Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Kompan

w Książki

19piorunów

1013 + 1 = 1014

Tytuł: Czarna Madonna

Autor: Remigiusz Mróz

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Format: audiobook

Liczba stron: 460

Ocena: 3/10

Po opiniach spodziewałem się książki która albo mnie zachwyci, albo kompletnie odrzuci. Niestety trafiłem do tej drugiej grupy. Najbardziej szkoda mi zmarnowanego potencjału. Początek był na tyle dobry, że naprawdę liczyłem na mocny horrorowy thriller z klimatem. Zamiast tego dostałem historię, która z każdym rozdziałem coraz bardziej się rozjeżdżała. Po skończeniu nie czułem ani satysfakcji, ani zaskoczenia. Po prostu ulgę, że to już koniec - nie polecam.

Fenomen

w Hydepark

19piorunów

1012 + 1 = 1013

Tytuł: Samolubny gen

Autor: Richard Dawkins

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Prószynski i S-ka

Format: książka papierowa

Liczba stron: 493

Ocena: 8/10

Autora nie muszę przedstawiać, książka wydaje mi się również jest znana większości znać. Popularnonaukowe opracowanie dotyczące zagadnienia ewolucji. Książka doczekała się kilku wznowień, moje wydanie to tłumaczenie wersji z 2006 roku, polskie tłumaczenie ukazało się w 2024. Widziałem, że Prószynski i S-ka wcześniej wydał tę książkę, ale nie sprawdzałem, z jakiego roku to wydanie.

„Samolubny gen” to termin wyrażający hipotezę przyjmującej jednostkę doboru naturalnego jako gen. Sam przymiotnik „samolubny” wzbudził nieco zamieszania, stanowi wyłącznie metaforyczne opisanie sposobu działania. Właśnie na łamach tej książki Dawkins wprowadził do naszego słownika pojęcie memu, jednostki informacji kulturowej, przypominającego gen, stanowiący jednostkę ewolucji biologicznej.

Książka jest dobre napisania, Dawkins ma talent popularyzatorski. Lepiej się czytało „Samolubny gen” niż „Boga urojonego”, który chyba został napisany wyłącznie dla prowokacji.

który choć był bardzo bliski mojemu poczuciu humoru i zachwycał mnie erudycją, to jednak celowo wzbudzał kontrowersje, a Dawkins wychodził na zarozumiałego dupka nierozumiejącego specyfiki religii pod kątem społecznym. Zdecydowanie bardziej wolę go jako w miarę stonowanego ewolucjonistę w „Samolubnym genie”.

Nie będę ukrywać, że jako laik w świecie nauki wiele rzeczy mogło mi umknąć po lekturze, ale mam najnowsze polskie wydanie na własność, więc w wolnych chwilach będę mógł sobie wracać do książki i odświeżać wiedzę.

Prywatny licznik: 23/50

Gruba ryba1piorunów

@BapitanKomba Z trgo Co Wiem książka już jest naukowo nieaktualna.

Fenomen1piorunów

@maly_ludek_lego Prawda, nie odnotowałem tego we wpisie, ale książka z grubsza zatrzymała się na 1990 roku. Nie spodziewam się jednak, że ponad 80-letni Dawkins dokona aktualizacji ( ͠° ͟ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Książki

22piorunów

1011 + 1 = 1012

Tytuł: Byłam schizofreniczką

Autor: Barbara Rosiek

Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik

Format: ebook

Liczba stron: 76

Ocena: 5/10

Wymęczyła mnie ta książka. Czyta się ciężko, taki strumień świadomości. In plus jest to, że pozwala zajrzeć co pod kopułą siedzi osobom chorym.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Kompan

w Książki

21piorunów

1010 + 1 = 1011

Tytuł: Nic mnie nie złamie. Zapanuj nad swoim umysłem i pokonaj przeciwności losu

Autor: David Goggins

Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik

Wydawnictwo: Galaktyka

Format: ebook

Liczba stron: 368

Ocena: 7/10

Moja pierwsza przeczytana książka po wręcz ogromnej przerwie. Mam wrażenie, że wiele osób poleca tę książkę jako poradnik, a ja zdecydowanie bardziej odebrałem ją jako historię życia. I właśnie wtedy działa najlepiej. Nie dlatego, że Goggins mówi, co robić, ale dlatego, że pokazuje, jak sam dochodził do swoich wniosków. Rozumiem, dlaczego ma tylu fanów. Sam kilka razy złapałem się na tym, że po skończonym rozdziale miałem ochotę wstać z łóżka i w końcu zrobić coś, co od dawna odkładałem. Jednocześnie nie do końca kupuję całą filozofię Gogginsa. Momentami wygląda to tak, jakby jedyną drogą do rozwoju było ciągłe ekstremalne przekraczanie granic i życie w permanentnym cierpieniu. To do mnie nie trafia. Wolę wyciągnąć z tej historii to, co pasuje do mojego życia, a resztę zostawić i nie szukać podwójnego i potrójnego dna byleby tylko uszlachetniać się cierpieniem i bólem w dążeniu do spełnienia marzeń. Dlatego zatrzymuję się na 7/10.

