Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#odchudzanie

Lider

w Hydepark

70piorunów

Jako, że jeden etap mojej pracy nad sobą uważam za zrealizowany zrobię małe podsumowanie- głównie dla siebie.

Zaczynałem z wagi ok. 107 kg, ale na początku roku, gdy spędziłem prawie dwa zimowe miesiące w domu bez pracy, udało mi się (super sukces mordo) wbić nawet 111 kg.
Myślę, że za początek mojej drogi mogę uznać ostatnio dzień roku 2023 gdy podjąłem stanowczą decyzję o całkowitym rzuceniu alkoholu. Mój dosyć średni stan psychiczny (etanol powodował u mnie poważne, trwające lata okazuje się, zaburzenia snu) powodowany głównie płytkim snem przeplatanym kilkukrotnie pojawiającymi się halucynacjami w nocy, utwierdził mnie w przekonaniu, że coś trzeba z tym zrobić.

Rzuciłem alkohol. Kolejnych kilka miesięcy to potężna huśtawka nastroju. Stany takie, że kładłem się na kafelki w kuchni i leżałem bez celu. Uwagi żony, że muszę z tym coś zrobić i mój upór (nigdy nie odwiedzę psychologa ani psychiatry, no sorry taki już jestem- uważam, że ze wszystkim jestem w stanie poradzić sobie sam.).
Dodatkowo miałem problemy z kontrolą gniewu, no wybuchałem i byłem drażliwy jak baba w pełni księżyca. Źle się to odciskało na rodzinie: zwłaszcza na dzieciach.

W końcu zwyciężyło moje warcholstwo i patologiczne pragnienie kontroli nad sobą samym- poszedłem po skierowanie na badania ogólne krwi, moczu, hormonów tarczycy i -to już prywatnie - zrobiłem badanie poziomu testosteronu.
Wszystkie wyniki poza testosteronem idealne. Wyniki teścia w tamtym czasie 194 (czego? Jabłek? Samolotów? ) przy normie od 198 do 680 (? Coś koło tego jest górna granica.).
Więc po skierowanie do endokrynologa- jakoś tak szczęśliwie wypadło, że termin był wolny na dwa tygodnie później. Przed wizytą u lekarza zrobiłem prywatnie większość badań: kortyzol, prolaktyna, lh, FSH, testosteron, estriadol i poza tym teściem wszystko idealne.

To był czerwiec. Chciałem biegać od kwietnia ale wysiadła mi pięta. W maju kupiłem rower.

Od maja albo końcówki kwietnia liczę również kalorie. Wszystkie. Wszystko ważę, staram się sam sobie gotować, piję dużo wody.
Suplementy: multiwitamina (ale taka która najmniej barwi siury na żółto bo tego nie lubię), kreatyna, ostatnio wit. D bo jesień, kwasy omega i chrom. Kupiłem 3 kg odżywki białkowej ale słabo schodzi bo ogarniam białko z posiłków.
Ograniczyłem węglowodany (nie w dni rowerowe i dzień poprzedzający). Zjadam ok 160-200 g białka dziennie. Praktycznie zero słodyczy, napojów słodzonych nie piję już od lat, tylko cole zero, którą od maja mocno ograniczam i zamiast niej piję Muszyniankę.

W maju założyłem, że chcę schudnąć do 94 kg. Dzisiaj waga pokazała 92.5 kg. Dlaczego uważam pewien kamień milowy za osiągnięty? Bo do jazdy rowerowej dorzucam ćwiczenia siłowe, hantle już mam, plan ćwiczeń również. Następny przystanek- 85 kg.

Jeszcze tylko wspomnę, o tym co dało mi rzucenie alkoholu, a nie piłem jakoś wybitnie dużo (jak na nasze polskie patologiczne standardy).
1. Lepszy sen.
2. Brak kaca, co przekłada się na czas i motywację do ćwiczeń.
3. Nie obżeram się po piwku (a jedno-dwa potrafiły mi wyłączyć hamulec).
4. Wygasły albo wygasają znajomości oparte głównie na alkoholu. Okazuje się, że niewiele są warte.
5. Chudnę.
6. Nie truję się- nawet niewielkie ilości są kancerogenne i po prostu sprawiają, że jest się głupszym (co nie znaczy, że zmądrzałem ( ͡° ͜ʖ ͡°) ).
7. Nie przykładam ręki do biznesu odpowiedzialnego za cierpienie milionów uzależnionych i ich rodzin

Przez kilka miesięcy, gdzieś 2-3, nie czułem jakoś magicznej poprawy po odstawieniu etanolu, ale pozwoliło mi to zauważyć pewne zależności.
Źle się czułem - sięgałem po piwo albo dwa, czułem się lepiej. Za to częściej czułem się źle bo było mi niekomfortowo z moim ciałem, wagą i kondycją. Więc częściej sięgałem po alkohol bo czułem się lepiej... I tak w koło Macieju.

