Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#pracbaza

Lider

w Heheszki

44piorunów

GURU4piorunów

Thousand-yard stare

Thousand-yard stareThe thousand-yard stare (also referred to as the two-thousand-yard stare) is a blank, unfocused gaze of people experiencing dissociation due to acute stress or traumatic events. The phrase was originally used to describe war combatants and the post-traumatic stress disorder (PTSD) they exhibited but is now also used to refer to an unfocused gaze seen in people under a stressful situation, or in people with certain mental health conditions. The thousand-yard stare is often associated with shell shock, combat stress reaction, and other trauma-related mental health conditions. Origin The phrase was popularized after Life magazine published the painting Marines Call It That 2,000 Yard Stare by World War II artist and correspondent Tom Lea, although the painting was not referred to with that title in the 1945 magazine article. The painting, a 1944 portrait of a nameless Marine at the Battle of...Wikipedia
Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Hydepark

29piorunów

ALERT: EGZYSTENCJALNE ŻALE PRZED TOBĄ

Kolejny tydzień, i znany obrazek powraca. Więc, ciekaw jestem Waszych rozkmin na temat moich.

Bo, już chwilę się zastanawiam czy życie gdzie zapitala się w trybie 5 dni roboczych, żeby przez 2 dni teoretycznie odpoczywać ma w ogóle sens.

Co czasem słyszę: ooo depresja, do psychologa, on Ci pomoże jak nie widzisz sensu. No dobra, próbuję się umówić.

Ale - nie spodziewam się rewolucji. Nie czuję też żebym faktycznie miał taki problem. Jeśli ktoś ma mnie szprycować czymś na poprawę nastroju żeby dalej się kręcić w kieracie przez większość życia, to dziękuję.

Z jednej strony, jakoś nie wierzę w to że to wyłącznie moja wina i rozleniwienie, bo niektórzy też tak mówią - że nauczyciele, że uczelnia, to nam dobrze jest, nie musimy 8h klepać przy biurku.

Z drugiej - wielu z nas to ciągnie bo stawiamy taką elastyczną pracę ponad to, że czasem trzeba po południu, czasem w weekend coś porobić.

Ale, nawet radia czy podcastów nie mogę posłuchać, bo nie da się z nimi pracować intelektualnie, nie umiem się skupić.

I tak kminię czy praca 4 dni w tygodniu, albo jeszcze inna nie byłaby lepsza niż te 5 dni, tak porozwalane. Albo, czy są jakieś branże gdzie z połowy etatu, czy chociaż 3/4 da się wyżyć.

Zawodowiec5piorunów

nawet niekoniecznie kwestia "czy da się wyżyć", ale "czy znajdzie się pracodawca co nie kręci na to nosem".
Znam 2 osoby które pracują/pracowały na 4/5. W przypadku jednej okazało się że mało który pracodawca obecnie chce się zgodzić na 4/5 i jak się szuka czegoś innego to mega bieda.... Absolutnie nie rozumiem w czym pracodawcy mają aż taki problem z tym.

Fanatyk0piorunów

@jedzczarnekoty Zawsze możesz zrobić jak ten pan: https://en.wikipedia.org/wiki/Christopher_Thomas_Knight

Christopher Thomas KnightChristopher Thomas Knight (born December 7, 1965), also known as the North Pond Hermit, is an American extreme survival camper and convicted burglar who lived with little to no human contact for 27 years, between 1986 and 2013, in the North Pond area of Maine's Belgrade Lakes. During his seclusion, Knight lived within one mile (two kilometers) of summer cabins in a crude camp he built in a well-drained woodland obscured within a cluster of glacial erratic boulders. Having entered the woods with almost no possessions, he set up a camp composed entirely of items stolen from nearby cabins and camps. He also pilfered from a local family's dairy farm adjacent to where he camped. He survived by committing around 1,000 burglaries against houses in the area, at a rate of roughly 40 per year, to be able to survive during the harsh winters of Maine. Apart from the fear and notoriety...Wikipedia
Pokaż więcej komentarzy (14)

Gruba ryba

w Hydepark

6piorunów

Młodzi chcą korki dzień pracy, wysokie wynagrodzenie.

Tymczasem młodzi w pracy:

https://streamable.com/dryug1

Twórca2piorunów

Kwestia poćwiczenia i wyczucia jak się czymś takim steruje i tyle w temacie.