Mocarz

w Książki

15piorunów

1009 + 1 = 1010

Tytuł: W cieniu drzewa granatu

Autor: Tariq Ali

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Lambook

Format: audiobook

ISBN: 9788363531102

Liczba stron: 328

Ocena: 4/10

Pierwszy tom Kwintetu muzułmańskiego.

Andaluzja, koniec XV wieku. Mimo, iż po zdobyciu Grenady i zakończeniu rekonkwisty królowie Hiszpanii zobowiązali się do poszanowania praw innowierców, w kraju narasta dyskryminacja wobec muzułmanów i Żydów. W obliczu upadku eklektycznego porządku społecznego dawnego Emiratu Grenady, członkowie klanu Al-Hudajdl i ich sąsiedzi są zmuszeni do wyraźnego opowiedzenia się między starą wiarą a coraz mocniej narzucanym przez nowe władze chrześcijaństwem.

Mogłoby się wydawać, że temat upadku starego porządku i burzliwego wykuwania się nowego to literacki samograj. Niestety, nie tym razem. Chociaż oficjalny opis książki sugeruje pełną dramatyzmu historię, ostatecznie czytelnik otrzymuje nieciekawą i zdecydowanie przegadaną sagę rodzinną, zbliżoną bardziej do tureckich telenowel, niż serii w rodzaju Stulecia Winnych. Dramatyczne wydarzenia następują dopiero pod sam koniec książki. W powieści niemal całkowicie brak również obiecywanego egzotycznego klimatu post-arabskiej Andaluzji i tu znów zmarnowany potencjał, sam bogato wykreowany świat przedstawiony (taki, który zachwycałby bogactwem detali, a nie opierał się na 2-3 wątkach i może z 3 wzmiankach związanych z elementami konkretnej kultury) mógłby znacznie podnieść wartość owej książki.

Dam autorowi jeszcze jedną szansę z napisaną wiele lat później Księgą Saladyna. Jeśli ona też będzie takim pierdololo, to zakończę przygodę z Kwintetem.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

19piorunów

1008 + 1 = 1009

Tytuł: Szepty Ciemności

Autor: Andrzej Pupin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Słów

ISBN: 9788367949385

Liczba stron: 414

Ocena: 7/10

Szepty ciemności to książka, która bardzo szybko skojarzyła mi się z pierwszym tomem Materia Prima - „Adeptem” Adama Przechrzty. Nie dlatego, że autor kopiuje jego pomysły, ale dlatego, że ponownie trafiamy do świata, w którym pozornie zwyczajna rzeczywistość zaczyna przeciekać czymś nadnaturalnym. Granica między tym, co racjonalne, a tym, co niewytłumaczalne, staje się coraz cieńsza, a bohaterowie muszą nauczyć się funkcjonować w świecie, który okazuje się znacznie bardziej skomplikowany, niż przypuszczali.

Fabuła koncentruje się wokół tajemniczych zjawisk i zaginięć, które początkowo wydają się odosobnionymi przypadkami. Z czasem jednak bohater odkrywa, że za nimi kryje się znacznie większa i mroczniejsza układanka. To historia o świecie, do którego przenikają siły niepasujące do naszego wyobrażenia rzeczywistości – mroczne, trudne do zrozumienia i rządzące się własnymi zasadami. Śledztwo stopniowo odsłania kolejne elementy tej układanki, a wraz z nimi rośnie poczucie zagrożenia i zezwierzęcenia podejrzanych.

Najbardziej podobał mi się właśnie klimat. Lubię książki, w których współczesny świat zderza się z czymś niewytłumaczalnym, ale autor nie odkrywa wszystkich kart od razu. Tajemnica jest tutaj odpowiednio dawkowana, dzięki czemu czytelnik razem z bohaterem próbuje zrozumieć, jakie reguły rządzą tym nowym światem. To daje bardzo przyjemne uczucie odkrywania kolejnych warstw historii.

Nie sposób było mi nie porównywać tej książki do „Adepta”. Jeśli tam najbardziej podobało mi się stopniowe poznawanie magicznego świata funkcjonującego tuż obok naszego, to Szepty ciemności wywołały bardzo podobne odczucia. Oczywiście oba cykle idą w innych kierunkach, ale sam pomysł przenikania nadprzyrodzonych zjawisk do codzienności bardzo trafia w mój gust.

Mam jednak wrażenie, że autor nie wykorzystał jeszcze pełnego potencjału stworzonego uniwersum. Są momenty, w których chciałbym dowiedzieć się więcej o zasadach rządzących tym światem i głębiej poznać jego historię. To jeden z tych przypadków, gdy książka bardziej zachęca do sięgnięcia po kolejne tomy, niż daje pełną satysfakcję jako samodzielna opowieść.