Niedawno miałem ponowną wizytę u endokrynologa- wynik? Testosteron w normie (350- czyli w środku stawki). W międzyczasie odwiedziłem urologa, który powiedział mi, że testosteron wiąże się z tłuszczem, więc chudnąc uwolniłem go naturalnie. To samo mi powiedział endokrynolog, że gdyby od razu wprowadził TRT (terapia zastępcza testosteronem) to byłaby droga na skróty.
"Zainwestował pan w siebie i przyniosło to efekty."
Czy wykluczam, że przejdę na TRT w przyszłości? Nie. Chcę dać sobie dobry rok, porządnej pracy, bez wymówek i oszustw, nad sobą na siłowni i zobaczyć jaki będzie progres i efekty. Wtedy zdecyduję.

Od maja przejechałem 1600 km rowerem. I jadłem średnio 2300 kcal dziennie.
Mam nadzieję, że nawyki, które buduję teraz, zastąpią złe wdrukowane we mnie przez rodziców. W ramach autoterapii poszedłem do nich i powiedziałem prawie dokładnie tak:

"To, że jestem gruby to wasza wina i złych nawyków jakich mnie nauczyliście, ale wszystko to wam wybaczam. Wybaczam wam."

Jaki to był piękny kwik. XDDD Do dzisiaj nie mogą przeżyć. Ale wybaczone nie? :grinning:

Podsumowanie:
Było- 107 kg
Jest- 92.5 kg
Cel- 85 kg i utrwalenie dobrych nawyków.
Jeszcze lata pracy przede mną. Dziękuję żonie za wyrozumiałość.

PS Na zdjęciu moje śniadanie: 400 g serka wiejskiego high protein z Lidla, 40 g sweet chili i do tego jeszcze wszedł miks sałat ok. 100 g oraz 100 g boczku chrupkiego i wytopionego na patelni. Pycha. Łącznie to było ok. 780 kcal.

GURU0piorunów

@AdelbertVonBimberstein też bym chciała odstawić alkohol, słodkie napoje i zrzucić z 10 kilo
największy problemów tym, że nie piję alkoholu ani słodkich napojów

Pokaż więcej komentarzy (25)

GURU

w Hydepark

84piorunów

tl;dr: schudłem 60kg i teraz chwalę się, że po roku nie przytyłem.

Od tego wpisu minął mniej - więcej rok i postanowiłem zrobić aktualizację. Często ludzie po redukcji wracają do dawnych nawyków a tym samym i wagi ale okazuje się, że da się jakoś to ogarnąć. Nie jest łatwo ale się da.

Aktualna waga: 81,5kg
Waga maksymalna od zakończenia redukcji: 88kg

Po zakończeniu odchudzania pozostałem przy większości nawyków. Prowadziłem taką samą dietę tyle, że jadłem trochę więcej i czitowałem co jakiś czas. Nie liczyłem kcal i jakoś to leciało. Jak czułem, że grubnę to starałem się ogarnąć dietę i jakoś to się trzymało.
Dla przypomnienia - moja dieta to nieprzetworzone produkty odzwierzęce + trochę roślin + jakieś czity. Głównie żywię się mięsem, jajkami i potem do tej bazy dodaję kolejne produkty. Z aktywności to chodzę i to raczej sporo. Polubiłem to i dodatkowo przeprowadziłem się w piękne miejsce, więc jest gdzie zdzierać podeszwy.
Jakiś czas temu uznałem, że trochę jest tego wszystkiego za dużo i że bebech za bardzo wylewa mi się ze spodni i zacząłem liczyć kcal aby trochę zredukować. Bez większych problemów zjechałem z tych 88kg do dzisiejszej wagi i jak na razie starczy. Miałem ciągnąć do równych 80 ale już mi się nie chce, za bardzo mnie to zmęczyło psychicznie. Kupiłem sobie słoik majonezu, czyli moją wielką słabość a do tego bułkę paryską i tak sobie siedzę, jem i piszę do Was.
Nie było łatwo, bo lęk przed przytyciem towarzyszy mi każdego dnia. Ogólnie coś czuję, że moja relacja z jedzeniem nie jest zdrowa ale to chyba cena najpierw otyłości a potem walki o zdrowie. Trudno.

Co teraz?
Będę robił to co przez ostatni rok z tą różnicą, że ewentualną redukcję zacznę przy 85 a nie 88 żeby było mniej do roboty.

