@wonsz @yoowki Na jednym z pierwszych wspólnych spływów, gdzie nie było totalnie żadnej organizacji tylko pomysł "Hej, spłyńmy sobie rzeką!", nikt nie dowodził, nie wszyscy mieli jakiekolwiek doświadczenie czy chociażby świadomość jak się pływa ;P
Dwóch nam się urwało przodem i przegapili punkt zbiórki - musiałem za nimi popędzić i zatrzymać bo słabsi już nie dawali rady.. Dopłynąłem do nich, zatrzymałem no i czekaliśmy aż się wszyscy zgrupujemy..
Po około godzinie czekania okazało się, że jednego Tomeczka ciągle nie ma i nikt nie został żeby mu pomóc.. Rozdzieliliśmy się i próbowaliśmy nawoływać z brzegu, ale mokradła nam zaraz odcięły drogę więc wsadziłem dupę w kajak i dawaj pod prąd.. A ten był wtedy bystry, po intensywnych opadach..
Cofaliśmy się w dwóch z kumplem przez ponad godzinę żeby zobaczyć tylko wystającą ponad wodę rufę kajaka i nikogo w pobliżu. Zaczęliśmy drzeć mordy i na szczęście kolega się znalazł, stał na łące i szukał zasięgu albo jakichkolwiek zabudowań. Na szczęście nic mu się nie stało, ale sam by prędko tego kajaka nie wyciągnął, męczyliśmy się w trzech bo nie było gruntu, a prąd napierał na kajak i dociskał go do obalonych kłód.
Od wtedy bezwzględnie ja rządzę i nie toleruję niewykonywania poleceń, nawet tych błahych kiedy zarządzam postój, albo ustalam szyk płynięcia (staram się nie narzucać, ale są momenty kiedy to robię) - nawet na teoretycznie niegroźnej rzece chwila nieuwagi, brak umiejętności czy po prostu błąd - może się przerodzić w niebezpieczną sytuację - a bez zasięgu i bez dojazdowych dróg ewentualne wzywanie pomocy też jest mocno problematyczne.