Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Fenomen

w Hydepark

26piorunów

642 + 1 = 643

Tytuł: Źródło czerni

Autor: Marian Baczal

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Warbook

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-68264-06-7

Liczba stron: 480

Ocena: 8/10

Od dłuższego czasu tytuł ten obijał mi się o uszy więc przy okazji niedawnych zakupów skusiłem się. I O MATKO JAKA TO BYŁA DOBRA DECYZJA!

Jak zacząłem czytać to całość zajęła mi 4 dni, z czego ostatniego dnia poszła prawie cała druga połowa książki. Krótko mówiąc ta pozycja naprawdę wciąga.

Przede wszystkim mamy tutaj wyjątkowy świat w realiach biblijnej postapokalipsy. Jednak to próby utrzymania w miarę normalnego życia w obliczu demonów chodzących po ziemi oraz oczekiwania na powtórne nadejście Chrystusa nadają mu całą magię. Autor przedstawia ogólny obraz świata i jego realiów jednocześnie budząc ciekawość i nie zdradzając zbyt wielu informacji.

Najmocniejszą stroną książki są barwni bohaterowie. Każdy z nich ma swoje zwyczaje, motywacje, słabości i historię. Śledziłem ich losy z zaciekawieniem i bardzo spodobało mi się to jak dobrze są oni osadzeni w wykreowanym świecie.

Podsumowując jest to jednak z moich ulubionych polskich pozycji jakie przeczytałem i polecam ją wszystkim szukającym odskoczni od typowych tematów w literaturze.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Książki

26piorunów

641 + 1 = 642

Tytuł: Opowieści z Avonlea

Autor: Lucy Maud Montgomery

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Format: książka papierowa

Liczba stron: 160

Ocena: 6/10

Pierwszy z dodatków, w którym Ania pojawia się jedynie epizodycznie.
Każdy z rozdziałów opisuje krótki wyrywek z życia mieszkańców Avonlea oraz okolic.
Całkiem przyjemne ale nie porywające.

Gruba ryba

w Książki

18piorunów

640 + 1 = 641

Tytuł: Szczelina

Autor: Józef Karika

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Stara Szkoła

Format: audiobook

Liczba stron: 404

Ocena: 5/10

Prosta, mroczna historia, w której bloger wpada na trop tajemniczych wydarzeń w słowackich górach i stopniowo popada w obsesję, a im bliżej sil nieczystych, tym więcej szaleństwa.

Trochę to oklepane, zabrakło realizmu w zachowaniach bohaterów, by dało się to śledzić z dużym zaangażowaniem. Literacko też nie dzieje się tu na tyle dużo, żeby można było dać się pochłonąć klimatowi, brak również jakichkolwiek zaskoczeń.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU1piorunów

Hmmm. Dla mnie to była dobra pozycja. Dobrze budowane napięcie i tajemnica. Ciekawa narracja.
Zakończenie trochę słabsze, ale całość oceniam 7 na 10

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Bazar

55piorunów

639 + 1 = 640

*

Tytuł: Czas Pogardy

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 8/10

*

Nie ukrywam, że ta część podobała mi się mniej niż poprzedni tom. Są tu momenty wyraźnie lepsze pod pewnymi względami, ale też takie, które zwyczajnie frustrują. Lubię prostą zależność: im więcej w historii Geralta, tym bardziej wciąga mnie opowieść. I nie chodzi tylko o akcję.

„Problemem” jest chyba samo miejsce akcji. Kaer Morhen i podróż z Yarpenem były dla mnie ciekawsze niż lokacje z „Czasu pogardy”, co wpływa na odbiór całości. Do tego dochodzi sposób narracji, który nie zawsze mi odpowiada. Część wydarzeń poznajemy przez sceny z udziałem przypadkowych postaci, które najpewniej już nie wrócą. Rozmowy żołnierzy o rozkazach, okraszone drobnymi, niewiele wnoszącymi szczegółami, szybko zaczęły mnie męczyć, zwłaszcza gdy takich sekwencji pojawia się kilka z rzędu. Trudno się angażować w historie ludzi, którzy są tylko tłem. Wyjątkiem była scena z Tissaią de Vries i może ten fragment z królową elfów, który faktycznie coś wnosił. Rozumiem sens tych zabiegów, ale nie przekonuje mnie ich forma. Wolałbym, żeby ktoś pokroju Jaskra spiął to narracyjnie, zamiast takiego skakania między obozami i postaciami. Motyw mantikory działał, bo odnosił się bezpośrednio do Geralta i był jednorazowy.

Podobnie mam z opisami działań zbrojnych. Nawet znając mapę świata i realia, trudno się w tym połapać bez ciągłego sprawdzania szczegółów na telefonie. Jest tego dużo i momentami wydaje się to przesadzone. Zwłaszcza że oglądamy to z perspektywy przypadkowych ludzi w scenach, o których wspomniałem wyżej. Rozumiem taki zabieg, ale po prostu mi się nie podobał. Pewnie kwestia gustu.

Mimo tych zastrzeżeń to nadal bardzo... Wiedźmin. Klimat, postaci i tempo historii trzymają poziom. Wydarzenia na Thanedd to jedne z najlepszych i najbrutalniejszych scen akcji, jakimi do tego tomu uraczył mnie Sapkowski, może poza krótkimi epizodami z Riencem wcześniej. Yennefer trochę zyskuje, głównie przez relację z Geraltem i swoją "słodką tajemnicę". Motyw traumy Ciri jest poprowadzony przekonująco, a stan psychiczny Geralta zapowiada ciekawe rzeczy. Lubię takie momenty, gdy bohater musi się podnieść z naprawdę głębokiego dołka. Czuję też, że Vilgefortz będzie "dobrym" antagonistą. Ma to coś.