Czuję się doskonale, organizm działa lepiej niż kiedykolwiek i jest w pytkę.

Jak macie jakiekolwiek pytania to zapraszam.

Autorytet9piorunów

@Lubiepatrzec nie bój się przytyć 😉 Nie dopuść tylko do efektu kuli śnieżnej. Jeśli popuścisz sobie raz, albo w każdy weekend nic się nie stanie jeśli potem w tygodniu to odpracujesz. Problem zaczyna się wtedy kiedy zaczynasz popuszczać sobie częściej I bardziej. Nagle jebs, znów jesteś gruby xd

Fanatyk7piorunów

@Lubiepatrzec gratuluję dobrego wyniku :smiley: z tym lękiem przed przytyciem i złą relacja z jedzeniem to mam podobnie. Sam zbiłem 2 lata temu trochę kg, może nie aż tyle, ale też sporo i ten lęk towarzyszy mi do dziś. Właściwie od 2 lat praktycznie każdego dnia wbijam to co jem do Fitatu, bo dla mnie nie ma różnicy czy zjem 2 tys kcal czy 4 tys. Zawsze jest mi mało dlatego to liczę 😛

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Hydepark

27piorunów

Fajnie, że w Polsce popularne są te zewnętrzne siłownie, niestety używają je obecnie albo emeryci (widziałem raz i to w Kruszwicy), albo dzieci jako atrakcja- jednak totalnie niedopasowana do ich wzrostu. To już lepsze są wszelkiego rodzaju drabinki do podciągania, dipów, pompek.

Trafiłem w Norwegii na zewnętrzną siłownię z prawdziwego zdarzenia- regulowane ciężary, wyciskanie na nogi, na klatkę skośnie, przysiady, wyciskanie na barki, drążek do podciągania, dipów, maszyna do przysiadów... No dosłownie prawie wszystko oprócz ławki płaskiej do wyciskania, ale z własnymi hantlami byłoby wszystko.
Coś takiego powinno powstać na polskich osiedlach- no po prostu bomba i wygląda na niezniszczalne.

Lider2piorunów

A kto oprócz dzieci i emerytów ma na tym ćwiczyć jak w większości przypadków te maszyny są skopiowane z siłownianych maszyn do ćwiczenia z ciężarem ale zamiast ciężaru nie ma nic, nawet przeciwwagi?

Osobistość6piorunów

Siłownia opisana przez Ciebie ma sens, sam za granicą widziałem takie siłownie na świeżym powietrzu, które są oblegane przez młodych, wysportowanych ludzi. Ale w Polsce tak się nie da, bo miasto zapłacić musi, aby zarobić ktoś mógł.

Mam w mieście taką siłownię na świeżym powietrzu i uważam, że to jest jakiś niezbyt urodziwy projekt artystyczny, bo funkcjonalnie jest do kitu. Dla młodych i silnych nie ma to żadnego sensu, bo wszystkie maszyny są bez oporu/obciążenia, a dla starych jest niemożliwym wgramolenie się na te maszyny, bo nawet dla mnie było to niezbyt komfortowe.
O ergonomii nawet nie wspomnę XD

Z takich "sprzętów" do ćwiczeń, to sens mają na pewno drążek i poręcze do dipów - ale oczywiście ich u mnie nie ma, bo są zbyt proste i nikt by na nich nie zarobił. A tak to mamy np. rowerek z zupełnie płaskim metalowym siodełkiem, bez możliwości regulacji wysokości z zerowym oporem - od razu wygląda na bardziej skomplikowany, a przede wszystkim drogi sprzęt, który wytrzyma lata, bo nikt nie będzie go używał - sukces.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Hydepark

20piorunów

Dzień dobry,

Kolejne tygodnie diety mijają, a kilogramów wciąż ubywa.

Start 101.3kg
Obecnie 93.0kg

Jeszcze 10kg do zrzucenia do wagi idealnej dla mojego wzrostu 183cm, a więc 83kg.

Wynik ten zawdzięczam przede wszystkim diecie pudełkowej. Dzięki temu liczenie kalorii każdego dnia jest stosunkowo proste. Plus do tego jakieś spacery, zabawy ze starszą córką, noszenie młodszej do snu itd.
Na sport nie ma czasu, ani sił, bo jednak dzieciaczki potrafią dać w kość.

Dość szybko udało mi się zejść w okolice 95, potem redukcja trochę zwolniła, ale i mi się zdarzyły jakieś imprezki, wyjścia w tygodniu na piwko, gdzie przekraczałem swój dzienny cel kaloryczny 2300.
Niemniej jestem zadowolony z rezultatów jak na razie i sukcesywnie schodzi waga w dół.

