Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#nostalgia

Fanatyk

w Hydepark

106piorunów

raczej nie

Wczoraj przy okazji pewnego wpisu na hejto przypomniały mi się jugosłowiańskie budy, które w latach 90. służyły w naszym kraju za sklepy, kioski, bary itd.

K...a nie ma chyba drugiego typu "budynku", który bardziej przywoływałby w mojej pamięci klimat lat 90. i tę chujozę, która wtedy panowała w przestrzeni publicznej. Za każdym razem, gdy widzę, jak się to fachowo nazywa, Kiosk K67 przypominają mi się gównohamburgery, smak ketchupu o konsystencji wody, fajki sprzedawane na sztuki i wszechobecna bylejakość, to że wszystko się trzymało na ślinę i plastelinę i że "jakoś to będzie", że jak śpiewał zespół Elektryczne Gitary "przewróciło się niech leży".

W moim rodzinnym mieście w takiej budzie mieścił się bar z hamburgerami i hot-dogami o cudownej nazwie będącej esencją tamtych lat, mianowicie "Speed Food". Pamiętam te budy chyba ze wszystkich miejsc w których jako dziecko czy nastolatek bywałem. Sprzedawano z nich jedzenie, prasę, papierosy, artykuły spożywcze. Gdzieś w necie widziałem nawet taką budę z napisem Sex Shop. Stały i straszyły. Póki taka bua była nowa, to jeszcze jakoś wyglądała, ale po 2-3 latach wszystkie wyglądały, jak kontener śmietnikowy tyle, że wyposażony w okienko i z człowiekiem w środku.

Gruba ryba8piorunów

noooooo tego w Poznaniu stało pełno. Przy Moście Teatralnym też stało. A jakże, poszliśmy z kumplami na "hotdogi". Skończyło się sraką u jednych, rzyganiem u drugich :grinning:

Fanatyk5piorunów

@WatluszPierwszy Pamiętam ja masa tych bud stała na Placu Konstytucji w Default City a w każdym chińskie żarcie. Niby smaczne było, ale nigdy nie miałeś pewności czy nie jesz gołębia albo czy Cię nie pogoni na następny dzień.

Pokaż więcej komentarzy (57)

Kompan

w Dyskusje

10piorunów

Tl;dr: jest cos takiego jak impro, nie musi być komediowe i chyba powoli w Polsce zaczyna umierać (a na pewno hamuje).

Przeglądałem ostatnio zapytania w google do jednego ze swoich hobby (od 2013 roku) i widać powoli, ze zainteresowanie zaczyna spadać... Stąd ten wpis. (Nie jest to reklama.)

Jest taka niszowa sztuka zwana impro/improwizacją sceniczną/komediową - (tutaj można to rozróżniać a wręcz powinno sie ale nie o tym tutaj).

Słyszał ktoś o czymś takim?

Ogólnie ma to charakter raczej hobbystyczny i nieprofesjonalny, nie licząc kilku grup w wiekszych miastach bądź osób robiących warsztaty - coś co działa trochę jak kursy tańca ale bez tańca 😅. Ale raczej można policzyć na palcach jednej ręki ludzi, ktorzy się byli by w stanie utrzymać tylko z tego.

Może kojarzycie Whose Line Is It Anyway? Amerykanski show ultra komediowego impro. (A tak naprawdę spin-off brytyjskiego show które powstało z... audycji radiowych o tej samej nazwie!)

Ten program przywiał i rozpropagował improwizację w Polsce z 15 lat temu, choć niestety właśnie wyłącznie w formie skrajnej komedii, gdzie często postacie i sytuacje są skrajnie karykaturalne.

Oczywiście jest wiele innych podejść, choć mniej popularnych i jak impro genialnie nadaje sie do komedii to twierdzenie, ze jest tylko do tego to twierdzenie, że jak kręcić filmy to mozna tylko komedie... Ale cóż zrobić z ludźmi co boją się przecierać nieznane szlaki. I nie oszukujmy się, też specyficzne osoby pchają się na scenę a śmieszność to dla wielu zewnetrzny wyznacznik ich wartości. Choć można to też robić całkowicie zdrowo i z dystansem do siebie.

