Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#praca

Inspirator

w Hydepark

45piorunów

Hejka

Czy tylko mnie wkurwia tak niesamowicie HR z organizacją imprez firmowych? Mówię o imprezach typu grill albo piknik które odbywają się latem i udział jest obowiązkowy bo impreza zaczyna się na przykład o 13, a więc w godzinach pracy.

Oczywiście nie może być tak że se przyjdzie chłop, usiądzie i zje kiełbe i pogada na luzie że wspoltowarzyszami niedoli, wymęczony tygodniem pracy, tylko k⁎⁎wa są oczywiście zaplanowane atrakcje.

Atrakcje w których przeważnie nikt nie chce brać udziału, więc zaczyna się szukanie "chętnych" do konkursu plastycznego czy innego budowania jego czy co tam dziewczyny se nawymyślały.

Dla takiego spierdoksa jak ja, który po prostu robi swoje i nie ma potrzeby się specjalnie integrować mam po prostu dosyć, a wykręcić się z tego za bardzo nie ma jak bez robienia sobie lekkiego kwasu u przełożonego.

Oczywiście impreza jest wrzucana na wszystkie socjale żeby się nie pochwalić jak to za⁎⁎⁎⁎ście ta firma nie działa i jakich benefitow to pracownicy nie mają mimo że podwyżek nie ma od 3 lat, jak ja gardzę HRem ehhhh....

---

Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo

ID:

Wpis dodany za pomocą hejtoanonim.pl. Zaakceptowany przez @bojowonastawionaowca

Fenomen1piorunów

W różnych korporacjach byłem i jeszcze nie widziałem żeby ktoś robił problem jak stwierdzisz że nie idziesz na imprezę, bo masz ważną pracę do zrobienia.

Autorytet0piorunów

Wykręcałem się zawsze, że albo muszę zostać w pracy bo coś tam albo mam wizytę u lekarza. I wpadałem wieczorem właśnie na kiełbasę, drinka i pożartować

Pokaż więcej komentarzy (17)

Gruba ryba

w Hydepark

11piorunów

Wróciłem z urlopu i w nocy przed dniem, gdy powinienem był pójść do pracy, zawładnęła jelitami przeokrutna sraczka, że aż wziąłem dzień L4. Jutro już teoretycznie mogę pracować, ale tak mi się niebywale nie chce, że nigdy chyba takiego lenia nie miałem. Czy przedłużenie L4 będzie grzechem ciężkim?

#praca

Czy przedłużać L4 o dzień bez powodu, tylko dlatego że jestem leniwy?

  • Tak62%
  • Nie38%

125 głosów

Fenomen3piorunów

@cweliat kurła, to twoje pytanie to chyba test IQ, tak tez kliknelam "nie" odpowiadajac na pytanie o grzech ciężki. Bier to l4

Kosmonauta1piorunów

Nawiązując do avatara: "jeszcze jak"

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fenomen

w Hydepark

3piorunów

Propo zarobków lekarzy wyobraźcie sobie, że to gówno wypływało bardzo powoli i wiele z tych patologii było tolerowanych latami, natomiast sami lekarze zachowali się na tyle kumato, że nikt na lewo i prawo nie chodził i nie chwalił się ile zarabia na waleniu w c⁎⁎ja, a do tego pilnowali, ile osób może dostać się do koryta.

Tej umiejętności nie nabyli programiści, którzy swego czasu dookoła puszczali w eter info, że w sumie to oni pracują 2h, walą klientów w c⁎⁎ja, płacą im za to 15-20k i jest sielanka, eldorado i każdego zapraszają do zawodu, dając tysiąc wskazówek jak się nauczyć ich fachu xD W efekcie jest płacz, że skomplikowane rekrutacje, brak miejsc pracy, ogromna konkurencja i tak dalej.


Fenomen3piorunów

@Lopez_ no nie no, kolego, lekarze mieli co najmniej 150 lat na urzadzenie sie na swojej grzedzie, taki system, przywileje itp jaki sobie stworzyli to nie powstaje z roku na rok 😉

Kosmonauta3piorunów

@Lopez_

> Tej umiejętności nie nabyli programiści

> Walenie w h⁎⁎a na pieniądzach publicznych jako umiejętność i cnota.

No nieźle tam widze dobrze weszło, ostry przekaz leci.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Dyskusje

40piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

#niemakolaczy

part 15 - tworzenie scenariuszy do eksperymentów do materiałów edukacyjnych dla uczniów

2019

Chciałabym zacząć od tego, że te wspomnienie wywołuje we mnie dużo negatywnych emocji - o ile w przypadku poprzednich prac, do tych złych czy dobrych doświadczeń podchodzę z dystansem i śmiechem tak ta historia jest dla mnie bardziej osobista, ponieważ pierwszy raz na własnej skórze przekonałam się do znaczy powiedzenie "w biznesie nie ma przyjaciół" do dziś pamiętam te słowa kumpla, który mi je powiedział bo usłyszeniu mojego doświadczenia.

Jak pisałam w poprzednim wpisie w planach miałam wyjazd na Erasmusa i to się ziściło. Po powrocie do Polski, wróciłam powiedzmy, że na ostatni semestr na studia.

Będąc w Niemczech dostałam wiadomość od dobrej znajomej z poprzedniego kierunku. Okazało się, że po roku przerwy również poszła na Politechnikę i ten sam kierunek co ja wybrałam (zrobilo tak jeszcze kilka innych osób które znałam z poprzedniej uczelni). Zapytała mnie czy mam jakieś materiały, którymi mogę się podzielić, a odwdzięczy się mi jak wrócę - no i za⁎⁎⁎⁎ście się odwdzięczyła 😉

Wysłałam jej wszystko co miałam. A było tego dużo i były to cholernie dobre materiały bo jak już wspomniałam bardzo zależało mi na dobrych ocenach na pierwszym roku, żeby dostać się na Erasmusa. Najcenniejsze były tam sprawozdania, które były przygotowane z ogromnym poświęceniem czasu i energii, co prawda dużo bardziej w nich wykazał się mój partner od sprawozdań, lepiej mu szło liczenie i kombinowanie ale dzięki temu, że nie musiał się przejmować całą reszta(estetyka i merytoryczna części), która była równie ważna dla Pani profesor to też mógł się właśnie na tych wyliczeniach bardziej skupić(mieliśmy też duża pomoc Pani doktorantki). Sama uważam, że praca była jego 55% moje 45% - mówię to bardzo uczciwie. mieliśmy jakieś tam sprawozdania z poprzednich lat, na których mogliśmy się opierać, ale nie były one jakieś dobre a niektórych przekładów wgl brakowało. Dodam też, że Pani profesor miała obsesję na punkcie plagiatu, jak tylko zobaczyła, że jakieś sprawko przypomina te z poprzednich lat od razu dawała 2 na koniec semestru xd - brzmi jak zbędne informacje, ale jest pewien drobny plot twist z tym związany :smirk:

Reszta notatek z innych przedmiotów i przykłady sprawozdań z innych przedmiotów też dostała, plus przykładowe pytania jakie mieliśmy na egzaminach - podsumowując masa cennej pomocy, której ja nie miałam gdyż byłam zupełnie nowa i bez znajomości na uczelni.

Ogólnie ja miałam taki charakter, że dla mnie notatki nie były niczym cennym, ani żadna karta przetargową jak ktoś mnie o nie prosił go po prostu je dostawał(na poprzednim kierunku ludzie traktowali notatki jak walutę, co zawsze było dla mnie jednym wielkim XD). Napisałam tej koleżance, że nie musi mi się niczym odwdzięczyć i życzyłam jej powodzenia i że jak będzie miała jakieś pytania to niech śmiało pisze.

Kiedy wróciłam, zaprosiła mnie do siebie na obiad (jadłam już jej jedzonko wcześniej więc wiedziałam, że dobrze i orginalnie gotuje więc zgodziłam się z pełnym entuzjazmem).