Lider0piorunów

Szkoda, że na pudełkowej, pudełka się skończą, nawyków nie ma i może być jojo

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Przegryw

6piorunów

Nie wiem jak wyjść z , ja nawet powiem wam, że raczej się nie da... straconych lat nikt wam w końcu nie przywróci, a krzywd przeszłości nikt nie wyleczy. Podobnie patologiczna rodzina nagle nie stanie się wzorową, kochającą i pozbawioną dysfunkcji.
Wiem jednak jak jak zrobić, by zwiększyła się szansa, by wam dali l0szunię i nieco poprawił się komfort we własnym ciele.
to dobre, pozytywne cope.
Z pustego i Salomon nie naleje, ale czasem warto spróbować.
U mnie wysoki BF (mam tendencje do bycia skinny-fat tłuściochem przy ledwie 70 kg wagi) nie tylko drastycznie zmienia rysy twarzy (w sumie zmienia każdemu xD), ale i rodzi od razu problemy z nadciśnieniem, wysokimi triglicerydami i pogłębia problemy z hipoglikemią reaktywną.
Po lewej wiek 17 lat i ultra węglowodanowa dieta oparta na białym pieczywie i kartoflach, po prawej 33,5 letni chłopiec gnijący w piwnicy - za to rencista alfa.

Gruba ryba1piorunów

Tia, "mam tendencje do bycia tlusciochem". Pokaż najpierw co jesz i pijesz, ile i jak ćwiczysz i ile śpisz. I godziny przed kompem.

GURU4piorunów

Noo podnoszenie ciężkiego to zawsze dobre dla chuopa, pomaga na codzień dźwigać swoje własne spierdolenie

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Hydepark

3piorunów

Nowoczesna lipidologia traktuje LDL jako jeden z głównych, o ile nie najważniejszy, czynnik wywołujący miażdżycę. W najnowszym badaniu z sierpnia 2024 roku poddano tę hipotezę testom. Grupa osób na diecie ketogenicznej ze średnim poziomem cholesterolu wynoszącym 270 mg/dl (w skrajnym przypadku 591 mg/dl) była obserwowana przez 4,7 roku i porównywana z grupą na normalnej diecie ze średnim poziomem cholesterolu wynoszącym 120 mg/dl. Blaszki miażdżycowe, zarówno miękkie, jak i zwapniałe, były mierzone zarówno przed jak i po zakończeniu obserwacji. W filmiku omawiam wyniki tego badania.

https://youtu.be/wWg-9lS62x8?feature=shared

GURU0piorunów

I zamiast linku do wniosku z badań trzeba o tym film na YT składać. Już pędzę oglądać...
Przecież to clicktbait jest.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Hydepark

11piorunów

Zrzut 19 kilogramów pozwala na osiąganie coraz lepszych wyników w

Cel do końca roku jeszcze 10 kg mniej.

Waga wyjściowa 124,3 kg czerwiec 2024
Waga dziś 105,3 kg
Od Października planuję włączenie siłowni 2-3 razy w tygodniu by podbudować mięśnie

GURU1piorunów

@Odwrocuawiacz Zrzuciłeś około 6 kg na miesiąc. Bardzo dobra robota.

Gratulacje!

Inspirator1piorunów

@Odwrocuawiacz gratuluje determinacji - mam 80kg - 5kg nadwagi bo rzuciłem palenie, lubię piwo i dobrze zeżreć

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Hydepark

12piorunów

Dobra, chyba się w miarę waga ustabilizowała, dzisiaj 72.8 kg z rana. Na screenie rejestr od lutego, kiedy przestałem jeść słodycze. Dodatkowo dieta NMCZ robi swoje. Pomiary wagowe z rana, na czczo.

Żeby nie było tak pięknie, to w zeszłym tygodniu zjadłem kawałek tortu i dwa kawałki ciasta. Jutro też zjem, bo będzie szarlotka mojej mamy, a to coś, czego nie będę w stanie sobie odmówić - kluczem będzie rozdanie całego słodkiego po imprezie, żeby nie wpaść w cug, zobaczymy jak to wyjdzie.

GURU3piorunów

@Piechur cukier jest jak narkotyk. Mało ludzi jednak rozumie, że chleb, makaron itd to dokładnie to samo co czekolada, bo rozkłada się w organizmie do glukozy i ma taki sam wpływ na ustrój.

Gruba ryba10piorunów

@Lubiepatrzec Jednakowoż błonnik w nich zawarty wydłuża w czasie wchłanianie cukru, wypłaszczając krzywą cukrową, nie ma aż takich wahań insuliny a przez to ciągów na kolejne słodkie. Także chleb to nie słodycze...