Improwizacja sceniczna może być jak najbardziej wciągająca, mieć długie wielowątkowe fabuły , być realistyczna/prawdopodobna, wzbudzać wiele uczuć i refleksji. I śmiechu też.

Są też takie formy (niszowe w Polsce) jak np. teatr playback ktory jest na granicy psychodramy i improwizacji scenicznej - polecam, choć bywa też grubo i warto mieć to na uwadze, bo historie dobrowolnie brane od osoby z publiki ktora sama sie zgłosi może być czasami calkiem traumatyczna.

Czy warto w improwizacje?

To zależy.

Jeśli szuka się miejsca gdzie jest szansa na swobodne wygłupianie się, ale też swobodny wyraz w akceptujacych warunkach... To... Zależy jak się trafi, bo po pierwszym dobrym wrażeniu często jest skręt w stronę tzw. "zasad impro" (ktore każdy ma inne i rozumie inaczej i najczęściej nie widzi w nich oksymoronicznej natury) i prędzej czy później skręca się z akceptacji w oceniania czy było źle (bo nie wyznacznikami co było dobrze to się ludzie tu raczej nie zajmują 😅).

Nie prowadzę obecnie żadnej działalności warsztatowej czy eventowej w tym zakresie. Przez kilka lat robiłem tzw dżemy/openy gdzie kto chciał mógł wejść na scenę ale wypaliłem się. Zeobilem tez kilka dluzszych warsztatow z dlugich form z dekade temu. Założyłem i prowadzilem grupę impro, bylem potem czlonkiem a nawet i liderem w innej. Krotki i dlugie formy, z czym obecnie prawie wyłącznie dlugie. Wciąż występuję - obecnie głównie gościnnie z innymi grupami przed małymi publicznościami rzędu 30-50 osób. W tym roku juz mam z 7 takich występów za sobą.

Czy warto pisać o tej niszy, gdzie najwiekszym żartem jest stwierdzenie, że można na tym zarobić? Może i nie. Ale jest to ciekawa alternatywa dla sportu i tańca gdzie jest szansa na poćwiczenie wielu scenariuszy z życia codziennego.

Może to jednak potencjalnie ciekawe jak wygląda coś takiego od zaplecza. Kto wie.

i bo tak czujem

Fanatyk1piorunów

@b905@b905 o kurde, to mi przypomniałeś. Jakoś wczasach późnego liceum (lata 2000-2001) spotykałem się krótko z dziewczyną która się w to bawiła. Później mój kumpel na studiach też miał zajawkę na impro. Myślałem, że to już umarło.

Sum1piorunów

@b905 Nie zdziwię się jeśli spora część zainteresowanych improwizacją przeszła do papierowych RPG. Tam, zależnie od stołu bardziej lub mniej, ale zawsze typowa improwizacja jest ceniona. A rpgi razem z planszówkami w ostatnich latach wyszły z dziedziny typowo nerdowskich zainteresowań.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fanatyk

w Hydepark

19piorunów

Dziś w udajemy się do wsi Sieraków Śląski w województwie śląskim. Stacja ma kategorię dworca lokalnego i do 2002 roku funkcjonowała pod nazwą Sieraków. Stację w tej wiosce uruchomiono już ponad 140 lat temu. Pełna elektryfikacja linii kolejowej na której leży Sieraków przeprowadzona została w 1972 roku, co wiązało się z przebudową dworca. Dobudowano wtedy bezpośrednio do ściany budynku stacyjnego nastawnię. Do roku 2012 na stacji działała jeszcze kasa biletowa. W okresie PRL-u miejsce to tętniło życiem łącząc mieszkańców z pobliskimi miastami. Wielu mieszkańców Sierakowa pracowało w pobliskich miasteczkach - Lublińcu, Oleśnie czy Kluczborku ale też w aglomeracji śląskiej i codziennie wsiadali i wysiadali na tej stacji w drodze do i z pracy. Dziś dworzec jest raczej opustoszały. Bywa, że ze dwa razy w roku jadę pociągiem przez Sieraków i wsiadają tam może 2-3 osoby a czasami nikt. Lubię tę małą wiejską stacyjkę. Jako dziecko wielokrotnie mijałem ją w drodze na jakieś rodzinne wypady. Lubię patrzeć na ten mały budynek obok którego stoi czasami oparty rower, wysiada jakaś babcia czy dziadek z siatką zakupów "z miasta" a wokół jest typowo wiejski klimat.