Nakreślając trochę tą postać, powiedziałam jej przy obiedzie, że staram się rezygnować z mięsa bo mam wyrzuty sumienia jedząc zwierzęta, które są źle traktowane. Ona wyśmiała to i powiedziała, że rośliny też zaraz zaczną mieć uczucia i że czego to ludzie nie wymyślą. Zdziwiłam się że tak "oczytana" osoba powiedziała coś na poziomie chłopa z 19 wieku xd Jej facet tylko jej przytakiwał, jakby podsmiechujac się z moich przemyśleń.

Zdziwiłam się też jak podała adres, ponieważ była to kamienica tuż przy samej uczelni. Jak weszłam szczena mi opadła. Mieszkanie picus glancus, zwłaszcza dla fanów kamienic. No piękne co by tu mówić(laska może nie pochodziła z biedniej rodziny, ale żyła dość skromnie, zawsze starała się bardzo oszczędzać). Wspomniała mi przed moją wizytą, że po rozstaniu z poprzednim chłopakiem przypadkiem w swoim ulubionym pubie poznała obecnego faceta - 20 lat starszego. Zdziwiło mnie to bo jednak moim zdaniem jest to dość kontrowersyjną różnica wieku, ale powiedziałam, że zawsze była dojrzalsza od reszty rówieśników (tak na prawdę miałam na myśli, bardziej sztywna - np kpiła z ludzi co oglądali filmy Marvela).

Okazało się, że typ ma własną firmę (mieszkanie oczywiście należało do niego xd)w której zatrudnił ją i dzieki jej ciężkiej pracy i ambicji, awansował ja na swojego zastępcę xd -Nepotyzm, kolesiostwo, a gdzie tam xd No dobra, nie ujmuje jej ciężkiej pracy, widać było, że jej bardzo zależało na tym co robiła i sam projekt też był super bo to w końcu było tworzenie e- materiałów edukacyjnych dla dzieci na bardzo szeroką skalę. Dofinansowanie było z Uni więc też ciążyła na nich odpowiedzialność dowiezienia projektu - szczerze nie wiem jak to się potoczyło bo mam bardzo duże obrzydzenie do tego w jaki sposób mnie potraktowano, mój szacunek do tych ludzi jest zerowy, zarówno jak zainteresowanie ich losem.

No ale w ramach odwdzięczenia się za notatki. Owa koleżanka zaproponowała mi pracę, gdzie będę tworzyć coś kreatywnego (totalnie moja bajka) w dziedzinie chemii i fizyki (już mniej moja bajka ale do tego też przejdziemy). Oczywiście zgodziłam się. Była to umowa o dzieło więc nie musiałam pracować w określonych godzinach, a to mi bardzo odpowiadało. Co mi nie odpowiadało to to że nikt mnie nie kontrolował wysłałam przykład pierwszego scenariusza, który zrobiłam i zapytałam czy może być, czy może chodzi o coś innego. Nie dostałam odpowiedzi jedynie "rób więcej" to zrobiłam więcej i jak skończyły się przykłady na których miałam się opierać to wysłałam cały pakiet i również zdawkowe i mało konkretne odpowiedzi czy dobrze się spisałam czy nie.

Po jakiś czasie dostałam propozycję tworzenia już bezposrednich materiałów do kursów/lekcji w dziale chemii. Pomimo tego, że studiowałam na wydziale chemii to nie była to moja działka. Moją pasją była biologia. Tak wiem bez chemii nie ma biologii, więc uczyłam się jej ale moja wiedza w tej dziennie kulała i musiałam nadrabiać braki. Dużo lepiej szło mi nadrabianie fizyki ale to swoją drogą.

Na początku kilka innych osób wraz ze mną przeszło szkolenie programu w którym był obsługiwane e-lekcje i trzeba było ogarnąć wrzucanie tam tego co się samemu przygotowało. Śmieszne było to, że ta koleżanka, zatrudniła połowę swojego roku do tego projektu xd więc zatrudnienie mnie tam nie było tak na prawdę żadnym odwdzieczniem się xd

Samo szkolenie poszło mi tak sobie, delikatnie mówiąc - nie miałam do niego głowy i to mnie poniekąd zgubiło.

Pierwsze zadanie jakie wszyscy z grupy dostaliśmy było zrobienie jakieś tam przykładowej lekcji. Ja dostałam za zadanie poprawienie źle zrobionego tematu już przez innego typa, który zrobił to po macoszemu i zostawił. Ten typ to był przyjaciel, przyjaciółki mojej "dobrej" koleżanki aka Pani szefowej(a to przyjaciółka była kierowniczką działu chemii xd) Znałam go z poprzedniego kierunku, ale nigdy nie miałam z nim nic do czynienia, powiedzmy że bardziej z widzenia wiedziałam kim on jest no i z plotek. Może raz na piwie z nim coś tam gadałam po pijacku na jednej ze spotkań studenckich ale nic konkretnego. Jedyne co on nim wiedziałam na pewno to to, że jest ciepły.

Robiąc to zadanie okazało się, że trochę za wysoko postawiłam oczekiwania wobec siebie z tego też powodu nie wyrobiłam się tym co chciałam zrobić, chciałam zrobić to mega za⁎⁎⁎⁎ście, a wyszło jak wyszło. Porozmawiałam o tym z moja kierowniczką, powiedziałam jej, że się nie wyrobie bo pomysł jest zbyt rozbudowany. Ona mówiła że pomysł jest super, dlatego da mi do pomocy typa, który pierwotnie spieprzył ten materiał robiąc go bylejak.

Ja się z nim z dzwoniłam, uzgodniłam, że ja zrobię całą merytoryczną część, a on ją wrzuci w system bo ja go dużo mniej znam niż on, miał z nim doświadczenie więc to mu szybko pójdzie. Dałam mu dostęp do materiałów w excelu na chmurze itp. Zgodził się też na moją propozycję podziału obowiązków. Przygotowywałam dane mu materiały parę dni i pamiętam jak poczułam ulgę, że moja działka się skończyła przy tym zadaniu. Zrobiłam więc przerwę licząc na to, że on je wrzuca do systemu.

Po paru dniach dzwoni do mnie kierowniczka i się pyta jak mi idzie powiedziałam co i jak, ona że jej przyjaciel powiedział jej, że nic nie zrobiłam i nic nie ma w tych materialach. Ja mówię że jak to, że wszystko mu pokazałam na Skype i wszystko widział. Weszłam w te materiały a tam nic nie ma. Koleś wszystko usunął (bo kto inny?). Laska powiedziała, że nie ma na to dowodów i musi mnie zwolnić bo tylko mi nie poszło zrobienie tego zadania. Powiedziałam swoją wersję, a ta tylko powiedziała, że no jej przyjaciel co prawda sam spieprzył na początku te zadanie ale on już dłużej z nami pracuje więc wiesz jak jest ...

Moja teoria jest taka, że typ to jeden wielki cwaniak, który leciał ciągle na tym że wszyscy mu pobłażali bo "ooo jak fajnie mieć przyjaciela geja". Należał na studiach do grupy w której byly same osoby jego pokroju, które by dojść do celu, wbili by nóż w plecy każdemu nawet rodzinie. (Była to najbardziej nielubiana grupa na roku i jak ktoś musiał odrabiać zajęcia, to zawsze robił wszystko byle nie musieć odrabiać właśnie w tej grupie) Mogłam się tylko domyślać, że on był taki sam. Uważam, że specjalnie usunął moje materiały żeby nie wyjść na kogoś kto sam znów nie dowiozl. Wiadomo pewnie dało się sprawdzić historię excela na tamten moment, nie wiem nie chciało mi się już bawić w detektywa, wolałam jak najszybciej uciąć jakiekolwiek powiązania z tymi szczurkami, pogryzjacymi sobie ogony nawzajem.