GURU3piorunów
Gruba ryba2piorunów

@Lubiepatrzec chleb to bardzo szerokie pojęcie - biała bułka a pełnoziarnisty na grubej mące 1800+ to dwa glikemiczne światy, co nie zmienia faktu, że błonnik wydłuża wchłanianie cukru do krwi a ile go będzie w produkcie - to jest ta wiedza o której braki posądzasz młodzież.

GURU1piorunów

@wonsz masz dwie konkretne liczby ale i tak wiesz lepiej.

Fanatyk3piorunów

@Lubiepatrzec @roadie bo akurat chleb pszenny nie ma błonnika, bo jest pozbawiony łupinek i z ziarna bogatego w cukry. Tak jak @wonsz powiedzial - porządny pumpernikiel albo razowiec na zakwasie to są nadchleby

GURU6piorunów

@wonsz @Lubiepatrzec Właśnie o tym jak szybko się wchłania i podnosi cukier we krwi mówi indeks glikemiczny, a nie o tym ile cukru jest w produkcie. Nawet pełnoziarniste pieczywo podbija cukier w krwi bardziej niż mleczna czekolada. Dwie ciąże z cukrzyca ciążową z glukometrem, tak więc w miarę mam pojęcie teoretyczne i empiryczne. Ponadto cukrzyk w rodzinie.

Fanatyk1piorunów

@GazelkaFarelka w sumie tak jak patrzę to razowce faktycznie mają bardziej umiarkowany IG, ale nie powiem, że niski

Gruba ryba2piorunów

@Lubiepatrzec @wonsz @Zielczan @GazelkaFarelka Dzięki wszystkim za wpisy, człowiek się czegoś dowiedział :grinning: Ja tam pcham w ryło wszystko jak leci bez liczenia kalorii i sprawdzania indeksów, z tym że zwyczajnie nie jem dużo.

Gruba ryba0piorunów

@GazelkaFarelka w którym miejscu pisałem o ilości cukru w produkcie?

Fanatyk2piorunów

@Piechur ja robię podobnie, łącznie z kebabami i pizzą, i tak wszystko przepalane w fabryce ( ͡° ͜ʖ ͡°)

GURU0piorunów

@wonsz napisałeś, że nie liczy się ilość cukru ale wchłanianie.
na co ja ci odpisałam, że właśnie indeks glikemiczny mówi o wchłanianiu i z nawet chleba razowego wchłania się szybciej niż w z mlecznej czekolady.

Gruba ryba0piorunów

@GazelkaFarelka nie - napisałem że błonnik wydłuża w czasie wchłanianie cukru do krwi.

Ja może już nie znam reguł językowych, to było dawno i lecę już bardziej na chłopskim rozumie i przyzwyczajeniach, ale jeśli odnosisz się do:
>błonnik wydłuża wchłanianie cukru do krwi a ile go będzie w produkcie
to wydaje mi się że napisałem tak, żeby "go" oznaczało błonnik a nie cukier

Fenomen2piorunów

@Lubiepatrzec
>masz dwie konkretne liczby ale i tak wiesz lepiej
to teraz podaj ładunek glikemiczny cwfaniaku :smiley:
Trzeba wiedzieć co te liczby znaczą. Indeks glikemiczny wylicza się ze 100g cukru pozyskanego z danego typu pożywnienia. Sęk w tym, że żeby zdobyć te 100g potrzebujesz 100g sacharozy (czyli cukru bialego), albo 200g snickersa, albo 2kg chleba albo 3kg makaronu.
PS. Liczby z dupy, ale wiecie o co chodzi 😉

GURU0piorunów

@Cinkciarz no właśnie o te liczby z dupy się rozchodzi, bo ze 100g czekolady masz praktycznie tyle samo węglowodanów że 100g pieczywa a nie 2 kg pieczywa 😆

Fenomen0piorunów

@GazelkaFarelka No przecież ci tłumacze, że to nie to samo. Indeks glikemiczny jest bardzo mylącym parametrem i nie powinno się wg. niego układać diety ani wartościować produktów jeśli nie jesteś cukrzykiem.
Pierwsze z brzegu makro pieczywa białego: węglowodany 51,6g, w tym cukry ~6g /100g. Czekolada mleczna węglowodany 58g w tym cukry 57g.
To ci daje 1,6kg pieczywa albo 175g czekolady aby uzbierać 100g cukrów prostych. A czemu akurat tylko prostych? Bo to one dają największy wyrzut insuliny, najszybciej się trawią i odkładają jako tłuszcz. A jeśli mowa o cukrach złożonych, jak pisał @wonsz - dają one uczucie sytości na dłużej. Część z nich rozkłada się co prawda do cukrów prostych, ale część z nich w ogóle nie jest trawiona przez organizm, np. błonnik, czy celuloza. A ten pierwszy to dodatkowo opóźnia trawienie innych rzeczy, więc można mieć dietę z wysokim IG, a i tak być na deficycie.
Chłopski rozum tu nie pomaga.