Zastanawiam się nad Szczurami, bo czuję, że jest ryzyko, że będą mnie irytować, ale mogą też okazać się ciekawym elementem historii. Szkoda tylko, że ich los nie jest już dla mnie tajemnicą, bo widziałem już gdzieś pewną scenę z Bonhartem.

*

Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. Tym razem chciałem coś nowego, dlatego zacząłem rysować Dziki Gon, jak pojawił się w historii, ale potem się okazało, że tyle go w tej książce, co kot napłakał i średnio pasuje. Dlatego jest w osobnym wpisie. xD

Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD

*

> <

Fanatyk1piorunów

@Dziwen fonfiłaki - skisłem 😍

Fanatyk1piorunów

@Dziwen ja for nie zgodze - cała saga o Geralcie byłaby nudna. A tak dozuje nam. Najlepszy był pobyt w Toussaint

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Książki

33piorunów

638 + 1 = 639

Tytuł: Dusza pokryta bliznami

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: książka papierowa

Liczba stron: 392

Ocena: 10/10

Na wstępie chciałem zauważyć, że za pisanie takich książek powinno się autora kilka razy publicznie wybatożyć! I to nie dlatego, że seria obniżyła poziom albo coś nielogicznego stało się ulubionym bohaterom. Dlatego, że nie wolno, nie wolno! pisać po jednym tomie raz na kilka lat i zostawiać ludzi z tyloma nowymi wątkami, tak wielką ilością pytań i takim oczekiwaniem.

To jest zdecydowanie najlepszy z sześciu tomów. Każda strona niesie coś nowego, każda ma w sobie jakiś potencjalny zwrot akcji. Nie brakuje wzruszeń i scen, które powracają długo po przeczytaniu ostatniej strony. Pojawiają się, jak już wspomniałem, nowe wątki, na szczęście autor nie zapomina o ciągnięciu i domykaniu tych, które otworzył uprzednio. I na szczęście idzie w zupełnie inną stronę, niż można było oczekiwać. Każde trącenie wątku z poprzednich tomów to niespodzianka.

Będę z olbrzymią niecierpliwością czekał kolejne lata na następny tom.

Osobistość3piorunów

@Statyczny_Stefek to chyba dosyć niepopularna opinia o tym tomie. Mało komu się podobał, a po⁎⁎⁎⁎na cena za widocznie odchudzoną objętość nie pomaga.

Fanatyk1piorunów

@Cerber108 Tak, to, że krótkie to boli bardzo w sercu. Ale ja jestem wielkim fanem tego autora i uniwersum i co jak co, ale krótszą książkę (i cenę) akurat mogę wybaczyć.

Kosmonauta1piorunów

Jak cała seria mi się podoba to mam problem z zakończeniami, że są dla mnie jakieś takie nijakie. Nawet teraz, po miesiącu od przyswojenia audiobooka nie mogę sobie przypomnieć jakie było zakończenie i co z niego wynikało. Pamiętam, że fabuła była super, że dobrze się bawiłem, ale zakończenie? Podobne odczucia miałem co poprzedniej części.

Pokaż więcej komentarzy (21)

Fanatyk

w Książki

25piorunów

637 + 1 = 638

Tytuł: Każde martwe marzenie

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powerhraph

Format: e-book

Liczba stron: 744

Ocena: 10/10

Ostatnia ze "starszej" części książek, czyli piąta w serii. Robi się zdecydowanie mrocznie i poważnie. Już nie jesteśmy na etapie hulania po stepach albo w górach i przeżywania (wspaniale opisanych!) przygód przypominających opowieści płaszcza i szpady. O nie, teraz wchodzimy w zdecydowanie cięższe klimaty, wpychamy się pomiędzy pradawne legendy i domagamy uwagi.

Nijak nie można było się spodziewać po pierwszych tomach, że historia zaprowadzi nas tutaj, ale ani razu nie żałowałem.

Gruba ryba

w Hydepark

24piorunów

636 + 1 = 637

Tytuł: Trzy dni tygrysa

Autor: Mirosław P. Jabłoński

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 138

Ocena: 5/10

Harry Lenox to tytułowy Tygrys, jeden z agentów rządowych do tzw. trudnych przypadków. Otrzymuje od prezydenta NP, Najwyższe Prerogatywy, gdyż została zagrożona racja stanu. Akcja osadzona jest w nieco alternatywnej wersji USA, zimna wojna wjechała za mocno i jeden z ichnich naukowców opracował rodzaj kopuły, która ma zabezpieczyć ludzkość przed wszelkimi zagrożeniami z zewnątrz. Pod kopułą zapanował system totalitarny, a wszystkich którzy nie zgadzają się z linią władzy obwołuje się Morlokami i wypędza poza kopułę. Mnożą się jednak rozmaite ugrupowania separatystyczne, kontestujące czy też sekty głoszące albo rychły koniec świata albo wręcz fikcyjność obecnej rzeczywistości.

Nasz tygrys prowadzi swoje śledztwo, jednak jedna z poznanych postaci zasiewa w nim ziarno niepokoju, gdyż nie wszystko okazuje się być takie, jakim przedstawiano to na szkoleniach...