Moja "dobra" koleżanka nawet nie raczyła się do mnie odezwać żeby zapytać co się stało, ale co sobie będzie Pani szefowa, ręce mną brudzić xd Ja tym samym straciłam całkowity do niej szacunek i nie ma ta osoba dla mnie żadnej wartości i cech godnych podziwu, wszystko prysło wraz z jej ego, które wyjebało w kosmos po związaniu się z bogatym typem.

Pamiętam jak powiedziałam, do znajomych ze Pani X bardzo się zmieniła i że ego jej wywaliło. Oni tylko odpowiedzieli, że przecież zawsze miała duże mniemanie o sobie. Ja tego tak nie widziałam to znaczy widziałam, że jest trochę sztywna i uważa siebie za kogoś lepszego skoro czyta Lwa Tołstoja i pisze wiersze, ale ja to bardziej odbierałam jako pewien rodzaj dziwactwa artystycznego, że każdy ma jakieś swoje upodobania i każdy też myśli że jest w nich wyjątkowy.

Po tym jak dostała stanowisko, które miała to była zupełnie inna forma patrzenia na ludzi z góry. Nie powiem jeszcze przed tą chorą akcja, ją unikałam na uczelni bo mnie męczyło to jej spojrzenie "co tam chcesz robaku" ukryte pod uprzejmym uśmiechem, nawet profesorzy nie mieli tego spojrzenia jak ona, przez co była totalnie odpychająca.

Żeby pokazać co mam na myśli to opowiem o dziwnej sytuacji, która do dziś pamiętam. Kiedyś na jakies imprezie graliśmy w grę, która trochę polegała na znajomości i wiedzy w różnych dziedzinach. Ta okazała niemały szok jak się okazało, że całkiem nieźle mi idzie, jak nienajlepiej, a zwłaszcza jak była zdziwiona, że wiem kim jest profesor Miodek czy Gustav Klimt.

Dodatkowo to, że dobrze jej szło w firmie jej gacha(typa ciężko mi ocenić, wydawał się w miarę normalny), to to, że zaczęła od działu Biologii, tworzyła materiały do dziedziny, która dla Mikrobiologów jest banalnie prosta. Do dziś się zastanawiam jak dumna by się z siebie czuła jakby zaczęła od chemii i czy taka ochoczo by ją awansował jej facet. Do mnie były pretensje o błędy merytoryczne, a ta laska była jeszcze większą nogą z przedmiotów ścisłych niż ja xd Co dowodziła sytuacja, której się doprosila przez swoje nadmierną pewność siebie.

Jak już wspomniałam najtrudniejsze sprawozdania były u profesor, która miała obsesję na punkcie plagiatów. No i ta pani profesor postawiła jej 2. Dlaczego? Otóż dlatego, że na sprawozdaniach pisała bzdury. Myślała, że jest mądrzejsza od wszystkich naukowców i odkryła nowy sposób na liczenie. Co oczywiście było nonsensem xd żebyście mnie źle nie zrozumieli, nie uważam, że powinno się blokować studentów za to, że myślą inaczej, ale to nie był taki przypadek znając ją i jej sposób myślenia.

Skończyło się to podobno komisją bo laska nie potrafiła się pogodzić z porażką, jeszcze wyzywała do wszystkich znajomych, tą profesor od dinozaurów i że już dawno nie powinno być jej na uczelni xd no była to ciężka kobieta ale przynosiła uczelni dużo zysków ponieważ jest bardzo uzdolnionym naukowcem(ale wciąż nie patrzy z góry na ludzi tak jak Koleżanka X), więc można się domyśleć po której stronie stanęły władze uczelni.

A i swoją drogą, ta moja koleżanka była już kiedyś po części bohaterka jednego z moich wpisów o nazwie "broń płci". Laska odjebala się jak szczur na otwarcie kanału na zaliczenie ustne u profesora, który z tego co wiem był kobieciarzem choć ostrożnym - zostawiał otwarte drzwi od gabinetu jak siedział że studentkami. Otwarcie chwaliła się, że celowo się tak ubrała bo wie jak to działa na facetów(była piękną kobietą więc w sumie nie musiała się odjebywac xd). Także kolejny dowód na, to jak sobie pomaga w sukcesach xd co zabawne laska była bardzo feministyczna w poglądach politycznych i nasz znajomy odgryzał się jej żartobliwie, że jest jak Kazimiera Szczuka xd Więc też widać jak fajnie się głosi poglądy o prawach kobiet i równouprawnieniu jak są wygodne xd

Jak się potoczyły losy tej firmy? Nie wiem, jedynie słyszałam, że mieli problem, ze do tej pracy zatrudniano studentów na dodatek, którzy nie byli specjalistami w swojej dziedzinie. Tzn do pracy nad działem chemii pracowali mikrobiolodzy i to samo dotyczyło innych działów... Co się stało z tą koleżanką? Też nie wiem i nie chce wiedzieć, gardzę takimi ludźmi jak stąd do Chicago xd

Z tej historii moge jedynie wyciągnąć tyle, że wyjabane ego u ludzi jest dla mnie straszakiem na kilometr. Od razu wyczuwam osoby, ktore mają się za kogoś lepszego i od razu ich unikam, albo nie chce z nimi wchodzić w żadne relacje. Trochę mnie bawi generalnie ta postać mojej koleżanki, jest to pewien rodzaj archetypu literackiego, sama nie wiem jak to ująć ale coś na zasadzie laska myślała, że jest wyjątkową silną kobietą sukcesu, sama o sobie mówiła że jest pracocholikem, no i była ale jak stereotyp "kobiety sukcesu" z opery mydlanej. Co do przyjaciół w biznesie, są to prawda, ale dopóki ktoś jest użyteczny...

#praca #pracbaza

Fenomen3piorunów

@Cori01 chciałbym żyć jak ta koleżanka. Z facetami najgorzej pracować, nic nie robią jeszcze usuną materiały xD Jebnięta typiara, z tym liczeniem i chciała komisję. @Cori01

> warcie chwaliła się, że celowo się tak ubrała bo wie jak to działa na facetów(była piękną kobietą więc w sumie nie musiała się odjebywac xd). Także kolejny dowód na, to jak sobie pomaga w sukcesach

wkurwia mnie coś takiego bo jestem brzydkim mężczyzną. @Cori01

> bardzo feministyczna w poglądach politycznych

na zajęciach raz tak miałem, że moja koleżanka mówiła, że w IT jest za mało kobiet, ale sama nie pójdzie tylko do HR a tam już mężczyzn nie jest za mało...

Gruba ryba

w Pracbaza

51piorunów

Ostatni mój anons rzuciłem rok temu, a w międzyczasie pojawiło się sporo nowych kont. Może tym razem się uda :grinning:

Doświadczony w szukaniu pracy, z dwuletnim ciągłym doświadczeniem... AJAJAJ, czekaj, nie ta wklejka : >

*

Jeśli komuś mignęła sensowna oferta albo u Was w firmie szukają kogoś takiego jak ja — to chętnie pogadam.
A teraz szybko szybko tl;dr mojego CV:

Kim jestem?

One-man-army!

Hardware/Embedded Engineer z 9+ lat doświadczenia.
Robię rzeczy od schematu i PCB, przez low‑level firmware w C, aż po testy, pomiary i uruchamianie sprzętu.
Lubię pracę blisko hardware, lubię jak coś działa, a jak nie działa — to lubię znaleźć dlaczego. Nie boję się uczyć, a wręcz chciałbym tego.

Co potrafię?

Elektronika / hardware:* schematy, PCB (KiCAD, Eagle), prototypy, debug, pomiary, lutowanie SMD/THT.

Firmware:* bare‑metal C, STM32, przerwania, timingi, ADC, UART/SPI/I2C, HAL, CubeIDE.

Testy i diagnostyka:* test benches, narzędzia diagnostyczne, automatyzacja pomiarów.

Integracja systemów:* czujniki, aktuatory, sygnały, wiązki, uruchamianie urządzeń.