Mimo to bawiłem się naprawdę dobrze. To udane połączenie thrillera, urban fantasy i horroru, z odpowiednią dawką tajemnicy oraz świata, który powoli odsłania swoje sekrety. Jeśli ktoś lubi historie, w których pod powierzchnią codzienności kryje się coś znacznie mroczniejszego, Szepty ciemności powinny przypaść mu do gustu.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Książki

27piorunów

1007 + 1 = 1008

Tytuł: 451° Fahrenheita

Autor: Ray Bradbury

Tłumacz: Wojciech Szypuła

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: ebook

ISBN: 9788374809221

Liczba stron: 176

Ocena: 8/10

Wizja świata, w którym palone są książki, jest przerażająca. Przypomnijmy sobie chociażby pożar biblioteki Aleksandryjskiej - trudno jednoznacznie stwierdzić, jak duży był to cios dla wiedzy. Chociaż pewnie niektórzy złośliwi mogliby powiedzieć, że utrata dzieł pokroju „Pięćdziesięciu twarzy Greya” raczej by nie zabolała, gdy tymczasem „wartościowe” książki zostałyby zapamiętane tak, jak to dzieje się właśnie w „451 stopniach Fahrenheita”. A później, w czasach bardziej sprzyjających, mniej lub bardziej wiernie odtworzone.

W wielu recenzjach widziałem stwierdzenia, że powieść Bradbury’ego jest aktualna, jakby czytali o współczesności. Zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście jest aż tak źle?

Jest takie powiedzonko, że póki nie było Internetu, tylko rodzina wiedziała, żeś debil. I coś w tym zdecydowanie jest, że wraz z rozpowszechnieniem się dostępu do Internetu jego jakość spadła. Dziś każdy może się wypowiedzieć na dowolny temat, nieważne, czy się zna czy nie. Im więcej osób, tym większa szansa, że trafi się na kogoś wyróżniającego się w mniej lub bardziej negatywny sposób. Czy to oznacza, że jest coraz gorzej? Moim zdaniem nie – było tak zawsze, tylko obecnie jest to po prostu bardziej widoczne.

Na przykład taka ponoć zanikająca zdolność do autorefleksji. Można to zauważyć nie tylko w przypadku wiecznie krytykowanej młodzieży (krytykowano moje pokolenie, tak samo kolejne po moim), ale także w przypadku osób starszych, w wieku naszych rodziców czy dziadków.

Poza tym przy narzekaniu na młodzież warto się zastanowić, kto tę młodzież wychowuje. ; )

Sama powieść została stylistycznie kiepsko napisana. Skłaniam się do stwierdzenia, że przemiana głównego bohatera nastąpiła zbyt szybko, jednocześnie zastanawiam się, czy w przypadku osoby skłonnej do przemyśleń, do autorefleksji, nie wystarczy nomen omen punkt zapalny, by uruchomić potrzebne procesy myślowe?

Stąd końcowa wysoka ocena. Powieść zachęca do przemyśleń, a to w literaturze cenię najbardziej.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen1piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk Widzę, że nie tylko ja mam problem z tą książką. Pomysł był dobry, ale styl kuleje, a samo poprowadzenie historii bardzo leży. Nie zgodzę się jednak z uwagą internautów, że książka jest teraz tak aktualna i cieszę się, że zwróciłeś uwagę na pomylenie rzekomego nowego problemu z niedostrzeżeniem, że nowością stała się skala i łatwość, jaką dzisiaj można produkować pulpę. Całe te gadanie o spadku jakości to wyjątkowo snobistyczne stwierdzenie osób myślących, że są tacy elitarni, bo oni czytają, podczas gdy cała tłuszcza spożywa tylko tiktoki. No 25 lat temu ta „tłuszcza” nie wybierała książek tylko „Disco relax” i „Zbuntowanego anioła”, 50 lat siedziała przed telewizorem zmęczona po sześciodniowej harówce w hucie, a 75 lat temu nie mieli głowy do czytania, gdy trzeba było szukać jedzenia w kraju ogarniętym wojną (rzecz jasną w USA byłyby inne problemy, ale chodzi mi wyłącznie o mechanizm). Książki nie spłoną, zawsze ta mniejszość interesująca się kulturą będzie je trzymać. Tylko ta mniejszość dzisiaj wybałuszyła oczy, bo wcześniej siedziała w swoich bańkach, a kontakt z „nieokrzesanym chamem” miała ograniczony, gdy ta domagała się od niej jakiejś usługi.