Większą patologią wśród młodych jest to, że przychodzą do pracy i kręcą nosem, że oni nie będą robić tego czy tam tego, bo im się nie podoba. Oczywiście mówię o obowiązkach jasno wynikających z umowy.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Osobistość

w Lotnictwo

101piorunów

No to pora na update na 😉

Jakiś czas temu pisałem, że dostałem się na stanowisko pierwszego oficera w linii lotniczej, po czym przepadłem. W żadnym razie nie jest to oznaka zakończenia „projektu”, lecz – tradycyjnie na tym tagu – efekt kolejnego, znacznego zwiększenia mojego zaangażowania w innych obszarach, niż ten internetowy.

Maraton

Szkolenie rozpocząłem wraz z nadejściem sierpnia, kiedy to ponownie trafiłem „do ławki”, przy czym tym razem na dwa długie miesiące. Zajęcia odbywały się prawie codziennie w typowych godzinach pracy, a przeplatałem je z innymi moimi obowiązkami wynikającymi z prowadzonej działalności gospodarczej, której nie zawiesiłem, a nawet gdybym chciał ją wygaszać – zwyczajnie nie dałbym rady tego zrobić. Mój „biznes” zakłada bowiem długotrwałe relacje z klientami, a procesy które obsługuję nierzadko rozciągają się na lata. Nie da się tego zatrzymać z miesiąca na miesiąc, więc mając tę świadomość poszedłem zupełnie odwrotną drogą – rozkręciłem firmę jeszcze bardziej, by móc zwiększyć zatrudnienie i paradoksalnie, cudzymi rękoma odciążyć się z bardziej „przyziemnych” czynności na rzecz zarządzania, które choć nadal jest wymagające, to można je realizować w bardziej elastyczny sposób.

Minione lato zatem będę wspominać jako okres szalenie wymagający, w trakcie którego od rana do nocy oscylowałem pomiędzy stanowiskiem hierarchicznie najniższym i najwyższym. Napotykanym na korytarzach instruktorom kłaniałem się w pas, jednocześnie, telefonicznie wydając polecenia mojemu własnemu zespołowi. Był to już kolejny okres, w trakcie którego poświęciłem wiele by utrzymać ogony tych dwóch srok. Nie po raz pierwszy obiecałem sobie także, że to już ostatni raz, ale po raz pierwszy szczerze czuję, że to może być prawda.

Odmiennie do ostatniego maratonu, w trakcie którego uczyłem się i zdawałem egzaminy do licencji ATPL, nie miałem żadnego „meltdownu” (vide - ten wpis). Czy zawdzięczam to zwiększonej odporności na autoeksploatację, de facto – jednak – mniejszemu obciążeniu niż ostatnio, czy stało się tak za sprawą poczucia namacalności nagrody, tego nie wiem i chyba nie chcę roztrząsać, bo naprawdę wierzę, że już tak nie będę musiał.

Embraer

Sierpień upłynął mi pod znakiem nauki samolotu, a wrzesień poświęciłem na naukę procedur. Był to czas wielu odkryć. Okazało się bowiem, że Brazylijczycy stworzyli naprawdę zmyślną maszynę, którą nie tylko da się, ale wręcz trzeba polubić. Nigdy nie interesowałem się szczególnie embraerami, ponieważ zawsze wydawały mi się zbyt egzotyczne względem tego, co poczytywałem za klasykę lotnictwa – boeingi 737, 767 i 777. Co roku biorę udział w i bardzo lubię okres świąteczny, toteż przypadały mi do gustu amerykańskie kokpity, w których wszystko świeciło się jak choinka. Ostatnie zdanie ledwie utrzymało się w tym tekście, jako – w moim odczuciu – nader bliskie pojęcia grafomanii, ale świadomie zostawiam je, jako że naprawdę zawsze uważałem te kokpity za urokliwe jak świąteczna dekoracja i tak też o nich od lat mówiłem. Zatem, jak tu odnaleźć się we wnętrzach zaprojektowanych teoretycznie w Sao Paulo, ale chyba przez niemieckich designerów? Tym, którzy chcą lub muszą polubić się z koncepcją dark cockpit polecam pragmatyzm. Tablice przyrządów z Ameryki Północnej choć urokliwe – są wyraźnie mniej czytelne od tych powstałych po drugiej stronie równika, czy Atlantyku (referuję rzecz jasna do airbusów). W odróżnieniu od boeingów – tutaj jak coś jest dobrze ustawione, działa i nie sprawia problemów – ulega wygaszeniu. Nie zapala się na zielono, czy na niebiesko, ale po prostu znika z pola widzenia. Nie przyciąga uwagi. Tym samym, gdy pojawia się stan niepożądany lub usterka – bardzo łatwo to zauważyć, a cały problem prościej jest zakreślić. Filozofia ta naprawdę ułatwia pracę i sprzyja szybszemu rozwiązywaniu kłopotu. Przekonałem się do niej już w praktyce (o czym niżej), a przecież o inne ładne widoki w kokpicie nie trudno. Brazylijskie samoloty mają też mnóstwo innych zalet (i wad), które opiszę w osobnym tekście.