R&D:* ostatnio dłubię przy integracji ECU (Speeduino) z silnikiem prestiżowego gruza — czujniki, wiązka, mechanika, adaptacje (będzie pewnie wersja pod kaszlaka);
tworzę dla @LaMo.zord dzwonek bezprzewodowy z dużym zasięgiem do jego posiadłości (będzie osobny wpis);
w kolejce mam dwie wersje elektronicznego zapłonu samochodowego.

Czego szukam?

praca na zachodnim brzegu Warszawy* lub okolice (do ~10 km od Woli) jeśli stacjonarnie,

do 20 km* jeśli hybrydowo,

zdalnie* też może być (ale wtedy muszę pilnować budzika 😅),

hardware, embedded, firmware — wszystko wchodzi w grę*, byle techniczne i sensowne.

* alternatywnie mogę wykonać urządzie, którego potrzebujesz i brzmi ono sprzedawalnie na rynku. Coś przemysłowego? Nie ma problemu, w tym też mam doświadczenie.

Co lubię w pracy?

Spokój, jasne cele, możliwość skupienia się na projekcie.
Lubię tworzyć, ale też optymalizować.
I fajnie mieć kogoś bardziej doświadczonego obok — bo rozwój to dla mnie ważna rzecz.

A po pracy?


Trochę mechaniki, trochę elektroniki, a jak potrzeba wychodzę także poza to.

Jeśli coś, gdzieś, byście usłyszeli, to chętnie przygarnę informację.

*

Autorytet0piorunów

@macgajster na wschodnim brzegu co prawda jest etronika, na wapiennej, a jest jeszcze minimalnie bliżej radwar. Czemu tam nie zajrzysz? Nie będziesz miał pod domem firmy elektronicznej. Wgl jest ich tyle co kot napłakał. I unikaj tych osranych hr-ówek tylko proś o jakąś rozmowę z kierownictwem szukaj numerów. Nie aplikuj za mocno przez internet bo się tylko wkurwisz.

Autorytet1piorunów

Polecam tego Tomeczka

Pokaż więcej komentarzy (25)

Gruba ryba

w Hydepark

121piorunów

#praca
Moim najważniejszym krokiem w busiarskim biznesie, zaraz po zlapaniu pierwszego kontraktu z Górą było zatrudnienie Młodego. (Tak, qrwa, pamiętam jak głosowaliście!).
Dzięki temu moje jedyne obowiązki to ogarnąć papiery dla księgowej, zrobić wypłaty (80% księgowa) i odczytać codzienny raport Młodego, który na ogół informuje że nic się nie działo, kupił to czy tamto i pozmieniał coś w grafiku.

Niby tylko pracownik ale... ale nie muszę się totalnie niczym przejmować. Dzisiaj od rana siedzę nad morzem i posiedzę sobie nie wiem ile. Może przesiedzę tutaj całą tą falę upałów? Wcześniej nie było opcji, zawsze coś do zrobienia. A teraz? Hulaj dusza, piekła nie ma.

W sumie można powiedzieć że zawodowo osiągnąłem stan idealny. Mogę beztrosko jak emeryt opierdalać na plaży w Tajlandii czy innym Rio de Janeiro i patrzeć jak euroski wyskakują na konto.

GURU1piorunów

@Fishery iście gruba ryba :D. Szczerze gratuluję.

Gruba ryba0piorunów

@Fishery też se musze firmę otworzyć a nie wiecznie na tego prywaciarza ciemiężyciela robić :stuck_out_tongue_winking_eye:

Z cyklicznie powtarzajacej się historii transów to uważaj żeby ci mlody nie spierdolił i nie zrobił konkurencji. Jak ogarnia dobrze i zacznie sie orientować ile zarabiasz to może po prostu pójśc na swoje, szczególnie jak zlapie dobry kontakt z klientami. Podpowiem, że czasami od kasy lepiej do zostania i ciężkiej pracy motywuje kilka procent udziałów ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (46)

Autorytet

w Polska

13piorunów

Ogłoszenie na zwykłego lekarza pierwszego kontaktu:

#zdrowie #medycyna #wiadomoscipolska #praca #gospodarka #zarobki #lekarz #sluzbazdrowia

Fenomen2piorunów

Zaraz, zaraz... To oni oferują tyle kasy i nadal nie umieją znaleźć nikogo na to miejsce??

Cóż, wolny rynek. To nie są zarobki narzucone czy wymuszone. To nawet nie zarobki dla specjalisty, który prywatnie robi super-skomplikowane zabiegi z NFZu.

Ludzi piecze tyłek że za ich pracę nikt nie chce tyle płacić

Pokaż więcej komentarzy (10)

GURU

w Polska

7piorunów

8903.56 zł brutto (~ 6400 zł netto), tyle wyniosło średnie wynagrodzenie w Polsce w 2025 r., oznacza to wzrost o 9,1% w stosunku do 2024 roku (8 181,72 zł). Po odliczeniu inflacji realne zarobki Polaków wzrosły średnio o 5,5%.

Jako, że to średnia, to wartość ta oczywiście waha się w zależności od branży oraz lokalizacji. Do rekordzistów średniej brutto zaliczamy:

1. Kraków 11 160,39 zł

2. Warszawa 10 606,89 zł

3. Gdańsk 10 370,97 zł

4. Katowice 9 782,69 zł

5. Poznań 9 589,37 zł

A jak Wasza pensja?

https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-znamy-srednie-wynagrodzenia-w-2025-roku-pierwsze-takie-dane,nId,23498384

#polska #finanse #praca #pensja

Gruba ryba3piorunów

10500 brutto bez perspektyw, do tego do początku sierpnia, a dalej wciąż nie wiem.

czyli 7500 netto, ale z uwagi na L4 spada to do 6000.

6 lat podstawówki, 3 gimbazjum, 4 technikum, 5 studiów i oto mi płacą

Autorytet1piorunów

Ja spokojnie łapię tę średnią, ino muszę ze 2 dni nadgodzin do⁎⁎⁎⁎⁎olić... :expressionless:

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Dyskusje

84piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

#niemakolaczy

Part 14 - kelnerka w restauracji z ramenem i sushi

2019

Po ostatniej pracy w pato kawiarni, zrobiłam sobie niecały rok przerwy od zarabiania cebulionow. Głównie ze względu na zbyt dużą ilość nauki na studiach. Zwłaszcza na pierwszym semestrze magisterki, który był semestrem wyrównawczym na politechnice. Moje życie towarzyskie przestało wtedy istnieć, a o pracy zarobkowej nie było co myśleć. Dlatego też bardzo podziwiałam dziewczynę z roku, która równo jechała na kelnerowaniu co weekend. Nie wiem jak ona to robiła, no ale też była dużo bardziej kumata w nauce chemii i generalnie przedmiotów ścisłych, których było najwięcej.

Starałam się bardzo żeby uzyskać wystarczająco wysoką średnią, aby dostać się do programu Erasmus co wymuszało na mnie dodatkowy stres w postaci dobrych ocen, a nie tylko zaliczeń - mówię o tym ponieważ to będzie też istotną informacja w kolejnym wpisie w tym temacie. Generalnie dawałam z siebie wszystko. No więc po zakończeniu drugiego semestru i dostaniu się na Erasmusa, wiedziałam, że mam parę miesięcy wolnego, żeby coś tam sobie dorobić. Po znajomości dostałam pracę w lokalu z ramenem i sushi. To znaczy był jeden pracodawca i dwa lokale. Raz miałam zmianę w jednym, a raz w drugim.

No i powiem tak. Praca jak ja tamte czasy była idealna. Prawie na nic nie mogę narzekać, jedynie na siebie, no i parę niedociągnięć, które mnie jakaś szczególnie nie dotyczyły ale uważałam że były one po prostu słabe.

