Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

HoszinGruba ryba

Dołączył/a:

  • 459 wpisów
  • 5040 komentarzy
  • 4 obserwujących

Osobistość

w Filmy

17piorunów

964 + 1 = 965

Tytuł: Szósty zmysł

Rok produkcji: 1999

Kategoria: Dramat / Thriller

Reżyseria: M. Night Shyamalan

Czas trwania: 1h 47m

Ocena: 8/10

Pierwszy raz obejrzałem ten film od Night'a. Ciekawa fabuła, tajemnicza historia i nietuzinkowe postacie. Film nie był takie traszny jak się z początku wydawało. Dla osób,które nie oglądają horrorów jak znalazł.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Mistrz

w Wiadomości Polska

81piorunów

Rząd odkłada o 12 miesięcy wejście w życie reformy dotyczącej limitów wynagrodzeń lekarzy. "Wsłuchaliśmy się w głosy środowiska"

Rząd przekłada kluczową reformę dotyczącą limitów wynagrodzeń lekarzy. Pierwotnie pakiet zmian w ochronie zdrowia miał trafić do Sejmu na początku września. Jak wskazała jednak minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, ustawa regulująca zarobki medyków wejdzie w życie po 12

Autorytet

w Książki

25piorunów

1213 + 1 = 1214

Tytuł: Czasem czuły, czasem barbarzyńca

Autor: Jacek Masłowski, Tomasz Kwaśniewski

Kategoria: Poradnik

Wydawnictwo: Wydawnictwo Agora

Format: książka papierowa

ISBN: 9788326843143

Liczba stron: 320

Ocena: 8/10

Książka dla mężczyzn w formie rozmowy. Mamy tu poruszane tematy dotyczące problemów dotykających panów, próbę odpowiedzi czym jest męskość, jak tworzyć dobre relacje, o tym jak ważna jest rola ojca i nie tylko. Bardzo ciekawa lektura w moim odczuciu.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Pizza

55piorunów

Miałam już dziś nie wrzucać, ale takie piękne bombelki wyszły że szkoda się nie pochwalić 🥰
Kompozycja podobna do wczorajszej, ale bez szpinaku i więcej szafranu, bo wciąż testuję ile mogę go dodać.
Dziś ciasto po 4 dniach fermentacji, te 3-4 dniowe są najlepsze 🤤

Pokaż więcej komentarzy (14)

GURU

w Bieganie

104piorunów

Wizz Air Warsaw Praski Night Half Marathon

No to tak. Od paru edycji obserwowałam ten bieg i postanowiłam, że w tym roku go przebiegnę, bo po prostu podobała mi się impreza. Zgadaliśmy się ze znajomymi na szybki wypad do WWA gdzie każdy z nas pobiegnie po swoje i przy okazji miło spędzimy weekend.

Jakie było moje założenie wobec tego biegu? Test formy, start typu „B”. Sprawdzić, gdzie teraz jestem i nad czym mogę popracować na kolejne półmaratony, które biegnę w sezonie jesiennym. Nie ukrywam, nastawiałam się na życiówkę (czyli poprawę mojego wyniku z przed roku, 01:31:33). Cichym marzeniem było złamanie 1:30. Forma ostatnimi tygodniami rosła, czułam się świetnie.

Start półmaratonu zaplanowany był na 20:30.

Prognoza pogody zapowiadała się conajmniej koneserska. Mocne porywy wiatru i przelotne burze. Lekki stresik był, ale nie ma co - każdy uczestnik ma taką samą pogodę, jesteśmy w tym razem.

O 20:00 poleciałam się rozgrzać, przetruchtałam koło 2 kilometrów, w tym kilka przyspieszeń do docelowego tempa. Niestety nie czułam aby jelita się pobudziły ale i tak poszłam w kolejkę do toi toia. Kartofelki odcedzone, brak symptomów aby murzyn piłował kraty - dobra, to czas polecieć się do swojej strefy startowej. Przyjmuję żel izotoniczny. Ustawiam się w pobliżu zajączka na 01:30:00. Postanowiłam, że zaryzykuję i polecę z nim.

Odliczanie. Strzał. Startujemy.

Pierwszy kilometr, to jest walka z tłumem biegaczy. Uwaga, by nie dostać z łokcia, nie wpaść na czyjeś nogi, wyminąć sprawnie osobę przed Tobą która startuje z wolniejszym tempem niż Ty czy nie zostać zepchniętym. Do tego jeszcze starasz się wyczuć tempo które sobie założyłeś. Powiedzmy, że mała walka o przetrwanie w tłumie.

Doganiam zająca. Staram się utrzymać pozycję nie na początku grupy, nie na końcu, a w środku. Tak aby być osłonięta przed powietrzem.

Mija pierwszy kilometr, drugi. Staram się łapać „luz”. Jest spoko, ale czuję, że, no dosyć żwawo. Tempo 4:12.