Co się zaś tyczy procedur – wiedziałem, że należy spodziewać się ich wielu, natomiast nie przypuszczałem, albo nie dopuszczałem tej myśli w obawie przez ilością nauki, że będzie tego aż tyle. Tutaj dosłownie wszystko jest spisane, a to co zamieszczone w tekście objęto oczekiwaniem, że stanie się praktyką. I tak – mamy unormowane kto ma odmachać personelowi naziemnemu po wypchnięciu z miejsca postojowego, ile suchego lodu do drinków można zabrać na pokład, kiedy mogę zdjąć marynarkę, a kiedy nie, że „Before Start Checklist” jest „COMPLETED”, nie „COMPLETE”,  kto, kiedy i jak wita pasażerów na pokładzie, co, kto i kiedy może jeść, jak tagować zdjęcia wrzucane w social mediach, jak usunąć pozostałości po trafionym ptaku, a jaką wagę ptaka podróżującego w klatce należy przyjąć na potrzeby wyważania. Procedury zawarte są w licznych dokumentach, o łącznej objętości kilku tysięcy stron.

Poza nauką stacjonarną w ławce, a także realizowaną zdalnie, odbyłem też szkolenie z zakresu wodowania oraz ewakuacji po takim lądowaniu, a także kurs przeszukiwania samolotu i udzielania pierwszej pomocy. Wykonałem kilka lotów na symulatorze stacjonarnym i na razie dwa na „ruszającym się”. Zdjęto ze mnie miary pod mundur i nawet już wydano mi go, pomimo zapowiedzi, że dostawy należy spodziewać się w około 6 tygodni. Przede mną jeszcze ćwiczenie typowej ewakuacji i gaszenia pożarów, a także dokończenie „Amsterdamu”.

Amsterdam

Obecnie przebywam w stolicy Holandii, gdzie przechodzę szkolenie symulatorowe na urządzeniach klasy FFS – Full Flight Simulator. To są takie sprzęty, jakie czasem pokazuje się w programach typu Galileo, tj. składają się z kabiny i pneumatyki wprawiającej ją w ruch. Podobno każdy taki symulator wart jest więcej niż samolot, który reprezentuje. W centrum szkoleniowym CAE, gdzie spędzam około sześć godzin dziennie, znajduje się ich kilkanaście. Można odbywać „loty” szeregiem samolotów, od boeingów 737, 747 i 767, przez airbusy A320 i chyba też A220, po Embraery 170 i 190 właśnie. Takie doświadczenie jest niesamowite, człowiek naprawdę ma wrażenie, że leci. Immersja niedostępna gdziekolwiek indziej. Przede mną jeszcze siedem sesji, z których ostatnia stanowić będzie egzamin. Cały hotel pełen jest pilotów nabywających uprawnienia lub przedłużających ich ważność, a także załóg – przede wszystkim azjatyckich – będących tu w ramach pobytów po długich lotach. Przewijają się tu także osoby wizytujące nieodległy festiwal muzyczny. Wszyscy ci ludzie powodują, że okolica wiecznie żyje; dzisiaj o godzinie 4:45, będąc w drodze na symulator, mijałem się z ekipą wracającą prosto spod sceny. Zaraz udam się na briefing przed jutrzejszymi zajęciami i w lobby hotelu zapewne spotkam osoby, które dopiero wstały po nocnym locie, te wybierające się na symulator oraz wracające z sesji, a także imprezowiczów. To, co łączy stojącego w windzie mnie, kapitana z Corendona, pierwszego oficera z TUI, chińską stewardesę i szukającego pionu studenta to z pewnością to, że wszyscy mamy powariowane zegary biologiczne i funkcjonujemy w trochę równoległej rzeczywistości.

Kręgi

W pierwszym tygodniu listopada wrócę do Polski, by odbyć jeszcze szkolenia dotyczące ewakuacji oraz gaszenia pożarów, by w połowie miesiąca po raz pierwszy usiąść za sterami prawdziwego Embraera. Wykonam sześć kręgów nadlotniskowych i… jeszcze dwa tygodnie pozostanę na ziemi. W odróżnieniu do większości moich znajomych ze szkolenia – w listopadzie nie trafił mi się żaden lot, więc praktykę w linii zacznę od grudnia.

