaczyna się coś dziać nie opisywać bez spojlera. Pewnie kolejne nie będą znacznie lepsze chyba, że postaram się krócej streszczać co się działa :smiley:
Uznany kierowca rajdowy, wielokrotny Mistrz Europy, Sobiesław Zasada opowiada nam o tym jak powinna wyglądać prawidłowa technika jazdy. Mnóstwo oczywistości, pozycja za kierownicą, uważanie na wszystko i wszystkich. Najciekawsza część to opis poślizgów, świadomego jego wprowadzania, jego kontroli, i wychodzenia z niego. Różnice wynikające z zastosowanego napędu. Większość punktów okraszona krótkimi przykładami z życia rajdowego i codziennego. Ocena mocno obniżona, ponieważ połowa książki to anegdoty z udziałów w Rajdach Safari, co dosłownie znam z innej książki - "Polacy w Rajdach Safari"
Mocno pojechane. Jednak powinno być 6/7 na 10. Taka pozsycja dla każdego nowego kierowcy. Dużo potrafi wyjasnić i pokazać właściwe nawyki. Coś jak motocyklista doskonały, też kupa wiadomosci które, już gdzies były. Anegdoty, które opoiwadają dlaczego tak, a nie inaczej. Raczej watra przeczytania i podarowania dla nowego kierownika.
@saradonin_redux nie zwyzywałem autora wpisu tylko podzieliłem się moją opinią co do tej książki. Nawet tego już nie można w tym sztucznie poprawnym świecie?
Kontynuujemy drugą grę, w której kluczowe jest ujawnianie sekretów przyjaciół. Widzowie oceniają ich ciężar, co decyduje o tym, o ile pól do przodu przejdą. W oskarżeniach można kłamać, ale jeśli kłamstwo wyjdzie na jaw to autor zostanie ukarany. Do kolejnego etapu przejdzie tylko ten kto jako pierwszy ukończy planszę, ale w zamian przejmie długi pozostałych. Od razu odnoszę wrażenie, że lepiej nie wygrywać, aby nie obciążyć się długami całej grupy ale zobaczymy jak podejdzie do tego główny bohater.
Pierwsze ujawnione sekrety nie brzmią zbyt poważnie, jednak grupa reaguje na informacje o koleżance. "Sawaragi kocha Yuuichiego", "Byłym Sawaragi jest Tenji". Ponieważ dotyczą jednej osoby to dziewczyna przesuwa się o 5 pól. Makoto jest bardzo ciekaw, czy plotki są prawdziwe, a Tenji wyznaje, że wciąż ją kocha. Wszystko wskazuje na czworokąt miłosny. Ona interesuje się głównym bohaterem, podczas gdy pozostali nią. Zaczynają się oskarżać, jednak Yuuichi ich uspokaja. Przemawia im do rozsądku, tłumacząc, że jeśli im na niej zależy, nie powinni jej martwić tym jak się zachowują.
Kokorogi podchodzi do Sawaragi i pyta wprost, czy to prawda, że kocha Yuuichiego, co tamta potwierdza. Widać po niej zazdrość gdy podsumowuje, że Sawaragi ma duże powodzenie i główny bohater pewnie też się w niej zakocha. W międzyczasie obserwujemy administratorów w dyżurce. Komentują grę i zastanawiają się, kto jako pierwszy zaczął obgadywać swoich przyjaciół. Ktoś z uczestników kłamie, ale jest na tyle dobrym aktorem, że trudno go zdemaskować.
Kolejna tura przynosi trzy nowe rewelacje: "Makoto brał kąpiele z własną matką w gimnazjum", "Yuuichi nie mył się przez tydzień" oraz "Sawaragi przeszła operację plastyczną". Te sekrety również wydają się błahe, ale widać, że Makoto nie może uwierzyć, że ta która widocznie go interesuje jest po operacji.
Nareszcie tajemnice zaczynają się robić poważne, a ktoś ujawnia, że Kokorogi chodziła na płatne randki ze starszymi mężczyznami, na co dziewczyna reaguje natychmiastową histerią. Tłumaczy się, że była dręczona i potrzebowała pieniędzy, aby opłacać swoich prześladowców, by dali jej spokój. Makoto mówi Kokorogi, że wygląda zbyt niewinnie jak na dziewczynę, która straciła dziewictwo w gimnazjum. Ta natychmiast się broni, twierdząc, że w ostatniej chwili zawsze uciekała i wciąż nią jest. Widać, że bardzo zależy jej na tym, aby to Yuuichi jej uwierzył, dając wyraźne sygnały, że w tej paczce jest więcej miłosnych trójkątów. Yuuichi szepcze jej coś na ucho, co ją uspokaja, jednak dziewczyna wciąż nie chce stać obok Sawaragi, ponieważ tylko ona o tym wiedziała. Okazuje się, że operacja plastyczna nie była do upiększenia siebie tylko do usunięcia blizny.
Teraz widzimy perspektywę zdrajcy, kradzież pieniędzy z szafki, cieszy się ze zrywania więzi i wiemy, że zapisała ich do gry. Okazuje się, że to Tenji. Dowiadujemy się, że stalkował Sawaragi i założył jej podsłuch. Sugeruje Sawaragi, że Kokorogi mogła sama napisać swój sekret, by wzbudzić litość Yuuichiego, ponieważ ewidentnie obu dziewczynom on się podoba.