Zaczynając od plusów. To codziennie jako obiad pracowniczy wcinałam sobie najlepszy ramen jaki jadłam do tej pory, nic go nie przebiło i myślę, że nie przebije. Była super atmosfera, a z napiwków wyciągałam drugą wypłatę. Wiadomo wolałam mieć zmiany w lokalu z ramenem bo tam była masa ludzi codziennie i na tamte czasy ludzie stali w kolejkach żeby tam zjeść.:fish_cake: :ramen::sushi:

W lokalu z sushi było mniej ludzi i można było sobie odpocząć ale przez to mniej się zarabiało. Bardzo lubiłam te wolne chwilę przestoju gdzie można było sobie pogadać z sushimasterem, pożartować posłuchać historii, które do dziś mnie bawią jak sobie je przypomnę. Szefostwo było nie wiele starsze ode mnie i bardzo na luzie. Mieli ludzkie podejście gdyż sami pare lat wcześniej pracowali jako kelnerzy w innym lokalu i potem po prostu założyli spółkę i otworzyli dwa lokale już pod swoim brandem.

Tutaj się zatrzymam i uważam, że właśnie to jest bardzo ważne, żeby szef wiedział jak to jest pracować na niższym szczeblu i wiedzieć z czym ma doczynienia typowy pracownik. To po prostu widać jak ktoś szanuje pracę swojego pracownika. No ale też wie jak pracownicy potrafią kombinować...

Przyznam, że tutaj też panowała zasada "kto nie pije i pali, ten pilnuje sali" no i ma gorsze relacje z resztą zespołu. Wszyscy mnie tam szanowali, ale widać było, że nie jestem "swoja".

Pamiętam pierwszy szok z jedną dorywcza kucharką jaki doznałam. Przebierałam się w toalecie i nagle słyszę walenie do drzwi i tekst "długo będziesz tam k⁎⁎wa siedzieć". Oburzylam się i pomyślałam no "po⁎⁎⁎⁎na i chamska baba" ale okazało się że tak wyrażała swoją sympatię xd do każdego tak gadała i nikt nie uważał to za dziwne, taki styl bycia. - no pewno nie używała wulgaryzmów po to żeby kogoś poniżyć.

Niestety czuję, że ja trochę w tej pracy niedowozilam. O ile praca w ramenie była banalnie prosta. Wystarczyło być miłym dla klientów i nie mylić zamówień, tak w sushi były trochę bardziej skomplikowane zamówienia i wkurzał się na mnie kucharz jak ciągle zapominałam mu przynosić kamienny talerz jak ktoś zamawial kotleta xd Też nie jestem z siebie dumna, że nakrzyczałam na dostawcę jedzenia. Który coś tam sobie sprawdzał z zamówieniami gdzie ma zawieść, a ja nie niego nakrzyczałam "co robisz, zaraz mi wszystko pomieszasz" no i nie miałam okazji go przeprosić do dziś czuję wyrzuty sumienia, że nie umiałam się skontrolować bo mnie stres zeżarl i wylałam to na kogoś zupełnie postronnego.

Z głupich akcji to pracując tam zaliczyłam najbardziej żenującą sytuację w moim życiu. Do lokalu z ramenem wszedł wtedy mój ówczesny ulubiony twórca YT. Był to Dem3000, uwielbiałam jego poczucie humoru więc się podjaralam jak wszedł. Zamiast dać mu zjeść to poprosiłam go o zdjęcie. Oczywiście mnie zignorował - bardzo słusznie. Jednak później zostawił swój rysunek z podpisem dla fanki :smiley: Było to bardzo miłe z jego strony. Do dziś czuję ciary żenady, że zapomniałam o zasadzie nie przeszkadzania ludziom w jedzeniu.

Generalnie zabawne było to jak ten lokal z ramenem przyciągał ludzi, o charakterystycznym wyglądzie. A w tym przypadku fanów mangi. Kiedyś przyszła grupka dzieciaków i na zamówieniu trzeba było podać swoje imię (była to ankieta do wypełnienia z zaznaczonym ramenem i dodatkami) dzieciaki wpisały swoje mangowe imiona, które były dla mnie łamaczem języka. Więc po prostu się pytałam który ramen to jest dla kogo - pewnie byli rozczarowani.

Pamiętam też córkę z mamą, która bardzo głośno bekneła po zjedzeniu ramenu, praktycznie prosto mi w twarz i powiedziała, że tak się dziękuję za dobre jedzenie w Japonii. Jej mama zrobiła się bardzo czerwona że wstydu. Mnie to rozbawiło, fajnie że dziewczyna się nie krępowała zwykłym ludzkim odruchem, wyglądała na bardzo sympatyczną.

Zawsze mnie bawi jak sobie przypomnę to jak różnymi światami jest sala/kuchnia. Jakby się człowiek przenosił z jednego wymiaru do drugiego. Sala to pełna kulturka, wszyscy są dla siebie mili, uśmiechają się, ładnie ubrani ludzie, utopia xd. Wchodzisz na kuchnie, a tam zjarany kucharz nie ogarnia zamówienia. Idziesz do toalety, gdzie szef kuchni dopija ostatni łyk wódki, wyrzucasz papierek do kosza na śmieci i dostrzegasz test ciążowy, w oddali słyszysz jak jeden z kucharzy przegania szczury wyrzucając śmieci do kontenera na zewnątrz xd No dzień jak co dzień xd

Swoją drogą mam pełny szacunek do ludzi pracujących za garami (w sumie mam szacunek do każdego kto ciężko pracuje), warunki są trudne, zapach oleju, powietrze gęste od pary jak w saunie, mało miejsca i pewnie wiele innych trudności, których nie udało mi się zaobserwować. Akurat w tym lokalu co pracowałam okno było w kuchni bardzo duże i ciągle otwarte, niezależnie od pogody. Przez te okno też kucharze wychodzili sobie na zewnątrz zapalić czy wyrzucić śmieci.

Co do jarania to najbardziej pamiętam jak 10 razy tłumaczyłam typowi co ma być w zamówieniu, a ten z uwagą i przekrwionymi oczami patrzył na mnie i wszystko powtarzał, a potem i tak zapomniał pomylil zamówienia xd No ale lubiłam tych ludzi, wszyscy ciężko pracowali i tworzyli swoistą paczkę dobrych znajomych, którzy razem dobrze się bawili więc fajnie się ich obserwowalo mimo, że do tej paczki nie należałam

Była jednak jedna krzywa akcja, w sensie to był już moment w którym choć trochę starałam się żeby ludzie mi nie wychodzili na głowę tylko dlatego że byłam miła i cicha. Często na zmianie lądowałam z laską, która była wiecznie na kacu. Mimo apelu kierowniczki o nie przychodzenie do pracy skacowanym, nikt tego nie słuchał. Raz już była tak zjechana imprezą z poprzedniego dnia, że co 5 minut mówiła jak ja boli głowa - może od kaca, a może od tego że za⁎⁎⁎⁎la głową w grzejnik w klubie na imprezie. Więc robiła wszystko w ślimaczym tępie a ja pracowałam za nią... Ta w pewnym momencie się na mnie wydarła, że myje naczynia zamiast obsłużyć klientów (było tyle naczyń do zmywania, że nie było w czym podawać ludziom jedzenia-pani na zmywak nie przyszła) więc musiałam myć, potem sala i potem znów myć i sala. A ta chodziła i jęczała wszystkim, że ma kaca. Powiedziałam je, że się nie rozdwoje i że sama niech pójdzie do klientów, a ona że kogoś tam rozliczała z rachunku - no typowe wymówki. Powiedziałam potem kierowniczce, że nie chce być z nią już więcej na zmianie bo jest laska wiecznie skacowana i ta prośba została uszanowana.