Średnia, dość schematyczna książka. W części thriller szpiegowski tylko osadzony w realiach fantastycznych, jednak mało przekonujący i momentami rażący sztucznością zachowań bohaterów. Autor kluczy i miesza a zakończenie pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. Mały plusik za drugoplanową postać jednego z rządowych oficjeli, niejakiego Jablonsky'ego, którego autor z upodobaniem nazywa cyt. "tym starym pedrylem" xD

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Hydepark

30piorunów

635 + 1 = 636

Tytuł: Państwo Hitlera

Autor: Götz Aly

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Fundacja Historia.pl

Format: papierowa

Liczba stron: 480

Ocena: 4/10

Mam problem z tą książką. „Państwo Hitlera” jest reklamowane jako nowatorskie, sensacyjne spojrzenie na narodowy socjalizm Hitlera. W zasadzie tak jest. Książkę można podsumować w paru zdaniach: Niemcy podczas II wojny światowej byli skurwielami, a to że ubierali się lepiej od trepa Saszki z Irkucka nie sprawia, że należy ich stawiać wyżej. Tak samo kradli i mordowali. W całej Europie.

Książka jest poświęcona ekonomii III Rzeszy. Götz Aly wyjaśnia, dlaczego gospodarka Niemiec mimo wojny zdołała się utrzymać, a Niemcy zaślepieni ideologią i nakarmieni kosztem całej okupowanej Europy do końca wojny popierali Hitlera. Tu właśnie pojawia się problem, od którego zacząłem ten wpis. Aly podaje bardzo dużo danych statystycznych, cytatów, przykładów. Nie jest to książka łatwa w lekturze, bo tak duży zbiór danych nuży. Czy mimo to odradzam przeczytanie tej książki? Właściwie nie, bo ta książka po prostu jest potrzebna do zrozumienia ekonomii III Rzeszy, który odgrywał bardzo dużą rolę w polityce Hitlera. Autor (Niemiec) nie bawi się w eufemizmy i mówi wprost: Niemcy żyli w dobrobycie, bo w sposób masowy i systematyczny mordowała i grabiła Europejczyków, byle tylko przejąć ich majątek. Ideologia nazistowska odgrywała pewną rolę w tym mechanizmie, ale wielu Niemców było konformistami, którzy mając wymówki o "ostatecznych rozwiązaniach" czy "przestrzeni życiowej" po prostu dokonywała skurwysyństw, byle tylko zapewnić sobie i rodzinie lepsze życie.

No ale czemu napisałem, że "właściwie" należałoby przeczytać książkę? Problem polega na tym, iż polskie wydania tejże potrzebnej książki są niestety niechlujne 😒 Ja czytałem (zdaje się najnowsze) IV wydanie z 2023 roku. Książka nie miała porządnej redakcji w ostatnim wydaniu. Nie jestem purystą językowym, sam robię sporo gaf, ale nie popełniam tak powszechnych błędów i nie mówię bądź piszę "a mianowicie" (w książce to obrzydlistwo pojawia się kilkadziesiąt razy). Staram się być konsekwentny i jak piszę o Göringu to zawsze pamiętam o umlaucie (w książce obok poprawnej formy zdarzyło się przeczytać o "Goeringu". Rozumiem, jak jedna osoba dokona wpadki. Ale ta książka miała tłumacza, redaktora i ukazała się parokrotnie - nikt przez ten czas nie zauważył tego, nie zgłosił wydawcy błędu?). Wreszcie szlag mnie trafił, jak przeczytałem cytat "Rafaela Lemkina" z 1994 roku. Primo - RAFAŁA, ten wybitny prawnik był Polakiem pochodzenia żydowskiego. Secundo - Lemkin był prawnikiem polskim i amerykańskim, jeśli jego imię miało być z angielskiego to powinno brzmieć "Raphael". Byłby to błąd, ale dający się usprawiedliwić. Tertio - Lemkin zmarł w 1959 roku... Wypowiedź Lemkina pochodziła z 1944 roku. Niby czepianie się, bo 1944 i 1994 wyglądają podobnie, ale jest to rażący babol, coś jak napisanie, że konferencja w Wannsee odbyła się w 1924, no bo 24 i 42 łatwo pomylić... Przez takie niechlujstwa językowe i merytoryczne książka traci. A strata jest tym większa, gdy ma się przed sobą CZWARTE WYDANIE. Naprawdę wydawcy nie mogli zadbać o to, by przed kolejnymi wydaniami nanieść potrzebne poprawki merytoryczne i językowe?

Jak ktoś interesuje się historią II wojny światowej to powinien przeczytać tę książkę. Ale niech zapozna się z oryginałem w języku niemieckim albo spróbuje przeczytać inne tłumaczenia. Polskie wydania niestety leży i dlatego moja prywatna ocena jest tak niska. Polski wydawca umieścił tę książkę w tzw. Złotej serii. Złoto okazało się być tombakiem.

Prywatny licznik: 13/50

Osobistość1piorunów

@BapitanKomba generalnie w Niemieckim ö możesz zapisać jako oe i analogicznie z reszta umlautow. Także obie formy są poprawne

Fenomen0piorunów

@cremaster No właśnie nie, w języku polskim obowiązuje zasada, że słowa obcojęzyczne zapisywane w alfabecie łacińskim piszemy zgodnie z oryginałem. Dlatego mamy Hermanna Göringa, Slobodana Miloševicia czy też Françoisa Mitterranda, a nie Goeringa, Miloszevicia/Miloszewicia czy też Francoisa Mitterranda.