Osobistość

w Hydepark

15piorunów

1006 + 1 = 1007

Tytuł: Basior

Autor: Piotr Kościelny

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Format: audiobook

ISBN: 9788384302934

Liczba stron: 336

Ocena: 6/10

Pa Kościelny kontynuuje serial o komisarzu Sikorze. Pewne wątki się zamykają, pewne otwierają, a jeszcze inne się rozwijają i nie są rozwiązane na koniec książki. Znów są główne wątki, różne poboczne sprawy rozwiązywane na szybko, generalnie nie jest źle, oprócz wspomnianego robienia z książek telenoweli. Trochę to drażni, przynajmniej mnie.

Licznik prywatny: 35/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość

w Hydepark

20piorunów

1005 + 1 = 1006

Tytuł: Projekt Hail Mary

Autor: Andy Weir

Kategoria: science fiction

Wydawnictwo: Muza

Format: ebook

ISBN: 9788328728905

Liczba stron: 512

Ocena: 6/10

Przy tym całym "hajpie" na serial i książkę postanowiłem spróbować. Generalnie może być, ale w moim odczuciu jest to po prostu dobra książka, nie że jakieś arcydzieło, tudzież super niesamowicie wciągająca historia. Sam nie wiem czy zdecyduje się na film teraz, no ale zobaczymy.

Licznik prywatny: 34/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU2piorunów

@crs333 Arcydzieło może nie, ale całkiem niezły pomysł i udane zderzenie dwóch światów. I zdecydowanie wolę książkę od filmu, choć w filmie udało się wywalić sporo niepotrzebnych ziemskich wątków, natomiast mocno uprościli kwestię samej misji (a z Rockiego zrobili )

GURU

w Książki

20piorunów

1004 + 1 = 1005

Tytuł: Dom Łańcuchów

Autor: Steven Erikson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

Liczba stron: 986

Ocena: 7/10

Dawno nie wrzucałem nic ale w końcu się udało skończyć 4 tom Malazanu!

Co tom jest łatwiej, ale chyba już wszystko co miało kliknąć to kliknęło i teraz pozostaje się cieszyć z bogatego i świetnego świata. Mamy powrót do Siedmiu Miast i atak na Raraku, starcie dwóch sióstr. W międzyczasie Okaleczony Bóg miesza i wszystko się świetnie czyta. Poznałem kolejne zakątki świata, nowe rasy, no jest w pyte. Próg wejścia jest ogromny ale dla mnie, dalsza konsumpcja Malazanu rekompensuje początkowe trudy.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mocarz

w Książki

20piorunów

1003 + 1 = 1004

Tytuł: Joy Division i Ian Curtis. Przejmujący z oddali

Autor: Deborah Curtis

Kategoria: biografia

Wydawnictwo: Iskry

Format: ebook

ISBN: 9788324400607

Liczba stron: 375

Ocena: 5/10

Wspomnienia żony Iana Curtisa, lidera działającego na przełomie lat 70. i 80. zespołu Joy Division.

Zawsze miałam pewien problem z biografiami sław pisanych przez ich bliskich/przyjaciół, głównie dlatego, że z oczywistych względów ciężko w nich o obiektywizm. W Przejmującym z oddali widać wyraźnie, że mimo upływu lat Deborah Curtis dalej jest pełna żalu do zmarłego męża – za apodyktyczność, za skupienie się na zespole, za flirty i romanse z innymi kobietami. Portret wokalisty wyszedł zbyt jednostronnie i negatywnie – niewiele tu drugiej strony Curtisa, którą odkrywał w swoich tekstach, czyli przenikliwego i nadwrażliwego erudyty. Odnoszę wrażenie, że Deborah Curtis prawdopodobnie nigdy nie rozumiała skomplikowanej osobowości  Iana ani ciężkiej walki, którą musiał toczyć, gdy jednocześnie posypało mu się zdrowie i życie osobiste.

Pod względem literackim, książka jest ogólnie kiepsko napisana – warsztat pani Curtis jest średni, a narracja zbyt często chaotyczna. Nie pomaga raczej mierne polskie tłumaczenie.

O wiele bardziej polecam nieformalną ekranizację Przejmującego z oddali, czyli Control Antona Corbijna ze świetną główną rolą Sama Rileya. W przeciwieństwie do książki, film przedstawia Curtisa w bardziej zniuansowany, pełniejszy sposób.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mocarz

w Książki

18piorunów

1002 + 1 = 1003

Tytuł: Anna Boleyn. Obsesja króla

Autor: Alison Weir

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Astra

Format: książka papierowa

ISBN: 9788367276412

Liczba stron: 580

Ocena: 7/10

Zanim sięgnęłam po powieści Alison Weir, naczytałam się na anglojęzycznych subredditach historycznych, zwłaszcza na r/Tudorhistory, jaką to ona nie jest wybitną pisarką i rzetelną historyczką. Jednak po lekturze Obsesji króla mam wrażenie, że zachwyty nad twórczością pani Weir są lekko przesadzone.