Pokaż więcej komentarzy (21)

Lider

w Hydepark

11piorunów

Zachęcony przez was moje kochane żuczki, eksperyment z antrykotem i moim najulubieńszym sosem sweet chili.
Czosnek do tego. Za dwa dni test.
I z powodu mojej polskiej krwi, zawsze wybiorę steka w przecenie (data do 1 września).

Na liczniku 94 kg czyli osiągnąłem mój cel początkowy, ale zrewidowałem swoje podejście i lecę teraz na 85 kg.
Wołowina najlepsza na diecie.

a nie jakiś podrabianiec fellatus.

Gruba ryba0piorunów

Panie, jeszcze nigdy się nie przejechałem na mięsie blisko terminu, ale tylko w makro - oni będąc teoretycznie centrem zaopatrzenia przedsiębiorców nie mogą sobie pozwolić na wyjebkę więc tam łańcuch dostaw, procesy chłodnicze czy jak to tam zwał jest wszystko tip top i to mięso jest zawsze w ramach terminu dobre, a że przy końcu 40% tańsze to ja poproszę.

Gruba ryba1piorunów

@AdelbertVonBimberstein w eunuchu na wrocławskich bielanach co byłem to śmierdziało na mięsie i rybach - jestem tam maks raz do roku przez przypadek, nigdy mięsa nie biorę, chociaż mają wagyu :heart_eyes:

Lider1piorunów

@wonsz sklep sklepowi nierówny. W Auchan Bydgoszcz na Rejewskiego naprawdę co zbliża się do terminu to leci w przeceny, duży wybór i mają wieprzowinę z rasy puławskiej.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Hydepark

16piorunów

Tak, lubię sos sweet chilli. Skąd wiedziałeś?

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

27piorunów

Nikt nie pytał, więc lecę z aktualizacją do mojego . Jeśli ktoś nie wie to miesiąc temu rzuciłem sobie wyzwanie, że przez 30dni nie jem żadnych slodyczy, lodów, ciastek, słonych przekąsek, fastfoodowego chujstwa etc. Poza tym normalna dieta, normalne domowe obiady, solidne "chlopskie" porcje.
Stan na dzisiaj:
Dzień: 31/30
Waga: -5,5kg

Złamałem się dwukrotnie. Raz w ramach obiadu jadłem jagodzianki (sam zbierałem, sam piekłem, rozgrzeszam się) a za drugim razem celebrowałem wyjście na dwa najwyższe szczyty Norwegii w dwa dni i po zejściu zjadlem burgera z łosia z frytkami.

Poza tymi wybrykami przebieg na czysto.

Podsumowując to pierwsze 10dni było najgorsze, prawie lazikem po ścianach, śniły mi się słodycze. Mocne "ssanie" zaspokajałem owocami, orzechami i czerwoną herbatą. Najbardziej jednak utrudniali najbliżsi i znajomi jedzący dobroci na moich oczach i namawiający na spróbowanie "bo to tylko trochę, co ci szkodzi". Teraz już wiem jak się czują niepijący alkoholicy ;/ Po dwóch tygodniach na szczęście było już w miarę ok, samopoczucie znacznie lepsze, wbiłem mocniej w aktywność fizyczną, trochę lepiej mi się też spało.

Co dalej?
Spadek wagi mówi sam za siebie. Będę jechał z tym dalej bo "ograniczanie się" zwyczajnie u mnie nie działa. Jestem jak odkurzacz -jeśli mam otwartą tabliczkę czekolady albo paczkę czipersów to na bank wciagnę to w ciągu doby xD Negocjuję jedynie z żoną (a raczej ona ze mną) "zawieszenie broni" na co trzeci lub czwarty weekend żeby upiec jakieś ciasto lub skoczyć na lody.