Oczywiście nie czepiam się, jak ktoś upraszcza zapisy nazw własnych na forum, w prywatnym mailu czy też w notatce, nie wymagam od wszystkich, by kopiowali litery niewystępujące w języku polskim. Ale inna sytuacja dotyczy książki kierowanej do tysięcy czytelników, gdzie trzeba zadbać o ortografię. Gdyby chociaż "Goering" był stosowany konsekwentnie, machnąłbym ręką przyjmując, że redaktor tak zdecydował. Ale pisanie raz o Göringu, a raz o Goeringu traktuje wyłącznie jako rodzaj niechlujstwa, który obniża wartość jest potrzebnej książki 😒

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Książki

23piorunów

633 + 1 = 634

Tytuł: Król popiołów

Autor: S.A. Cosby

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Filia

Format: ebook

Liczba stron: 408

Ocena: 9/10


Nie wiem, co ma w sobie ten autor, ale wszystkie jego książki wciągam jak odkurzacz i bawię się przy tym świetnie.

Od pierwszych stron książka nie zostawiają złudzeń - będzie ciężko, duszno i bardzo mrocznie. Cosby wrzuca nas w świat małego, amerykańskiego miasteczka, gdzie główny bohater - syn marnotrawny, powraca do domu rodzinnego, gdy jego ojciec (właściciel krematorium) trafia do szpitala. Okazuje się, że sprawy w domu mają się nieciekawie, a jego młodszy brat wpadł po uszy w długi zaciągnięte u lokalnych wataszków. Na domiar złego siostra wdała się w romans z żonatym policjantem półgłówkiem.

Roman próbuje trzymać się z dala od przemocy i przeszłości, którą dawno chciał zostawić za sobą. Problem w tym, że przeszłość bardzo szybko się o niego upomina. Zostaje wciągnięty w układ z lokalnym półświatkiem, na którym nie może wyjść dobrze i zmuszony do podejmowania coraz trudniejszych decyzji. Zaczyna schodzić coraz głębiej w świat, z którego kiedyś próbował uciec.

Najbardziej uderza klimat - ta książka jest czarna. I to naprawdę czarna. Czarniejsza niż Snape w nowej ekranizacji Harrego Pottera. Cosby świetnie buduje wielokulturowe środowisko, w którym funkcjonują bohaterowie. Czuć ciężar miejsca, historię, uprzedzenia rasowe, napięcia społeczne, konflikty między organizacjami - to nie jest tylko tło, ale coś, co aktywnie wpływa na każdą scenę i każdą decyzję.

Autor bardzo dobrze prowadzi fabułę w kierunku nieuniknionej katastrofy. To nie jest historia o tym, czy coś pójdzie źle - tylko kiedy i jak bardzo. Bohater, chcąc chronić siebie i swoich bliskich, wpada w spiralę decyzji, które tylko pogarszają jego sytuację, a policja śledzi każdy jego krok. I właśnie to poczucie braku wyjścia działa najmocniej.

Świetnie wypada też warstwa emocjonalna. Strach o własne życie, napięcie wynikające z presji otoczenia i świadomość, że każdy krok może być tym ostatnim - wszystko to jest bardzo namacalne. Cosby nie daje czytelnikowi chwili oddechu i konsekwentnie prowadzi historię w stronę coraz większego ciężaru.

To jeden z tych thrillerów, które nie tyle opowiadają historię, co budują doświadczenie - mroczne, gęste, tłuste jak krew i ulotne jak popiół ze spalonego ciała. Na książkę trzeba było poczekać 2 tygodnie, bo tyle opóźnienia miała premiera w stosunku do planowanej daty, ale zdecydowanie było warto. Jeden z lepszych kryminałów jakie czytałem, choć momentami lekko naiwny, do czego przyzwyczaił nas autor w poprzednich książkach. Ale mi to nie przeszkadza, bo dostaję starcie inteligentnego gościa walczącego o życie rodziny, z mafią, w której niemal każdy jest słabym ogniwem i tylko czekamy, aż się zerwie z łańcucha.

Książka zalicza - Community Picks w ramach Spring Challenge.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Sum1piorunów

Jakby nie Michał Nogaś to bym nie wiedział o tym autorze. Świetnie się go czyta

Lider0piorunów

@D21h4d to prawda, czytałem wszystkie książki wydane po polsku i trzymają bardzo równy poziom

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Książki

32piorunów

632 + 1 = 633

Tytuł: Rilla ze Złotego Brzegu

Autor: Lucy Maud Montgomery

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Format: książka papierowa

Liczba stron: 238

Ocena: 7/10

Ostatnia część opowieści o Ani i jej rodzinie, główną bohaterką jest tu jej najmłodsza córka Rilla.
Tym razem trudno szukać tu beztroski i ciepła poprzednich części, bowiem tłem historii jest pierwsza wojna światowa.
Bracia Rilli oraz okoliczni chłopcy, z którymi jeszcze niedawno bawiła się w Dolinie Tęczy zaciągają się do służby.
Życie w okolicach Glen staje się podporządkowane pracom na rzecz wsparcia wojsku oraz wiecznemu strachowi, ile jeszcze potrwa wojna i kto wróci z niej żywy. Niestety nie każdemu jest to dane.
Są też pozytywne akcenty, jak uratowanie przez Rillę niemowlaka, 'wojennego dziecka', które przyjęła na wychowanie mając zaledwie 15 lat.
Jak pisałam, to koniec opowieści o Ani. Zostały mi jeszcze dwa dodatki z historiami mieszkańców Avonlea.

