Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#filozofia

Gwiazdor

w Hydepark

3piorunów

o nieskończoności ducha

Są dwa rodzaje bólu które spotyka świadomość na swej drodze.
Pierwszy to ograniczenie fizyczne; to nasze molekuły nie mogące się dalej mutować ku naszym zachciankom, ku celom i umizgom nieskończoności w nas rosnącej.
Ból ten toczy upadkiem i zakazem, ale pomimo jego niepowstrzymalności są świadectwa iż i jego można na wiele sposobów obejść, choć finalnie i tak ten wraca niechciany przez nikogo.

O wiele łaskawszym dla naszej chwały jest ten drugi rodzaj, ból wynikający z naszej mocy, czy też - niemocy.
Strach zakodowany głęboko w mięśniach, niechęć zapisana w czynach czy zwykła słabość woli łamiąca się pod wpływem zakazanych przez społeczeństwa wag naszych własnych traum czy wewnętrznego obrzydzenia. Co wszystko odznacza się niczym koryto dla działań; ścian rynny która zamyka nas w wąskim pasie oczekiwań i chęci nam wciskanych.

Ten rodzaj to brama ku temu co najświętsze i najwłaściwsze dla ludzkiego stworzenia, bo poprzez cenę krwii, łez i spazmów bólu rozrywanego ciała osiąga się sprawczość równą legendom ludzkiego stworzenia.

Wola w pełni zaakceptowana zmienia funkcjonowanie ciała, a dalej życia; poprzez każdy akt naszego czynu.
I choć to my musimy wybrać samodzielnie kierunek działań zgodnie z nami, to niewiele jest innych bardziej chwalebnych ścieżek niżli ostateczne zwyciężenie poprzez zrozumienie, i zaabsorbowanie swych własnych zasobów w jeden spójny obraz jestestwa.

Wpis zainspirowany życiem Sigismunda, I wielkiego marszałka czarnych templariuszy, najlepszego wojownika galaktyki

Gwiazdor1piorunów

ktoś mi powie - a gdzie umiejscowisz ten [ból] wynikający z zwykłego obcowania z rzeczywistością?
ten po dłuższym czasie stawania się, przemienia się w płyn który przemija bezwiednie nie zwracając na siebie swej uwagi; i to z wielu powodów. Bo i zwyczajnie trening osłabia go, a wola kieruje swą uwagę gdzie indziej, ale też problemy nas otaczające z czasem są pretekstem do wywołania potwora w nas samych, potwora będącego ucielenieśniem wzorców zakodowanego głęboko w mięśniach, który jest kolejnym źródłem nas samych.
Źródłem który staje się nami, po kompleksowej przemianie.
W tedy krąg się zamyka i dopełnia

Gruba ryba

w Filozofia

7piorunów

Moje dalsze rozważania na temat cierpienia:

Podzieliłem źródła cierpienia na trzy grupy:

Grupa 0, cierpienie fizjologiczne jako niespełnione potrzeby organizmu do życia. W kolejności malejącej ważności: tlen, ciepło, woda, pożywienie. Nie ma co się rozwodzić, wiadomo że jak ich brakuje, to każda żywa istota cierpi. Na tym poziomie są rośliny.

Grupa 1: cierpienie fizyczne jako realne zagrożenie bezpieczeństwa, przez uraz fizyczny ze strony innej istoty żywej, urazy mechaniczne, czy termiczne. Można je obiektywnie potwierdzić np wiadomo że jak płonie las i parzy zwierzęta to będą one cierpiały. To cierpienie charakteryzuje zwierzęta jako wyższe istoty niż rośliny (tak wiem że są podejrzenia że rosliny też czują ale na razie nie wnikam w ten temat). Co ważne cierpienie w tej grupie również jest obiektywne łatwe do fizycznego potwierdzenia i często też wspólne dla większej liczby jednostek. A recepta na rozwiązanie tego cierpienia zwykle jest prosta: oddalić się od jego źródła.

I ostatnia grupa 2: cierpienie abstrakcyjne, wymyślone, subiektywne i bez większego obiektywnego sensu. Domena człowieka. A szczególnie człowieka współczesnego który ma zapewnione potrzeby z grupy 0 i brak zagrożeń z grupy 1. Otóż jest nam wmowione że mamy cierpieć. Czy noworodek cierpi bo ma niemarkowe spioszki? Albo niemodna kołyskę?
A czy człowiek 1000 lat temu cierpiał że nie działa mu w samochodzie klimatyzacja? Albo że ma za wolny internet?

