Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Fanatyk

w Książki

31piorunów

180 + 1 = 181

Tytuł: Lekarka więzienna

Autor: Amanda Brown

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Feeria

Format: książka papierowa

Liczba stron: 320

Ocena: 7/10

Książka opisuje wspomnienia zawodowe lekarki psychiatry, która po latach pracy w zwykłej przychodni, trafiła do pracy w więzieniu.

Najpierw zakład poprawczy dla nastolatków, potem słynne więzienie Scrubs dla mężczyzn i na końcu największe europejskie więzienie dla kobiet Bronzefield, w którym znalazła swoje przeznaczenie.

Brown opisuje wiele ciężkich, nietypowych i inspirujących historii więźniów. Wydaje się być odpowiednią osobą na swoim stanowisku, nie oceniającą, przejmującą się losem swoich podopiecznych i niosącą im najlepszą możliwą pomoc. Nie jest niespodzianką, że większość skazanych samych jest ofiarami przestępstw, zaniedbań w dzieciństwie, chorych.

Dla wielu z nich więzienie w przeciwieństwie do wolności jest azylem, miejscem bezpiecznym, gdzie dostają potrzebną im opiekę oraz ochroną przed przemocowymi partnerami i narkotykami.

Mimo tragedii opisanych w tej książce, zakończyłam ją z poczuciem, że dla niektórych system zdaje się działać i więzienie okazuje się być tym przełomowym, dobrym początkiem.

Gruba ryba

w Hydepark

33piorunów

179 + 1 = 180

Tytuł: Ga Ga. Szpital

Autor: Piotr Szulkin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Pomorze / RSW

Format: książka papierowa

Liczba stron: 222

Ocena: 9/10

Dwie nowele Szulkina w jednej książeczce. Tomik otwiera "Ga Ga - Chwała bohaterom". To rasowe, kosmiczne SF - przynajmniej tak się zaczyna.

"W XXI wieku ludzkość stała się tak bogata i szczęśliwa, że nikt już nie chciał obierać trudnego i ryzykownego zawodu kosmonauty. Dla zaspokojenia odwiecznego człowieczego pędu ku nowym, nieznanym światom znaleziono jednak rozwiązanie. Rozwiązanie społecznie wartościowe i moralnie nieobojętne. A oprócz tego tańsze od wysyłania w kosmos kosztownych automatów... I tak próżnia wypełniła się wysłannikami ludzkości przepełniającymi pełnym nadziei gwarem kosmiczne krążowniki penitencjarne."

W utworze śledzimy losy Scope'a, jednego z więźniów, który zostaje wysłany z misją odkrycia nowej planety i objęcia jej w imię wspólnoty narodów. Ląduje na planecie Australia-458, gdzie zostaje obwołany bohaterem i ugoszczony ze wszystkimi udogodnieniami. Szybko jednak okazuje się, że bohater w naszym i ich rozumieniu ma jednak zupełnie inne "obowiązki". Rewelacja, zarówno fabularnie jak i przede wszystkim pod względem klimatu. Utwór jest brudny, duszny i śmierdzący. Atmosfera rozkładu wylewa się z każdej strony, porywając czytelnika swoim turpizmem. Widać tu duże nawiązania do schyłku PRL, ustroju w którym wszyscy są szczęśliwi choć nic nie mają, ale z zachwytem patrzą na zachód. Pochłania się kolejne strony z zapartym tchem, coraz szerzej otwierając oczy ze zdumienia nad kolejnymi, coraz bardziej absurdalnymi i groteskowymi pomysłami autora. Wczoraj oglądaliśmy też z różową ekranizację (bardzo wierną książce a co za obsada!), różowa zerkając jednym okiem, stwierdziła że dla pełni doznań w sali kinowej powinni rozpylać lizol xD.

Jeżeli "Ga Ga" jest absurdalny i groteskowy to nie wiem jak określić "Szpital". Co tam się dzieje to głowa mała :smiley: czysta abstrakcja i surrealizm, po stronach ganiają się krasnale, Indianie budujący podkop i wieloryby popełniające rytualne samobójstwo. Zaczyna się w miarę niewinnie - w Wigilię sanitariusze zabierają do karetki pacjenta. Rychło się jednak okazuje że karetka zostaje wynajęta w charakterze obwoźnego wozu z mięsem, więc sanitariusze z naszym pacjentem muszą poczekać przed blokiem. Przymusowa przerwa staje się przyczynkiem do poznania szeregu rozmaitych dziwnych postaci i zgrubnego nakreślenia sytuacji ogólnej. Cechą wspólną z poprzednim utworem jest schyłek PRLu, choć tu klimat jest zupełnie inny, bardziej końca pewnej epoki, przepełniony oczekiwaniem na coś co musi się w końcu stać, choć nikt nie wie kiedy.

Była to szalona podróż, nie zapomnę jej nigdy. Zdecydowania warto zapoznać się z twórczością tego autora.

TYSIĄCE NÓG

MILIONY STÓP

A WSZYSTKO W JEDNYM BUCIE

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Specjalista10piorunów

Kiedyś oglądałem przypadkiem film (bo pewnie wybór był niewielki na dwóch kanałach). Powiem szczerze, że klimat pamiętam do dziś. Na pewno jakieś szaleństwo i zepsucie. Nie wiem dlaczego kojarzy mi się z PRL, czy tylko przez czasy w których powstał, czy też mentalność bohaterów.

https://www.filmweb.pl/film/Ga%2C+ga.+Chwa%C5%82a+bohaterom-1985-5768

Ga, ga. Chwała bohaterom | Film | 1985Ga, ga. Chwała bohaterom (1985) - Więzień Scope ląduje na Australii-458. Poznaje prostytutkę Once i zostaje wplątany w jej zaginięcie.Filmweb
Pokaż więcej komentarzy (3)

Mistrz

w Książki

42piorunów

178 + 1 = 179

Tytuł: Wczoraj byłaś zła na zielono

Autor: Eliza Kącka

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Karakter

Format: książka papierowa

ISBN: 9788368059151

Liczba stron: 288

Ocena: 5/10

Prywatny licznik: 1 + 1 = 2

Książka bynajmniej nie przeciętna, ale mimo wszystko w mojej ocenie ląduje właśnie w przeciętniactwie, co jest wypadkową kilku skrajności w mojej ocenie. Ale po kolei.