Książka o Annie Boleyn była OK, i właściwie niewiele więcej. Nie czytało jej się źle, ale też szczególnie nie porywała, trochę lektura typu „przeczytać i zapomnieć”. Jak widać po bio autorki na anglojęzycznej Wikipedii, Weir rozwijała warsztat publikując książki popularnonaukowe i czuć to w tej powieści – zwłaszcza w pierwszych dwóch częściach, bardziej niż klasyczną powieść historyczną, czyta się ją jak fabularyzowany dokument, bardziej napisany zgodnie z zasadą „tell, don’t show” zamiast "show, don't tell". W kategorii „dramatyzm”, powieść Weir przegrywa z Kochanicami króla Philippy Gregory oraz większością filmów i seriali opowiadających o związku Henryka VIII i Anny Boleyn.

Druga kwestia to podejście do faktów historycznych. Weir wykonała solidny research i możliwie wiernie przedstawiła wydarzenia, ale w paru przypadkach jej licentia poetica wzbudza wątpliwości. Najbardziej zdziwiło mnie, że dwa wątki – przedstawienie Marii Boleyn (siostry Anny, kochanki zarówno Franciszka I Walezjusza, jak i Henryka VIII) jako niewinnej leliji, oraz sportretowanie Jane Boleyn (szwagierki królowej) jako ogarniętej chorobliwą zazdrością sekutnicy, która przyczyniła się do upadku rodu Boleynów – autorka zerżnęła od powszechnie krytykowanej za ahistoryczność Philippy Gregory, gdy spokojnie mogła je rozpisać inaczej. Wątpliwe wydały mi się również wątki szóstego paznokcia Anny (Piętno czarownicy? Może zaakceptowałabym ten plot device, gdyby autorka sama nie zapomniała o nim w kluczowym momencie) oraz zakazanego uczucia Boleynówny do dworzanina Henry’ego Norrisa, przy czym ów wątek uczuciowy był zwyczajnie idiotyczny – jak w XIX-wiecznych romansach dla pensjonarek, Anna i Norris wymienili parę powłóczystych spojrzeń i już, miłoźdź na wieki xD I żeby było jasne, wiem doskonale, że w powieści historycznej trudno obyć się bez pewnej dawki licentia poetica, jednak uważam za srogą hipokryzję ze strony wannabe redditowych historyków, że za ubarwianie faktów Philippę Gregory odsądzają od czci i wiary, a Alison Weir wynoszą na piedestał.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość

w Książki

22piorunów

1001 + 1 = 1002

Tytuł: Triumf chaosu

Autor: Robert Jordan

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788382023183

Liczba stron: 1264

Ocena: 7/10

Jakoś to czytanie leci, a ten tom był w sumie lepszy od poprzedniego, ale nie będę meandrował i przybliżał zawiłości fabuły, bo od tego specem jest właśnie Jordan, a raczej przejdę do omawiania elementów, które w jakiś sposób zwróciły na siebie moją uwagę.

Choć zarówno Rand, jak i Mat niezmiennie nie chcą pogodzić się ze swoim losem wybrańca większego i mniejszego kalibru, obaj robią to, co nakazało im przeznaczenie; Smok z bólem serca dźwiga brzemię odpowiedzialności za losy świata, a Mat raz po raz przeklina swoje przewrotne szczęście i nieustępliwość, które każą mu pchać się w największe i jednocześnie najistotniejsze kabały. Rand - i poniekąd również Perrin - ma bardzo dziwny, niesprawiedliwy światopogląd: opłakuje każdą pojedynczą kobietę, która zginie w jego obronie lub po prostu obecności, natomiast w przypadku mężczyzn to po prostu naturalna kolej rzeczy. Kisi w sobie rozpacz po śmierci każdej wojowniczki, usiłuje zapamiętać imiona wszystkich, które zginęły pod jego sztandarem, nie jest w stanie nawet myśleć o odebraniu życia kobiecie bezpośrednio zagrażającej jego własnemu, ale faceci to po prostu statystyka.

Miało tu miejsce kilka epokowych wręcz wydarzeń, część z nich, chcąc, nie chcąc, wydaje się po prostu głupia i irracjonalna, ale jak zwykle trzeba zaznaczyć, że tak to się prezentuje w momencie czytania, a czy za 3000 stron coś z tego wyniknie i autor wszystko zgrabnie uzasadni - zobaczymy. Dziewczyny, pomimo swej krnąbrności, tkają coraz to drobniejsze układziki w układach oraz zajmują się ww. ważkimi sprawami, i nawet jeżeli przeważnie to zwykłe lanie wody, tak okazjonalnie trafiają się świetne fragmenty z akcją - jakby to powiedział Lambert - gęstą jak mleko. W jednej ze scen, która akcji gęstej nie miała, a i tak wywołała uśmieszek, Nyaneve stwierdza, że nie spocznie ze staraniami i badaniami, dopóki nie Uzdrowi kogoś nieżyjącego od trzech dni. Bo wiecie.

