npnptcnAutorytet
0piorunówSezon w mojej firmie powoli dobiega końca, ostatnie bieganiny, ostatnie wysyłki, ostatnie pilne zakupy pojedynczych pierdół. Ja już głównie zajmuję się liczeniem pieniążków hehe..... nie. Księgowymi sprawami, przelewami, bo rzecz jasna terminy nie obowiązują mnie i już mi płaczą wszyscy.
W każdym razie, jeszcze jest sraka, gwar, jestem zmęczony jak jasny wuj. Nawet nie zmęczony, wycieńczony, zniszczony.
A i tak już wiem co będzie za kilka dni. Bo tak mam zawsze. Wszyscy dostają wolne na 2 tygodnie, będzie cisza i spokój.
Powinienem odpoczywać i odpoczywać będę, ale będę wchodził na zakład, rozglądał się i siedział jak ten Escobar.
Bo w trakcie tego nawału pracy - nienawidzę tego, chcę już skończyć, mam dość. Ale ledwo się skończy, wyśpię się, podjem i jakieś dziwne rzeczy się dzieją xD Bo wpadło się w tryb pracy, w tryb tego stresu, gwaru, kłótni, śmiechu, ogólnie całego spektrum emocji i całodobowej walki. Że nagłe odcięcie i ten spokój, jest jakiś... niepokojący? Smutny nawet? Tęskny? Przez jakiś czas autentycznie mi brakuje tego, jakbym coś stracił. A po dwóch tygodniach jak wrócą, to się wkurwiam, że wrócili, bo się już przyzwyczaję do spokoju, a znowu trzeba ogarniać im pracę, żeby mi nie nabijali godzin dłubiąc w nosie - a mi się już odechciało.
Co za po⁎⁎⁎⁎na rzecz ten umysł xD