Książka jest autobiograficznym opisem przeżyć matki wychowującej neuroatypowe dziecko. Pewnie, że większość z nas tutaj jest nieco neutoatypowa, jednakże opisywane dziecko zdecydowanie wykracza poza to nasze standardowe "nieco". Autorka naprawdę dobrze oddaje swoje niemalże nieustanne zagubienie w próbie nadążenia za procesami myślowymi dziecka. Niby takie życie naznaczone było schematami, a nawet najmniejsze od nich odstępstwo kończyło się problemami (i to w najbardziej prozaicznych kwestiach, jak podróż do domu czy zakupy), ale również nie obywało się bez wyłamania się z tego schematu, i to w najmniej spodziewanym (i bez żadnej komunikacji ze strony dziecka) momencie. Niewiele jest w Polsce takich książek.

ALE. Choroba zdobywców polskich nagród literackich niestety ma się tutaj bardzo dobrze - książka jest absolutnie przepełniona niepotrzebnymi (moim zdaniem) wypełniaczami i bardziej skupia się na samej sobie niż na tym, co faktycznie ma do przekazania. O ile części skupione na wymianie zdań i próbę "nadążania" za tokiem myślenia dziecka czytało się naprawdę dobrze, tak fragmenty pokazujące przemyślenia autorki były po prostu okropne. Niestety pierwsza połowa książka stała w dużej mierze nimi i wielokrotnie miałem myśli o porzuceniu książki, bo zdania ewidentne były wielokrotnie przepisywane, aż w końcu osiągnęły formę, z której autorka była zadowolona. Nic nie odejmując autorce, widać, że swoje wykształcenie wyższe w polonistyce nie poszło na marne - szkoda tylko, że dzieje się to z cierpieniem dla czytelnika. Nie skończyłbym tej książki, gdyby nie to, że w pewnym momencie poddałem się i ilekroć wchodziły przemyślenia autorki, to szukałem wzrokiem końca akapitu i zaczynałem czytanie od kolejnego. I nie uważam, żebym dużo "treści" książki w ten sposób utracił, co najwyżej mogę żałować tego, że nie przeczytałem kolejnej błyskotliwej metafory (spoiler alert: nie żałuję). Szczerze mówiąc, takiej faktycznej wartościowej treści to ja tam widziałem ze 100 stron, nie więcej.

Poza tym mam wrażenie bardzo dużego niedokończenia tej książki. Gdzieś 5/6 książki zajmuje okres od narodzin dziecka po początek nauki w szkole podstawowej, w dodatku bardzo mocno przemieszany ze sobą - nie dałbym rady uporządkować poszczególnych wydarzeń na osi czasu. No i oczywiście przemyślenia i próby domysłów autorki na temat dziecka - one w sumie zajmowały większość miejsca. Reszcie życia, mniej więcej do czasów nastoletnich, poświęcono zaledwie ostatnie 40-50 stron. Trochę to wyglądało, jakby problematyczne były tylko te parę początkowych lat, a później już przyzwyczajenie i luzik - trochę nie sądzę. Poza tym w zasadzie całość skupia się wyłącznie na życiu wewnątrzrodzinnym. No i ten fragment z porodówki wrzucony od czapy na koniec, jakby autorka nie miała na niego lepszego pomysłu. Zmagania z systemem, które również z pewnością były, są w książce w zasadzie nieistniejące. Trochę jakby autorka wybrała z całości okresu życia dziecka wyłącznie te okresy, które wydawały jej się odpowiednio nadające się na Prozę Najwyższej Jakości. Ale w sumie mamy do czynienia z literaturą piękną, a nie reportażem, więc nie powinienem narzekać, trochę inne zasady tu panują.

Mały plusik jeszcze ode mnie za 3 "wtręty" z listą "dobrych rad" jakie usłyszała od wszelakiej maści nieznajomych, którzy bez znajomości sytuacji musieli wtrącić swoje chłoporozumskie 3 grosze. Urocze przełamywanie dominującego stylu książki.

Tak więc tematyka i próba oddania problemu - bardzo dobre, ale forma opisu dla mnie absolutnie okropna (co nie oznacza, że nikomu się nie spodoba! @George_Stark w swojej opinii był zachwycony i absolutnie to szanuję!). Jak nic gdzieś pomiędzy wychodzi przeciętność, która przeciętnością zdecydowanie nie jest 😉 Ale takie są uroki oceny punktowej.

A do laureatów polskich nagród literackich już wystarczająco się w ostatnich latach zraziłem (nie pozdrawiam Zyty Rudzkiej i Doroty Masłowskiej). Nie kupiłem tej książki i absolutnie się z tego cieszę, po prostu nie mój typ.

Fanatyk6piorunów

@bojowonastawionaowca o, a mnie te "dobre rady" zirytowały najbardziej! Było dla mnie dziwne jak można coś takiego rozpamiętywać, a potem umieścić w książce.

W pewnym momencie doszłam do wniosku, że nie polubiłybyśmy się z autorką, która tak bardzo skupia się na tym co powiedzą o niej inni, że z powodu swojej córki zaczyna użalać się nad sobą.

U mnie te 7/10 było właściwie za język :grinning:

Lider1piorunów

@bojowonastawionaowca brzmi jak odradzajka, dzięki to usuwam z listy :smiley:

Mistrz2piorunów

@WujekAlien no właśnie to zależy xD dla mnie była mecząca, ale jak widać po zalinkowanym wpisie, są osoby, którym taki sposób zbudowania książki się podoba 😛 Zależy czy wolisz kwiecistość języka czy skupiasz się na treści

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fenomen

w Hydepark

20piorunów

177 + 1 = 178

Tytuł: Białoruskie notatki. Czego się boi Łukaszenka

Autor: Jakub Łoginow

Kategoria: reportaż, książka historyczna

Wydawnictwo: self-publisher

Format: e-book

ISBN: 978-83-957-6651-0

Liczba stron: 127

Ocena: 5/10

(uwaga techniczna: trochę tu będzie nie tyle o książce co o samej Białorusi jako tło do tematu. Jako osoba, która od lat interesujące się tym państwem, rozgadałem się, przez co ta recenzja będzie zdecydowanie dłuższa od standardowych)

Krótki e-book poświęcony polityce Białorusi w latach 2005-2010. Tematem przewodnim książki są wybory prezydenckie w 2006 roku, przyczyny, jej przebieg i długoterminowe skutki. Autorem książki jest polski dziennikarz, który przez lata pracował jako dziennikarz na Ukrainie i stamtąd na bieżąco śledził wydarzenia na Białorusi, przy okazji porównując je do pomarańczowej rewolucji. W skład książki wchodzą artykuły, które pierwotnie były opublikowane na łamach Lvivskiej Hazety.