W zasadzie największy problem był właśnie z osobami które miały przychodzić na zmywak, nie było nikogo stałego do tego zajęcia i przez to kelnerki musiały brać to na siebie, a jak już ktoś przychodził to często ta osoba wyglądała jakby była od czegoś uzależniona (to samo co było w arabskiej restauracji) i też była ta sama smutna sytuacja że pani, ze zmywaka wyjadala resztki z talerzy, mimo, że dostała by od kuchni jedzenie jakby tylko powiedziała, że jest głodna 😒

Druga krzywa akcja to to, że chyba nikt tam nie miał umowy o pracę oprócz kluczowych kucharzy, a i z tym było ciężko. W sushi pracowała kelnerka od 2 lat i co chwile prosiła o UoP a jej przesuwali obietnice ciągle na kolejne terminy. Laska miała zamiar tam pracować, ale nie chciała lecieć ciągle na zleceniowce, była odlewana, choć rozumiem to bo w gastro ciężko o pracownika, który nie znika bez powodu więc też się właściciele wycwanili i przestali dawać umowy ... Albo może zawsze tak było?

Podsumowując bardzo dobrze wspominam to miejsce pracy, jedynie weekendy były niesamowicie trudne i wykańczające fizycznie ,że musiałam po takiej zmianę odsypiać prawie cały dzień. Jako praca dla młodych ludzi super, jednak z wiekiem to ciężko mi sobie wyobrazić taka pracę np w wieku 30+ lat.

Było to pierwsze miejsce pracy gdzie właściciel traktował po ludzku swoich pracowników tak samo kierownicy i już sami pracownicy byli wobec siebie normalni. Dzięki tej pracy odzyskałam wiarę w to, że można mieć miejsce pracy które cię nie wkurwia na samą myśl o przysłowiowej niedzieli wieczór :smiley:

#pracbaza #praca

Gruba ryba3piorunów

@Cori01 kolejna dobra historia xd uwielbiam kuce 😆

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

89piorunów

Jakiś czas temu pisałam o swojej pracy sprzątaczki i obiecałam @sireplama że opiszę swoją przygodę z pracą w pizzerii. Zapinajcie pasy, bo oto wzięło mnie na pisanie xD

#pizza i podepne się też pod

*

Czasy przed rozpoczęciem kariery sprzątaczki były jeszcze bardziej szalone.

Mieszkałam wtedy z rodzicami, więc posiadanie pracy nie było jeszcze krytyczne.

Od poprzedniej roboty, z której mnie wyjebali minęło kilka miesięcy pasożytowania, w dzień spałam a w nocy czytałam joemonstera, wykop i rysowałam.

Ale nie było na fajeczki i imprezy więc trzeba było zacząć wstawać wcześniej i dźwigać większy ciężar.

Odezwali się do mnie z pewnej sieciowej pizzerii, a że pizza to już wtedy było moje love to ochoczo poszłam na rozmowę.

Do tego nie było to zwykłe stanowisko na zmywaku tylko jako SZEF ZMIANY.

W myślach już liczyłam mamonę i wyobrażałam sobie swoją karierę menagerską.

Nie ważne, że w ogóle się do tego nie nadawałam, ale wtedy jeszcze wierzyłam, że chcieć znaczy móc.

Na rozmowę poszłam w kanciastej koszuli, czysta i pachnąca, jakbym nigdy nie była tym trollem nierobem z poprzednich miesięcy.

Rozmowa miała się odbyć w jednej z pizzerii (na tamten czas było ich kilka we Wrocławiu).

Na miejscu okazało się, że nie jestem jedyną kandydatką zaproszoną na to spotkanie xD było nas chyba z 10 osób, zrobili nam wstęp na temat pracy, warunków i wymagań, gdzie już kilku kandydatów zostało odsianych, bo jak możecie się spodziewać, nie była to praca marzeń xD

Mieliśmy do wykonania jakieś testy na kompetencje i inne bzdety, które miały odsiać kolejnych osobników. Na końcu obiecali, że się odezwą i wręczyli nam kupon ze zniżką do wykorzystaniu w lokalu.

I oto zdarzył się cud, przeszłam pierwszy etap! Zaprosili mnie na kolejną rozmowę, tym razem już w lokalu, w którym potencjalnie miałam pracować.

I to spotkanie poszło wyjątkowo dobrze, co zaowocowało moim awansem z bezrobotnej kanalii na potencjalnego SZEFA zmiany.

A dlaczego potencjalnego? Bo to była poważna firma, pizza sirius biznes i to nie tak hop siup, że wbiję do lokalu jak do siebie i będę wydawać rozkazy niższym karaluchom, bo od pozycji karalucha miałam startować aby nauczyć się thug life w pizzerii.

Pizzeria nie była duża, położona na obrzeżach Wrocławia, na szczęście dojazd miałam dobry, nawet nocnymi, bo często zostawało się dłużej.

Oczywiście na początek minimalna krajowa, po czym po zdaniu EGZAMINU na SZEFA zmiany, podwyżka o jakieś 200 zł brutto. Niestety nie dane mi było spróbować jak smakują te lepsze parówki z biedronki, ale o tym później.

Oprócz pizzerów, pracowała tam szefowa lokalu oraz tymczasowo szef zmiany, którego miałam zastąpić. Kierownikiem był ziomek, który posiadał kilka lokali, nasz był najmniej dochodowy i rzadko u nas bywał.

*

Na początek dostałam gruby plik ze wszystkim czego miałam się nauczyć do egzaminu, były tam informacje o wagach kulek, składnikach, datach ważności, no wszystkim co powinnam wiedzieć, w bardzo szczegółowej formie. Zaczęłam od nauki obsługi kasy i kręcenia placka, nie było to nic trudnego więc trzeba było przejść do bardziej skomplikowanych zadań jak zamawianie towaru na podstawie analizy jego schodzenia, przyjmowanie towaru, otwarcie i zamknięcie lokalu, sprawy pracownicze oraz odbieranie telefonów z zamówieniami.

*

Dlaczego wymieniłam to ostatnie? Ponieważ miałam (i do dziś częściowo mam) problem z rozmową przez telefon. A doliczając do tego fakt, że taka rozmowa wymagała wypowiedzenia skomplikowanej formuły na podstawie algorytmu tego co powiedział klient, to był dla mnie koszmar i autentycznie bałam się tego, aż będę musiała zacząć odbierać te telefony.

Oczywiście formułek nauczyłam się na pamięć, ale w sytuacji stresowej naturalnie moja pamięć łapie errora.

Ale stało się, telefon zadzwonił akurat w chwili, gdy koleżanka była zajęta i spojrzała na mnie wymownie (wszyscy widzieli, że unikam telefonu jak ognia). Oczywiście wyszła klapa i kompromitacja, może i przyjęłam zamówienie, ale formułkę totalnie zjebałam, klient nie został poinformowany o hiper promocjach i nie doszło do próby wciśnięcia dodatkowej sałatki do zamówienia. Ledwo odłożyłam słuchawkę, dzwoni znowu, ten sam głos, ale przedstawia się jako kierownik i dostaję zjebę, że nie poprowadziłam rozmowy należycie xD no nie powiem, trochę mnie to wkurwiło robić takie podchody, co dało mi kopa motywacyjnego do wypadnięcia następnym razem lepiej niż ustawa przewiduje. Finalnie się udało, ale telefonu wciąż unikałam xd

*

Pewnie myślicie, że pracując w pizzerii spełniło się moje marzenie o żywieniu się wyłącznie pizzą. Haha, co prawda w ramach pracowniczych benefitów mogłam zrobić sobie raz dziennie małego placka z sosem i serem za 3,50 zł (za dodatkowe składniki płacić musiałam normalnie), ale wcale nie dawało mi to wymarzonego szczęścia, bo pizza była najzwyczajniej ch⁎⁎⁎wa. Nie wiem czy to była kwestia słabych składników czy ciasta, ale wielokrotnie w przerwie na szamę, zamawialiśmy placki z pizzerii nieopodal. Ja nie wiem jak ludzie mając wybór, decydowali się na tą sieciówkę.

*

Co do samej pracy to do najprzyjemniejszych nie należała. Zwykle miałam drugie zmiany bo jak już byłam tylko ja i kierowniczka z ekipy zarządzającej to musiałam być zawsze kiedy jej nie było albo przysługiwała jej pierwsza zmiana. Jedynki były fajne, bo niewiele się z rana działo, a otwarcie lokalu to był banał i mógł to zrobić szeregowiec. Dopiero od drugiej połowy dnia zaczynał się sajgon, a zamknięcie lokalu było tematem najgorszym.