Po wrzuceniu kolejnych kartek z tajemnicami, Tenji konfrontuje się z głównym bohaterem, który policzkuje Sawaragi, a pozostali zaczynają się wzajemnie oskarżać. Tymczasem Tenji trzyma się blisko tej którą chce zniszczyć, pozując na jej najbliższego przyjaciela, któremu może wierzyć we wszystkim. Pojawiają się następne małe sekrety. "Sawaragi lubi chodzić w męskich bokserkach" oraz "Tenji jest o rok starszy, niż się wszystkim wydaje". Chłopak przyznaje, że tylko ona wiedziała o tym, że powtarzał rok przez problemy rodzinne, ale mimo to zapewnia ją o swoim pełnym zaufaniu.
Będąca na prowadzeniu Sawaragi trafia na pole szansy, gdzie może wybrać jedną osobę, której największy sekret zostanie ujawniony przez organizatorów. Kiedy ma już wskazać przerażonego Tenjiego, wtrąca się Makoto, twierdząc, że nie ma nic do ukrycia i niech wybierze jego. Okazuje się jednak, że organizatorzy coś na niego mają. Jego ojciec jest łapówkarzem i wykorzystuje kobiety. Mimo że nie jest to bezpośrednia wina Makoto, sekret przesuwa go na drugie miejsce na planszy.
Następny sekret to najpoważniejsze oskarżenie jak do tej pory czyli "Makoto Shibe kogoś zabił". Tenji jest zdziwiony bo jako zdrajca nic takiego nie pisał. Podejrzewa, że zrobił to Yuuichi kłamiąc ale sam Makoto nie potrafi udowodnić swojej niewinności i przechodzi dodatkowe pola. Wewnętrzny monolog Tenjiego w tłumaczy motyw i to, że chce zniszczyć Sawaragi, ponieważ odebrała mu coś najcenniejszego w życiu i zrujnowała jego przyjaźnie.
Yuuichi oświadcza grupie, że jest wśród nich zdrajca, i że całe zło, które ich spotyka, jest winą jednej osoby. Twierdzi, że wie, kto to jest, ale jeszcze im tego nie zdradzi. Dodaje również, że wie, jak najlepiej przejść tę grę. Tłumaczy, że gdyby szli o pojedyncze pola, dług by się wyrównał i wyszliby na zero, ale pierwsze pola zostały zaprojektowane specjalnie po to, aby ich skłócić dodając dodatkowy dług. Od teraz w każdej rundzie każdy, kto nie jest na pierwszym miejscu, ma pisać własny, drobny sekret i tak aż do samego końca. W ten sposób łatwo będzie zweryfikować, kto napisał kartkę, a kto nie. Odbierze to zdrajcy możliwość atakowania innych, dzięki czemu wszyscy przyjaciele przejdą do kolejnej gry, a zdrajcę zostawią za sobą.
Jednak okazuje się, że tym razem pojawiło się aż 10 sekretów. Każdy z graczy może zapisać dowolną liczbę kartek, przez co Yuuichi wciąż nie wie, kto dokładnie zdradził w tej rundzie. Sawaragi stoi na ostatnim polu przed metą, a gra wkracza w finałową turę. Administratorzy zauważają jednak ważny szczegół. Część zawodników nie ma na sobie zawieszki z imieniem oraz przypisanym długiem. Obserwatorka podsumowuje, że zwycięzca gry wciąż nie jest jeszcze pewny.
Poniżej moje przemyślenia i typy biorąc pod uwagę to co się działo w tomie. || Wiadomo kto jest zdrajcą i moim zdaniem trochę za szybko go ujawniono, miałem nadzieję, że będzie więcej czasu by samemu typować kto to może być. Odnośnie tego co widzi administratorka to sam brak zawieszek to trochę mało jak na zaskakujące rozwiązanie gry.||
||1. Tenji już sam przed czytelnikiem się przyznał to pewnym jest, że on ukradł pieniądze oraz zapisał ich do gry. Szczerze nienawidzi swojej byłej i chce zniszczyć jej życie. Tylko co z pozostałymi co on o nich myśli i tego jeszcze dobrze nie wiem. 2. Makoto niezbyt się popisuje i wygląda na niezbyt rozgarniętego ale może oczywiście udawać. Nie widzę żadnych dowodów by uznać go za złego.||
Zbiór siedmiu opowiadań, niby fantastycznych. Piszę niby bo w większości - może poza trzema ostatnimi - o fantastykę ledwo się ocierają, głównie osadzeniem akcji "gdzieś-kiedyś" czy nierealizmem sytuacji. Niestety są na tyle złe, że nijak nie mogłem zmęczyć tych głupich stu stron. Większość opowiadań bowiem nie ma zbytnio sensu, ot bohater kręci się bez celu aż do finału który zazwyczaj również niewiele wnosi do fabuły. Trochę lepsze są dwa ostatnie opowiadania, choć nic odkrywczego w nich nie znajdziemy, to od biedy można za nie podwyższyć ocenę o ten jeden punkt.
"Raj utracony" - Odległa planeta dawno temu skolonizowana przez Ziemian. Obecnie ich potomkowie żyją w mieście otoczonym pustynią, ale krążą słuchy że gdzieś tam daleko "jest inny, lepszy świat". Trójka bohaterów (płaskich i bezbarwnych jak całe to opowiadanie) wyrusza na wyprawę, ale gdy dochodzą do innego miasta to opowiadanie rychło się kończy - jakby autorowi skończył się koncept.
" Spotkanie najwyższego rodzaju" - Kosmos, Federacja zamieszkanych planet, zagadnienia związane z badaniem i kolonizacją innych, nowych światów. W porządku, choć styl szorstki jak papier ścierny i ponownie urywa się w połowie.