Największym plusem tego tytułu jest pokazanie sytuacji na Białorusi z punktu widzenia, który wyraźnie różnił się od dominującego punktu w Polsce. 20 lat temu Polska jednoznacznie opowiadała się za jednym konkretnym kandydatem (Milinkiewiczem), który miał największe szanse na wygranie wyborów oraz za wszelką cenę dążyła do obalenia dyktatury. Łoginow negatywnie odnosi się do czarno-białego przedstawiania polityki Białorusi i podkreśla, że Białoruś lawirowała pomiędzy Wschodem (2006) i Zachodem (2007) oraz że ludzie mają zróżnicowaną wizję kraju.

Moim zdaniem najciekawszy fragment tego e-booka to opis białoruskiego cudu gospodarczego za rządów Łukaszenki. Wszyscy pamiętają Tuska, który w 2009 roku stał przed mapą Europy, na której Polska była jedynym krajem europejskim zaznaczonym na zielono. Łatwo można było odnieść wrażenie, że to sukces na skalę Europy, bo na czerwono zaznaczono nie tylko państwa UE, ale również Ukrainę i Rosję, zaś Białoruś i niektóre państwa bałkańskie były zaznaczone na szaro. Cóż, Polska faktycznie była zieloną wyspą, ale wśród państw UE. Białoruś w 2009 roku miała wzrost 0,2%, a w 2010... już o 7,8%. Studząc jednak nastroje Jacka Wilka: w latach 1995-2015 Białoruś miała dobre wskaźniki, bo po prostu wychodziła z wielkiego dna, w jakim znalazła się w I poł. lat 90. Portal worldometers.info podaje, że w najgorszym dla Białorusi 1995 roku PKB na osobę wynosiło 1 035 USD. Portal nie podaje danych sprzed 1980, ale w fatalnym dla nas 1981 PKB na osobę wyniosło... 1 503 USD. Wiem, PKB to nie jest dobry wskaźnik, a jeszcze dochodzi do tego inflacja, ale daje pewien wgląd, jaka bieda tam była. No i łatwiej nakręcić wskaźniki PKB, jak się ma spore wsparcie od Rosji, która sprzedaje ropę i gaz, a jednocześnie skupuje towary przemysłowe. Przy okazji absolwentom Paróweczkowej Szkoły Ekonomicznej im. Korwin-Mikkego zwracam uwagę, że w światowym Wskaźniku wolności gospodarczej Białoruś zajęła 152 miejsce spośród 184. Polska zaś zajmuje 45. (choć i tak jako umiarkowanie wolny...).

Książka została wydana własnym sumptem. Widać to zwłaszcza po okładce, która w dostępnym mi pdfie (pobranym bezpośrednio z księgarni) jest słabej jakości. Autor nieco pobłądził przy opisywaniu fenomenu kolorowych rewolucji, tj. pokojowych protestów społecznych, które przyczyniły się do zmian politycznych. Kolorowe rewolucje to luźny termin, raz obejmuje tylko przemiany w dawnym ZSRR, innym razem wszystko po 1989 i co medialnie dostało jakiś kolor. Generalnie chyba w każdym kraju kolorowe rewolucje nie przyczyniły się do trwałych zmian, a część z nich była zdecydowanie na wyrost, ot taka dygresja. W opisie rewolucji autor myli Serbię z Jugosławią (która istniała do 2003 i w jej skład wchodziła Serbia i Czarnogóra) i protesty po wyborach samorządowych w 1996 (w samej Serbii) z wyborami prezydenckimi w 2000 roku (w całej Jugosławii). Kolorowa rewolucja (nazywana... rewolucją buldożerów, bez koloru w nazwie, ale zaliczana w ten poczet) dotyczyła protestów w 2000. Była demokratyzacja? No przez trzy lata, ale po zastrzeleniu premiera zaczęło wracać stare, a dziś samodzielna Serbia jest państwem mafijnym, który nadal mizdrzy się do Rosji.

Autor nie kryje się ze swoimi poglądami i niespecjalnie próbuje być obiektywny. Świadczą o tym np. uwagi na temat Uładzimira Hanczaryka (konkurenta Łukaszenki w wyborach w 2001), który jest nazywany zdrajcą i kandydatem podstawionym przez Rosję. Faktem jest, że wyborach Hanczaryk wyjechał do Moskwy i wycofał się z polityki, ale po kilku latach wrócił na Białoruś i wspierał opozycję, choć nie odgrywał już większej roli w polityce (piszę w czasie przeszłym, bo po 2020 roku wszystko się zmieniło i nie wiem, co teraz robi i myśli Hanczaryk). Nie wyszło mu w polityce, zawalił kampanię i odszedł w cień, nie chcąc przeszkadzać innym. W innym miejscu zdumiała mnie sugestia, że do protestów w 2006 roku nie doszłoby, gdyby młodzież nie integrowała się na koncertach rockowych na festiwalu Basowiszcza na Podlasiu. Uwaga równie celna jak mówienie, że decydujący udział w upadku komuny miał Jarocin.

"Białoruskie notatki" są właściwie książką historyczną, opowiadająca o Białorusi autorytarnej, która jeszcze nie wiedziała, czy chce być bliżej Rosji czy Europy. Jest teraz 2026. Niecałe pięć lat temu Łukaszenka zmiażdżył wszystkich, którzy myśleli inaczej i dokręcił śrubę tak, by swój folwark uczynić totalitarnym. Do tego doszło przerzucanie migrantów do Europy (ciekawostka: to druga próba w historii, tylko tym razem o wiele bardziej zaawansowana niż w 2003) i wreszcie współudział w mordowaniu Ukraińców od 2022 roku. Wszystko wskazuje na to, że kolejny rozdział będzie opowieścią, jak Łukaszenka dostał ataku Czeczki. Tylko pytanie, czy Białoruś dalej będzie trwać jako dyktatura, zostanie wchłonięta przez Rosję (na skutek wojny lub lewego referendum) czy też dojdzie do cudu i dojdzie do przemian ustrojowych.

Generalnie e-boka można poczytać, ale uprzedzam, że książka nie przypadnie do gustu tym, którzy o Białorusi sprzed 15-20 lat mają dość mgliste powietrze i już niewiele pamiętają. Jest dobra, jeśli chcemy poznać inny punkt widzenia od tego, który dominował w Polsce lub po prostu pragną uzupełnić wiedzę na temat Białoruś. Wreszcie książka jest dość powierzchowna, jakby była adresowana do czytelnika, który już coś wie na temat Białorusi i pragnie uzupełnić swoją wiedzę.