Źródło zdjęcia: Ogólnopolska Baza Kolejowa

Autorzy: Przemysław i Aleksandra Król

Rok: 2012

Lider

w Komiksy

34piorunów

Powrót do czasów dzieciństwa i ulubionego bohatera

Pokaż więcej komentarzy (21)

Fanatyk

w Hydepark

17piorunów

Często mówię "jestem po⁎⁎⁎⁎ny i o tym wiem" i dałem się poznać zapewne kilku osobom na hejto, jako miłośnik nie tylko punk rocka i książek oraz kibic Polonii Warszawa, ale też miłośnik dworców i wszelkiej zabudowy okołodworcowej 😉 Tym samym zapraszam do nowego tagu

Dlaczego niecodzienny? Bo nie mam czasu, by codziennie wyszukać fajny dworzec lub przystanek kolejowy. Poza tym do każdego zdjęcia chciałbym dopisać coś od siebie. Fotografie pochodzić będą przede wszystkim z Ogólnopolskiej Bazy Kolejowej z podaniem ich dokładnego źródła. Będą to zdjęcia głównie z lat 80., 90. i wczesnych lat po roku 2000.

Dziś dworzec w Kluczborku w woj. opolskim. Stacja ta ma kategorię dworca regionalnego i powstała w 1860 roku.

DO tego dworca mam ogromny sentyment. Wielokrotnie przyjeżdżałem do Kluczborka na koncerty czy wypady z kumplami na piwo i po to by powłóczyć się bez celu. Bywało, że przyjeżdżałem na ten dworzec tylko po to, by posiedzieć w dworcowym barze i poczytać książkę.

Fotografia autorstwa Piotra Pyrkosza

Rok 2005

źródło: https://www.bazakolejowa.pl/

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Hydepark

32piorunów

HATOR HATOR HATOR

Na mojej liście "życzeń ściętej głowy" jest, żeby zrobili remake serialu "7 życzeń". Ale tak 1:1. bez zmiany fabuły. jeśliby tylko poprawili FXy i umiejscowili w naszych czasach. Ale bez zmiany soundtracku i scenariusza. Oczywiście, wiem, że pewnie by to spierdolili, ale no jednak jakieś jedno z siedmiu życzeń mam (° ͜ʖ °)

https://www.youtube.com/watch?v=RegZhMzTc9E

Lider3piorunów

@Klamra kilka miesięcy temu wróciłem do tego serialu i strasznie się zdziwiłem, że kot jak mówił, to było takie poklatkowe zestawienie zdjęć. Absolutnie inaczej to zapamiętałem. Nie mniej jednak, fajnie by było zobaczyć nową, nie spierdoloną wersję.

GURU2piorunów

@Klamra

"7 życzeń".

Wiesz co najbardziej pamiętam z tego serialu? Nie tą nędzná kukłę kota, tylko koniec, gdzie on jest z powrotem człowiekiem, i podjeżdża "wypasioną" furą pod dom Adasia, a to jakiś zwykły jaguar był, ale dla nas polaków biedslaków to był mega luxus i bogactwo.

Pokaż więcej komentarzy (19)

Osobistość

w Hydepark

64piorunów

Dwa światy (1995)

Gruba ryba5piorunów

Ostatnio oglądałem pierwszy raz bo byłem team "Tajemnice Sagali" (czy jakoś tak xd) i no był to cringe ale czego się spodziewałem po tylu latach xD

Gwiazdor3piorunów

Szkoda było kończyć chorować jak się oglądało i trzeba było do szkoły wrócić 😅Jeden świat był kręcony w okolicach Ojcowa (wiadomo który 😉)

Pokaż więcej komentarzy (9)

Osobistość

w Komputery

12piorunów

Mialem plan przeinstalowac windowsa na kompie i dzis poczułem sie staro 😒

DOS > Windows 3.11 > Windows 95 > Windows 98 > Windows 98 SE > Windows ME > Windows Millennium Edition > Windows 2000 > Windows XP > Windows Vista > Windows 7 > Windows 8 > Windows 10

i rownolegle na drugim kompie:

Freesco > Zipslack > Slackware > Gentoo > KateOS > Debian > KateOS > Ubuntu

i na telefonie

Palm OS > WinCE > Symbian > Windows Mobile > Windows Phone > Android > LineageOS

i siegając pamiecia to najwiekszą rewolucją dla mnie byl chyba android kiedy wszedl na telefonach, bylo to powiazane z fajnie zrobionym interfejsem sterowanym palcami

natomiast najlepiej/najdłuzej uzywalo mi sie win7

najbardziej problematyczny windows 98 SE, do tego stopnia ze zdarzalo sie instalowac go po 5 razy dziennie bo jakies sterowniki wyburaczaly caly OS i uniemozliwaialy bootowanie, kod aktywacyjny przez wiele lat znałem na pamięć... teraz juz nie pamietam

do maca mialem zawsze jakies wewnetrzne obrzydzenie, nie wiem czemu ale chyba nigdy sie nie przekonam

najwieksza strata technologiczna jako wynik ewolucji hardweru to rezygnacja z portu jack 3.5mm w telefonach

najwiekszy win<>win w technologii komputerowej to wyparcie napedów floppy przez "pendrajwy"

Fanatyk0piorunów

@bucz - w końcu my Linuksiarze możemy wychodzić z rackowej szafy (czy piwnic) na niespecjalistycznym portalu bez ryzyka wyśmiania - nastał prawdziwy rok Linuksa.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Fanatyk

w Hydepark

27piorunów

Siedzę w robocie i przeglądając materiały do raportu jak zwykle moje myśli ADHD-owca krążą w kosmosie. Dzięki temu jak zawsze pojawiają się w głowie niepotrzebne nikomu bzdury. Tym razem przypomniało mi się o myspace.

Myspace zdechło i chyba żadne próby reanimacji już tego trupa nie wskrzeszą. Nie ma to zresztą żadnego sensu w czasach, gdy Grażynki 50+ opanowały Facebooka, Instagram zalewa fala nikomu niepotrzebnych rolek a małolaty mają idoli z TikToka. Jednak w czasach w których jeszcze były czasy a w internecie szukało się filmików ze śmiesznymi kotami rządził myspace. Ja dowiedziałem się o tym serwisie dość wcześnie. Wystartował w 2003 i chyba wtedy założyłem tam konto. Co ciekawe powiedział mi o myspace koleś z punkowego forum 😉 Dość szybko nałapałem tam znajomych, bo sporo osób klepało tam po prostu opcję "zaproś" dość przypadkowo. Miało to swoje plusy, bo tak np. zacząłem pisać wiadomości z dziewczyną z USA, która podesłała mi sporo fajnej muzyki. Zresztą muzyka była siłą myspace. Od cholery zespołów promowało się przez swoje profile. Bywało, że spędzałem sporo czasu przeklikując się od jednego muzycznego profilu do drugiego. Niestety myspace dawał też możliwość ingerowania w kolor profilu, czcionkę a nawet pozwalał na wstawianie muzyki tak, by grała w tle. Użytkownicy a szczególnie damska część polubili te opcje. Powodowało to "zamulanie" takiego profilu i wkurwienie użytkownika, która akurat chciał np. do danej osoby napisać. Myspace zaczął zdychać po kilku latach, ale czasami za nim tęsknię. Na prawdę pisałem wtedy z masą ludzi głównie z USA i fajnie było dostawać linki do muzyki, zdjęcia z miast w których pewnie nigdy nie będę itp.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Dyskusje

152piorunów

Niedługo mój syn dowie się co to prawdziwe, męskie LEGO. Mam nadzieję że po tym doświadczeniu doceni zachodnią technologię 😂

Fakt, dało się poskładać modele ze zdjęć, ale jakakolwiek próba uruchomienia mechanizmu kończyła się wygięciem czegoś. Kiedyś to były czasy teraz to nie ma czasów 😉

Osobistość52piorunów

Przypomniałeś mi paluchy pokaleczone od obmykajacego się śrubokręta :smiley: Tak właśnie wychowuje się dzieci w nienawiści do śrubek na płaski śrubokręt

Pokaż więcej komentarzy (10)