99% współczesnego cierpienia wymyślamy sami sobie. To cierpienie i jego sens zaczyna i kończy się w naszej głowie. Dlatego nie ma szans żeby ktoś nas w nim zrozumiał. I dlatego nigdy się nie kończy bo zawsze można wymyśleć nowa niespełniona potrzebę. Całe życie cierpimy bo uważamy ze nasze życie jest gorsze niż zaslugujemy a czym więcej mamy dookoła możliwości, tym uważamy że zaslugujemy na więcej.

I jest to cierpienie tylko i wyłącznie ludzkie. Czy więc zostaliśmy stworzeni aby cierpieć? Czy może bez sensowne cierpienie czyni nas ludźmi?

Czy jeśli porzucimy ciągle gonienie za luksusami to wyrzekamy się części człowieczeństwa i stajemy się bliżsi zwierzętom? Pies zje, położy się w ciepłym kącie i jest szczęśliwy. Czy poczucie szczęścia po tym jak zjemy sobotni obiad i pójdziemy na drzemkę na hamaku to marnowanie ludzkiego potencjału? No i co lepsze: być szczęśliwym psem czy nieszczęśliwym człowiekiem?

GURU28piorunów

@NatenczasWojski Porównywanie człowieka i jego szczęścia do zwierzęcia czy noworodka? Szczęście to nie tylko zaspokojenie potrzeb fizjologicznych. To dopiero fundament, warunek konieczny, ale nie wystarczający. Odpoczynek to nie marnowanie ludzkiego potencjału, ale należy znaleźć w tym wszystkim balans. Żadna skrajność nie jest dobra. Emeryci, którzy mają sporo wolnego czasu wcale nie są najszczęśliwszą grupą społeczną, itp.

Nie myślę też, że człowiek 1000 lat temu cierpiał, bo nie działa mu w samochodzie klimatyzacja albo ma za wolny internet. Nie zgadniesz czemu - bo nie było wtedy samochodów ani internetu. Większość ludzie nie umiała też czytać, ani pisać. Wierzono, że cierpienie to forma oczyszczenia, próba od Boga i czasem zadawali sami sobie cierpienia, aby zbliżyć się do Boga (biczowanie się, posty). To było to ich wymyślone Twoje cierpienie - strach przed potępieniem.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Hydepark

11piorunów

Pogotowie filozoficzne? Młoda pyta, czy jest jakaś niewidzialna ręka, która się nami bawi.

Edit: Ok, teraz mamy: "A może ktoś o nas mówi i my się pojawiamy w jego głowie?!"

Fanatyk2piorunów

@Piechur nie ma. Każdy z nas ma swoje życie i żyje na własny rachunek.

Fanatyk1piorunów

@Piechur brzmi to jak coś kompletnie nieweryfikowalnego. Czyli istnieje duża szansa, że albo coś takiego nie istnieje, albo jest bez znaczenia dla naszego życia.

Załóżmy, że wiesz, że coś takiego istnieje, ale i tak nie możesz z tą wiedzą nic zrobić. To tak jak ze śmiercią - wiesz, że kiedyś umrzesz, ale ten fakt nie przeszkadza ci w codziennym życiu.

Pokaż więcej komentarzy (18)

Gruba ryba

w Hydepark

13piorunów

Wymyśliłem swoje własne motto: "Liberatio in morte" (wyzwolenie w śmierci)

Jaki jest sens tego motta? Otóż wieloraki.

Z jednej strony to obietnica, nie martw się bo tak czy inaczej będziesz wyzwolony od wszelkich trosk. I to wyzwolenie masz pewne.

Ale skoro jest pewne także Carpe diem, chwytaj dzień póki jeszcze jesteś zniewolony ta cielesnością i fizycznymi przyjemnościami.

Wyzwolenie nadejdzie, pamiętaj o nim, memento mori. Oswoj się z tą myślą bo i tak nie uciekniesz od tego wyzwolenia

Ale jak i tak wszystko stracisz to nie ma co się przejmować vanitas vanitatum et Omnia vanitas
Możesz odpuścić i po prostu czekać, nie trzeba się spinac.

Wiele osób boi się śmierci, dla mnie to obietnica na którą czekam. Jedyna obietnica która na pewno będzie spełniona.

Fanatyk2piorunów

Śmierci to się chyba nie boje. Bardziej bólu z tym związanego.