Kilometr trzeci, pierwsza stacja nawadniania. Łapię od wolontariusza kubeczek z wodą, wylewam połowę, robię dziubek i sprawnie wlewam sobie do buzi zimny łuk wody. Przy okazji uważam na kroki, bo cały odcinek jest pełen wyrzuconych kubeczków, czego nie lubię. Zawsze odbiegam na bok i rzucam kubeczek „obok” trasy, tam gdzie biegacze nie tuptają. Tym razem również tak zrobiłam.

Wracam do pacera. Wiem, że teraz lecimy ciągle prosto, aż do nawrotki na 8 kilometrze. Wiem, że będzie mi się to „ciągnęło” mentalnie. Mija 4, 5 kilometr. Cholera, czuję, że minimalnie przekraczam granicę. Czuję charakterystyczny ciężar na brzuchu, w momencie kiedy przekraczam swój próg. Mijamy 6 kilometr i decyduję minimalnie zluzować tempo. To jest również czas na przyjęcie żelu. Pacer zaczyna mi z grupą pomalutku odjeżdżać, a ja zaczynam się trzymać tempa bliżej 4:20. Jest i wyczekiwany przeze mnie kilometr 8 oraz nawrotka. Wyczuwam, że jest widmo kolki na wątrobie. Luz luz luz, potrzebuję więcej luzu.

I wtedy pojawia się on - krecik zaczyna pukać w taborecik.

No to za⁎⁎⁎⁎ście. Jedziemy z tym. Czyli trzeba jeszcze więcej luzu jeśli nie chcę doświadczyć afery fekalnej. Kojarzę, że w okolicach 14 kilometra powinien być toi toi. Zaczynamy wielkie odliczanie do niego. Do tego kilometra, udaje mi się trzymać tempo w okolicach 4:25.
Dłuży mi się ten odcinek. Ale w końcu, na ulicy Francuskiej jest dużo większy doping, który mentalnie bardzo pomaga wytrwać pół kryzys.

Jest, widzę go! Decyzja, zatrzymuję się na nim czy ryzykuję i lece dalej?
Rozum vs Determinacja.
Wygrał Rozum. Dobra, bezpieczniej będzie zrobić ten taktyczny pit stop. „Zjadł” mi on około 50 sekund, bo po wybiegnięciu zaraz Garmin wypikał mi kilometr zrobiony w 5:17.

I to była bardzo dobra decyzja. Od razu poczułam się lepiej. Co prawda, nie wróciłam do tempa z początku, ale była werwa i chęć walki. Jak czułam że robi się ciężej, minimalnie zwalniałam i szukałam luzu. Jak był luz, starałam się wyprzedzać ludzi z przodu.

Na 18 kilometrze, zobaczyłam twarze moich znajomych jak mi kibicowali, dało mi to chwilowego boosta. Zaraz po tym, zaczął się podbieg na wiadukt. Nogi były już tak zmęczone, że czułam jak mi się plączą pod sobą na nierównościach asfaltu. Na tym odcinku mijałam sporo zawodników, których profil chwilowo pokonał gdyż maszerowali. Po dłuższej chwili zarządzania zmęczeniem i wytężonego skupienia jak nigdy - skręciliśmy w zbieg. Nareszcie, chwila luzu i możliwości przyspieszenia. Już kręciliśmy się pod Stadionem Narodowym, było słychać w oddali imprezę z mety. Kolejny chwilowy boost, gdy wiesz że zbliżasz się do końca bo niemalże go widzisz(słyszysz). Udaje mi się mijać kolejne osoby. Po 19 kilometrze, jest kolejny punkt odżywczy z wodą. Nie korzystam, jestem już zbyt blisko końca. Jeszcze jedna nawrotka. I kolejna. Okej jeszcze tylko 2 kilometry. Jeszcze tylko jedna mila. Jeszcze tylko półtorej kilometra. Jeszcze tylko około 6 minut. Odliczanie do końca. Dystans malał, ból rósł. Dobra, wchodzę w zakręt do mety. Ostatnie 200 metrów do mety. Jedziemy ile fabryka dała. Ostatnie przyspieszenie. Z serducha.

Przekraczam linię mety.
Wynik netto 01:32:23.
Średnie tempo biegu: 4:23 min/km

Od razu przechodzę na bok, łapię się za barierki, spuszczam głowę i dochodzę do siebie przez minutę. I cieszę się, że mam to za sobą. Po chwili, idę odebrać medal, zabrać fanty z strefy finishera (woda, izo, banan i jakieś ciastka zbożowe). Czas poszukać mojego lovely @scorp

Półmaraton Praski przeszedł do historii.
Czy polecam imprezę? Jak najbardziej. Jest całkiem z pompą zrobiona, miasteczko biegacza bardzo duże, adidas dużo kasy tam wrzuca widać.
Trasa taka średnia w mojej opinii, prawie połowa bez kibiców i w większości „prosta” czyli biegniesz daleko przed siebie.
Biegaczy bardzo dużo, na połówce wystartowało chyba ponad 10k uczestników. Jeśli lubisz duże biegi, to ta impreza jest jak najbardziej warta uwagi.