Osobistość

w Hydepark

22piorunów

uwaga tęsknię za... lockdownem 🙃 co prawda dostałem wtedy kilka (5? może 6) mandatów za brak maseczki i wchodzenie do parku we Wrocławiu, ale żadnego nie przyjąłem i... k⁎⁎wa nic się nie stało, bo żadna sprawa w sądzie o te mandaty się nie odbyła. a było tak fajnie - w dzień cisza, spokój, zero korków, puste tramwaje. a w nocy nielegalne rejvy na 500 osób w transfo 😎

Osobistość4piorunów

Coś w tym jest. Nagle wszyscy znajomi zaczęli mieć czas jak za dawnych lat. Grało się w Northgard i Civkę z ziomeczkami i nikomu nie było na to szkoda czasu.

Lider2piorunów

Zwiedziłem cale zachodnie mazury w ta i w tamtą, chile przed covidem odpadla ode mnie pijawka zwana ex, hotele pozamykali to nam placili calkiem ok hajs, fajno bylo.

Pokaż więcej komentarzy (27)

Fanatyk

w Hydepark

51piorunów

Dziś z (tfu) rosyjskiego. Jednak, ja nie o tym. Wszystko, co związane z maturami zmierza do końca. Trzeba postawić sobie pytanie "kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?" a w zasadzie powinni to zrobić maturzyści i to już dużo wcześniej niż teraz. Jeśli ktoś tego jeszcze nie wie, to pewnie słyszy od rodziców "to już ostatni dzwonek, byś się nad sobą zastanowił". A jak Wy Tosie i Tomki? Wiedzieliście kim chcecie być, dokąd iść, co począć, gdy mieliście te 18-19 lat? Ja nie wiedziałem. W moich czasach po maturze trzeba było zdawać egzaminy na studia. Po linii najmniejszego oporu złożyłem papiery na filologię polską i politologię. Na polonistykę koncertowo oblałem, bo egzamin pisemny składał się głównie z pytań z gramatyki a poza tym nie ukrywam, że kompletnie się nie przygotowywałem. Dostałem się za to na politologię na Uniwersytet Śląski, co wywołało totalny entuzjazm mojej mamy. Chyba pierwszy raz w życiu powiedziała mi, że jest ze mnie dumna. Kolejny raz była tak szczęśliwa jak się mój starszy syn urodził 😉 No i to by było na tyle... pamiętam, ze czułem, że odwaliłem swoje i mam teraz wakacje do października i mogę się tarzać po trawie (i nie tylko) z moją dziewczyną, pić piwo z kumplami, jeździć na koncerty, spać do południa. Czułem się jakbym wygrał mecz w ostatniej minucie doliczonego czasu.

Fanatyk2piorunów

@WatluszPierwszy ja składając papiery do średniej już widziałem co chcę i co będę robił.

Matura nie była żadnym wyznacznikiem, dlatego jej nie zrobiłem. I tak jakoś się żyje i pracuje w wyuczonym zawodzie od 12 lat.

Pokaż więcej komentarzy (20)

Fanatyk

w Hydepark

34piorunów

- Co pan będzie robił, jak będzie awaria w pracy?

- Będę spamował?

- Ale gdzie?

- Na hejto.

Więc spamuję. Pierwsze razy... oczywiście moje. Czekam na wasze Tosie i Tomki.

* pierwszy papieros - z dwoma szkolnymi łobuzami Adamem i Grześkiem. Chyba w piątej czy szóstej klasie. Siedzieliśmy w krzakach przy boisku szkolnym i jarali fajki, które Adam ukradł ojcu. Czułem się, jak idiota. W kucki, za krzakiem ze śmierzącymi dłońmi. Później nie zapaliłem aż do trzeciej klasy liceum. Dziś nie palę od chyba 20 lat.

* pierwszy alkohol - piwo na wycieczce szkolnej w piątej klasie. Wszystko się wydało i była afera. Uniknąłem konsekwencji, bo kumpel z klasy Jacek upił się do nieprzytomności i ściągnął sobą całą uwagę nauczycieli.

* pierwszy pocałunek - z koleżanką z klasy. Miałem jakieś 10-11 lat. Dziewczyny wymyśliły jakąś zabawę, gdzie jednym z wyzwań był pocałunek.