Prywatny licznik: 3/50

Fenomen

w Hydepark

30piorunów

176 + 1 = 177

Tytuł: Ciało. Arcydzieło siedmiu milionów lat ewolucji

Autor: Juan Luis Arsuaga

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Znak

Format: papierowa

ISBN: 9788324069019

Liczba stron: 624

Ocena: 8/10

Miałem dokończyć "Życie. Fascynującą podróż (...)", ale biblioteka domagała się zwrotu tej książki, bo zrobiła się rezerwacja i trzeba było zmienić kolejność książek.

Książka stanowi opowieść o ewolucji i roli poszczególnych fragmentów naszego ciała, od stóp do głowy. Widać ogromną wiedzę i fascynację tematem przez autora, który bardzo ciekawie tłumaczy powstawanie i działanie poszczególnych elementów ciała, porównuje je z anatomią innych naczelnych. Takie "Było sobie życie", ale adresowane już dla dorosłych. Arsuaga interesuje się również sztuką. Często opisując dane zagadnienie stosuje porównanie do dzieł sztuk (głównie z bliskiego mu madryckiego Prado).

Szkoda tylko, że książkę musiałem czytać w pośpiechu, właśnie przez rezerwację. Starałem się robić notatki z co ważniejszymi i ciekawszymi informacjami, ale mając kilka dostępnych dni niezbyt dobrze to wyszło 😒 Książka zdecydowanie dobra, ale jak ma się ją na własność i czyta się ją w wolnym tempie, gdy się nie jest z zawodu medykiem lub nauczycielem biologii. Jako humaniście z Temu łatwiej o wiele łatwiej było mi zapamiętać tylko fragmenty, gdzie biologia zderzała się z rzeźbiarstwem lub malarstwem.

Parę ciekawostek, które sobie zanotowałem:

* naczelne wyróżniają się od ssaków m.in. tym, że zamiast pazurów mają paznokcie;

* najdłuższy mięsień w ciele to mięsień krawiecki;

* mózg noworodka jest większy od mózgu dorosłego szympansa;

* penis jest średnio dłuższy o jedną trzecią od wymiaru pochwy (nieironicznie takie informacje powinny być uczone na poziomie szkoły, bo potem dzieciaki uczą się o wymiarach z porno i mają kompleksy...);

* homo sapiens i neandertalczyk ważyli średnio tyle samo, ale neandertalczyk miał masywniejsze kości i był nieco niższy, przez co w oczach współczesnych może wydawać się wyraźnie grubszy, choć oba gatunki mogły mieć zbliżoną dietę;

* tu ciekawostka ode mnie: w renesansowym Rzymie sekcje zwłok były z trudem tolerowane. Nie karano za nie, ale Leonardo da Vinci i Michał Anioł mieli z tego powodu nieprzyjemności. Uzupełnienie od Arsuagi: w XVII-wiecznej Holandii sekcje zwłok były popularną rozrywką, która była dostępna dla każdego, kto wcześniej uiścił opłatę.

Prywatny licznik: 2/50

Fanatyk

w Książki

25piorunów

175 + 1 = 176

Tytuł: Ginekolodzy. Tajemnice gabinetów

Autor: Iza Komendołowicz

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: W. A. B.

Format: książka papierowa

Liczba stron: 320

Ocena: 7/10

Trafił mi się kolejny mega ciekawy reportaż 😀

Książka jest w formie wywiadu zarówno z lekarzami jak i pacjentkami. Przechodzi chyba przez wszystkie możliwe tematy związane z ginekologią oraz z różnymi powiązaniami jak na przykład choroby, ciąże, aborcje, gwałty, in vitro, antykoncepcja, wady płodu oraz role mężczyzny.

Na prawdę wyczerpuje wszystkie możliwe zagadnienia i robi to w bardzo ciekawy sposób.

Polecam zainteresowanym tematami medycznymi.

Autorytet

w Literatura

27piorunów

172 + 1 = 173

Tytuł: Triumf Endymiona

Autor: Dan Simmons

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: e-book

Liczba stron: 874

Ocena: 7/10

Czwarta i ostatnia część cyklu. Miałem nadzieję że poziom troszkę podskoczy w stosunku do części trzeciej ale nadzieja matką głupich. Błędy popełnione wcześniej ciągną się dalej.

Ogólnie jest to całkiem dobra książka ale miała potencjał na dużo więcej. Wątki pozamykały się w większości całkiem fajnie. Historia jako całość spoko.

Uwaga spojlery.

Najśmieszniejsze że jeden z największych minusów to główny bohater xD No nie dałem rady chłopa polubić. Druga bohaterka czyli Enea też jest dość denerwująca. A ich związkowi nie da się kibicować. Kolejnym minusem mocno związanym z tą dwójką jest spora nuda przez większość czasu. Przez ponad 1/3 książki Endymion znowu rusza na rejs po rzece między planetami tym razem w pojedynkę. A tam szalone przygody typu atak kamieni nerkowych, latanie kajakiem jako paralotnią, połamanie nóg na drzewie i czołganie się w błocie. Przez kolejne 1/3 książki spędzamy czas na "tybetańskiej" planecie. I tu autor częstuje nas z jednej strony opisem przyrody który mógł by stawać w szranki z Orzeszkową, a z drugiej zalewa nas potokiem imion postaci którzy nie odgrywaja żadnej roli. Pewnie aż tak bardzo by mi to nie przeszkadzało gdyby nie to że marnując czas na takie pierdoły równocześnie nie rozwinął wątków które mogły być mega fajne. Po pierwsze ojciec de Soya. To że w momencie gdy jego historia zaczyna się robić mega ciekawa nagle przestajemy śledzić jego losy bezpośrednio to była zbrodnia. Chyba autor skapowal się że jest on ciekawszy niż główni bohaterowie i postanowił go uciszyć xD Po drugie ten gruby kardynał. Od początku wydawało się że będzie to mega ważna postać, nakręcająca jakieś intrygi wewnątrz samego Watykanu a był to spory niewypał. Tak samo ten szef Mercantilusa. Już coś zaczyna działać, coś kręcić i gówno z tego. Wszystko ucięte zanim się zaczęło. Papiez Hoyt w zasadzie jest jakimś tylko tłem do wydarzeń. Ehhh.