Tak się nakrecam z tym że pewnie jak dojdzie do tego to powiem " myślałem że będzie gorzej" i padne

Autorytet1piorunów

@kodyak Ja bólu też się obawiam, aczkolwiek najbardziej boję się bezradności związanej ze starością oraz na pierwszym miejscu - straty ukochanej osoby.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Autorytet

w Hydepark

11piorunów

Kiedyś myślałem, że Musk jest jak kolejny Howard Hughe. Dziś raczej myślę o nim jak o właśnie kolejnym Donaldzie Trumpie.

https://www.youtube.com/watch?v=ShFTow2eDTI

Po tym jak obejrzałem ten materiał na temat przeszłości Trumpa i tego jak osiągnął sukces w biznesie widzę między tymi panami naprawdę dużo podobieństw. Ich wizerunki jako ludzi sukcesu zawdzięczają w dużej mierze mediom. Obaj byli przedstawiani jako ciężko pracujący i genialni przedsiębiorcy z kategorii Self-made man gdy w praktyce mieli wsparcie bogatych ojców. Oboje wielokrotnie kłamali na swój temat, oboje uzyskali status celebrytów i wystąpili w kilku filmach. Co najważniejsze jednak zarówno Musk jak i Elon wykazują narcystyczną osobowość, kochają uwagę i mają problem z krytyką ich własnej osoby.

Zbudowali swoje imperia finansowe dzięki szumowi w okół nich samych. W erze późnego kapitalizmu to nie czyiś sukces staje się gwarantem wizerunku świetnego biznesmena. Dzieje się wręcz coś odwrotnego. To raczej odpowiedni wizerunek jest przyczyną sukcesu danej jednostki. Ani Trump nie był wybitnym przedsiębiorcą ani Musk nie był genialnym wynalazcą który miał zbawić ludzkość. Wystarczyło jednak by wiele osób w to uwierzyło, w tym inwestorzy aby ci mogli znaleźć się na szczycie. Spektakl więc już nie tyle zastępuję rzeczywistość co ją kreuje stając się symulakrum jakby to określił filozof Baudrillard.

To jednak prowadzi do pewnej konkluzji która podważa cały ideał kapitalizmu mający swoje korzenie jeszcze w protestantyzmie, a dotyczy to opłacalności samej ciężkiej pracy jako warunku sukcesu. Okazuje się bowiem, że to nie ciężko pracujący, ani nawet mądrze pracujący ludzie zdobywają największe uznanie lecz ci którzy potrafią się jak najlepiej sprzedać.

Gwiazdor0piorunów

@Al-3_x >Obaj byli przedstawiani jako ciężko pracujący i genialni przedsiębiorcy z kategorii Self-made man gdy w praktyce mieli wsparcie bogatych ojców.

Zwłaszcza, że stary Trumpa dorobił się na oszukiwaniu na kredytach oraz pasożytowaniu na mieszkaniach, najbardziej podstawowej potrzebie człowieka. Gość zarabiał 30 milionów rocznie na zdzieraniu czynszów, czyli na niczym, bo to nie była żadna praca, nie wnosił żadnej wartości, był zwykłym darmozjadem i czynszojadem, a synalek wszystko odziedziczył pomnażając majątek na użyczaniu własnego nazwiska. To jest kwintesencja kapitalizmu. Praktycznie każde imperium się tak zaczynało - spadek, pomoc państwa, działalność quasimafijna. Gadanie o ciężkiej pracy to bzdury dla frajerów.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Autorytet

w Hydepark

15piorunów

Czytam sobie ostatnio książkę o Markizie de Sade. Ciekawa postać, od którego pochodzi słowo sadyzm. Z jednej strony kontrowersyjny pisarz i libertyn, a z drugiej strony, o czym coraz częściej się mówi także ciekawy filozof, który prawdopodobnie był najbardziej konsekwentny co do kwestii śmierci idei Boga w zachodniej kulturze. Nawet Nietzsche nie był prawdopodobnie tak radykalny jak on. Znany jest cytat Dostojewskiego „Jeżeli Boga nie ma, to wszystko jest dozwolone”. Gdy większość oświeceniowych i późniejszych filozofów starała się mimo wszystko zachować moralność chrześcijańską pomimo propagowania laicyzacji społeczeństwa to Markiz de Sade dzielił ludzi na dwie kategorie. Na sadystyczne potwory i ofiary. Jego zdaniem człowiek wykształca swój charakter już od lat najmłodszych i później wbrew oświeceniowej idei nie da się go specjalnie zmienić.

