LubieprawiczkowDebiutant
0piorunówX Widzę, że część z Was uznała tę historię za wymyśloną. Powiem tak: nie mam lekkiego pióra, więc jeśli komuś moje wypociny dostarczyły materiału do pośmiania się, to przynajmniej jakiś pożytek z mojego grafomaństwa...
Przecież wiem, gdzie piszę. Nie przychodzę tu z oczekiwaniem, że wszyscy będą kiwać głowami z przejęciem i traktować każdą moją opowieść jak relację świadka koronnego. Nie zamierzam nagle udawać, że nie znam tej konwencji tego portalu tylko dlatego, że tym razem to moja historia znalazła się na tapecie.
Opowiedziałam anegdotę, bo mnie samej bawi jej absurdalność pewnego okresu w moim żyćku. A że przy okazji wyszedł mi przydługi wywód z dygresjami, to już osobna przypadłość.
Zresztą, nie ma co się nad tym rozwodzić. Szkoda tylko, że ja musiałam się tyle naprodukować, żeby ostatecznie zostać posądzoną o pisanie fikcji. Następnym razem chyba ograniczę się do trzech zdań, chociaż znając mnie, i tak skończy się na siedemnastu dygresjach. Dobra, koniec tego grafomaństwa, bo jeszcze ktoś pomyśli, że szykuję drugi sezon.
Sayonara, dont stap, keeeen du jiiiit.