Wynik który uzyskałam, jest moim drugim najlepszym czasem na półmaratonie jaki kiedykolwiek uzyskałam. Ciekawe, czy gdyby nie pauza w toi toiu - to czy nie byłoby jednak PR. 😃 Ostatecznie pogoda nie była taka okropna jak się zapowiadało. Z burzy nic nie było, raz przez chwilę pokropiło. Ale wiatr dawał czasem konkretnie na twarz, to przyznaję.

Wiem, nas czym teraz treningowo muszę się skupić. Dłuższe treningi tempowe. Większa wytrzymałość podprogowa. Nad tym będę pracować w najbliższych tygodniach.

Czy jestem zadowolona z biegu? Tak.
Czy mogło mi pójść lepiej? Uważam, że tak.

Nie każdy bieg czy inne wydarzenie sportowe musi kończyć się życiówką, alertem PR i fajnym wpisem na stravie. Tak wygląda życie. Wyciągam wnioski i lecę dalej.

Pokaż więcej komentarzy (19)

Gruba ryba

w Książki

21piorunów

1210 + 1 = 1211

Tytuł: The Lost and the Damned

Autor: Guy Haley

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 432

Ocena: 7/10

“Death in the abstract is a friendlier fellow than death in the flesh.”

II część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Tytuł “The Lost and the Damned” dotyczy zwykłych śmiertelników. Podczas, gdy jedni przywódcy naradzają się bezpiecznie na orbicie, a drudzy w bunkrze, jak w każdej wojnie, na pewną śmierć posyła się miliony zwykłych ludzi i jeszcze się im wpaja, że umierają za wspaniałe ideały.

W związku z tym większość opowieści mamy przedstawioną z perspektywy poborowych żołnierzy Imperium, kadry pilotów czy najemników w służbie Mistrza Wojny. Błoto, zimno, strach, krew i okopy.

“The Lost and the Damned” można z powodzeniem również rozszerzyć na prymarchów i Astartes, którzy w ramach paktu z siłami Chaosu poświęcili jakąś część samego siebie. Mimo wszystko, muszę przyznać, że Angron miał niewątpliwie efektowne wejście.

Guy Haley jak zwykle zaprezentował lekkie pióro. Tak to napisał, że nawet jeśli ktoś przegapił kilka tomów, to pobieżnie streścił kontekst w ramach strategicznej narady prymarchów. Umiejętnie wykorzystał również kilka postaci z wcześniejszych tomów Herezji.

Książka nie wniosła jakiejś rewolucji fabularnej, ale okazała się solidną kontynuacją serii

Pokaż więcej komentarzy (2)

Tytan

w Dyskusje

8piorunów

6 września 1971 r.

Urodziła się Dolores O’Riordan

https://m.youtube.com/watch?v=Zz-DJr1Qs54&pp=ygULQ3JhbmJlcnJpZXM%3D

Pokaż więcej komentarzy (3)

Tytan

w Klub alkoholików

9piorunów

wasze zdrowie

Pokaż więcej komentarzy (12)

GURU

w Hydepark

14piorunów

Niedawno @Yes_Man wrzucał wpis o awarii zaworu wody w domu. Mieliśmy niedawno podobną sytację, z tym że pęknięciu ulegl nie zawór, ale kolanko. (Nie mam foto tego pękniętego, ale wyglądał tak samo jak to, tylko to jeszcze nie zdążyło pęknąć). Element na zdjęciu ma 6 lat i skorodował od zewnątrz (w środku nie było korozji), co osłabiło go i doprowadziło do pęknięcia.

Nawet przy niskiej wilgotności powietrza rury z wodą zawsze się delikatnie będą pocić ze względu na temperaturę wody w niej płynącej. Materiał powinien być na to odporny (jak choćby mosiądz, który widać dalej), a jednak nie był. Takie gówno dziś produkują. Jak macie węże w kolankiem, to sprawdźcie ich stan.

Oba kolanka tym razem wymienione na takie z mosiądzu i podłączone węże tym razem bez kolanek.

Gruba ryba1piorunów

to chyba dla tego też często się teraz z jakiegoś tworzywa używa rur.

Pokaż więcej komentarzy (7)

GURU

w Hydepark

34piorunów

Pierwsze wykopki pirackich ziemniaków. Z dwoch krzaków wystarczyło na obiad i będzie jeszcze na kopytka.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Mocarz

w Muzyka

5piorunów

Wykonawca: Violet Cold
Album: Shazam the Void
Utwór: Shazam the Void

Violet Cold (Emin Guliyev) to eksperymentalny projekt muzyczny z Azerbejdżanu, założony na początku 2013 roku w Baku. Emin tworzy swoją muzykę w pełni samodzielnie w formule DIY (od instrumentów, wokali i tekstów po okładki, miks i mastering) nie posiadając formalnego wykształcenia muzycznego. Jego dyskografia obejmuje m.in. post-rock, black metal, ambient, sludge, witch-house, neoklasykę, elektronikę oraz jazzcore.

https://youtu.be/W7231XBn0NQ?is=Udkl3-hZgFMEyuJU

Pokaż więcej komentarzy (2)