Stay tuned.

Zdjęcie:

- symulator w hali symulatorów CAE w Amsterdamie (źródło – CAE).

Mistrz2piorunów

@PositiveRate mnóstwo zajęć, ale cały czas do przodu :smiley: ja wiem, jeszcze trochę, ale czekam aż w końcu pierwszy raz zasiądziesz w pracy za prawdziwymi sterami :grinning: Wtedy to mama kaczka będzie dumna!

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Pracbaza

30piorunów

Protip dla rekrutujących, mam nadzieję oczywisty: dojrzały, stabilny zespół który chętnie wdraża nowych w wypracowane procedury jest lepsza propozycja niż młody dynamiczny zespół w którym będę musiał brać aktywny udział w opracowaniu kultury pracy.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Pizza

34piorunów

Kolejny wieczór w sponsoruje więc choć sobie zamówiłem na pocieszenie 😒

Fanatyk2piorunów

@WujekAlien Wyrazy spuczucia... w moim grajdołku gładko poszło, jedynie dzisiaj był mały kociokwik, z powodu odnalezienia zapomnianej maszynki z bardzo legacy softem, wystawionym oczywiście d⁎⁎ą na świat :upside_down_face: Trzymaj się Wujas

Pokaż więcej komentarzy (24)

Fanatyk

w Hydepark

98piorunów

Hej hej! Spieszę aby poinformować was, że oto nadszedł pjonteczek, mordęgi koniec, weekendu początek
Nie przemęczajcie się tam już, co macie zrobić dziś zróbcie w poniedziałek

Miłego weekendu wszystkim! ♥️

Osobistość1piorunów

@Shivaa z jednego informacyjnego maila rozwinęła się burza na 3h :confused: Następnym razem zastosuję się do mema, bo humor mimo piąteczku nieco popsuty. Ale jeszcze tylko 2h, afirmuję sobie lepszy humor

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Hydepark

57piorunów

Ciężki to jest roboczotydzień, już nie mogę się doczekać piątku wieczorem

GURU1piorunów

Ja mam dzisiaj wolne ale se nie skorzystam bo leje cały dzień natomiast jutro do roboty no ale potem weekend także gitowa.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fenomen

w Hydepark

58piorunów
Według danych ostatecznych przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w Polsce w 2025 roku wyniosło 8872,34 zł - podał GUS. Nominalnie średnia krajowa była wyższa o 8,8 proc. w porównaniu do roku 2024.

Najniższe przeciętne wynagrodzenie odnotowano w zakwaterowaniu i gastronomii - 5873,62 zł, czyli o 33,8 proc. mniej niż średnia krajowa. Z kolei w sekcji informacja i komunikacja wyniosło ono 14 421,98 zł, co oznaczało poziom o 62,5 proc. wyższy od średniej dla całej gospodarki.

8872 zł brutto to ok 6400 zł netto - takie zarobki w Polsce sprawiają, że możesz określać się jako osoba zamożna. : )

(Tylko około 35% zatrudnionych zarabia więcej niż oficjalna średnia krajowa)

https://biznes.interia.pl/finanse/news-tyle-zarabiaja-polacy-ostateczne-dane-gus-o-sredniej-krajowe,nId,23562102

Ile zarabiasz?

  • Powyżej średniej krajowej52% (244 głosy)
  • Średnią krajową8% (38 głosów)
  • Poniżej średniej krajowej17% (79 głosów)
  • Powyżej 20k netto10% (46 głosów)
  • Bezrobotny13% (60 głosów)

467 głosów

Sum1piorunów

@cyber_biker zaznaczyłem że powyżej średniej krajowej, ale też powyżej 20k netto. mam kredyt na zwykłe mieszkanie z lat 90 (próbuje je remontować), a mieszkam w wynajmowanym. Nie czuć tak naprawdę tego "bogactwa". Wydaje mi się, że 10-15k netto w dużym mieście nie wystarczy, żeby czuć się bogatym jak rata kredytu albo wynajem to 5k - i to nie jakiegos nie wiadomo czego.

Pokaż więcej komentarzy (37)

Lider

w Hydepark

128piorunów

już za tydzień halloween

u mnie w jak co roku wszystkie biurwy i część produkcji przebiera się w stroje

jest konkurs, najlepsze stroje wygrywają c⁎⁎j wie co

w tamtym roku standardowo byłem przebrany za robola.zasranego.zajebanego

w tym roku mam pomysł

( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fenomen

w Hydepark

32piorunów

Chłop se kupił skaner. Będzie se skanował. Na razie nabieram wprawy w używaniu urządzenia i obsłudze softu, ale już się zdążył w przydać.