* pierwszy wypad bez rodziców - kumple z klasy. Chyba końcówka podstawówki. Pojechaliśmy do sąsiedniego miasta pociągiem i włóczyliśmy się cały dzień.

* pierwsza bójka - chyba trzecia klasa podstawówki z moim najlepszym kumplem Marcinem. Laliśmy się po lekcjach przed szkołą. Rozdzieliła nas... moja babcia, która tego dnia postanowiła przyjść i odebrać mnie z lekcji mimo, że nigdy tego nie robiła.

* pierwszy koncert - lokalne zespoły metalowe grały w MDK. Pamiętam do dziś. Miałem chyba 12 lat. Mama pozwoliła mi iść. Poszedłem oczywiście z Marcinem (tym z którym pierwszy raz w życiu się biłem). Miałem wrócić o 21.00 a przyszedłem chyba dobrze po 23.00. Pełno ludzi, wszędzie smród potu i alkoholu. Wtedy się dowiedziałem, że muzyka i koncerty, to jest mój świat.

* pierwsza dziewczyna - Ola w szóstej klasie. Spędzaliśmy razem każdą przerwę a po lekcjach dzwoniliśmy do siebie i nabijali rodzicom rachunki telefoniczne.

* pierwsza poważna książka - "Pięć lat kacetu" przeczytana latem 1997, gdy w Polsce szalała powódź.

Gruba ryba1piorunów

Pierwszy (i jedyny) papieros - miałem jakieś 10 lat, sąsiad urządzał ognisko na działce. Mój fatrowski, nałogowy jaracz od 17. roku życia, nawiązał rozmowę:

-Synu, ile ty masz właściwie lat?

-10.

-Palisz?

-Nie tato, nie palę.

-Nie kłam, palisz.

-Nie palę.

-Dobra, to masz, pierwszego zapalisz przy mnie. Potem możesz se iść popalać za garażami, nie będę zły.

Podał mi odpalonego Extra Mocnego bez filtra, bo wtedy takie jarał. Procedurę doskonale znałem z widzenia, więc zaciągnąłem się, prawie wyrzygałem płuca i nigdy więcej nie zapaliłem ani kawałka szluga, nawet takiego wesołego. Nauka przez zabawę, wszyscy śmiali się i dokazywali.

Pierwszy alkohol - jakoś w wieku 12 lat pojechałem na kolonie do Czech. Najgłupszy z pokoju (było nas w nim 5 czy 6) namówił starszych chłopaków, żeby kupili nam dwa piwa, a ci złośliwcy wzięli jakieś 10 czy 12% czeskie wersje Rompera, Volta czy innego żulowego zajzajeru. Rozpiliśmy w sumie jedną butelkę na cały pokój, połowa załogantów rzygała całą noc, oczywiście facetka się kapnęła. Wtedy najbardziej charyzmatyczny z bandy gnojków przekonał ją, że to zatrucie niedogotowanymi ziemniakami ze stołówki, więc poszła i opierdzieliła kucharzy jak archanioł diabła.

Piwo z większą świadomością (i już nie jakieś turbomocne szczyny-ogłuszacze) zacząłem pić dużo później, jakoś mając 17 czy 18 lat.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Hydepark

47piorunów

Zobaczyłem to zdjęcie i aż mi się siarka odbiła :grinning:

Prawie co do dnia, 19 lat temu pewien użytkownik tego portalu wypił całą taką butelkę, a kilka godzin później zwymiotował w przedpokoju, budząc przy tym śpiącego ojca… Nie będę mówił, kto dokładnie, ale podpowiem, że ten osobnik ma Wolverine’a w avatarze…

Macie jakieś swoje wspomnienia z tą ambrozją? A może gustowaliście w czymś innym?

Lider5piorunów

@onlystat Kiedyś były klasyczne mózgojeby, czyli woda, farbka, spiryt i aromat i jakoś to było do wypicia. Za stary jestem na picie tych cudów w plastiku, ale jak miałem okazję spróbować to od samego zapachu robiło się niedobrze. I zastanawiam się czy z tego wyrosłem, czy to po prostu stało się taką podłą chemią.

Pokaż więcej komentarzy (41)