Pod koniec akcja trochę nabiera tempa i zakończenie jest nawet w porządku. Chociaż tego twista na koniec rozkminiłem już dużo wcześniej.

Ocena 7 chyba uczciwa bo czytało się nawet przyjemnie mimo wielu wad. I obie książki z endymionem oceniam właśnie na 7. Dwie pierwsze na mocne 8 i cały cykl na takie naciągane 8.

Prywatny licznik: 2/30

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Książki

27piorunów

171 + 1 = 172

Tytuł: Rzym. Wędrówki z historią w tle

Autor: Bożena Fabiani

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN

Format: e-book

Liczba stron: 527

Ocena: 9/10

---

Wspaniała książka. Pani Bożena Fabiani wciela się w rolę przewodnika po Rzymie i wielką pasją snuje bardzo ciekawe opowieści wokół mniejszych i większych zabytków lub ich detali. Zdecydowanie większość książki to opowieści o pozostałościach z czasów wczesnochrześcijańskich, no ale nie tylko, bo i jest miejsce na refleksje nad współczesnymi resztkami antyku czy rozmachem baroku. Książka na pewno pozwala się nakręcić przed wizytą w mieście, a przy okazji sporo się dowiedzieć o historii, sztuce i architekturze Rzymu.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

170 + 1 = 171

Tytuł: Gnój

Autor: Wojciech Kuczok

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10

*

Kiedy tylko dowiedział się od matki, że zaszła z jego powodu dalej niż kiedykolwiek i ciążą jej konsekwencje, które będzie musiała donosić, zaordynował jej, jakby chciał w jednym zdaniu zmieścić jednocześnie radosne zdumienie i tryb rozkazujący:

– A więc urodzisz mi syna!

I pojmał ją za żonę.

No i jakoś to tak wyszło, że ja, czytelnik, jak sam twierdzę, jednak uprzedzony do książek nagrodzonych, na trzecią lekturę w tym roku, po Na południe od Brazos (Pulitzer 1985) i Szczygle (Pulitzer 2014) wybrałem sobie Gnój (Gnoja?) autorstwa pana Wojciecha Kuczoka (Paszport Polityki 2003, Nike 2004). Niczego jednak nie żałuję.

Na podstawie tej książki został nakręcony film Pręgi, który (o dziwo!) kiedyś widziałem. Mało z niego pamiętam, oprócz tego, że zawiera on samą esencję polskiego kina (a może nawet polskiej twórczości w ogóle?), czyli przemoc i alkohol (kolejność przypadkowa). I w książce wiele więcej nie ma (choć przemocy jest dużo więcej niż alkoholu, nie pamiętam jak było w filmie), a przynajmniej nie ma wiele więcej jeśli idzie o warstwę fabularną. Bo w książce, jak to w książce, jest jeszcze warstwa językowa, a w tej warstwie pan Kuczok zrobił coś absolutnie fantastycznego (przynajmniej dla mnie – nie zapoznałem się ani z recenzjami, ani z laudacją, ani nawet z opiniami na temat tej książki) i dlatego bardzo się cieszę, że zdecydowałem się ją, mimo ostrzeżenia w postaci nagrody, przeczytać – ta wspaniała zabawa słowem, jak w tym cytacie na początku, to wspaniałe oddanie trudnych jednak emocji (a czasami obojętności), to wspaniałe stworzenie mało wspaniałego zamkniętego świata przedstawionego z perspektywy nastolatka, wreszcie wspaniale wykreowane postaci – jak jeden ze stryjków, który tak przypominał mi José Arcadio Buendíę ze Stu lat samotności, albo jak stary K., tak wspaniale nieskomplikowany i prostacki, a przez to tak żywy, a wszystko to zamknięte w tak małej objętości, że można łyknąć w jeden wieczór, jeśli tylko jest się na ten cały polski gnój odpowiednio odpornym psychicznie, bo bywa w czasie lektury trudno.

I choć w przypadku tak mistrzowskiego operowania językiem w moim przypadku na dalszy plan schodzi to o czym mi autor nim opowiada, i choć można by zadać pytanie „ileż można czytać o przemocy i alkoholu?”, to również w warstwie przedstawienia problemu w Gnoju pan Kuczok wykonał dobrą robotę. Bo tak, oto po raz kolejny dowiadujemy się jak destrukcyjne jest to, co niepokojąco często ciągle jeszcze jest uważane za wzorzec dobrego, twardego wychowania. Bo tak, autor nie moralizuje, nie poszukuje przyczyn a nawet nie analizuje, a tylko przedstawia zachowania i ich konsekwencje, wnioski czytelnik musi wyciągnąć sobie sam. A może moralizowanie do zwolenników takiego wychowania przemówiłoby bardziej? – wtedy nie trzeba wyciągać wniosków, co, wnioskując jednak z obserwacji i docierających do mnie co jakiś czas informacji, wydaje mi się, wielu jednak przerasta.

Teraz, już w czasie poprawiania literówek przyszło mi do głowy, że można z tej książki wyciągnąć też wnioski zupełnie przeciwne do moich (i, zakładam, do tego co autor chciał powiedzieć), bo można przecież uznać (i wciąż spotykam taki sposób myślenia), że narrator to niewdzięczny gówniarz, gnój po prostu. Nad tym zresztą też zastanawiałem się w czasie lektury, bo i tytuł tej książki też dobrany jest kapitalnie – czy ten tytułowy Gnój to ten gnój, syn starego K., czy może ten Gnój to jednak gnój, w którym synowi starego K. przyszło żyć (pomijając już finałową scenę ze snem syna starego K. i ten trzeci rodzaj gnoju w niej występujący)?

I tak zostanę sobie chyba z pytaniem do kogo ta książka miała być skierowana? Ale może autor wcale sobie takiego pytania nie zadał, może po prostu ją napisał i tyle? Ponoć książki same chcą być napisane, tak gdzieś słyszałem i może zastanawiam się zupełnie bez sensu?

Lider2piorunów

@George_Stark

czy ten tytułowy Gnój to ten gnój, syn starego K., czy może ten Gnój to jednak gnój, w którym synowi starego K. przyszło żyć (pomijając już finałową scenę ze snem syna starego K. i ten trzeci rodzaj gnoju w niej występujący)?

Czy może jednak Gnój to ojciec, który napierdziela syna za wszystko i robi gnój z jego życia?