Że weekendy w pizzerii są intensywne to nie muszę mówić. Opowiem za to jakie fajne było zamknięcie lokalu.

Był na to z góry określony czas, powiedzmy, że ostatnie pół godziny zmiany. Pracownicy wtedy sprzątali lokal a ja siedziałam w biurze o wielkości metra kwadratowego i robiłam rozliczenia.

Trzeba było zważyć ile składników zeszło, sprawdzić czego zabrakło, rozliczyć kasę, pracowników którzy zajmowali się dostawami, wszystko musiało być logiczne i system nie pozwalał zdać raportu i zamknąć lokalu jeśli były jakieś nieprawidłowości. A jeśli były to trzeba je było rozwiązywać. Zamknięcie lokalu nigdy nie przebiegło u mnie w wyznaczonym czasie, a co jeśli go przekraczałam? Siedziałam za darmo i walczyłam z systemem. W przeciwieństwie do szeregowych, nie miałam tam nadgodzin, to że siedziałam dłużej niż trzeba to moja wina, bo powinnam już to wszystko umieć rozwiązać xD a nie dało się rozpocząć raportu przed określonym czasem aby się wyrobić bo system nie pozwalał xD

*

Z heheszków to któregoś wieczoru wychodząc z lokalu, zapomniałam uzbroić alarmu. Byłam już na mieście ze znajomymi, kiedy kierowniczka zadzwoniła, że miała telefon z ochrony dlaczego alarm o tej godzinie jeszcze nie włączony xD Tata musiał mnie ratować, bo przecież z szefowej pensji nie stać mnie było na taksę, i pośród nocy odbierał mnie z centrum i wiózł na zadupie abym włączyła ten cholerny alarm xD

*

A tak poza tym to pracowali ze mną różni dziwni ludzie i jeden złodziej. Ale zabawa początkowo była wyborna.

Często po zakończeniu wieczornej zmiany, zostawaliśmy dłużej w lokalu, lał się browar i jarał joint. Prawdopodobnie jeden z dostawców nie czekał z jointem do końca zmiany, ale nic nie udowodniliśmy. Poza tym, mimo że ziomek notorycznie 'gubił' hajs za dostawy (zapisywaliśmy na kartce a potem ściągało mu się to z wypłaty), kierowniczka go trzymała bo nikt inny nie chciał u nas pracować xD raz mnie wkurwił z krętactwem do tego stopnia, że dostałam pozwolenie na wystawienie mu wypowiedzenia umowy. Oczywiście, po kilku dniach kierowniczka błagała MAĆKU (imię zmienione) WRUĆ, bo ostatni ostały dostawca nie wyrabiał z zamówieniami.

Inni też byli dobrzy.

Jedna typka dojeżdżała z wiochy koło wro autem, bo inaczej się nie dało. Oczywiście nie stroniła od pozmianowych używek, po czym wsiadała do auta i wracała na⁎⁎⁎⁎na. Za mojej pracy tam, tylko raz po drodze za⁎⁎⁎⁎ła w słup.

Natomiast kierowniczka to była taka, hmm, grzeczna paniusia, ale widać znudzona życiem.

Chętnie bawiła się z nami po godzinach i przymykała oko na wiele rzeczy, liczył się tylko supervisor, który czasem nas odwiedzał, to była jej sekretna miłość i potrafiła cały dzień o nim pi⁎⁎⁎⁎lić. Noo, chyba że akurat odwiedzał nas jej mąż to robiła się dziwnie cicha.

Były jeszcze dwie laski, takie całkiem spoko, lubiłam je.

*

Wspomniałam o złodzieju wcześniej, pewnie pomyśleliście, że chodzi o Maciusia dostawcę. Otóż nie i tak na prawdę nie mogę na 100 procent powiedzieć, kto. Ale się domyślam.

*

Oczywiście jako szef, odpowiadałam za kasę. Nie pamiętam dokładnie jak to było ze szczegółami, ale załóżmy że kiedy uzbierało się 1000 zł w kasie, to miałam je zanotować, włożyć do podpisanej moim nazwiskiem koperty, oraz zanieść od razu do sejfu, do którego dostęp miałam tylko ja i kierowniczka. W rzeczywistości nauczono mnie mieć na to lekko wyjebane i całość składało się w koperty na koniec zmiany i hurtem zanosiło do sejfu.

Jak już mówiłam, końce dnia były bardzo intensywne pod względem zamówień i formalności. Pewnego razu pod natłokiem roboty, przyjęłam propozycję koleżanki (co pisałam że ją lubię) aby za mnie zaniosła do sejfu koperty z kasą.

Pewnie co było dalej, mówić nie muszę.

Sejf był opróżniany przez uprawnione osoby z zewnątrz raz na jakiś czas. I potem gdzieś w centrali było to przeliczane, czy jest zgodne z raportami.

Pewnego dnia przychodzę do pracy, a tam czeka na mnie supervisor i kierowniczka z nie zachęcającymi minami.

Okazało się, że w sejfie brakowało jednej koperty na moje nazwisko i że muszę zwrócić kasę.

Była to kwota, która pokrywała prawie całe moje miesięczne zarobki na ten czas, a ledwo dostałam pierwszą wypłatę po podwyżce o 200 zł xD

Cóż mogę rzec, rozryczałam się tam jak po⁎⁎⁎⁎na, tłumaczyłam że to nie ja jestem złodziejem, że popełniłam błędy ale kraść to nie ja. Oczywiście wiedziałam że jestem w d⁎⁎ie, sprawa nie do udowodnienia, brak kamer itp, poza tym złamałam regulamin pozwalając koleżance odnieść te koperty.

I tak zakończyłam moją cudowną karierę. Z miejsca rzuciłam papierami i więcej się tam nie pojawiłam.

Dostałam za to bardzo cenną nauczkę od życia, dzięki której niczego podobnego już nie odwaliłam.

Osobistość6piorunów

Świetna historia, eh te zamykanie sklepow/restauracji w sumie zapomniałam o tym wspomnieć w swoich historiach ale tak liczenie kasy to najgorsza rzecz ever xd

GURU3piorunów

Podlapalas jakieś skill, przepisy czy hacki co do robienia pizzy w tej robocie?

Pokaż więcej komentarzy (20)

Gruba ryba

w Hydepark

209piorunów

Pisałem już tu kiedyś, że mojej firmie odpierdzieliło na punkcie używania AI do wszystkiego. Postanowiłem tego użyć jako broń przeciwko ludzkości :D

Mamy takie narzędzie jak Langdock - taki korporacyjny AI do używania Claude, robienia prostych agentów i automatyzacji. Nakarmiłem go dokumentacją związaną z dobrymi praktykami dla naszych wdrożeniowców, bo skoro mogą już sami, bez konsultacji z developerami i designerami robić frontend i korzystają przy tym z tego narzędzia, to niech chociaż to narzędzie wypluwa im coś zgodnego z jakimiś podstawowymi zasadami, którymi dotąd się kierowaliśmy.