W tym sensie, jeśli ktoś ma być ofiarą to już nim zawsze będzie. Na szczycie, więc hierarchii społecznej byłyby, więc jednostki suwerenne, zdolne do okrutnych zbrodni nieograniczanych przez moralność, dla których inni ludzie byliby niczym więcej niż narzędziami wykorzystywanymi dla ich własnej rozkoszy. Drugi człowiek miał być jedynie albo ofiarą gwałtu, a końcowo i morderstwa, albo wręcz stanowić źródło pożywienia, bo praktyki kanibalistyczne też były przez niego w jego książkach opisywane. Odrzucenie Boga było, więc aktem największego potwierdzenia suwerenności każdego praktykanta libertynizmu. To jednak nie miało się dokonywać jedynie poprzez słowo, ale także poprzez czyn, który im bardziej bluźnierczy był, tym lepiej.

Ostatecznie skończyło się na tym, że zachodnie społeczeństwa przywiązały się do konceptu umowy społecznej. Ta jednak była bardziej krucha, niż mogłoby się wydawać. Dowodem na to były narodziny różnego rodzaju totalitaryzmów w 20 wieku, gdzie jednostka była traktowana przez władze jak zwykły śmieć i poddawana różnego rodzaju upodleniom. Czym w końcu były obozy koncentracyjne czy gułagi jak nie praktyką znęcania się silniejszego nad słabszym? W końcu, gdy nastał 21 wiek, a żelazna kurtyna upadła nastał ponownie czas optymizmu i ogłoszono nawet koniec historii. Dziś widać, że były to nic więcej, jak pobożne życzenia. Współczesne czasy są wyjątkowo niespokojne. Wojna na Ukrainie, sytuacja w Gazie, czy nawet obecnie rozwijający się konflikt między Indiami a Pakistanem tego dowodzi. Do tego następuje silna polaryzacja społeczna i wzrost popularności skrajnej prawicy na zachodzie. W takim chaosie często najlepiej radzą sobie właśnie ci, którzy są najbardziej bezwzględni. Kościół pod tym względem słusznie obawiał się zanikiem wiary i wpływem tego na moralność społeczną.

Kompan

w Nauka

24piorunów

Świadomość, efekt Mandeli i déjà vu – jak mózg tworzy naszą rzeczywistość

Czym jest świadomość? Dlaczego czasem mamy pewność, że coś „już było”? I skąd tylu ludzi pamięta rzeczy, które nigdy się nie wydarzyły? Analiza zjawisk takich jak efekt Mandeli, déjà vu i iluzje pamięci – z perspektywy neurobiologii, psychologii i filozofii umysłu.

Gruba ryba

w Hydepark

3piorunów

Hłe, hłe.

Podstawowym defektem charakteru kobiety jest brak poczucia sprawiedliwości. Wynika to przede wszystkim z braku racjonalności i zdolności do refleksji, ale jest wzmocnione przez fakt, że jako płeć słabsza, są one zmuszone polegać nie na sile, ale na przebiegłości: stąd ich instynktowna subtelność i ich nieusuwalna skłonność do kłamstwa: ponieważ tak jak natura wyposażyła lwa w pazury i zęby, słonia w kły, dzika w kły, byka w rogi, a mątwę w atrament, tak wyposażyła kobietę w moc udawania jako środek ataku i obrony i przekształciła w ten dar całą siłę, jaką obdarzyła mężczyznę w postaci siły fizycznej i mocy rozumowania. Udawanie jest więc w niej wrodzone i w konsekwencji można je znaleźć u kobiety głupiej niemal tak często, jak u mądrej. Korzystanie z niego przy każdej okazji jest dla niej tak naturalne, jak dla zwierzęcia korzystanie ze środków obrony, gdy jest atakowane, a gdy to robi, czuje, że w pewnym stopniu po prostu korzysta ze swoich praw. Całkowicie prawdomówna kobieta, która nie praktykuje udawania, jest być może niemożliwa, dlatego kobiety tak łatwo dostrzegają udawanie innych, że niewskazane jest podejmowanie prób z nimi. – Ale ta podstawowa wada, którą, jak powiedziałem, posiadają, wraz ze wszystkim, co się z nią wiąże, daje początek fałszowi, niewierności, zdradzie, niewdzięczności itp. Kobiety są winne krzywoprzysięstwa znacznie częściej niż mężczyźni. Można mieć wątpliwości, czy w ogóle powinno im się pozwalać na składanie przysięgi.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Autorytet

w Hydepark

4piorunów

Idealna forma istnienia to forma kuli. Chciałbym przenieść swoją świadomość do robota w kształcie lewitującej kuli. Wtedy dopiero stałbym się istotą doskonałą.