Od jutra zawieszam czelendż na ten weekend bo zaraz lecę do mamy i będzie serniczek a odmówić zjedzenia serniczka i to własnej matce to trzeba by być nie lada bydlakiem ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

No i oczywiście polecam takie wyzwanie każdemu kto ma problemy ze zrzucaniem wagi a wkurwia go liczenie kalorii. Cytując klasyka "u mnie działa" ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gruba ryba3piorunów

>bo to tylko trochę, co ci szkodzi"

kurw, jak odstawiasz alko, to nagle wszyscy chcą cię poczęstować browarem, flaszką, łychą bo "co jest z tobą zią, masz tu głębszego bo źle wyglądasz"
Jak się odchudzasz to nagle "masz tu pakę cipsuf" albo "nać tu pączka, bo kupiłem więcej'

ale jak k⁎⁎wa nie mam hajsu, to już żaden mądry stówą poratować nie zaproponuje ヽ(`⌒´メ)ノ

polskie piekło właśnie takie, każdego ściągnąć w dół, byle nikomu się niczego nie udało
nawet takich rzeczy jak odstawić alko, schudnąć, przejechać 100km, czy przejść 40 po górach

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Hydepark

22piorunów

5 tygodni temu zaczęłam zabawę z delikatną redukcją. O to i podsumowanie wyników w tabelkach. :smiley:

Planuję zrzucić kilka kg pod starty biegowe na przełomie września/października. Ponoć im jest się lżejszym tym łatwiej urwać sekundy w tempie 😉 Na razie wszystko idzie zgodnie z planem, fajnie widać zdrową tendencję ubytku wagi. Czuję się bardzo dobrze, treningi idą jeszcze lepiej. Zaczynam widać po ciele różnicę, np. spodnie są w pasie trochę luźniejsze, ciut bardziej kostki na brzuchu odsłonięte czy inne żyłki. Jedziemy dalej ( ͡° ͜ʖ ͡°) 2 kg za mną, fajnie jakby jeszcze z 3 udało się zrzucić.
Informacyjnie: wzrost 169cm, budowa szczupła lekko umięśniona
Aktywności: trochę biegam (60-70km tygodniowo), sporo chodzę (minimum 10k kroków dziennie) oraz staram się robić 3x w tygodniu trening kalisteniczny.

Gwiazdor3piorunów

Garmina możesz łączyć z aplikacja fitatu.

GURU1piorunów

@Arlekin Owszem, lubię po prostu excela. Uzupełnianie tabelek, statystyki etc cieszą moje oko :smiley:

Osobistość12piorunów

Trochę biegam, 60-70km tygodniowo 💀

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Hydepark

12piorunów

Zapewne nikt nie zastanawia się jak idzie mi mój
, dlatego właśnie dodaję ten wpis ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
W przeciwieństwie do niektórych, którzy obiecywali tu przeróżne rzeczy i zamilkli, ja mam zamiar dowieźć raport do końca, bez względu na rezultat.

No to jedziemy.

Dzień: 21/30
Waga: -4,3kg

Ostatni tydzień okazał się trudny, nie ze względu na to, że chciałem zjeść słodycze a właśnie dlatego, że powinienem był je jeść a nie chciałem (ze względu na czelendż). Byłem kilka dni z namiotem w górach. Zazwyczaj w czasie wędrówek i wejść na szczyty dobijam energię batonami energetycznymi i białkowymi. Tym razem ta opcja odpadała, wymyśliłem sobie, że za energię będą robić mi suszone daktyle (spoko pomysł) a w ramach dobijania białka będę jadł jajka na twardo (średni pomysł, przymulały trochę). O dziwo zdało to egzamin, wędrowałem i atakowałem szczyty praktycznie bez żadnych przerw, nie brakowało mi energii, regeneracja na następny dzień też była dobra.

Udało mi się zdobyć dwa najwyższe szczyty Norwegii w dwa dni a wcześniej parę mniejszych. Zchodząc z gór, w ramach celebracji (ostatni szczyt to był top1) złamałem się jednak i wynagrodziłem sobie trud burgerem z łosia i frytkami. Z jednej strony wyprułem z siebie masę kalorii tego dnia i nie miałem już siły gotować obiadu, z drugiej frytki, więc c⁎⁎j mi w d⁎⁎ę ;/

Zostało 9 dni, spróbuję dojechać na "czysto", ogólnie to idzie coraz łatwiej.

W obrazku zdjęcie narzędzia zbrodni oraz screen z aktywności za ostatni tydzień żeby nie było, że się opierdalałem 😛

Gruba ryba

w Hydepark

13piorunów

Trzeci tydzień na diecie pudełkowej (z wyjątkiem weekendów) dobiega końca. Progres jest, ale niestety nie tak spektakularny, jak myślałem xD z drugiej strony oczekiwać, że bebzon chodowany przez 10 lat zniknie w miesiąc byłoby nierozsądne.
Start z 101.3, obecnie 97.7, co daje jakiś kilogram na tydzień. Not great, not terrible. W weekend postaram się bardziej przyłożyć i próbować policzyć kalorie, celując w 2300/dzień.
Za mną parę spotkań rodzinnych gdzie nie dane mi było cieszyć się pizzą czy kilkoma kawałkami sernika xD

GURU1piorunów

@Rafau
lepiej jeść jak człowiek i więcej ćwiczyć

Gruba ryba1piorunów

@Half_NEET_Half_Amazing z dwójką małych dzieci wystarczy mi ćwiczeń 😉 za bardzo cenię sobie te skrawki wolnego czasu by go marnować na siłownię.