Dziewczyny naturalnie panoszą się, gdzie tylko postawią stopę, zjadają wszystkie rozumy i pomiatają starymi, dobrymi, bogu ducha winnymi towarzyszami. Na szczęście Mat we wspaniały sposób nie daje sobie w kaszę dmuchać i temperuje te bezczelne baby i ich wyniosły sposób bycia. Na nieszczęście do czasu, choć jestem dobrej myśli. Mamy jeszcze Min, stanowiącą ostoję normalności w morzu przebodźcowanych i przeświadczonych o własnej wyższości jędz.

Perrin wreszcie, choć w tak czy siak niewielkim stopniu, pokazuje swoją brodatą gębę po zerowej obecności w poprzedniej książce - ogólnie następuje sporo spotkań po długich miesiącach. A nawet jeżeli Loiala jest tu jeszcze mniej - nad czym niezmiernie ubolewam - tak co nieco się wokół niego zadziało - odrobina dynamiki wokół postaci niespiesznego wielkoluda. Faile natomiast pod żadnym pozorem nie zamierza podreperować swojego toksycznego obrazu - dąsa się na Perrina właściwie bez powodu, a zazdrość wprowadza na wyższy, małostkowy poziom. Absolutnie okropna postać i w sumie wolałbym, żeby taka została, a nie zamieniła się z czasem w anielicę.

Ostatnie rozdziały obrały nieoczekiwanie dosyć brutalne tory, zarówno pod względem eksploatacji psychiki bohaterów, jak i stanu fizycznego większości zaangażowanych. Jedna scena wielkiej bitwy pojechała zupełnie po bandzie i w sumie to mnie w tej serii fascynuje - przez dosłownie 99% książki mamy woalowanie i półśrodki, może raz na 10 stron wspomni się o rowku między piersiami, ale w tym 1% bezpośredniość wali obuchem w łeb.

Umiłowanie Jordana do wprowadzania nowych postaci w losowym akapicie w środku książki, następnie poświęcanie im fragmentu rozdziału 2000 stron później, by po 3 tomach coś z tego wyniknęło jest doprawdy irytujące. Za każdym razem, gdy coś takiego ma miejsce, często nie pamiętam, o kim właściwie czytam.

Gruba ryba0piorunów

muszę kiedyś do tego wrócić.

Osobistość0piorunów

@Hoszin a na którym tomie przerwałeś?

Gruba ryba0piorunów

@Cerber108 7 jak dobrze pamiętam.

Osobistość0piorunów

@Hoszin z tego co widziałem, to m.in. na tym sporo ludzi odpadało.

Gruba ryba0piorunów

@Cerber108 no bo tak trochę nudnawo chyba było i nowych wątków i laski denerwujące ale widzę to się nie zmienia?

Gruba ryba1piorunów

@Cerber108 no i nie wiem czy ich zachowanie mnie nie odrzuciło właśnie od dalszego czytania.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Autorytet

w Książki

22piorunów

1000 + 1 = 1001

Tytuł: Archaon Wszechwybraniec

Autor: Rob Sanders

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-8232-115-9

Liczba stron: 368

Ocena: 8/10
Ilość tekstu:
1 książka Cop Corp = 3 książki Fabryki słów !

Generalnie znam Świat tylko z WFRP ed.1

Więc

Ale to dobre, jeśli ktoś chce czytać ponad 350 stron o czystym żle, abominacjach i spaczeniach - polecam

Syf, zgnilizna, mięso, chciwość, wylewa się z książki

GURU

w Książki

38piorunów

999 + 1 = 1000

Tytuł: Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata

Autor: Tomek Michniewicz

Kategoria: reportaż

Format: ebook

Liczba stron: 450

Ocena: 9/10

Prywatny licznik: 18/10

"Siedem podróży w czasie. A ponieważ czas dany nam jest jako pamięć, będzie to siedem podróży przez siedem pamięci siedmiu zwykłych ludzi. Niby ten sam świat i te same czasy, ale widziane z różnych perspektyw – mieszkańca Ugandy, USA, Kolumbii, Indii, Finlandii, Zimbabwe i Japonii.

Siedem opowieści zwykłych ludzi o problemach, wyzwaniach, szansach i możliwościach. Ich zestawienie uświadamia, jak wiele zależy od tego, czy miało się szczęście urodzić się tu, a nie gdzieś indziej.

Siedem ludzkich historii i jedna próba odpowiedzi na pytanie, po co to wszystko."

Baardzo fajna pozycja. Co chwile przeplatanie historiami siedmiu "szarych" ludzi z różnych miejsc na świecie. Bardzo dobrze się czytało, ciekawie obserwuje się takie zestawienie.

Na mały minus wtrącenia autora odnośnie "złego" działania systemu. Nie pasowało mi to tutaj. W mojej opinii, samo czytanie tych różnych "żyć" skłania wystarczająco do refleksji.

Inspirator2piorunów

Jestem w połowie. Świetnie się czyta.