GURU8piorunów

@Shivaa Słowa uznania za przeczytanie wszystkich książek o Ani. 👍

Fanatyk1piorunów

@Mr.Mars dzięki 😅

Gruba ryba9piorunów

Kiedy myślałem żeby się zabrać za czytanie Ani ale chyba nie moje klimaty. Dzięki za recenzje książek z serii.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w Książki

32piorunów

631 + 1 = 632

Tytuł: Oko świata

Autor: Robert Jordan

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: audiobook

ISBN: 9788381166102

Liczba stron: 982

Ocena: 4/10

W fantastycznym świecie piątka nastolatków (trzech chłopaków i dwie dziewczyny) żyje sobie spokojnie w wygwizdowie. Ich sielanka kończy się, gdy na rodzinną wieś napadają potwory nazywane trollokami. Z pomocą zagrożonym wieśniakom przychodzą przebywający w okolicy czarodziejka (Aes Sedai) Moiraine i jej bodyguard. W następstwie ataku i w obliczu zagrożenia kolejnymi, wspomniani wyżej nastolatkowie wyruszają z Aes Sedai w drogę. Nikt z młodzieży nie wie, iż jedna osoba z ich grona to Smok Odrodzony, przepowiedziany zbawca świata.

Gdybym miała jednym słowem określić Oko świata, powiedziałabym oczywiście, że to sztampa. Dziwi mnie, jakim cudem ta powieść zyskała na tyle dużo fanów, że powstało kolejne 13 tomów, toż to najbardziej generyczne 80s-90s fantasy, jakie można sobie wyobrazić. Typowa do bólu questowa fabuła, niestarannie zakamuflowane motywy z LOTR, Diuny i oryginalnej trylogii Gwiezdnych wojen, postacie płaskie jak Keira Knightley, w dodatku historia rozwleczona do ok. 1k stron, gdy faktycznej fabuły jest może na 350-400, za co winić należy zamiłowanie autora do raczenia czytelnika m.in. opisem wyglądu i historią każdego epizodycznego Dżona Korniszona. Szkoda, że taki sam pietyzm, jaki towarzyszył autorowi przy opisywaniu pojawiających się na pół strony randomów czy generycznego uniwersum, opuszczał go w chwilach, kiedy trzeba było głębiej zastanowić się nad logiką świata przedstawionego. Nie notowałam wszystkich faili logicznych, ale rzuciły mi się w uszy takie kwiatki, jak quasi-średniowieczni wieśniacy z zadvpia posiadający na własność całe księgozbiory czy Moiraine puszczająca wolno kolesia mogącego stać się w tym uniwersum drugim Stalinem.

Teraz czas na trochę prywaty: w liceum przeczytałam pierwsze sześć tomów cyklu Miecz prawdy Goodkinda. Jeśli ktoś się otarł o anglojęzyczne subreddity poświęcone fantastyce, ten zapewne wie, że Miecz prawdy jest tam powszechnie hejtowany i uznawany za zrzynkę z, właściwie to pełnoprawny plagiat, Koła czasu. Czy tak jest w istocie? Może na podstawie jednego przeczytanego tomu Jordana ciężko się wypowiadać, jednak powiem, że owszem, pewne podobieństwa były, tylko, że i u Jordana i u Goodkinda analogiczne elementy fabuły i świata przedstawionego zostały zaczerpnięte z Tolkiena i Herberta.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

Jakoś tak myślałem, że Jordan to tym przecierał szlaki i warto przeczytać, że to historia fantasy, a tu okazuje się, że jednak nie :p

Fenomen3piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Fanatyk4piorunów

@Vampiress a dalej jest jeszcze gorzej. Czytanie wielu stron emo-Randa i jego zamulania doprowadzało mnie do szału. Nawet w czasach gdy dosłowne połykałem książki, ten cykl przerwałem w okolicy 6.

Zdecydowanie czytałem fajniejsze i przydługie cykle xD

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w Hydepark

24piorunów

630 +1 = 631

Tytuł: Od Edfu do Faras

Autor: Kazimierz Michałowski

Kategoria: wspomnienia, popularnonaukowa

Wydawnictwo: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe

Format: papierowa

Liczba stron: 269

Ocena: 6/10

Książeczka stanowi opis wybranych odkryć archeologicznych, których kierownikiem był Kazimierz Michałowski, symbol polskiej archeologii, członek zdecydowanie zasłużony dla polskiej nauki i niestety dość mało znany opinii publicznej (smutne tym bardziej, iż za Gierka Michałowski cieszył się naprawdę wielką popularnością, wyobrażacie sobie dzisiaj naukowca-celebrytę?). Książka ta została wydana w latach 70. w popularnej wówczas serii opracowań poświęconych starożytności, które były sygnowane charakterystycznym rysunkiem popiersia Nefretete z boku. Poszczególne rozdziały książki poświęcone są zazwyczaj kolejnym stanowiskom archeologicznym (m.in: Edfu, Mirmeki, Nubia, Palmyra, Faras, Abu Simbel).

Książka ta stanowi przykład pracy, które zaspakaja podstawowy głód, nie dając nic więcej. Cieszy mnie bardzo, że prof. Michałowski spisał za życia swoje relacje z badań archeologicznych. Cieszy mnie, że powstała popularnnaukowa synteza zawierająca najważniejsze informacje o badaniach polskich archeologów w rejonie Morza Śródziemnego. Cieszy mnie, że ta książka była tak ważna, że 50 lat późnmiej Tomasz Derda napisał kontynuację, która dokumentuje dalsze sukcesy polskich archeologów. Tylko kurczę, w książce jest więcej ziemniaczków niż mięsa. Za mało być archeologii samej w sobie, zaś nieco za dużo było osobistych wspomnień, szczegółów o tym, jak i z kim trzeba było kombinować, by niskimi kosztami można było osiągnąć dużo. Swoje robi też to, że książka choć liczy 269 stron, to tekst stanowi ok. 150 stron, reszta to fotografie, rysunki, spis ilustracji i wreszcie spis nazwisk członków ekspedycji, liczący 30 stron. Nie mogę narzekać na formę, bo ograniczona objętość oraz pierwotna forma (miał to być pamiętnik) narzuciły kierunek, ale nie pogniewałbym się, gdyby więcej było archeologii samej w sobie.