No i ostatnio była w firmie afera, bo jeden klient nie był zadowolony z tego, co ci wdrożeniowcy zrobili (żodyn się nie spodziewał, że frontend robiony przez ludzi bez doświadczenia będzie kiepski, żodyn), no i opiekunka klienta przyszła do mnie, żeby na cito to poprawić. Nie lubię z nią pracować, bo zawsze przychodzi na ostatnią chwilę i czasem czekam miesiąc na to, żeby dała znać, czy coś, co zrobiłem, jest ok, następnie zapominam o sprawie, a potem, na tydzień przed terminem, ona wyskakuje z jakimiś radykalnymi zmianami. Przeczuwałem, że tu będzie podobnie. No, ale poprawiłem, oddałem. Dziś przyszedł feedback od niej, że nie do końca jej to odpowiada, bo - i tu wysłała słowo w słowo całą listę punktów z mojej listy dobrych praktyk którą sam rok temu napisałem i wrzuciłem na confluence, a miesiąc temu wrzuciłem jako kontekst do jednego ze skillów do naszego ejaja :grinning: Zupełnie jakby zrobiła screenshot i napisała "powiedz mi co tu jest nie tak", a że screenshot był niewyraźny bo obejmował pewnie kilkanaście zaprojektowanych ekranów, to wypluł generyczną odpowiedź :D

Postanowiłem umilić sobie piątek i odpowiedziałem jej, że bardzo mi miło, że korzysta z mojej własnej dokumentacji przy ocenie naszej pracy, bo po to powstała, i cieszę się, że moja praca nie poszła na marne. Następnie odniosłem się do każdego punktu, pokazując na screenshotach, że wszystko jest dokładnie zrobione jak należy, a na koniec poinformowałem, że dodaję jej i mojego szefa w kopii, aby upewnić się, że jesteśmy zgodni co do wymagań i oczekiwań klienta i aby uściśliła, co dokładnie miała na myśli kiedy wskazywała powyższe problemy. :D

To będzie dobry piąteczek :D

PS: Na zdjęciu po lewej stronie to ja, chwilę przed wysłaniem maila :D

#pracbaza #praca #korposwiat #pracait

Osobistość2piorunów

Takie „jak wspominałem w ostatnim mailu…”, tylko na większą skalę. 😁

Fenomen1piorunów

@Maciek króciutko :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (50)

Fenomen

w Hydepark

9piorunów

W nawiązaniu do tego wpisu, dziś wyplusowanego przez was ładnie:

https://www.hejto.pl/wpis/zlozylem-cv-do-firmy-jako-menadzer-choc-moje-kwalifikacje-nie-byly-quot-wystarcz

Dzwonił właśnie bezpośrednio CEO firmy, żeby mnie lepiej poznać. I przeprowadził ze mną przez tel 45-minutową rozmowę. I mówi, że decyzja jednak na początku przyszłego tyg XD

K⁎⁎wa 4 etapy rekrutacji, żeby dostać pracę, prawie jak konkurs jakiś XD

Gruba ryba1piorunów

Ja j⁎⁎ie, ja chyba w jakiś złych korpach pracuję. Co prawda pierwsza firma to był januszex, ale dwie kolejne to korpo "liderzy rynku" i za każdym razem to było jakoś nie więcej niż godzina pierdolenia do zatrudnienia. W każdej spędziłem co najmniej 4 lata.

Fenomen

w Hydepark

37piorunów

Efektem moich poszukiwań pracy w obszarach techniki/mechaniki/przemysłu jest taki odzew że ja pi⁎⁎⁎⁎le xD
Tylko we wtorek siedząc w wannie w ciągu 15 minut dostałem 3 telefony z zaproszeniami na rozmowę(akurat telefon miałem obok bo podcastu słuchałem). Gadałem też ostatnio ze znajomymi ze środowisk przemysłowych i wygląda na to że znaleźć osoby z umiejętnościami manualnymi i doświadczeniem w sprawach technicznych jest na tyle trudno że chyba niedługo się jak w WH40K kasta tech-kapłanów wytworzy.
#pracbaza #praca #bezrobocie

GURU9piorunów

O jakich konkretnie umiejętnościach mowa – jakbyś miał wytłumaczyć komuś, kto nie miał kontaktu z Twoim zawodem nigdy.

Fenomen4piorunów

@Merkury budujące słowa, kiedyś jak odrzuciłem jedną ofertę pracy to dyrektor oddziału mówił że o ludzi którzy mają zdolności manualne i jakiś zmysł techniczny będzie coraz trudniej. Oby tak było bo kiedyś pasuje się wyrwać zza biurka.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Fenomen

w Hydepark

15piorunów

Złożyłem CV do firmy jako menadżer, choć moje kwalifikacje nie były "wystarczające" w rozumieniu doświadczenia w CV od strony zarządczej. Ale jednak sporo obowiązków z obecnej pracy było wymuszonych pod kątem koordynowania.

Przeszedłem 1 etap rozmowy

2 etap rozmowy, zaprosili mnie jeszcze podczas jej trwania na 3

3 etap bardzo konkretne zadania z układaniem procesów itd, zrobiłem to na wiele stron A4

i tak se czekam. Jak mnie nie wezmą, dalej tkwię w chujni w której jestem. Jeszcze 1 CV na obiecującą ofertę wysłałem, gdzie się mogą odezwać. A tak to d⁎⁎a. Pocieszam się chyba tylko tak, że chociaż urlop będę miał i wakacje wykorzystam do jesieni, jeśli zostanę tu gdzie jestem. Bo tak z grubej rury musiałbym zapierdalać od lipca.

W sumie mam jeszcze 29 lat (pod koniec roku 30), więc to dość młody wiek jak na bycie menadżerem w kilkukrotnie większej firmie niż ta w kóorej obecnie poracuję i jest mi mega miło, że mnie docenili i doszedłem tak daleko.

Gorzej, że tym sobie nakarmię ego na 5 minut w razie "ładnej odmowy" i docenienia mnie, a potem dalej będzie lipa :(

W ogóle skumajcie, że śmiałem się kiedyś z tego jaką mgr zrobiłem "Zarządzanie" ze specjalnością marketingow, a teraz wychodzi, że pracuje w tym kilka lat i wiedza nawet ze studiów przydatna XD (pracuję w branży IT/E-Commerce/Marketing jako handlowiec b2b). Bekę miałem też z przedmiotu "zarządzanie procesami" a teraz układam procesy i w c⁎⁎j przydatna jest dla mnike ta wiedza, nawet szukam jakichś materiałów ze studiów na mailu XDDDD Jak widać żadne studia nie są do d⁎⁎y, tylko do d⁎⁎y są ludzie.

Ehh w sumie jeszcze jestem młody i mam czas, ale to byłoby dla mnie mega wyróżnienie, bo stanowisko oznaczone jako dyrektor/c-level i ludzie pod sobą. Żaden z moich znajomych w tym wieku tak nie pracuje


Nie nastawiam się ni c⁎⁎j, czuję że odmówią bo znajdzie się ta jedna osoba, która ma po prostu większe doswiadczenie, a praca zdalna to konkurencja ogólnopolska. Ale miło mi, że ktoś mnie docenił, gdzie u mnie w firmie wszystko co wymyślam idzie w tekst "kiedy indziej", "tak, to trzeba zrobić, jak będzie czas", "ok, fajny pomysł, ale nie teraz"/

GURU8piorunów

Nigdy nie obawiaj się tego że masz nie dostateczne doświadczenie na posadę na którą aplikujesz i tak samo nie bój się kolorować tego co wiesz bo uwierz mi że dużo głupsi ludzie zajmują dużo wyższe posady niż ty się starasz.
Kiedyś nawet miałem znajomą która dosłownie zmyśliła sobie większość swojego CV a potem poszła do pracy gdzie i takie musieli przeszkolić i finał był taki że szybko podłapało robotę i potem przy każdej kolejnej rekrutacji też ściemniała bo tak wygląda proces rekrutacyjny w tym kraju i nie pochwalam takiego zachowania ale jeżeli troszeczkę podkolorujesz siebie to naprawdę nic złego się nie stanie.

Lider4piorunów

@Lopez_ z doświadczenia powiem Ci, że zarządzanie w firmach to nie jest coś, co wymaga ogromnego doświadczenia, a w głównej mierze kompetencje da się zweryfikować na rozmowie o pracę. Prawie każda firma i tak wysyła swoich nowych menedżerów na szkolenie z zarządzania jej sposobem.

Ten rok jest też dość średni pod kątem szukania pracy, więc jeśli masz szansę przeczekać kilka miesięcy w obecnej pracy, to polecam. Bo rynek jest straszny, ale niedługo się zmieni na lepsze :)

Trzymam kciuki, powodzenia :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (8)