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Książki

25piorunów

998 + 1 = 999

Tytuł: Śmierć pięknych saren

Autor: Ota Pavel

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Stara Szkoła

Format: książka papierowa

ISBN: 9788366013599

Liczba stron: 256

Ocena: 3/10

Prywatny licznik: 17/10

Książka o łowieniu ryb

Nie wiem co mogę powiedzieć. Książka mnie turbo wynudziła.

Sięgnęłam po nią, gdyż wpadła na pierwszy wybór w nowo lokalnym klubie czytelniczym. Pierwsza połowa była całkiem okej - autor z perspektywy dzieciństwa opowiada dosyć zabawne historyjki z jego ojcem w roli głównej. Natomiast w drugiej części są głównie jego opowieści na których tak mi myśli uciekały z nudów że co chwilę łapałam się na tym że nie pamiętałam co czytam. Bardzo mało czytam literatury pięknej, więc może dlatego nie potrafiłam zauważyć w tej pozycji tego czegoś.

Osobiście nie polecam. Dawno tak nie męczyło mnie czytanie.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU

w Książki

23piorunów

997 + 1 = 998

Tytuł: The Norwegian Method Applied: Threshold Training and Intensity Control for Faster, More Durable Running at Every Level

Autor: Marius Bakken

Kategoria: inne

Format: książka papierowa

Liczba stron: 328

Ocena: 10/10

Prywatny licznik: 16/10

Co mogę powiedzieć - istne mięso treningowe pod bieganie. Norweska szkoła, która kładzie mocny nacisk na bieganie podprogowe. Multum konkretów i wiedzy - kupiło mnie to. Będę wracała do niej, nie raz.

Double threshold, nadchodzę

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU

w Książki

30piorunów

996 + 1 = 997

Ten nr to kłopoty

Tytuł: Bogaty ojciec, biedny ojciec

Autor: Robert T. Kiyosaki

Kategoria: biznes, finanse

Format: ebook

Ocena: 6/10

Prywatny licznik: 15/30

"Bogaty ojciec, biedny ojciec – czyli czego bogaci uczą swoje dzieci na temat pieniędzy i o czym nie wiedzą biedni i średnia klasa – od kilku lat utrzymuje się na szczycie światowych bestsellerów biznesu. Autor, Robert Kiyosaki, otwiera nam oczy na świat, jakiego nie poznamy w szkole czy na studiach. Współczesna edukacja przygotowuje dzieci i młodzież do życia w świecie, który tak naprawdę już nie istnieje."

Taka o pozycja dla osób które chcą zacząć bardziej się uświadamiać na temat finansów osobistych. Uważam, że nie wszystkie rady można przełożyć na dzisiejsze istnienie, widać że książka jest nastawiona do czytelnia z USA z lat 90-00. Natomiast do załapania niektórych wartości jak najbardziej spoko. Uważam, że każdy może z niej wyciągnąć coś dla siebie. Przyjemnie mi się czytało.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU6piorunów

@Trypsyna

Bogaty ojciec, biedny ojciec

ooo, to ten absolutny hit dosłownie każdego MLM i wciskania ściem i bajeczek, żeby naciągać ludzi

Fenomen0piorunów

@Trypsyna A chcesz o tym porozmawiać? Właśnie organizuje spotkanie robocze w centrum handlowym dla wtajemniczonych ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gruba ryba0piorunów

To jest książka typu chcę się czegoś dowiedzieć o finansach ale z tej się nic nie dowiem poza ogólnymi frazesami jeśli dobrze pamiętam... Do tego sam autor zbankrutował chyba xd (no a mógł pożyczyć kasę od bogatego ojca hehe)

Czytałem ją dawno i nie ironicznie ale z biegiem jak zapoznałem się z tym co było dookola niej i porównałem z innymi entry to trochę stek banałów był, chociaż już tak dobrze nie pamiętam.

Tytan0piorunów

@Czokowoko mam wspomnienie sprzed 30 lat o tej ksiazce, ktos czytal fragment i nie wiadomo bylo czy autor mial bogatego czy biednego ojca

Pokaż więcej komentarzy (18)

Gruba ryba

w Książki

25piorunów

995 + 1 = 996

Tytuł: Garro

Autor: James Swallow

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 456

Ocena: 6/10

“Nazywam się Nathaniel Garro [...] i jestem jednoosobowym Legionem.”

XLII część cyklu Herezja Horusa

Po wydarzeniach kończących “Ucieczkę Eisensteina” Nathaniel Garro będąc zdrajcą swego legionu, a jednocześnie lojalnym sługą Imperium pozostaje w areszcie w Cytadeli Somnus. Pewnego dnia odwiedza go Malcador Pieczętnik z ofertą nie do odrzucenia.