Prywatny licznik: 12/50

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

629 + 1 = 630

Tytuł: Szóstka wron

Autor: Leigh Bardugo

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: książka papierowa

ISBN: 9788367023641

Liczba stron: 496

Ocena: 7/10

Bardzo dobra książka w klimatach fantasy, dosyć banalna fabuła, ale ma kilka ciekawych zwrotów akcji, a bohaterowie są bardzo charakterni i każdego z osobna polubiłem. Ciężko mi się było oderwać od tej książki, a trafiłem na nią zupełnie przypadkowo na jakiś shorts na YouTube. Nie dużo elementów fantasy w niej, tak w sam raz dla mnie, bo takiego hardkorowego fantasy za bardzo nie lubię, a tutaj idealnie mi spasowało.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU

w Bazar

58piorunów

628 + 1 = 629

*

Tytuł: Krew Elfów

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 10/10

*

Po opisie walki z Riencem trudno byłoby wystawić tej książce niższą ocenę, niż 10, zwłaszcza że jestem fanem tych wszystkich postaci i tego świata. Sapkowski umiał w opisy walk. Widzicie? Do tej pory ciary, a skończyłem tamten fragment rano. XD

Jedyne do czego mógłbym próbować się przyczepić to te głosy wewnętrzne bohaterów, ale to jest krytyka mocno na wyrost. Czasami czułem, że wolałbym nie znać myśli danej postaci. Zwłaszcza Triss na początku. Wolałbym, żeby to fabuła zmusiła ją do wyznań, choć rozumiem taki zabieg. Tak jak na początku Merigold mnie irytowała i czuć, że jej intencje śmierdzą (no wiem, że tak, bo skończyłem Wiedźmina 2), tak jest przynajmniej jeden moment w którym trudno jej nie współczuć. Niby taki lekki opis, że w pewnej sytuacji nie miała włosów, a wyobrażenie zrobiło robotę.

Gdybym miał się skupić na tym, co mi się podobało, to bym wam pewnie całą książkę przekopiował, co nie ma sensu. Ale taką sceną która najbardziej mi się spodobała, była ta, gdy Geralt tłumaczy Ciri, dlaczego nie powinni się mieszać, przybliżając historię Aelirenn i jej walki.

Być neutralnym to nie znaczy być obojętnym i nieczułym. Nie trzeba zabijać w sobie uczuć. Wystarczy zabić w sobie nienawiść.

Ogólnie cała ta wyprawa z Yarpenem miała sporo fajnych momentów. Niby nic wielkiego się nie dzieje, a człowiek nie traci zainteresowania, bo ma przed sobą dylematy moralne i z pozoru proste historie i przemyślenia. Z pozoru. A no i zakończenie tej historii było świetne. Nikt tak dobrze nie opisuje "skurwysyństwa", jak Sapkowski.

Tak, jak wspomniałem, ja jestem pozytywnie uprzedzony. Uwielbiam ten świat za to, jak wiarygodny pod pewnymi względami się wydaje. Bez pięknych słów i udawania. Gdzie potworem może być absolutnie każdy. No i uwielbiam Geralta, Ciri i Jaskra. Innych też, choć Yennefer to tak średnio bym powiedział. Dobrze napisana postać, ale polubić trudno.

*

Cytat niżej jest trochę dla mnie. Sporo krytyki wylało się na CDPR za to, że główną bohaterką będzie Ciri, dlatego postanowiłem prewencyjnie zbierać sobie takie fragmenty, żeby nie musieć tego potem szukać daleko. XD

– Tak zwany Znak Aard, Ciri, to bardzo proste zaklęcie z grupy czarów psychokinetycznych, polegające na pchnięciu energii w żądanym kierunku. Siła pchnięcia zależy od koncentracji woli rzucającego i wydanej mocy. Może być znaczna. Wiedźmini zaadaptowali to zaklęcie, korzystając z faktu, że nie wymaga ono znajomości magicznej formuły – wystarcza koncentracja i gest. Dlatego nazwali to Znakiem. Skąd wzięli nazwę, nie wiem, być może ze Starszej Mowy, słowo “ard” znaczy, jak wiesz, “góra”, “górny” lub “najwyższy”. Jeżeli tak, to nazwa jest bardzo myląca, bo trudno o łatwiejszy czar psychokinetyczny. My, rzecz jasna, nie będziemy marnować czasu i energii na coś tak prymitywnego, jak wiedźmiński Znak. Będziemy ćwiczyć prawdziwą psychokinezę. Przećwiczymy to… O, na tym koszu, który leży pod jabłonią. Skoncentruj się.

Czyli o tym jak łatwo jest się nauczyć używać znaków. Otóż łatwo.

*

Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD

Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD

*

> <

GURU23piorunów

@Dziwen ehhh tak było... Częste mycie skraca życie, a umyty pingwin to pokąsany pingwin...