 

Pokaż więcej komentarzy (3)

Autorytet

w Hydepark

10piorunów

Kilka słów o fałszywej racjonalności wyceny wartości pracy i produktu w kapitalizmie

Liberałowie krytykują ideę wartościowania samej pracy jako pracy, a nie w oparciu o jakość produktu który jest wytwarzany. Nie zauważają, że to w ramach samego kapitalizmu praca robotnika zaczęła być traktowana jako towar podlegający wycenie. W warunkach produkcji przemysłowej wartości poszczególnych robotników jak i produktów i tak podlegają uśrednieniu. Robotnik który pracuje dużo bardziej aktywnie od innych może w najlepszym razie liczyć na premie co nijak ma się do zysków jakie zgarnia burżuj. Problemem jest też sama ocena wartości towaru który jak to zauważył Marks ma charakter pieniężny, a więc ilościowy (abstrakcyjny). Użytkowa wartość towaru schodzi więc na dalszy plan.

W dzisiejszych czasach panowania spektaklu i symulakrów użytkowa próba mówienia o użytkowej wartości towarowej ma jeszcze mniej sensu niż w czasach gdy nastała epoka przemysłowa. Nie chodzi tu jednak tylko o to, że wadliwe produkty sprzedaje się masowo w ładnych opakowaniach lecz, że sama użyteczność produktów nie ma już dla potencjalnego konsumenta dużego znaczenia. Dobry przykład stanowią towary luksusowe których wartość użytkowa, a nawet i estetyczna może być bardzo niska, ale i tak są one uznawane za niezwykle drogie. Innym przykładem są buty sportowców albo woda w której kąpała się jakaś influencerka sprzedawana po ogromnych cenach. W takich sytuacjach mówienie o jakieś racjonalności kapitalizmu w sposobie alokowania czasu i środków i obiektywnej wyceny wartości towarów okazuje się być zwykłą bzdurą.

  

Pokaż więcej komentarzy (19)

Gruba ryba

w Stoicyzm

7piorunów

jeżeli masz dostatecznie dużo pieniędzy żeby inwestować, a nie jesteś szczęśliwy, to więcej pieniędzy szczęścia Ci nie da

Lider4piorunów

Chcialem zauwazyc, ze kazdy ma dostatecznie duzo pieniedzy, zeby inwestowac

Gruba ryba1piorunów

@bartek555 rzeczywiście, można próbować takiej krytyki. Co więcej - zgadzam się z tym co powiedziałeś, technicznie zawsze możesz.

Chodzi mi bardziej o sytuacje praktyczna - masz gdzie mieszkać, co jeść, dostatecznie często zaznawać relaksu, cokolwiek dla Ciebie znaczy relaks i cokolwiek rozumiesz przez „dość czego”.

I jak już zarabiasz tyle pieniędzy i w taki sposób, ze „chciałbyś spędzić jeszcze jeden dzień w swoim życiu”, ze nie pracujesz żeby spełniać swoje zachcianki, tylko pracujesz z jakaś abstrakcyjna myślą „kiedyś będę na emeryturze i wtedy TEŻ chciałbym komfortowo żyć”, to masz juz pieniędzy dostatecznie dużo i więcej nie wpłynie mocno na poziom zadowolenia z życia.

Stąd moje twierdzenie, ze jeśli inwestujesz z myślą „dorobię się na inwestowaniu i wtedy będę żył komfortowo” to za wcześnie zacząłeś inwestować w instrumenty finansowe i powinieneś to inwestować w siebie - zwiększać pozyskiwany kapitał i poddać się „lifestyle inflation” do ZADOWALAJĄCEGO CIĘ poziomu.

dziekuje za to pytanie, pozwoliło mi bardziej rozwinąć myśl :man-bowing: daj znać jeśli z czymś się nie zgadzasz, niskich fal życzę :kissing_heart:

Pokaż więcej komentarzy (9)

Kompan

w Nauka

5piorunów

Od Świadomości do Kosmosu: Jak Twoje „Ja” Spina Wszechświat

Wyobraź sobie, że budzisz się pewnego dnia z nieodpartym wrażeniem, że świat wokół ciebie nie jest zupełnie niezależny od ciebie. Czy kiedykolwiek czułeś się, jakbyś był tylko pasażerem na pokładzie pędzącej rzeczywistości – obserwatorem, który nie ma wpływu na bieg zdarzeń?