Z jednej strony miałem frajdę. Nathaniel Garro był kluczową i jedną z lepszych postaci tomów III i IV, wiernym psem, którego nie sposób nie lubić. Podzielam sentyment, naprawdę, w końcu dlatego kupiłem tą książkę. Garro jest bardziej ludzki niż większość Astartes, ma wątpliwości, zadaje pytania. Ponadto w trochę niedorzeczny i przewidywalny, ale też wspaniale melodramatyczny sposób powrócił inny spośród najważniejszych bohaterów cyklu (Cerberus ).

Z drugiej strony, momentami czułem zażenowanie. To jest w znacznej części napisane po prostu źle. Książka jest niespójna, nie tworzy jednej całości, a składa się jakby z kilku oddzielnych opowiadań połączonych jedynie osobą Nathaniela. Niektóre z opowiadań są infantylne, a ton wypowiedzi jakby skierowany do dzieci. Na przykład w pewnym momencie Garro prowadzi coś na kształt śledztwa, a autor zamiast zbudować napięcie i potrzymać czytelnika w niepewności, to z jakiegoś powodu poczuł się zobowiązany wytłumaczyć każdy poczyniony przez bohaterów krok. Do tego dochodzą mikro-streszczenia przeszłych wydarzeń z innych książek oraz poprzednich rozdziałów. Zdarzają się też rażące dziury logiczne (np. nikogo nie dziwi, że zwykli ludzie przeżyli miesiące pod gruzami zbombardowanego miasta). W posłowiu autor wyjaśnia, że część opowieści powstała początkowo jako słuchowisko, co wyjaśnia poniekąd uproszczenia i dziury, ale mimo wszystko nie powinno to trafić do druku w takiej formie.

Finalnie jednak powieść ratuje ostatnia z trzech części na jakie ją podzielono. Ku mojemu zaskoczeniu pozbawiona jest ona większości wymienionych wad i stanowi osobistą podróż Nathaniela Garro w poszukiwaniu głębszego celu swojej dalszej egzystencji.

Gruba ryba

w Książki

22piorunów

994 + 1 = 995

Tytuł: Critical Role: Vox Machina Początek, tom 1

Autor: Matthew Mercer, Matthew Colville, Olivia Samson, Chris Northrop

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Kboom

Format: książka papierowa

ISBN: 9788396808226

Liczba stron: 168

Ocena: 4/10

Lubię serialową „Vox Machinę”, więc skuszony dobrymi ocenami postanowiłem na próbę kupić pierwszy tom komiksu. I niestety żałuję.

Zacznę od tego, że rysowniczka nie popisała się talentem. Kobiece twarze są tragiczne i przypominają męskie. W szczególności Keyleth została bardzo pokrzywdzona. Nie czepiam się za to, że bohaterowie niezbyt przypominają tych z animacji, ponieważ komiksy powstały przed serialem.

Jednakże nie ma co ukrywać, że na tle produkcji z Amazon Prime'a komiks wypada naprawdę blado. Także fabularnie.

Nie oczekiwałem epickiej przygody, zresztą nie za bardzo za takimi przepadam, tym bardziej, że to początki ekipy. Ale tak jak w sesjach RPG, w których brałem udział, nie lubiłem zbiegów okoliczności, że akurat postacie graczy trafili w to samo miejsce, tak nie spodobało mi się, że akurat większość ekipy znalazła się w tym samym czasie w tym samym mieście. Wiadomo, w komiksie w założeniach stanowiącym zamkniętą historię jest zbyt mało miejsca na taką fabułę, więc można powiedzieć, że czepiam się dla samego czepiania.

Jak zawsze doceniłem puszczanie oczka do czytelnika, że to tak naprawdę sesja RPG, podobnie kilkukrotnie zaśmiałem się z tekstów Scanlana. Problem w tym, że aktorzy głosowi w animacji robią sporo roboty grą głosem (99,9% zabawności Groga). Z wiadomych powodów nie da się oddać tego w komiksie, więc to kolejne pole, na którym zawiodłem się jak fan ekranizacji przygód Vox Machiny.

Może moja ocena byłaby wyższa, gdybym najpierw przeczytał komiks, a potem obejrzał animację, no ale cóż.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk4piorunów

No i pozamiatane. Właśnie jestem w trakcie oglądania serialu, i przeszło mi przez myśl, by ogarnąć komiks, ale już sama okłada (różnice postaci w animacji i w komiksie) mnie zniechęca

Gruba ryba0piorunów

@Kaligula_Minus

Różnice są zrozumiałe - komiks jest z 2018 roku, animacja z 2022.

Z kolei mojej dziewczynie się spodobało, oprócz wspomnianych już kobiecych twarzy.

Osobistość1piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk już ciałem napisać
mi ta kreska siedzi bardziej niż serialowa :P

ale zgooglałem kilka kart z środka i no średnio to wygląda XD

Gruba ryba1piorunów

@saradonin_redux dokładnie moja pierwsza myśl, "to przecież Matt" xD

Pokaż więcej komentarzy (11)