Skaner SLAM, czyli "Simultaneous Localization and Mapping". To takie urzdzenie, które za pomocą LiDAR'u skanuje wiązką lasera (w właściwie wieloma wiązkami) otaczającą przestrzeń i mierzy odległość do napotkanych przeszkód. Rejestruje też kąty (azymut i elewację) pod którymi te wiązki napotkały przeszkody. W ten sposób tworzy mapę punktów (chmurę punktów) z dokładnie określonymi współrzędnymi przestrzennymi. Samo urządzenie jest przenośne, potrafi śledzić swoją zmieniajacą się pozycję i orientację za pomocą czułego IMU (Inertial Measurement Unit - inercyjna jednostka pomiarowa). Łącząc te wszystke informacje w kupę: chłop łazi z tym urządzeniem w ręku po wnętrzach i zewnętrzach, a urządzenie zapisuje w swej pamięci przestrzenną i kolorową mapę tych przestrzeni, składajacą się z milionów punktów, którą potem można wykorzystać w inżynierii, grafice 3D i częściowo w geodezji.

Pokaż więcej komentarzy (24)

Gruba ryba

w Pracbaza

22piorunów

Po wpierdoleniu AI gdzie tylko się dało w korpo świecie, pojawiła się rzecz, która absolutnie mnie wkurwia, wręcz do granic możliwości.

Rzecz, która w teorii miała pomagać i wspierać ludzi, gdy ich kalendarze zasrane są spotkaniami od rana do wieczora. Rzecz tak prosta do wdrożenia, że wjebali ją już chyba w każdej organizacji.

Mianowicie minutki ze spotkań wygenerowane przez asystenta zoom, albo inne gen-ai gówno.

Po pierwsze - nasrane tam tekstu o niczym na wstępie, w środku i na końcu. Proste zdanie/akcja obudowane zdaniami wielokrotnie złożonymi, żeby tylko wyglądało, że 15 minutowe spotkanie uratowało świat i poruszyło samą osnowę wszechświata.

Po drugie - kluczowe informacje potrafią umknąć, albo zniknąć w zalewie rzeczy nieistotnych. Zwłaszcza kiedy gadasz z debilami i musisz tłumaczyć jakieś podstawy, które powinni znać.

Po trzecie - jak chcesz wysłać po swoim spotkaniu podsumowanie, które ma ręce i nogi, to musisz przeczytać, przeredagować, poedytować i pozmieniać w c⁎⁎j rzeczy w tym klocu tekstu. Szybciej i efektywniej byłoby pisać od zera. Ale myślisz, że skoro masz już gotowy rdzeń, to szybko wyłuskasz błędy i będziesz mieć gotowe minutki. Nic bardziej mylnego, bo istotne informacje przeplatają się z halucynacjami, 30 minut później rwiesz włosy z głowy i zaczynasz pisać minutki od zera.

Po czwarte - małpy z kraju gówna i gangesu (czyli też gówna, ale połączonego z odpadami przemysłowymi) wysyłają bez zastanowienia tą ścianę tekstu i zadowolone. Potem się na to powołują jeszcze, bezczelne ku⁎⁎⁎⁎zony.

Po piąte - zoom potrafi stwierdzić, że dziś wypluje minutki po polsku, zamiast po angielsku, bo tak. I oczywiście możesz przetłumaczyć, nawet i przy użyciu AI, ale niuanse, skróty i specyficzne słownictwo uciekają, co w świecie legal/finance jest na ten przykład nie do przeskoczenia. Gdy zaś prowadzisz spotkanie po polsku i wplatasz angielskie słownictwo (tak się robi i c⁎⁎j, puryści językowi d⁎⁎a cicho), to potrafi wypluć takie haluny, że minutki mają już wartość tylko humorystyczną. Na ten przykład - gdy rozważałem z zespołem systemowy mapping danych pochodzących z prospektów, które zawierają use of proceeds (czyli termin odnoszący się do wykorzystania wpływów ze sprzedaży / emisji papierów wartościowych), przetłumaczyło mi to w minutkach na Józefa Prosit. I o tym Józefie P., oraz jego mapach, zdaniem sztucznej inteligencji, było całe półgodzinne spotkanie.

Nienawidzę tego późnego kapitalizmu / wczesnej korpo-technokracji xD

Pokaż więcej komentarzy (4)