Lider1piorunów

@George_Stark tym bym się nie martwił, ja podchodze do każdej książki pod wpływem tego jaki mam nastrój czy swoje doświadczenia i niemal zawsze umyka mi ciekawy punkt widzenia, który akurat mi do głowy nie przyszedł, ale innym już tak 😉

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

26piorunów

169 + 1 = 170

Tytuł: Sen o bohaterach

Autor: Adolfo Bioy Casares

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: e-book

Liczba stron: 183

Ocena: 8/10

Miało być coś z Ameryki Południowej, a "Sen o bohaterach" miałem na liście już jakiś czas, więc się dobrze złożyło. Autor nie jest tak znany w Polsce, jak jego bardziej znany przyjaciel - Jorge Luis Borges, z którym wspólnie wydał kilka książek.

"Sen o bohaterach" ma w sobie coś z książek, które udają historię o zwykłych ludziach, a potem - bez powiadomienia - wprowadzają w nią mechanizm magiczny, jakby w tle od początku pracowała maszyna przeznaczenia, której główny bohater nie może uniknąć. Już pierwsze strony ustawiają wszystko tak, żeby czytelnik czuł, że coś się wydarzy w karnawale 1927, że nie jest on po prostu epizodem, ale pęknięciem rzeczywistości, przez które życie bohatera i jego tożsamość się rozdzielą bezpowrotnie. Punktem kulminacyjnym życia Emilio, są trzy dni i trzy noce karnawału, które przeżywa razem z przyjaciółmi po wygranym zakładzie bukmacherskim, a to, co zobaczył pod koniec trzeciej nocy, choć nie pamięta, stanie się "przedmiotem porządania" - czymś, co zyskał i utracił jednocześnie.

I to jest dla mnie najlepszy skrót tej powieści: Gauna traci coś, czego nie potrafi nawet nazwać, a potem spędza lata, próbując odzyskać nie rzecz, tylko stan duszy, który osiągnął w tym zapomnianym momencie. Zwykłe życie: praca, znajomi, miłość, przegrywają z jego wewnętrznym przymusem "odtworzenia" utraconej nocy.

To nie jest realizm magiczny w stylu fajerwerków i jawnych cudów. To realizm magiczny na chłodno: magia rodzi się z ambiwalencji i z tego, że świat zewnętrzny pozostaje realistyczny, a to co niepojęte i niedoścignione zaczyna przeczyć prawom fizyki. Ten moment nie przyjdzie też znienacka, bo zostaje zaanonsowany przez narratora, który zatrzymuje akcję i mówi do czytelnika: teraz trzeba iść powoli, bo zaczyna się część magiczna opowieści - po czym od razu podsuwa racjonalne wyjaśnienia magii (zmęczenie, alkohol, warunki karnawału), jakby chciał odebrać nam grunt pod nogami… i natychmiast dodaje, że nawet jeśli wszystko da się opisać psychologicznie, to "pozostają okoliczności niewytłumaczalne albo przynajmniej magiczne".

Jakby tego było mało, to dostaniemu tu jeszcze jeden filar realizmu magicznego (dobra, będą jeszcze dwa, ale drugiego nie zdradzę, żeby nie psuć frajdy z czytania) - przymus powtórzenia. Karnawał zaczynający się w 1930 roku ma odbić karnawał z 1927 jak negatyw i znowu narrator gra dwoma rejestrami: z jednej strony widzimy, że Gauna "przygotowywał się psychicznie" do odzyskania stanu z 1927 (czyli sam sobie to wytwarza), a z drugiej strony pewne elementy wracają zbyt "precyzyjnie" (ten sam blondyn, to samo Armenonville, te same kluby czy kawiarnie, ta sama mechanika drogi i te same zwierzęta spotkane przy drodze).

Podsumowując:

Świetnie gra tu pętla przeznaczenia i próba jej dopełnienia, ucieczka od codzienności na rzecz utraconej cząstki siebie. Pokazanie, że życie bohatera nie jest pełne, dopóki nie odzyska tej cząstki, że zacznie się zapadać w głąb, straci sens, przyjaciół, a nawet najpękniejsza kobieta u boku przestanie mu się podobać. Książka jest hipnotyzująca, trudno się od niej oderwać bez poznania, co było "tym", co Emilio utracił i jak się potoczy jego życie, gdy "to" odzyska. Hipnotyzująca jest też opisywana rzeczywistość bohaterów, to co robią, jak rozmawiają, jakie ich życie jest realne i tuż obok czytelnika, że niemal czujemy zapach klubu, czy dźwięk muzyki.

Osobisty licznik: 20/128

(20/25) - pole 12 - Książka autora z Ameryki Południowej

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Hydepark

19piorunów

169 + 1 = 170

Tytuł: Dziewczyna nad urwiskiem czyli wspomnienia Kowrygina

Autor: Wadim Szefner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: książka papierowa

Liczba stron: 189

Ocena: 4/10

"Seria ze słonecznikiem" wydawnictwa poznańskiego, a w nim dziwna mikropowieść Wadima Szefnera. Jej akcja osadzona jest w XXII wieku w wielkiej rossiji, będącej częścią zjednoczonego świata - bez wojen, głodu czy chorób. Tytułowy Kowrygin to humanista, historyk literatury, z którego wspomnień poznajemy postać Andrieja Swietoczewa, wynalazcy i bliskiego przyjaciela Kowrygina. Człowiek ten wynalazł wszechmateriał "akwalid", z którego można wykonać dowolną rzecz - od książek czy ubrań aż po budowle i rakiety kosmiczne; przy czym głównym budulcem tegoż materiału jest zwykła woda.

Dziwna to książka, taka w stylu "jak autor wyobraża sobie daleką przyszłość". Ma swoje uroki, jak zabawne nazwy różnych maszyn i robotów będących w służbie ludzkości (autor nazywa je agregatami), skrót "człopijwin" na określenie alkoholika ("człowiek pijący wino") czy fakt że autor potrafi się śmiać sam z siebie umieszczając się jako jednego ze "starych pisarzy". Na minus - grubymi nićmi szyte wychwalanie komunizmu, i fakt że autor nie mógł się zdecydować co do stylu w jakim prowadzić swoją powieść - raz wątek liryczno-romantyczny, za chwile groteska i absurd a na kolejnej stronie futurologia i takie skakanie po wątkach... Dobrze że krótkie, bo do tego ten irytujący narrator też nie pomaga w lekturze..