Ugryzienie owcy boli, lecz to rysunki od Dziwena goją się najdłużej. Ament. XD

Fanatyk9piorunów

Moja ulubiona część sagi

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Książki

33piorunów

627 + 1 = 628

Tytuł: Oddział chorych na raka

Autor: Aleksander Sołżenicyn

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Rebis

Format: ebook

ISBN: 9788375104288

Liczba stron: 456

Ocena: 8/10

To jedna z tych książek, które nie tyle się czyta, co przeżywa i które zostają w głowie na długo po odłożeniu. Akcja rozgrywa się w szpitalu onkologicznym w Taszkencie, gdzie spotykają się ludzie z różnych warstw społecznych: byli więźniowie łagrów, partyjni urzędnicy, młodzi pacjenci, pielęgniarki i lekarze. W centrum znajdują się dwaj pacjenci Oleg Kostogłotow - były zesłaniec i Paweł Rusanow, z drugiego końca drabiny społecznej. Obaj trafiają na oddział z chorobą nowotworową, do tego samego worka, gdzie tracą swoje ja i próbują odnaleźć sens życia po tym, co przeszli.

To jednak tylko punkt wyjścia, bo sama choroba jest tu czymś więcej niż tematem - staje się metaforą całego systemu. Oddział działa jak miniatura Związku Radzieckiego: różne postawy, różne życiorysy, różne stopnie "przewin" i kompromisów wobec systemu. Sołżenicyn bardzo wyraźnie pokazuje, że tak jak ciało może być chore, tak samo chore może być społeczeństwo, a pewnych rzeczy nie da się już całkowicie wyleczyć, można co najwyżej osiągnąć chwilową "remisję".

Największą siłą tej książki jest to, jak bardzo zmusza do zatrzymania się i refleksji. Bohaterowie stoją w obliczu śmierci i nagle okazuje się, że rzeczy, które wcześniej były ważne - status, kariera, układy - tracą znaczenie. Pojawia się pytanie: co tak naprawdę ma sens? I właśnie to mnie w tej książce najmocniej "przemieliło". To nie jest historia o chorobie, tylko o życiu widzianym z perspektywy bliskiej końca.

Jednocześnie to nie jest łatwa lektura. Struktura jest epizodyczna, mamy wielu bohaterów, a akcja schodzi często na drugi plan - bo ważniejsze są rozmowy, przemyślenia, zderzenia różnych światopoglądów. To książka bardziej do przemyślenia niż do wciągnięcia się. Momentami bywa ciężka i przytłaczająca, ale chyba właśnie taka miała być.

To bardzo mocna, refleksyjna powieść, która zostawia czytelnika z pytaniem, co w jego własnym życiu naprawdę jest ważne. A do tego jest refleksją na życie autora, który podobnie jak jego bohaterowie, trafił na oddział chorych na raka.

Gruba ryba3piorunów

>zostawia czytelnika z pytaniem, co w jego własnym życiu naprawdę jest ważne

Twórcy opisów książek lubią takie teksty, ale serio ktokolwiek miewa takie refleksje? xd Zwłaszcza gdy codziennie w wiadomościach słyszysz, że prawie twój sąsiad, którym mogłeś być ty, ma amputowane nogi i dziecko mu wpadło pod kombajn?

Lider10piorunów

@JapyczStasiek Niestety tak, miałem takich kilka w życiu, raz jak ojciec miał zawał kilka lat temu, a ostatnio w święta, gdy zobaczyłem babcię żony, która jej nie poznała, bo ma zaawansowaną demencję. Przy czytaniu tej ksiązki kolejny, gdy zastanowiłem się, co zrobiłbym z diagnozą - "rak"?

Staram się patrzeć na książki jak na przelewanie myśli, uczuć i własnych doświadczeń na papier. Bo lepiej jest jednak czytać o czymś mało przyjemnym niż tego doświadczyć i uczyć się na własnych błędach.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Koneser

w Języki

3piorunów

Mam pytanie, jak nazwalibyście formę dyskursu, która zaklada używanie pewnych słów i ewidentnie atakuje inne słowa, bo mają pewne znaczenie. Formę, ktora podczas samej dyskusji w dyskursie używa odpowiednich "taktyk" przepinających asocjacyjne rozumienie i konotacje wynikające z całości wypowiedzi na "to prawdziwe"?

Czekam na najlepsze i najbardziej zależy mi na opinii osób z

Gruba ryba0piorunów

@zzzquil Braunizm? ( ͠° ͟ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Bazar

71piorunów

626 + 1 = 627

*

Tytuł: Miecz Przeznaczenia

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 9/10

*

Dla mnie zbiór Miecz Przeznaczenia, to ten punkt, gdzie zaczyna się wiedźmińskie samo gęste. Tak, jak w przypadku Ostatniego Życzenia byłem w stanie wybrać najlepsze opowiadania, tutaj nie potrafię. Wszystkie mają w sobie coś fantastycznego, choć nie wszystkie są szczęśliwe.

Najbardziej zaskakujące było chyba opowiadanie "Wieczny ogień". To jaki tam powstaje chaos, jest po prostu piękne i chyba nie spotkałem się jeszcze z takimi scenami w innych tytułach, niezależnie od medium.

Gdyby ktoś mi zaczął wykręcać ręce, póki nie zdecyduję, które opowiadanie podobało mi się najbardziej i o ile jakaś zakapturzona postać by mnie nie uratowała, chyba wybrałbym "Coś więcej". Ta seria prawdziwych scen wymieszanych z halucynacjami była świetna. Zwłaszcza pewien obelisk, przy którym byłem przekonany, że imię pewnej rudowłosej kobiety było halucynacją, a tu proszę. Trochę ten temat rozwinę w recenzji Krwi Elfów. Chyba, bo nie wiem, czy taki detal można uznać za spoiler, zobaczymy.