Fanatyk5piorunów

@Rafau maksymalnie mozna chudnąć zdrowo do 1.5 kg przy takim starcie. 1kg na tydzień to dość sporo. Jak zbliżysz się do 90kg to 0.5 kg też będzie dobrym wynikiem.
W pewnym momencie zastopuje ci się spadek wagi, to normalne. Rób swoje.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Hydepark

22piorunów

Mały update do mojego

Dzień 14/30, ssanie na słodkie/słone ustabilizowało się, nie potrzebuję już egzorcysty kiedy widzę ulubione słodycze. Pierwszy tydzień był najgorszy, teraz już da się wytrzymać.

Złamałem chyba też trochę cżelendż bo w niedzielę nazbierałem z żoną jagód i zamiast obiadu wcinaliśmy domowej roboty jagodzianki. Ciasto drożdżowe, więc siłą rzeczy trochę cukru tam poszło, ale za miesiąc jagód już nie będzie, więc zero wyrzutów sumienia.

Jeśli zaś chodzi o to waga od początku "czelendżu"-2,3kg.

Gruba ryba3piorunów

@Stashqo Eee jak domowe to nie żadne łamanie czelendzu, bo to samo zdrowie, jeszcze frajda przy tym z robienia jagodzianek 😉

Gruba ryba

w Hydepark

23piorunów

I ja dołączam do walki. Wrzucam jako wpis, żeby czuć presję przed randomowymi ludźmi z internetu :grinning:
Zaczynam z bariery 101.3kg, cel to 83kg. Zdecydowałem się w końcu na dietę pudełkową, bo inaczej ciężko z kontrolowaniem tego, ile żrę, a i tak zawsze obiady z żoną zamawialiśmy.
Pierwszy tydzień za mną, jest spoko. Dieta 2000kcal + dwie kawy i oczywiście woda. Dietetyczka wyliczyła mi, że 2300-2400 to powinien być mój dzienny cel (mam ponadprzeciętną masę mięśniową poza bebzonem),wiec powinienem się spokojnie zamykać, nawet licząc mleko w kawie.
Głodny przez ten tydzień nie chodziłem, ewentualnie jakiś pojedynczy owoc na przekąskę zjadłem, jako dodatek.
Do tego absolutnie żadnego piweczka na wieczór, chyba że gdzieś idę w gości, czy wychodzę na miasto, ale to drugie stało się praktycznie nierealne po narodzinach drugiego gżdyla.
Trzymajcie kciuki Tomki i Kasie.

GURU2piorunów

@Rafau Dobra decyzja.

Jeśli nie odpuścisz to w krótszym lub dłuższym czasie osiągniesz cel.

Powodzenia!

GURU4piorunów

@Rafau
jeżeli nie zbudujesz tego postanowienia w głowie, trwalszego niż ze spiżu to presja randomów z neta nie pomoże

Gruba ryba4piorunów

@Half_NEET_Half_Amazing zgoda I w głowie mam zbudowane postanowienie. Dość powiedzieć, że dieta na najbliższe 2 miesiące kupiona i opłacona, a nic do mnie nie przemawia bardziej, niż pieniądze ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
A że przy okazji dam sobie kolejny bat w postaci wrzucania tu wpisów co jakiś czas, to dodatkowy czynnik motywacyjny.

Fanatyk1piorunów

@Half_NEET_Half_Amazing poniekąd tak, ale jednak motywacja swoje robi.
Sam mam nieco do zrzucenia - max 7kg. To jest kolejny cel. Ale nie ćwiczyłem jakoś w życiu, zawsze pracowałem i dużo chodziłem. Tag o pompkach i wpisy, wspieranie się obcych sobie ludzi mnie zachęciły.
Wczoraj pierwszy raz w życiu (serio, taki leń ze mnie był) w wieku 36 lat zrobiłem naraz 35 pompek. Zajebiste uczucie. I chcę dziabnąć naraz 50 do końca lata.
W głowie to jedno, ale motywacja, wsparcie i zwykła rywalizacja, godność by nie dopuścić tego, do czego się dołączyło - pomaga.
@Rafau dawaj znać o postępach i trzymam kciuki. Ja bym chciał wrócić do wagi z 7ką z przodu (obecnie 84). Przyda się tym zająć.

Pokaż więcej komentarzy (13)