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

23piorunów

167 + 1 = 168

Tytuł: Wayne Gretzky. Opowieści z tafli NHL (99: Stories of The Game)

Autor: McLelland Day Kirstie, Gretzky Wayne

Kategoria: sport

Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN

Format: e-book

ISBN: 978-83-7924-794-3

Liczba stron: 408

Ocena: 7/10

Najlepszy hokeista w historii zabiera nas w podróż po niuansach najlepszej hokejowej ligi świata i reprezentacji Kanady. Czy może być lepiej? Ano mogłoby :smiley: Mimo mnóstwa soczystych ciekawostek podanych na tacy przez Pana Gretzkyego całość napisana jest, w moim odczuciu, dość chaotycznie. Kiepskie tłumaczenie jeszcze potęguje to wrażenie. Niemniej polecam każdemu fanowi czy to jako wprowadzenie w świat czy też uzupełnienie wiedzy. Pomaga naprawdę zrozumieć tą ligę. Dla pozostałych (zwłaszcza Europejczyków) bardzo ciekawym może być odkrywanie jak działa PRYWATNA, profesjonalna liga sportowa. Na szczęście Wayne czuje się w tym temacie jak ryba w wodze i nie szczędzi szczegółów :smiley:

Prywatny licznik: 1

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Książki

26piorunów

166 + 1 = 167

Tytuł: Odprysk świtu

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Format: audiobook

Liczba stron: 176

Ocena: 7/10

Krótka odskocznia od przygód głównych bohaterów.

Autor prezentuje nam lepiej kilka postaci, które już wcześniej pojawiły się w cyklu.

Lubię te przerywniki, bo fajnie uzupełniają główna oś fabularną.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Twórca

w Literatura

19piorunów

164 + 1 = 165

Tytuł: Karaibska Krucjata: Płonący Union Jack

Autor: Marcin Mordka

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Format: e-book

ISBN: 9788383300542

Liczba stron: 400

Ocena: 5/10

Dawno temu uważałem ją za najlepszą powiastkę ze stajni Fabryki Słów, jaka trafiła mi do rąk własnych, gdy jeszcze wybredność tylko raczkowała wewnątrz mnie. Była ona z tych, co po których spodziewasz się zdobycia pęku lauru w drugiej lub trzeciej części, gdyż tak dobrze mogła rozwinąć się w niespodziewanym kierunku. Po przeczytaniu "Kapitana Blooda" postanowiłem dalej kontynuować tematykę i wrócić do tego, co niegdyś naprawdę szczerze ceniłem. Po tylu latach coś zostało z sympatii, aż do czasu przeczytania drugiej części. Ale o tej szkoda marnować słowa.

Czemu tak mi się podobała? Bo umieszczała w sobie spory korowód nietuzinkowych postaci marynarzy i dawała nadzieję dorzucenia nowych. Przeciągali się szaleńcy, głupcy, poszukiwani wyrokiem prawa, specjaliści w swoich dziedzinach, pijacy, karni strażnicy, a nawet pies z papugami i małpą. Pod dowództwem zdzecinniałego kapitana dezertera, silnego dzika zastępcy i stoicko-pedantyrejnego z angielska porucznika piechoty morskiej byli kompanią wyrzutków zachowującą pozory profesjonalnej jednostki marynarki w świecie zmierzchu piractwa, chcącymi odnaleźć sławę i bogactwo na zdobytej szczęściem fregacie. Mając do czynienia z typowymi wyzwaniami życia na morzu i zaciskającym się spiskiem o konotacji polityczno-paranormalnej brnęli przez to dzielnie stawiając czoła wrogim zakusom i potrafiąc zachować niepotrzebny honor pomagając swojakom wbrew ciążącej banicji. Uwielbiałem tę statkową towarzyskość, zachowanie proporcji wulgarności z młodzieżowych fantazyjniaków nie do uniknięcia w takich dziełach, lekki humor, realizmy morskiego postępowania i odniesienia historyczne.

A potem zrozumiałem, że nie na darmo książka była wydawana w Fabryce Słów. Staromodnym tropem nad załogą czuwa plot armor w "okrutnie samobójczych misjach". Ginie trzech, rannych sześć - na trzystu giną nienarodzeni choćby z imienia. Nasza załoga to szumowiny, ale kapitan-indywidualista larpuję na Royal Navy, mimo osobistej kosy z nimi, więc nie do końca. W ogóle mimo liczebności postaci mało są rozwinięte, czego dobitnym przykładem jest kuk Samuel: istny diabeł tasmański, postrach załogi statku, truję załogę celowo lub tak go nauczono.. nieważny. Też próbował zrobić żyda-kwatermistrza, po czym po prostu porzucił. Fabuła staję się klasyczną walką dobra ze złem o ratowanie świata. Antagonista robi sprawnie przeprowadzoną intrygę, tylko potem przestaję być umysłowo sprawny, próbując przekabacić bohatera na swą stronę przez porwanie. Ładne te diamenty, tylko twój pomagier próbował ukraść mój statek oraz dymał mi dziewczynę. I jeszcze dałeś broń zdolną pokonać ciebie, gdyż tak pewny byłeś swych umiejętności negocjacyjnych. Gdzieś tak w czwartej instancji, czyli przy końcu humor ulatuję i przez to w miarę dopływa do przylądka Horn. Ale jak wspomniałem, zabierając się do drugiej części tylko czekają ciebie bóle głowy od wgryzającego kanibala z Filipin.

PS. Jest tutaj fantastyka. Choć w tej części mało to stanowi powód, dlaczego lepiej nie wprowadzać fantastyki do książki

Fanatyk

w Książki

39piorunów

163 + 1 = 164

Tytuł: Shitshow!

Autor: Charlie LeDuff

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: książka papierowa

Liczba stron: 272

Ocena: 7/10

Zdecydowanie wartościowa pozycja.

Autor robi reporterski trip po USA, rozmawia z ludźmi których nikt nie chce słuchać, opisuje rozmaite patologie systemowe i społeczne jak ubóstwo, nielegalna imigracja, rasizm czy katastrofy ekologiczne.

W tle Donek T. startuje w walce o stołek prezydencki i wygrywa (2017).

Książka pisana w mocno prześmiewczym tonie, bo z dwojga złego lepiej się śmiać niż płakać nad losem Ameryki.

Bawiłam się świetnie.

Lider

w Książki

43piorunów

162 + 1 = 163

Tytuł: Luna to surowa pani

Autor: Robert A. Heinlein

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: audiobook

Liczba stron: 400

Ocena: 6/10

Kolonia karna na Księżycu, technik Manny, samoświadomy superkomputer "HOLMES (Mike)", charyzmatyczny Profesor i rewolucja przeciw Ziemskiej hegemonii. Polityczny traktat miesza się tu z planem powstania, podręcznikiem konspiracji i rozwojem AI, a tłem są księżycowe realia: gospodarka niedoboru, "plantacja" pożywienia dla Ziemii, woda i powietrze jako waluta, złożone małżeństwa jako dostosowanie do surowych warunków osadniczych.