A no i zakończenie w "Trochę poświęcenia" było mocne. Totalnie się tego nie spodziewałem. Wiadomo, świat wiedźmina jest brutalny, ale to... Ci, co przeczytali, wiedzą pewnie co mam na myśli.

Aaaaa i bym zapomniał. Pierwsze spotkanie Geralta z Ciri też mnie ujęło. Nie wiem czemu, ale lekko prychłem po tekście: "Wiesz Ciri, jak człowiekowi utną głowę, to można od tego umrzeć." Ich rozmowy to było to. xD

*

Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD

Tak, przekleiłem ten segment z poprzedniej recenzji. xD

*

> <

Fanatyk4piorunów

Zazdro czytania po raz pierwszy

Fanatyk2piorunów

@PanNiepoprawny nie martw się. Trochę lat na karku przybędzie i znów zaczniesz czytać te same książki po raz pierwszy.

Fanatyk3piorunów

@eloyard ja mam 4 dychy na karku a to już 10 razy czytałem.

Fanatyk1piorunów

@PanNiepoprawny ale skleroza trochę później chodzi ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Osobistość3piorunów

@Dziwen

Czytałem jakieś 2 lata temu i już nic nie pamiętam xD
Musze odświeżyć.

Pokaż więcej komentarzy (14)

GURU

w Bazar

58piorunów

625 + 1 = 626

*

Tytuł: Ostatnie Życzenie

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 7.5/10

*

Nie jest to moje pierwsze podejście do Wiedźmina, ale muszę się przyznać, że mimo przejścia gier po kilka razy, w przypadku książek zawsze kończyłem w okolicy połowy "Ostatniego Życzenia". Nie dlatego, że to słabe opowieści, a raczej ze względu na własną ułomność lat młodzieńczych. Teraz to zmieniam, a przynajmniej się staram korzystać, mając sporo czasu w pracy.

W przypadku tego zbioru opowiadań mam pewien problem z oceną, bo większość już znałem i to w miarę dobrze. To siłą rzeczy u mnie prywatnie trochę ujmuje tego efektu świeżości. No ale jest klimat i to całkiem dobry start serii. To, co bardzo mi się podoba w tych pierwszych dwóch książkach, jest podzielenie ich na osobne opowieści. Trochę to daje takie wrażenie misji w grach i motywuje do kończenia ich jednym ciągiem. Wiadomo, to są opowiadania z fantastyki, więc taka forma była wymuszona. I dobrze.

W kwestii ulubionych opowiadań chyba najlepsze dla mnie to Mniejsze Zło i Wiedźmin, choć każde ma coś w sobie.

Świat wykreowany przez Sapkowskiego ma to coś i ten zbiór dał dobre ku temu podwaliny.

*

Swoją drogą ten audiobook, jaki wydała SuperNOWA to absolutna klasa światowa. W skali do 10, u mnie ma jakieś 15. xD

*

Okładka to trochę moja głupawka. Nie miałem co robić z rękami podczas nudnych dni w robocie, to stworzyłem takie coś, bo te domyślne okładki Audioteki są tragiczne. Jest tag do blokowania, bo planuję ukończyć całą serię i nie omieszkam sobie pobazgrać w trakcie. xD

*

> <

Fanatyk3piorunów

Wiedźmin to jest absolutny klasyk. Sam sposób narracji. Ehh, szkoda, że już tak nie pisze.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Hydepark

22piorunów

618 + 7 = 625
Tytuł: Cykl Demoniczny
Malowany Człowiek 2 tomy
Pustynna Włócznia 2 tomy
Wojna w blasku dnia 2 tomy
Tron z czaszek pierwszy tom, w trakcie drugiego zrezygnowałem z czytania
Gatunek: fantastyka
Autor: Peter V. Brett
Ocena: 2/10 (strata czasu)

Pewnie się zastanawiacie, jakim cudem przeczytałem 7 tomów cyklu, który oceniam jako tragiczny. Otóż to skomplikowane. Pierwsze 2 części (4 tomy są świetne). Świat przedstawiony jest bardzo ciekawy, idea świata, w którym ludzkość jest na krawędzi wyginięcia, bo nocą po ziemi grasują demony, z którymi praktycznie nie da się walczyć, jest świeża. Ludzie są trochę jak zaszczute szczury, chroniąc się w budynkach oznaczonych runami. Postaci są dobrze skonstruowane, choć tak naprawdę główny protagonista jest jeden w 1 części i zupełnie inny w drugiej części (i fajnie, dobrze jest poznać świat z zupełnie innej perspektywy). No ale niestety autor musiał przejść serię udarów pomiędzy stworzeniem drugiej części a kolejnymi. Od książki "Wojna w Blasku dnia" zaczyna się upadek serii z klifu. Nagle seria zrobiła się mega napalona, niedorzecznie harlequinowa, postacie zamieniły się w idiotyczne kukły a wydarzenia przestały trzymać się kupy. Czytałem już wyłącznie siłą rozpędu, ale po dłuższej walce poddałem się, żałując wielu godzin straconego życia, a najbardziej żałując zniszczenia świetnej historii i świetnych postaci. No trudno, do zapomnienia.

Gruba ryba2piorunów

o ile dwa pierwsze tomy były malowanego człowieka całkiem fajne były to reszta jedzie w dół, a szkoda bo świat całkiem fajny się wydawał.

czytałem w wersji gdzie chyba wszystko na 2 tomy jest podzielone.

No i teraz aż szkoda tego do sprzedania wystawiać a mi tylko miejcie na półce zajmuje.

Pokaż więcej komentarzy (5)