Pomysły - jak na rok wydania (1966) - wciąż potrafią szokować, a relacja Manny’ego z Mike’em jest jednym z najmocniejszych punktów książki. Problem w tym, że powieść mocno się zestarzała. Technologia potwornie odstaje: mamy księżycową kolonię, a superkomputer, rządzący jej życiem, działa i komunikuje się jak urządzenie o mocy obliczeniowej dzisiejszej… mikrofalówki, z klimatem kart perforowanych, rozdzielni telefonicznych i analogowych obejść. Komunikacja i możliwości Mike’a są sinusoidą: raz wszechwiedzący i błyskawiczny, raz bezradny wobec podstawowych rzeczy. Do tego Heinlein często zwalnia akcję, żeby wyłożyć ideologię i modele ustrojowe czytelnikowi - co wypada ciekawie jako esej, gorzej jakomotor napędowy fabuły.

Największy zgrzyt to finał: przewidywalny, zbyt gładki dla mieszkańców Księżyca i mało satysfakcjonujący jak na stawkę "wojny o niepodległość" i o prawa do współistnienia i samostanowienia. Postacie kobiece są pomijane jak @bori na tym portalu 😉 choć według założeń odgrywają ogromną rolę i rządzą planetą i jej rozwojem. Plus za liczne nawiązania do Sherlocka Holmesa i jego uniwersum.

Podsumowując:

Niezły rozmach i kilka świetnych idei. Zanurzenie w wiarygodnym postapo i nowoczesnej SF - nie do końca udane. Szanuję, bo to klasyka, ale emocjonalnie i technologicznie ta wizja już nie niesie takiej frajdy z lektury, jak w momencie premiery.

Osobisty licznik: 19/128

(19/25) - pole 2 - SF, w którym technologia jest moralnym problemem

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen2piorunów

no nie zgodzę się, że 6. za sam pomysł ksiązka przynajmniej 8/10

Lider0piorunów

@Hjuman za pomysł dałbym i 9, tylko on się w obecnych czasach nie broni, za duzy “skok technologiczny” zrobiliśmy od lat 60. i za dużo jest niekonsekwencji technologicznych w samej książce

Pokaż więcej komentarzy (15)

Zawodowiec

w Książki

17piorunów

161 + 1 = 162

Tytuł: Przedwiośnie

Autor: Stefan Żeromski

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wolne Lektury

Format: e-book

Liczba stron: 270

Ocena: 6/10

Klasyk. Jedni znaja to z liceum, drudzy z ekranizacji naszego Wieszcza.

Opowiesc jest przekrojem roznych warstw spolecznych z okresu miedzywojennego. Mamy tu bolszewikow, szlachte, bogaczy i biedote. Autor ladnie krytykuje wszystkie te grupy. Mamy tez oczywiscie szklane domy (w nocy pizga, w dzien parowa...).

Jest tez glowny bohater, idealista kroczacy przez zycie bez celu, szukajacy swojej sprawiedliwosci. Szczerze mowiac, spodobaly mi sie postacie w tej powiesci. Sa dosc autentyczne i ciekawie poprowadzone. Dobra robota Panie Zeromski.

Ogolnie to dobra ksiazka, jak prawie kazda lektura szkolna. Jesli ktos nadrabia zaleglosci z naszego poletka (jak ja), lub zachcialo sie czegos z okrasu miedzywojnia (jak mi), to mozna brac.

Fanatyk3piorunów

Nazywam się Cezary Baryka, od 20 minut jestem właścicielem tego oto szklanego domu. Powoli zaczynam żałować zakupu, w nocy pizga w dzień parówa, 0 wentylacji i brak kanalizacji robią swoje. Zgadza się capi.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Specjalista

w Dyskusje

41piorunów

160 + 1 = 161

Tytuł: Rozdroże kruków

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Supernova

Format: książka papierowa

Liczba stron: 292

Ocena: 8/10

I tak oto skończyła się moja przygoda z Wiedźminem. Podobnie jak wcześniej, lektura bardzo przyjemna, natychmiast przenosi w uniwesum. Świadomość, że znamy dalsze losy Wiedźmina z poprzednich części, nie wpływa negatywnie i czytanie ciągle jest ogromną frajdą.

Czy to oznacza, że teraz czas na Trylogię Husycką?

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

159 + 1 = 160

Tytuł: Spowiedź. Rozważania o sensie życia

Autor: Lew Tołstoj

Kategoria: memoir, esej

Wydawnictwo: Łukasz Tomys Publishing

Format: audiobook

Ocena: 3/10

Czas trwania: 2h 35m

Czytał: Marcin Popczyński

Memoir / esej filozoficzny składający się z przemyśleń i wspomnień autora dotyczących jego życia, myśli samobójczych i przemiany światopoglądowej. Rozpaczliwy rozrachunek sumienia. Proces sądowy, w którym Tołstoj jest oskarżycielem, oskarżonym i sędzią. Z perspektywy czasu i osobistych rozczarowań autor kwestionuje swoje młodzieńcze poglądy dotyczące wiary, wartości moralnych i opowiada o poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie o sens egzystencji. W efekcie wyszedł z tego trochę intelektualny wysryw, który zaczyna się logcznie, ale na końcu się zapętla jak Paolo Coelho i w związku z tym nie polecam.

- biografia / autobiografia / memoir

Fanatyk

w Książki

41piorunów

158 + 1 = 159

Tytuł: Cyberiada

Autor: Stanisław Lem

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: książka papierowa

Liczba stron: 508

Ocena: 6/10

Oceniam podobnie jak "Dzienniki gwiazdowe". Opowiadania są nierówne sobie, jedne lepsze, inne przegięte abstrakcyjnie, ciężkie do przeczytania.

Sama rywalizacja Trutla z Klapaucjuszem na plus, generowała najśmieszniejsze przygody 😉

Natomiast, nie podobało mi się, że część opowiadań miała podopowiadania, które nie były w żaden sposób wydzielone. Z kolei jedno z końcowych opowiadań miało już taką formę. Dlaczego Panie Lem ?

Fanatyk4piorunów
Dlaczego

Bo to taka incepcja, wiesz, opowiadanie w opowiadaniu które jest dłuższe niż opowiadanie które czytasz